Share | 
 
Jezioro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Jezioro   28.09.15 3:52

Jezioro
Jedną z niezaprzeczalnych zalet Szkocji są niesamowite jeziora. Jedno z nich znajduje się też na terenie Hogwartu. Nie jest szczególnie duże, choć obejście go dookoła zajęłoby spokojnie kilka godzin. Bez problemu można na jego brzegu znaleźć zarówno piaszczyste plaże, jak i zacienione miejsca pośród drzew, gdzie śmiało można schować się przed światem. Łowienie ryb z pomostu nie jest jednak wskazane - mieszkańcy jeziora nie byliby z tego zadowoleni, a lepiej z nimi nie zadzierać. Czasem, w spokojne, słoneczne dni, na brzegu można zobaczyć wygrzewającą się w słońcu wielką kałamarnicę. Nie przepada za drażnieniem jej wrażliwej skóry, ale już dawno do tego przywykła i nie jest groźna.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Jezioro   14.02.16 9:38

Co Leo Slughorn robił przy jeziorze, pozostawało tajemnicą. Grunt, że spędzał tam czas już od ponad godziny i choć robiło się coraz ciemniej i coraz zimniej, ani myślał wracać. Najwyraźniej delikatny szum wody był tym, czego młody Gryfon w tej chwili potrzebował. Temperatura spadała coraz niżej, ale w powietrzu powoli można było wyczuć nadchodzącą wiosnę. Problem w tym, że nagle sielanka została przerwana, a woda niespodziewanie się wzburzyła. Kilka centymetrów nad jej powierzchnią pojawiła się zakapturzona postać, a światło zachodzącego słońca odbijało się od jej krwistoczerwonych pazurów. Sunęła w kierunku brzegu, barwiąc wodę na czerowno. Wokół postaci zaczęły materializować się zwierzęta, które zaraz potem padały martwe w wodę. Celem demona były wszystkie żywe istoty, a Slughorn z pewnością do takich należał…
Musisz go zatrzymać. Twoim zadaniem jest wymyślenie sposobu na zamknięcie demona w bezpiecznej klatce. Klatce, która w zminiaturyzowanej wersji wisiała na jego szyi. Musisz ją zdobyć, powiększyć i zamknąć go w środku. Szkopuł tkwi w tym, że nie możesz dotknąć postaci, jeśli nie chcesz stracić ręki. Zaklęcie przywołujące na niego nie działa, podobnie jak wszelkie zaklęcia zatrzymujące. Jest w stanie się bronić, więc rzucając zaklęcie musisz rzucić dodatkową kostką - parzysta zaklęcie obronione przez demona, nieparzysta zaklęcie nieobronione przez demona. Możesz szukać pomocy, ściągnąć rodzinę, znajomych, nauczycieli. Mistrz Gry da ci znać, jak ci idzie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Jezioro   19.02.16 20:19

Leo wybrał się nad jezioro, aby poukładać sobie wszystko w głowie, z dala od tych wszystkich natrętnych ludzi. Od wielu dni nie dawały mu spokoju dwie sprawy, a był to Gabriel i Ain Eingarp. O tym drugim zaczynał myśleć coraz częściej, zwłaszcza odkąd w Proroku Codziennym pojawił się artykuł. Uświadamiał sobie powoli, że padł ofiarą okrutnej drwiny. Czy Ministerstwo naprawdę aż tak koszmarnie sobie radziło? Stracił w nie resztki wiary. Po co w ogóle ten cały cyrk z Lustrem? Żeby namieszać wszystkim w głowach? Jaki to niby miało cel?
Rozmyślając o tym wszystkim nawet nie zauważył, kiedy zaczęło robić się późno. Był zbyt pochłonięty penetrowaniem zakątków swojego umysłu i porządkowaniem myśli, a raczej kłóceniem się z samym sobą. Czas leciał tak szybko...
Nagle coś przykuło jego uwagę. I bynajmniej nie było to coś, co chciałby ujrzeć jeszcze raz, po raz kolejny. Oto i spod wzburzonej wody wyłonił się demon. Demon śmierci. Leo otworzył szeroko oczy, wpatrując się w zjawę siejącą wkoło zniszczenie. Poderwał się z ziemi, na której siedział i cofnął się o kilka kroków. Zaraz, przecież... przecież to ta sama postać, którą ujrzał wcześniej w Lustrze! Nie, to niemożliwe. Przecież odbicie w Lustrze było tylko złudzeniem, iluzją. Coś takiego nie istniało naprawdę, na pewno nie, nie może, nie ma takiej opcji...
A jednak. Demon powoli przesuwał się w stronę Slughorna, zupełnie jakby chciał wbić swoje ostre jak brzytwy szpony w jego ciało, a on stał oniemiały, nie wiedząc, co powinien zrobić. To mu zdecydowanie nie wyglądało na iluzję. Co zrobić?
Nie wahając się dużej wyciągnął różdżkę, starając się uspokoić oddech. Zaraz jednak w jego głowie znowu zagościł obraz zabijającej go poczwary, który ujrzał w Lustrze. Cholerne zwierciadło! Teraz go rozpraszało, a musiał się skupić. Mimo wszystko jeszcze przez ułamek sekundy wpatrywał się w zjawę, celując w nią różdżką, bez jakiegoś konkretnego celu. Starał się myśleć trzeźwo, przekopywał pamięć w poszukiwaniu jakiegokolwiek zaklęcia, które byłoby pomocne. Jak na ironię w jego głowie pojawiały się same idiotyczne czary, służące do robienia psikusów. Przecież to nie tego teraz potrzebował! Skup się.
- Levicorpus! – rzucił, bo to pierwsze, co przyszło mu do głowy. Nie wiedział, co chciał tym osiągnąć, ale lepsze to, niż żeby stał jak kołek i czekał aż to cholerstwo do niego dopadnie, a wtedy... no cóż, chyba nie chciał się przekonać, co by się stało.

Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Jezioro   20.02.16 1:04

Zaklęcie trafiło. Efekt, jaki wywołało, był cokolwiek kuriozalny - demon w istocie zawisł głową w dół, choć to go nie zatrzymało i wciąż sunął w stronę chłopaka. Szata zjawy nie poddawała się wpływom grawitacji, ale łańcuszek z klatką już tak, przez co teraz odbijał się o jego czoło. Zabawne, prawda? Ale wciąż niebezpieczne. Bo demon nie mógł pozwolić sobie na traktowanie go w ten sposób. Jeden ruch ręką i wszystkie rośliny w promieniu kilkunastu metrów od Leo umarły. Kolejny i na ciele chłopaka zaczęły pojawiać się niezbyt głębokie, ale niewątpliwie otwarte i krwawiące rany. Żart przeplatał się z koszmarem i Leo zdecydowanie musiał coś zrobić. Teraz.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Jezioro   02.03.16 17:44

Kompletnie nie miał pojęcia, co się dzieje. Starał się skupić ze wszystkich sił, ale kompletnie mu to nie wychodziło. Demon był coraz bliżej, mimo rzuconego zaklęcia. Zmarnowałeś taką szansę... Mógł użyć czegoś skuteczniejszego, z a s t a n o w i ć  się przez chwilę, ale tego nie zrobił, ponieważ ogarnął go całkowicie strach. I to nie mowa o jakimś tam niepokoju, to było najprawdziwsze przerażenie. Nie czuł takiego od... od czasu bitwy, po której w sumie jego lęk przed śmiercią się nasilił i to bardzo, bo o ile wcześniej był jakimś tam niewyraźnym kształtem, przesłoniętym przez dzieciństwo, odległym i nierealnym, tak po wydarzeniach sprzed trzech lat stał się właściwie fobią. 
Czas się ogarnąć, Leo. Uspokój się. Skup się.
Jednak w tym samym momencie demon w jakiś nieznany i niepojęty Slughornowi sposób sprawił, że rośliny wokół niego momentalnie zwiędły. Otworzył szeroko oczy, a gdy dostrzegł pojawiające się na swoim ciele małe rany, niczym wysypka, przełknął ślinę. Dopiero teraz tak naprawdę uświadomił sobie, że niebezpieczeństwo nie było wyuzdane, tylko jak najbardziej rzeczywiste. 
Przez kolejną chwilę stał nieruchomo, wpatrując się tępo w szybko zbliżającą się postać.
Co teraz?
Powoli. Pomyśl. 
- Episkey – mruknął, uznając zasklepienie ran za priorytet. Przygryzł wargę, zastanawiając się, co powinien zrobić. W myśleniu przeszkadzał mu sunący w jego stronę demon. W końcu trudno się skupić, gdy zbliża się do ciebie uosobienie twoich koszmarów, prawda?
- Petrificus totalus – rzucił niepewnie w stronę istoty, nieudolnie nadal łudząc się, że to coś da. Przecież nie ma sytuacji bez wyjścia, więc i z tej jakoś uda mu się wyjść cało... bo niby czemu miałoby być inaczej? 

Kostka: 4
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Jezioro   10.03.16 2:43

Dobry wybór, jeśli chodzi o ustalenie priorytetów. Zasklepienie ran rzeczywiście mogło pomóc, a przynajmniej nie zaszkodzić. Jeśli jednak chodzi o atak na demona... Cóż. Jesteś nieskupiony, panie prefekcie. A to może cię kosztować najwyższą cenę. Petrificus? Demon nawet nie musiał się wysilać, by je odbić. Zaklęcie nie miało szansy na niego zadziałać. Jeśli dalej tak pójdzie, możesz nie dożyć do śniadania. Tego chcesz?
Zwłaszcza, że na twoim ciele pojawiają się kolejne rany, a demon jest naprawdę niepokojąco blisko.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.03.16 20:04

Zdawał sobie sprawę z tego, że to przestała być zabawa. W sumie to czy kiedykolwiek nią była? Raczej nie, ale podejście chłopaka było inne. Mocno wierzył, że to tylko iluzja. Przywidzenie. Halucynacja. Jakiś nierealny i nieosiągalny obraz, który wykreował się w jego głowie i zaczął prześladować przez to cholerne Lustro. Jednak z każdą sekundą, podczas której odległość demona od Gryfona była coraz mniejsza, Leo miał coraz większą świadomość tego, że to nie figiel spłatany mu przez jego własną wyobraźnię, a realne zagrożenie. Istota naprawdę sunąca w jego stronę i autentycznie wyciągająca ręce po jego życie. Brzmi idiotycznie, ale tak właśnie było. Z chwilą, kiedy Slughorn uświadomił sobie, że naprawdę ta sytuacja to nie przelewki, w jego umyśle zapłonęły lampki awaryjne. Czas zacząć na poważnie odbierać to, co się działo jako istotne niebezpieczeństwo. 
Myśl nad tym, co robisz.
Spojrzał jeszcze raz w stronę postaci, a jego wzrok przykuł łańcuszek zwisający do góry nogami i uderzający co chwilę w czoło demona. Był na nim zaczepiony jakiś wisiorek. Gryfon starał się przyjrzeć uważnie i wtedy w jego sercu pojawił się płomyczek nadziei. Ale czy aby na pewno dobrze widział? Klatka? Malutka, to fakt, ale kilka zabiegów i może... W końcu bez powodu to coś nie miało jej na łańcuszku! Slughorn naprawdę wątpił, aby to był jakiś modny dodatek. To miało jakiś cel. I nie mowa tu tylko o klatce. Cała ta sytuacja była czymś ukartowanym. Co nie znaczyło, że chłopak nie był w niebezpieczeństwie. Ale gdyby faktycznie udało mu się zdobyć tę klatkę...
Defodio – wypowiedział, wskazując końcem różdżki łańcuszek, którego fragment faktycznie oderwał się, pozwalając zaczepionemu na nim wisiorkowi ześlizgnąć się i wpaść do wody, co Gryfon z trudem zdołał zaobserwować. Idealnie.
- Accio klatka – rzucił jeszcze, po czym z uśmiechem przyglądał się, jak niewielki obiekt wynurza się z wody i mknie w jego stronę. Tak, o to chodziło. Jak na razie chyba jest dobrze, prawda?

Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Jezioro   09.05.16 21:07

Leo naprawdę był już bardzo blisko osiągnięcia tego, do czego dążył. Zaklęcie spowodowało pęknięcie linki, na której zawieszona była klatka i wpadnięcie jej do wody. Chłopak jednak zaraz przywołał obiekt do siebie. Świetnie, teraz tylko pytanie, czy wie, co powinien z tym zrobić? A nawet jeśli wie, to powinien zdawać sobie sprawę z tego, że przydałoby się pospieszyć, bo demona wcale nie zatrzymało pozbawienie go jego artefaktu. Nadal zbliżał się do Gryfona, otwierając nowe rany na jego ciele.
Na szczęście chłopak zdążył już przebudzić się z otępienia. Pewnie uporałby się z powiększeniem klatki i zamknięciem w niej zjawy szybciej, ale miał jeszcze na głowie coraz to nowsze rany, zdobiące jego ciało, co odrobinę skomplikowało jego prosty w założeniu plan. Jednakże finalnie upiór wylądował za kratami, co było najważniejsze w tamtym momencie.

[ztx2]


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.06.16 18:25

Niezależnie od tego, za kogo uważały się właściwie trytony, można było być pewnym że na widok postaci która właśnie się tu zjawiła nawet te odpychające istoty pochyliłyby głowy w geście szacunku, przepełnione respektem - w końcu czyż to nie wspaniałe, gdy tak blisko ich rodzinnego kurwidołka zjawia się tak znamienita osobistość jak Gilgamesh? Ten kto wpadł na pomysł nazwania młodego szlachcica imieniem tak dostojnego bohatera z przeszłości w pewien sposób trafił w dziesiątkę - młody Grossherzog całym sobą przejawiał, że jest stworzony do wyższych celów niż przebywanie wśród małostkowych, prostych ludzi, zaś głupcem byłby ten kto ośmieliłby się temu zaprzeczyć. W dniu dzisiejszym sam strój tej interesującej jednostki, można było najlepiej określić słowem "patetyczny", bowiem młody arystokrata przywdział jadeitowy kaftan, wyszywany złotą nicią, spodnie tak ciemne że przywodziły na myśl kruczoczarną czerń, oraz gustownie dobrany czarny kapelusz - cała ta kompozycja, wraz z połączeniu z jego królewskimi rysami twarzy, dumną postawą oraz błyszczącym sygnetem rodowym na palcu, sprawiała że faktycznie można było określać go mianem, którym tak często nazywał sam siebie. Książę Slytherinu, ot co. Nawet pomijając ogromne ego, ten przydomek był wyjątkowo pasujący, chociażby ze względu na to, jak natura postanowiła go nazwać. Imię, pochodzące od jednego z najznamienitszych królów wszech czasów to jedno, ale ktoś biegle władający jego ojczystym językiem zawsze wiedział z kim właściwie ma do czynienia. Gross oznaczał wielkiego, zaś herzog - księcia. Zresztą czy naprawdę można określić to mianem nazwiska? Nie, raczej nie, to po prostu dostosowanie się do tych czasów - w końcu w dawnych czasach, to określenie było po prostu mianem, rangą, pozycją społeczną każdego przedstawiciela z męskiej linii jego rodu. I mowa tutaj o prawdziwych Prusach, a nie tej żałosnej, mugolskiej propagandzie. Jeśli ktoś mógł poszczycić się korzeniami, to zdecydowanie był to właśnie on.
Nie zmieniało to faktu, że tego dnia był jakiś taki przygaszony, niczym na czarno-białym zdjęciu. Znikła gdzieś jego naturalna duma, którą emanował. Zniknął zawadiacki wyraz twarzy. Dla odmiany, z całej jego postaci emanował spokój, opanowanie...znudzenie? Tak, otóż to - Gilgamesh był znudzony. Zdecydowanie wolałby robić cokolwiek innego, w ten ciepły, czerwcowy wieczór, chociaż w sumie - czy tak też nie było naprawdę nieźle? Powoli zniżające się na niebie słońce, pomost, cisza, spokój - co prawda gdzieś z oddali z błoni dobiegały go jakieś głosy, ale wydawały sie odległe, jakby wyodrębnione z jego świata. Wszedł na pomost i ułożył się na nim, we w miarę wygodnej pozycji. Teraz było prawie idealnie, brakowało tylko jednego elementu. Wyciągnął z kieszeni idealnie równą paczkę (nie pytajcie ile czasu spędził na gładzeniu każdego ewentualnego wygięcia) i wyciągnął z niego papierosa. Tutaj raczej mógł spokojnie zapalić. Spojrzał smętnie do opakowania, na trzy ostatnie fajki jakie mu zostały. Meh, będzie musiał zajść do swojego "ulubionego Ślizgona" i znowu się potargować o przynajmniej ze dwie następne - rozwiązanie doprowadzające do szewskiej pasji, ale zdecydowanie pragmatyczne. To musiało mu wystarczyć. Wsadził kiepa do ust, na moment kierując głowę z fajką lekko w stronę klatkę piersiowej i odpalił go różdżką. Teraz mógł na spokojnie ulokować głowę na pomoście i zaciągnąć się z lubością. Wypuścił finezyjne kółeczka z dymu i spojrzał w niebo. Może i nie działo się nic interesującego, jednakże można powiedzieć że w pewien sposób, ten zwyczajny, pozbawiony ekscesów, ten stan rzeczy był...przyjemny. Całkiem przyjemny. Gilgamesh ponownie leniwie się zaciągnął. Tak, taki tryb życia wcale nie był zły.
Powrót do góry Go down
Destiny Ravenwood

avatar
Gracz

Skąd : Paris
Liczba postów : 43
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.06.16 19:13

Ten dzień, nie mógł być lepszym. Jakimś cudem przez cały dzień nie widziała Fate. Nikt nie popsuł jej humoru, nikt nie wszedł jej w drogę. A co najlepsze, nie musiała się do niczego uczyć. Nie miała żadnych lekcji. Nic, po prostu była wolna. Mogła się cieszyć dniem, który je pozostał. A pozostało go nawet sporo, no i było ciepło. A to było ważne. W końcu, nie musiała chodzić w kurtkach, szalach, czapkach. Mogła ubierać się jak na lato. Który dużymi krokami się zbliżało, co jeszcze bardziej cieszyło dziewczynę. Na wakacje, pewnie wrócić do domu, miała nadzieje że Fate pojedzie do matki. A ona będzie mogła, zostać z ojcem i się nim zając. W końcu, nadal był załamany tym co się stało. Jego życie, legło w gruzach. Nie dziwiła się mu, ale z drugiej strony. Cieszyła się z tego, że już więcej nie zobaczy tej kobiety. Miała taką nadzieje, oczywiście. Nie było jej to do niczego potrzebne.
Stanęła przed swoim kufrem i zrzuciła z siebie szatę. Ubrała jeansy z dziurami i bluzkę, która odkrywała jakże płaski brzuch. W końcu, mogła się cieszyć z tego jak wyglądała. Więc, czemu inny nie mieli by się cieszyć z tego jak wygląda ona? No własnie, dlatego nie odmawiała sobie żadnych kusych ubrań. Nie było jej to potrzebne, nie wyglądała jak wieloryb. Przebrała się i wyszła z dormitorium.
Nogi, same poniosły ją na błonia. Wzięła głęboko oddech i poszła w stronę jeziora. Uwielbiała tam przesiadywać, jeśli nikogo tam nie było. Lub, jeśli nie było za dużo osób. Nie była typem samotnika. Ale czasem, miała ochotę zamknąć buzie każdemu. Ludzie potrafią gadać o takich pierdołach, że aż się słuchać nie chciało. Dlatego, często szukała ciszy i spokoju. Na jeziorem, nie zawsze można było je znaleźć. Ale dość często. Dziś też tak było, gdy doszła nad jezioro. Zauważyła jedną postać, która leżała na pomoście. Przez chwilę, kłóciła się sama z sobą, przy powinna do tej osoby podejść. Nawet nie wiedziała kim jest, cóż. Z takiej odległości, nie potrafiła tego określić. Weszła na pomost, zrobiła dwa kroki, potem następne trzy i już rozpoznała chłopaka. Gilgamesh, ślizgon. Nie znali się za dobrze, ale ona prawie nikogo nie znała tutaj dobrze. Więc, może warto zapoznać ?
- C-cześć. Będzie Ci przeszkadzać jeśli tutaj sobie usiądę ? - zapytała miło. Oczywiście, miała nadzieje, że nie będzie mu to przeszkadzać. Ale warto zapytać, czyż nie? Nie czekała na jego odpowiedź i usiadła obok niego. A w sumie, usiadła tak, że jego głowa znajdowała się obok jej ud. Zdjęła buty i zanurzyła swoje nogi w wodzie. Jeśli, chłopakowi będzie przeszkadzać, że dziewczyna tutaj przyszła. Cóż, nie miała za bardzo zamiaru stąd sobie iść. Więc będzie musiał z tym żyć, albo sobie pójść.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.06.16 19:39

Gilgamesh oczywiście nie spodziewał się towarzystwa - w końcu mało kto podchodził do niego tak o, spora część szkoły wolała unikać go jak ognia - dlatego też nic dziwnego że się...zdziwił. (Z tego miejsca należą się ogromne gratulacje autorowi za poprzednie zdanie, najlepszy w pisaniu, brawo). Jednakże trzeba przyznać że akurat takie towarzystwo mu absolutnie nie przeszkadzało - Gross był całkiem niezły w docenianiu kobiecych wdzięków, a trzeba było przyznać że osoba która przybyła definitywnie posiadała ich wystarczająco. To była chyba ta nowa...znaczy nowa, nie było jej tu przed wojną, to na pewno. Z jakiegoś powodu nie wiedział o niej zbyt wiele, poza tym że są na tym samym roku, jak się nazywa no i oczywiście że jej biust jest wręcz hipnotyzujący. Jakże więc mógłby odrzucić jej towarzystwo, skoro sama tu przybyła? Można wręcz powiedzieć, że do Gilgamesha zapukało przeznaczenie, a on zawsze wpuszczał przeznaczenie które puka, szczególnie gdy sam chętnie puknąłby owe Przeznaczenie.
- Cześć. Siadaj, siadaj, nie krępuj się. Książę Slytherinu zawsze docenia doborowe towarzystwo - w szczególności tak urocze - powiedział spokojnie i posłał jej leniwy uśmieszek. Dopalił papierosa i pstryknął petem do jeziora, bez większych emocji obserwując jak kałamarnica porywa go (niedopałek, nie Gilgamesha) z tafli. Zawsze lubił ten widok, ale sam właściwie nie wiedział dlaczego.
Kiedy dziewczyna już usiadła, Gilgamesh uznał że pora wykonać drobne "przejęcie terenu". W końcu z jakiego właściwie powodu miałby dalej leżeć na deskach, skoro mogło być lepiej. Przesunął się więc nieznacznie i ułożył głowę na podołku dziewczęcia. Sądził że jeśli jej to będzie wadzić to go o tym poinformuje, zresztą - czy komuś by to wadziło? W końcu był Grossem - raczej nikt nie mógł narzekać, kiedy radośnie obdarzał innych swoim towarzystwem i bliskością, a już na pewno nie mogły na to narzekać kobiety - przynajmniej jemu tak się zdawało, a to wystarczyło by uznać to za absolut.
- Nazywasz się Destiny, prawda? Nie dane nam było się jeszcze bliżej poznać. Pamiętałbym - zagadał swawolnie - w końcu skoro rybka z własnej woli pakowała mu się w sieci, to głupotą byłoby wykazać się zaniedbaniem i nie podarować jej w prezencie odpowiedniej ilości zainteresowania. Szczególnie że z jego aktualnej pozycji bardzo przyjemnie się na nią patrzyło. Po głębszym namyśle - o ile czegoś nie przegapił, to ogólnie - bardzo przyjemnie się na nią patrzyło.
Z racji że był mężczyzną (nawiasem mówiąc, dość wygadanym mężczyzną) to zdawał sobie sprawę z tego, że w jego...hmm, obowiązku...jest prowadzić rozmowę i nie dopuścić by dama w jego towarzystwie się nudziła. Problemem było tylko to, że jak już wcześniej było wspomniane - nic o niej właściwie nie wiedział, a co za tym idzie - musiał bardzo ostrożnie wysondować jakie właściwie tematy powinien poruszać, a których lepiej mu będzie unikać. Musiał się nad tym głębiej zastanowić, jednakże póki co miał coś niezobowiązującego, perfekcyjne odbicie piłeczki podszyte zwykłą grzecznością. Wyciągnął więc paczkę w stronę dziewczyny.
- Palisz? - spytał uprzejmie. To zawsze jakaś informacja, prawda? Z osobami palącymi zawsze było łatwiej, gdy samemu było się palącym, chociaż to żadna reguła - znał przedstawicielki płci pięknej którym nie wadził fakt, że z zapachem jego adwokatowo cynamonowej wody kolońskiej miesza się woń drogiego tytoniu.
Powrót do góry Go down
Destiny Ravenwood

avatar
Gracz

Skąd : Paris
Liczba postów : 43
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.06.16 20:23

Gdyby Destiny, wiedziała jak z innymi ludźmi obchodzi się "Książę Slytherinu", pewnie nie podeszłaby do niego samowolnie. Bo nie chciałaby skończyć, jak jego potencjalne ofiary. Już za długo była jedną z nich. Ten czas już się skończył. Teraz, to inny będą jej ofiarami. Jeśli sobie na to zasłużą. A jak na razie, miała dobry humor. Więc czemu nie zapoznać kogoś nowego i tak przystojnego jak ten oto pan?
- Dziękuje. - skinęła delikatnie głową, gdy chłopak zgodził się na jej, jakże urocze towarzystwo. I tak już siedziała, ale przynajmniej wiedziała że była tutaj mile widziana. Spojrzała się na to jak kałamarnica pochłonęła peta. Skrzywiła się delikatnie i spojrzała na swoje stopy zamoczone w letniej wodzie jeziora. - Myślisz że moje stopy może spotkać to samo ? - zapytała mechanicznie, nadal się w nie wpatrując. Zabrać je czy nie?
Spojrzała się na chłopaka, który ułożył się wygonie na jej podołku. Przez chwilę, na jej twarzy zarysowała się nie pewność. A po chwili było widać na niej zawstydzenie i delikatny uśmiechem. Nikt wcześniej, nie chciał być tak blisko niej. To nawet miłe uczucie, więc jej to nie przeszkadzało. Oparła się o swoje łokcie i obserwowała taflę wody. Nie chciała nachalnie patrzeć się na chłopaka, to takie nie miłe, nie etyczne. Choć, nie mogła się powstrzymać i od czasu do czasu na niego zerkała. Wydawał się taki miły i sympatyczny.
Skinęła delikatnie głową. - Tak, nazywam się Destiny. - uśmiechnęła się do chłopaka. - Cóż, nie mieliśmy okazji się poznać. Ale zawsze m-możemy s-się p-poznać. - Niemal że wyjąkała ostatnie zdanie. Do tej pory, nie rozmawiała z przystojnymi mężczyznami. A on do takich należał. Nie wiedziała jak się zachować. Miała się uśmiechać i trzepotać rzęsami jak słodka idiotka? Chyba nie była do tego zdolna. Jak na razie, jedyne do czego była zdolna to rumienie się i odwracanie wzroku. To taka nowa sytuacja, inna, miła. Mogłoby być tak zawsze. - A ty nazywasz się Gilgamesh, prawda? - zapytała po chwili. Cóż, jego imię pewnie zabawnie brzmiało z jej ust. W końcu nie dało się ukryć jej akcentu.
Może to lepiej, że chłopaka za wiele o niej nie wiedział? Tak będą mieli o czym rozmawiać. Na pewno, w tej chwili mógł się przekonać że dziewczyna pochodzi z Francji. Tego nie dało się przeoczyć, a co z tym idzie, na pewno uczyła się w akademii magii Beauxbatons. To już są jakieś informacje. Jak na razie, dziewoja nie nudziła się w jego obecności. Nawet gdyby milczeli, te milczenie nie było by jakieś nieprzyjemne. Czasem fajnie jest pomilczeć i pomyśleć.
Zerknęła na paczkę papierosów, która została wyciągnięta w jej stronę. Gdyby kłamała i chciała mu zaimponować, na pewno powiedziałaby, że tak. Tylko dziewczyna nie kłamała, zazwyczaj była szczerze. Pokręciła głową. - Nie. Raczej, nigdy nie próbowałam. - uśmiechnęła się do niego i odgarnęła swoje włosy z twarzy. Które zostały rozwiane przez przyjemny delikatny wiatr.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.06.16 21:22

- Nie, raczej nie. Kałamarnica jest w miarę przyjazna. Zresztą, dość łatwo ją unieszkodliwić więc w razie co - zadbam żeby nic Ci się nie stało - odparł spokojnie, z pogodnym uśmiechem. Wielki bohater się znalazł - normalnie mój brat Ślizgon w wersji dla ubogich, polecam serdecznie. Jakiej to pozy facet nie przybierze, gdy w pobliżu znajduje się atrakcyjna kobieta - nagle każdy jest intelektualistą, rycerzem, komikiem, atletą i wybitnym czarodziejem w jednym. Zabawne, jak bardzo faceci czasem byli przekonani że kogokolwiek poza nimi samymi obchodzi to jak bardzo są samcami alfa - oczywiście było to błędne przekonanie, ale pozwólmy Gilgameshowi w nim trwać. W końcu zdecydowanie lepiej, żeby pozował na kogoś takiego niż żeby próbował zdobyć serce niewiasty poprzez ofiarowanie jej serca - prawdziwego, takiego wyrwanego z jakiegoś Gryfona czy Puchona. To oczywiście romantyczny gest, ale mogłoby nie podpaść, chociaż kiedyś warto będzie wypróbować.
Naturalnie jego uwadze nie umknął fakt, że dziewczyna zdecydowanie zbyt często ukradkiem mu się przygląda - to był zdecydowanie dobry znak. Zaskakujące jak wiele mógł zauważyć człowiek tak zaślepiony jak ten Ślizgon - gdy chciał, to stawał się mistrzem spostrzegawczości tylko po to by chwilę później nie widzieć światłą, stojąc niedaleko latarni. Oświetlającej fluorescencyjne pośladki. W gabinecie luster. Chyba wiadomo do czego ta myśl dążyła - jednakże tym razem zauważał wystarczająco dużo, bowiem mimo że jego leniwy wyraz twarzy tego nie sugerował to zdecydowanie był skupiony na tej rozmowie. To w końcu jak polowanie - jeden nieostrożny ruch i jego sarenka spłoszona ucieknie, a "wprawny łowca" na coś takiego nie może sobie pozwolić - oczywiście nie oznaczało to że zawsze był ostrożny, czasem szedł na żywioł. W sumie dość często. Zazwyczaj.
- Doprawdy? Cóż, z radością poznałbym Cie bliżej, znacznie bliżej - mruknął i posłał jej lekko szelmowski uśmiech, który później przeszedł w przyjacielski pół uśmieszek - teraz nikt otwarcie nie mógłby powiedzieć że ulokował jakiś podtekst w swojej wypowiedzi.
Gdy w końcu udało mu się jakoś umiejscowić jej akcent, uśmiechnął się do siebie w duchu. Słyszał wiele ciekawych opowieści o francuskich językach, a dla kogoś kto często myślał tak jednotorowo jak on to było coś na kształt spełnienia marzeń. No może nie do końca, ale uznał że los zdecydowanie daje mu wolną rękę i wszelkie potrzebne znaki.
- Tak, Gilgamesh von Grossherzog. Niemiecki książę Slytherinu, przyszła głowa rodu, kapitan drużyny, czołowy kolekcjoner szlabanów i wszelkie inne bezwartościowe tytuły jakimi można mnie obdarzyć, do usług - powiedział i przywdział na twarz minę która miała wyrażać lekkie zakłopotanie, zupełnie jakby te wszystkie tytuły były mu zbyteczne. Oczywiście jego ego rosło w oczach na sam ich dźwięk, ale zdecydowanie wolał zasugerować że nie obchodzą go one, a wręcz że czuje się z nimi dość niezręcznie. Naturalnie nie zamierzał zapomnieć o manierach, lecz nie zamierzał też przesadzić z oficjalnością, dlatego też podniósł się do pozycji siedzącej na moment, ujął dłoń dziewczyny i złożył na niej pocałunek. Skoro już królewska powinność została spełniona, mógł się ponownie na spokojnie wyłożyć tak jak wcześniej.
Kiedy dowiedział się że dziewczyna nie pali, skwitował to tylko krótko:
- Nie polecam, paskudny nałóg. I kosztowny
Na moment zamilkł, jednakże nie dlatego że nie wiedział co powiedzieć - po prostu dbał o efekt, zdawał sobie sprawę z tego że tak będzie to dobrze brzmieć, wyglądać - że to stworzy sytuację, która by mu odpowiadała. Dopiero po chwili przemówił, starannie dobierając słowa.
- Od razu widać że nie jesteś stąd - sam akcent to nic, ale Twoja uroda, gracja sposobu poruszania, pociągające spojrzenie - nie uświadczyłem do tej pory w Wielkiej Brytanii czegoś podobnego. Zresztą, w moim rodzinnym kraju tym bardziej. Jak Ci się tutaj podoba?
Niby zwykłe pytanie, ale gładkie słówka które wpakował po drodze do niego były dobrane jak najlepiej - tak aby osłodzić, ale nie przedobrzyć. Miał wrażenie że balansował na granicy, ale kto wie - się zobaczy.
Powrót do góry Go down
Destiny Ravenwood

avatar
Gracz

Skąd : Paris
Liczba postów : 43
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.06.16 21:58

- Jak rycerz ? - zapytała z delikatnym rozbawieniem na twarzy i uniosła do tego swoją brew. Cóż, próbowała zażartować. Nikt jej nie mówił, że stosunki damsko-męskie, są takie trudne. Tutaj, trzeba było uważać na każdy gest, na każde słowo. Tylko, ona tak za bardzo nie wiedziała na co ma uważać. Czy też powinna okazać siebie w jak najlepszym świetle, czy powinna być po prostu sobą i dać ponieść się wyobraźni. Czy postawić los na jedną kartę i dać chłopakowi siebie omamić. Nie wiedziała nic, więc postanowiła czekać, na coś. Sama nie wiedziała na co..
Z każda sekundą, stawała się bardziej pewna siebie, przy tym osobniku. Nie wiedziała jak to działa, ale po prostu. Czuła sie przy nim zwyczajnie dobrze. Choć myślała, że będzie inaczej. Oczywiście, nadal się rumieniła i nie wiedziała, za często co zrobić lub powiedzieć. Co raz bardziej, oswajała się z nową, jak dla niej sytuacją.
Poznałby ją bliżej, a nawet znacznie?
To wywołało u Des, nową falę rumieńców. Spojrzała sie na chłopaka i uśmiechnęła niewinnie. Nie doszukała się tutaj drugiego dna, nawet nie wiedziała czy było tutaj jakieś dno. ( Z drugiej strony, dobrze że nie użył słowa "dogłębnie"). Cieszyła się z tego, że ktoś faktycznie zainteresował się jej osobą. - To bardzo miłe. - odparła ni z gruszki ni z pietruszki i zagryzła przy tym swoją wargę. Jeszcze przez chwilę, wpatrywała się w chłopaka. Po czym znów uciekła wzrokiem, tylko razem obrała sobie niebo. Bez chmurne, niebo.
Nie wiedziała co, chłopak słyszał o jej kraju ani o kobietach z jej kraju. Ale dużo z tego, to na pewno stek bzdur. Tak samo jak to, że kobiet są tam piękne i oh-ah-eh. Nie wszystkie takie były, nie wszystkie miały przerwę pomiędzy zębami. To tylko puste stereotypy.
Czy on żartował, czy mówił poważnie? Dziewczyna, nie miała pojęcia. Ale wiedziała jedno, ego to ten kolega miała bardzo wysokie. Wywróciła oczami i słodko się zaśmiała. - Nigdy nie pomyślałam, że spotkam kogoś tak wysoko ustawionego. - odparła z uśmiechem na twarzy. Oczywiście, nie chciała urazić tutaj chłopaka. Po prostu ją rozbawił. Nie miała pojęcia, że mówił poważnie. Ale powinien jej to wybaczyć, przecież, jest tutaj nowa. Nie mogła wiedzieć, że to prawda i że chłopak na serio ma takie wysokie mniemanie. Uznała to za żart. Spojrzała sie na niego, jak całuje jej rękę. Czy jednak nie żartował? Ouh.
Skinęła tylko głowa, na jego radę. Cóż, nie zamierzała palić. Ale, może kiedyś spróbuje. Przecież nikt jej nie zabroni, prawda? Korzystając z tego, że ich rozmowa na chwilę zamilkła. Dziewczyna ułożyła się wygodniej, czyli opadła na plecy.
Kolejna fala ciepła i rumieńców przybyła na jej twarz. Oh, poruszała się z gracją? To taki miłe, znów zagryzła swoją wargę i uśmiechnęła się sama do siebie. Lubiła gdy ktoś ją doceniał i to w taki sposób.
- Cóż, wydaje mi się, że zaczyna mi się tutaj coraz bardziej podobać. Wszyscy są tacy mili. Jakoś nie tęsknie za Francją. - wzruszyła delikatnie ramionami. - A ty, jak jest z tobą? Mieszkasz tutaj od dziecka? - zapytała zainteresowana i podłożyła sobie jedną rękę pod głowę. Cóż, jeśli mieli się nawzajem lepiej poznać. Też musiała zadawać pytania, i była po prostu ciekawa.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.06.16 22:32

- Tak, w lśniącej złotej zbroi, z długimi blond lokami i ogromnym, mocarnym rumakiem bojowym z lśniącą grzywą - odparł żartem, z jowialnym rozbawieniem, który z założenia nie miał być sprośny - dopiero po chwili zorientował się że w jego ustach "mocarny, ogromny rumak" nabiera zbyt dosłownego znaczenia. Zaskakujące - zawsze był przekonany, że najbardziej sprośny koń w ustach będzie należał do Slughorna, jednakże jak widać przypadki chodziły po ludziach. Niespodzianki na każdym kroku, witamy w Hogwarcie, szkole tęczy i jednorożców. Gdyby świętej pamięci ojciec widział co dzieje się w tej szkole, z żałości strzeliłby w grobie potrójnego backflipa, połączonego ze śrubą. Na szczęście nie widział - może to i lepiej, szkoda by było szaty w której go pochowali dla takich akrobacji.
Nie bardzo wiedział jak niby miałby skomentować jej następne słowa, więc nie zamierzał się wypowiadać - może i był gadatliwy, ale bez przesady. Nie ma co odkopywać kota który już umarł, wątek tego co miłe niech już zostanie zakopany - w końcu po co o tym dyskutować, skoro lepiej sprawić by zrobiło się miło?
Nie umknęło mu że dziewczyna przygryza wargę - ten gest mógł być oczywiście bez znaczenia, ale musiał przyznać że bardzo go lubił. Dodawało to uroku osobistego, nie wspominając już o tym że lubił gdy kobiety się rumieniły - całość tworzyła bardzo przyjemną dla oka kompozycje, która definitywnie trafiała w jego gusta. Brawo panno Destiny, teraz już się natręta nie pozbędziesz tak łatwo.
- Tak wysoko postawiony, że czasem tęsknię za widokiem moich palców u stóp* - powiedział, ze szczerym rozbawieniem. Może i nie był jakimś mistrzem dystansu do siebie, ale żeby być dobrym aktorem, trzeba umieć odegrać każdą rolę (i rymować na spontanie, drodzy homo oraz panie), a co za tym idzie - raz na jakiś czas, musiał umieć odegrać taki dystans do siebie jakby był wszędzie*.
Co do zaś paskudnych nałogów - Gilgamesh zaczynał żałować, że wziął ze sobą tak mało papierosów. Przydałoby mu się więcej - podczas łowów pomagało mu się to skupić, zresztą uważał że wygląda z fajką wyjątkowo dostojnie. A dodatkowym dostojeństwem raczej nikt by nie pogardził, prawda? Jednakże trudno się mówi, będzie musiał sobie poradzić tym razem bez tego - musiał mu wystarczyć jego naturalny czar, który roztaczał i wrodzona charyzma, plus stojąca na całkiem wysokim poziomie ogłada. I oczywiście jego uroda też odegra tu sporą rolę.
- Nie wszyscy są mili - to jacy ludzie są dla siebie, zależy od ich pozycji w społeczeństwie. Prosty przykład - Gryfoni nienawidzą mnie za sam sposób poruszania się, a fakt że mam własne zdanie...cóż, ich jedynym orężem są plotki, więc nie wiem czy powinienem się tym przejmować, jednakże warto mieć świadomość że w tym kraju chodzą prawdziwe szuje - powiedział wyjątkowo rzeczowym tonem, przedstawiając swoją wersję wydarzeń. W końcu warto się zabezpieczyć i ostrzec żeby nie wierzyła we wszystko co o nim mówią, bo to "paskudne plotki" - co z tego że połowa z tego to była prawda, a druga połowa to spore niedopowiedzenie? Tego już nie musiał jej zdradzać, a na pewno nie teraz kiedy dopiero zaczynał swoje podchody. A może to już pora na jakiś sprawniejszy krok? Hmm, trzeba będzie to przemyśleć.
- Odpowiadając - nie, zaledwie od kilku lat. Urodziłem i przeżyłem pierwsze lata życia w Niemczech, w moim rodzinnym zam... - tutaj urwał, symulując że wstydzi się luksusów w jakich rozpoczynał życie - mała gierka, a mogła mieć zaskakujące efekty -...tak czy siak, żyłem w Berlinie. Ojciec nalegał bym poszedł do Hogwartu żeby nie poprzestawiało mi się w głowie, czy coś takiego...meh - zakończył robiąc nieznacznie zbolałą minę. Oh, ta sława i bogactwo których tak bardzo nie chciał - gdyby nie one, jego życie byłoby takie proste. Ktoś może w to uwierzy, nie? To brzmiało jak dobry patent. Wtedy postanowił nieznacznie zmienić pozycję i wykonać trochę bardziej ryzykowny ruch. Podniósł się więc, obrócił i przerzucił nogę na drugą stronę dziewczyny, podpierając się rękami po obu stronach jej ramion i przyjrzał się jej z żywym zainteresowaniem.
- Hmm, to wręcz zaskakujące jak przepięknie wyglądasz z tej perspektywy - rzucił w zadumie, zupełnie jakby zrobił coś co każdy robi na co dzień. Może i mógł ją spłoszyć, jednakże jeśli nie - wówczas wiele rzeczy stanie się znacznie łatwiejszych.


*Tego żartu nie da się dobrze przetłumaczyć z angielskiego, sorki memorki
Powrót do góry Go down
Destiny Ravenwood

avatar
Gracz

Skąd : Paris
Liczba postów : 43
PisanieTemat: Re: Jezioro   21.06.16 23:09

- Blond loki by Ci nie pasowały. - odparła i pokręciła głowa z uśmiechem. Cóż, nie wyłapała tego, o tym mocarnym rumaku. Skąd miała wiedzieć, że ta wypowiedź mogła mieć drugie dno? Nie miała pojęcia. Ja na razie, uważała chłopaka za bardzo zabawnego. Gdy będzie miała zły dzień, na pewno się z nim spotka. Potrafił ją rozbawić i to nawet bardzo. Nie wiedziała czy robił to specjalnie, czy miała po prostu marne poczucie humoru. Ale cóż, śmiała się, a to już coś znaczy.
Oczywiście, że gest zagryzana wargi był bez znaczenia. Ale czy na pewno? Czy czasem w jej jakże czystej i francuskiej krwi flirtowanie było naturalne? Nie wiedziała, a może tak jest?. Może, ona potrafi flirtować, tylko jeszcze o tym nie wie. Może to naturalna rzecz, dla kobiet. Jak dla niej, jak na razie. Ten gest znaczył to, że za bardzo nie wiedziała co ma powiedzieć.
Nie skomentowała jego słów, po prostu posła mu rozbawione spojrzenie. Czuła, że w tej chwili zachowuje się jak te dziewczyny. Które zawsze były adorowane i czuły się z tym dobrze. Ta panny, zawsze głupio się chichrały, przegryzały wargę i zakręcały palce we swoich włosach. Ona, jeszcze tak nisko nie upadła. Na razie jest w fazie drugiej. Ale kto wie jak to się skończy? Nikt tego nie wiedział, nawet ona sama. Ale teraz wiedziała na pewno, że chłopak miał wysokie mniemanie o sobie. To dobrze, przynajmniej nie dawał sobie dmuchać w kasze, tak jak ona kiedyś. Może powinna się od niego uczyć? Jak być takim zajebistym człowiekiem? Będzie musiała to przemyśleć. Ale czuła, że zostanie to pozytywnie rozpatrzone. Oczywiście, nie zamierza tego mówić na głos.
- Cóż, czyli powinna uważać komu tutaj ufam. Nie lubię plotek, ani oceniania ludzi po wyglądzie. Lub nawet po sposobie ich chodzenia. Myślałam, że tutaj jest inaczej. Że wszyscy siebie "kochają". Najwyraźniej się myliłam. - odparła nawet dość smutno. Zaczęło to bardziej przypominać jej dawną szkołę. Wszyscy oceniali ludzi po wyglądzie i po tym ile mają w banku. Żałosne, dobrze, że dziewczyna trafiła na takiego chłopaka jak Gligamesh. Może on pomoże jej się tutaj zaaklimatyzować? Pokaże jej, komu ma ufac a komu nie. Miała tylko nadzieje, że nie zaprzyjaźni się z Fate. Bo wtedy ich dobra relacja mogła by runąć w sekundę. A tego by nie chciała, bo w sumie. Może to głupie, ale nawet zaczynał go lubić. Ale czy można lubić kogoś po dwudziestu minutach rozmowy? Pewnie nie, ale ich relacja szła w dobrym kierunku. Tak jej sie wydawało.
Zam..ku. Czyli, na serio, żył jak książę ? Cóż, chłopak musiał mieć fajne dzieciństwo. Pełne wszystkiego, czego sobie zamarzył. Prawdę mówić, imponowało to Des. W sumie, ona też zazwyczaj miała co chciała. Ale jakoś, było inaczej. Po prostu inaczej. - Nie cieszysz się z tego, że tutaj jesteś? - zapytała jakby zmartwiona. Spojrzała się z zainteresowaniem, co najlepszego ten chłopak wyczyniał. Nagle, nagle był tak blisko niej. Że aż na chwilę, zaparło jej dech w jakże nie małych piersiach.
Uśmiechnęła się promiennie, cóż, kto nie lubił takich komplementów? Może ona też powinna powiedzieć coś miłego? Komplementować, czy coś takiego ? - T-ty też. - powiedziała najgłupszą rzecz jaką mogła i wypuściła gwałtownie powietrze z płuc. Zaczęła się zastanawiać, czy to najlepsza pozycja, dla nowo poznanych osób? Czy to nie szło za szybko? - Zawsze rozmawiasz w takiej pozycji z nowo poznanymi kobietami ? - zapytała z zadziornym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Jezioro   22.06.16 18:35

- Ładnemu we wszystkim ładnie - odparł, ale nie zamierzał zbyt głęboko wchodzić w temat - to nie w tematy Gil lubił wchodzić głęboko. Zresztą nie zamierzał zapuszczać blond loków - nie zamierzał zmieniać swojego image'u, bowiem musiałby wtedy postawić sobie nowy pomnik, a to było kosztowne - jakoś mu się to nie uśmiechało, szczególnie że burzenie starego aby zrobić miejsce na kolejny byłoby czasochłonne, męczące i niezbyt przyjemne - nie warto, lepiej zostanie przy tym co aktualnie ma na głowie.
Próba uczenia się od Gilgamesha jak to jest być zajebistym zdecydowanie byłaby bardzo na miejscu - mógłby o tym napisać książkę. A nawet trylogię. Lub siedmioksiąg. To by dopiero była fantazyjna opowieść o zajebistości. Można było zobaczyć to oczami umysłu, jak pisze w siedmioksiągu swoją biografię. Gilgamesh von Grossherzog i Kamień Fizjologiczny. Gilgamesh von Grossherzog i Komnata Destiny. Gilgamesh von Grossherzog i Więzień (tak, ta część byłaby zdecydowanie poświęcona bdsm). Gilgamesh von Grossherzog i Czara Mokra. Gilgamesh von Grossherzog i Zakon Penisa (w tym momencie autor posta serdecznie odradza czytanie dalszej części, bowiem załamał się sam swoim dzisiejszym wenem). Gilgamesh von Grossherzog i Księżniczka Półdziewica, oraz oczywiście Gilgamesh von Grossherzog i Insygnia Seksu (epickie przygody Gilgamesha, próbującego zdobyć Czarny Bat i Kajdanki Uwięzienia aby wreszcie zedrzeć Pelerynę z Lolitki). Tak, to by był piękny siedmioksiąg. Oczywiście wypadałoby nadać mu przynajmniej R16 - w przeciwnym wypadku jeszcze zakazaliby mu to sprzedawać. Zresztą, sądził że i tak by zakazali mu to sprzedawać, ze względu na sceny brutalne oraz sceny erotyczne. Lub też brutalne sceny erotyczne. Kto ich tam wie.
- Ludzie tutaj to w sporej części fałszywe szuje, które pod pretekstem bycia niewinnymi ziemniakami, potrafią zwodzić Cię miesiącami byś tylko nie odkryła ich prawdziwej natury. Trzeba wiedzieć, z kim powinno się trzymać, zaufaj mi. Większość rzeczy w Hogwarcie nie jest takich jak na to wygląda - prowadził dalej swoją propagandę Gross. Brakowało tylko żeby dokleił sobie mały wąsik, napisał książkę "Mein Schwanz" i zaczął wygłaszać PŁO-MIEN-NE-MO-WY! To brzmiało jak plan, szczególnie że biegle mówił po niemiecku. Do tego był brunetem, a jeśli spojrzy się z perspektywy olbrzyma - był niski. Niski brunet, mówiący po niemiecku, z ogromną charyzmą, niespełniony artysta...przypadek? Nie sądzę. Strzeżcie się szlamy - jeszcze kiedyś wpadnie mu do głowy aby zrobić w Hogwarcie jakiś yolocaust, a wówczas nie tylko mugolaki były zagrożone. Gdyby mu wyszło, wówczas tęcza już nigdy nie byłaby tak tęczowa jak do tej pory. Biedna tęcza.
Kiedy już znajdował się w zwycięskiej pozycji (można wręcz powiedzieć że stał ponad przeznaczeniem...nie, Gross nie stał W TEN SPOSÓB, siad >:C), spojrzał jej głęboko w oczy i pogładził ją wierzchem dłoni po policzku.
- Nie. Zwykle nie spotykam niewiast, które są w stanie urzec mnie tak szybko - powiedział cicho i spokojnie. Gdyby ktoś spytał go jaki właściwie ma plan - nie miał absolutnie żadnego, improwizował, badał granicę - chciał wiedzieć jak daleko może się posunąć, aby nie skreślić swoich szans na posunięcie (gry słowne takie piękne).
Powrót do góry Go down
Destiny Ravenwood

avatar
Gracz

Skąd : Paris
Liczba postów : 43
PisanieTemat: Re: Jezioro   22.06.16 19:05

Wywróciła oczami. Czy ładnemu, na pewno jest we wszystkim ładnie? On nie do końca się z tym godziła. Na przykład, ona w platynie, wyglądałby jak wariatka. I na pewno nie byłaby tak ładna, jak jest teraz.
Tylko, czy Gilgamesh, była na prawdę taki zajebisty za jakiego się uważał? Cóż, robił na dziewczynie wielkie wrażenie. Ale to dopiero te pierwsze wrażenie, a jak wiadomo. Ono czasem się zmienia. Co będzie, jeśli wyjdzie na jaw, że tak na prawdę nie jest taki, za jakiego ona go bierze? Że nie jest sympatyczny i miły. A rozmawia z nią tylko dlatego, że jest dziewczyną? Nie powinna, latać za pierwszym lepszych chłopakiem. Który wywoła u niej uśmiech na twarzy. Przecież on był ślizgonem. A wiadomo jacy oni są, choć ona sama jest jedną z nich. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi.
- A skąd mam wiedzieć, że ty też nie jesteś taki? - Odezwała się jej nie ufna natury. Czyżby dziewczyna, zaczynała mieć wątpliwości? W sumie to normalne, że je ma. Wszyscy je mają. Nawet ona. Może to on właśnie był tym złym. Chociaż, nie wyglądał na takiego który by kłamał. Ufała mu, na prawdę. Miał w sobie coś, co ją uspokajało. Czuła się bezpiecznie.
Gdy tak nad nią wisiał, cóż. Poczuła się dziwnie, tak jakoś, sama nie wiedziała jak. Tak jakby było to nie na miejscu. A gdy chłopak, przejechał dłonią po jej policzku. Momentalnie zamknęła oczy i uśmiechnęła się do siebie. Czuła się z jednej strony dobrze, a z drugiej to wszystko było nie miejscu. Otwarła oczy i spojrzała się na niego, znów zagryzła swoją wargę. - Nie wydaje Ci się to dziwne. Raczej, ja nigdy nie byłam w takiej sytuacji. To dla mnie nowa sytuacja. Czy to jest na pewno normalne ? - zapytała cichym głosem. Nie chciałaby by na nią zły, ale musiał ją zrozumieć.
Po prostu biła się z myślami. Było jej dobrze a z drugiej strony dziwnie. To jest jej pierwsza bliska sytuacja z jakimkolwiek chłopakiem. Ale czy nie zachowywała się teraz jak łatwa dziewczyna? Jak te, których nigdy nie lubiła. Których zawsze Destiny, unikała. Czy ona na pewno chciała taka być?
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Jezioro   22.06.16 19:58

Czy Gilgamesh był naprawdę tak zajebisty, za jakiego się uważał? Nie, był zdecydowanie lepszy - tej wersji będziemy się trzymać, tak będziemy mówić innym i tak zapiszemy w księdze rodzaju. To był dopiero sprytny plan - wystarczyło to napisać w książce, a zyskiwało na wiarygodności, więc to całkiem niezły pomysł.
Owszem, niezależnie od tego za kogo dziewczyna go uważała - Gross nim nie był, a jego motywy były często zbyt proste, mimo że zawoalowane na swój sposób. Czasem po prostu poddawał się instynktowi, ale czy wszyscy powinni o tym wiedzieć? Nie, raczej nie - wolał zachować wiele dla siebie, tak będzie lepiej dla nich obojga. Po co miałaby psuć sobie wspaniałe chwile prawdą, skoro można stworzyć bardzo sprawną iluminację? Po co na siłę dążyć do tego co prawdziwe, skoro można na chwilę zapomnieć o tym że istniał jakikolwiek świat - zawsze był, ale gdzieś tam, w oddali - po co patrzyć na to co jest prawdą a co nie, gdy można wdać się w grę, wykreować sobie alternatywną rzeczywistość, dać się ponieść fantazji - to brzmiało zdecydowanie lepiej niż "siedzieć w szarym i smutnym jak pizda realnym świecie".
- A skąd możesz wiedzieć co jest prawdziwe, a co jest sprytną mistyfikacją? Skąd możesz wiedzieć, czy większość ma rację? Skąd możesz wiedzieć, jak właściwie wygląda cudza psychika? Skąd możesz wiedzieć, czy cała nasza egzystencja nie jest jednym, wielkim kłamstwem? Skąd możesz wiedzieć, kto i co robi gdy tylko odwrócisz się plecami? Odpowiedź jest prosta - nie możesz. To niemożliwe wiedzieć wystarczająco dużo by nie dać się zwieść, jeśli kierujesz się chłodną logiką - wygłosił, akcentując w odpowiednich miejscach i robiąc przerwy pomiędzy zdaniami. Chciał by jego wypowiedź brzmiała podniośle, wręcz patetycznie - zresztą w jego wykonaniu to nie było nic dziwnego - niejednokrotnie był zmuszony do przemawiania w ten sposób na rodzinnych uroczystościach - what's the big deal?
- Ale jest coś co możesz - możesz posłuchać tego - powiedział i delikatnie ułożył dłoń na jej lewej piersi. Oczywiście w metaforze chodziło mu o serce i był prawie pewny że dziewczyna domyśli się, że jego radą nie jest "słuchaj swego cyca, sutek prawdę Ci powie", jednakże to że gest miał być po prostu podniosły nie mogło wykluczyć tego że czerpał swojego rodzaju korzyści. W końcu czy był jakikolwiek heteroseksualny facet, który nie skorzystałby z możliwości zmacania fajnego biustu? Nie wyobrażał sobie kogoś takiego - to musiałby być stan wyższego odurzenia, czy coś w ten deseń.
Czy to na pewno jest normalne? Nigdy nie była w takiej sytuacji? W głowie Gilgamesha zapaliła się ostrzegawcza lampka - czyżby miał do czynienia z dziewicą? Zdążył już zauważyć że heteroseksualne dziewice w tej szkole są na wagę złota, co czyniło je jeszcze bardziej łakomym kąskiem dla Sprośnego Księcia. Jeśli wcześniej miał wątpliwości czy chce Destiny czy nie, to właśnie się rozwiały - definitywnie chciał z nią wylądować w łóżku i zdobyć odpowiednie trofeum. A jak Gross postanowi, to nie ma już odwrotu - będzie musiał mężnie stać przy swojej decyzji, niezależnie od tego jakich metod zmuszony będzie używać. Mógł się teraz poważnie zastanowić nad następnym ruchem, odpowiednio dobrać każde słowo, zadbać aby wszystko było przemyślanym ciągiem przyczynowo skutkowym - miał taką możliwość. A z możliwości można nie skorzystać - zawsze wolał działać na podstawie instynktu niż logiki. Szczególnie w wypadkach gdy instynkt z logiką były zgodne - jeśli Ślizgon się jej nie podobał, to ta szkoła nie jest przepełniona do granic możliwości tęczą.
- A co właściwie jest normalne? Co miałby oznaczać ten termin? Nie ma normalności - jest tylko sztampowość, lub wyjątkowość. A Ty zdecydowanie jesteś wyjątkową osobą - powiedział i po słał jej szelmowski uśmiech.
- Tak, jesteś wyjątkowa - powtórzył, po czym odkopnął swoją logikę do jeziora i postanowił pójść za głosem...sam nie wiedział czego, ale ten głos często podpowiadał mu "yolo". Dlatego też nachylił się i zatrzymał twarz kilka centymetrów od twarzy Destiny - zupełnie jakby sondował, jakby chciał sprawdzić czy go odepchnie i wrzuci do wody. Jeśli nic takiego sie nie stało, to czy mógł uznać to za coś innego niż za zaproszenie? Ujął jej twarz w dłonie i złączył się ze Ślizgonką wargami w pocałunku.
Powrót do góry Go down
Destiny Ravenwood

avatar
Gracz

Skąd : Paris
Liczba postów : 43
PisanieTemat: Re: Jezioro   22.06.16 20:45

Szkoda, że Destiny, nie miała żadnego doświadczenia. Tak wiedziałaby, że chłopak miał inne zamiary niż ona myślała. Miała nadzieje, że jest taki jakim go opisywała w swoich myślach. Miły, przyjazny i sympatyczny. I że nie chodziło mu tylko o to, że chciał ją wykorzystać i nią manipulował. Nawet nie wiedząc, że własnie to robi. Ona w końcu chciała się poczuć kimś, a przy nim czuła się kimś. Mimo, że to pierwszy raz jak ze sobą rozmawiają, przez tak długi czas. Miała nadzieje, że chłopak nigdy się nią nie znudzi. A może, nawet się zaprzyjaźnią. Kto wie.
Potok słów, który właśnie wylatywał z jego ust. Dawał dużo do myślenia, miał racje. W życiu, nie można być pewnym wszystkiego. Nie można być pewnym niczego. Nawet tego, czy jutro wstaniesz, czy nadal będziesz żyć. Najwyraźniej, do cech Gilgamesh, trzeba dopisać inteligencie. Nie dość że przystojny, to jeszcze mądry. Nie odpowiedziała mu, już się nie odezwała. Gdzieś tam, nadal rozmyślała o jego słowach. Które ją dotknęły. Na pewno no długo je zapamięta i przez długi czas będzie o tym rozmyślała. Choć, tak na prawdę nie ma o czym.
Spojrzała się na jego dłoń, która wylądowała na jej lewej piersi. Oczywiście, że wiedziała o co mu chodzi. Nie wie działa dlaczego, zrobiła akurat to co zrobiła. Ale na jego dłoni, położyła swoją i delikatnie pogłaskała jego dłoń. Miała posłuchać swojego serca, więc go posłuchała. Biło jak szalone, wiedziała, że nawet on to czuł. No bo halo, tego nie dało się nie czuć.
Destiny, nie była aż tak obeznana w tej szkole. Więc nie wiedziała, że heteroseksualne dziewice, są tutaj na topie. Chociaż, patrząc na swoją dawną szkołę. Cóż, tam na pewno bycie dziewicą, to tak jak bycie wymarłym gatunkiem. Chociaż, nigdy nie obchodziło ją to, czy ktoś już z kimś spał, czy nie. Ona wiedziała, że aż tak szybko nie skończy z kimś w łóżku. W sumie, wcześniej tak myślała. Ale teraz, teraz była przecież ładna. Może nawet piękna. Młodzi mężczyźni się za nią oglądali, a teraz Gilgamesh, wykazywał jakieś zainteresowanie jej osobą. Czy to dość normalne, że taka szara myszka jak ona zainteresowała takiego gościa jak on? Czy kryło sie tutaj jakieś drugie dno. Pewnie tak, ale była zbyt zaślepiona, aby je znaleźć.
- Jestem w-wyjątkowa ? - zająknęła się i oblała rumieńcami. Normalne, że po tak komplemencie, reszta jego wypowiedzi nie miała żadnego znaczenia.
O maj gasz, on nawet to potwierdził! Czuła się tak, jakby mogła lewitować. Czuła się dobrze, wręcz zajebiście. Czuła się taka, doceniona i taka w niebo wzięta. Dziewczyna spojrzała mu w oczy, gdy się nad nią pochylił. A raczej przybliżył się do niej. Jej serce, prawie wyskoczyło z aorty. Dostawała wręcz palpitacji serca. Czy on zamierza ? Ouh, zamierzał. Nawet to zrobił. Dziewczyna zastygła. Przez chwilę nie wiedziała co ma zrobić, ani co się działo. Świat się dla niej zatrzymał, zatrzymała się nawet ona. Nie wiedziała co ma zrobić, czy maja użyć języka? Czy to nie ten poziom.. Jego usta, na jej ustach. To było coś, o czym przez większość czasu mogła marzyć. A w tej chwili miała to na wyciągnięcie dłoni. Nie wiedziała jak długo trwała bez ruchu, ale pewnie była to jedna z dłuższych chwil. Lub może jej się tak wydawało? W końcu oddała pocałunek, nie wiedziała czy robiła to dobrze. Po prostu, robiła to instynktownie. A jej dłonie, znalazły się na jego biodrach.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Jezioro   22.06.16 21:46

Kiedy dziewczyna odwzajemniła jego pocałunek, z entuzjazmem postanowił posunąć się nieznacznie dalej. Powoli wsunął jej język w usta, zaś jego dłonie zmieniły swojej położenie. Jedną podparł się o pomost - utrzymywanie się wyłącznie za pomocą pozostałych mięśni było wyjątkowo irytujące, więc nie zamierzał tego kontynuować skoro zdecydowanie mógł sobie ułatwić sprawę. Drugą dłonią powoli zsunął po jej ciele, na moment zatrzymując się przy piersi, aż w końcu dotarła do uda, gdzie delikatnie ją oparł, nie przerywając pocałunku nawet na chwilę - w końcu skoro już miał okazję, to warto było korzystać.
Cóż, plan się powiódł, wszystko poszło po jego myśli, to mógłby być koniec historii - koniec historii, dla kogoś mało ambitnego, jednakże gdyby Gilgamesh do takich należał po pierwsze nie dotarłby tu gdzie jest, a po drugie nie byłby tym kim jest. Zdecydowanie zamierzał iść dalej - zawsze zamierzał iść dalej, tak długo aż nie zdobędzie każdego szczytu który ujrzy, nie dokona każdego rzuconego samemu sobie czynu, nie ukończy każdego wybranego przez siebie wyzwania - póki nie osiągnie tak wiele, na ile w swoim mniemaniu zdecydowanie zasługiwał.
Dopiero po dłuższej chwili zmienił położenie swoich ust, przesuwając je na szyję Ślizgonki i obsypując pocałunkami - najpierw powoli i subtelnie, stopniowo zwiększając tempo. Do czasu - w pewnym momencie po prostu przerwał i spojrzał jej w oczy, jednym ze swoich markowych spojrzeń które zależnie od odbiorcy mogło oznaczać dosłownie wszystko - dlatego właśnie tak je lubił. Zieleń jego oczu zdecydowanie była atutem - za jej pomocą był w stanie wyrazić więcej, niż mógłby nawet najlepszym przedstawieniem. Przez chwilę tak patrzył w milczeniu, po czym uśmiechnął się przyjaźnie. Co prawda wcale nie chciał przerywać, ale miał świadomość że jeśli ktoś wydrze zbyt do przodu po stromym zboczu, zwykle kończy ze złamanym karkiem a komuś z jego stażem w tym biznesie, łamanie karku zwyczajnie nie przystoi. Nagle przemówił, zupełnie jakby podjął wątek rozmowy która się toczyła, jakby nic się nie stało.
- Ale skoro nie możemy być pewni niczego, to czy warto się tym martwić? Jeśli każde z nas może być złe, bądź kłamać to czy nie uważasz, że ważniejsze jest nie to co mówimy, a to co robimy? Pocałunki są prawdziwe - powiedział spokojnie, cały czas starając się utrzymać kontakt wzrokowy. Może miał w tym cel, może wyczuł że do dziewczyny przemawiają jego słowa - a może po prostu lubił sobie pogadać? Tak czy siak, uznał że te słowa są odpowiednie - zupełnie jakby jakaś niewidzialna nić przeznaczenia prowadziła go przez jego partie dialogowe.
- Bo skąd mógłbym wiedzieć, że moim przeznaczeniem nie jest Przeznaczenie?*
Na chwilę ponownie zamilkł, zupełnie jakby się zamyślił, lecz to było tylko przedstawienie - dalej tylko przedstawienie. Nie musiał nad niczym myśleć - kombinował na tyle szybko, żeby mieć już pewien plan co zrobić dalej, co powiedzieć, co uczynić. Zwykle miał plan, a jeśli go nie miał - po prostu go tworzył. Jednakże tym razem wolał wyczekać. Nawet krótka chwila sprawiała że wydawało się to wszystko mniej zaplanowane, a co za tym idzie - ostatecznie lepiej wypadało, jakby to wszystko był tylko ciąg przyczynowo skutkowy, a nie nieustające działania dążące do wyznaczonego celu. Warto czasem zachować pozory.
- Hmm. Słuchaj Destiny - powiedział, lekko przeciągając jej imię - Ostatnio udało mi się kupić butelkę naprawdę dobrego trunku, ale nie chciałbym go pić sam. Może zechciałabyś mi dotrzymać towarzystwa w dormitorium podczas degustowania go? - spytał, mając wyjątkowo pogodny i niewinny wyraz twarzy. Nie oczekiwał żadnej odpowiedzi - każda mu odpowiadała, bowiem każda powie mu wystarczająco dużo by mógł wykonać kolejny ruch - mniej lub bardziej przemyślany. Wystarczyło tylko doczekać się na odpowiedź.



*Pamiętajmy że rozmawiają w języku angielskim, więc jeśli ktoś sobie to przetłumaczy to wypowiedź nagle nabiera sensu.
Powrót do góry Go down
Destiny Ravenwood

avatar
Gracz

Skąd : Paris
Liczba postów : 43
PisanieTemat: Re: Jezioro   22.06.16 22:26

Nie do końca wiedziała co się działo, raczej wiedziała. No ale, nie do końca wiedziała co się działo z jej ciałem z jej umysłem. Czuła się taka lekka, oderwana od rzeczywistości. Jakby pływała, głową w chmurach. A to mrowienie w brzuchu i tam gdzie chłopak przesuwał swoją rękę. Nie chciała, aby to uczucie się skończyło. Było takie idealne. Nie potrafiła tego z niczym porównać. Tego uczucia, nie dało się z niczym porównać.
Gdyby Destiny, znała jego plan, na pewno nie zachowywałaby się tak jak teraz. Ale go nie znała. Po prostu się mu poddała i pewnie, zrobi to nie raz. Bo jak miała odmówić sobie, takich fajnych pieszczot? Po prostu nie potrafiła. Nie myślała o tym, czy skończy ze złamanym sercem, czy też nie. Dla niej, była to na razie jak najlepsza bajka w której się znalazła. Czy chciała aby ta chwila trwała wiecznie? Pewnie tak. Ale czy tak będzie? Pewnie nie.
Gdy po czuła, jego ciepłe usta na swojej szyi. Momentalnie zamknęła oczy i delikatnie odchyliła szyję. Tak jakby chciała go zaprosić do kolejnych pocałunków. Chociaż, on akurat zaproszenia nie potrzebował. Jej ręce, nadal spoczywały gdzieś na jego biodrach i delikatnie je obejmowały. Gdy się od niej oderwał, dziewczynie leniwie otwarła swoje oczy. Tak jakby żałowała, że to już koniec. Uśmiechnęła się do niego niewinnie i wpatrywała się w jego oczy. Cisza, która między nimi trwała, nie była jakąś uciążliwą. Był bardziej przyjemna. A Destiny, miała czas na wyrównanie swojego oddechu.
Ciągle z delikatnym uśmiechem na twarzy, patrzała na niego. - Masz rację. Nie warto się martwić. Trzeba zacząć żyć chwilą i cieszyć się tym, co druga osoba Ci ofiaruję. - odparła. Przez jego słowa, wchodziła w dziwny trans, w dziwną ekstazę. Nie wiedziała co się działo, ale wszystko co on mówił. Wydawało się takie prawdziwe. Nie mogło być inaczej, musiała mu wierzyć. Uniosła się delikatnie na swoich łokciach i cmoknęła go w policzek. Sama nie wiedziała, czemu to zrobiła. Czuła, że musi, że tak powinna zrobić.
Pewnie mógł być to oklepany tekst, ale ona nigdy go nie słyszała. Więc, wywołał u niej kolejną fale gorąca. - Może kiedyś się dowiesz. - wyszeptała.
Przedstawienie, ale jak dobrze odegrane. Oczywiście, dla Destiny, to wszystko wydawało się prawdą. Choć, gdyby głębiej się nad tym zastanowić. To uciekłaby stąd i to szybko. Ale nie potrafiła, może nawet nie chciała się nad tym zastanawiać. Może tak było jej dobrze, nawet jeśli będzie trwało to tylko dzień, dwa, lub nawet mniej. Czy powinna tego żałować? Czy będzie żałować? Pewnie tak. Ale na razie, nie żałowała.
- Jeśli, na prawdę jest taki dobry. To czemu nie. - Przecież mu teraz nie powie, że nigdy nie piła alkoholu. Zrobiłaby z siebie, większą ciotę niż do tej pory. A alkohol, cóż, zawsze chciała go spróbować. Może to właśnie dziś jest jej szczęśliwy dzień? Miejmy nadzieję że tak.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Jezioro   23.06.16 16:21

Teraz był już pewny, że rybka połknęła haczyk - chociaż używanie słowa połknęła to wybieganie za bardzo na przód w plany Gilgamesha, ale pomińmy to - grunt że w końcu na tym bezrybiu trafił mu się łup, który nie był cholernym wielbłądem. Chociaż czy Hogwart można nazwać bezrybiem?
Oczywiście - przy takiej ilości tęczy, z orientacją Gilgamesha to akurat ta szkoła była wysuszonym korytem po jeziorze, w którym prędzej znajdzie się pancernika niż realną szansę na skonsumowanie znajomości - nic więc dziwnego, że na swój sposób był podekscytowany sytuacją w której się znalazł. Naprawdę ładna dziewczyna, przyjemna pora dnia, całkiem niezły plan i brak nieprzewidzianych trudności - czy coś mogło właściwie pójść nie tak? Nie dowie się jeśli się nie przekona prawda? Dlatego też nie zamierzał zbyt długo zwlekać. Podniósł się i podał Destiny rękę, czekając aż ją przyjmie i powstanie razem z nim - w końcu po co siedzieć na pomoście, skoro radosne dormitorium uciech pod wezwaniem świętego Grossherzoga czekało na ich wspaniałą obecność? Miał tylko nadzieję że nikogo tam o tej porze nie będzie - wolałby uniknąć konieczności wywalania kolegów z roku z dormitorium - to definitywnie byłoby męczące i upierdliwe, a nie było miejsca na upierdliwość, zmęczenie i irytację w dniu dzisiejszym, prawda? Tylko bezkresna radość i w ogóle. Byle nie tęcza i jednorożce.
- Chodźmy więc, Mein Lebier - powiedział i ujął ją pod ramię aby poprowadzić ją do miejsca ich przeznaczenia.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Jezioro   27.06.16 20:56

15 Czerwiec 2002, godzina 18:37

Sobota, chyba najlepszy dzień tygodnia. Myrnin,już odrobił wszystko, co powinno zostać odrobione i miał czas. Aby posiedzieć sobie przy jeziorze. Pogoda też dopisywała, nie było gorąco, ani zimno Było w sam raz. Była taka pogoda, że Myrnin spokojnie wyszedł sobie bez bluzy na błonia. Wziął głęboki oddech i przejechał dłonią po swoich włosach.
Od jakiegoś czasu, nie wiedział co ze sobą zrobić. Strasznie się nudził, poszedłby do Hogsmeade, taa. Tylko z kim? Sam miał się wymykać do miasteczka, a raczej wiochy. Nie chciało mu się, droga by mu się dłużyła. I nie byłoby nawet zabawnie. Wymykanie się samemu, nie jest zabawne. Dobrze robi się to z przyjaciółmi. Ale czy Maya, byłby na takie coś gotowa? A jakby przekupił ją czekoladowymi żabami? Cóż, powinien spróbować. Tak, na pewno kiedyś spróbuje.
Na razie, usiadł przed jeziorem i wpatrywał się w taflę wody. W między czasie, odpalił papierosa i dopiero wtedy zaczął podziwiać taflę wody. Miał dziwne wrażenie, że w jego życiu brakuje mężczyzny. Może za często przesiaduje z Mayą. Uwielbiał ja, była jego przyjaciółką. Ale jednak, on potrzebował kogoś z kim może pogadać, jak facet z facetem. Powinien częściej wychodzić z Lochów, to jest pewnie. Bo inaczej do końca stanie się babą. Za niedługo, zacznie się serio oglądać za facetami. Cóż, jest biseksualny. Ale jakoś, nie miała okazji jeszcze tego sprawdzić, czy na pewno tak było. Raczej, oglądał się za nimi. Ale nigdy nie było w tym żadnego zbliżenia. Tak samo jak z kobietą. Więc mógł tylko sobie pogdybać.


zt
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Jezioro   02.09.16 23:33

2 września

Korzystał z ostatnich ciepłych dni. Chociaż prawdopodobnie gdyby było zimno, i tak by tego nie przyswoił. Miał w głowie całkiem co innego i temperatura otoczenia nie znajdowała się na liście rzeczy, na których był w stanie się teraz skupić. Prawdopodobnie dlatego, że lista ta była zaskakująco krótka. W każdym razie korzystał, leżąc sobie nad wodą i myśląc. Wolałby myśleć w obecności pewnego jasnowłosego Krukona (myśleć, jasne), ale ten akurat miał coś ważnego do zrobienia, więc pozostawała samotność. Ale była to całkiem miła samotność, bo i myśli były przyjemne. A przecież miał co wspominać, cały miesiąc właściwie, bo tyle ta znajomość trwała. I tylko czasem miał wyrzuty sumienia, jak wiele nie powiedział jeszcze Rose.
Nie powiedział, no przecież, że nie powiedział, bo nie było kiedy, jak to sobie tłumaczył. Nieważne, że spędzili razem sporą część ostatniego tygodnia wakacji, że jechali razem pociągiem, że zawsze były listy i wystarczyło chcieć, żeby znalazł się sposób. Bał się jej reakcji, taka była prawda. I dzisiaj trochę jej unikał, bo zwłaszcza po wczoraj bał się, co powie. Ale przecież tu był bezpieczny.
...prawda?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Jezioro   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: