Share | 
 
Wieża astronomiczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Wieża astronomiczna   28.09.15 3:50

Wieża astronomiczna
Wieża Astronomiczna, znana też jako Wieża Północna, jest najwyższą wieżą w całym zamku. Stosowana jest jako obserwatorium i świetnie nadaje się na lekcje astronomii. Jej układ zapewnia ogromną ilość zakamarków, w których możesz się schować lub coś ukryć. Magiczna aura, jaka tu panuje, poniekąd narzuca myślenie na tematy filozoficzne, o życiu i śmierci. Jednocześnie jest to miejsce, w którym zginął kilka lat temu dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore. Miejsce, w którym stał w ostatnich chwilach życia, jest jakby wypalone i nie da się na nim stanąć - magiczna bariera oddziela je od reszty.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   02.02.16 0:27

Leo znalazł się na szczycie Wieży Astronomicznej nie do końca świadomie. Właściwie to nogi same go tam poniosły.
W sumie to od samego rana tego dnia coś szło nie po jego myśli. Już przed lekcjami zdążył potknąć się o próg Wielkiej Sali, rozlać sok z dyni i finałowo zderzyć się z jedną ze ścian, która wyrosła przed nim naprawdę niespodziewanie. W czasie zajęć ani na chwilę nie mógł się skupić. Cały czas coś go dekoncentrowało. Nieraz po kwadransie przyłapywał się na gapieniu przez okno. Również nauczycieli irytowała jego całkowita ignorancja tego, co działo się na lekcji. Jakby tego było mało dostał kolejne T z historii magii za nieoddanie pracy domowej w terminie. To nie jego wina, że nie potrafił się na niej skupić, ani nawet przypomnieć tematu, na jaki była zadana.
Po skończonych lekcjach powinien w sumie pójść do biblioteki i odrobić to zadanie, ale kompletnie nie miał do tego głowy. Chciał odpocząć, zrelaksować się i jakoś poukładać myśli, aby tej nocy zasnąć o w miarę przyzwoitej godzinie i wyspać się. Potem będzie się martwił o jakieś zaległe zadanie.
Nawet nie wiedział, kiedy znalazł się w Wieży. W sumie to to było fajne miejsce. No dobra, może fajne to nie odpowiednie określenie. Po prostu Leo się tu podobało. Miał poczucie, że tutaj będzie mógł pobyć chwilę sam ze sobą, bez zbędnego towarzystwa natrętnych osób. W sumie to normalnie samotne siedzenie w Wieży Astronomicznej nie było szczytem jego marzeń, w końcu nienawidził być sam. Tego konkretnego dnia jednak odczuł taką potrzebę. Musiał wszystko przemyśleć jeszcze raz, oczyścić swój umysł z niepotrzebnych myśli, aby móc normalnie funkcjonować.
Wspiął się na szczyt Wieży i podszedł do barierki. Chłodne powietrze musnęło jego skórę, ale podobało mu się to. Spojrzał w dół na pokryte cienką warstwą śniegu tereny zamku. Ładny widok, ale Gryfon w tamtym momencie miał średnią ochotę na poetyckie myśli. Szybkim spojrzeniem obrzucił miejsce, w którym po raz ostatni stał Albus Dumbledore. Nie wywołało to w nim jakichś głębszych emocji, gdy czarodziej zginął Slughorn był dopiero w pierwszej klasie. Praktycznie nie znał tego staruszka, o którym to takie różnorodne opinie krążyły po świecie. Jego wzrok ponownie powędrował na wprost. Patrzył na popołudniowe niebo, zastanawiając się nad tym wszystkim, co działo się wokół jego osoby. Ale co działo się z nim samym? Chłopak sapnął cicho, orientując się, że postawił sobie zbyt trudne pytanie. Dlaczego nie potrafił być taki jak przedtem...? Wtedy wszystko było łatwiejsze, ale to było już dawno temu, a jakieś idiotyczne refleksje nie przywrócą mu tamtych dni.
Gryfon kompletnie gubił się w swoich myślach i uczuciach. Do tego wszystkiego dochodziła jeszcze kwestia tego idiotycznego zauroczenia. Zaraz... zauroczenia? Czy naprawdę tak o tym pomyślał? W sumie zauroczenie brzmi o wiele lepiej niż "nieodwzajemniona, wyczarowana znikąd miłość". Miłość?! Leo westchnął głośno opierając głowę o barierkę. Czy to, co czuje to naprawdę miłość? Czy może tak o tym myśleć? A może to po prostu przyjaźń, tylko wyjątkowo silna? Albo to wszystko to dojrzewanie? Czasem ciężko jest połapać się w uczuciach, z tego co się orientował to raczej dziewczyny są lepsze w te klocki.
- Dlaczego to wszystko musi być takie zagmatwane? - spytał sam siebie zrezygnowanym tonem głosu. Denerwowało go to, że sam nie wiedział, co czuje. Życie byłoby wtedy o wiele prostsze, a przynajmniej w jego głowie nie biłyby się teraz ze sobą dwie sprzeczne emocje. Ile by oddał, żeby znowu było tak, jak kiedyś... Żeby on był taki jak kiedyś.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   02.02.16 19:18

Wieża astronomiczna zawsze była celem tych rzadkich, samotnych spacerów Gabriela. Przychodził tutaj gdy musiał coś na spokojnie przemyśleć i odpocząć od towarzystwa, na co nie mógł liczyć nigdzie indziej. Odkąd zmarł profesor Dumbledore, miejsce to nie kojarzyło się z tym samym, co przed wojną. Teraz mało kto tu bywał, a szczególnie po zmroku. W dalszym ciągu, nieco mroczna atmosfera wieży, przyciągała hogwarckich myślicieli, spragnionych samotności i chwili wytchnienia. Opis ten nie pasował najlepiej do Gabe'a; szkolnej gwiazdy quiddicha i duszy towarzystwa. Nie był typem melancholika, nie lubił rozmyślać o przeszłości. Dla Gabriela przeszłość była tylko wspomnieniami; ułamkami czasu, utrwalonymi w jego pamięci. Skoro już nikt i nic nie może zmienić biegu wydarzeń, to dlaczego miałby rozdrapywać stare rany? Świat się nie skończył; świat się zmienił, a czas biegnie dalej i nie pozwala zatrzymać się w miejscu.
Na wieżę zwabiło go coś innego; idąc po schodach przemknęła mu przed oczami smukła sylwetka Leonarda Slughorna. Szedł na górę, a Gabriel, z natury ciekawska istota, postanowił za nim podążyć.

Widok, jaki po chwili ujrzał, ujął Gabriela całkowicie; Leo, z rozwianymi włosami, stał opierając się o barierkę i wpatrując się w dal na słońce znikające za horyzontem. Uśmiechnął się pod nosem i cicho podszedł do chłopaka, delikatnie stawiając kroki na drewnianej podłodze.
- BU! - krzyknął nagle, chwytając przyjaciela za ramiona. Nie przemyślał, jak Leo może zareagować, jednak miał nadzieję, że nie wystraszył go zbyt poważnie.
- Przyszedłeś pomyśleć?
Gabriel przeczesał dłonią śnieżnobiałe włosy; rozwiewane przez wiatr w drugą stronę, po czym oparł się łokciami o skrawek barierki, tuż obok Leosia.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   02.02.16 20:19

Bądźmy szczerzy - ostatnie, co przeszłoby Leo przez myśl to to, że ktoś pofatygowałby się za nim na Wieżę. Ech, żeby to chociaż był ktoś, kogo nie zna, to jeszcze pół biedy.
Gryfon podskoczył lekko, gdy usłyszał głos i czyjeś dłonie zacisnęły się na jego ramionach. Odwrócił szybko głowę w stronę napastnika i momentalnie jego serce zaczęło walić jak oszalałe. Nie, nie, nie... Co on tu robił? Skąd się tu wziął? Dlaczego przyszedł tutaj akurat teraz? Przez cały dzień Slughornowi jakoś udawało mu się unikać Gabriela.
Leo powinien się zirytować na to, że po raz kolejny tego dnia los spłatał mu psikusa. W końcu nie chciał go widzieć, nie teraz, gdy próbował rozszyfrować swoje uczucia względem starszego Gryfona. Oczywistym jest, że jego obecność tutaj na pewno nie pomoże chłopakowi tego dokonać, tylko jeszcze bardziej go zdekoncentruje. I wbrew temu wszystkiemu, twarz Slughorna rozjaśnił momentalnie szeroki uśmiech, jakby właśnie odkrył największą tajemnicę istnienia. Patrzył zachwycony na Gabe'a, na rysy jego twarzy, na jego oczy, kości policzkowe i włosy. Niekontrolowanie zatrzymał na chwilę wzrok na jego ustach, zastanawiając się jak by zareagował, gdyby... Uspokój się! Nagle uświadomił sobie, że od dłuższej chwili z uśmiechem na twarzy, wpatruje się w chłopaka, niczym obrazek. Zaraz potem zorientował się, że ten zadał mu też pytanie.
Gryfon odchrząknął zażenowany i zły na siebie jednocześnie, i z powrotem odwrócił się w stronę barierki, ponownie zaszczepiając spojrzenie na niebie, a raczej starając się to zrobić. Jego wzrok co chwilę uciekał w stronę Gabe'a, po prostu nie potrafił tego kontrolować. Świadomość, że ten konkretny chłopak stał tuż obok niego, była dla niego cudowna i przerażająca jednocześnie. A co, jeśli za chwilę się zbłaźnię i powiem albo zrobię coś głupiego...? Nie! Czemu on w ogóle się tym przejmował, razem robili już tyle idiotycznych rzeczy, że nie powinien się martwić czymś takim. I czemu, do cholery, miał taki przyspieszony puls? Przestraszył go, to na pewno przez to. Zaraz wszystko się unormuje.
- Wystraszyłeś mnie, ciołku - Gryfon zaśmiał się nerwowo. - Naprawdę, ten pieprzony zamek jest taki duży, a nie można tu mieć ani chwili prywatności! Śledziłeś mnie czy jak? - spytał, unosząc brwi i odważając się spojrzeć na blondyna, a nawet na chwilę złapać z nim kontakt wzrokowy. Cholera, jakie on ma ładne oczy... Uśmiechnął się lekko, spuszczając spojrzenie. Nie był w stanie patrzeć na Gabriela normalnie. Źle się z tym czuł, martwił się, że chłopak może zauważyć, iż coś jest na rzeczy, a tego Leo za żadne skarby nie chciał. Czy naprawdę coś jest na rzeczy? Może tylko mi się wydaje? Może przesadzam? Tak, to na pewno to. Westchnął ciężko.
- Pomyśleć? - spytał szybko. Nagle przez jego umysł prześlizgnęły się straszne rzeczy. A co, jeśli Gabe wiedział o czym Gryfon rozmyślał przed jego pojawieniem się na Wieży? Nie, to przecież niemożliwe. Nie da się czytać w cudzych myślach. W sumie to Leo nawet sobie tego nie wyobrażał. On sam nie potrafił ogarnąć się we własnych, a co dopiero jakby zaglądać jeszcze w przemyślenia innych ludzi. Mimo wszystko ogarnął go lekki niepokój. - No, ten, w sumie... W sumie to tak - zdecydował się wreszcie. - Generalnie to przyszedłem poukładać myśli, bo od rana nie daje mi spokoju... - w ostatniej chwili ugryzł się w język. O nie, nie, to nie tak miało się potoczyć! - ...praca domowa z historii magii. Wiesz, nie odrobiłem jej i cały dzień się stresowałem. No i dostałem Trolla, a teraz muszę to napisać i kompletnie nie mam do tego głowy - dokończył, zadowolony z siebie. W sumie to, co powiedział, było kłamstwem tylko w połowie. W końcu przejmował się zadaniem z historii magii, ale na pewno nie od rana. Zacznijmy od tego, że on w ogóle nie wiedział, że coś było zadane. Jego umysł zaprzątały o wiele większe problemy.
- Ymmm, a jak tam u ciebie? - rzucił po chwili. - W sensie, na lekcjach. Znaczy, nie chodzi mi tylko o lekcje. Ogólnie, co się u ciebie dzieje? Nie, że nie wiem, w końcu się przyjaźnimy i w ogóle - przerwał, zdając sobie sprawę, jakie głupoty plecie i wypuścił nosem powietrze, przewracając oczyma. - Wiesz, o czym mówię, prawda? - dodał podłamanym głosem. Opanuj się! Przetarł oczy ręką. Dlaczego nie potrafił zachowywać się normalnie?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   03.02.16 17:05

- Ja miałbym cię śledzić? Skądże znowu! - zaśmiał się, rozbawiony odpowiedzią Leo - Nie, nie śledziłem cię głuptasie. Tylko twoje buty bardzo łatwo rzucają się w oczy. - powiedział i założywszy ręce na piersi, oparł się bokiem o barierkę.
Leoś miał bardzo fajne, magiczne trampki, zmieniające kolor tak, aby dopasowany był do reszty stroju. W Hogwarcie zawsze były czerwone, jako odzwierciedlenie barwy gryfońskiego krawata.
Nagle zdał sobie sprawę, że ciągle się na niego gapi; szybko odwrócił wzrok odrobinę zmieszany. Odchrząknął lekko, a po chwili milczenia odezwał się znowu:
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. A nawet jeśli tak, to coś mi mówi, że w mimo wszystko cieszysz się, że cię znalazłem. - mrugnął do niego dając znać, że oczywiście żartuje. Ot, świetne wyjście z niezręcznej sytuacji! Brawo Gabe, powiedział do siebie w myślach, dumny z własnego pomysłu.

Spojrzał na przyjaciela poważniej, gdy ten opowiadał dalej, jednak uśmiech nie znikał z jego twarzy. On zawsze był taki pocieszny, że trudno było się nie uśmiechać.
Oj Leoś.
- Nie martw się historią magii, moim zdaniem to mało użyteczny przedmiot, chociaż mogłeś poprosić kogoś o pomoc z tym wypracowaniem, wiesz? Ja sam nie byłbym chyba użyteczny jeśli chodzi właśnie o ten przedmiot, ale znam kilka osób z Ravenclawu do których można by się zwrócić. - Gabriel westchnął, spoglądając na rumianą twarz kolegi odrobinę zatroskanym wzrokiem. - Po prostu zapytaj, okej? Chcę ci pomagać, jeśli tylko mogę.
Naprawdę chciał; przecież zależało mu na nim. W końcu byli przyjaciółmi, prawda? A od czego są przyjaciele, jak nie od wzajemnej pomocy i wsparcia?

- No.. nie jest najgorzej. Straszą nas trochę owutemami, jakbyśmy nie mieli dość zmartwień, ale da się wytrzymać. - odpowiedział mu trochę zdawkowo, bo zależało mu aby szybko zmienić temat. Trudno, później będzie czas na wyrzuty sumienia.
- Coś się dzieje, Leo? Cały się trzęsiesz.. i rumienisz.
Być może nie był mistrzem odczytywania emocji, ale zauważył, że z Leosiem na pewno jest coś nie w porządku.
- Stresujesz się czymś? Coś się stało? Czy to przeze mnie?
Być może nie powinien tak bardzo naciskać.. Ale znowu tego nie przemyślał..


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   03.02.16 19:01

Wzrok Gryfona powędrował do obuwia. No tak, było odrobinę oczopędne.
- Nie wiedziałem, że patrzysz ludziom po butach - uśmiechnął się. - To jakieś nowe hobby? Może w to też mnie wkręcisz, tak jak w quidditcha? - spytał żartobliwie. Pieprzone buty. Następnym razem będę latał po Hogwarcie w bamboszkach. Ale zaraz, czy bamboszki nie przyciągną jeszcze więcej zbędnej uwagi? W końcu szesnastolatek biegający po szkole w papuciach wyglądałby dość... no... ekstrawagancko, o tak, to jest dobre słowo. Zresztą nie pasowałyby mi do niczego.
Leo lekko zarumienił się, gdy usłyszał uwagę chłopaka. Na szczęście po chwili zdał sobie sprawę z tego, iż ten tylko żartował, co przyjął z niedającą się ubrać w słowa ulgą. No tak, brał wszystko na poważnie, powinien nieco zwiększyć dystans do pewnych rzeczy. A zwłaszcza rzeczy związanych z Gabrielem.
- Nie no, co ty! Ty mi nigdy nie przeszkadzasz! - stwierdził wesoło, ale po chwili dotarło do  niego, co powiedział. Kątem oka spojrzał na Gabe'a, lekko przestraszony. Miał nadzieję, że chłopak to również weźmie za żart. Często ich rozmowy właśnie na tym się opierały, dlaczego teraz nie miałoby być tak samo? Wystarczy, że się odprężysz, idioto. Po prostu musi spojrzeć na Gryfona normalnie, tak jak przed tym wszystkim. Jak na przyjaciela, a nie obiekt westchnień, czy cokolwiek innego, czym stał się dla szesnastolatka. Dlaczego Slughorn nie może go po prostu, najzwyczajniej w świecie lubić, tak jak Gabriel lubi jego? Co wyjątkowego było akurat w tym chłopaku, co wprawiało Leo w tak wielkie zakłopotanie? Coś w nim widocznie jest. Ale w takim razie dlaczego Gryfon zauważył to niepozorne coś dopiero teraz? Przecież znał Gabe'a od tak dawna, dlaczego nie poczuł do niego tego czegoś wcześniej?
No tak, z tą historią magii może przecież iść do siostry. A jak jej też nie będzie szło, to może poleciłaby mu jakieś swoje koleżanki, które nie ślinią się na jego widok? Ech, jakby to był teraz jego największy problem. Leo spuścił wzrok, uśmiechając się pod nosem, gdy Gabriel skończył mówić.
- Dzięki, ale... nie musisz sobie zaprzątać tym głowy - stwierdził, przygryzając wargę. Ogarnęły go nagłe wyrzuty sumienia. - W końcu to twój ostatni rok tutaj i pewnie masz dużo spraw na głowie, i... i w ogóle - dokończył niepewnie. Chciał jeszcze dodać, że będzie za nim tęsknić, gdy opuści Hogwart, ale to byłaby przesada. Leo z przerażeniem uzmysłowił sobie, że za kilka miesięcy Gabe skończy szkołę, podczas gdy jego czekał jeszcze rok nauki. Co wtedy? Czy kontakt im się urwie? Jak on sobie tu poradzi bez niego... Normalnie sobie poradzisz, nie wydziwiaj. I do jasnej cholery, uspokój się! Wziął głęboki wdech. Jest dobrze. Jest normalnie. Po co on teraz snuje jakieś wywody nad nie wiadomo czym? Powinien cieszyć się tą chwilą, że może być tu z nim.
Naprawdę się uspokoił, chociaż odrobinkę. Wprawdzie jego serce nadal waliło jak oszalałe, a on sam lekko drżał zarówno z poddenerwowania, jak i z ekscytacji, ale było o wiele lepiej. Chłopak już przymierzał się do tego, aby zarzucić jakimś luźnym tekstem o tych całych owutemach, ale Gabriel nie dał mu dojść do słowa, błyskawicznie zmieniając temat i powodując tym jednocześnie, że ciśnienie Leo ponownie podskoczyło.
Nie. Nie, nie, nie, nie. On tego nie powiedział, prawda? To wszystko mu się wydawało. To przez stres. To tylko ten cholerny stres i nic więcej. Slughorn zesztywniał, niekontrolowanie wstrzymując oddech. Nie wiedział, co powinien odpowiedzieć. Teoretycznie mógł rzec, że jest chory albo niewyspany, albo... albo cokolwiek, cholera jasna, cokolwiek!
Leo wziął w płuca duży haust powietrza, nagle przypominając sobie jak się oddycha.
- Ja... - zaczął drżącym głosem. - J-ja po prostu... J-ja nie wiem, co... - zaciął się nagle, nie mogąc już wydobyć z siebie żadnego słowa. No to ładnie. Teraz to dopiero wszystko spartaczył. Już nie mógł teraz zwalić na jakąś chorobę, czy coś innego, bo Gabe i tak zauważyłby, że nie o to chodzi. Poza tym z Gryfona nagle uleciały wszystkie tak mizernie ćwiczone umiejętności kamuflowania prawdy. -To nie twoja wina - wydukał tylko. - Po prostu chodzi o to, że ja... że ty... - nie, nie powie tego. Nie przejdzie mu to przez gardło. I wtedy właśnie to zrobił. Najbardziej spontaniczną i nieprzemyślaną rzecz w swoim życiu, a jest z czego wybierać.
Nawet nie wiedział, jak to się stało. Po prostu odwrócił się w stronę Gabe'a i nie zastanawiając się nad tym, co robi złączył ze sobą ich usta, przymykając oczy.
Na ułamek sekundy odpłynął, zatracając się w tym pocałunku, ale już po chwili zorientował się co robi i odskoczył od przyjaciela, jak poparzony. Odsunął się od niego na kilka metrów, wpatrując się w niego, niczym przerażone dziecko. Jak on w ogóle mógł coś takiego zrobić? Jak mógł tak po prostu...? Odwrócił się, czując jak do jego oczu zaczęły napływać łzy. Nie. To się nie wydarzyło. To nie miało prawa się wydarzyć. Przejechał drżącą rękę po twarzy. Nie, tylko teraz się nie rozpłacz. Co powinien zrobić? Odejść bez słowa? Zacząć przepraszać? Zaśmiać się i udać, że to był tylko głupi żart? A może najlepiej od razu rzucić się z tej pieprzonej wieży?
Jak mógł być taki głupi? Przecież teraz Gabriel go znienawidzi. Byliśmy przyjaciółmi. Byliśmy pierdolonymi przyjaciółmi, a ja wszystko zniszczyłem. Jak zwykle.
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   03.02.16 22:58

- Hobby? - zamyślił się. Co było ciekawego w oglądaniu butów? Nic szczególnego, przynajmniej dla Gabriela. - Moja siostra na przykład, potrafi gapić się w buty godzinami, nawet w jedną i tą samą parę i zawsze uparcie twierdzi, że jej się nie nudzi. Zabawne, co? Kobiety to ciekawe stworzenia. Wychowałem się z mając trzy panie pod dachem, niedawno dołączyły do nich dwie kolejne. Chyba powinienem je dobrze rozumieć, a często wydaje mi się, że nie rozumiem ich wcale. - Gabe uśmiechnął się do Leosia. On też miał siostrę, o ile dobrze pamiętał. Amelia? Tak, Amelka jest w Ravenclawie, na tym samym roku co Leo. Przecież są bliźniakami, jak ja mogłem zapomnieć?
- Quidditch to co innego mój drogi, quidditch to prawdziwe hobby, coś o czym można dyskutować godzinami. - Gabe rozmarzył się, spoglądając w niebo. Nie grał w quidditcha długo; wystarczająco długo, żeby zacząć tęsknić za radością, jaką sprawiała mu ta gra, dlatego nie mógł się doczekać nowego sezonu i momentu gdy znowu poczuje ten przyjemny przypływ adrenaliny, unosząc się kilkanaście metrów nad ziemią.
- Przy okazji, to bardzo dziękuję, że dałeś się namówić na wstąpienie do drużyny. Gdy tylko przyjdą odpowiednie warunki, ruszamy z treningami. Pokażemy klasę, nie damy Ślizgonom skopać sobie tyłków, prawda?
Bertrand mocno wierzył w swoją drużynę; wnet okaże się, czy jego marzenia mogą zostać urzeczywistnione, czy też ma same złudne nadzieje. Nauczę ich grać, przecież to nie trudne.
- Miło mi, Leo. - Gabriel, usłyszawszy jego odpowiedź, uśmiechnął się szeroko odsłaniając swoje równiutkie, białe ząbki. Nagle zrobiło mu się jakoś cieplej na sercu. - Bardzo mnie to cieszy. Doceniam każdą chwilę, którą mogę spędzić razem z tobą.
Wiedział, że Leoś odpowiedział żartem na żart, jednak Gryfonowi naprawdę przyjemnie było usłyszeć, że Leo go lubi; mówił mu to już kiedyś, ale cudownie poczuł się upewniając się, że między nimi nic się nie zmieniło.
- Czy ja wiem? Niewiele więcej w stosunku do poprzedniego roku. I o mnie ty się nie martw, dam sobie radę. - zaczepnie szturchnął go w ramię, jednocześnie robiąc krok bliżej przyjaciela.
Gryfon poczuł się trochę winny tego, że Leo się o niego martwi. Obarczał się problemami, które nie powinny go dotyczyć. Ale co on może zrobić?
Spojrzał ukradkiem na przyjaciela, zapatrzonego w dal, w taflę jeziora. Wiatr rozwiewał jego orzechowe włosy odgarniając je z czoła, gdzie zwykle spoczywały; odsłaniał jego jasną twarz i niebieskie oczy, często schowane za grzywką. Wyglądał tak niewinnie; tak delikatnie i krucho, jakby był zrobiony z porcelany.
Gabriel nigdy wcześnie nie spojrzał na niego w ten sposób. Uśmiechał się lekko, podpierając głowę na łokciu. Znali się od sześciu lat, w ciągu których obaj dorośli; mimo to, Leo zawsze kojarzył mu się z tym małym chłopcem, którego rękę uścisnął w Wielkiej Sali, tuż po ceremonii przydziału. Nie miał pojęcia, jaki piękny jest teraz. Aż do tego momentu.
Nagle Leo odwrócił się w jego stronę, a ich spojrzenia spotkały się przez ułamek sekundy. Speszyli się obaj, szybko wracając do podziwiania widoku hogwarckich błoni, jaki rozciągał się z wieży astronomicznej.
Wrócili do rozmowy, najpierw spokojnej; zawsze przecież czuli się znakomicie w swoim towarzystwie. Dzisiaj Gabriel zauważył, że Leo zachowuje się inaczej; oczywiście musiał na siłę dowiedzieć się, co go trapi. Swojej pochopnej decyzji pożałował już wtedy, kiedy zobaczył jak zareagował drugi Gryfon.
Nie, nie, nie, Gabe, to było złe. Dlaczego tak naciskałeś, patrz co zrobiłeś Leosiowi. Przez ciebie trzęsie się jak galareta, ty idioto, czemu jeszcze go pytasz?
- Przepraszam Leo, ja naprawdę nie powinienem był nalegać, żebyś mówił.. - zmieszany i zatroskany Gabriel nieudolnie próbował naprawić swój błąd wywołany impulsywnością i brakiem zastanowienia. Ile jeszcze gaf musi w życiu popełnić, aby w końcu oduczył się działania przed zastanowieniem?
- Nie musisz mi mówić, proszę, wybacz mi. Nie potrafię powstrzymać mojej ciekawości, ani przewidzieć skutków tego, co wypowiadam..
Gabriel nie miał pojęcia, co stanie się za moment. Nie przeszło mu to nawet przez myśl; nie dopuszczał takiej możliwości. Bo.. Ale jak to?
Leo nagle zbliżył się do niego i .. pocałował go. W usta.
Poczuł, jak po jego ciele rozchodzi się przyjemne ciepło; czas przestał na chwilę płynąć, pozwalając aby mógł się w tym pocałunku zatracić. Odruchowo zapragnął go objąć, jednak nie zdążył tego zrobić, bo nagle niebieskooki przerwał i odskoczył od niego, jakby właśnie doświadczył czegoś niezwykle bolesnego.
A to.. było przecież miłe. Nawet bardzo.
- Leo.. - odezwał się cicho, ledwie słyszalnie, gdyż dookoła nich nadal huczał wiatr. Młodszy Gryfon oddalił się i stał wpatrzony w niego przerażonym wzrokiem. W jego błękitnych oczach zaczęły gromadzić się łzy, dlatego odwrócił się, zapewne chcąc ukryć je przed Gabrielem.
Gabe, trochę zdezorientowany, podszedł do chłopaka i objął go delikatnie, kładąc głowę na jego ramieniu.
- Leoś.. Nic.. nic się nie stało. Nie płacz, proszę. To było.. cóż, nie spodziewałem się tego, ale.. było mi przyjemnie.
Nie do końca wiedział, co przeżywa teraz jego przyjaciel; nie był zbyt empatyczny, ale mimo to, próbował go jakoś pocieszyć.
Nie domyślał się, że Leo mógł czuć do niego coś więcej; nigdy o tym nie pomyślał ani przez moment. Jak mogłem tego nie zauważyć, no jak?


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   04.02.16 0:56

- Dziewczyny są dziwne - wzruszył ramionami Leo. - Nie zrozumiesz ich tak łatwo. Potwierdzona informacja, bo próbowałem - westchnął, bo w jego głowie ponownie pojawiła się ta uparta Krukonka. Takiej to on nigdy nie zrozumie. Nie miał pojęcia, co zrobić z tą małą szują . Amelia taka nie była. Nie przypominała tych denerwujących, uganiających się za każdym przechodzącym chłopakiem małolat, czym mu imponowała i za co był jej wdzięczny, bo nie wiedział, czy zniósłby ją, gdyby zaczęła się tak zachowywać.
- Tia... Co kto lubi - rzucił na wzmiankę o quidditchu. Niby cieszył się, że należy do drużyny, a jednak nie wiedział, czy gdyby nie Gabriel postanowiłby do niej dołączyć. Czasami przemykało mu przez myśl, czy aby przypadkiem podświadomie nie wstąpił do niej tylko dlatego, że chciał więcej czasu spędzać ze starszym Gryfonem. Jeśli tak, to mógł pogratulować sobie samemu głupoty. Zastanawiał się, jak on niby skupi się na meczu ze świadomością, że Gabe jest w pobliżu. Z drugiej strony może go to też zmobilizować do wysilenia się i ruszenia tyłka z miejsca oraz wyostrzenia wzroku. Przecież gdyby udało mu się pewnego dnia złapać ten złoty znicz to Bertrand na sto procent by się cieszył, a może i byłby z niego dumny? Nagle zorientował się, że zdania wypowiedziane przez niego mogą sugerować, że nie podoba mu się ten sport, co było w gruncie rzeczy nieprawdą. - Znaczy, quidditch jest spoko - poprawił się. - Kobiety mają buty, a my quidditch - zaśmiał się pod nosem. - Ach, feministki by mnie za to udupiły -stwierdził.
- Mam nadzieję, że tak będzie - przyznał, na wzmiankę o Ślizgonach. - W końcu ty jesteś kapitanem. Z tobą na pewno wygramy - musiał, po prostu musiał to powiedzieć. Za późno ugryzł się w język. Zresztą chyba nic takiego się nie stało, prawda? W końcu ich rozmowa przeszła na luźniejszy tor. Hmm, w sumie to ona od początku taka była, to Leo tego nie zauważał.
Gryfon mimo wszystko zrobił się czerwony, gdy usłyszał odpowiedź Gabe'a. To brzmiało tak, jakby... Ech, po co ja się doszukuję podtekstów? Chłopak i tak uśmiechnął się pod nosem, po prostu nie potrafił tego powstrzymać.
- Fajnie - odparł, nie myśląc przy tym za wiele. Okej, słowo fajnie w gruncie rzeczy wcale fajne nie było i bynajmniej nie pasowało do kontekstu, ale Slughorn wcale nie miał wtedy do tego głowy. Uznał jednak, że przydałoby się trochę rozbudować wypowiedź. - Ja też doceniam te chwile - uzupełnił i to byłoby na tyle w temacie.
- Wiem, w końcu nie jesteś dzieckiem - westchnął Leo. - Ale dobrze wiesz, że będę się martwił, bo jesteś moim... - przeznaczeniem, zauroczeniem, miłością życia? - ... kumplem - zakończył uśmiechając się sam do siebie. W sumie to śmiał się z własnych myśli. Były takie pokręcone i nieokrzesane.
Właściwie to Leo przestał słuchać Gabe'a już po chwili. Albo inaczej - słuchał go, w końcu zawsze go słuchał, tym razem po prostu to zignorował.
A potem to zrobił.
Nawet nie usłyszał, gdy Gabriel wypowiadał jego imię albo nie chciał usłyszeć. Wszystko, czego pragnął to zapaść się pod ziemię, a najlepiej żeby ta cała pieprzona wieża nagle huknęła na dół. Oczywiście wtedy, gdy starszy Gryfon już stąd pójdzie. A na pewno pójdzie, bo co innego niby miałby zrobić?
Slughorn automatycznie znieruchomiał gdy poczuł czyjeś ramiona oplatające się wokół niego. Nagle wzdrygnął się, gdy ciepły oddech Gabe'a musnął jego szyję.
Naprawdę było mu przyjemnie? Czy to w ogóle możliwe? Przez chwilę Leo nic nie robił, był zbyt oszołomiony tym wszystkim, co działo się wokół niego. Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi, jego głośne bicie przebijało się przez skowyt wiatru, a przynajmniej Gryfon miał takie wrażenie. Po chwili wróciła do niego świadomość. Nie, to niemożliwe! To na pewno jakiś głupi żart z jego strony.
Slughorn wyślizgnął się z objęcia blondyna i po raz kolejny zwiększył dzielący ich dystans. Tym razem odwrócił się do niego przodem.
- Przecież nie płaczę - tak, to naprawdę były jego pierwsze słowa po tym wszystkim. Co prawda jego głos lekko podłamał się przy wypowiadaniu ostatniego wyrazu, ale to przecież nieistotne. Faktycznie nie płakał, nie pozwalał łzom wypłynąć. Nadal kręciły się w jego oczach, piekąc i rozmazując widok. Wziął głęboki wdech. - P-przepraszam. To... To nic nie było. To nic nie znaczyło - wydusił z siebie drżącym głosem. - Cz-czy możemy o tym po prostu zapomnieć? - spytał przygryzając wargę. - Po prostu chcę być twoim przyjacielem i... I to wszystko. - zakończył rozpaczliwie uciekając spojrzeniem po raz kolejny na widok za barierką. A co, jeśli on już nie chce mnie znać...?
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   04.02.16 21:09

- Och, mnie nie musisz tego mówić. Przekonałem się o tym na własnej skórze, podobnie jak mój ojciec. - Gabe uśmiechnął się pod nosem, myśląc o tych wszystkich sytuacjach, kiedy jednoczyli się z ojcem, aby się bronić i nie dać sobie wejść na głowę. Z biegiem czasu zaczynał rozumieć, dlaczego wieść o narodzinach syna była dla Raymonda olbrzymią ulgą; z pewnością zwariowałby, mając pod dachem same kobiety, na dodatek powilowate; piękne, ale i drażliwe. A chyba nikomu obeznanemu w czarodziejskim świecie nie trzeba tłumaczyć, co dzieje się z potomkiniami wil, kiedy się zdenerwują.
- Feministki, albo dziewczyny z naszej drużyny. Mamy dwie panie w załodze i nie zdziwiłbym się, jeśli będą grać lepiej niż niektórzy faceci. - stwierdził, marszcząc brwi. - Mam tylko nadzieję, że nie będą to nasi zawodnicy.
Naprawdę zależało mu na wygranej; choćby dla samej satysfakcji. Został mianowany kapitanem, także teraz odpowiadał nie tylko za siebie, ale za całą drużynę.. A to była już całkiem spora odpowiedzialność. Gabriel odruchowo uśmiechnął się słysząc komplement, który właśnie padł z ust przyjaciela. Nie mogę ich zawieść, pomyślał, po czym spojrzał w błękitne oczy Gryfona. A szczególnie jego.
- A kumple martwią się o siebie nawzajem, jasne. - Gabe pokiwał głową porozumiewawczo - Tylko.. nie chcę żebyś się niepotrzebnie czymś obciążał, wiesz? - uśmiechnął się, zadowolony że udało mu się zgrabnie przemienić myśli w słowa. - Masz swoje własne problemy i .. no, to Ci chyba wystarczy, prawda?
Nie chciał mu mieć tego za złe, bo chciał dla niego tylko dobrze; i oby te intencje Leo tak odebrał.

Przytulił go delikatnie, jednak młodszy Gryfon znowu wyswobodził się z jego objęć. Gabe zastygnął bez ruchu trochę oszołomiony, próbując zrozumieć te sprzeczne sygnały Leosia. Najpierw mnie całuje, a teraz płacze i.. no.. nie wiem.
Leo odsunął się jeszcze dalej i tym razem stanął odwrócony twarzą do niego. Oczy miał już czerwone od łez, jednak nie płakał; trzymał się dzielnie. Gabe nigdy nie przypuszczał, że zobaczy go w takim stanie, zrobiło mu się go naprawdę żal. Instynkt podpowiadał, żeby znowu spróbować podejść i go przytulić, ale przecież próbował i to nic nie dało; Leo najwidoczniej nie chciał być przytulany.
Tylko dlaczego mnie właśnie pocałowałeś, do cholery??
- Nie masz mnie za co przepraszać. - odezwał się w końcu, spuszczając głowę w dół, pozwalając grzywce opaść na czoło. - Mogę spróbować o tym zapomnieć, skoro tego sobie życzysz. Ale możesz też pocałować mnie jeszcze raz, - blondyn spojrzał na niego kątem oka, tak żeby Leo tego nie dostrzegł. - jeśli tylko chcesz, oczywiście.
Powiedziawszy to, zamknął oczy i wyprostował się.
Twój ruch, Leo.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   04.02.16 23:09

- Mam nadzieję, że nie będę to ja - stwierdził marszcząc brwi. Może trochę przesadzał, w końcu całkiem nieźle grał, nie mógł narzekać. Na pewno niejedna osoba była od niego gorsza w te klocki, jednak mimo wszystko Gryfon nie potrafił się pozbyć wrażenia, że wykaże najmniejsze umiejętności z całej drużyny. W końcu nawet nie mieli za sobą ani jednego mecza, a Leo dołączył do załogi niedawno i nie za bardzo wiedział, czego mógł się spodziewać.
- Problemy? - powtórzył Slughorn, a na jego twarz odruchowo wpełznął uśmiech. - Jestem bezproblemowym człowiekiem - stwierdził, przygryzając wargę. - Tak więc nie masz się o co martwić. Nic mi nie będzie - dokończył. Nic mi nie będzie, dopóki ty będziesz ze mną . Wydawało mu się, że Gabe jest wszystkim, co było mu potrzebne na tym świecie do życia. To było głupie, ale tak właśnie było. Leo dopiero wtedy to sobie uzmysłowił. Zrobiłby wszystko, żeby móc widzieć ten jego wesoły uśmiech i iskierkę w spojrzeniu, a przecież otrzymywał to niemal codziennie zupełnie za darmo. Co innego, że nic nie mógł z tym zrobić. Mógł tylko patrzeć i cieszyć się, że może mieć cokolwiek wspólnego z tym człowiekiem. Nigdy nawet przez myśl mu nie przeszło, że mógłby zrobić krok do przodu w swojej znajomości z Gabrielem. Gryfon mimo tego, że był blisko niego, jednocześnie wydawał mu się taki odległy, niemalże nieosiągalny. To, że ich relacja mogłaby się rozwinąć, a uczucie, które ich łączy zmieniłoby się w coś więcej, wydawało mu się kompletną abstrakcją. Aż do tej chwili.
Nieśmiały promyczek nadziei zapłonął w jego sercu, a jednocześnie rozum podszeptywał mu, że to kompletna bezmyślność. Leo był rozdarty między tymi dwiema przeciwstawnymi głosikami, nie mając pojęcia, czemu mógł zawierzyć.
Na słowa Gabe'a zamarł na ułamek sekundy. Jego spojrzenie z powrotem powędrowało do chłopaka, ale i tak Slughorn nie mógł go dostrzec, bo palące go w oczy, nieuwolnione do tej pory łzy uniemożliwiały mu to. Co powinien zrobić? Jak powinien potraktować jego słowa? Co jeśli to, co powiedział to jakiś zwykły żart? Może kpi z niego i jego uczucia? Może, kiedy Leo do niego podejdzie i zrobi to, czego tak bardzo pragnął, ten się odsunie i zaśmieje? Chociaż znają się tak długo, Leo kompletnie nie miał pojęcia jak zareagowałby Gabriel. Dlaczego to musi być takie trudne?
Gryfon przeanalizował dokładnie wszystkie za i przeciw, i stwierdził, że... nie ma nic do stracenia. W końcu jeśli Gabe rzeczywiście robił sobie z niego jaja to wychodzi na jedno i na pewno pomyślał już swoje, i nic na to nie wpłynie. W sumie to może być ostatnia okazja, bo pewnie po tym wszystkim nie będzie nawet chciał mnie znać.
Powolnym krokiem ruszył przed siebie w stronę chłopaka. Dzieliło ich kilkanaście metrów, ale Slughornowi wydawało się, jakby przemierzył już całą Saharę w tę i z powrotem. Zatrzymał się dosłownie kilka cali od starszego Gryfona, przygryzając lekko wargę. Po prostu to zrób. Nie masz nic do stracenia.
Jednym krokiem pokonał dzielącą ich odległość i zanim jego umysł zdołał to wszystko przetworzyć po prostu owinął ramiona wokół karku chłopaka i wtulił głowę w jego ramię, kurczowo przylegając do Gryfona swoim ciałem. Przymknął lekko powieki, co okazało się błędem, ponieważ łzy, którym tak długo nie dawał upustu, zaczęły po kolei, jedna po drugiej wytyczać drogę w dół jego twarzy, aby na końcu zwilżyć koszulkę Gabriela, czym Leo ani przez chwilę sie nie przejmował. To się nie liczyło. Gdyby miał się przejmować takimi rzeczami, nawet by do niego nie podszedł. Dla Slughorna w tamtym momencie nie liczyło się nic, oprócz tego, że ciepło Gabe'a otulało jego ciało. Nie obchodziło go, co wydarzy się zaraz, a łzy spływające po jego policzkach wyrażały jednocześnie jego radość, z tego że może być blisko Gryfona, rozpacz, wynikającą ze świadomości tego, co właśnie robi oraz strach, wywołany niewiedzą, co może stać się za moment.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   06.02.16 1:33

- Nie myślałem o nikim konkretnym, a już na pewno nie o tobie. - powiedział Gabriel zanim zdał sobie sprawę, że to zdanie nie miało większego sensu. Przygryzł wargę, odrobinę speszony. Wierzył, że Leo sobie poradzi; podczas eliminacji pokazał, że całkiem nieźle radzi sobie na miotle. Był zwinny i lekki; kolejne predyspozycje na szukającego. Będzie dobrze, pomyślał. Gdyby tak nie uważał, pewnie nie przyjąłby go do drużyny; w końcu byli też inni chętni, ale żaden z nich nie okazał się lepszy. Szukający był ważną pozycją, Gabriel przecież nie powierzyłby tej roli amatorowi.
- Jestem pewny, że dasz sobie radę.
Bo dlaczego miałoby być inaczej?
- Rad, bo bez wad. A bez wad to i bez problemów, tak? - uśmiechnął się, pocierając ręce zziębnięte od wiatru. - Nic tylko się cieszyć.
Ciekawe podejście, Leo, pomyślał. Może będzie ci trochę łatwiej. Może i ja powinienem tak myśleć? Dobrze wiedział, że każdy ma problemy, w końcu nie był już dzieckiem. Świat nie był już taki piękny i kolorowy; zwłaszcza teraz, nadal spowity szarą, powojenną atmosferą, która udzielała się wszystkim.
Dobrze było mu widzieć jak przyjaciel znowu się uśmiecha. Ostatni czas nie był dla nikogo łatwy. Leo wydawał się stracić swój charakterystyczny dla siebie optymizm, a teraz gdy wrócili do Hogwartu, stał się znowu weselszy i bardziej pogodny; szczególnie w obecności Gabriela. Czyżby to on na niego tak działał? Tak czy nie, Gabe czuł się lepiej na duchu widząc śmiech w oczach Leosia. On na to zasługiwał; zasługiwał na szczęście.

Przez chwilę czuł tylko zimno i słyszał świst wiatru, hulającego na wieży. Nie wiedział, ani nawet nie spodziewał się jak może zachować się Leo. Dał mu wolny ruch, niczego nie narzucał; tak chyba będzie najlepiej. To musi wyjść od niego.
Nagle poczuł jak Leo niepewnie wtula się w jego ciało. Obejmował go tak, jakby bał się, że zostanie odepchnięty.
Jak on miałby go odepchnąć.. Leosia?
Nigdy. Nigdy w życiu.

Gabriel uśmiechnął się mimowolnie, a jego ręce przyciągnęły Leo jeszcze bliżej siebie. To było przyjemne, bardzo, bardzo przyjemne. Uświadomił sobie wtedy, jak bardzo tęsknił za bliskością. Nie często miał okazję przytulić kogoś tak, żeby miało to głębokie, emocjonalne znaczenie, tak jak teraz.
- Zimno ci było, co? - żartobliwie szepnął mu do ucha. - Mi też.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   06.02.16 14:17

- Dzięki - Leo uśmiechnął się, ale słowa Gabe'a uspokoiły go tylko trochę. Cóż, przynajmniej miał pewność, że Gryfon w niego wierzy albo chociaż nie skreśla na początku. No tak, przecież mimo tego, że się przyjaźnią, jeśli chodziło o quidditch to wiadomo, że Gabriel na pierwszym miejscu stawiał umiejętności. Raczej nie przyjąłby go do drużyny, gdyby był totalną pokraką, prawda? Nie, on taki nie jest. W tej jednej kwestii Slughorn był pewien, że jego przyjaciel był w stu procentach uczciwy.
Zaśmiał się na słowa Gabe'a
- Faktycznie bez wad. Jestem perfekcyjny w każdym calu - stwierdził sarkastycznie. Szkoda, że nie wiesz o tylu rzeczach... Chociaż może i to lepiej dla ciebie.
Leo wiedział, że się zmienił. Odczuwał to aż za mocno. Obserwował dzieciaki goniące się po korytarzach i śmiejące z cholera wie czego oraz zastanawiał się co takiego emocjonującego i śmiesznego jest w zabawie w berka. Już niemalże nie pamiętał, że kiedyś też taki był. O ile ten przypadek można zwalić na dojrzewanie, o tyle zobojętnienie z jakim przyglądał się światu wokół już raczej nie. I pewność siebie, której niegdyś miał zanadto, teraz gwałtownie spadła... Może to przez to tak ciężko rozmawiało mu się z Gabem? Może to nie tylko kwestia tego, co Gryfon czuł do chłopaka? Mimo wszystko to uczucie było jednak głównym powodem jego zakłopotania i Slughorn zdawał sobie z tego sprawę. Często nachodziły go myśli, czy Gabriel nie zmieni swojego nastawienia co do niego, kiedy zorientuje się, że to już nie ten sam chłopak, co przedtem, ale jak dotąd te lęki pozostawały jedynie obawami, nie mającymi miejsca w rzeczywistości. Może tylko Gryfon był odrobinę bardziej opiekuńczy w stosunku do Leo? Z jednej strony podobało mu się to, z drugiej dręczyły go wyrzuty sumienia, że w pewnym sensie obarcza go dodatkowymi zmartwieniami.

Slughorn drgnął lekko zaskoczony, gdy Gabe jeszcze mocniej docisnął go do siebie. Jego serce ponownie podskoczyło aż do gardła i opadło z powrotem. Znowu zaczęło łomotać nieubłaganie, zupełnie jakby chciało wyrwać się na wolność. Leo nie wiedział co powinien zrobić. Gabe nie odepchnął go od siebie, ani nie wyśmiał. Czyżby to było możliwe, że to wszystko nie jest jednym wielkim żartem? Może on robi to zupełnie poważnie...? Gryfon zbeształ się w duchu za robienie sobie złudnych nadziei. Najbardziej prawdopodobną opcją wydawało mu się wtedy to, że przyjacielowi zrobiło się go najzwyczajniej w świecie żal. Zdawał sobie sprawę, że musiał wyglądać żałośnie, a na pewno to nie był stan, w którym chciałby pokazać się Gabe'owi. Zupełnie jakby to miało jakikolwiek wpływ na naszą relację.
Na słowa chłopaka delikatnie odchylił głowę, zbierając w sobie odwagę, żeby spojrzeć mu w oczy. Zamiast tego jednak błądził spojrzeniem po jego twarzy, ani na chwilę nie zatrzymując wzroku w jednym miejscu. W sumie to patrzył na niego, ale tak jakby go nie widział. Nie wiedział, czy chce go zobaczyć.
-Ty... Stroisz sobie ze mnie teraz żarty, prawda? - spytał, tocząc zawziętą walkę z samym sobą o opanowanie drżenia głosu, którą końcowo wygrał. - Chyba, że robisz to z litości. Już nie wiem, co gorsze - stwierdził, przygryzając wewnętrzną stronę wargi. Opuścił ręce, zdejmując je z jego szyi i odsuwając się na krok, aby móc wreszcie normalnie na niego spojrzeć. Czuł, że jest gotów, żeby porozmawiać o tym całym bagnie. A raczej czuł, że bardziej gotowy już nie będzie.
- Kim ja dla ciebie jestem, Gabe? - spytał ciszej, ale na tyle głośno, aby nie zagłuszył go szum wiatru. Leo chciał wiedzieć, czy Gryfon nadal będzie w stanie nazwać go przyjacielem, po tej całej głupiej sytuacji. On sam marzył, żeby tak wciąż było. Znajdował się w tej głupiej sytuacji, gdzie zakochał się w kimś, ale nie chciał rozwijać rej relacji. A może po prostu się tego bał? - Ale bądź szczery. Proszę.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   07.02.16 18:01

Gabriel uśmiechnął się, dyskretnie spoglądając na twarz Leosia, rozświetloną barwami zachodzącego słońca. A żebyś wiedział, że jesteś, dodał w myślach.
Znowu to zrobił; spojrzał na niego jak na kogoś więcej, niż tylko przyjaciela. Skarcił się w duchu; nie powinien tak robić. Przecież się przyjaźnią, naprawdę było mu mało? To z pewnością nie doprowadzi do niczego dobrego, czuł to intensywnie, a jednak.. nie mógł oprzeć się pokusie, by znowu odwrócić się w jego stronę. Dlaczego.. tak nagle? Dlaczego teraz? Dlaczego.. w ogóle? Przecież widywał Leo prawie codziennie. Nie spędzali ze sobą ostatnio dużo czasu, to prawda. Przez ostatnie trzy lata tylko pisali listy; gdy wrócili do Hogwartu oddalili się od siebie. Nie byli nierozłączni tak jak przed wojną. Może to właśnie przez to? Teraz w końcu spotkali się naprawdę, nie tylko przy okazji. I właśnie teraz coś się zmieniło w sposobie, w jakim Gabriel go postrzegał. Przestał widzieć chłopca, który pierwszego dnia w szkole podszedł uścisnąć mu rękę. Zobaczył Leo, takim jaki jest dzisiaj; a jest całkowicie inną osobą. Starszy, dojrzalszy..
Bardzo przystojny..
Nie Gabe, powiedział sam do siebie, zaciskając powieki. Lepiej już nie patrz. I nic nie mów.

- Dlaczego miałbym z ciebie żartować? - Gabe zdziwił się trochę, słysząc słowa przyjaciela. - Niczego nie robię z litości. Oddaję twój uścisk bo czuję, że tego potrzebujesz, prawda?
Leo odsunął się od Gabriela, błądząc wzrokiem po twarzy chłopaka; jakby nie mógł się zdecydować na co chce spojrzeć.
- Hej - szepnął do niego, gdy poczuł, że Leo zaczyna się odsuwać. - O co chodzi, powiesz mi?
Następne pytanie, jakie padło z ust Leo wcale nie rozwiało mętliku, który kłębił się teraz w głowie Gabriela. Ani odrobinę; co najwyżej bardziej zaszamotało jego myślami.
To nie będzie łatwe.
- Zawsze jestem szczery, Leo. Czasami nawet wtedy kiedy nie powinienem.
Włożył ręce do kieszeni bluzy, gdyż niegrzane już ciepłem drugiego Gryfona, znowu zaczynały być zimne. Westchnął głęboko i odezwał się po chwili ciszy:
- Jesteś moim przyjacielem. - Gabriel nie był pewny, czy ta odpowiedź nie zrani Leosia. Jednakże, sam prosił o szczerość. A poza tym kłamstwo chyba nie przeszłoby mu przez usta; w szczególności gdy odnosił się do niego.
- Lubię twoje towarzystwo, twoje poczucie humoru, twój głos i optymizm, którym zawsze promieniowałeś. - Blondyn uśmiechnął się, przypominając sobie ich pierwsze lata w Hogwarcie; nigdy tego nie zapomni. Zrobili razem tak wiele głupich rzeczy.. Razem; byli razem. Nieodstępni na krok, jak na najlepszych przyjaciół przystało.
- Chciałbym cofnąć się w czasie i towarzyszyć ci dłużej podczas wojny i całego tego bałaganu. Mogłem być może jakoś ci pomóc. A jak nie, to przynajmniej przy tobie być. Dorastalibyśmy razem i teraz nie musiałbym bić się z myślami.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   08.02.16 2:24

Leo przymknął na chwilę oczy, jeszcze raz analizując swoją sytuację.
-Tak... Chyba faktycznie tego potrzebowałem - stwierdził, celowo używając czasu przeszłego. W sumie to nie był taki pewien tego, czy tak bardzo potrzebował tego przytulenia. Tylko bardziej namąciło mu to w głowie, sam już nie wiedział co powinien był robić, co z jego strony było okej, a co przesadą. Nie wiedział, którym myślom mógł pozwolić zamienić się w słowa, a które raczej powinien zachować dla siebie, w zakamarkach umysłu. Nie wiedział też, które powinien powstrzymywać, a raczej dusić w zarodku. Orientował się, że niektóre jego refleksje są.. hmm... niewskazane dopiero wtedy, gdy wykiełkowały już one i dojrzały w jego głowie, a było to odrobinę za późno.
Nagle dotarło do niego, jak Gabe potraktował tego "przytulasa". Nie jako znak tego, że łączy ich coś więcej, czy jako jakąś odpowiedź na którekolwiek z niemych pytań, które Gryfon zadawał sobie w głowie. To był zwykły, przyjacielski gest. Mimo tego dla Slughorna było to coś wyjątkowego. Nigdy jeszcze mnie nie przytulił. Nie w ten sposób.
- O nic - odparł automatycznie, ale po chwili sapnął cicho, na moment uciekając wzrokiem na podłogę, ale zaraz znowu spoglądając na Gabe'a. - Znaczy... nie wiem. Gubię się - powiedział zgodnie z prawdą. Miał dość tego wszystkiego. Uczucia były dla niego czymś nieokiełznanym i niepojętym.
Leo zdawał sobie sprawę z tego, że zadał Gryfonowi trudne pytanie. W sumie to nawet nie wiedział, czy sam potrafiłby na nie odpowiedzieć. Nie miał pojęcia, czy byłbym stanie chociażby jakoś określić to, co czuje, nadać temu konkretną nazwę, już nie mówiąc o tym, że musiałoby to jeszcze przejść mu przez gardło.
- Tak... Wiem, że jesteś. Przepraszam - wykrzywił usta w lekkim grymasie. Gabe był najszczerszą osobą, jaką Slughorn znał. W sumie był prawie pewny, że gdyby nie zaznaczył tego, że chce usłyszeć prawdę, to i tak by ją otrzymał. Mimo wszystko wolał to jakoś podkreślić.
Na zdanie, wypowiedziane przez chłopaka, Leo zalały sprzeczne emocje. Poczuł lekki zawód, że nie usłyszał od niego tego, czego tak bardzo pragnął. Zupełnie jakby oczekiwał jakiejś deklaracji miłości... Tia i najlepiej jeszcze serenada pod oknem w pakiecie. Z drugiej strony cieszył się, że Gabe nadal miał do niego takie samo podejście. Nie darowałby sobie, gdyby ten jeden, spontaniczny gest, jakiś bezsensowny pocałunek, miał zniszczyć ich przyjaźń.
Jednakże wraz z następnymi słowami negatywne emocje przeważyły.
- Gabe... - Leo spojrzał na niego nieobecnym wzrokiem. - Ja już nie jestem taki, jak wtedy - wydusił z siebie, ponownie omiatając spojrzeniem rozjaśnione milionami barw niebo na zachodzie. - I nawet jeśli do tej pory tego nie zauważyłeś - w co wątpię - to teraz już na pewno się zorientowałeś. Ja naprawdę staram się... staram się być taki, jak kiedyś, bo wiem, że to za to mnie lubisz, ty i inni ludzie, ale - przerwał na chwilę. - Ale to robi się coraz trudniejsze. A to wszystko, co przed chwilą się zdarzyło to był... mały kryzys, po prostu. - zakończył. Sam był przez chwilę zaskoczony swoją nagłą i niespodziewaną otwartością. W jeden moment w jego głowie po raz kolejny pojawiła się myśl, że zauroczenie Gabrielem jest tylko kolejnym momentem tego "małego kryzysu". Głupek. Przecież już się pogodził z tym, jak jest, prawda?
- To nie twoja wina... Zresztą to byłoby cholernie trudne, przez te wszystkie okoliczności - stwierdził Leo. - Czemu bijesz się z myślami? - zainteresowało go to, że nie tylko on tak miewa.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   08.02.16 23:29

- Nie masz za co przepraszać. - Gabe uśmiechnął się promiennie. Nie miał mu nic za złe. Dzięki temu podkreśleniu dał mu tylko do zrozumienia, że bardzo zależy mu na szczerej, audentycznej odpowiedzi, nic więcej.
- Widzę jak ważne jest dla ciebie żebym powiedział prawdę. Nic w tym złego, mon ami. Na twoim miejscu pewnie sam zrobiłbym podobnie.
Przyzwyczaił się już do tego, że ludzie zatajają prawdę częściej niż przyznają się, co podpowiada im serce; niestety jeszcze nie pojął dlaczego. Po co budować relacje na kłamstwach? Przecież to nie przynosi nic dobrego, nigdy. Tylko sam ból i rozczarowanie. Dlaczego niewiele osób to dostrzega?
Gabriel westchnął, zapatrując się w rozświetlone bladoróżowym światłem niebo.
Wiele dałby za to, aby móc teraz dowiedzieć się, jakie myśli kłębią się w głowie Leosia. Czym dłużej brnęli w tą sytuację, tym trudniej było mu ją pojąć.
Powinienem dać mu czas, wszystko się wkrótce wyjaśni, stwierdził uspokajając się tylko trochę. Coraz bardziej nękała go myśl, że jego odpowiedź mogła naprawdę zranić Leo; być może nie takiej odpowiedzi oczekiwał, albo nie zrozumiał wszystkiego, co kryło się pod słowem 'przyjaciel', tak jak Gabriel. Na przykład tego, że jest jednym z najcenniejszych skarbów, jakie posiada; że zawsze będzie starał się go zrozumieć, nawet kiedy będzie to trudne tak jak teraz. I że chyba na swój własny, nie do końca określony sposób..
- Kocham go. - pomyślał na głos.. Nie zrobił tego świadomie; słowa same wymsknęły się z jego ust, przerywając ciszę.
- Mam na myśli, no, że nazywając cię przyjacielem, miałem na myśli.. ech, no..
Coterazcoterazcoteraz, myślał intensywnie, całkowicie pozbawiony pomysłu, co mógłby zrobić. Spokojnie, spokojnie, zaraz to naprawię. W końcu odwrócił się twarzą do Leo, zebrał się na odwagę i spojrzał mu w oczy.
- Kocham cię na swój dziwny sposób. Nawet nie potrafię określić jak, brak mi odpowiednich słów.
No i stało się. Powiedział to. Jak zwykle, nie przemyślał tej decyzji dostatecznie dobrze; zachował się jak kompletny kretyn. Tak poważny temat, gdzie wszystko było przeładowane emocjami, on potraktował jak gdyby nic się nie stało. Nie, nic się nie stało, na serio. Gabriel, jak mogłeś.
- Przepraszam. Tylko jeszcze bardziej mieszam.
Teraz mógł mieć tylko nadzieję, że Leo szybko o tym zapomni.

To, co właśnie powiedział Leo bardzo mocno nim poruszyło.
- Leo.. Naprawdę? - Twarz Gabriela przyjęła odrobinę żałosny wyraz twarzy; jak zawsze, kiedy próbował wyglądać zatroskanie.
- Nie musisz udawać! Merlinie, to okropne. Myślisz, że lubię cię tylko ze względu na te cechy? Dorosłeś, to pewne, że musiałeś się zmienić. Poza tym ostatnie lata nie były łatwe dla nikogo, nawet dla mnie. A ty zawsze byłeś dużo wrażliwszy niż ja, więc.. musiały mieć na ciebie wpływ, i to pewnie nie mały.
Znowu zrobiło mu się go strasznie żal; biedny Leo, musiał czuć się okropnie, a na dodatek był z tym sam.
- Nie ma znaczenia jaki będziesz, dopóki będziesz sobą, przynajmniej dla mnie. Zależy mi, żebyś był prawdziwy. - Gabe uśmiechnął się. Trzymał go za ramiona i nawet nie zarejestrował momentu, kiedy go dotknął; to stało się jakoś.. odruchowo.

- Wiesz - powiedział, patrząc na przyjaciela tylko kątem oka. - Dzisiaj w końcu dotarło do mnie.. że nie jesteś już dzieciakiem. - Gabriel zaśmiał się sam do siebie. - Brzmi bardzo zabawnie, wiem. Trochę mi nawet wstyd się do tego przyznać. Spojrzałem na ciebie inaczej i zobaczyłem coś, czego wcześniej nie byłem w stanie dostrzec. Że masz naprawdę piękne oczy, na przykład.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   09.02.16 1:00

Leo odwzajemnił nieśmiało uśmiech. Nie wiedział, czemu go przepraszał, nie miał też pojęcia za co. Po prostu przez cały czas nie potrafił oprzeć się uczuciu, że robi coś niewłaściwego i że powinno być mu głupio. Może już świrował? W każdym razie czuł się źle, zwłaszcza psychicznie. Bał się przez cały czas, że może palnąć jakąś głupotę, której będzie później żałował. Co gorsza, wszystko mu się tą głupotą wydawało. Chłopak nie wiedział, czy to ma jakikolwiek sens, ale najpewniej nie miało. Nie potrafił trzeźwo myśleć. Zupełnie jakby jakiś paraliż obejmował jego umysł, gdy Gabe był w pobliżu. To było... złe uczucie, nieprzyjemne. W sumie ten stan, który go ogarniał, gdy starszy Gryfon był obok był jego słabą stroną, bardzo słabą. Teoretycznie Gabriel mógł z nim zrobić cokolwiek by zechciał. Zwłaszcza po tym, co Slughorn usłyszał po chwili.
Odwrócił głowę w stronę przyjaciela rzucając mu kompletnie niedyskretne, zaskoczone spojrzenie. Czy on to naprawdę powiedział, czy może Leo naprawdę już do końca odpłynął? 'Kocham go', tak powiedział. Czy to możliwe, że mówił o mnie? Przymknął na chwilę oczy, kręcąc delikatnie głową. Dlaczego znowu robił sobie nadzieję? Przecież już to przyswoił, tak mu się wydawało. Nic więcej ich nie łączy i to się nie zmieni. Przyjaźń, to wszystko. To tyle. Powinien być bardziej wdzięczny. W końcu od początku było oczywistym, że nie połączy ich żadne głębsze uczucie. Mimo wszystko te ogniki nadziei, rozpalające jego serce raz na jakiś czas nie dawały mu spokoju. Ale już się uspokoił. W ciągu kilkunastu minut zabił tą nadzieję, a przynajmniej tak mu się wydawało. Aż do teraz.
Otworzył oczy, gdy usłyszał ciąg dalszy. A nie mówiłem. Nadzieja wcale nie była niczym dobrym. Ludzie wmawiają to sobie, w sumie cholera wie po co. Chyba tylko po to, aby potem przeżywać rozczarowanie za rozczarowaniem, tak jak on teraz.
Uśmiechnął się lekko na myśl o własnej głupocie, kiedy nagle Gabe złapał z nim kontakt wzrokowy, na co Slughorn się speszył, zupełnie jakby ten mógł odgadnąć jego myśli. Przełknął głośno ślinę i spuścił spojrzenie.
- Rozumiem - wydusił z siebie. - Rozumiem, bo chyba też cię tak...hmm... kocham - zrobił długą spację przed ostatnim słowem. Kłamiesz. Wcale go tak nie kochasz. Kochasz go inaczej. Sam nie wiedział, co powinien o tym myśleć. Nie wiedział nawet, czy może zaufać sobie samemu. Gabe nienawidzi, kiedy kłamiesz . Ale, do cholery, on sam nie miał pojęcia, czy go oszukuje!

Leo przygryzł mocno wargę.
- Tak - potwierdził. - Nie jestem aż takim kłamcą - dorzucił, w sumie nie wiadomo po co. Zastanawiał się, czy to możliwe, że przez cały czas oszukiwał Gabea, udając, że wszystko jest bajecznie?
- Ja... Tak, tak myślałem - stwierdził, że w ten dzień może z siebie wszystko wyrzucić. I tak już był do dupy. - Ale to dlatego, że ty zawsze byłeś taki wesoły i robiliśmy razem same głupie żarty, a teraz ja... Mnie to już nie bawi. - sapnął cicho, robiąc krótką przerwę. - Zawsze jesteś taki idealny, a ja taki żałosny - dodał ciszej. - Nawet teraz, zamiast się ogarnąć użalam się nad sobą. Zupełnie jakby kogokolwiek to obchodziło - kopnął nogą barierkę, tak jakby to miało cokolwiek mu dać.
Bądź sobą, tak zawsze mu mówili, a on wmawiał sobie, że przecież jest. W końcu nie udawał nikogo innego. Był po prostu taki, jak przedtem. Starał się taki być...
- A co jeśli zmieniłem się kompletnie? Co jeśli stałem się osobą, której normalnie unikałbyś na kilometr? Co jeśli to jestem prawdziwy ja? - zaczął wyrzucać z siebie pytania, bez zastanowienia. Czuł, jak traci kontrolę nad samym sobą. Już nie miał siły opierać się temu wszystkiemu. Resztki swoich możliwości skupił na tym, żeby zignorować fakt, że Gabe złapał go za ramiona. To nic nie znaczy. On cię "tak" nie kocha.
Było jednak coś, czego nie dało się ot tak zignorować, a było to to, co Gabriel powiedział o jego oczach. Zarumienił się zdekoncentrowany i zawstydzony. W co ty grasz, Gabe? Znowu nie wiedział, jak na to spojrzeć.
-Tia... urosłem - zażartował nerwowo, starając się zgrywać zobojętniałego, ale niezbyt mu to wychodziło.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   09.02.16 22:35

- To tylko dobrze o tobie świadczy, bo w naszym obecnym wieku takie żarty byłby bardzo nie na miejscu. - Gabe nie powstrzymał się i wybuchnął śmiechem, przypominając sobie jakie głupstwa robili podczas swoich pierwszych lat w Hogwarcie.
- Wybacz. - wykrztusił z siebie, próbując się uspokoić. - To też było nie na miejscu. No i widzisz, daleko mi do ideału. Schlebiasz mi nazywając mnie tak, wiesz? - przeczesał zmierzwione włosy dłonią, ostatecznie pozwalając znowu ustawić im się pod wiatr.
Nie żeby nie lubił komplementów, bo lubił je bardzo; ale musiał przyznać, że nie zasługiwał aby nazywano go idealnym. Zresztą, chyba nikt kto chodził po tej ziemi na to sobie nie zasłużył.
Nagle poczuł drżenie barierki pod łokciami, które opierał. Odwrócił się i zauważył, że na twarzy Leo znowu maluje się ta sama, smętna mina, którą jeszcze przed chwilą udało mu się zmyć.
- Hej, Leoś, wcale nie jesteś żałosny. - Gryfon zrobił krok w tył i chwycił przyjaciela za rękę, chcąc go zatrzymać przed oddalaniem się. - Myślę, że wiem co czujesz.
Prawdę mówiąc, nie miał pojęcia.
- I mnie obchodzi. Ty mnie obchodzisz, pamiętaj o tym, dobra?
Znowu po raz kolejny w ciągu ostatnich parunastu minut próbował go pocieszyć. Czemu robi to tak nieudolnie? Doskonale pamięta, że kiedyś aby rozweselić Leo potrzebny był tylko krótki, głupi żarcik. Ale przecież on już taki nie jest. Gabriel popatrzył na niego wzdychając; wyglądał jak jedno wielkie nieszczęście.
- Od razu popadasz w skrajności. Przypominasz siebie, znam cię nie najgorzej więc dobrze to widzę. - uśmiechnął się i mrugnął do niego. - Po prostu jesteś wrażliwy, przeżywasz wszystko dużo intensywniej, tak myślę.
Leo był w strasznym stanie. A Gabe poczuł, że chyba naprawdę zaczyna się o niego martwić.
- Urosłeś, owszem. Kiedyś była między nami większa różnica wzrostu. Ale nie tylko to się w tobie fizycznie zmieniło. - Gabriel uśmiechnął się czarująco, dedykując ten uśmiech Leo.
- Patrzysz codziennie w lustro, to powinieneś wiedzieć jaki z ciebie jolie garçon.
Śmiało powiedziane. Śmiało..
Ach, nieważne, stłumił w sobie ostatni, rozpaczliwy krzyk zdrowego rozsądku, pozwalając sobie ponieść się chwili.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   10.02.16 1:46

Leo wpatrywał się w Gabe'a, a gdy ten zaczął się śmiać, chłopak mimo posępnego nastroju wyszczerzył się. Ma taki śliczny uśmiech... Slughorn odepchnął od siebie tą myśl najszybciej jak potrafił.
- Faktycznie to byłoby nie na miejscu. Ale czasami tęsknię za tym uczuciem, wiesz? - zauważył, że słońce już praktycznie całkiem znikło za horyzontem. Nienawidził tego, że o tej porze roku tak szybko robiło się ciemno. Nie lubił ciemności. Nie żeby jej się bał, w końcu nocne wędrówki po hogwarckich korytarzach leżały w jego naturze, ale zawsze czuł się bardziej swojsko za dnia.
- Dla mnie jesteś ideałem - rzucił bez zastanowienia, wzruszając ramionami i podpierając głowę na ręce o barierkę. Zdecydowanie za późno zorientował się, co powiedział i cieszył się, że zdążył odwrócić się od Gabriela, zanim twarz Slughorna zalał rumieniec. Czemu tak musi dziać się za każdym razem? Nienawidzę tego, pomyślał poirytowany i zły na siebie. Dlaczego za każdym razem zamiast zaśmiać się i udać, że to tylko żart musiał zaczynać rumienić się jak kretyn?
Gdy Gabe chwycił go za rękę, znieruchomiał na moment, spoglądając na niego kątem oka.
- Dobra - skinął lekko głową. - Pamiętam.
Leo nie wiedział czy powinien wyrwać rękę z uścisku chłopaka, zignorować ten gest, czy go odwzajemnić. Końcowo nie zrobił nic, co chyba można podpisać pod opcję drugą. Czemu każdy dotyk tak go zawstydzał i podniecał? Nie czuł się z tym dobrze.
- Wrażliwy...? - upewnił się. Zaczął się zastanawiać, czy kiedykolwiek by tak o sobie pomyślał. Czy aby wrażliwa osoba to nie taka, która przejmuje się najmniejszymi drobiazgami, jest pełna empatii i pomocna, uczuciowa i łatwo się wzruszająca? On przynajmniej tak zawsze definiował osoby wrażliwe. Nie był pewien czy mógł przypisać te cechy do siebie. W każdym razie na pewno nie wszystkie, ani większość.
Slughorn otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Nie no, to już była lekka przesada. Przecież on otwarcie z nim flirtował! Leo pożałował lekko, że przy Gabrielu zdołał już całkiem nieźle opanować francuski. Nawet nie mógł skłamać, że nie zna tego wyrażenia, bo starszy Gryfon wiedziałby, że to nieprawda. Jak miał ignorować takie rzeczy? Rzeczy, które normalnie wziąłby za przyjacielskie żarty, ale teraz nie był już pewien absolutnie niczego. Spuścił wzrok zażenowany, nie wiedząc co powinien odpowiedzieć. Wybełkotał tylko pod nosem coś niezrozumiale, ale nagle olśniła go pewna myśl. On ewidentnie się ze mną bawi. A może ja też się zabawię?
Uśmiechnął się sam do siebie, zastanawiając się przez chwilę czy to, co chciał zrobić będzie odpowiednie, ale postanowił to olać. W końcu to, co robił Gabe nie było ani trochę odpowiednie.
Leo odsunął się kawałek od barierki, przywołując na twarz uwodzicielski uśmieszek.
- Wiesz, jakby nie patrzeć - lekko przysunął się do Gryfona. - to z ciebie też zrobił się baaardzo ładny chłopiec - stwierdził przeciągając trzy ostatnie wyrazy i muskając lekko opuszkiem palca policzek chłopaka. - Wiesz - kontynuował zbliżając się jeszcze bardziej. - twoje włosy są takie wyjątkowe... ten ich kolor i miękkość - zaczął bawić się jednym z kosmyków chłopaka, uśmiechając się przy tym łobuzersko. - No i jakbym mógł zapomnieć - prychnął, udając poirytowanego zawodem na własnej pamięci. Palcem wskazującym zaczął powoli jechać w dół klatki piersiowej chłopaka. - ta wspaniała klata! Chyba każda dziewczyna błaga niebiosa, aby któregoś dnia móc położyć na twoim nagim torsie swoje chciwe łapki i... coś więcej - uniósł kąciki ust w uśmiechu, starając się ukryć ekscytację, wynikającą z tego, że dzieliło go od Gabe'a ledwo kilka centymetrów. Starał się nie brać pod lupę tego, co właśnie robi. Zawsze mógł powiedzieć, że robi sobie tylko jaja, prawda?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   10.02.16 7:39

- Och, przestań z tym już. - Gabe szturchnął go w ramię, kierowany pobudkami czysto przyjacielskimi. - Ale no.. mimo wszystko dzięki. - uśmiechnął się do przyjaciela i szybko zauważył podobną reakcję zwrotną. To dobrze, że nadal potrafi wywołać uśmiech na jego twarzy. Byłby naprawdę niepocieszony, gdyby tak nie było. Leo dużo się zmienił; ale jednak nie całkowicie.
- Wrażliwy, tak. Uważam, że taki właśnie jesteś.
Nie do końca był pewny, czy tak właśnie powinien nazwać tą cechę; ale lepszej nazwy chyba nie miał. Leo był delikatny w sferze psychicznej, tak od zawsze widział to Gabriel. Dużo lepiej rozumiał emocje innych ludzi i dużo głębiej przeżywał swoje własne uczucia. Miał nieprzeciętną empatię, której Gabe'owi brakowało. Trudno było mu oceniać czy to dobra cecha, skoro sam był jej pozbawiony. Można to nazwać wrażliwością, czyż nie?

Cała melancholia i powaga, jaka dotychczas towarzyszyła ich rozmowie, rozmyła się w przeciągu sekundy; jakby ktoś nagle przełączył tryb na inny, tak szybko zmienił się nastrój. Gabriel nie żałował tego, co przed chwilą powiedział; bo w gruncie rzeczy była to prawda, której nie sposób zaprzeczyć. Dlaczego miałby kłamać, zwłaszcza w takiej sprawie?
Słońce schowało się niemal całkowicie za pasmem gór na horyzoncie; na niebie pozostała już tylko bladoróżowa poświata, powoli zmieniająca odcień, tak aby po chwili już całkowicie rozpłynąć się w powietrzu. Gabriel z zaciekawieniem patrzył na Leosia, czekając na jego reakcję. Nie przewidywał tego, co zaraz zrobi; a z drugiej strony.. to było takie do niego podobne.
Leo zbliżył się do Gabe'a, uśmiechnięty w nieco inny sposób niż przed chwilą. Dotknął jego policzka a później zaczął bawić się kosmykiem jego białych włosów; mówił półszeptem, a jego melodyjny głos płynął niczym muzyka. Gabriel zamrugał trochę zaskoczony, nie spodziewając się tak śmiałego gestu. Nie zdziwiło go natomiast, że to co robił Leo było bardzo.. przyjemne; po plecach Gabriela przeszedł dreszcz ekscytacji. Przecież on ze mną flirtuje. Jak to tak..? Nagle uświadomił sobie, że sam go sprowokował; skoro to zaczął, to nie będzie też mu przerywał. Nie pozostało mu nic innego jak tylko cieszyć się chwilą.
- Każda dziewczyna? - odezwał się Gabriel po chwili milczenia, unosząc jedną brew. - Jestem bardziej skłonny uwierzyć, że to właśnie ty masz na to ochotę.
Leo był tak blisko, że czuł na policzku jego oddech. Ręce Gabriela odruchowo otoczyły go w pasie, chcąc przysunąć go bliżej siebie. Te kilka centymetrów nadal stanowiło zbyt dużą odległość.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   10.02.16 11:46

-Okej, w takim razie zostańmy przy tym, że jestem wrażliwy - zgodził się ostatecznie, nadal w to wątpiąc. Jeśli to miało być usprawiedliwieniem na to wszystko, co się z nim działo to był gotów to zaakceptować. Już mniejsza, że w takim razie gdyby ktoś go wcześniej spytał czy chciałby być wrażliwy to bez wahania zaprzeczyłby. A zawsze uważał to za dobrą cechę... No cóż, poglądy się zmieniają, a ludzie dorastają. Zaraz, czy to ma ze sobą cokolwiek wspólnego? Nieważne. Jego myśli często były pogmatwane i powiązane ze sobą najwyżej cieniutkimi niteczkami, więc przyzwyczaił się już do tego. W sumie jego refleksje często kończyły się wnioskami kompletnie nie mającymi nic wspólnego z podjętym wcześniej tematem rozmyślań. Mógł postawić sobie pytanie czy lepsze są psy czy koty, a wnioskiem mogło zostać to, że kolor dywanu w Pokoju Wspólnym bardzo mu się podoba.

Nastrój...hmm, tak, może faktycznie lekko się zmienił, ale to nie była jego wina. To wszystko przez Gabe'a! Gdyby się uspokoił i przestał wprawiać go w co chwilowe zakłopotanie to może mogliby normalnie pogadać. Bo to, co oni wyczyniali na pewno do normalnych się nie zaliczało.
Leo z lekkim niepokojem, ale i ciekawością oczekiwał na jego reakcję. W sumie to nie wiedział czego mógł się spodziewać, ale w każdym przypadku ta fala pewności siebie, która nagle go zalała nie mogła pozostać niewykorzystana. Sam nie miał pojęcia, co nagle mu się stało, w końcu jeszcze przed chwilą rumienił się zażenowany, a teraz zachowywał się w ten sposób. Wiedział jednak, że bardzo mu się to podoba. W sumie lekko przerażało go, że nie wstydził się tego, co robił, ale nie miał zamiaru na to narzekać.
Na słowa Gabe'a normalnie pewnie zamarłby w bezruchu, czerwieniąc się jak burak, ale nie w tym momencie, o nie. Gdy ten całkowicie zniszczył dzielącą ich odległość, Leo spojrzał na niego z wyzywającym spojrzeniem. A, więc bawimy się dalej?
-Może i mam - odparł melodyjnym głosem, uśmiechając się niewinnie i błądząc ręką po jego klatce piersiowej. W pewnym momencie odsunął ręce od torsu chłopaka i nachylił się do jego ucha. - A ty na co masz ochotę? - wyszeptał uwodzicielsko, muskając palcami skórę na jego szyi.
Gdyby teraz ktoś ich zobaczył, to wyglądałoby to dosyć... dwuznacznie, ale Leo o tym nie myślał. On chyba w ogóle nie myślał, biorąc pod uwagę to, co właśnie wyczyniał. No cóż, przynajmniej nie będzie sobie potem wypominał, że dał aż tak sobą manipulować. W końcu on też mógł się chwilę pobawić, prawda? Zwłaszcza, jeśli osobą, z którą miał się tak bawić miał być Gabe. To, że mógł być tak blisko niego, dotykać jego ciała i wymieniać się takimi tekstami... jednocześnie podniecało go to i przerażało. Bał się, że w którymś momencie posunie się za daleko. Miał tylko nadzieję, że to się już nie stało. Z drugiej strony, on tylko odpowiada na pytanie, prawda? Zarzucając przy okazji...
Nie, nieważne, nie teraz. Bez sensu, że nagle zaczął o tym myśleć, zwłaszcza, że i tak już nic z tym nie zrobi i nie odwoła. Nie myśl o tym, to jest nieistotne, a teraz też bezsensowne. Po prostu skup się na tym, co dzieje się naprawdę, a nie w twojej głowie.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   11.02.16 7:25

Gdyby jeszcze wczoraj ktoś zapytał Gabriela czy podoba mu się Leo, z pewnością zaprzeczyłby i być może nawet wyśmiałby za zadawanie tak absurdalnego pytania. Nigdy nie myślał o nim w inny sposób, wierzył że ich relacja jest i zawsze będzie czysto przyjacielska.
Cóż, to było wczoraj.
Ich obecne położenie wskazywało raczej na to, że sferę przyjacielską mieli daleko za sobą. Gabriel zastanawiał się jak długo będzie jeszcze mógł nad sobą panować. Nie miał pojęcia jak Leo tak nagle zrobił się w jego oczach atrakcyjny; jednak to co w związku z tym odczuwał było takie świeże, zupełnie nowe i nieznane; nigdy niczego podobnego nie doświadczył. Z każdym milimetrem mniej dzielącym go od chłopaka, przestawał myśleć o konsekwencjach i wyrzutach sumienia, jakich może sobie przysporzyć jeśli nie przystopuje w odpowiednim momencie.
Zaraz, przecież nie robię nic złego. Dlaczego miałbym czegoś żałować?
Nie zauważył momentu, w którym rzekomy flirt zamienił się w bezpośrednie, bezwstydne uwodzenie, które wychodziło Leosiowi zadziwiająco dobrze. Odczuwał bliskość fizyczną inaczej niż wcześniej; każdy dotyk podsycał jego pragnienia, jeszcze przed chwilą skutecznie tłumione przez resztki zdrowego rozsądku, zanim zaczęły stopniowo opuszczać jego umysł.
Aż w końcu ostatnia myśl, nakazującą mu przerwać, wycofać się i udawać, że nic się nie wydarzyło odeszła w zapomnienie.
Gabriel uśmiechnął się instynktownie, słysząc ostatnie pytanie ze strony Leo. Zbliżył się do jego ucha i zaczął szeptać specjalnie opóźniając każde słowo, próbując wzbudzić w nim niecierpliwość.
- Chciałbym.. móc cię trochę podotykać.. gdzieś, gdzie będzie nam wygodnie..i ciepło..
Czuł, że stopniowo traci kontrolę, którą podświadomie chciałby zachować, tak na wszelki wypadek. Długim, powolnym ruchem włożył dłoń pod koszulę chłopaka, bo zapragnął dotknąć jego delikatnej, ciepłej skóry. Zaszli już za daleko; a Gabe miał z każdą chwilę coraz większą ochotę iść dalej.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   11.02.16 19:30

Leo przypomniał sobie jak zaledwie kilkanaście minut temu przeraził go pocałunek, w którym złączył ich usta. Jakie to może mieć porównanie z tym, co wyczyniali teraz? Gdyby ktoś ich zobaczył... O nie, to wcale nie przypominało luźnej rozmowy pary przyjaciół. Raczej spotkanie sekretnych kochanków, którymi nie byli, nie są i nie będą, bo nawet nie ma co na to liczyć. W sumie to Slughorn nawet nie wiedział, czy chciałby aby... Chciałbyś. Nie wmawiaj sobie, że tak nie jest.
To wszystko, co teraz się działo normalnie śniło mu się po nocach, ale nigdy nie przypuszczał, że w rzeczywistości kiedyś będzie mu dane znaleźć się z Gabrielem w takiej absurdalnej sytuacji. Czuł się lekko zdezorientowany i nie wiedział już jak powinien traktować czyny Gabe'a. Czy to przestały już być wygłupy i teraz robią wszystko na poważnie? A może to nadal jedna wielka gra? Nie nadążał za tym, co się działo. Skąd miał wiedzieć, kiedy posuną się za daleko? Co jeszcze mógł zrobić, a czego nie było mu wolno? Gdzie jest ta granica, której nie mogli przekroczyć?
- Jak dla mnie możesz to robić nawet tutaj - odparł uśmiechając się lekko i nawet nie musiał długo czekać, bo już po krótkiej chwili poczuł dotyk Gabe'a na swojej skórze. W tym momencie zadrżał lekko, praktycznie niekontrolowanie i w ułamku sekundy ulotniła się z niego cała pewność siebie.
Co my wyprawiamy? Tak, teraz to już na pewno zaszło za daleko. To nie jest w porządku. To, co robią jest złe, wiedział o tym, ale jednocześnie sprawiało mu to taką przyjemność. To było nie w porządku... w stosunku do Gabe'a. W końcu on pewnie miał to wszystko za zwykłą zabawę, natomiast Leo z każdą sekundą traktował to coraz poważniej. Poczuł się głupio, w końcu to nie było normalne, żeby obłapiać się ze swoim najlepszym przyjacielem. Normalni ludzie tak przecież nie robią, prawda?
- Gabe... co my robimy? - wydukał tak cicho, że normalnie pewnie jego słowa zagłuszyłby wiatr, ale teraz byli tak blisko siebie, że to nie stanowiło już przeszkody. To wszystko działo się tak nagle... Przed chwilą normalnie rozmawiali o poważnych sprawach, a skończyli złączeni ze sobą, obmacując się nawzajem. Po co wtedy wypowiedziałem te słowa? Po co zacząłem się do niego przystawiać? To wszystko moja wina. Taka była prawda. Gabe po prostu powiedział mu coś miłego, a on zaraz to nadinterpretował. Powinien się uspokoić. To wszystko to jedna wielka zabawa, prawda? To właśnie tutaj jest granica. Tutaj, bo to właśnie tu kończy się ta gra, a przynajmniej na to wygląda. I ile razy Leo nie pomyślał, że to przecież zwykłe igraszki, tyle razy jego serce podszeptywało mu, że być może Gabe chce tego, czego chciał on sam. Wiedział, że to oszukiwanie samego siebie, że w ten sposób tylko się rani, jednak nic nie mógł poradzić na te w pewnym sensie masochistyczne myśli, ogarniające jego umysł. Nie docierało do niego, że najpewniej nadzieja pojawia się na chwilę, aby zaraz zostać brutalnie zniszczoną.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   12.02.16 23:47

Przestał myśleć. W którymś momencie musiał, po prostu musiał, przestać myśleć. Pstryk, myślenie wyłączone, nie ma, teraz kierują nim tylko instynkty. I to jeszcze jakieś chore, bo inaczej obmacywałby jakąś dziewczynę, a nie do cholery swojego najlepszego kumpla. Z którym, swoją drogą, jeszcze przed chwilą rozmawiał całkiem normalnie. No i nagle, ni stąd ni zowąd, kumpel ten go pocałował, ot tak. I.. ruszyła lawina. Wtedy właśnie coś w nim drgnęło i trybiki w jego głowie zaczęły obracać się w drugą stronę. Jakaś nieokrzesana myśl stopniowo przejmowała kontrolę nad jego ciałem, kusząc go i kusząc, a gdy Leo dotknął go tak, a nie inaczej, jak robił to wielokrotnie wcześniej, miarka została przebrana. Gabriel całkowicie oszalał. Nie panował nad sobą, coś pozbawiło go wolnej woli. Było na to jakieś lepsze wytłumaczenie?
Może, ale w tym momencie nie przychodziło mu żadne do głowy.
Pierwsze zdanie zabrzmiało jak zachęta. Cóż, w istocie były zachętą. Nie mógł się powstrzymać i wsunął dłoń pod jego koszulę. Złe posunięcie. Zaszli za daleko. Odwrót, odwrót, odwrót. Teraz w końcu zaczął to sobie uświadamiać.
Tylko dlaczego, Merlinie, to było tak cholernie przyjemne? Nawet, no, prawdopodobnie dla ich obojga?
Nie, nie nie nie, koniec Gabe, koniec. Ochłoń. Pohamowałeś się w ostatnim momencie, brawo.
Wzdrygnął się na myśl, przez jak niezręczną rozmowę musieli by przejść gdyby się nie zatrzymał. Nie. Po prostu.. nie. To wszystko było nie w porządku. Wszystko było bardzo złe, już tego żałuje. Gabe, coś ty narobił. Ale zaraz, czekaj, pomyśl jeszcze raz. Gabriel nie wiedział, co kierowało Leosiem. Ta sama, zdradliwa żądza, rozpalona gdzieś w środku, czy może coś innego, coś bardziej subtelnego i uczuciowego..?
W końcu to Leo był inicjatorem pocałunku i w ogóle.. Gabe tylko delikatnie, zupełnie bez nacisku, zasugerował kontynuację, zaciekawiony tym, jak rozwinie się sytuacja. Ta, i rozwinęła się tak, że lada chwila i wylądowaliby razem w..
Zacisnął oczy i zsunął ręce z bioder chłopaka, jednocześnie instynktownie kładąc głowę na jego szyi,  domyślnie szukając jakiejś podpory, bo już sam gubił się w tej sytuacji. Mimo to, nadal obejmował go trochę.. za ściśle. Leo szepnął mu do ucha coś, co dokładnie urzeczywistniało wszystkie dręczące go myśli.
Tia, oto jest pytanie.
- Nie mam pojęcia, Leoś. Ja.. przepraszam. To nie jest w porządku wobec ciebie, nie powinienem był.. ech. Nawet nie wiem, czy..
Czy on chciał?
Pewnie, że chciał. A może.. może chciał, ale nie tego co mu przed chwilą zaoferował..? Było mu wstyd. Tak bardzo wstyd, że ogarnęło to całe jego ciało, zmuszając go by w końcu puścił chłopaka. Tak, tak było lepiej. Tak powinno być lepiej.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   14.02.16 2:27

Merlinie, jak mogłem być tak głupi...?
Kiedy to się w ogóle zaczęło? W sumie to nieważne kiedy, ważne, że to nie było mądre.
Powinien brać pod uwagę więcej aspektów, skupić się na tym, co może się zdarzyć, czyli... Czyli w sumie robić to, co starał się robić cały czas i widocznie słusznie. Jednak trzeba było trzymać się utartego schematu, który osłaniał Gryfona niczym pancerz od czasu Bitwy o Hogwart. Dlaczego poczuł taki nagły przypływ pewności siebie? Dlaczego akurat wtedy, gdy nie było mu to potrzebne? Już lepiej było stać sztywno jak kołek i nieudolnie udawać, że nie ruszają go słowa Gabe'a. A tak...? To, co zrobił, było najzwyklejszą w świecie prowokacją, bezsensowną i idiotyczną. Ale w tym wszystkim było coś, co przerażało i jednocześnie podniecało go najbardziej, a był to fakt, że Gabriel w niczym mu nie przeszkodził. Ba, on wręcz przyjął to z czymś, co Leo identyfikował nawet jako zadowolenie. I to naprawdę stawiało pytanie, które co chwilę na nowo pojawiało się w głowie Slughorna, nieważne ile razy by je przeganiał - ono zawsze powracało. Co to, do cholery, znaczyło? Najpewniej nic, a on swoim starym zwyczajem doszukiwał się różnych rzeczy. Chociaż czy to, co wyczyniali przed chwilą można by określić jako nic?
Za co on mnie przeprasza? Czy to nie Leo przypadkiem sprowokował te wszystkie dzisiejsze niekomfortowe sytuacje? Nie widział nigdzie tego, czemu niby Gabe miał być winny czemukolwiek, co tu się przed chwilą działo.
Gdy chłopak wypuścił go z uścisku i minimalnie odsunął się od niego, Slughorn poczuł lekkie ukłucie w sercu. Tak bardzo chciałby móc być każdego dnia tak blisko niego jak przed momentem, każdego dnia móc wymieniać się z nim zalotnymi tekstami i każdego dnia móc czuć jak ręka Gabe'a wędruje pod jego koszulkę. Nic by się też nie stało, gdyby przez przypadek ta ręka zdarłaby z niego koszulkę, a potem... Stop! Znowu zaczynał fantazjować i znowu robił to w najmniej odpowiednim momencie.
- N-nie przepraszaj - wyrzucił z siebie. Gdzie twoja pewność siebie, kretynie? Poszła się bujać, jak zwykle, kiedy była potrzebna. A szkoda, mogłaby sprawić, że jego wypowiedź, byłaby choć trochę bardziej wiarygodna. Wbił spojrzenie w podłogę, drapiąc się za uchem. - Trochę... głupia sytuacja, prawda? - zaśmiał się nerwowo, próbując nieudolnie zamienić wszystko w żart. Podniósł na chwilę spojrzenie, aby szybko obrzucić nim Gabe'a, aby zaobserwować jego reakcję. Jak teraz wybrnąć z tego bagna? Czy mogą ot tak, po prostu wrócić do normalnej rozmowy i o tym zapomnieć? Tego nie da się zapomnieć, o nie. Przynajmniej Leo nie potrafiłby zapomnieć czegoś takiego. W sumie to nawet nie chciałby zapomnieć. Chciałby, żeby to Gabe zapomniał. Tak naprawdę to miał ochotę zapaść się pod ziemię albo chociaż wrócić już do dormitorium, schować się przed wszystkimi i unikać konfrontacji z Gabrielem przez najbliższy miesiąc. Jakby go od siebie odseparować to może kiedyś w końcu by zapomniał? Zapragnął nagle znaleźć się z dala od Gryfona. Uch, dlaczego, u licha, muszą być w tym samym domu?
- Wiesz, robi się późno... Chyba powinienem już się zbierać. Poza tym ta praca domowa z historii magii mnie wzywa, sam rozumiesz - wyrzucił z siebie. "Robi się późno", naprawdę...? Pewnie nawet nie było szóstej, a to, że tak szybko robiło się ciemno, to zupełnie inna kwestia. Przynajmniej uratował się jakoś dzięki tej historii magii. Raz w życiu ten przedmiot na coś się przydał.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   14.02.16 18:29

Było mu źle z tym wszystkim. Bardzo, bardzo źle, jak nie czuł się już od dawna. Najbardziej bolało go to, że zawiódł sam siebie. Znowu. Który to już raz? Zdążył stracić rachubę. Gabe nerwowo przygryzł wargę. Nie mógł zaufać samemu sobie. Nie, jeszcze nie teraz. Teraz to się skup na naprawianiu błędów. Było mu wstyd podnieść głowę i spojrzeć w niebieskie oczy Leosia. Jak zawsze uwielbiał wpatrywać się w nie bez końca, widząc w nich radość, którą sam wywołał, to teraz po prostu.. nie mógł. Nie po tym co zrobił, nie zasługuje na to. Być może nie zasługuje dłużej nawet na ich.. przyjaźń.
Wydukał z siebie niezgrabne przeprosiny. Pff. Tylko tyle? I teraz co, wszystko będzie w porządku? Mógł mieć nadzieję, że tak właśnie będzie. A nadzieja matką głupich, jak to mówią.
- Nawet bardzo głupia. Przepraszam cię, nie.. nie ogarnąłem sam siebie. - odpowiedział ze wzrokiem utkwionym w podłodze.
Gdzie się podziała twoja znakomita elokwencja? A tam, pieprzyć elokwencję. Lepiej i tak tego by nie ujął; żadne słowa nie oddałyby prawdy tak znakomicie.
W końcu wyprostował się, napotykając wzrokiem Leo; jego twarz mówiła, że jest równie zmieszany i zagubiony jak on. Dzięki komu? Dzięki tobie, durniu. Co ty sobie niby myślałeś, na dodatek w momencie kiedy.. kiedy co?
Kiedy Leo chciał mu coś powiedzieć. Gryfon zamrugał, nagle doznając olśnienia. Ten pocałunek był.. wyznaniem miłości? Zauroczenia? Czegoś w pewnym sensie podobnego? Nie zrobił tego tak, jakby najbardziej spodziewał się Gabe. Nie powiedział mu tego wprost. W końcu to Leo, a on niewiele rzeczy przekazywał bezpośrednio, tylko zawsze w jakiś inny, nie do końca oczywisty sposób. W takich momentach miał problem z pewnością siebie. Przecież ja to wszystko wiem, nie znam go od wczoraj. Dlaczego na to wcześniej nie wpadłem?
Jeśli rzeczywiście tak było, to  Gabe zachował się jak kompletny idiota. Merlinie, to był tak przejrzysty sygnał, a ty potraktowałeś to jak .. nie wiem co.
Nawet bał się pomyśleć, co w tej chwili może czuć stojący naprzeciwko Leoś. Musiał czuć się okropnie; i nie z żadnego innego powodu, tylko przez niego, jego totalną ignorancję i brak domyślności.
Nie dziwiło go ani odrobinę, że chce teraz od niego uciec. On na jego miejscu też pewnie by tak zrobił; pożegnał się grzecznie i w nogi mój drogi. Młodszy Gryfon zrobił kilka kroków w stronę schodów, tłumacząc się dlaczego musi iść. Cóż, tłumaczenie było mało wiarygodne, ale teraz przynajmniej Gabriel wiedział, jaki jest prawdziwy powód. Nie chciał żeby szedł. A jednocześnie rozumiał, dlaczego chce iść. Poczuł, że musi go o to zapytać; a lepszego momentu niż teraz chyba nie będzie.
- Leoś, czekaj. - zawołał za nim, podbiegając w jego stronę - Czuję, że.. muszę cię o to zapytać. Chyba wiem o co ci chodzi. - Gabe westchnął głęboko. To nie będzie dla niego łatwe. Naprawdę chcesz mu to robić? Teraz? Jakbyś nie przysporzył mu wystarczająco zmartwień? Za późno. Bo zaczął już mówić.
Złapał go za ręce i spojrzał w niebieskie oczy chłopaka.
- Leoś.. czy.. czy ty.. coś do mnie czujesz? Wiesz, tak coś.. więcej?


Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Wieże-
Skocz do: