Share | 
 
Wieża astronomiczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Wieża astronomiczna   28.09.15 3:50

First topic message reminder :

Wieża astronomiczna
Wieża Astronomiczna, znana też jako Wieża Północna, jest najwyższą wieżą w całym zamku. Stosowana jest jako obserwatorium i świetnie nadaje się na lekcje astronomii. Jej układ zapewnia ogromną ilość zakamarków, w których możesz się schować lub coś ukryć. Magiczna aura, jaka tu panuje, poniekąd narzuca myślenie na tematy filozoficzne, o życiu i śmierci. Jednocześnie jest to miejsce, w którym zginął kilka lat temu dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore. Miejsce, w którym stał w ostatnich chwilach życia, jest jakby wypalone i nie da się na nim stanąć - magiczna bariera oddziela je od reszty.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   15.02.16 0:39

To wszystko było takie pokręcone, że bardziej chyba nie mogło. To naprawdę nie jest mój dzień . Po burzliwym poranku i porażce na historii magii Leo był przekonany, że już nic gorszego go dzisiaj nie spotka. W końcu gdzieś musi być granica ilości niefortunnych sytuacji, przydarzających się jednego dnia, prawda? Z tych wyliczeń wynikałoby, że Gryfon już swoje przecierpiał i mogło być już tylko lepiej. No cóż, widocznie nic bardziej mylnego. Najpierw ten pocałunek - kompletnie bezmyślny, spontaniczny gest, przez który na pewno Gabe już nie patrzy na niego tak samo. To naprawdę przelało czarę goryczy. Ale okej, udało im się z tego jakoś wybrnąć i przy okazji szczerze pogadać, więc w sumie nie ma aż takiej tragedii, na jaką by wyglądało. A potem zrobił kolejną głupią rzecz. Jak zwykle. Jakby nie mógł, do jasnej cholery, zejść w końcu na ziemię i zachowywać się normalnie! Nie, bo po co. Lepiej pobawić się w uwodzenie swojego najlepszego przyjaciela. A przecież to, że czuje do niego coś więcej miało nigdy nie wyjść na światło dzienne! Czegoś takiego jak całowanie się, czy obłapianie na wieży astronomicznej nie było w najśmielszych planach Slughorna. Okej, było w niektórych snach i fantazjach, ale Leo nigdy nawet się nie łudził, że mogłyby one zmienić się w coś realnego. A teraz to właśnie się działo. No dobra, może nie teraz, ale przed kilkoma chwilami. To była pomyłka.
- Nic się nie stało - Gryfon przełknął ślinę. - Nie masz za co się obwiniać. To ja zacząłem... to wszystko - zapewnił go. W końcu to prawda. Gdyby się w nim nie zakochał to nic takiego nie miałoby miejsca, na pewno. Bezmyślny kretyn. Tyle jest wokół dziewczyn, na których można by oko zawiesić, ale nie, faktycznie, lepiej zakochać się po pierwsze - w chłopaku, a po drugie - w swoim najlepszym przyjacielu. Co mu w ogóle strzeliło do głowy? Przypomniał sobie, jak jeszcze wczoraj wmawiał sobie, że wcale nie zakochał się w Gabrielu. Jak to on powtarzał? To tylko przyjaźń. Jest dla ciebie ważny, bo jesteś do niego przywiązany. To dopiero był idiotyzm. W sumie to chłopaka dziwiło, że do tej pory nikt nie zwrócił uwagi na maślane oczy, które nieświadomie robił do Gabe'a. Ale przecież ludzie nie potrafią patrzeć. Zapomniał o tym.
Leo spojrzał na przyjaciela nieprzytomnym wzrokiem, gdy ten poprosił go, aby poczekał. Czego jeszcze od niego chciał? Na dzisiaj Gryfon miał naprawdę dosyć wszystkiego do tego stopnia, że wczołganie się pod łóżko i spędzenie tam kolejnych kilku godzin aż do ciszy nocnej wydawało mu się niezwykle kuszącą opcją.
I w ten oto sposób znowu stał naprzeciw Gabe'a. Jego serce zabiło szybciej, gdy chłopak powiedział, że chce go o coś spytać. Co tym razem? Jak bardzo problematyczne będzie to pytanie? A może Leo po prostu świruje, a zaraz okaże się, że to pytanie o jakąś błahostkę? Tak, zazwyczaj tak było, ale... no cóż, jako, że to naprawdę nie był dzień Slughorna, nie tym razem.
To, co powiedział Gabe sprawiło, że Gryfon na chwilę zawisł pomiędzy dwoma światami, a jego zwykle wyczulony na takie bodźce organizm, nie zarejestrował nawet, że przyjaciel chwycił jego ręce. Ale jak to... On jeszcze się nie zorientował? Czy musi to powiedzieć na głos? Wprost? Tak po prostu? Jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie? Patrzył w oczy Gabe'a, ale tak jakby ich nie widział. Jego serce biło znowu jak oszalałe, niczym wtedy, podczas tego pocałunku. Okej. Dość. Myśl racjonalnie. Co powinien teraz zrobić? Co powinien odpowiedzieć? Czy w takiej sytuacji, do cholery, w ogóle da się myśleć racjonalnie? Przecież nie przejedzie mu to przez gardło! Chociaż z drugiej strony... Czy jest jakikolwiek sens kłamać? Skoro Gabe już spytał tak wprost to może to jest dobra okazja... Spuścił wzrok na podłogę, po drodze spojrzeniem napotykając ich złączone ręce. Nie był w stanie patrzeć na niego.
- Gabe, ja... ja nie wiem - odparł w końcu, a te kilka słów zawisło na chwilę w powietrzu między nimi. Leo pokręcił lekko głową. On tego chce. Chce znać prawdę. Dlaczego utrudniasz to wszystko? Powiedz jak jest naprawdę. Wziął głęboki wdech. - Tak. Kocham cię, Gabe. Bez względu na to jak idiotycznie to brzmi, ale... taka jest prawda - czuł jak z każdym słowem jego głos coraz bardziej się załamuje, ale mimo to zebrał ostatnie siły, aby ponownie spojrzeć na Bertranda. - I nie wiem, co sobie o mnie pomyślisz. Nawet nie wiem, czy chcę to wiedzieć. Nic, do cholery nie wiem - przerwał na chwilę, mocniej przygryzając wewnętrzną stronę wargi. - Okej, powiedziałem to - wyszeptał bardziej do siebie, niż do chłopaka. - Powiedziałem to i jestem ch-cholernie z tego zadowolony, wiesz? - kontynuował już głośniej, starając się zignorować narastające w nim poczucie bezsilności i beznadziei, które rozładowywał poprzez przygryzanie wargi. - A teraz... Teraz możesz mnie już puścić, bo chciałbym wrócić do pieprzonego dormitorium i wypić sobie kieliszek pierdolonego, schowanego w kufrze, przemyconego brandy - zakończył, zamykając piekące oczy i przełykając ślinę. Mógłby wyrwać ręce z jego uścisku i odejść. Mógłby, ale nie miał siły. Poza tym nie byłby w stanie odrzucić, ot tak, jego dotyku. Pragnął tylko, żeby ten cholerny dzień wreszcie się skończył. Chciał znaleźć się jak najdalej stąd, aby zakończyć tą jedną z najmniej udanych dób w jego karierze w ciszy i spokoju, sam ze sobą.
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   15.02.16 15:33

- Właśnie.. dużo się stało. - wydukał z trudem Gabriel. - Nie ważne, kto zaczął. To ja pozwoliłem.. temu trwać.
I to był błąd. Poniosło go; gdyby opamiętał się wcześniej, nie staliby tu i teraz patrząc na siebie spode łba, jeden i drugi bojąc się nawzajem na siebie spojrzeć. Co mu odbiło? Co on w ogóle wtedy sobie myślał? Przecież.. to był Leo. A Leo coś dla niego znaczył. On i ich przyjaźń.. prawda? Więc dlaczego?
Nie wiedział. Nie miał zielonego pojęcia. Po prostu tak nagle, gdy przyglądał się jego niebieskim oczom, Gabriel uświadomił sobie jak cholernie jest przystojny, jego mały Leo. Nie widział tego wcześniej. Bo zajmował już znaczące miejsce w jego życiu; ale nie takie, o jakim wtedy pomyślał, że kiedykolwiek nawet mógłby.
Nie był nawet do końca pewny, czy chciałby rzeczywiście się z nim wiązać. Merlinie, to brzmi idiotycznie. Związać się z facetem. Serio?
A w sumie.. komu by to przeszkadzało? - zastanowił się. Ach, no na przykład matce. Yhh. Czemu on w ogóle o tym myślał? I tak pewnie nigdy nie będą.. razem, w jakimś romantyczno-poważnym znaczeniu.
Coś go do niego ciągnęło. Coś, co dzisiaj w sobie stłumił, ale z każdym kolejnym dniem będzie w nim rosło i ćmiło mu umysł. Gabe nie chciał robić niczego wbrew woli Leosia. Ani tym bardziej go krzywdzić, Merlinie, broń.
Tak, dlatego właśnie przed chwilą zrobił coś, czego Leo pewnie nigdy mu nie wybaczy. A nawet jeśli, to i tak on długo nie wybaczy tego sam sobie.
I brnął dalej w tą dziwną plątaninę, jaka między nimi zaistniała. Chciał znać prawdę. Tu, teraz, już. Tłumaczył sobie, że to dla dobra ich obu. Był tak strasznie ciekawy. A co będzie, mój drogi Gabrysiu, jeśli sprawdzą się twoje przypuszczenia? A co jeśli będzie bał wyznać ci prawdę i z tego względu skłamie? Nie, nie chciał aby Leo musiał go okłamywać. Chciał, by ich relacja opierała się na wzajemnej szczerości, tak jak dotychczas. Przecież on cię nie okłamie. Nie Leo.
Miał rację. Nie okłamał go.
Głos chłopaka łamał się bardziej z każdym wypowiadanym słowem. Znowu nieumyślnie zmusił go do strasznego wysiłku, do zrobienia czegoś, czego pewnie nie chciał robić, nie w tym momencie. Ale jeśli nie teraz to kiedy? Pewnie chciał, żeby Gabe domyślił się sam. I domyślił się. Ale nie potrafił tego, ot tak, przyjąć, bez żadnego potwierdzenia. Przecież to było.. ważne, prawda? Nie powinien mieć sobie tego za złe. A jednak miał.
'Kocham Cię, Gabe'. Jedno proste wyrażenie. Tyle emocji. Tyle bólu w oczach Leo.
Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo młodszy Gryfon to przeżywa. Bo ty nigdy nikogo nie kochałeś, Gabriel. Jakie masz niby doświadczenie?
I co ja mam teraz zrobić? Nie wiedział. Totalnie nie wiedział co teraz będzie właściwe.
Wiatr huczał, wypełniając ciszę między nimi. Orzechowa grzywka Leo opadła na jego oczy, zasłaniając zbierające się w nich łzy. Był taki.. bezsilny, zagubiony.
- To idź. - powiedział w końcu, zwalniając uścisk z rąk Leosia. Otarł twarz rękawem, odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę barierki. Tak, nie wiesz co robić to sobie odchodzisz jakby cię to nie dotyczyło. Zawsze taki jesteś. Chyba zbierało mu się na płacz. Gabe, ogarnij się trochę, to przecież.. nie jest warte.. Co ty w ogóle robisz? Zostawisz go tak teraz, samotnego pośród tej burzy?
Gabriel spojrzał na niego znowu, zrobił głęboki wdech i powiedział cicho, ledwie słyszalnie ponad szumem wiatru.
- Nie mam pojęcia, co.. co ci powiedzieć. - pokręcił głową. - Chciałbym cię przytulić, ale chyba.. nie. Idź już. Zostaw mnie tutaj i .. idź.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   15.02.16 20:13

To wszystko miało potoczyć się inaczej.
To była jedna z niewielu rzeczy, której Leo był pewien. Tak samo był pewien, że teraz relacja łącząca jego i Gabe'a już nie będzie taka jak przedtem. Wprawdzie co chwilę próbował odepchnąć od siebie tą myśl, ale ona po momencie powracała ze zdwojoną siłą, aby go przytłoczyć po raz kolejny. Świadomość tego, ile rzeczy mogło się zepsuć jednego dnia była nie do zaakceptowania. Nie mógł przystanąć na nią obojętnie, nie był w stanie tego zrobić. Zaczynał powoli mieć wszystkiego dość. Gonitwa myśli w jego głowie nie pozwalała mu skupić się na niczym konkretnym. Nie potrafił wziąć pod lupę jednej refleksji, bo zaraz napataczała mu się druga i tak w kółko. Leo miał wrażenie, że jego umysł to jakaś nieokrzesana, chaotyczna plątanina różnych, niepowiązanych ze sobą niczym poza emocjami myśli, których nie sposób uporządkować i okiełznać.
Slughorn nie nadążał za Gabem. Tego również był pewien. Nie miał pojęcia, o czym w tym momencie chłopak myśli, co czuje i w jaki sposób została przekształcona opinia Bertranda o Gryfonie. Próbował zgadnąć, właściwie to cały czas zgadywał, ale rzadko kiedy te jego rozmyślania miały jakiekolwiek miejsce w rzeczywistości. Dlatego przestał prognozować. Po prostu powiedział, co chciał powiedzieć. Co Gabriel sobie pomyśli wcale go nie... Nie, w ogóle cię to nie obchodzi, pomyślał sarkastycznie. Tak naprawdę to bardzo go to obchodziło, jeśli nie najbardziej. Przecież to właśnie było w tej chwili sedno sprawy. Nie wyznał mu, że czuje do niego coś więcej po to, żeby o tak sobie to powiedzieć. W końcu z własnej woli raczej by tego nie zrobił. A teraz co, zmusił cię? Nie, nie zmusił, ale wywarł presję. I wywołałby również wyrzuty sumienia, gdyby Leo poprzestał na wymijającej odpowiedzi, która na samym początku niemal niekontrolowanie wydobyła się z jego ust.
Fala wątpliwości zalała jego umysł, gdy wypowiadał kolejne słowa. Poza tym czuł się tragicznie. Stał przed nim i nie wiedział, co mógł zrobić. O dziwo odczuł lekką ulgę, że wyrzucił to z siebie, ale i tak przewyższały ją i to o wiele dyskomfort, zażenowanie i uczucie, jakby słowa przez niego wypowiadane były największą głupotą świata. Poza tym czuł się jak obnażony, mówiąc głośno o tak pieczołowicie skrywanym przez siebie sekrecie. I to w dodatku osobie bezpośrednio z nim powiązanej. To nie powinno się zdarzyć. To naprawdę nie powinno się zdarzyć.
Leo wpatrywał się w niego z wyczekiwaniem i przerażeniem w spojrzeniu. Spodziewał się chyba, że na niego nakrzyczy albo że go zwyzywa, może nawet uderzy... Ale nie brał na pewno pod uwagi, że najzwyczajniej w świecie ze stoickim spokojem każe mu odejść. Slughorn wlepił w niego niedowierzające spojrzenie i rejestrował każdy jego ruch od momentu, gdy ten puścił jego ręce. Serce nadal waliło mu jak oszalałe, a paraliż wciąż trzymał jego ciało w bezruchu. Tylko oczy błądziły za Gabem. Leo wpatrywał się w niego jeszcze przez kilka chwil, nawet wtedy, gdy ten odwrócił się do niego plecami. Czuł, jak coś brutalnie rozdziera jego serce, a negatywne emocje tłamszą resztki nadziei. Czy to właśnie był koniec ich przyjaźni? Czy to właśnie tak miał wyglądać? Nic nie docierało do Gryfona. Ocknął się z tego dziwnego stanu zawieszenia dopiero wtedy, gdy jego najpewniej były już przyjaciel ponownie odwrócił się w jego stronę, aby obrzucić go spojrzeniem.
To, co usłyszał dało mu jeszcze bardziej do myślenia. Czy Gabe miał na myśli, że normalnie by go przytulił, ot tak, po przyjacielsku, ale teraz tego nie zrobi? Może bał się, że Slughorn znowu zacznie się do niego przystawiać? Poczuł wielki żal do całego świata, a jednocześnie niemalże widział, jak jego serce rozpada się w środku na miliony drobnych kawałeczków. Czyli to tak to wszystko miało się skończyć? Tak wygląda koniec ich relacji? Czy od tej pory będą omijać się na korytarzu szerokim łukiem, a przy jakimś bliższym spotkaniu będą zachowywać się, jakby się nie znali? Czy jego głupota naprawdę przekreśliła pięć lat ich przyjaźni? Gryfon odwrócił się od Gabriela, starając się uspokoić. Wziął głęboki wdech i spojrzał po raz ostatni w jego stronę. Wygląda tak pięknie w tym półmroku... Ach, dość! Jak mógł nawet teraz o tym myśleć? Zmusił się do postawienia kilku kroków w stronę wyjścia. Pokonywał tą odległość tak powoli i niepewnie, ponieważ w głębi duszy żywił nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Nadzieję, która okazała się starym zwyczajem złudna. Otarł wierzchem dłoni łzę samotnie spływającą po jego policzku. Trzeba się teraz uspokoić, nigdy nie wiadomo, czy kogoś nie spotka na korytarzu. Gdy Leo udało w końcu tymczasowo powstrzymać kompletne załamanie psychiczne (a przynajmniej odwlec je do czasu, gdy będzie już w dormitorium), nieprzewidywanie szybkim krokiem zaczął schodzić po schodach, zastanawiając się, czy aby na pewno lepszym i szybszym sposobem aby znaleźć się na dole, nie byłoby rzucenie się z wieży.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   02.05.16 20:54

Nie wiedziała skąd, ani dlaczego. Ale nagle napadła ją myśl aby wdrapała się po schodach na wieżę. Był to impuls, za którym poszła. Pokonanie tych schodów, nie było dla niej jakieś trudne. Nawet droga się nie dłużyła, co miało to swojej plusy. Nie wiedząc kiedy, była już przy krawędzi i patrzała w dół. Od paru miesięcy zmieniło się jej życie. Wpuściła do niego Liv, a ta wywróciła wszystko. Zabrała ją do Zakazanego Lasu, zaciągnęła na imprezę. Co dla Lizzie i tak już było za wiele. Ale i tak największym numerem w jej życiu było latanie na miotle.
Wszyscy to wiedzą, że Lizzie bała się miotły jak ognia. Na każdej lekcji latania wpadała w panikę i uciekła, albo wcale tam nie przychodziła. Co zajebiście psuło jej średnią. Ale nie mogła nic poradzić, po prostu się bała i już. Ale nie, przyszedł taki dzień że musiała na nią wsiąść. Raczej nie musiała, ale L. tak bardzo ją prosiła i wchodziła jej na ambicję że to zrobiła. Wsiadła na miotłę i latała. Nawet nie pomyślała że kiedyś to przeżyje, to było najbardziej szaloną w życiu rzeczą jaką zrobiła. A bała się że będzie tego więcej. Najzabawniejsze w tej całej historii jest to, że Lizzie złapała ten cholerny znicz. Wygrała mecz dla swojej drużyny, ba, ona nawet wygrała z chłopakiem który jest w tym dobry. To dopiero było coś. Ale miała nadzieje że nigdy więcej nie będzie musiała tego powtarzać!
Usiadła sobie pod barierką i zaczęła czytać książkę z którą tutaj przyszła. Mimo tych wszystkich szalonych rzeczy, które robiła ostatniego czasu. Nadal tęskniła za chwilą spokoju i po prostu, siedzenia sobie i czytania, lub myślenia. Chwila odpoczynku jej się przyda, prawda?
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   08.05.16 19:51

Wieża Astronomiczna dla Leo już nigdy nie będzie takim samym miejscem.
Mógł sobie wmawiać, że jest inaczej, mógł czymś przesłaniać wydarzenia stamtąd, ale mimo to ilekroć spojrzy na jej szczyt, będzie widział tylko siebie, Gabe'a i tamtą niezręczną sytuację. W sumie to jego umysł mógłby zapamiętać Wieżę inaczej – jako miejsce, gdzie zaczęło się wszystko. Bo tak było, prawda? I jak miejsce pierwszego pocałunku. Też brzmi całkiem nieźle. A okoliczności są nieważne. Kto by się przejmował czymś takim? No i właśnie tu pojawiał się problem – Leo się nimi przejmował. Może gdyby były jakieś bardziej wyszukane, sprzyjające czy romantyczne (okej – zachód słońca był, ale jakie to ma znaczenie, kiedy weźmie się pod lupę pozostałe rzeczy?) to nie byłoby źle. Stworzyłoby to ładną otoczkę, coś w stylu ramki otaczającej ilustrację z podpisem: ”Pierwszy pocałunek”. Super sprawa. Niestety nie było tak kolorowo. Wciąż pozostawała tygodniowa całkowita separacja od siebie po tamtym wieczorze. Szczerze to Slughorn niewiele pamiętał, chodził po zamku wpół żywy, jego umysł wyłączył się gdzieś na drugiej dobie.
Tak czy siak, jedno było pewne – Wieża Astronomiczna to miejsce, w którym grzmociło się ze sobą tyle emocji, że aż boli od tego głowa. I Leo najchętniej unikałby jej całe życie. Przynajmniej tak sobie mówi. Dlaczego więc zaczął dobrowolną wspinaczkę na jej szczyt? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, po prostu szedł przed siebie, a pod jego nogami prześlizgiwały się kolejne i kolejne schodki. Może po prostu był typem człowieka, który (czy tego chce czy nie) musiał wracać do przeszłości?
Znalazł się na szczycie i poczuł jak delikatny wiosenny wiaterek owiewa jego szyję. Wraz z tym podmuchem wiatru wróciły do niego wspomnienia tamtego wieczora, kiedy wiatr był zimniejszy i dął mocniej, a Gabe spytał: „Zimno ci było?” i to było jedne ze słów, które najbardziej utkwiły Gryfonowi w pamięci, mimo wszystko.
Zrobił kilka kroków do przodu, czując jak jego ręce zaczynają coraz bardziej się trząść. W pewnym momencie zatrzymał się gwałtownie, gdyż dopiero wtedy jego wzrok padł na posadzkę tuż przy barierce. W tym samym miejscu, w którym stał wtedy z Gabrielem. Tylko że zamiast Gabriela tym razem był tam ktoś inny. Zajebiście. Bo niby dlaczego to miał być ktoś, kto go lubi ze wzajemnością? Ktoś z kim mógłby pogadać na luzie albo nawet się zwierzyć... nie, zostańmy przy pogadaniu na luzie. Faktycznie, po co. Lepiej, żeby była to dziewczyna, która podczas ostatniego meczu delikatnie mówiąc ugodziła jego dumę. Leo byłby gotów przyjąć porażkę do świadomości, gdyby przegrał z jakimś super wytrenowanym, mającym pięć razy lepszą miotłę facetem. Tymczasem przegrał z amatorką, widzącą miotłę chyba pierwszy raz w życiu. Wstyd i hańba, prawda?
W dodatku teraz ta dziewczyna tak o, bezkarnie siedziała sobie na Wieży Astronomicznej. Zupełnie jakby to było zwykłe miejsce, w którym każda przypadkowa osoba może sobie usiąść i tak po prostu czytać książkę! Ale Leo... Nieważne! Dla niego to miejsce na pewno nie będzie zwykłym! Poczuł nagle wściekłość, która zaskoczyła i jego. Podszedł do barierki i oparł się o nią jedną ręką, stając tuż obok dziewczyny. Jego dłonie nadal odrobinę się trzęsły, ale Gryfon domyślał się, że to zaraz minie, w miarę jak pozbywał się smutku i zwątpienia na rzecz gniewu, który niespodziewanie zaczął go wypełniać.
- Czemu tu siedzisz? – spytał chłodno, piorunując ją spojrzeniem. Jakim prawem tu siedzisz?Od czytania jest biblioteka, tam sobie idź – dodał po chwili. Dlaczego zawsze ma być miły? Wolność słowa, może mówić, co mu się podoba i na co ma ochotę. Wow, szkoda, że tej pewności siebie nie ma wtedy, kiedy naprawdę jest potrzebna...



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   08.05.16 20:16

Lizzie, była tak przejęta przepięknym widokiem, że nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś za nią stał. W sumie, mało ją to interesowało. On teraz była w swoim świecie, w świecie marzeń. Uwielbiała marzyć i przelewać to na papier. A tutaj wymyślała swoje najlepsze opowiadania. Oczywiście najlepsze według niej, bo nikt innych ich nie czytał. Marzyła o życiu pełnym przygody i romansów. Była dziewczyną, więc hallo. To chyba normalne. Ale te marzenia, tak bardzo ją przerastały, że tylko o nich pisała a sama uciekała od ludzi. Wolała siedzieć sama i marzyć. Poza tym, nie znalazła nikogo z kim mogłaby by sie podzielić swoimi marzeniami, albo o nich opowiedzieć. Oczywiście, miała Liv. Ale ona raczej, raczej wolała żyć przygodą niż o niej marzyć. To była dziewczyna która pchała się w ogień. Beth, nawet jej zazdrościła brawury. Pewnie dlatego należała do Lwów a Beti do Kruków. Tiara przydziału, wiedziała co robić.
Dziewczyny usłyszała obok siebie głos, dość ostry i nawet wredny. Ciekawe kto to był. Podniosła wzrok i spojrzała się na chłopaka. Czy to czasem nie Leo? Brat Amelii, przez która Bet musiała wskoczyć na miotłę ? W sumie, mogła być wdzięczna, ale drugi raz nie miała zamiaru tego robić. Bała się wtedy i to cholernie, ale przełamała się. A to wszystko dzięki L. Najwyraźniej uraziła tym dumę chłopaka. Było jej z tym źle, nie chciała żeby ktoś przez nią cierpiał. Ale z drugiej strony, ktoś musiał płakać aby inny mógł się cieszyć. - Siedzę tutaj, bo chcę i mogę. A to przecież nie jest tak, że to miejsce jej zakazane. - uśmiechnęła się do niego. Mimo ze on był chłodny, ona nie potrafiła być wredną. No chyba że chłopak przesadzi, wtedy będzie źle. Ale nie wiem dla kogo. Spojrzała się na chłopaka, tak, teraz przekroczył granice. Czy on, ją stąd wyrzucał ? Zmarszczyła nos. - To nie jest powiedziane że od czytania jest biblioteka. Jakbyś nie wiedział, biblioteka służy do wypożyczania książek a czytelnia do czytania. Chociaż, czytać można wszędzie. I jeśli nie podoba Ci się że tutaj jestem i czytam, to wiesz. Obróć się i wyjdź. - wyszczerzyła się do niego, chociaż oczy miała chłodne. Przestała być miłą dziewczynką, nikt nie będzie jej mówił co ma robić. A szczególnie nie taki cham i prostka. I to jeszcze o rok młodszy ! No nie!!
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   08.05.16 21:22

Niewykluczone, że Leo istotnie był odrobinę przewrażliwiony na punkcie tego miejsca. Odrobinę, to jest do tego stopnia, że przypisywał sobie do niego jakieś prawa, których w istocie nie posiadał. Wieża była własnością szkoły i Slughorn nie mógł nikogo, ot tak, z niej wywalać. A szkoda. Z chęcią rzuciłby na nią parę zaklęć, mających ją ochraniać. Albo podchwyciłby pomysł od tego, który wpadł na to, żeby wypalić miejsce, w którym Dumbledore stał przed śmiercią. Też dobre. W sumie to mógłby to zrobić, czemu nie, nikt by mu tego nie udowodnił. No ale co dałoby takie zwykłe wypalenie? Zawsze i tak znalazłby się ktoś, kto posadziłby w tym miejscu swoje dupsko, tak ja ta tutaj dziewczyna. Przydałoby się od razu to zaklęcie czy inne gówno, które na to rzucili, żeby nie dało się na to stanąć. Naturalnie – nie żeby Leo próbował. On pojmował symbolikę takich miejsc. Niektórzy jego przygłupi koledzy z roku już nie. Banda idiotów.
Nie jest zakazane? Leo uniósł lekko jedną brew. Jak to nie jest zakazane?!
- Hah i tu się mylisz! Tak się składa, że JEST zakazane – zaakcentował mocno przedostatnie zdanie, a w jego głosie słychać było determinację, tak jakby naprawdę w to wierzył. Nic nie mógł na to poradzić, ta Wieża była jego i Gabe'a. Była przez nich w pewien sposób naznaczona. Tylko oni mogli tu przychodzić, tak? No i durne lekcje Astronomii, od których Leo wariował. W sumie to można  je jednak wykluczyć, bo ostatnio je omijał. Jak tak dalej pójdzie to zawali ten przedmiot. No cóż, mówi się trudno. I tak nie planował powrotu do szkoły na ostatni rok. Bo i po co? - Ja pierdolę, mówisz tak, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Gówno mnie to obchodzi, czytaj sobie, co chcesz i gdzie chcesz, byle nie tu – fuknął w jej stronę. - A jedyną osobą, która odwróci się i wyjdzie w najbliższym czasie jesteś ty. Wybacz – wzruszył ramionami. Był prefektem, do licha. Czy to aby nie było tak, że ludzie powinni się go słuchać? Że miał nad nimi chociaż odrobinę władzy? Dlaczego tego nie wykorzystywał? Może był wiecznie na przegranej pozycji dlatego, że nie korzystał z pomocy asa w swoim rękawie?
W sumie to dlaczego aż tak zależało mu na tym, aby to miejsce pozostało nietykalne? Pewnie Krukonka nie pierwsza i nie ostatnia postanowiła wdrapać się na tę Wieżę poza lekcjami. I nie ona pierwsza i nie ostatnia siedziała akurat w tym cholernym miejscu. Dlaczego to akurat na nią wylewał wszystkie gromadzone w sobie żale i negatywne emocje? Złe miejsce, zły czas, zła pora. Dziewczyna po prostu miała pecha, że akurat na niego trafiła. Jeśli o Wieżę Astronomiczną chodziło, to Gryfon był jak troll broniący swego mostu. Nie można na nią wejść, ot tak.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   09.05.16 18:56

Spojrzała się na chłopaka, tak jakby dopiero spadł z księżyca. Wiele w swoim życiu widziała, ale to, to co stało przed nią, biło wszystkich. To nie tak, że ona chciała tutaj w tej chwili być i sprzeczać się o jakieś pieprzone miejsce na Wieży. Bardziej chodziło o to, że według niej, chłopak w tej chwili jej nie szanował. A tego Lizzie nie cierpiała. Nikt nie będzie jej tak traktował jak ten palant, co on sobie myślał. Że jest prefektem i może robić sobie co chcesz? Śmiało, niech odejmie jej punkty za to że nie chciała zejść z Wieży, bo tylko tyle może jej zrobić.
- Ty chyba jesteś niepoważny. - Elizabeth, nie mogła uwierzyć w to co słyszała. Czy tak powinien zachowywać się prawdziwy Gryffon ? Rzucać się na każdego jak jakiś padalec ? Najwyraźniej Tiara przydziału, popełniała błędy i to nie małe. Dziewczyna pokręciła głową. To jest jedna z chwil, w której żałowała że nie jest Liv. Ona zawsze wiedziała co robić. A Beti, ona była tylko cichą myszką, ale musiała z tym skończyć, bo przecież nie może tak być przez całe życie. Leon jeszcze pożałuje, że chciał ją stąd wyrzucić. Słysząc jego następne słowa, które wypadały z jego usta jak pociski. Po prostu parsknęła śmiechem, był to nawet szczery śmiech. Chłopak rozbawił ją jak nikt. Po chwili się uspokoiła i postanowiła się odszczekać. przecież nikt nie będzie jej tak traktował! - Po pierwsze kolego, nie będziesz mi mówił co mam robić. I jeśli masz okres to kup sobie tampony, albo podpaski. Zależy co preferujesz, nawpierdalaj się czekolady i wyluzuj. Bo tak rozmawiać to my nie będziemy. - . Westchnęła cicho i spojrzała się na niego. Miała ochotę obrócić się i wyjść. Ale tak nie będzie. Ona na pewno nie wyjdzie z tego "pomieszczenia". - Chyba że, Tobie wcale nie chodzi o to miejsce. Tylko o ten mecz. Bo przecież to jest wstyd, co nie ? Przegrać z dziewczyną, która nawet boi się wsiąść na miotłę. A jednak, złapała przed Tobą znicz. Tak, to mogło urazić twoją dumę. - uśmiechnęła się triumfalnie.
Benoit, nigdy nie była wredna. Ale to wszystko przez niego, to on przyszedł i zaczął się rzucać jak świnka morska !
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   25.05.16 20:55

Tak naprawdę to Leo nie miał ochoty z nikim się kłócić. Chciał móc w spokoju oprzeć się o barierkę i spojrzeć w dal, raz w życiu dobrowolnie przyzwać wspomnienia, które prześladowały go na co dzień i nie pozwalały się od siebie uwolnić. Może gdyby wreszcie dał im upust, to zostawiłyby go w spokoju? A gdzie najlepiej dać upust swoim myślom? W miejscu do tego odpowiednim, a w tym wypadku także tym, w którym wszystkie rzeczy tych wspomnień dotyczące miały miejsce.
- Mówię zupełnie poważnie. Przykro mi, że ci przeszkodziłem, ale innego wyjścia nie miałem – wzruszył ramionami, starając się brzmieć tak, jakby chodziło tu tylko o kwestie jakiegoś wyimaginowanego regulaminu, którym rządziła się wieża. Gryfon był w tamtej chwili zdania, że zdecydowanie powinien takowy istnieć. Był gotów sam usiąść, naskrobać go i przykleić przed schodami, prowadzącymi na górę. Byleby móc pełnoprawnie wywalać stamtąd nieproszonych ludzi. Czyli w gruncie rzeczy wszystkich jak leci, oprócz Gabe'a. Plan całkiem fajny, ale nikt nie powierzyłby mu czegoś takiego, tym raczej zajmuje się dyrekcja. A szkoda. Naprawdę byłby gotów poświęcić te kilka godzin z życia (bo co jak co, ale układanie regulaminu czegokolwiek z uwzględnieniem pozostałych regulaminów nie zajmie kwadransa) na nabazgranie swojego małego prawa, które nagle miałaby zacząć przestrzegać cała szkoła. No, przynajmniej oficjalnie.
Okej, teraz naprawdę go wkurzyła. Wkurzyła go tak bardzo, że pewnie gdyby nie był sobą, a ona nie byłaby dziewczyną, to niewątpliwie by jej przyjebał. Ale tego nie zrobił. Dlaczego? Bo jesteś pizdą. Wróć! Ona jest pizdą. Różnica mała, ale jest.
- Dzięki za wprowadzenie w świat miesiączki, będę ci za to wdzięczny do końca życia – syknął sarkastycznie. - I tak, chodzi mi o to pierdolone miejsce. Nic nie uraziło mojej dumy, jasne? Trzeba umieć przegrywać, a ja umiem doskonalekurde, to nie tak miało zabrzmiećPoza tym nie wiem, czy wiesz, ale taki fuks nazywamy „szczęściem początkującego”. Za to możesz być pewna, że podczas następnego meczu z przyjemnością cię pokonam i będę upijać się goryczą twojej porażki – zwęził oczy, zastanawiając się od kiedy potrafi być wredny. Może to przez Liv? Jedna jedyna rzecz, której go nauczyła i do której mu się przydała w swojej nędznej egzystencji.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   25.05.16 22:12

On nie miał ochoty się z nikim kłócić ? A co miała powiedzieć ona?! Czy ktoś widział kiedyś Benoit, w takim stanie? No właśnie, nikt, po prostu nikt. Ona zawsze była cicha i trzymała się na uboczy. Ale nie, musiał przyjść jakiś frajer i się rzucać jak nafaszerowana koksem świnka morska. Serio, kolega powinien wrzucić na luz. Nie spinać się tak, albo sobie pójść. Bo przecież ona nie miała nic do tego, aby sobie tutaj stał. Mógł przyjść i sobie postać, nie odzywać się. To on zaczął tą nie małą wymianę słów.
Przykro mi ? Serio, czyżby to jakaś normalna twarz, tego niezrównoważonego człowieka. Aż przez chwilę ją zatkało, nawet nie wiedziała co ma powiedzieć. Czy on teraz ją przepraszał? Tsa, na pewno nie będzie dla niego miła! - Wiesz co, nie obchodzi mnie to czy ty uważasz że nie miałeś innego wyjść. Bo zawsze jakieś jest, mogłeś po prostu poprosić, zapytać czy długo tutaj będę. Bez problemu bym stąd poszła, ale nienawidzę jak ludzie mi rozkazują. I teraz nie mam najmniejszej ochoty stąd iść. - mruknęła do niego od niechcenia. Może zachowywała się teraz jak rozpieszczony bachor. Trudno, niech tak będzie. Ale nikt nie będzie jej tak traktował, na pewno nie. Nie sobie ta dziewczyna zapomni że może ją tak traktować. Bo tutaj się bardzo pomylił(a). Nawet gdyby napisał jakiś tam spis ludzi którzy mogą tutaj wchodzić. Miała by to w dupie, w tej chwili chłopak przekroczył jej granicę.
Uśmiechnęła się triumfalnie, widząc że wkurzyła chłopaka. Taki był właśnie plan, oj tak. Że on niby chciał uderzyć Benoit? Oj niech tylko to zrobi. Wtedy nie będzie się z nim cackać. Może i tą wojnę by przegrała, ale na pewno zostawiłaby na nim jakiś ślad. Gdyby tylko ją dotknął, zrobiłaby z jego życia koszmar. Nawet większy niż ten który teraz ma wypisany na twarzy.
- Ależ proszę bardzo, nie ma za co. Serio, ciesz się że mogłam Ciebie uświadomić w tych tematach. - odparła sarkastycznie. Mimowolnie parsknęła śmiechem, nieco nerwowym. Serio? On potrafił przegrywać, właśnie widać panie ślimaczku, własnie widać. Zrobiła krok w jego stronę, aby zmniejszyć dystans i spojrzeć w jego oczy. - Możliwe że masz rację, ja nie mówię że nie miałam wtedy jakiegoś szczęście. Ale najwyraźniej Ciebie to boli, szkoda że nie potrafisz się przyznać, tak jak ja. Do tego że miałam wtedy zajebiste szczęście. Co nie znaczy że nie mogę się tym szczycić. I jako prefekt, najwyraźniej nie jesteś na bieżąco. Najwyraźniej znów muszę ciebie uświadomić, ale jest już inny szukający. Dla mnie był to jednorazowy wybryk, a raczej taką mam nadzieje. - parsknęła do niego i odsunęła się od chłopaka. Jak on ją denerwował, tego wręcz nie dało się opisać.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   29.05.16 1:47

Negatywne emocje przyciągały Irytka. To oznaczało, że musiał pojawić się na wieży astronomicznej. Złość i antypatia przebijały przez ściany, odrywając go od dotychczasowych zajęć. Popędził, nie chcąc stracić ani sekundy z kłótni dzieciaków. Potem siedział kilka minut w ścianie i podsłuchiwał. To wystarczyło, żeby w jego głowie urodził się plan. Czy dobry? Się okaże.
Trzask pękającego materiału. Huk spadających książek. Panna Benoit najwyraźniej straciła torbę. Co gorsza, cała zawartość wylądowała na podłodze, a było na co popatrzeć. Kilka wspomnianych podpasek, pamiętnik i kilka tomów mugolskiej literatury erotycznej, z czego jeden wylądował pod stopami Slughorna. Kto by się spodziewał, że Krukonka czyta takie rzeczy?
Z chichotem poleciał dalej. Choć kto wie, może wróci, bo czemu nie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   30.05.16 3:11

Czy Leo reagował przesadnie? Owszem i chyba nikt by się z tym nie kłócił, ani nie miał co do tego wątpliwości. Jednakże ktoś powinien wziąć także pod lupę zachowanie Elizabeth! Halo, on naprawdę nie chciał jej stamtąd wyrzucać! Znalazła się po prostu w złym miejscu o złym czasie. Leo zresztą też. Lepiej byłoby dla wszystkich gdyby się wyminęli. Albo gdyby któreś z nich przestało być nagle uparte jak osioł. No cóż, na pewno nie będzie tą osobą Slughorn, bo Benoit chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że tak się bulwersując (co wyglądało po prostu komicznie, tak swoją drogą) tylko nakręcała Gryfona. Przez to jego parcie, aby wywalić stamtąd Krukonkę jak najszybciej, było jeszcze większe. Bo może gdyby nie to, to już odpuściłby i poszedł, darując jej to, że musiał ją spotkać akurat w tym miejscu.
- Okej - zirytował się chłopak na jej słowa, - Przepraszam, czy długo tu jeszcze będziesz? Proszę, idź stąd. Zadowolona? - spytał, choć nie wierzył w to, że dziewczyna tak po prostu pójdzie, a biorąc pod uwagę to, jaką dozą sarkazmu ociekała jego wypowiedź, szanse na to były jeszcze mniejsze.
Bardziej niż ona sama stojąca w złym miejscu, wkurzały go tylko te monologi, wypływające masowo z jej ust. Były tak wypełnione pseudomądrością, jak jego myśli, więc było to coś, czego naprawdę nikomu nie chciałoby się słuchać. Nikomu, nawet najcierpliwszemu, a co dopiero Leo, który nie dość, że był niezbyt cierpliwy z natury, to jeszcze w tamtym momencie był mocno poirytowany, co już zupełnie przelewało czarę goryczy. Jedna rzecz, która bardziej go zaciekawiła niż wściekła w jej słowotoku, to informacja o nowym szukającym.
- Wyobraź sobie, kurwa, że prefekt nie musi być wszechwiedzący - syknął w jej stronę. - Poza tym jaki nowy szukający? Amelka odeszła, to wiem, ale byłem pewien, że jesteś na rezerwie, czyli teraz grasz - zmarszczył brwi, na kilka sekund zapominając o tym, że jeszcze chwilę temu był cholernie wściekły.
Nagle do uszu Leo dobiegł dźwięk prującego się materiału i w jednej chwili z pokaźnej torby, którą miała ze sobą Krukona, wysypała się prosto na podłogę cała jej zawartość. Slughron odruchowo przejechał spojrzeniu. Podpaski, szczerze mówiąc, mało go obchodziły, z bliźniaczą siostrą powiedzenie nic, co ludzkie nie jest mi obce, nabierało nowego sensu. Jego wzrok przykuło coś innego, a mianowicie lektury, które dziewczyna z takim zapałem pochłaniała.
- Wow. Widocznie nie tylko o okresie możesz mi dużo uświadomić - pokiwał głową z uznaniem. Chyba największy dureń po tytułach i zdjęciach na okładkach (które swoją drogą pozostawały nieruchome, więc Leo wywnioskował, że mają do czynienia z literaturą mugolską) skapnąłby się, że ma przed oczyma niezły zbiór wszelkiej maści powieści i poradników erotycznych. Ciekawe, ciekawe. Jeden tytuł, który szczególnie przyciągnął jego uwagę, wylądował centralnie pod jego nogami. Slughorn schylił się, aby podnieść książkę i odczytał tytuł. Najpierw w myślach, a potem, nie mogąc się powstrzymać, na głos.
- "Radość seksu gejowskiego" - nie mógł się powstrzymać od krótkiego parsknięcia śmiechem, ale był to śmiech o wiele serdeczniejszy niż cała ich dotychczasowa rozmowa. - Naprawdę czytasz coś takiego? Znaczy - rozumiem normalne erotyki, ale... gejowskie? - uniósł jedną brew. W sumie to nie mu to oceniać.
Tknięty ręką bożą (jakąś niechlubną chyba) otworzył książkę na losowej stronie i wczytał się w jej treść. Z każdą kolejną linijką jego brew unosiła się coraz wyżej i wyżej. Tym sposobem doczytał do końca strony (co nie było jakimś wielkim wyczynem, bo zaczął czytać od któregoś z kolei akapitu), a nawet przewrócił kartkę, żeby dokończyć ostatnie zdanie. Zamrugał szybko, po czym przypomniał sobie o obecności dziewczyny. Podniósł na nią spojrzenie.
- Pożyczysz mi to? - spytał z absolutną powagą w głosie. Naprawdę w tamtej chwili pytał się jej o to zupełnie szczerze, bez ani krzty ironii. Nie, żeby jakoś się wciągnął, czy coś w ten deseń. Był po prostu ciekawy. I tyle.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   30.05.16 13:49

Serio, nie chciał jej stąd wyrzucać ?! To chyba Lizzie źle zinterpretowała jego słowa, bo na początku właśnie to tak zabrzmiało! I niech mi nikt nie mówi że dziewczyna nie miała racji. Miała prawo się delikatnie zdenerwować (czytaj wkurwić). Bo to on na nią naskoczył i to on to zaczął. Ale bądź co bądź, ona dziś nie była sobą. Od jakiegoś czasu, wszystko ją denerwowało i nawet krzywe spojrzenie, które padało na jej osobę. Potrafiło obudzić bestię. To pewnie hormony, najlepiej zrzucić wszystko na hormony.
- Tak bardzo, jestem w niebo wzięta. Zaraz zabiorę stąd swoje rzeczy i zejdę stąd w podskokach. - odparła już z największym sarkazmem na jaki było ją stać.
No cóż, jeśli jej monologi go denerwowały. Mógł sobie po prostu pójść. A jej monologi, wywoływały się z tego, iż była zdenerwowana i właśnie tak sobie paplała i paplała. Mógł jej nie denerwować, a teraz musi słuchać jej bezsensownego paplania. Cóź, to jego problem. A co jak co, ona była bardzo uparta, akurat dziś akurat teraz. To miejsce też było dla niej ważne, to tutaj zawsze przychodziła pogodzić się ze światem. A nie się z nim kłócić !
- Jesteś pewien, bo moim zdaniem to właśnie na tym polega.. - wywróciła oczami. No w końcu, powinien wiedzieć dużo, a na pewno na temat Qudditch'a. W końcu, chyba się tym interesował. - Zastanów się. Widziałeś mnie kiedykolwiek na lekcji latania ? - zapytała spokojnie. Przecież raz, raz była na takiej lekcji i uciekła stamtąd z rykiem. Tak bardzo się bała i spanikowała. - Poza tym, każdy wie że ja cholernie nie lubię latać. Wtedy naparli na mnie wszyscy, musiałam wsiąść na tę miotłę. Ale nie mam zamiaru tego powtarzać. - Gdy chłopak zmienił swój ton głosu, to nawet ona była zdolna do tego.
Usłyszała coś, czego nie chciała słyszeć. Jej torba, jedyna jaką miała. W końcu nie szastała pieniędzmi na prawo i lewo. Spojrzała się na to co się stało. Wysypało się wszystko, wszystko! Mimowolnie cofnęła się do tyłu i otwarła szeroko swoje oczy. Jej twarz przybrała czerwony kolor, albo i nawet bordowy. Nie wiedziała co ma zrobić, po prostu ją zatkało. Wstyd jaki teraz czuła, nikt nie mógł tego opisać. Nawet ona, a co jak co, pisać potrafiła. Pamiętnik, podpaski, książki. Tragedia...
- Ja... - Tylko tyle zdołała z siebie wydusić. Chciało jej się płakać, chciała uciec i zapaść się pod ziemię. Czytała erotyczne książki, tak to prawda. Ale czy to coś złego? W końcu ma już swój wiek i mogła, co nie? Poza tym była ciekawa chciała poszerzać swoje horyzonty. Po chwili ocknęła się z zamyślenia i chwyciła swój pamiętnik. Bo to tego już nikt nie mógł zobaczyć! Nikt nie mógł czytać tego co tam jest, nikt! Potem chciała pozbierać książki, ale Leo był szybki. Już ją przeglądał. Merlinie co za wstyd!
Już słyszała jak rozpowiada wszystkim że Benoit, taka porządna dziewczynka czyta takie rzeczy. Usłyszała jego śmiech, ale teraz realnie nie uszami swojej wyobraźni. I ten śmiech, był nawet serdeczny ? Spojrzała się na niego z dołu, bo przecież klękała na kolanach i zbierała wszystko to co się rozsypało. - Jestem ciekawska, po prostu lubię poszerzać swoje horyzonty. I czy to coś złego że ktoś jest gejem ? I że ja o tym czytam ? - niemal wszystko wyszeptała. Była tak bardzo zażenowana, że nawet nie chciała wstać z kolan. Wolała zostać tutaj na ziemi, gdzie jest jej miejsce.
Spojrzała się kątem oka na niego, jak zaczął przeglądać książkę. Zaraz.. Czy on nie był za młody na takie rzeczy? Najwyraźniej zainteresowało go to co ta pisze.. "Benoit, masz szanse uciekaj" Taką myśl zaczął podpowiadać jej umysł. W końcu nie skapnie się że uciekła, powinna pozbierać wszystko i uciekać. Zostawić go tutaj i nigdy w życiu nie pokazać mu się więcej na oczy, tak samo jak wszystkim innym. Wskoczyć pod kołdrę i nie wychodzić stamtąd. Tak! To jest dobry plan, najlepszy! Już miała zamiar go wykonać, gdy poczuła na sobie jego wzrok.
Jego pytanie tak ją zaskoczyło że nie wiedziała co ma powiedzieć. Przez chwilę patrzała na niego i zastanawiała się czy on robi sobie z niej jaja. Ale chyba nie, poza tym.. Po co mu ta książka?! Oj, chyba to zbyt oczywiste, aby się nad tym zastanawiać. - J-jasne - odparła dość dziwnie. Nie mogła uwierzyć w to wszystko co się tutaj stało, to było jak zły sen. Chociaż Leo, okazał się nawet wyrozumiały?
- Ja przepraszam, nie chciałam na ciebie tak naskoczyć na początku. Po prostu.. - Benoit, serio, nie pogrążaj się..
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   13.06.16 21:41

Co to była w ogóle za bujda? Że niby bycie prefektem równało się z posiadaniem wiedzy o wszystkim i każdym? Bycie prefektem obligowało raczej do pilnowania porządku oraz do pomocy gronu pedagogicznemu. Mniejsza, że Leo nie robił ani jednej z tych rzeczy. Stwarzał pozory, dotychczas to wystarczyło, aby utrzymać się na stanowisku prefekta. A jednak naprawdę mu się to udało! Koniec roku szkolnego zbliżał się wielkimi krokami, a on nie stracił odznaki! Nauczyciele byli ślepi albo zostawili mu ją z litości, to było jedyne logiczne wyjaśnienie. No, chyba że nie chcieli robić jakichś kolosalnych zmian wśród prefektów teraz, kiedy rok szkolny zmierzał ku końcowi. 
- Okej, czyli jako że jestem prefektem, mam latać za każdym i interesować się, czy akurat tym razem ma zamiar łaskawie wystartować w meczu. Dobrze wiedzieć, aż mi głupio, że nie robiłem tego dotychczas, chyba najwyższa pora, aby to zmienić – wywrócił oczyma. - Na lekcji latania? Na litość boską, mam ciekawsze zajęcia na lekcji latania, niż przyglądanie się każdej personie po koleiznowu zaczynasz być wredny. Przestań. Odwróć to jakoś. - Ja akurat o tym nie wiedziałem. Poradziłaś sobie na meczu świetnie, wiesz? W sumie to nawet nie powiedziałbym, że... no wiesz. Boisz się latać. Bo mimo to byłaś lepsza ode mnie – wydał z siebie odgłos pomiędzy parsknięciem a prychnięciem. Do tej pory nie mógł uwierzyć, że dał się pokonać akurat jej. Zupełnie zielonej nowicjuszce, do czego sama otwarcie się przyznawała. A on? Czemu nie mógł po prostu przyznać się, że mu się nie udało? Czemu szukał przed samym sobą jakichś wyssanych z palca powodów, dla których miało mu się nie powieść? Przegrał to przegrał. Po co drążyć temat? Wystarczy, że przyzna się do tego przed sobą samym. Czego nie robił. Cholera.
Ostatnie, co mógł pomyśleć o Benoit to to, że czyta takie książki i to była prawda. Wydawała się taka... no, inna. Na pewno nie z tego świata, raczej z tych dziewczyn, które czytają poważne, mądre, klasyczne książki, pisane zawikłanym językiem i trudne do zrozumienia dla przeciętnego człowieka. A tu – proszę. Język w książce, którą Gryfon dzierżył w dłoniach bynajmniej nie był zawikłany, a wręcz zaskakująco bezpośredni, co odpychało i przyciągało zarazem. Gdyby ktoś kiedyś zapytał Slughorna, czy kiedykolwiek przeczytałby gejowski erotyk, ten na pewno zaraz by go wyśmiał. Teraz jednak ta sytuacja była kompletnie inna. On też był inny, to nie był ten sam Leo, który o gejach wiedział tyle, że gdzieś tam sobie są i żyją, i tak naprawdę to niezbyt go oni obchodzili. Teraz to wszystko było tak śmiesznie inne... Temat homoseksualizmu nagle stał mu się jakby bliższy. Ciekawe dlaczego.
- Hej, spoko – uspokoił Krukonkę i zmarszczył brwi. Momentalnie zrobiło mu się jej strasznie żal. Naprawdę aż tak się bała, że mógłby źle zareagować? Błagam. To nic złego. No dobra,  z jakiejś tam moralnej strony, to jest złe, ale na pewno nie z perspektywy Leo, który chcąc nie chcąc był przecież chłopakiem w nastoletnim wieku, halo. - Nie, to zupełnie nic złego. To w porządku. Bardzo w porządku – stwierdził, odnosząc się jednocześnie do zapytania dziewczyny o to, czy jest coś złego w byciu gejem oraz o to, czy to źle, że o tym czyta. Jakimś dziwnym sposobem, kiedy Slughorn to powiedział, to poczuł coś w rodzaju ulgi. Nie wiedział z jakiego powodu, ważne, że ją poczuł. I to było fajne.
Gdy dziewczyna zgodziła się pożyczyć mu książkę, ten uśmiechnął się lekko. Miłe z jej strony. Nieco naiwne, to też, w końcu przed chwilą skakali sobie do gardeł. A teraz? „O, masz gejowskie erotyki, pożycz!”. Głupio to brzmiało, ale Leo nic nie mógł na to poradzić.
Ukląkł na podłodze i pomógł dziewczynie zbierać pozostałe książki. W końcu kultura tego wymaga, prawda? A nawet gdyby nie wymagała, to pewnie i tak by jej pomógł. Przez całą żałość tej sytuacji i przez to, jak było mu jej żal. 
- Ach, spoko – skrzywił się lekko, układając kupkę składającą się z trzech książek. - To moja wina. Zacząłem drzeć się na ciebie bez powodu. Po prostu to miejsce jest dla mnie ważne i... – urwał. Przecież nie chciał tego gadać byle komu. Więc po prostu pokręcił głową i wrócił do zbierania rozrzuconych po podłodze książek.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   16.06.16 20:35

Oczywiście, że nie musiał wiedzieć o wszystkim. Chodziło tutaj bardziej o to, że jeśli interesuje się Quidditchem. To chyba warto wiedzieć co się dzieje w drużynie, nawet tej przeciwnej. Czyż nie? Poza tym, jako prefekt, wie się dużo. A Leo, najwyraźniej o nie wiedział nic. Nawet za bardzo nie przejmował sie ty że nim jest. A może to delikatna zazdrość ze strony El? Że, ona nie jest prefektem swojego domu ? Możliwe, że to grało tutaj też jakąś rolę. Może i nawet większą.
- Oczywiście, że nie. Ale czy Quidditch, nie jest dla Ciebie ważny? Czy nie warto wiedzieć, co się dzieje w Twojej i przeciwnej drużynie ? - spojrzała się na niego z niewielkim wyrzutem. Już miała mu odpyskować, nawet otwierała już swoje białe ze złości usta, ale chłopak ja zaskoczył. I to bardzo, spojrzała się na niego i zastanawiała, czy na pewno dobrze usłyszała. Może się przesłyszała ? Możliwe. - Nie byłam lepsza. Miałam szczęście. Wiesz, zanim zaczęłam grać. A raczej, jak już siedziałam na miotle. Miałam wrażenie, że to znicz wybiera sobie osobę, która ma go złapać. Pewnie to tylko moja chora wyobraźnia. Ale wydaje mi się że tak właśnie jest, to nie zależy od tego czy jesteś dobry czy nie, to chyba zależy tylko do zniczu. - "Merlinie, Benoit! Ale żeś pojechała, gorszego badziewia nie mogłaś powiedzieć, serio. Przestać już wierzyć w te Wróżby, może powinnaś przestać chodzić na Numerlologię i Wróżbiarstwo. Strasznie, po tych lekcjach, pieprzy Ci się w głowie."
Inna? To chyba najdelikatniejsze określenie, tej nie zrozumiałej osobliwości. Całe życie z głową w chmurach, nosem w książce. Kolorami tęczy na głowie. Taa, była "inna". Czasem, tak jak przed chwilą. Mówiła niby mądrze, ale sensu w tym nie było. Wierzyła w wiele rzeczy, które tak na prawdę nie istniały. W swojej głowie, wykreowała sobie swój własny świat, do którego nie wpuszczała nikogo. Zawsze trzymała swoje nerwy na wodzy, a teraz? Przed chwilą parowała z niej złość. A teraz chciało jej się płakać. Jak znajdzie tego pieprzonego irytka, to my nogi z dupy powyrywa. Choć nie jest to możliwe. Zawsze warto spróbować, bo kto jej zabroni?! NO WŁAŚNIE ! NIKT.
Możliwe, że dla niego to nic złego. Ale ludzie reagują różnie, gdyby stał tu ktoś inny. Nie obeszłoby się bez wyśmiewania. Nie każdy tak reaguje, spokojnie. Ona czuła się zażenowana, to właśnie była część jej świata, do którego nikogo nie wpuszczała. Nie to, że jest jakąś seksoholiczką, czy coś. Ale, lubiła czytać, wszystko. Chciała po prostu wiedzieć, jak to się odbywa. Lepiej, taki ludzi. Nie żeby byli inni, czy coś. Po prostu, chciała wiedzieć. Poszerzyć horyzonty. Posłała chłopakowi zmieszany uśmiech. Nie wiedziała co powiedzieć, więc nic już nie mówiła. Lepiej milczeć.
Naiwność ? Leo, to jej drugie imię. Zawsze wierzy, w dobroć ludzi i szczere intencje. Poza tym, czy on by komuś to powiedział? Jeśli tak, to Lizzie wtedy przy wszystkich, na jakieś lekcji, czy coś. Zapyta się o zwrot książki. Taka delikatna zemsta, czyż nie?
Znów posłała mu słaby uśmiech, gdy chłopaka pomógł jej pozbierać książki. To nawet miłe, czy po prostu aż tak bardzo zrobiło mu się jej żal? Możliwe. Była w tej chwili żałosna, nawet bardzo. Ale, nic nie poradzisz. Takie jest życie, raz się jest na dole a raz na górze.
Westchnęła głośno. - Nie tylko dla Ciebie, to miejsce jest ważne. Zawsze myślałam, że nie przychodzi tutaj za dużo ludzi. No wiesz, że przerażają ich te schody do pokonania. - Bethi, właśnie tutaj znalazła spokój i harmonię. Gdy dowiedziała się o śmierci matki. Dlatego zazwyczaj tutaj przychodzi, gdy ma zły dzień, gdy musi pomyśleć w spokoju. Lub po prostu poczytać książkę. - Oby dwoje zachowaliśmy się jak gówniarze. Może, po prostu o tym zapomnimy ? - zaproponowała. Nie lubiła się kłócić, ani mieć wrogów. Zaraz... Ona nawet nie miała wrogów, tak szczerze.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   19.06.16 12:35

Należałoby w tym miejscu zadać pytanie: czy Leo rzeczywiście tak naprawdę, całym serduszkiem interesował się Quidditchem? Tak, lubił Quidditcha, nawet bardzo, ale w ostatnim czasie faktycznie jego zainteresowanie tym sportem znacznie zmalało. Może to tylko chwilowe? Oby. Gracz Quidditcha, mający Quidditch głęboko i daleko, to byłaby kompletna porażka. A o prefektowanie Leo się nie prosił. To był dla niego tylko kolejny problem, kolejny ciężar. Musiał cały czas "wyglądać" i "sprawiać wrażenie, i "dawać przykład". Nie wychodziło mu to. Ta prefektura to jakiś durny żart dyrekcji, mający na celu albo zrobienie z niego wzorowego ucznia (nie udało się), albo kompletne udupienie go (o, to się udało).
- Tia, Quidditch życiem - odpowiedział z niemal niewyczuwalną krztą ironii w głosie. Bo co innego miał powiedzieć? Gówno mnie teraz obchodzi bardziej niż Quidditch? Albo: jestem w drużynie, bo chłopak mnie zaciągnął? Błagam. Lepiej po prostu przytaknąć i wyjść na ignoranta. Gryfon uśmiechnął się lekko na słowa dziewczyny o wybieraniu sobie przez znicz osoby. Naiwność. Znowu. Znicz nie ma żadnej takiej mocy, to zwykła piłeczka ze skrzydełkami, której zadaniem było spieprzać jak najdalej i najszybciej. Nikt mu nie powie, że nie liczyły się umiejętności. Znicz nie był stronniczy. Ale nie powiedział tego. Wolał pozostawić dziewczynę w tej jej naiwności. -Szczęście czy nie - wybrałaś. Szacunek i w ogóle. Może znicz bardziej lubi krukońskie dziewczyny niż gryfońskich chłopców - wzruszył ramionami.
Leo w sumie nagle zaczął zastanawiać się,co by zrobił, gdyby książka, którą trzymał pod pachą, wypadła mu gdzieś na korytarzu albo w Wielkiej Sali, albo w Pokoju Wspólnym. Chyba by się spalił ze wstydu. W sumie, to to nie musiało być wcale jakieś bardzo publiczne miejsce, wystarczyło, żeby była tam jedna osoba. Mógł to być nawet Gabe, serio. Może i najgorzej, gdyby to był właśnie Gabe? Co innego ktoś znajomy, co innego jakiś random. A skoro on, będąc sobą czułby się tak zażenowany z jedną sprośną książką, to jak musiała się teraz czuć Elizabeth? Będąc dziewczyną i to taką cichą i niepozorną? Z całą torbą erotyków? Przed chłopakiem, który przed chwilą darł się na nią bez powodu?
Racja, mógł tu stać ktoś inny. Na przykład ten niezbyt normalny Grossherzog i wtedy nie byłoby tak wesoło. Ale na jej szczęście stał tu Leo. Jedna z ostatnich osób, która mogłaby mówić, że jest coś złego w byciu chłopcem i kochaniu się z innym chłopcem. Tak naprawdę, to on nie wiedział do końca jeszcze, czy to autentycznie nie było nic złego. Niby co złego mogło być w miłości? Nawet takiej? A może i zwłaszcza takiej? Nawet dzieci z tego nie będzie. A jednak nadal istnieli ludzie i to całkiem spora część społeczeństwa, która widziała w tym coś złego, jednocześnie zmuszając Leo do tego, aby on sam również doszukiwał się zła w tym, co robił.
- Też tak myślałem. Ale jest tu ładnie. Może dlatego niektórym się chce - podniósł wzrok tuż nad barierkę, na niebo. A może tu wcale nie jest ładnie? Może tylko on miał takie wrażenie? Może już nie był w stanie patrząc na to miejsce inaczej, niż przez pryzmat tamtych wydarzeń, który sprawiał, że Wieża Astronomiczna (dosłownie) lśniąca dla niego wszystkimi kolorami tęczy?
- Tak, zapomnijmy - zgodził się, upadając ostatnią z książek na kupce. - To było głupie - dodał. Tak naprawdę, to dopiero w tamtym momencie doszło do niego, że naprawdę zachował się jak smarkacz. Aż zrobiło mu się głupio.
Podniósł się z klęczek i chwycił pożyczoną książkę jeszcze raz w dłoń. Fajnie, fajnie, tylko jak on ją teraz przemyci do dormitorium? Po chwili zamyślenia rozpiął zamek bluzy, wsadził pod nią książkę i na powrót ją zapiął. Naturalnie cały czas musiał podtrzymywać książkę, żeby przypadkiem nie wyleciała mu dołem i nie było przypału. Tak więc stał teraz, obejmując ramionami samego siebie z czym prostokątnym odznaczającym się kształtem pod bluzą, ale... ale co? No, może jakoś dojdzie do dormitorium, nie będąc pytanym przez nikogo, co tam skrywa pod bluzą.
- Gdybyś była randomowym przechodniem, to przyszłoby ci do głowy, że przemycam do dormitorium gejowski poradnik erotyczny? - spytał dla pewności. Gejowski poradnik może nie, ale na pewno coś zakazanego. Brawa za kamuflaż. Pozostawało modlić się, żeby na nikogo się nie natknąć po drodze.
- Będę już się zwijał, chyba teraz sobie poradzisz, co nie? - spytał jeszcze, już powoli zmierzając w stronę schodów. W ostatniej chwili jeszcze się odwrócił w jej stronę. - Oddam ci to... Kiedyśtam. I pamiętaj - nikomu ani słowa - mrugnął do niej porozumiewawczo. - Solidarność erotyków, czy coś - dodał z lekkim uśmiechem i ruszył w dół, zastanawiając się, gdzie on na Merlina ukryje tę książkę tak, żeby nikt jej nie znalazł. Z alkoholem. No tak.

[zt]



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   19.06.16 21:45

W sumie, El, straciła w tej chwili cały wątek. Nie pamiętała o co się kłócili i czemu własnie gadali o Qudditchu. Z tych nerwów i z tego wszystkiego, tak na prawdę zapomniała o tym. A to dziwne, nie wiedziała nawet co się dzieje. A słowa chłopaka, nawet do niej nie trafiały. Nie miała pojęcia, co przed wyleciała z ust chłopa. Więc tylko kiwnęła głową, mając nadzieje, że to nie było pytanie. Ta cała sprawa, zaczęła być strasznie nużąca. Już nie chciała tutaj stać i się kłócić, wolała sobie pójść. Poszukać spokoju gdzie indziej. Bo tutaj na pewno go nie znajdzie. Oh tak, wróciła do żywych. Właśnie, wygłosiła najgorszą mowę o zniczu. Taa, była dziwna i specyficzna i czasem wierzyła w rzeczy, które nie istniały. Lub, takie które sama wymyśliła. Własnie tak radziła sobie z życiem. Uciekała od niego i tłumaczyła wszystko na swój sposób. Było to naiwne i dość słodkie. Według niej, czy zupełnie tak nie było. Ta mała dziewczyna, nada siedziała w niej. Cóż, pech. Nie miała zamiaru jej wyrzucać, niech tam sobie żyje. Nie miała zamiaru się zmieniać dla nikogo, nawet dla siebie. Dla lepszego życia, na razie chciała być małą, naiwną dziewczynką i miała nadzieje, że przez długi czas tak zastanie. Ale to tylko marzenia, one się nie spełniają.
Erotyki
Czasem zastanawiała się, czemu wszystkie złe rzeczy, spadają właśnie na nią? Czy ona była jaka przeklęta? Czy może, źle na to wszystko patrzała. I większość rzeczy, działa na jej korzyść. Na przykład, tak jak teraz. Gdyby nie te erotyki. Nie wiadomo jak długo skakaliby sobie do gardeł. Ale czemu, musiała to pójść jej kosztem? Czemu, to zawsze ona musiała się ośmieszyć, czemu zawsze ktoś musiał ją zgnoić i dobić do ziemi? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. Może to i lepiej, że był to Leo.
Dajmy na to gdyby trafiła właśnie na Lazarov'a ? To skończyłoby się ośmieszeniem, do końca jej marnego życia. A tak, przynajmniej Leo, skorzysta na jej nie małej wpadce i się podszkoli. Bo najwyraźniej, chciał sie w tym podszkolić. Albo by tak sam, jak El, głody wiedzy na ten temat. W sumie nie ważne, ważne że nie skacząc sobie już do gardeł i jest spoczko.
- No, jest na co popatrzeć. - odparła i sama zadarła swoją głowę. Choć za dużo nie widziała, znała ten krajobraz na pamięć. Wiedziała ja wygląda tutaj lato, zima, wiosna, jesień. Nie musiała tutaj przychodzić, aby go podziwiać. Jednak nadal to robiła, nie potrafiła się opanować.
- Tak będzie najlepiej. - odparła z uśmiechem. Była zadowolona, ze chłopak się zgodził. Zachowali się, bardzo nieodpowiedzialnie. Oby dwoje.
El, pozbierała książki z pomocą Leo i wrzuciła je do swojej torby. Wyciągnęła, różdżkę z buta i rzuciła zaklęcie "Reparo". Czyli zaklęcie, reperująca. Nie będzie latała z zepsuta torba. Jeszcze miała by kolejny wypadek, nie było jej to potrzebne.
Spojrzała się na niego, dość badawczo. - - Ależ skąd - pokręciła głową. Wyglądał normalnie.
- Jasne, poradzę sobie. Jeszcze raz dziękuje i przepraszam. - uśmiechnęła się delikatnie. Pokręciła głową i wydała z siebie szczery śmiech. - - Nie mam zamiaru nikomu tego mówić i taa, solidarność erotyków. - . Ten cały Leo, nie był taki zły. Jak się wydawało. Po chwili, dziewczyna sama zeszła z wieży i czym prędzej udała się do dormitorium.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   10.07.16 23:16

2 czerwca, po lekcji OPCM

Tuż po lekcji Obrony Przed Czarną Magią, Briggs, który czuł się co najmniej załamany swoimi marnymi wynikami i próbami wyczarowania patronusa. Snując się po korytarzach Hogwartu, w końcu wziął się w garść, akceptując swoje chore ambicje, który domagały się stworzenia patronusa. Ten jeden jedyny raz, chłopak czuł się naprawdę źle, kiedy nie spełniał wymogów przykładnego ucznia, ale w końcu był dobry zarówno z OPCM, jak i Zaklęć. Nikt nie mógł mu zarzucić bycia słabeuszem w tych dwóch przedmiotach. We krwi miał walkę do upadłego i nie miał zamiaru tym razem odpuszczać.
Przeszedł sporą część Hogwartu, by zobaczyć jakieś spiralne schody. Krótko zastanawiając się, wdrapał się na samą górę, żeby zobaczyć niesamowity widok z wieży. Był zauroczony zarówno widokiem, jak i aurą, którą jego postać niszczyła. W końcu wsadzić uśmiechniętego entuzjastę, do pomieszczenia kompletnie oderwanego z realnego świata, z bardzo smutną aurą, było rzeczą wręcz nie do pomyślenia. Jednakże tym razem, Philemon identyfikował się z tą przytłaczającą sytuacją, bo coś mu nie wyszło i to z Obrony Przed Czarną Magią, a przecież sam określał się jako biały czarodziej... Przewieszając ręce przez barierkę, rozglądał się, myśląc o wspaniałych wspomnieniach, które mogłyby być tym ognikiem, dzięki któremu z jego różdżki wyskoczy jego druga natura w zwierzęcej postaci.
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   11.07.16 0:26

Rose z kolei wyszła w Obrony Przed Czarną Magią w niezmiernie wyśmienitym nastroju. Taki piękny patronus! Już od dawna nie czuła się tak szczęśliwa, bowiem jej zdołowanie ostatnio coraz mniej dawało jej odpocząć. W dodatku wspaniałe wspomnienia, choć niosły ze sobą pewien rodzaj tęsknoty i smutku za tymi dniami, napawały ją tak wielkim optymizmem i szczęściem, że miała ochotę natychmiast napisać o wszystkim Hattie albo wydrzeć się wniebogłosy z radości. A może oba?
Pod wpływem tej szalonej myśli skierowała się prosto na wieżę astronomiczną. Tam chciała oczywiście na osobności rozdziawić gębę i wypełnić powietrze swoim okrzykiem radości. Albo chociaż poskakać sobie w miejscu z euforii. Brzmi jak ADHD, szczególnie patrząc na jej ostatnie stany wiecznego zdołowania i stresu o wszystko. Leciała wesoło po schodkach na górę, śmiejąc się jak wariat i dopiero jak dotarła zasapana na szczyt, zatrzymała się jak wryta. Oj? Ktoś tu był?
- Oh. - bąknęła głupio.
Po chwili poznała kto też tam stał. Był to chłopak z jej domu, rok starszy. Jak on miał..? Philemon? Miała całkiem niezłą pamięć do imion. Do nazwisk za to fatalną.
- Przepraszam, że przeszkadzam, nie sądziłam, że ktoś tu jest.
Miała odejść, ale się zawahała. Skoro już jest w dobrym humorze i nie ma znajomych i bardzo chce ich znaleźć... I ma troszkę odwagi. Może zagadać? Podeszła do niego niepewnie, opierając się o barierkę obok chłopaka i patrząc w dal. Oh, jak majestatycznie.
- Nie wyglądasz na zbytnio szczęśliwego. - zagadnęła, nie mając pojęcia co powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   21.07.16 18:58

Briggs naturalnie nie słyszał, jakichkolwiek kroków, co było dziwne, bo jego wyczulony zmysł, odpowiedzialny za wieczną gotowość do walki, był zawsze włączony, o ile coś takiego aktywować można! W każdym razie, dziewczyna go zaskoczyła i to bardzo. Nawet by podskoczył, gdyby miał na to siłę, a tym razem niestety wszystko go opuściło, chciał po prostu postać i pomyśleć. Taki trochę Werter, ale każdy czasem musi poweltschmerzować i Philemon, któremu pierwszy raz, od bardzo dawna nie wyszła biała magia, czuł potrzebę refleksji.
Na szczęście jego pamięć do twarzy była całkiem dobra, chociaż jak przystało na kompletnego głąba z jakichkolwiek dat i innych szczegółów, imiona różnych osób, były mu obce, o ile nie ściągnął im kiedyś spodni. Na szczęście dziewczyny, Briggs nie miał jeszcze okazji zrobić takowego wybryku ze spodniami, czy też spódnicą dziewczyny, dlatego jej imię było mu co najmniej obce.
- Cześć, cześć, nie ma sprawy, wiesz kontempluję nad sensem życia i myślę co też będzie dobrego na kolację. - stwierdził, zaraz posyłając jej szczery uśmiech, bo też smucić się w obecności kogokolwiek poza sobą to jakieś głupstwo! Tak naprawdę, to ta tragedia nie była na tyle wielką, by Briggs mógł uważać się za pokrzywdzonego, chociaż było mu źle.
- W sumie to nie rozumiem, dlaczego mi nie wyszło? - spytał się dziewczyny, obracając się do niej przodem i wciąż opierając jedną ręką o barierkę. Naturalnie dziewczyna mogła nie wiedzieć, o co mu też chodzi, dlatego zaraz zaśmiał się pod nosem i rzucił jedno słowo - Patronus...
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   24.07.16 18:05

Rose przez chwilę wpatrywała się w horyzont, kiwając lekko głową. Ah, a więc kryzys egzystencjalny. Taak, to akurat Rose znała świetnie. W sumie, chyba każdy miewał takie momenty od czasu do czasu. Tylko nie każdy się do tego przyznaje. Milczała, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć, bo kontakty międzyludzkie ją nie rzadko przerastały. Uh, jak by tu zagadać?
Na szczęście nie musiała się długo zastanawiać, bo zaraz chłopak zwrócił się w jej stronę i sam się odezwał. Uniosła brwi. Nie tego się spodziewała. A więc to go trapi? Nieudane zaklęcie? Ale przecież to nic takiego! Jak nie teraz to uda mu się z czasem, może to nie jego czas.
A jednak… Jak mogła go pouczyć skoro najpewniej sama zareagowałaby podobnie? Tak, najpewniej byłaby wręcz zdenerwowana. Dla niej było to niesamowicie ważne żeby we wszystkim być dobrą. Dlaczego miałoby nie być i dla niego? Uniosła kąciki ust w lekkim uśmiechu. Jeśli mu zależy, to chyba dobry człowiek.
- Może nie zabrałeś się do tego właściwie? – Obróciła się przodem do wnętrza wieży, opierając biodra o barierkę i splatając na piersi ręce. – Nie wiem. Opowiedz mi co robiłeś, może pomogę.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   28.07.16 21:27

Tak, tak, problemy egzystencji to temat dobrze znany każdemu, życiowemu laikowi, któremu od czasu do czasu coś nie wyjdzie. W przypadku Philemona nie był to jakiś ogromny problem, a jedynie zalążek czegoś większego, bo co jeśli okaże się, że jego magia to tak naprawdę czarna dziura, która objawia się właśnie przez, ciągłe porażki w wyczarowywaniu patronusa? Takie czarne myśli chodziły po głowie Briggsa, który jako dobry koteł nie chciał być związany z Czarną Magią, w końcu był dobrym kotem! Zawsze sikał do kuwety, znaczy toalety i nawet dawał się drapać za uszkiem pielęgniarkom to w sumie za młodu, ale to zawsze coś!
Przez chwilę milczał, drapiąc się po głowie, bo co on też zrobił, że mu nie wyszło? Raczej starał się zrobić żeby mu wszystko wyszło! A tak, nagłe olśnienie, jak to bywa w różnych sytuacjach otworzyło mu oczy, a raczej trzecie oko! - W pewnym momencie nie potrafiłem wyobrazić sobie dobrych wspomnień, jakby wszystko ze mnie uleciało... - powiedział szczerze, patrząc znad ramienia na dziewczynę, która opierała się tyłem o barierki. - Nie mam pojęcia dlaczego, bo moje życie dotychczas nie było ubogie w dobre wspomnienia. - stwierdził bardziej do siebie niż do dziewczyny. - Masz może jakiś pomysł, jak temu zapobiec? - spytał śmiało.


zt
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   04.04.17 21:51

02.03.2003

Leo długo starał się odgonić wspomnienia, związane z Gabrielem. Śmiesznym wydawało mu się, że po upływie takiej ilości czasu, chłopak nadal potrafił nawiedzać go w różnych myślach i snach. Choć Gryfon próbował z całych sił pozbyć się Bertranda ze swojego życia (czy to wdając się w krótkie, przygodne romanse z przypadkowymi osobami, spotkanymi w Avalon lub Trzech Miotłach, czy zatapiając niechciane odczucia w alkoholu), jego starania zdawały się iść na marne i chłopak zawsze wracał do jego umysłu. Zdawało mu się, że związując się z Gabrielem, nie do końca świadomie związał się z nim na zawsze, cienką i niewidoczną nicią, ale jakże mocną, która tym bardziej się umacniała, im bardziej Gryfon starał się o wszystkim zapomnieć.
Po jakimś czasie Slughorn stracił rachubę zmarnowanych dni, nocy i pieniędzy. Nauczył się gdzie i o jakiej porze można pić, bez obawy, że będzie się złapanym, a jego wymykanie się do Hogsmeade stało się rutyną. Nie, że te wszystkie wybryki uszły mu płazem; niejednokrotnie oberwało mu się odjęciem punktów czy szlabanem. Leo był pewien, że gdyby było można, jego dom już dawno zszedłby w punktacji poniżej zera. Poza tym, Slughorn miał szczere szczęście, że jego matka była o tyle nadopiekuńcza, że nigdy przenigdy nie wysłałaby mu wyjca (pewnie w obawie, że mógłby się zapaść pod ziemię z upokorzenia i pójść skoczyć z okna, czy coś w ten deseń). Chłopak był bowiem przekonany, że profesor McGonnagal nie kłamała mówiąc, że powiadomi o jego postępkach rodziców. Dowodem na to był list, który dostał tego ranka od staruszków (prawie na sto procent pisany wyłącznie przez matkę, ale co tam, podpisanie się pod nim zwalniało starego Slughorna z funkcji rodzica na następne parę miesięcy).
Leo tuż po śniadaniu, w trakcie którego koperta trafiła w jego ręce, wrócił do dormitorium, aby odciążyć swój kufer z butelki wina i paczki papierosów. Sam fakt, że trzymał ten list w ręce napawał go niesamowitym niepokojem oraz pesymizmem. Juz widział ten wykład o tym, jakie to używki sa niebezpieczne, jak to bardzo niemądrze się zachował i jak bardzo mateczka z ojczulkiem go kochają i się o niego martwią. Same myślenie o tym komediodramacie wzmagało jego ochotę na łyk wina i zapalenie fajki. Wydobył z walizki to, czego szukał, upił odrobinę alkoholu i ruszył na korytarz.
Nie myślał nad tym, dokąd idzie - nogi same powiodły go na wieżę astronomiczną. Znowu. Po raz kolejny będziesz rozdrapywał stare rany? Tylko na to cię stać? Nie, nie tym razem. Nie będzie żadnego rozdrapywania ran. Będzie tylko ładny widok budzących się do życia po mroźnej zimie błoni oraz slodko-gorzki smak wina na języku. I zasrany list, który spisał ten cholerny dzień na straty.
Tym razem nie bylo żadnego zatrzymywania się. Nie było myślenia: O, to tutaj wtedy staliśmy, o, to tutaj chwycił mnie za rękę. Było tylko szybkie bicie serca, kiedy podpierał łokcie na chłodnej barierce i lekki dotyk ciepła w okolicy jego ust, kiedy odpalał wetkniętego między zęby papierosa.
Wyciągnął kopertę i rozerwał ją, niechcący uszkadzając przy tym tkwiący w niej kawałek pergaminu. Wydobył list ze środka i rozłożył go. "Drogi Leonardzie!" Już pierwsze zdanie sugerowało denność dalszej części wiadomości. Slughorn przewracał oczami niemal co drugie słowo, które odczytywał, czasem łącząc to z wypuszczeniem z ust chmury dymu. "...jeśli nie chcesz walczyć z tym dla nas, walcz dla siebie! Przecież wiesz, że Twoje dobro jest rzeczą dla nas najważniejszą. My wierzymy, że dasz sobie radę. Kochający, rodzice." Czy to już czas, aby przyznać im medal staruszków roku? Leo prychnął kpiąco, zjeżdżając spojrzeniem na dół strony, gdzie widniał dodany naprędce dopisek: "Ale kieszonkowe zostaje Ci odebrane. Można popełniać błędy, ale żeby popełniać je w kółko i w kółko to już przesada. Za to musi Cię spotkać kara." Wyglądało na to, ze ojciec jednak dorzucił swoje trzy grosze. Jebać to.
Leo otworzył wino i upił z butelki solidnego łyka. Zgniótł list, który trzymał w ręce. Wypił jeszcze odrobinę. Odwinął papierową kulkę. Jeszcze jeden łyk. Podarł pomięty papier i pozwolił wiatrowi ponieść skrawki wiadomości. Kilka łyków na zakończenie i odstawił niemal pustą butelkę koło swoich stóp. Ponownie oparł się o barierkę i zaciągnął się papierosem. Nie było już tego cholernego listu. Teraz już wszystko było w porządku. Wypuścił dym nosem.
To w tym miejscu po raz pierwszy go pocałowałem.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   05.04.17 17:31

Wiatr nadciągał od północy. Mknął przez wieżę, zakręcał między kolumnami tańcząc wokół maszynerii obserwatorium. Równie stara, drewniana podłoga zaskrzypiała ciężko pod ciężarem kroków. Zmrużył powieki i stanął w miejscu, bez protestu poddając się figlom czwartego żywiołu. Pozwolił mu bawić się jego jasnymi włosami, szczypać spierzchnięte już usta. Podmuch przenikał przez lekkie odzienie, otulając ciało chłopaka nieprzyjemnym chłodem. Stał tam. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wtedy, gdzie stali jeszcze razem. Skąd wiedział, że właśnie tutaj go spotka? Nie bardzo miał na to ochotę, szczególnie po tym spojrzeniu, jakie Leonard posłał mu przed kilkoma dniami, gdy omyłkowo wpadli na siebie idąc korytarzem. Unikał go bardzo skutecznie. Od tamtej chwili już się nie spotkali. A mimo to, jakaś niewyjaśniona siła ciągle stawiała go na czubku igły w wyimaginowanym kompasie Gabriela. Stał tam. W odległości zaledwie kilku kroków, a drugie tyle dzieliło ich obu od otchłani, gdzie Albus Dumbledore wpadł w objęcia śmierci. Stał tam, pomiędzy palcami trzymał tlącego się papierosa. Gabe nie widział jego twarzy, jednak wiedział, jak wygląda. Niebieskie oczy Leonarda od dawna nie błyszczały.
Nie pomyślał, zresztą, czy kiedykolwiek myślenie uchroniło go przed niefortunną decyzją? Z biegiem lat Gabriel zaczął zauważać, że procesy myślowe i inne cykle zachodzą w jego głowie nieco inaczej niż w głowach reszty świata. Schylił się i usiadł wyciągając nogi w stronę przepaści. Pociągnął zmarzniętym od wiatru nosem, chwycił za butelkę, w której ku jego radości, ostało się jeszcze kilka łyków.
- Pozwolisz? - mruknął do Leo, nawet nie odwracając się w jego stronę i wypił resztę wina.
- Quel beau soir, n'est-ce pas?


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   05.04.17 21:33

Leo kończył dopalać papierosa, kiedy usłyszał za sobą kroki. Westchnął ciężko, wypuszczając ustami chmurę dymu. Był już przygotowany na ochrzan stulecia, będąc pewnym, że gdy się odwróci stanie oko w oko z jakimś nauczycielem albo, co gorsza, Filchem. Nietrudno więc wyobrazić sobie zdziwienie, jakie uderzyło w Slughorna, gdy rzeczywiście obejrzał się za siebie. Zdziwienie? Jego ciałem wstrząsnął nagły dreszcz, zupełnie jakby zobaczył ducha. W sumie w pewnym sensie to właśnie się stało. Duch tych wszystkich minionych, cudownych chwil, które nigdy już nie powrócą.
Jak to możliwe? Czy to jakaś iluzja, którą wywołał oszalały z tęsknoty umysł Gryfona? Jedno dłuższe spojrzenie w oczy stojącego przed nim chłopaka, utwierdziło Slughorna w przekonaniu, że to wszystko działo się naprawdę. To, przed czym tak panicznie uciekał, dorwało go teraz, tutaj i to w dodatku w tym miejscu. Wyglądało to tak, jakby Leo sam się o to prosił.
- Czyli jednak nie byłeś tylko koszmarem - powiedział, siląc się na obojętny ton głosu, mając na myśli sytuację, kiedy pewnego dnia zobaczył Gabriela przy śniadaniu przy stole Gryfonów. Od tamtego czasu unikał posiłków i wybłagiwał jedzenie u skrzatów w kuchni. Bertrand na pewno mignął mu też kilka razy na korytarzu, ale Leo kompletnie zignorował to, myśląc, że to jego wyobraźnia płata mu figle. Dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo uciekał i wzbraniał się przed prawdą. - A szkoda - dokończył po krótkiej pauzie, podczas której starał się opanować drżenie rąk. W końcu dostrzegając, że nie ma szans wygrać tej walki, wypuścił niedopalonego peta z palców i patrzył, jak porywa go wiatr. W tym czasie Gabe najwyraźniej rozgościł się na wieży. Ośmielił się nawet dopić resztę wina, nie dając Slughornowi szansy na odpowiedź. Nadal jest taki sam. Ani trochę się nie zmienił.
Leo rozpaczliwie unikał patrzenia na chłopaka. Nie był gotowy na konfrontację, jeszcze nie teraz. Ale minęło już grubo ponad pół roku. Jeśli nie teraz to kiedy? Wzdrygnął się lekko na dźwięk usłyszanego zdania. Zdania, wypowiedzianego po francusku. Gryfon przymknął oczy. Tego już było za wiele.
- Jesteśmy w Wielkiej Brytanii, mów, kurwa po angielsku. Nienawidzę tego języka - rzucił, uparcie wpatrując się w jakiś punkt na dole, na dziedzińcu. Kłamca, kłamca, kłamca. Chciał po prostu, żeby się zamknął i przestał przywoływać wspomnienia, które dla obojga z nich były w tamtym momencie szkodliwe. Bertrand nie powinien był w ogóle tutaj przychodzić, a skoro już musiał przyjść, to czy nie mógł po prostu odejść, kiedy już go zobaczył? Po co to robił? Czy chciał po raz kolejny go zranić? A może liczył, że jeszcze go odzyska? Po moim trupie.
- Pierdol się, Gabe - wysyczał Gryfon, pociągając nosem. - Myślisz, że możesz ot tak wyjechać sobie chuj wie gdzie, a potem z dupy wrócić, zrobić ładne oczka i co? Myślisz, że to wystarczy? Jak możesz, kurwa, zachowywać się, jakby nic się nie stało? - zebrał w sobie siły i odwrócił głowę w stronę chłopaka. Ich spojrzenia skrzyżowały się, a Leo jakby zamarł na chwilę. Już prawie zapomniał. Już prawie zapomniał, jak prezentują się jego włosy w dziennym świetle, jak jego idealna twarz cudnie wygląda na tle lekko zachmurzonego nieba i o tym, jak łatwo było utopić się w jego oczach.
Kącik ust Slughorna dygnął delikatnie, następnie wykrzywiając jego wargi w grymasie. Leo wziął głęboki wdech. Nie będzie więcej łez. Przecież wiesz, że na to nie zasługuje.
- Nienawidzę Cię, Gabe - wysyczał w końcu lekko drżącym głosem. - Wolałbym, żebyś zdechł w tej Francji, czy gdzie tam się włóczyłeś - czuł jak przegrywa walkę z samym sobą, aż w końcu pozwolił pojedynczej łzie powoli prześlizgnąć się po jednym ze swoich policzków. Nie będzie więcej łez, kurwa. Nie będzie.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Wieża astronomiczna   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Wieże-
Skocz do: