Share | 
 
Wieża południowa z zegarem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Wieża południowa z zegarem   28.09.15 3:51

Wieża południowa z zegarem
Potężny mechanizm zegara jest przytłaczający, ale też jego magia sprawia, że, mimo prób, na szczycie tej wieży nie można umieścić niczego innego. Próbowano zorganizować tu salę lekcyjną, obserwatorium astronomiczne i wiele innych pomieszczeń, jednak kiedy tylko wyposażenie nie było pilnowane, znikało w niewyjaśniony sposób. To idealne miejsce, jeśli chcesz odciąć się od świata - niekoniecznie sam - ale uważaj, by niczego tu nie zostawić. Inaczej już nigdy tego nie zobaczysz.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   26.12.15 17:36

Co robiła @Amelia Slughorn na szczycie wieży południowej? Ciężko powiedzieć. Może sama to zdradzi, dość jednak stwierdzić, że jej plany niekoniecznie wypaliły. Spokój tego miejsca został zaburzony przez masę świątecznych ozdób, które dopiero miały pojawić się w różnych miejscach szkoły, a na razie błądziły tutaj. Szklane bombki wirowały w powietrzu, łańcuchy oplatały się ze sobą w czymś na kształt szalonego tańca, pod sufitem zawieszona była nieprawdopodobna ilość jemioły, która szumiała, jakby była żywa, a zawartość ogromnego kociołka, stojącego w rogu, bulgotała niepokojąco. Nie było się jednak czego obawiać, jako że w środku gotowała się owocowa herbata, doprawiona przyprawami korzennymi i cytrusami. Zastanawiające było, dlaczego te wszystkie rzeczy się tu znajdowały, a nie zniknęły, jak tylko przestały być pilnowane przez ostatniego czarodzieja, który tu był, ale lepiej było o tym nie myśleć. Tak czy inaczej kiedy Amelia już tu weszła, sala nie zamierzała jej tak łatwo wypuścić. Kiedy tylko próbowała zrobić krok w stronę wyjścia, ozdoby rzucały się na nią, oplatając ją, krępując ruchy, wplatając się we włosy i boleśnie je ciągnąc. Wystarczyło zrobić krok w tył, by dały jej spokój. Ale przecież nie mogła zostać tu na zawsze, prawda? Na szczęście usłyszała na schodach kroki. Nie wiedziała tego, ale na górę zmierzał @Jack T. Feversham. Pomoże jej? A co, jeśli utkną tu oboje?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   26.12.15 22:04

Tak się szczęśliwie złożyło, że Jack już dzisiaj postanowił zasiąść do odrabiania pracy domowej z astronomii, którą zadano im na okres ferii świątecznych. Sporządzając wykres księżycowy, a przy okazji odganiając natrętnych pierwszoroczniaków, którzy obrali sobie okolice kominka na obrzucanie się gargulkami, obliczył, że akurat tego wieczoru wypadnie wyjątkowo urokliwa pełnia. Niemal z wypiekami na policzkach poderwał się z dywanu i czym prędzej wychynął na poszukiwania dobrego miejsca do obserwacji.
Nie mogę sobie tego odmówić, nie mogę, myślał, zmierzając do Wieży Astronomicznej, ale wkrótce obszedł się ze smakiem, podobnie zresztą w Wieży Zachodniej – gdzie się nie obrócił, tam pełno było obściskujących się par, a  dobrze wiedział, że nie da rady podziwiać piękna nieboskłonu, gdy za plecami słyszeć będzie uporczywe mlaskanie wszystkich tych ssawek.
Od tej jemioły w... głowach im się poprzewracało.
Strudzony dotarł tutaj – nie liczył co prawda na wiele, tym bardziej, że widok przewidywał jako raczej kiepskawy, ale lepsze to niż nic, myślał markotny i strudzony tułaczką z jednej strony zamku na drugą.
Właśnie sunął niepocieszony po schodach, gdy dosłyszał podejrzany stukot i już miał na ustach wyjątkowo wulgarne przekleństwo. Zatem i tutaj ktoś się przyszwendał, cholera jasna! Byłby obrócił się i odszedł, gdyby nie dotkliwe poczucie, że coś nie gra. Odgłosy zdecydowanie nie przypominały irytującego mlaskania, więc zaintrygowany podążył ku górze.
Zaraz stanął oniemiały w progu, kiedy dostrzegł dziewczynę miotającą się nieporadnie pośród malowniczego tornada kolorowych łańcuchów i innych wspaniałości, jakie na ten padół łez zsyła Boże Narodzenie. Wyglądało, jakby ktoś wręcz celowo ożywił przedmioty jakimś mało przyjaznym zaklęciem.
I jemioła, na Merlina, DUŻO jemioły, całe MNÓSTWO jemioły. Się namnożyło, za przeproszeniem, kurewstwo.
Sylwetka uczennicy wydała się Jackowi dziwnie znajoma, czyżby to była...? Poczuł jak coś przewraca mu się w żołądku.
Ale wpierw instynktownie podbiegł do przodu, dobywszy z kieszeni różdżkę.
Finite!
Uf, nie chybił.

Zaklęcie: Finite incantatem.
Kostki: 6+3=9
Dodatkowe punkty: 0
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   27.12.15 6:16

Dzisiejszy dzień planowała spędzić w łóżku, pod swoją puchatą, cieplutką kołdrą i obserwując miały, monotonny krajobraz za swoim oknem. Jednakże tchnięta niespodziewaną inspiracją ( i głodem, musiała przecież coś zjeść!), postanowiła wybrać się na spacer po zamku (i do Wielkiej Sali!). Zapakowała do przepasanej małej torebeczki swój notatnik i ołówek, po czym wyszła zadowolona z dormitorium.
Po opuszczeniu Wielkiej Sali nie wiedziała właściwie dokąd iść. Nogi same nią niosły, pogrążyła się w swoim kłębiastych, zawiłych myślach i szła bez celu myśląc o tym co mogłaby napisać, gdy tylko natchnienie jej powie gdzie się zatrzymać i wyciągnąć notes.
Szła więc dopóki z transu nie wyciągnęła jej muzyka. Piękna muzyka.
"Hold your hands up to your eyes again
Hide from the scary scenes, suppress your fears"

Dramatyczna i emocjonalna pieśń rozchodziła się echem po korytarzu, ale nikt nie zdawał się być poruszony przez to zjawisko. Fortepian i chaotyczne dźwięki wchodzące ze sobą w interakcje łączyły się w niewiarygodne i wspaniałe nuty. Nie zastanawiając się ani chwili, poszła za rozprzestrzeniającym się echem i zamrugała głupawo u podnóża schodów do Południowej Wieży.
Wspięła się aż na samą górę i jej oczom ukazał się widok co najmniej niebanalny. Już niemalże u progu przywitały ją ozdoby świąteczne, z łańcuchami, bombkami i innymi pierdółkami na czele. Większości z nich nie potrafiła zresztą nawet nazwać, kto by sobie tym głowę zaplątał?
Omiotła spojrzeniem pomieszczenie i westchnęła melodramatycznie, zdając sobie sprawę, że muzyka nagle przestała grać.
Czyżby komuś w czymś przeszkodziła? Na przykład w randce? Przysięgała, że te zatrważające ilości jemioły w zamku musiały być sprawką jakichś przeklętych chochlików, albo bandy napalonych zboczeńców. A każdy kto wymieniał się śliną ze swoją drugą połówką na korytarzu nie zasługiwał na jej szacunek, o nie nie. I tylko spróbuj wypomnieć jej zgorzkniałość spowodowaną brakiem faceta, a wydrapie oczy.
Po tych swoich dywagacjach, kilku przekleństwach rzuconych pod nosem, dziewczyna zostawiła wreszcie biedną jemiołę w spokoju,podrapała się po głowie i z nieukrywanym niepokojem podreptała w kierunku żywo bulgoczącego napoju w kociołku ustawionym w kącie pomieszczenia. Do nozdrzy szybko uderzył mocny, korzenny zapach, zdecydowanie nie mający nic wspólnego z magią. W rzeczy samej, jej zmysł węchu jeszcze jej nie zwodził i w kociołku gotowała się świąteczna herbata.
Z chęcią by została na dłużej, ale wiedziała, że nie będzie tutaj mile widziana, gdy osobnik/osobnicy, którzy wszystko przygotowali ją tu zastaną.
Nic tu po niej, rozejrzała się po raz ostatni dookoła i skierowała się w kierunku wyjścia.
Skierowała, bo tylko tyle była w stanie zrobić. Ku jej zdziwieniu i poniekąd rozbawieniu (nawet w świecie magii pewne rzeczy wyglądają komicznie, to była jedna z nich) ozdoby zaczęły ją zaciekleatakować. Nawet ten głupi różowy łańcuch przystąpił do napaści, oplatając jej szyję.  "Serio?" zapytała samą siebie z niedowierzaniem gdy tylko udało jej się cofnąć krok i poprawić zmierzwione od ataku bombek włosy.
Wyjątkowo zaaferowana swoimi włosami, nie dostrzegła niczyjej obecności w wierzy. Odskoczyła jak oparzona gdy całkowicie niespodziewanie usłyszała za sobą wypowiadane zaklęcie. Złapała się teatralnie za serce i już bliska była ciskania w nieznajomego obelgami, gdy...
-Jack!- powitała go nad wyraz entuzjastycznie.
- Czyżbym w czymś przeszkodziła? Masz tu... randkę? - uśmiechnęła się figlarnie poruszając swoimi brwiami w dół i w górę - wybacz, już by mnie tu nie było, gdyby nie to, że te małe skurwiele mnie nie chcą puścić - fuknęła rzucając ozdobom nienawistne i groźne spojrzenia. Gdyby tylko wzrok mógł zabić, oj. O morderczyni ozdób świątecznych pisaliby już w jutrzejszym wydaniu Proroka Codziennego.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   27.12.15 18:42

A-Amelia? – wydukał zdumiony, kiedy dziewczę obróciło się w jego stronę, by raptem ukazać się Jackowi w całej krukońskiej okazałości. A jednak nie miał przywidzeń! Cień rumieńców powlókł policzki chłopaka, choć głupcem należałoby ozwać kogoś, kto wziąłby je za niechybny symbol zawstydzenia – Jack już czuł narastającą ekscytację (wraz z niekwestionowaną ulgą – zawsze mógł trafić na uczennicę spragnioną erotycznych uciech) na myśl o spotkaniu z dawno niewidzianą znajomą. Bo i tak w istocie było – nie rozmawiali od... no cóż, odkąd nieubłagany los zesłał wojenną zawieruchę i Hogwart zamknięto. Dziwnym zbiegiem okoliczności nie mieli okazji trafić na siebie aż do teraz, lecz z drugiej strony co w tym zaskakującego, wszak znali się, ale łącząca ich relacja nie była na tyle bliska, by... a niech to, nieistotne!
Ktoś posłał klątwę na te łańcuchy czy jak? – zapytał, wyjąwszy spomiędzy włosów Krukonki mały odłamek nadtłuczonej gwiazdki; jej szklane siostry nie znajdowały się zresztą w zbyt lepszym stanie, bo zdążyły zasłać podłogę drobnymi okruszynami – z daleka można by je nawet wziąć za iskrzący śnieg. Ha, celności zaklęć Jack nie mógł sobie pod żadnym pozorem odmówić.
Roześmiał się szczerze na zasłyszaną insynuację, po czym pokręcił głową, ścierając nie całkiem wyimaginowany pot z czoła.
Randka? Na mą duszę, ledwo zdołałem zbiec przed niewyżytą Puchonką! Snuła się za mną przez pół drogi, myślałem, że już nie uda się jej zgubić i w końcu przydybie mnie pod krzakiem tego... tego czegoś. – Dźgnął girlandę końcem różdżki, nie mając złudzeń, że udałoby mu się jej pozbyć czy choćby przypalić nienawistnie końce – wiedział, że zamek rządził się własnymi prawami, z jakimi prości uczniowie nie mieli co zadzierać. Chyba że chcieli skończyć w którejś z komnat, o których chodziło tyle bzdurnych pogłosek. – Szukałem miejsca, gdzie mógłbym w spokoju poobserwować niebo, a wszędzie pełno napalonych parek, sama rozumiesz – westchnął z teatralną dezaprobatą; nie, żeby miał coś przeciwko dzikiemu obściskiwaniu się po hogwarckich kątach, ale może nie akurat w wieczór, w którym chciał po prostu popatrzeć na księżyc. – We wszystkich ozwał się klasyczny syndrom niedopchnięcia i najwyraźniej próbują kuć żelazo, póki gorące. – Posłał jej rozbawione spojrzenie pierwszorzędnego huncwota. Trochę zim upłynęło, odkąd Amelia przestała być zahukaną dziewczynką w wymiętym szkolnym swetrze, taką ją zapamiętał, a teraz stała przed nim młoda kobieta – i jedynie nosek miała równie zadarty jak kiedyś.
Postawił odważny krok wgłąb pomieszczenia, jednak widząc, że rozbrojone łańcuchy najwyraźniej ostatecznie się poddały, nie omieszkał zdeptać mściwie kilku z nich. Podszedł do kociołka i zamieszał chochlą, od razu wyczuwając charakterystyczny zapach korzennych przypraw, których nie znosił, ale skoro już tu byli...
Jeden mały pucharek na przywołanie starych czasów, co? – Uniósł naczynie, po czym uzupełnił je obficie aromatyczną – ugh – herbatą, mając nadzieję, że chociaż Amelia przepada za imbirem i wyciągnął w kierunku dziewczyny. – Pozwolisz dotrzymać sobie towarzystwa? W końcu byłaś tutaj pierwsza. – Uśmiechnął się zachęcająco. Miał szczerą nadzieję, że nie zdążył jej przestraszyć, zawsze mogła go wziąć za osławionego Gwałciciela z Gryffindoru, a tego Merlinowi ducha winny – zdecydowanie nie życzył nikomu (chyba że czwartorocznym dziewicom, ale kto je tam wie).
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   28.12.15 6:02

Jej entuzjazm łatwo można było wziąć za nadmiernie przesadzony i egzaltowany, nawet jeśli pod uwagę brało się fakt, że ta dwójka od dobrych trzech lat nie zamieniła ze sobą żadnego słówka. Uśmiechała się jednakże do niego szeroko, całkowicie bezpretensjonalnie i niewymuszenie, tak jakby ostatnia ich rozmowa miała miejsce jeszcze wczoraj. Czy kiedykolwiek wymieniali ze sobą listy? Czy byli ze sobą blisko jeszcze przed bitwą? Czy próbowali się odszukać tuż po rozpoczęciu roku szkolnego? Nie. Nie miało to też absolutnie żadnego znaczenia i faktycznie, nie warto się o tym rozpisywać.
Opuszkami palców przejęła swobodnie z jego dłoni odłamek szklanej ozdoby, uniosła go aż do swojego błękitnego ślepia, by po chwili rzucić beznamiętnie w kąt.
- Chyba tak - stwierdziła niepewnie kierując spojrzenie na Jacka -nie wygląda mi to na psikus zamku. Prędzej na pułapkę-podkreśliła ostatnie słowo dramatyczną nutą i zmodulowanym obniżeniem głosu.
Wbrew pozorom, niewiele wiedziała o funkcjonowaniu zamku. Prawda, Amelia oficjalnie była uczennicą szóstego roku, ale udało jej się przebyć i skończyć w Hogwarcie jedynie dwie pierwsze klasy. To miejsce miało przed nią jeszcze wiele tajemnic i zagadek, o których nawet nie śniła.
- Ach, ten badylek – powiedziała z przekąsem obserwując dźgnięcie dekoracji różdżką – być może zamek lepiej zna nasze potrzeby, hm? Mogłeś dać się złapać tej puchonce, biedna będzie o tobie fantazjować w nocy i nazajutrz będzie z nią jeszcze gorzej. Ja bym na twoim miejscu uważała – oświadczyła z trudem dusząc w sobie gęsty chichot i siląc się na poważny ton. Jej wybujała fantazja i perwersyjne poczucie humoru dawały o sobie znać, ale nie było potrzeby straszyć Jacka posępnymi dla niego wizjami. Jeszcze.
- Ha! Widzisz, czyli jest nas dwoje! No, może nie do końca planowałam gapić się godzinami w niebo, ale chciałam coś popisać - potrząsnęła znacząco swoją niepozorną torebeczką zawierającą w sobie notesik i ołówek -to dziwne, ale słyszałam muzykę dochodzącą stąd i dlatego weszłam na górę. Nie spodziewałam się zastać tutaj....tego wszystkiego. No ale nieważne! Napijmy się!-klasnęła w dłonie i przystąpiła ku kociołkowi, zatrzymując się tuż za chłopakiem. Szkoda, że herbata nie mogła zamienić się w coś dużo mocniejszego. Fakt, była niepełnoletnia, ale to nie powstrzymywało Amelii i jej brata Leo od mocnych eksperymentów z trunkami pod nieobecność rodziców w wakacje. W szkole nie miała jeszcze szans spróbować takiego życia na krawędzi i łamania prawa - nie zapowiadało się na zmianę. Szkoda.
Złapała w rączkę swój PARZĄCY puchar po czym zaczęła niechlujnie odgarniać dookoła potłuczone i wadzące w zagnieżdżeniu się na podłodze ozdoby.
Rzuciła bezdusznie swoją torebeczką i bezceremonialnie usiadła na niej, w ostatniej sekundzie kopnąwszy tylko ostatni niezauważony szklany bubel.
Wpatrywała się przez chwilę w opary herbaty unoszące się nad jej pucharkiem, czekając aż Jack do niej dołączy.
- Czy to zabrzmi banalnie i kompletnie sztampowo jeśli po prostu zapytam jak się masz i co porabiałeś przez ostatnie lata? Możemy też ominąć tę część i przejść do czegoś duuużoo bardziej personalnego i intymnego, jak wolisz!-puściła mu oczko, w duchu przeklinając ten cholerny puchar, który znów poprzez przypadkowe dotknięcie ją oparzył w dokładnie to samo miejsce co poprzednie pięć razy.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   29.12.15 21:01

Jack nie widział sensu w czynieniu jakichkolwiek wyrzutów; wojna zdołała zebrać nieuchronne żniwo wśród ich kolegów i koleżanek, z którymi jeszcze niedawno temu chowali się po schowkach na miotły, a później czas najzwyczajniej w świecie wszystkim się zapodział – w końcu spieszno im było dorastać. Dlatego oddał uśmiech, chwytając w przelocie, jak nieszczęsna gwiazdka odbija się w tęczówkach Amelii świetlnymi refleksami, zanim kończy żywot na posadzce. Czarujące.
Na jej dalsze słowa pociągnął głośno nosem – niby wietrząc woń złośliwego psikusa.
Myślisz, że to pułapka? Na uczennice spragnione rozkładania ud na pewno, choć i bez tego znalazłoby się tu doskonałe miejsce do schadzek. – Bo trzeba przyznać, że ktokolwiek czyhał na młodociane życia biednych uczniaków, ten znał się na rzeczy, a komnata rzeczywiście kryła swego rodzaju urok. I na pewno żaden z pokroju tych, których nauczano w szkole.
Wzdrygnął się na wspomnienie Puchonki, mając skrytą nadzieję, że nie zdoła go rozpoznać na śniadaniu. Oby.
Już się do tego palę, popatrz, jaki jestem gorący. – Pokręcił głową, klnąc w duchu na własne szczęście. – Może ktoś ją nafaszerował Amortencją, gdy nie patrzyła? I nie będzie pamiętać? Poza tym muzyka? Naprawdę poprowadziła cię muzyka? Mógłbym przysiąc, że nic takiego nie słyszałem! A jak to rzeczywiście podstęp na hogwarckie żelazne dziewice albo co? – Wzruszył ramionami, wizja wydawała się szczególnie rozkoszna, gdy wzięło się pod uwagę, że w starszych klasach kryło się o wiele więcej dziewcząt, które określano tym jakże szacownym mianem, niżby się mogło wydawać.
Dopiero teraz spostrzegł, że Amelia miała przy sobie nieodłączoną torebeczkę – rzeczywiście, jeśli pamięć go nie zwodziła, rzadko kiedy rozstawała się z notatnikiem, gryzmoląc w nim zapamiętale, zwłaszcza podczas tych pamiętnych nocy w dormitoriach, kiedy Śmierciożercy urządzali swoje obławy.
No proszę, więc nadal jesteś małą poetką? Możesz pisać, chętnie popatrzę! – Było w tym coś uspokajającego, coś, co nieodmiennie przywoływało w nim wspomnienia pierwszych lat nauki – ile wieczorów tak spędzili? Ona pogrążona w swoich kartkach, on wgapiony w okno?
Zaśmiał się krótko, widząc jej uporczywe zmagania się z parzącym pucharem, ale miał na to wyjątkowo skuteczne remedium, które zaprezentował równie szybko, co nalał i sobie herbaty niemal po brzegi.
Zanim jednak przystąpimy do obnażania się z brudnych, kompromitujących sekretów, pozwolisz, że cię obsłużę. – Oczy lśniły mu jak diablikowi, gdy zdawał się niemal czytać w myślach Krukonki. No prawie. Wyjął zza pazuchy niepozorną buteleczkę z ciemnego szkła. – Likier goździkowy – poinstruował, dodając kilka, kilkanaście kropelek do napoju Amelii. – Cokolwiek to jest. Ukradłem kiedyś w Trzech Miotłach i czekałem na odpowiednią okazję, a teraz – no cóż, znalazła się doskonała. – Chłodna ciecz niemal od razu wpłynęła na obniżenie temperatury herbaty, a jednocześnie zagęściła ją i przydała intrygujących barw ciemnej zieleni. – No to do dna! – zawyrokował, stukając się własnym pucharkiem, po czym zagłębił w fotelu, upiwszy kilka solidnych łyków. – Było ich kilku. Przeważnie w stodole na sianie. – Rzucił prosto z mostu. Jak bawić się, to się bawić!
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   02.01.16 4:20

Wzruszyła beztrosko ramionami na komentarz o poetce.
-Ja i moje kartki, ty i twoje niebo. Pewne rzeczy nie podlegają zmianom – stwierdziła, być może mało odkrywczo, ale w jej tonie można było wyczuć nutkę nostalgii i tęsknoty za dawnymi latami i wspomnieniami. Nie był to dobry moment na popadanie w melancholię i zadumę, więc po chwili dodała,subtelnie zmieniając temat – kompletnie nie tyczy się to twojego wzrostu. Serio, jakim cudem aż tak urosłeś? Wcinałeś jakieś fasolki wzrostu czy jak?- zbeształa go żartobliwie z udawaną pretensją w głosie. Pamiętała go jako chłopca niższego od niej, choć być może nie powinna  była się dziwić, sama przestała całkowicie rosnąć w wieku trzynastu lat, nie mogła tego oczekiwać od innych.
-Nic dziwnego, że wszyscy się o ciebie tak zabijają –puściła mu figlarnie oczko, czyniąc aluzję do nieszczęsnej puchonki, z której notabene miała zamiar kpić jeszcze przez  długi czas.
Na widok złotej buteleczki w ręku Jacka, posłała mu diaboliczny uśmieszek, po czym zanotowała w pamięci, że jest mu dłużna coś równie wyjątkowego przy następnej okazji.
Dzięki małej buteleczce eliksiru szczęścia w swojej herbatce, napój Amelii odczuwalnie przybrał na intensywności, pozostawiając po sobie znaczące uczucie drapania w gardle. To prawda, że krążyła w niej wschodnioeuropejska krew, ale wciąż brakowało jej doświadczenia w spożywaniu alkoholu. Miała nadzieję, że jeszcze najlepsze przed nią, siedemnaste urodziny już za kilka miesięcy!
Obróciła kilkakrotnie pucharem tak aby ciecze złączyły się ze sobą niczym klarowny, gotowy do spożycia eliksir, po czym ruszyła się energicznie ze swego siedziska aby stuknąć się z pucharkiem Jacka. Kompletnie nie spodziewała się jednak, że ten tuż po kilku łykach swojego napoju zrzuci na nią taką bombę.Wpatrywała się w jego oczy kompletnie bez ruchu, tak jakby mózg musiał dokładnie przeanalizować usłyszaną informację. Dopiero kilkanaście sekund później zrozumiała o co chodziło.
Amelia zatrzęsła swoją głową tak by włosy opadły bujnie na jej twarz i policzki, policzki niemal błyskawicznie spowite wyjątkowo wyrazistym szkarłatnym rumieńcem. Chyba na nic zdało się to zakrywanie, bo w kontraście z bladą karnacją, jej zawstydzenie od razu wyszło na jaw.
Przełknęła głośno ślinę i z trudem powstrzymywała swój na wpół zawstydzony na wpół łobuzerski uśmieszek próbujący zapanować nad jej mimiką.
-Ktoś kogo znam? Ktoś z Hogwartu? – wypaliła szybko bez zastanowienia, pozwalając swojej wścibskości zupełnie zapanować nad jej manierami. Błękitne oczy aż płonęły od żądzy sensacji i czystej ciekawości dziewczęcia, które o podobnych sytuacjach mogło co najwyżej usłyszeć przypadkiem, półszeptem w pokoju wspólnym. Nigdy ponownie nie zaprzyjaźniła się z dziewczyną, by móc rozmawiać na podobne tematy. Kuzyni? Brat? Dokładnie, nikt.
Dlatego musiała znać wszystkie szczegóły. Musiała.
I chyba dała Jackowi to do zrozumienia, bo tego spojrzenia nie dało się inaczej zinterpretować, oj nie.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   03.01.16 15:55

O, serio? Aż tak? – Podrapał się w zastanowieniu po głowie, będąc dogłębnie świadomym własnego wzrostu, jednak nigdy nie miał okazji zapoznać się z opinią osób trzecich. Z łatwością mógłby wskazać mnogość hogwarckich chłopców, którzy przewyższali go o dobre kilkanaście centymetrów, powyrastali nieomal jak grzyby po deszczu, jakkolwiek sam dla siebie Jack wciąż był dziwacznym, niegramotnym zjawiskiem ledwo co uczącym się chodzić na tych długich tyczkach. I uf, Merlinowi dzięki, że Hogwart otwarto dopiero w tym roku – nie chciałby widzieć miny Amelii, gdyby przyszło im spotkać się zaledwie kilkanaście miesięcy wcześniej, a Gryfon nadal byłby knypkiem z wielką głową. – Ty za to, zdaje się, niewiele podrosłaś, co, skrzacie? To dobrze, u dziewcząt niewielki wzrost się chwali. – Ba, on sam chwalił, choć co tam mógł wiedzieć, jeżeli z płcią piękną nie miał w zasadzie jakiejkolwiek styczności?
Z ulgą przywitał fakt, że rozmowa z miejsca przybrała swobodnych tonów, więc nie musiał silić się na przesadną kurtuazyjność, a co więcej – odmawiać sobie niejednoznacznych replik. Tych kilka rozgrzewających kropel alkoholu też miało w tym swój udział; całkiem przyjemnie było tak siedzieć i czuć na języku cierpkawy posmak likieru, wiedząc, że za chwilę, dwie pojawi się charakterystyczny szum w uszach, a krew stanie się gorąca. Kto wie co może się wtedy przytrafić, kto wie?
Wiele jestem w stanie zrozumieć, ale żeby Puchonka? – wymruczał z udawanym niezrozumieniem, po czym zaśmiał się cicho, przemieszawszy herbatę raz jeszcze. Upił kilka przeciągłych łyków, tak, zdecydowanie zaczynało mu się podobać.
Dopiero wtedy podniósł wzrok i dostrzegł, że Amelia zaczyna przybierać barw pąsowej róży.
Ktoś tu się rumieni jak pensjonarka! – zawołał z łatwo dostrzegalnym rozbawieniem, choć wiele w jego głosie było ze szczerego zaskoczenia reakcją dziewczyny, więc wyciągnął rękę i uniósł kilka z jej kosmyków, by dobitnie przekonać się o rozkosznym znalezisku. – Ładnie ci w czerwieni, nie powiem – ocenił fachowo, oddając się na powrót miękkości fotela. Jednocześnie postawił zapomnianą już buteleczkę na stół, przyznając w ten sposób niemą zgodę na dalsze celebrowanie specjalnego wieczoru – noc zapowiadała się długa.
Nie, to znaczy tak. Pamiętasz może Brannonów? Skończył szkołę akurat przed Bitwą o Hogwart, miał przepiękne dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechał i był największym maminsynkiem na świecie. – Sam uśmiechnął się bezwiednie do sztubackich wspomnień, ach, chociaż tego nikt nie mógł Jackowi odebrać. – Mieszkaliśmy po sąsiedzku, pomagałem im, na jesieni trzeba było wszystko oporządzić, pewnie wiesz, ile jest roboty z gospodarstwem, gdy rychło zbliża się zima, a on wypalał mi dziurę w koszuli, jeśli choćby na chwilę odwróciłem się podczas grabienia zaschłych liści. Któregoś razu wmówiłem mu, że w stodole pełno jest świetlików, że ujawniają się tylko po zmroku, więc przyszedł i... – Tu urwał, zwilżając wargi. – Było niespodziewanie normalnie. Przeciętnie wręcz. Jednak nie wygląda to tak jak w filmach. Nie od razu. Nie wiem jakim cudem, ale rzeczywiście pełno było wtedy świetlików.
Oczy miał doszczętnie zasnute mgłą, kiedy obrócił się w jej kierunku z nieodgadnionym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   07.01.16 3:34

- Chwali, pfff. – prychnęła z udawanym naburmuszeniem – mam nadzieję, że nie jesteś jednym z tych, którzy stoją na czele wyznawców tego głupiego przekonania, jaka to kobieta powinna nie być, najlepiej niziutka, szczuplutka, malutka, taka och, ach i najlepiej nic nie mówić, co? – aż zacisnęła piąstki głosząc swoje feministyczne poglądy, nie kierowała swojej przesadnej złości na niego, wręcz przeciwnie. Wolała jednak nie ciągnąć tego tematu, fakt czuła się zadziwiająco swobodnie przy Jacku, ale na temat wolności i praw kobiet miała zbyt wiele do powiedzenia. Nie starczyłoby im nocy.
Mimo tego, Amelia nie pamiętała kiedy ostatnio przeprowadzała z kimś podobną rozmowę. To prawda, przy sobie nie musieli sięgać po sztuczną kurtuazję, ostrożnie ważyć każde wypowiedziane słowo czy najzwyczajniej w świecie udawać kogoś kim nie byli. Czy alkohol i atmosfera tego miejsca miały z tym coś wspólnego? Pewnie trochę i tak.
-Nie, n-nie prawda- wydukała wydymając policzki i odgarniając blond kosmyki do ich pierwotnego stanu – to ten likier albo diabeł wie co, po alkoholu zawsze mam wypieki – wyjaśniła najbardziej przekonująco jak tylko potrafiła po czym przyłożyła obie dłonie do jej rozpalonego lica.
Nie. Odpowiedź na zadane przez niego pytanie brzmiała nie, nie pamiętała. Mimo tego, dziewczyna zmrużyła oczy i odchyliwszy nieco głowę, niczym prastary mędrzec zaczęła skubać swoją wyimaginowaną siwą bródkę udając głębokie zamyślenie.
Pokręciła czupryną i wnet przechwyciła jego spojrzenie przyozdobione zagadkowym uśmiechem. Spuściła jednak wzrok i wzięła solidny łyk swojego napoju. Robiło jej się gorąco.
-Lubiłeś go? Bo… Wiesz co mówią nam dziewczynom, co nie? Pierwszy raz musi być wyjątkowy. Z tym “jedynym”- wyrecytowała z wyraźną kpiną w głosie, sama nie będąc pewną skąd w niej tyle cynizmu i braku wiary w beznadziejny romantyzm, mimo pochłaniania takiej ogromnej ilości powieści (w tym i czasem romansideł).
-Lubiłeś któregokolwiek? Tak jak w książkach? Mugolskich filmach? Baśniach i legendach? – zwilżyła subtelnie wargi podnosząc powoli głowę znad swojego pucharka.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   12.02.16 16:21

Roześmiał się swoim zwyczajem na głośne prychnięcie Amelii, które, dałby słowo, mogłoby przyjść w udziale rozjuszonemu kocięciu; jeszcze tego brakowało, żeby wychyliła się i pacnęła Gryfona karzącą łapką, on już dobrze wiedział, że niepozorne dziewczątko potrafiło pokazać pazurki.
Skądże znowu! Wojna aż nazbyt dobrze pokazała, że ani fizjonomia, ani tym bardziej płeć nie mają zbyt wielkiego znaczenia, gdy przychodzi spojrzeć śmierci w oczy, nie sądzisz? – Założył ramiona za szyję, rozpierając się w fotelu wygodniej, czuł się prawie jak w domu. Proszę, co też potrafi uczynić delikatny szum w uszach i odległy poblask gwiazd nad ich głowami? – Choć nie przeczę, że nie strzeliłbym Confundusem w którąś z twoich koleżaneczek, gdyby tylko nadarzyła się sposobna okazja. Poniektóre Krukonki miewają zdziwaczałą tendencję do rycia nosami o sufit Wielkiej Sali. – O, ileż to razy zdarzało mu się – nomen omen – zderzać na korytarzach z nadętymi pannicami, które – dosłownie i w przenośni – świata nie widziały poza grubym, zakurzonym tomiszczem? – Jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę, kwieciem pośród chwastów – dodał śpiewnie, zanim dopił swój puchar do dna, a nieznośny gorąc zdawał się wzmagać i wzmagać, więc niewiele myśląc – Jack poluzował węzeł krawata i rozchełstał kołnierzyk. Powoli i jemu udzielały się rumieńce, tyle że w tym wypadku nie miały zbyt wiele wspólnego ze wstydem. Wprost przeciwnie.
Akurat, pensjonareczko! – Wyciągnął dwa palce i uszczypnął policzek Amelii, nie mogąc się powstrzymać od tego, by przydać jej jeszcze więcej rozkosznego różu.
Westchnął cicho na dalsze wspomnienie.
Czytanie powieści zatruwa umysł niewieści – wyrecytował z rozbawieniem, jakby właśnie sam miał możliwość wczytania się w myśli dziewczyny. – Za wiele prawdy w tym nie ma, choć w nieporadności też kryje się urok, aha? Taka już natura początków.
Podniósł się zwinnie z fotela, umysł już na dobre zapłonął, a głowę zdołał zgubić kilka chwil temu. Liczyło się tylko tu i teraz.
Czy lubiłem? Oczywiście, niekiedy nawet za bardzo. Ale czegóż to oczekiwać po mnie? Stajenny nie może się równać z księciem, choćby obiecywał najwspanialsze ze wszystkich przygód.
Znienacka wyciągnął ku niej dłoń, kiedy już udało mu się wgramolić aż na stół, a teraz pokłonił się wdzięcznie.
Zatańczysz, milady?
O tak, słyszał muzykę. Wreszcie.
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   22.02.16 4:37

Amelia była gotowa przysiąc, że w jej błękitnych, szlacheckich żyłach, płynęła również krew rosyjska, a co za tym idzie – wykazująca niesamowite predyspozycje w dziedzinie tolerancji alkoholowej. Bądź co bądź, według anegdot i głęboko zakorzenionych stereotypów, musiała popisywać się zdolnościami niemalże nieludzkimi, zwłaszcza w porównaniu do zwykłych śmiertelników z zachodu. Przynajmniej tak właśnie powinno być w teorii, a podobne brednie i obietnice bez pokrycia, wciskała wszystkim niedowiarkom.
Szumiało w główce? Szumiało, co nie zmieniało faktu, iż ten stan lekkiego wstawienia, bywał z reguły całkiem przyjemny. Porównać go można do roztopienia pierwszych lodów, obalenia niewidocznej, pętającej i ograniczającej nas, bariery, która nie robiła nic innego, a kisiła wszystkich w ponurej i nudnej strefie komfortu.
- Kwieciem pośród chwastów, jakie to poetyckie, Jack – wyznała z nutką drwiny w głosie, chłopak mógł być jednak pewien, że prawdziwe przedrzeźnianie dopiero miało się rozpocząć – niechętnie to robię, ale przyznaję ci rację. W niektóre panienki, z nieukrywaną chęcią bym porzucała kilka uroków.  Tu i tam. Żeby jednak nie wyjść na ostatnią hipokrytkę, cisnę w siebie pierwsza. „Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem”, czy jakoś tak. Och, jaka ja jestem mądra.
Uwielbiała epatować tym swoim cudacznym dystansem do własnej osoby, nie było w tym jednak ani krztyny fałszu, ani pretensjonalnego efekciarstwa. Tak już miała, to ją bawiło.
Na sprawny dotyk dłoni na swym rozpalonym policzku, Amelia zareagowała nieudolnym unikiem, który to zrezygnowana, uwieńczyła mściwym syknięciem. Zmącone procentami spojrzenie wyrażało jedyną możliwą ripostę. "Sam żeś pensjonarka Feversham!
Ach ta jego tajemniczość, na zadane pytanie nie odpowiedział tak jakby sobie tego życzyła. Zbyt wiele w tym niejasności, zbyt wiele można było dopowiedzieć i puścić wodzy fantazji. Fantazji, z którą Amelii od zawsze było po drodze.
Slughornowe próby ukrywania rozbawienia spełzły na niczym i koniec końców wybuchnęła szczerym śmiechem. Była już skłonna przeturlać się po całej długości pomieszczenia, gdy ostatnimi siłami, wtoczyła się na stół i nie czekając na żaden znak, zainicjowała taniec. A jakże!
Sztywność i niezręczna nieporadność ruchów nie trwała w najlepsze, szybko zastąpił je dotyk stanowczy i obdarowujący zaufaniem. Trudno powiedzieć czy za sprawką alkoholu czuła się przy Jacku tak swobodnie, czy najzwyczajniej w świecie odbierali rzeczywistość na podobnych, zakręconych falach, a wieczorek pełen nostalgii, tylko im o tym przypomniał. A może to i to?
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   02.03.16 21:17

Nie miał bladego pojęcia co mogło znajdować się w likierze, ale im silniej alkohol mieszał się z krwią, tym hałaśliwsza melodia zagłuszała najbardziej nawet żarliwe szepty zdrowego rozsądku. Gdzieś w głębi rozkojarzonego umysłu majaczyła ponura możliwość, że przecież mógłby ich równie dobrze napoić śmiercionośną trucizną, wcale o tym nie wiedząc, jednak w tej chwili wspomniane prawdopodobieństwo okazywało na  tyle odległe i abstrakcyjne, by po prostu nie niepokoić się nim ani chwili dłużej. Najwyżej później będą się martwić – o ile tchu im starczy.
Okręcał Amelię z pełną wdzięku łatwością, nigdy nie podejrzewał samego siebie o podobne skłonności, choć przypuszczał tutaj raczej wymowną zasługę procentów, nie zaś przyrodzonego talentu – a szkoda! Dziewczyna była lekka i zwinna jak młodziutkie łanie, za którymi uganiał się swego czasu, aż szczerze żałował, że nigdy wcześniej nie przyszło im w udziale tańczyć – choćby na wiejskiej potańcówce, w okolicach przecież nigdy takowych nie brakło!
Ułożywszy dłonie na biodrach Amelii, drżących i drobnych, uniósł ją na wysokość wyciągniętych ramion, po czym zwinnie przerzucił na drugą stronę stołu – wiedział, że musieli się pilnować, by przypadkiem nie wpaść prosto do kotła pełnego wrzącej herbaty, jeszcze oparzeń im do szczęścia trzeba.
Zaśmiał się na jej słowa, oczywiście nie miał nic przeciw, by pewnego razu przy sposobnej okazji urządzić małego polowania na królewny i poużywać sobie na nich nieco, bo i czemu nie? Zawsze to jakaś forma rozrywki, niejednoznaczna moralnie i ryzykowna, jednak kto nie ryzykuje, ten nie żyje, prawda?
Było mu... dobrze. Po prostu dobrze. Od niepamiętnych już czasów nie potrafił przywołać w sobie spokoju, spokoju pośród burzy, chciałoby się rzec, na zewnątrz szalał w otumanieniu, wewnątrz pozostawszy wręcz otępiałym, jakby go kto zaczarował – niedaleko od tego leżała prawda, jednak jeszcze wtedy nie wiedział o tym, nie mógł wiedzieć, więc dalej tańczył w najlepsze i wznosił radosne okrzyki ku niebu, które takiej nocy na pewno musiało je usłyszeć.
Ale w pewnym momencie zorientował się, że zaczyna tracić oddech, że świat spowija mleczna mgła zawrotów głowy, a roztańczone członki pobolewają w wyniku odniesionego wysiłku. Chciał zatrzymać się na chwilę, ulotną sekundę, tyle tylko, by wziąć głęboki wdech do rozognionych płuc, gdy zorientował się, że... nie może.
Nie mógł się zatrzymać, nie mógł choćby osunąć ze zmęczenia, ale co najważniejsze, o zgrozo, nie mógł sięgnąć do różdżki.
No to mały impas im się trafił.
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   29.07.16 21:21

Nie był do końca pewien czy powinien iść za Felixem, głównie dlatego, że oznaczało to złamanie danej sobie obietnicy. Chciał przestać zbliżać się do niego bardziej niż to było konieczne, a wspólnych spacerów po Hogwarcie z talerzem pełnym przysmaków zdecydowanie nie można było uznać za kontakt, którego nie można uniknąć. Lockwood przystał jednak na jego prośbę i zgarnął sobie coś do jedzenia, więc i on uznał, że powinien być uczciwy i ostatecznie pozwolił się prowadzić, choć snuł się znacznie wolniej.
Szybko zgubili jakichkolwiek innych uczniów, jeszcze przez dwie najbliższe godziny gromadzili się wyłącznie w najbliższych okolicach Wielkiej Sali.
Spacer nie był zbyt długi, po kilkunastu minutach i sporej ilości schodów znaleźli się na wieży z zegarem. Abbey przychodził tu czasem, głównie zimą, by palić papierosy, latem to miejsce wyglądało jednak inaczej, jaśniej, nawet mimo wieczoru. I było tu znacznie cieplej. Usiadł na drewnianej podłodze, oparł się o jedną z bel, która podtrzymywała konstrukcję wieży i dopiero wtedy odetchnął i spojrzał na Gryfona.
- Dlaczego, w ogóle, mnie tu zaciągnąłeś? - Spytał, bo nie było to tak oczywiste. Abbey podejrzewał, że chciał porozmawiać. Tylko... czy mieli, do cholery, o czym, pomijając nieprzyjemną sytuację z Serpensem?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   29.07.16 21:42

Nie pamiętał, kiedy był tu po raz ostatni. Nie sądził, żeby było to w tym roku, co by oznaczało, że przed wojną. Czasy absurdalnie odległe, kiedy był szczęśliwym szczylem i miał przywilej nie przyjmowania się niczym. Właściwie już ich nie pamiętał i za nic nie mógł przywołać uczucia, jakie mogło mu wtedy towarzyszyć. Tej beztroski, braku odpowiedzialności za siebie czy innych... Idea już niemal obca. Przyszło mu najwyraźniej dorosnąć zbyt szybko i nic nie mógł na to poradzić. Zresztą nie on jeden - wojna zmieniła każde dziecko i każdego dorosłego, który musiał tego doświadczyć. Choć nie miał pewności, czy fakt, że nie przeszedł przez to sam, jest pocieszający.
A teraz był tu znowu. Po tylu latach. Było ciepło i przyjemnie, a czerwcowy wieczór swoim urokiem tylko to potęgował. Towarzystwo zresztą też wiele dawało - ulżyło mu, kiedy odkrył, że Abbey naprawdę za nim poszedł.
Odstawił talerz na podłogę i usiadł zaraz koło Krukona. Blisko, może za blisko. W odpowiedzi na pytanie wzruszył ramionami.
- Bo nie ma tu ludzi i jest ciepło? - rzucił. Spojrzał na niego przelotnie. - Lubię spędzać z tobą czas. Tak myślę.
Zastanawiał się, czy zna jakieś zaklęcie, którym mógłby jakoś pomóc Abbeyowi wyschnąć, ale żadne nie przychodziło mu głowy. Kojarzył, że można było zamknąć płomień w jakimś słoiku czy czymś, ale ani nie wiedział jak, ani nie miał słoika. Jego moc magiczna była ostatnio bezużyteczna. Mógł skorzystać z najprostszego sposobu i narzucić na chłopaka swoją szatę albo w ogóle zabrać mu te mokre ciuchy i oddać część własnych, ale... Nie dość, że do tego musiałby wstać, czyli się odsunąć, to jeszcze wizja rozbierania go, tak tu i teraz, bezceremonialnie, wywołała lekki rumieniec na jego bladych policzkach.
- Nie jest ci zimno? - spytał z wahaniem, nie mając pojęcia, co zrobi, jeśli dostanie twierdzącą odpowiedź, bo w końcu właśnie ustalił, że ma bardzo ograniczone możliwości w tym zakresie. Ale to chyba było dobre pytanie do podtrzymania rozmowy. Small talk. Tego właśnie potrzebowali. To wydawało się normalne.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   30.07.16 10:26

- Ostatnio często zastanawiam się co jest z Tobą nie tak, Lockwood. Właśnie jakieś dwadzieścia minut temu powiedziałem Ci, że zupełnie świadomie pozwalałem sobie na bliskość z chłopakiem, którego obaj w jakiś dziwny sposób kochaliśmy, Ty, w akcie złości, jakbym to ja był zdradzającym, wylałeś na mnie puchar zajebiście zimnej wody, a teraz patrzysz na mnie tymi smutnymi oczami, bo zawsze, do kurwy nędzy, takie właśnie masz i mówisz, że lubisz spędzać ze mną czas. Widzisz, jak absurdalna jest ta sytuacja, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co Ci ostatnio napisałem...? - Wyrzucił z siebie, a potem wziął głębszy oddech, podciągnął nogi pod brodę i oparł na nich swój podbródek, jeszcze mocniej otulając się mokrą szatą. Chciał go zrozumieć, ale na chwilę obecną wydawało mu się to niemożliwe. Jedno było pewne; to wyznanie nie sprawiło, że Felix zaczął go nienawidzić. Z pewnością, w przeciwnym razie tutaj, zamiast zachowywać się wobec niego troskliwie, pewnie nabiłby mu kilka nowych siniaków, a Campbell nie miałby się ochoty nawet bronić. Był zmęczony całym tym popieprzonym rokiem i swoją chorą emocjonalnością. Miał wrażenie, że dawał sobie ze wszystkim radę tylko dzięki myśli, że już jutro o tej porze będzie gdzieś w objęciach babuszki Dorothy, najpewniej w drodze zdezelowanym autobusem do Plymouth.
- Mieszasz mi w głowie, ale dalej chcę to zakończyć. - Mruknął zaraz, całkiem stanowczo. - Nowy rok o wiele łatwiej będzie mi rozpocząć, kiedy nie będziesz niepotrzebnie zajmował miejsca w mojej głowie, więc miło by było, gdybyś się do tego, jednak, ustosunkował. - Tu znów musiał wziąć głębszy wdech, palcami nakreślił jakiś wzór na posadzce. Nie było mu łatwo mówić takich rzeczy. - To jest pożegnanie. - Pytanie odnośnie zimna całkowicie zignorował. Tak, to oczywiste, że było mu zimno, przecież się trząsł, ale nie zamierzał teraz zawracać sobie tym głowy. Marzł przez większość czasu. Teraz musieli porozmawiać, nie bawić się w pseudotroskę.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   30.07.16 11:06

Co było z nim nie tak? Poza tym, że wszystko? Cóż. Prawdopodobnie bardziej adekwatną reakcję znajdzie jutro, kiedy to się wścieknie, wpadnie w rozpacz albo jedno i drugie. Teraz jednak zwyczajnie nie był w stanie. Ale niezależnie od tego, jak bardzo by tego nie przeżywał, nie będzie przecież go bił. Nie był człowiekiem, który mógłby kogokolwiek uderzyć. Wylać na kogoś wodę tak, ale agresja nie była dla niego. Nie skrzywdziłby muchy - ani zaklęciem, ani fizycznie.
- Serpensa nie ma pod ręką, więc obwiniam ciebie. Ale ty nie byłeś mi nic winien. Nie łączyły nas żadne zobowiązania. I chyba dostałeś wystarczającą karę, kiedy zostałeś sam, bo on nie mógł znieść, że woli mnie od ciebie. - Chłodna analiza sytuacji nie była do niego podoba, ale najwyraźniej to był kolejny z plusów zaaplikowanej mieszanki. Może powinien pić tego więcej i częściej. Byłoby pewnie łatwiej, jemu i innym. - I lubię spędzać z tobą czas, w jakiś chory sposób, więc ci to mówię - wzruszył ramionami.
Docierało do niego, że Abbey właśnie kończy to, co między nimi było, czymkolwiek by nie było, bo przecież nigdy tego nie sprecyzowali, ale... Miał inną wizję. On wcale tego nie chciał kończyć. Chciał tkwić w tym dalej i zobaczyć, do czego to doprowadzi. Tak po prostu. Spojrzał na niego uważnie, pokiwał głową, wyrażając swoje zrozumienie i szacunek dla jego decyzji. Jednak dla niego to nie było żadne pożegnanie i Abbey po prostu sam nie wiedział, co mówi. Miał się do tego ustosunkować? Oczywiście, żaden problem.
To dlatego podniósł się, żeby zaraz potem siedzieć na Abbeyowych udach. Dość kościstych, co prawda, ale i tak całkiem wygodnych. Ich twarze dzieliły milimetry, kiedy zapytał, tak zwyczajnie, z uśmiechem wręcz:
- Możesz to jeszcze przemyśleć?
Pocałunek zaczął lekko, choć nie odmówił sobie dość mocnego przygryzienia krukońskiej dolnej wargi. Jego dłonie wędrowały gdzieś a to po szczęce chłopaka, a to po włosach, to znów gdzieś w okolicach bioder. Pod koszulkę ich nie wsuwał, jeszcze nie. W końcu nigdzie mu się nie spieszyło. A z jakiegoś powodu był pewny, że to pożegnanie można jeszcze o trochę przełożyć - albo i całkiem odwołać.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   30.07.16 11:28

- Dlaczego zawsze uważasz się za ważniejszego...? Nie mamy pewności, którego z nas wolał, kurwa. Albo wiesz co? Właściwie mamy; żadnego, mógł rzucić mnie albo Ciebie, ale zostawił nas obu. Nie czuj się lepszy, wcale nie jesteś. - Powiedział, nie mogąc ukryć złości. Nie rozumiał dlaczego niby Lockwood miałby być dla Serpensa ważniejszy i miał ochotę go udusić, kiedy to słyszał, bo, mimo wszystko, sporo wkładał w tamtą relację i wolał nie myśleć o tym, jak bardzo mogła być jednostronna.
Nie bardzo zdążył dzielić się swoim niezadowoleniem dalej, a już Felix w jakiś dziwny sposób przysiadł na jego udach, chyba trochę zbyt odważnie, jak na niego, rozpoczynając pocałunek. Krukon początkowo zastygł w bezruchu z powodu zaskoczenia, ale po chwili uciekł głową gdzieś w bok, z zacięciem na twarzy blokując mu dostęp do swoich ust, bo choć nie miał nic przeciwko namiętnym pożegnaniom to doskonale wiedział, że Lockwood nie potraktowałby tego tak samo, jak on. Naprawdę chciał się od niego uwolnić, a najlepiej zapomnieć, że kiedykolwiek cokolwiek ich łączyło. Przywiązanie było zniewoleniem, a jasnowłosy nienawidził mieć związanych rąk, tak samo, jak nienawidził teraz jego za to, na co sobie pozwalał. Tak, miał ochotę się z nim całować. Tylko co dalej? Żadna z opcji nie była wystarczająco dobra, by się na nią zdecydować. Ze złości zacisnął pięści, a potem, co prawda niezbyt mocno, kilkakrotnie uderzył nimi starszego w plecy. - Złaź. Ze. Mnie. To nie ma najmniejszego sensu, Lockwood. Co Ty sobie, kurwa, myślisz? Że co...? Że zostawisz mnie z jebanym mętlikiem w głowie? Chcesz popsuć wszystko, co dookoła siebie zbudowałem, by czuć się bezpiecznym. Pieprz się, znajdź sobie inną ofiarę! Kurewsko Cię nienawidzę, wiesz? Siebie też. Jesteś straszną szmatą, mogę Cię udusić? Byłoby łatwiej, gdybym Cię udusił... - Wymamrotał, bo serio w to wierzył, a potem znów na niego spojrzał. Brązowe oczy, podobne do tych jego. Przesunął palcem po mokrych od własnej śliny ustach chłopaka, później zaś od kącika ust ciągnął nim dalej, poprzez linię szczęki aż do brody, zostawiając nań błyszczący ślad. - Zakończmy to raz a porządnie. Nie męczmy już się. ...Proszę.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   30.07.16 11:58

- Mamy pewność, bo sam mi o tym napisał. List, pamiętasz? List, który dostałem może ze dwie godziny temu. Zostawił nas obu, bo za bardzo mu na mnie zależało.
Kiedy Abbey nie odwzajemnił pocałunku, odsunął się zdezorientowany. Przecież Krukon lubił takie rzeczy. Całowanie, dotyk, seks. Z ogromną łatwością o nich mówił, równie proste wydawało się proponowanie tego. A teraz co, mógł mieć, co chciał i nagle nie? No, to nie.
Gorzkie słowa, jakie padły zaraz później... Cóż. Bolałyby. Zniszczyłyby go całkowicie. Prawdopodobnie jeszcze to zrobią, kiedy będzie w stanie odpowiednio je zrozumieć i przeżyć. Ale teraz... Teraz wysłuchał ich ze spokojem. Psuł wszystko, tak? Był szmatą, tak? Świetnie. Doprawdy cudownie.
Złapał rękę Abbeya, którą ten go dotykał i odsunął od siebie szarpnięciem. Nie to nie. Jeśli on nie mógł dotykać, to sam nie pozwoli być dotykany. Zwłaszcza w takim kontekście, takich okolicznościach. Wstał i cofnął się o kilka kroków. Przetarł rękawem usta, nie chcąc mieć wspomnienia po chłopaku na sobie ani chwili dłużej. Mierzył Krukona ostrym spojrzeniem lekko przymrużonych oczu. Chciał to zakończyć? Nie ma sprawy. Przecież nie będzie się narzucał, nie będzie żebrał o uczucia, nie będzie się dopraszał o uwagę. Najwyraźniej wpadł w to bagno o wiele szybciej, niż mu się wydawało, ale też o wiele szybciej z niego wyjdzie. Może to nawet lepiej. W zasadzie czuł, że to wcale nie jest koniec - że nie będzie w stanie tego zamknąć tak po prostu, a i sam Abbey, przejawiający czasem skłonności masochistyczne, raczej nie przez cały czas będzie szczęśliwy z tą decyzją. Ale tym będzie martwił się później.
Komentarz miał do tego tylko jeden. Niecodzienny, jako że w całym swoim życiu nie zdarzyło mu się przekląć, ale w tej chwili nic innego nie wydawało się odpowiednie. I może było dobrym zakończeniem.
- Pieprz się - wycedził przez zaciśnięte zęby, po czym wyszedł.

zt


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Wieża południowa z zegarem   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Wieże-
Skocz do: