Share | 
 
Zakazany Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Zakazany Las   28.09.15 3:52

Zakazany Las
Las, nieopodal którego wzniesiono Hogwart, od setek lat znany jest jako Zakazany. Dzikie, magiczne zwierzęta, jakie w nim mieszkają, stanowią zagrożenie nie tylko dla młodych, niedoświadczonych czarodziejów, ale nawet dla dorosłych, mimo wszystkich ich umiejętności. Nierozważnym jest wchodzenie do niego, zwłaszcza samotnie, tym bardziej że znane są przypadki, gdy śmiałkowie już z niego nie wrócili, a ich ciał nigdy nie odnaleziono. Jeśli jednak chcesz doń zajrzeć, pamiętaj, że robisz to na własne ryzyko. A jeżeli do tego jesteś uczniem, licz się nie tylko z niebiezpieczeństwami związanymi z tutejszą fauną, ale i nieuniknionym szlabanem.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   07.12.15 20:06

Zmierzchało, gdy Gryfon mozolnie wydeptywał pasmo podmokłej trawy nieopodal Zakazanego Lasu – gruba warstwa ziemi zdążyła przykleić się do podeszew, brudząc je uporczywie, a Jacka pozostawiając w stanie równie uporczywego poirytowania. Był to jeden z niewielu momentów, w których szczerze nienawidził brytyjskiej pogody, modląc się jednocześnie, żeby złe licho nie zesłało na błonia mżawki.  
Masz ci los, jeszcze trochę i będzie można założyć rabatkę – wymamrotał do siebie, przestępując z nogi na nogę i kołując po grząskim gruncie dla zachowania względnej ciepłoty ciała. Rozglądnąwszy się bacznie wokół, poprawił wiązanie szalika; nie lada wyzwaniem okazało się opuszczenie zamku, nie lada wyzwaniem okazało ominięcie nauczycieli, niech ich piekło pochłonie, obierających ten akurat wieczór na samotne przechadzki w pobliżu holu. A jednak Jackowi udało się przemknąć z szybkością cienia, stąd teraz sterczał tutaj jak niepyszny – i zaczynał żałować.
Może sowa nie dotarła, gubiąc przy okazji list, który naskrobał do Oscara? A może nieszczęsne niebożątko, w braku przemyślności, dostarczyło wiadomość komu innemu i zaraz zmaterializuje się obok szwadron straży z wyciągniętymi różdżkami? Przegryzł wargi, odruchowo zwracając głowę w kierunku wejścia, ale nie dostrzegł nikogo na ścieżce.
Nie był w stanie sprecyzować czasu – chłodny wiatr przyniósł odległe echo dzwonu z Hogsmeade, więc mógł tylko wnioskować, że kwitnie, nomen omen, na tym żałosnym poletku ziemi od ponad dwóch kwadransów. Wsłuchał się w głuchy odgłos, obiecując sobie, że poczeka do ostatniego uderzenia, a kiedy pozostanie li tylko przebrzmiały dźwięk – już go nie będzie.
Czekał.
Powrót do góry Go down
Oscar J. Wells

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 24
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   07.12.15 22:53

Dostał list.
Zakazany las. Na sam dźwięk tych słów poczuł nagły przypływ ekscytacji. Nie ważne z kim i nie ważne o jakiej porze. Zakazany las. Będzie super, co z tego, że pada. Co z tego, że będzie ciemno. Nieważne.
Stwierdził, iż ma jeszcze trochę czasu, więc udał się do dormitorium. Położył się wygodnie na łóżku i zmrużył oczy. Na co temu całemu Jackowi spotkanie w Zakazanym lesie? A zresztą, czy to ważne? Leżał sobie spokojnie i myślał o niebieskich migdałach, jak to miał on w zwyczaju. Nie był typem filozofa, nie zaprzątał sobie na co dzień głowy jakimiś problemami ludzkiej egzystencji, chociaż o tym też czasami myślał. I tak myślał i myślał, aż spojrzał na zegarek. Przeczesał rękoma włosy i stwierdził, że za chwilę będzie spóźniony.
Czym prędzej zabrał jakąś ciepłą bluzę z kapturem i włożył jakieś buty. Już miał wyjść, ale przypomniało mu się, że tam, gdzie się wybiera, lepiej nie pojawiać się bez różdżki. Życie musiało by być zbyt piękne, żeby od razu ją znalazł. Musiał przeszukać połowę dormitorium zanim znalazł ten przeklęty patyk i wybiegł z pokoju. Przebiegł szkolne korytarze praktycznie bez żadnego szelestu, od czasu do czasu kryjąc się za posągami. Kto wymyślił patrole? Był pewien, że nauczyciele zdecydowanie woleliby spędzić czas na czymś przyjaźniejszym niż chodzenie po Hogwarcie.
Udało mu się. Przekroczył próg szkoły i teraz nie musiał już się martwić o hałas. Biegł przez błotniste błonia, a krople deszczu spadały mu na twarz. Szybciej, szybciej, szybciej. Wspominał już kiedyś, że lubi biegać? Nie? No to lubi biegać. Przystanął na chwilę i wytężył wzrok. Zauważył postać na obrzeżach lasu. Wziął głęboki oddech i pobiegł dalej, mając na dzieje, że to nie żaden nauczyciel, który postanowił akurat dzisiaj patrolować Zakazany las. W sumie nie był nawet pewien, czy tam w ogóle są jakieś patrole.
Dobiegł. Przyjrzał się sylwetce i odetchnął. To Jack.
- Cześć. Przepraszam, że musiałeś czekać. Różdżkę zapodziałem. - chyba nie robił najlepszego wrażenia, ale jakoś się tym nie przejmował. Przyjrzał mu się jeszcze raz, tym razem dokładniej. - Eee, jestem Jupiter, chyba nigdy wcześniej Ci się nie przedstawiałem. - uniósł pytająco brew. Nie zastanawiał się nad tym, iż całkiem możliwe, że Jack był pewien, że nazywa się Oscar. Sporo mu się przyglądał, to chyba nie dobrze, bo ponoć ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Nieistotne, Oscar uważał, iż Jack jest intrygujący.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   08.12.15 18:13

Nareszcie, pomyślał Jack, kiedy do jego uszu dobiegł szelest kroków na ścieżce, a w oddali spostrzegł majaczącą sylwetkę. Jak bardzo nikła wydawała się na tle rozległych, ale opustoszałych błoni – gdyby nie przebłyski światła w zamkowych komnatach mógłby przysiąc, że zostali na świecie całkiem sami. Poczuł na karku znajome mrowienie gęsiej skórki, jednocześnie zimno z wolna zaczęło ustępować, a w zastane ciało wlała się porcja świeżej energii – no cóż, przyda mu się niewątpliwie! Odczekał stosowny moment, zanim Oscar zdołał dojść do stratowanej murawy, starając się nie robić przy tym hałasu.
A już byłem gotów uznać Pufki za małych tchórzy!– zasyczał na tyle głośno, na ile pozwalała cisza spowijająca szkołę nimbem tajemnicy, podparłszy się na bokach i unosząc wyzywająco podbródek. Nie, żeby był pewien intencji Oscara w kwestii zjawiania się tutaj w tak niemiłosiernie nieprzyjemny wieczór, wszak przypadki chodzą po ludziach, ale czego się nie robi dla zachowania choćby pozorów animuszu? – Aż taki zziajany? – zapytał retorycznie, bacząc na przyspieszony oddech tamtego, co, rzecz jasna, złożył na karb gonitwy przez korytarze.
Nie znał chłopaka szczególnie dobrze, ot mijali się czasem podczas przerw, raz czy dwa zdarzyło im się mieć wspólne zajęcia, jednak Jack najbardziej kojarzył Puchona z boiska do Quidditcha – pewnego razu Oscar o mało nie roztłukł mu głowy widowiskowo odbitym tłuczkiem, ale byłoby na tyle. Dlatego uniósł brwi tak wysoko, że niemal zniknęły pod potarganą grzywką, gdy dosłyszał jego imię.
Jupiter? – powtórzył, mając wrażenie, że właśnie się przesłyszał, a nawet obejrzał za siebie w geście teatralnego niedowierzania. – Mógłbym przysiąc, że reszta drużyny woła za tobą zgoła inaczej! Na Merlina, rodzice mieli pomyślunek, no nie? – Pewnie, Jack zdawał sobie sprawę, że swego czasu wiele rodów czystokrwistych ochoczo rozdawało potomkom imiona gwiazdozbiorów albo planet, lecz myślał, że dzisiaj to już raczej wymierający zwyczaj. Jakkolwiek w dalszym ciągu po Hogwarcie szwendały się całe pokolenia dzieciaków, o których wiedział tylko tyle, że wolałby kilkakrotnie przepłynąć wpław niedalekie jezioro, niż być na miejscu czternastoletniego Alfarda.
W każdym razie podoba mi się – skwitował gładko, a zaraz sam się zaprezentował, choć tylko w ramach kurtuazji. – Jestem Jack, może nieco bardziej przeciętnie, ale zawsze. – Uśmiechnął się półgębkiem, potem pochylił zamaszyście, jakby kłaniał u stóp księcia. – I zaraz poprowadzę cię prosto do Zakazanego Lasu. Słyszałem, że wciąż można się tam natknąć na gniazda akromantuli. Gotowy?
Powrót do góry Go down
Oscar J. Wells

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 24
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   08.12.15 21:20

Pufki... Małe tchórze...
Uśmiechnął się jakoś dziwnie, ale nie skomentował uwagi chłopaka. W sumie już nie raz i nie dwa spotykał się z tym, że wrzucano wszystkich uczniów danego domu do jednego worka. Nigdy się tym nie przejął, toteż teraz stwierdzenie, które padło z ust Gryfona, nie zrobiło na nim większego wrażenia. Oscar dokładnie znał swoje cechy i wiedział, że pod wieloma względami różni się od innych Puchonów. Może to i lepiej, może i gorzej, on jak to on, praktycznie się tym nie przejmował. W każdym razie, to chyba nie był najlepszy moment na rozmyślanie o jego charakterze.
-Nie mam pojęcia, co mnie aż tak zmęczyło. Naprawdę.- odpowiedział, wyczuwając sarkazm w głosie Jacka. Uspokoił już oddech.
On też znał Jacka tylko z widzenia. Przelotnie. Może nawet kiedyś zamienili kilka słów? A może i nie... Nie przypominał sobie. Najlepiej kojarzył go z boiska. Trochę szkoda, że wtedy akurat musiał próbować zbić go tłuczkiem... Cóż, taka gra. Chyba każdy gracz, zapisując się do drużyny, wiedział co go czeka, no nie? Rodzice mówili Oscarowi, żeby lepiej znalazł sobie jakąś bezpieczniejszą grę, ale on ich nie słuchał. Nie wyobrażał sobie siebie, grającego w magiczne szachy.
Gdy Jack powiedział o tym, że większość ludzi w szkole woła na niego Oscar, to wcale się nie zdziwił. W końcu on sam przedstawiał się dwoma imionami, co niektórych wprowadzało w błąd. Raczej nigdy nie myślał o tym, jak się przedstawić. Jakoś tak samo wychodziło, że dla jednych był Oscarem, a dla jednych Jupiterem. Jednak sam przed sobą stwierdził, iż Jupiter bardziej mu się podoba. Jest takie inne... Wyjątkowe, prawda? Cieszył się, że jego tata wpadł na taki oryginalny pomysł. Oscar też był okej, ale nie było w nim nic specjalnego. Czy jego tata musiał się wykazać jakąś wielką pomysłowością? Nieee, chyba nie. Biorąc pod uwagę, że interesował się mitologią, to wymyślanie tego imienia pewnie nie zajęło mu zbyt dużo czasu.
-No tak, wołają na mnie Oscar. Najwyraźniej mieli. - rzucił bez większego namysłu. - Mi też się podoba. - fajnie było usłyszeć, że komuś podoba się jego imię, lecz trzeba przyznać, iż jego odpowiedź nie była zbyt inteligentna.
Jack. Może i przeciętnie, ale zwyczajne imiona wcale nie były takie złe. Przynajmniej w dzisiejszych czasach. Ile to razy słyszał, jak dzieciaki nabijały się z oryginalniejszych imion? No, dosyć sporo. Właściwie czy imię miało jakieś wielkie znaczenie? No chyba raczej nie, przynajmniej dla niego.
Przyglądał się ruchom chłopaka, po czym się uśmiechnął.
- Podobno, jeszcze nie zdążyłem się o tym przekonać. - rzekł. - Gotowy? Myślę, że to pytanie było niepotrzebne. W takim razie prowadź. - dorzucił, wskazując ręką las, pogrążony w totalnej ciemności.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   09.12.15 20:39

Zakazany Las nigdy jeszcze nie wydawał się Jackowi równie nieprzystępny, co w chwili, gdy przekraczali granicę wytyczoną przez szkolny regulamin. W zaledwie kilka sekund zrobiło się ciemno, jakby cały atrament nieba wylał im się na głowy, gwiazdy stały się jeszcze bardziej odległe, a gałęzie drzew niemal ocierały po karkach, wyciągnąwszy sękate palce z iście złowieszczym uporem. Miało się wrażenie, że znajdowali zaledwie o krok od jakiegoś horroru, ale w tym wypadku balansowanie na krawędzi kosztowało nieco więcej, niż przejście za linię wieku, o której Jack słyszał przy okazji czytania na temat Czary Ognia.
Bywał tutaj już wcześniej, choć głównie za dnia, jeśli liczyć wczesne godziny ranne, a one nie miały zbyt wiele wspólnego z tym nieprzyjemnym, prawie kleistym mrokiem – w szarej poświacie świtu las okazywał łudząco spokojny i nikt bez wcześniejszego ostrzeżenia nie pomyślałby o nim w kategoriach innych, niż ewentualnego straszaka na wścibskich pierwszoroczniaków.
Dopiero teraz Jack pożałował, że nie zadbał o zabranie wraz z sobą lampy – znaliby przynajmniej ścieżkę, jeśli jakakolwiek rzeczywiście istniała. Naturalnie mógł skorzystać z różdżki, ale wolał, jak na razie, nie odwoływać się do czarów, wierząc w ideę czegoś, co widział kiedyś w mugolskich magazynach podróżniczych – zaraz, nazywali to survivalem? Poza tym poświata Lumos mogłoby przywołać niechcianych gości, a ci nie byli zbyt entuzjastycznie oczekiwani, przynajmniej jeszcze nie.
To był Krukon z siódmej klasy – rzucił niespodziewanie w przestrzeń, jakby ledwo co przerwali napoczętą jakiś czas temu rozmowę. – On mi powiedział. No wiesz, o pająkach. Nie, żebym szczególnie za nimi przepadał, ale... – przerwał w pół słowa, przystając na rozwidleniu, po czym wybierając prawą odnogę. Poszycie już dawno nie przypominało miękkiego torfu i połamanych gałązek, teraz Jack mógłby przysiąc, że przynajmniej kilkakrotnie nastąpił na coś, co, sądząc po trzasku, musiało być zastałym szkieletem martwego zwierzęcia.
Wsparł się o jedno z drzew, kiedy dotarli do kolejnego rozwidlenia, wykorzystując moment na złapanie oddechu. Raźny marsz miał przynajmniej tę zaletę, że rozgrzewał z mocą miodu pitnego, przydając policzkom Jacka zdrowych rumieńców. Naprawdę byli w samym sercu puszczy!
Chyba niedaleko, mieliśmy kierować się na zachód – stwierdził rezolutnie, jakby uważne rozglądanie po otoczeniu mogło w czymkolwiek dopomóc. Zaraz też oderwał się od pnia, chcąc przeskoczyć szczególnie rozrośnięty korzeń i wtedy coś poczuł. Podejrzaną lepkość w okolicach palców.
Księżyc wyłonił się akurat zza chmur, a jego łuna padła prosto na wyciągniętą dłoń Jacka. Była to krew.
Powrót do góry Go down
Oscar J. Wells

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 24
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   09.12.15 22:25

Co prawda był tutaj już kilka razy po zmroku, ale nigdy nie przechodził przez Zakazany Las w całkowitych ciemnościach. Zawsze miał przy sobie jakieś światło, raz z lampy, a raz z różdżki. Nie było to zbyt rozsądne, ponieważ błąkanie się tutaj wieczorami raczej nie było pochwalane przez grono pedagogiczne Hogwartu. On i tak raczej się tym nie przejmował, dopóki nie groziły mu konsekwencje poważniejsze niż szlaban i ujemne punkty. Kto w ogóle przejmowałby się takimi bzdurami? Odrobina emocji była warta tak niewielkiego poświęcenia, prawda?
Pozwolił Jackowi prowadzić. Nie, żeby uważał się za lepszego w oprowadzaniu po tym lesie, ale trzeba przyznać, że znał go dosyć dobrze. Teraz jednak stwierdził, iż idą jakimiś zupełnie nieznanymi mu ścieżkami, jeśli można to tak nazwać. Podążał za młodszym Gryfonem, zastanawiając się, jakie niespodzianki przygotował dla nich los na dziś wieczór. Akromantule? Całkiem możliwe, jemu też obiło się coś o uszy. Rzadko kiedy nadarzała się okazja, żeby wybrać się po nocy do Zakazanego Lasu, jednak można było być pewnym, iż taka wizyta zapewni wrażeń na długi czas.
- Krukon? Wydawało mi się, że to właśnie oni stoją w tym zamku na straży prawa. Nie licząc nauczycieli, rzecz jasna. - odezwał się po krótkiej chwili namysłu, patrząc pod nogi. - A znasz kogoś, kto by za nimi przepadał? - z pewnością byli i tacy, ale Oscar nie znał żadnego miłośnika pająków. Jego zdaniem fajnie było od czasu do czasu pooglądać te stworzenia, jednak żeby trzymać je w domu i przynosić mu robale, czy czym tam się je karmi? Nie, to zdecydowanie go nie kręciło.
Zatrzymali się na rozwidleniu. Rozejrzał się dookoła, jakby faktycznie miał coś zobaczyć. Było tak ciemno, że ledwo co widział czubki własnych butów. Poszedł w ślady swojego towarzysza i oparł się plecami o najbliższe mu drzewo. Po swojej przebieżce, najpierw korytarzami zamku, a następnie błoniami, teraz nie był praktycznie zmęczony. Nie przypominał sobie, kiedy wyrobił tak dobrą kondycję, ale uznał, że to bardzo dobrze.
- W porządku. Zachód. Prowadź dalej. - powiedział do Jacka. Nawet za dnia miał dosyć słabą orientację w terenie, a co dopiero teraz miał wiedzieć, gdzie kierować się na zachód. Dobre sobie. Tak, czy tak, to chyba nie miało znaczenia. W każdym momencie mogli zejść z trasy.
Gdy chłopak oderwał się od pnia, Oscar postanowił zrobić to samo. Czekał, aż Gryfon zrobi kolejny krok, ale zauważył jego wyciągniętą rękę.
- Co się... - nie zdążył dokończyć pytania, kiedy księżyc wyłonił się zza chmury i oświetlił dłoń Jacka. Puchon otworzył szerzej oczy. - No nieźle. - skwitował to dwoma słowami, które nie do końca pasowały do obecnej sytuacji.
Nie byłby sobą, gdyby sam nie dotknął szkarłatnej cieczy. Nie był już w stanie zidentyfikować, o które drzewo opierał się ten drugi. Podszedł do niego trochę bliżej i wyciągnął palec wskazujący, a następnie przejechał nim po dłoni Jacka, nie zwracając zbytniej uwagi na to, jak chłopak na to zareaguje.
- Jak myślisz, czyja to krew? Chyba jest dosyć świeża, nie?
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   10.12.15 23:11

Parsknął perlistym śmiechem, który zaniósł się echem po lesie, gdy usłyszał wypowiedź Oscara – a może Jupitera, ha? – o Krukonach.
Gdzie cię chowali, chłopcze? Krukoni to najwięksi szmuglerzy kontrabandy, jakich widział Hogwart, ich Ognistą Whisky można już liczyć w hektolitrach! – zawołał, jego ramiona wciąż jeszcze trzęsły się od nagłego wybuchu wesołości. – Merlin wie, co chowają za tymi swoimi książeczkami i pergaminami... Wazeliniarze.
W oddali dało się słyszeć pohukiwanie sowy, choć Jack miał szczerą nadzieję, że nie przynależała do jednego z uczniów; brakowało jeszcze, żeby znosili do szkoły ptasie truchło zagryzione przez bliżej niezidentyfikowane zwierzę – Gryfon nawet nie wyobrażał sobie przykrości, którą poczułby, jeśli to jego Wendy padłaby ofiarą potwora. O ile w ogóle istniał.
A właściwie to dlaczego przedstawiasz się różnymi imionami? – wypalił ni stąd, ni zowąd, przystając na moment i obracając w kierunku chłopaka, w wyniku czego niemal wpadli na siebie z ledwo tylko stłumionym uderzeniem. – Prowadzisz selekcję, co? – Uśmiechnął się szeroko, jakkolwiek ciemności sprawiały, że mógł jedynie zgadywać, gdzie właściwie znajdują się teraz oczy Oscara.
Kiedy dostrzegł krew na własnej dłoni, w głowie Jacka symultanicznie zakiełkowały dwie myśli – z jednej strony zauważalna ulga, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że plama nie należała do niego, zatem nie sparzył się trującym zielskiem, jakiego pełno wokół, a zaraz po niej rosnąca ciekawość na wyobrażenie tego, co pozostawiło na tyle wymowny ślad agonii.
Hm, na pewno nie jest smocza – orzekł tonem znawcy, gdy niewiele myśląc – bardzo rozsądnie, Jack, dziesięć punktów dla Gryffindoru – musnął językiem wierzch skóry. – Tak, na pewno – zacmokał, a zaraz podetknął tamtemu do powąchania. Gest Oscara zresztą mile zaskoczył, jasnowłosy mógł to wręcz przyrównać do składania quasi-braterskiej przysięgi. Skierował się znów do nieszczęsnego drzewa, jednak nie dostrzegł zbyt wiele – znak okazałby pojedynczą kroplą czy raczej...?
A może tego zaginionego dzieciaka? Słyszałeś o nim? – zapytał rozochocony, dobywając z kieszeni chusteczkę i ocierając ostrożnie szkarłatną wilgoć. – Podobno w trakcie wojny Śmierciożercy zapędzili tu pierwszoroczniaka z Gryffindoru. Bał się wrócić i zmierzyć z ich różdżkami, ale obawiał też zostawać na noc w lesie... – Przerwał z rozmysłem, pozwalając sobie na dłuższą pauzę i delektując się ciszą, gdy kolejno czyścił każdy palec, jakby nigdy nic. – Mimo poszukiwań ciała nie odnaleziono. Mówią, że powiesił się na jakiejś gałęzi.
Powrót do góry Go down
Oscar J. Wells

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 24
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   13.12.15 20:09

Na początku nie zrozumiał rozbawienia Gryfona. Uniósł pytająco brew, czego ten drugi pewnie i tak nie zauważył. Ta ciemność zaczynała go już powoli denerwować, ale nie miał zamiaru używać różdżki. Przynajmniej nie teraz.
- Możliwe. W takim razie nigdy nie poświęciłem im wystarczającej uwagi. Wiesz, od razu uznałem, że są nudni. - wzruszył ramionami. -Wydawało mi się, że nie mają czasu na nic, poza siedzeniem w bibliotece. - naprawdę tak myślał. Nie potrafił inaczej uzasadnić ich dobrych ocen ze wszystkiego. Kiedy niby mieliby czas na pisanie tych wszystkich wypracowań i w ogóle?
Wsłuchiwał się w odgłosy lasu. Sowy. Szum drzew. Poczuł ciarki na plecach. Nie miał pojęcia czym były spowodowane. Póki co nie wyczuwał żadnego zagrożenie, o ile można tak powiedzieć, znajdując się w Zakazanym Lesie. Z resztą jeszcze nigdy nie przydarzyło mu się nic złego, poza kilkoma szlabanami. Nigdy nie rozmyślał o tym, że Zakazany Las nie bez powodu jest zakazany.
Ponownie usłyszał głos Jacka.
- Selekcja? Czy ja wiem... Nigdy się nad tym nie zastanawiałem...- no dobra, może trochę- dodał w myślach. Nie umiał określić, dlaczego przedstawiał się dwoma imionami. To było odruchowe. Wiedział tylko, że dla tych, którym przedstawiał się jako Jupiter był trochę... inny. Czasami bardziej spokojny, bardziej zorganizowany. Sam po sobie by się nie spodziewał, że może odmówić wycinania kawałów typkom ze Slytherinu na rzecz wspólnego wyjścia na herbatę. To nie było w jego stylu, przynajmniej tak mu się wydawało.
Obserwował ruchy Jacka. Kiedy ten postanowił polizać palec zamoczony w krwi, zmarszczył brwi. Nawet jemu wydawało to się mało rozsądne, jednak skwitował to jedynie kolejnym wzruszeniem zmarzniętych ramion. Nawet nie zauważył, iż zrobiło mu się zimno. Powąchał dłoń umazaną czerwoną cieczą. Poczuł metaliczny zapach, od którego nieco zawróciło mu się w głowie. Jak widać jego też prześladowały demony wojny. Oparł się jedną ręką o najbliższe drzewo.
- Powiedz mi lepiej, kto o nim nie słyszał? - przewrócił oczami. Po wojnie krążyło wiele opowieści. Niektóre były tak absurdalne, że aż zabawne. -Wierzysz w to? - zapytał sceptycznie. On sam zachowywał dystans do tych wszystkich pogłosek.

Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   14.12.15 8:54

Przez las przetoczył się gwałtowny podmuch wiatru, przy odrobinie nieszczęścia zerwałby czapki z głów, gdyby je oczywiście mieli (czapki, nie głowy), stąd ograniczył się tylko do strząśnięcia z gałęzi ostatnich liści, które zdołały doczekać zimy.
Wiesz, sądzę, że część z nich robi to, bo tak zakłada ich niepisany statut, a pozostała część nadrabia inteligencją i korzysta z wiedzy typowo książkowej tylko w uzasadnionych przypadkach. – No proszę, jaki się z niego domorosły psycholog społeczny wyłonił, aż sam nie mógł uwierzyć, więc tylko pokręcił do siebie głową, uznawszy, że najwyższy czas zakończyć kwestię obsmarowywania tyłków reszcie uczniów. Jeszcze Oscar gotów pomyśleć, że z Jacka mała plotkara, a kto tego potrzebował? Otóż właśnie.
Zagwizdał dla otuchy pierwszą lepszą melodię, która przypałętała się z szelestem drzew – jedną z nieskończenie fascynujących właściwości tego miejsca był fakt, że Jack jeszcze nigdy nie spotkał się z brakiem odezwu. Uniósł kąciki ust na dźwięk odpowiedzi, choć ledwo co dawała się dosłyszeć, musiała pochodzić z zupełnie odległej części puszczy. Jakoś nigdy nie zastanowił się bliżej nad tym, kto tak naprawdę mógł mu wtórować. Może leśne licho?
Pominął milczeniem kolejną wypowiedź chłopaka, choć strzelał na oślep, że najpewniej kryła się za tym specyficzna, nawet jeśli nie całkiem uświadomiona, skłonność, z jakiegoś powodu koledzy z drużyny zawsze nazywali go Oscarem, prawda? Zatem Jack musiał, musiał się dowiedzieć, może jeszcze nie teraz, ale w niedalekiej przyszłości. Puchoni zawsze okazywali dla niego największą zagadką, nie mogli przecież składać wyłącznie z uprzejmych uśmiechów!
Wyłowił z ciemności nagły gest tamtego – niespodziewany przypływ słabości, więc czym prędzej odsunął rękę, nie chcąc narażać Oscara na torsje. Wciąż zapominał o tym, że nie wszystkich ominęła Druga Bitwa o Hogwart.
Już lepiej? – zapytał gładko, choć nie zagłębiał się nad tym zbyt rozlegle, w końcu każdy z nich miał męską dumę, mhm? Dlatego zaraz dodał szybko: – Czy wierzę? Pewnie, że nie! Idąc podobnym tokiem rozumowania niemal w każdym zakątku szkoły powinny być zakopane ludzkie szczątki, a Wisielcem z Gryffindoru prefekci po prostu straszą pierwszaki, żeby nie wałęsały tam, gdzie nie...
Nie dokończył, nie zdołał. Właśnie obchodził pień i w ogóle, nomen omen, nie wpadł na możliwość istnienia ogromnej dziury w najbliższym sąsiedztwie drzewa.
Do której z niezaprzeczalną gracją wleciał.
How wonderful!
Powrót do góry Go down
Oscar J. Wells

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 24
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   14.12.15 22:19

-Możliwe... - rzucił bardziej do siebie niż do Gryfona. W sumie to by było całkiem rozsądne. Stwarzać pozory przykładnego ucznia, żeby odwrócić od siebie uwagę. Szkoda, że on sam nie wpadł na to w pierwszej klasie, bo teraz chyba było już za późno na kreowanie nowego wizerunku. Nikt nie uwierzyłby w nowe oblicze Oscara. On sam chyba by nie potrafił. Godziny spędzone w bibliotece, wypracowania, podlizywanie się nauczycielom... Nie, to zdecydowanie nie dla niego.
Wsłuchiwał się w melodię wygwizdywaną przez Jacka. Rozglądał się wokół. Otaczających ich mrok i szum drzew miały w sobie coś wyjątkowego. Tworzyły jakąś wyjątkową atmosferę. Odgłosy lasu od dawna nie wydawały mu się takie... złowieszcze. Dzisiaj miał wrażenie, że jest obserwowany. Że ktoś czeka na ich potknięcie. Albo coś.To było niepokojące, nigdy wcześniej się tak nie czuł. Oczywiście nie miał zamiaru panikować przy młodszym koledze, nie upadłby przecież tak nisko. Póki co wszystko było pod kontrolą przynajmniej na razie tak mu się wydawało.
Odetchnął z ulgą, gdy uwolnił się od tego zapachu. Wziął głęboki oddech i wszystko wróciło do normy.
- Jasne, wszystko w porządku - odpowiedział. Nie stało się nic okropnego, to była po prostu chwila słabości. Spokojnie słuchał tego, co na temat powojennych historyjek ma do powiedzenia Jack aż nagle stracił go z oczu. Oczywiście nie zajęło mu długo, żeby zorientować się, co się stało.
Spojrzał do dziury, do której wpadł chłopak. Nic nie zobaczył, bo przecież było ciemno.
Krew, dziury... Ciekawe, co ciekawego nas jeszcze dzisiaj spotka.
- Jesteś cały? Głęboka jest ta dziura? Co tam jest? Mam cię wyciągnąć? - zadał wszystkie te pytania niemalże na jednym tchu. Nie miał pojęcia, co powinien teraz zrobić. Zastanawiał się, co znajduje się w tej dziurze. Miał nadzieję, że to nie jest gniazdo jakichś niebezpiecznych stworzeń. Tak właściwie co mogło znajdować się w dziurze, w Zakazanym Lesie?
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   16.12.15 9:40

No pięknie.
Kilka odruchowych, ale i niepowstrzymywanych przekleństw opuściło usta Jacka, gdy uświadomił sobie, że leży jak długi w dole głębokim na kilka metrów. Merlinie, kto w ogóle pomyślałby, że w takim miejscu mogą się kryć podobne niespodzianki? Wiadomo – wszyscy, oprócz niego, rzecz jasna. Ze złością uderzył pięścią w wilgotne podłoże, zrywając się szybko, zbyt szybko, usłyszawszy głos Oscara, czego po kilku sekundach gorzko pożałował. Coś było wyraźnie nie tak z jego kostką, ewidentnie, coś nieprzyjemnie chrupnęło, kiedy się podnosił. Cholera. Rozejrzał się bezradnie wokół, naiwnie chcąc dostrzec odpowiedzi ukryte w plątaninie grubych korzeni.
A niech to szlag! Nieźle łupnąłem! – zawołał dziarsko, jakby w istocie wpadł tutaj z lekkością piórka. Przy okazji z umiarkowanym zdziwieniem odkrył, że z tej perspektywy noc wydaje się jeszcze piękniejsza, jak to mawiała matka? Niebo gwieździste nade mną...?
Wzdrygnął się, uświadomiwszy z nagła, że przecież rzeczywiście mogli trafić na siedlisko niebezpiecznych stworzeń, a on, niczym prawdziwy łowca, wystawił się jako wyjątkowa łatwa – i głupia, Jack, ty idioto! – zdobycz. Jeszcze raz przesunął na oślep palcami po kleistych ściankach, ale nie odkrył niczego podejrzanego. Wszystko w porządku. Nie, zaraz. W pewnym momencie pojawiała wyrwa – Jack nachylił się badawczo i właśnie wtedy odkrył niski tunel, przez który człowiek na pewno nie potrafiłby się przecisnąć, chyba że przy użyciu magii.
Natomiast co innego przedostałoby się z łatwością.
Przeklął raz jeszcze. Tym razem dużo głośniej.
Zaczął się w popłochu wspinać ku górze, wczepiwszy kurczowo w korzenie i wspomagając się – auć! – stopami, a jednocześnie dobiegło go z tyłu nieprzyjazne syknięcie. To nie znaczyło nic a nic dobrego. Na szczęście korzenie wydawały na tyle silne, że mógł się całkiem swobodnie zaprzeć, choć uczucie nie było przyjemne, czuł mokrą, kleistą ziemię po prostu wszędzie – na twarzy, pod paznokciami, za kołnierzem kurtki, ale nie zatrzymywał się, nawet nie biorąc pod uwagę skorzystania z różdżki. Już znalezienie się w dziurze było wystarczającym upokorzeniem dla jego gryfońskiej dumy. Przy końcu wyciągnął dłonie w kierunku chłopaka z niemą prośbą, po czym nie dał im choćby chwili na urwany oddech.
Chodu! Zaraz coś się stamtąd wynurzy! – rzucił, chwytając Oscara za rękę i ciągnąc wraz z sobą w ciemność. Nieszczęsna noga uwierała niezmiernie, zauważalnie utykał, jednak obrażenia nie wydawały mu się na tyle duże, by nie naprawić ich później w dormitorium prostym Episkey.
Biegli nieprzerwanie aż do szkolnych błoni; po raz pierwszy Jack ze szczerą ulgą przywitał majaczące wieże i wieżyczki Hogwartu.
Dopiero wtedy obrócił się w kierunku lasu. Był zgrzany, na policzkach miał smugi błota, ale uśmiechał się szeroko, a jego oczy wręcz opalizowały z uciechy. Nawet jeśli nie udało im się poskromić potwora, mógł z całkowitą pewnością zaliczyć tę wyprawę do udanych.
Powrót do góry Go down
Oscar J. Wells

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 24
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   27.12.15 14:34

Oscar nerwowo stąpał z nogi na nogę, czekając na odpowiedź Gryfona. Nie wyglądało to zbyt ciekawie, nie zważając na to, czy dziura była głęboka czy nie. Z jednej strony czuł ulgę, że to nie on wpadł do tej nory, jednak z drugiej strony czuł niepokój, ponieważ może się okazać, że to on będzie musiał użyć jakichś zaklęć, których jego znajomość była, przyznajmy, nieco wątpliwa.
Kiedy usłyszał wiązkę przekleństw dobiegających z dołu, podziękował w myślach Bogu, czy komukolwiek, kto jest za to wszystko odpowiedzialny. Żyje.
- Dasz radę jakoś stamtąd wyjść? - zapytał jeszcze raz, tak dla pewności, po czym rozejrzał się w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia w postaci zamieszkujących las zwierząt lub, co gorsza, dyżurujących nauczycieli. Niczego niepokojącego nie zauważył, więc pochylił się nad dziurą i czekał. Zastanawiał się, co do cholery robiła tutaj ta nora. Przecież w ten sposób można byłoby się zabić, jeżeli trafiłoby na biednego pierwszaka. Ale czy pierwszaki chodzą do Zakazanego Lasu? Nie, chyba nie. Przynajmniej nigdy tu żadnego nie widział i wcale im się nie dziwił. W końcu nawet pierwszaki miały trochę rozumu. Oscar też miał, ale potrzebował adrenaliny. Jego głupie wyskoki w tej szkole zawsze były kierowane żądzą wrażeń.
Nagle z otworu wynurzyły się upaćkane ziemią dłonie. Nareszcie. Chwycił Jacka i pomógł mu wyjść. Nie krył zdziwienia, kiedy ten chwycił go za rękę i nakazał uciekać. Czyżby dziura była na tyle głęboka, żeby nie usłyszał nic podejrzanego? Możliwe, więc nie zastanawiał się zbyt długo i dał Jackowi prowadzić. Pomyślał sobie, że całkiem dobrze zrobiła mu przebieżka na to spotkanie, bo teraz zdecydowanie mniej się męczył. Zauważył, że młodszy ma jakiś problem z kolanem, kostką, czy czymś innym, ale najwidoczniej nie było czasu na zbadanie sprawy. Stwierdził, że i tak na pewno szybko się z tego wyliże i biegł dalej.
W momencie, kiedy Gryfon się zatrzymał, on zrobił to samo. Wyprostował się i założył ręce na piersi. Spojrzał na Jacka i uniósł jeden kącik ust w górę.
- Akromantule? Czy coś bardziej niebezpiecznego? - zaśmiał się - Z nogą w porządku? - jeszcze raz spojrzał na nogę chłopaka. Nie zauważył krwi ani otwartych złamań i ponownie odetchnął z ulgą. - Podobało się? Kiedy powtórka? - uśmiechnął się do niego. Wcale nie ukrywał, że właśnie takie spędzanie wolnego czasu kręciło go najbardziej.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   28.12.15 10:38

Przez dobrą chwilę chwytał łapczywymi haustami chłodne powietrze – pokonali całkiem spory odcinek lasu, jakby nie było, a swobodnemu truchtowi zdecydowanie nie pomagało grząskie, błotniste podłoże, które towarzyszyło im aż do pierwszych skrawków szkolnej murawy z cichym plask! pod podeszwami, nie wspomniawszy już o doszczętnie zachlapanych nogawkach spodni.
Kiedy ruszali, panował jeszcze względny wieczór, jednakowoż obecnie zdążył oddać się zapamiętale we władanie nocy, owionąwszy obu chłopców lodowatym podmuchem. Jack zadrżał, mokra ziemia, którą był oblepiony raczej nie dopomagała w zachowaniu ciepła.
Dopiero teraz, po wyczerpującym biegu, odczuł doskwierający ból kostki, ale machnął ręką – nie było co o tym nawet wspominać, w końcu nie mieli po dwanaście lat, a kto nie ryzykuje, ten nie żyje, prawda?
Coś zdecydowanie gorszego – zawyrokował pewnie, choć zaczęły nastręczać się wątpliwości co do jakości widzenia w tej pierońskiej dziurze, a szok wywołany upadkiem też zrobił swoje. Niemniej Jack oddał uśmiech rozmówcy, podobnież unosząc zaledwie kącik ust. W myślach szykował plany na kolejną, nazwijmy to, ekspedycję naukową, wszak należało się temu przyjrzeć, jeśli bliżej niesprecyzowana bestia siała spustoszenie po Zakazanym Lesie, mhm? –  Coś wartego obejrzenia ponownie. W przyszłości – dorzucił jeszcze, uznając, że Puchon bez wątpienia załapie aluzję, a co więcej – nie będzie trzeba go nawet  prosić dwa razy.
To było niezłe – stwierdził, jakby właśnie wyszli z wyjątkowo upajającego seansu kinowego, choć Jack podskórnie czuł, że powrót do domu nie będzie miał wiele z filmowego happy endu – było późno, o wiele łatwiej natknąć się na nocne patrole, ale nic to, i tak zostaną zmuszeni się z tym zmierzyć. – Pamiętaj, że cokolwiek złego, wystarczy jeden list. – Wyszczerzył się dziarsko, klepiąc tamtego po ramieniu, a choć starał się poczynić gest w miarę delikatnie, pozostawił po sobie lepki ślad wilgoci. Oby nikt w dormitorium nie narzekał na nadmiar błota, najwyżej rano się posprząta.
Branoc! – pożegnał się półszeptem, a potem pognał jak błyskawica w kierunku schodów. Chociaż ten jeden raz zazdrościł Puchonom – okolice kuchni były nieporównywalnie bliżej niż niebotyczna Wieża Gryffindoru.

{zt x2}
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   14.02.16 9:38

Zakazany Las o poranku przyciągał Jacka i chłopak nic nie mógł na to poradzić, poza poddaniem się temu. Tak też było i tym razem, mimo chłodu i porannej zimowej aury. Nocne zwierzęta nie zdążyły jeszcze położyć się spać, więc Jack ganiał za nimi po polanie, budząc jednocześnie te, które wciąż spały. Przyroda nie miała nic przeciwko jego obecności, a on mógł tak po prostu, beztrosko czuć się szczęśliwy.
Ale co za dużo, to niezdrowo.
Bez ostrzeżenia zmaterializowała się przed nim postać. Zbyt podobna do niego samego, ale o wiele, wiele starsza. Z tym szyderczym uśmieszkiem, może odrobiną politowania w oczach... Mężczyzna stał kilka kroków od Gryfona, nie odzywając się, nie robiąc nic, ale wystarczyła sama jego obecność. Tylko że to nie był koniec. Nie dalej, jak dwa metry za Jackiem, pojawiło się wysokie lustro, odbijając ich obu. Chłopak go nie widział, ale wkrótce miał zobaczyć – po kilku sekundach pojawiło się kolejne lustro. I jeszcze jedno, i jeszcze… Wystarczył moment, by potężne lustra zamknęły ich w kręgu, odbijając w nieskończoność. Między szklanymi taflami były niewielkie przerwy, przez które przebijał las i Jack ruszył w tę stronę. Wystarczyły jednak dwa kroki, by lustro znikło i pojawiło się metr dalej. Feversham nie był w stanie do nich podejść ani od nich uciec…
Musisz to zatrzymać. Twoim zadaniem jest wymyślenie sposobu na zamknięcie starszego mężczyzny w bezpiecznej klatce. Klatce, która w zminiaturyzowanej wersji wisiała na jego szyi. Musisz ją zdobyć, powiększyć i zamknąć go w środku. Szkopuł tkwi w tym, że nie możesz dotknąć postaci, jeśli nie chcesz stracić ręki. Zaklęcie przywołujące na niego nie działa, podobnie jak wszelkie zaklęcia zatrzymujące. Jest w stanie się bronić, więc rzucając zaklęcie musisz rzucić dodatkową kostką - parzysta zaklęcie obronione przez mężczyznę, nieparzysta zaklęcie nieobronione przez mężczyznę. Możesz szukać pomocy, ściągnąć znajomych, nauczycieli. Mistrz Gry da ci znać, jak ci idzie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   21.02.16 21:37

A niech to szlag.
Nie sądził, że poranna wyprawa do Zakazanego Lasu przyniesie mu nieco więcej niż zwyczajowe karmienie hogwarckich wiewiórek. Zacisnął kurczowo jedną z dłoni, gdy próbował się instynktownie wycofać, a wtedy coś chrupnęło ostrzegawczo – garstka orzechów laskowych, pozostałość po wiewiórczym śniadaniu, jeszcze trochę i skończą jako resztki zmiażdżonych łupinek, przy okazji kalecząc Jackowi palce.
Mógłby co prawda przekonywać samego siebie, że wszystko jest zaledwie mirażem, prozaicznym skutkiem przeciążenia uczniowskiego umysłu, ale aż nazbyt dobrze pozostawał świadomy jednego fałszywego kroku i rychłego skończenia żywota na twardej nawierzchni lustra. No, nie o takiej śmierci marzył, trzeba przyznać.
A co to ja jestem? Alicja w Krainie Luster?, myślał w duchu, chcąc dodać sobie w ten sposób jakiegokolwiek kurażu; dotkliwie żałował, że zachciało mu się wiązać krawat tuż przed wyjściem – charakterystyczne barwy Domu Lwa nieomal jarzyły się wewnętrznym światłem, jakby pochłaniając cały poblask pogłębiającego się świtu, tym samym dotkliwie zwiększając poczucie winy. Bohater za grosze, nie ma co.
Dopiero po chwili był w stanie podnieść wzrok i utkwić go bez przekonania w kreaturze o kilka metrów dalej.
I na co tak patrzysz, dziadygo? – warknął spomiędzy zębów, kiedy lustra wokół natarły zgodną armią, tworząc coś na wzór groteskowego ringu pośród zielonej trawki. – Na co tak patrzysz? – zapytał raz jeszcze, nie wiedząc czy tak naprawdę zwraca się do starca, czy siebie samego.
Był Gryfonem. I musiał coś wymyślić. Po prostu musiał.
Lustra odskakiwały, o ile tylko wyciągnął rękę w ich kierunku, niby podświadomie wyczuwając, że chłopiec zamierza je wykorzystać do niecnych celów. No cóż, zatem trzeba inaczej.
Nie wahał się dłużej i machnął różdżką.
Promień zaklęcia rzuconego pod odpowiednim kątem odbił się od tafli najbliższego lustra, by pomknąć w kierunku następnego, a stamtąd – dokładnie w przeciwnika.
Może uda się go oszołomić? Wszak nie rzucił potężnej klątwy – zwykły ogłuszacz, nic wielkiego. Nie chodzi o siłę. Wiedział, że nie.
Przynajmniej miał nadzieję.
A później... zobaczy się.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   22.02.16 1:44

Założenie było... Cóż, całkiem słabe. Choć pomysł z wykorzystaniem luster całkiem niezły. Niemniej, na starszym mężczyźnie nie robiły przecież wrażenia żadne drętwoty, petrificusy i cała ta reszta zwykle przydatnych zaklęć, powodujących zatrzymanie. Jego ruchy musiały pozostać nieskrępowane, bo tak sobie życzył i nie miał sensu dyskutowanie z nim. Żeby jednak zademonstrować, co potrafi, odbił zaklęcie, które poszybowało z powrotem, odbijając się od tafli kolejnych luster i tylko niezły refleks Jacka pozwolił mu się uchylił niemal w ostatniej chwili. Promień zaklęcia znalazł ujście między dwoma lustrami i poszybował gdzieś w las.
Także nic z tego. Trzeba próbować czegoś innego, aż wyjdzie.
Mężczyzna pokręcił głową, uśmiechając się.
- Znikąd pomocy, Jacku - stwierdził cicho, choć jego głos, najwyraźniej magicznie wzmocniony, odbił się echem po lesie. - Nie pasujesz, nie jesteś częścią grupy, więc jesteś sam.
Mężczyzna pstryknął palcami i zaraz przed Gryfonem pojawiło się kolejne lustro, mniejsze, lewitujące w powietrzu na wysokości jego twarzy, najwyraźniej tylko po to, by zaraz potem rozsypać się na masę kawałków i rozsypać się u stóp chłopaka.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   28.02.16 16:46

A jednak nie poskutkowało.
Jack nie był tym szczególnie zaskoczony, wiedział, że podążanie prostymi ścieżynami może się okazać nieco złudne, bo przecież nie o moc magiczną się rozchodziło. Teraz jedynie się w tym upewnił.
Poczciwy staruszek ani drgnął, zaklęcie nawet go nie drasnęło, zatem można by przypuszczać, że jakakolwiek magia zdawała się dziadygi nie imać, ale trzeba przyznać jedno – im dłużej Jack przypatrywał się zarazie, tym bardziej rosło w nim rozbawienie absurdalnością całej sytuacji.
Uniósł brwi na dźwięk głosu rozmówcy.
Będziesz mi się tu teraz umizgiwał? Wolnego, kolego. – Złożył ramiona na piersi i wyszczerzył szeroko, co jednocześnie uchroniło Fevershama od zbytecznego przerażenia się wybuchającym lustrem. Po prostu otrzepał z włosów odłamki szkła, szczęśliwie żaden nie trafił w bardziej wrażliwe miejsca. – A kto powiedział, że chcę być częścią grupy? Na moją uwagę też trzeba sobie zasłużyć. Samotność okazuje zbawcza, gdy nie ma się ochoty na kotłowanie z pospolitym kołtunem – odparł zgodnie z prawdą.
Zaczął dyskretnie zaglądać w zwierciadła, nie zbliżywszy się do nich zbyt mocno, może chodziło po prostu o spojrzenie w twarz własnym demonom i stawienie im czoła? Zaakceptowanie wewnętrznej słabości mimo wszystko?
Każdy impuls do dalszej walki był równie cenny. Zawsze warto spróbować.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   10.03.16 3:00

- Oczywiście, że trzeba zasłużyć na uwagę jaśnie pana. Pospolity kołtun może paniczowi buty czyścić - zakpił starzec. Zmrużył oczy i uśmiechnął się lekko. - Pańskie ego, panie Feversham, albo jest zdecydowanie zbyt duże, albo jest idealną przykrywką dla przerażającej samotności. Ja wiem, która odpowiedź jest prawidłowa, a ty?
Jeden ruch dłonią starca wystarczył, by ubranie chłopaka na wysokości uda zostało rozerwane, a z głębokiej rany zaczęła sączyć się krew. Kolejna rana pojawiła się na jego policzku. Kolejne lustra pękały, zasypując trawę odłamkami szkła, a na ich miejsce pojawiały się nowe.
Nie rób nic, a wykrwawisz się, umrzesz, przysypany szkłem, które w nieskończoność będzie odbijać twoją twarz.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   09.05.16 20:06

Scena niczym z opowieści grozy, prawda? Sterczenie gdzieś w Zakazanym Lesie twarzą w twarz ze swoim największym lękiem. Chociaż... sterczenie? Tak chyba tego nie można nazwać, bo Feversham musiał nieźle się nagimnastykować, aby nie dać się zbyt dobitnie poharatać kawałkami szkła. Pierścień luster, które co chwilę pękały po to, aby obsypać Jacka masą szklanych kawałków zaraz ustępowały miejsca nowym zwierciadłom, zachowującym się tak jak poprzednie. Błędne koło. Niezbyt sprzyjające warunki do walki i na pewno znacznie ją utrudniające. Jednak kto jak kto, ale Gryfon miałby sobie nie poradzić?
Można tylko snuć domysły w jaki sposób chłopak pokonał widmo. A może on sam nie wiedział? Tak czy siak, po długiej, trudnej i na pewno bolesnej walce udało mu się dorwać mikroskopijną klatkę w swoje ręce, powiększyć ją i uwięzić w niej demona.

[zt]


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   26.06.16 20:40

Chociaż Maya była osóbką starającą się trzymać jak najdalej od wszelakich kłopotów, dodatkowo będąc dziewczęciem nieśmiałym i trochę bojaźliwym, miewała pomysły, które same ją zaskakiwały. Dziś nastał dzień właśnie czegoś podobnego. Uznała, że idealnym pomysłem będzie udanie się do Zakazanego Lasu, którego o dziwo nie obawiała się tak, jak powinna, by poszukać pewnej rośliny, która mogła przydać jej się w stworzeniu potrzebnego eliksiru. Przed egzaminami chciała poprawić tę umiejętność, dlatego po zajęciach, nie zastanawiając się zbyt długo, udała się do dormitorium, by założyć coś o wiele wygodniejszego i bardziej odpowiedniego, niż szkolna szata i spódniczka. Padło na spodnie, które pomimo ciepłej pogody były długie oraz zwykło koszulkę.
Przechodząc przez Pokój Wspólny dostrzegła siedzącego przed kominkiem Malcolma, który zdawał się być pogrążony w rozmowie z kolegą. Puchonka nieśmiało podeszła do przyjaciela, a kiedy ten już zwrócił na nią uwagę, zapytała, czy nie zechciałby jej potowarzyszyć. Zawsze to o wiele lepiej posiadać odpowiednie towarzystwo, które nawet w razie czego będzie umiało obronić ją przed niebezpiecznym zwierzęciem! Bo w jej oczach Malcolm jawił się jako osoba odważna, miła, pomocna, silna i zwyczajnie mądra. Dodatkowo bardzo go lubiła, co ułatwiało jej zaproszenie go do wyprawy.
Na całe szczęście specjalnie długo namawiać go nie musiała i po chwili kierowała się z Puchonem u boku w stronę Lasu.
- Dziękuję – powiedziała gdzieś w połowie drogi, a na jej policzkach zaraz pojawił się nieśmiały rumieniec. – Że się zgodziłeś. Wiesz… pewnie poszłabym tam sama, ale… zawsze dobrze mieć kogoś obok – wyznała. Zabrzmiało to dość dziwnie, dlatego speszyła się jednak bardziej i zamiast patrzeć na chłopaka, skierowała wzrok przed siebie.
Kiedy znaleźli się na miejscu od razu weszli pomiędzy drzewa. Aura tego miejsca napawała ją zawsze dziwnym uczuciem, a jednak coś ciągnęło ją dalej. Nie uważała się za odważną, była typową Puchonką. Taką stereotypową. A pomimo tego parła naprzód mając przed sobą cel. Cel znalezienia tej roślin. Pech chciał, że w tym celu chwilowo przeszkodził jej konar jednego z drzew, o którego łaskawie raczyła się potknąć. – Ojej – jęknęła.
Powrót do góry Go down
Malcolm Grant

avatar
Gracz


Skąd : Newcastle
Liczba postów : 36
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   28.06.16 22:36

To był bardzo dobry dzień dla Malcolma. Na zajęciach nauczyciele dali mu spokój i obiad był wyjątkowo smaczny, miał też ciekawe plany na wieczór, a teraz odpoczywał w Pokoju Wspólnym. Wydawało się, że nic nie może tego dnia popsuć, ale przecież, od czego jest Maya. Dziewczyna przyszła do niego, kiedy siedział przy kominku, z dość nietypową prośbą. Zakazany Las? Wcale nie uśmiechało mu się do niego iść. Nie, to nie był dobry pomysł. Był bardzo głupi i nawet on to wiedział. W ogóle, po co ona chce tam iść? Żeby przygotować się do egzaminu. Kogo obchodzą egzaminy? Zresztą Maya i tak na pewno da sobie z nim rade. Tylko jak jej odmówić? Nie wiedział. W końcu była jego przyjaciółką od pierwszej klasy, a on kochał ją, jak niechcianą siostrę. I co on miał zrobić? Musiał spełnić jej prośbę, mimo że bardzo nie chciał. Pojęczał jeszcze trochę, żeby wiedziała, że wcale nie chce tam iść, a potem zgodził się jej towarzyszyć. Próbował wmawiać sobie, że karma jest po jego stronie i dobre uczynki do niego wrócą, ale nie za specjalnie go to podbudowało.
A więc zmierzali tak ramie w ramie, nieuchronnie zmierzając do celu. Maya wyraźnie wyglądała na pewniejszą siebie w obecności chłopaka, jakby liczył na to, że ją obroni, w razie konieczności, tylko nie za bardzo wiadomo, jak miałby to zrobić, bo choć serce miał waleczne, to predyspozycje ku temu, co najwyżej mierne. Malcolm natomiast wyglądał, jakby szedł na skazanie, a w jego głowie wybrzmiewało jedno pytanie: Dlaczego ja?
Z rozważań nad tym fundamentalnym wyrwała go Maya i jej podziękowania. I w sumie chyba dobrze, że to zrobiła, bo bardzo poprawiło mu to humor. Nie wiedział czemu, ale jakoś mu się poprawiło.
- Nie musisz dziękować. - odpowiedział ze szczerym uśmiechem na ustach. - Przyjaźnimy się. Poza tym ty zrobiłabyś to samo na moim miejscu.
Dotarli do Zakazanego lasu. Było to bardzo dziwne miejsce, magiczne, chociaż można było się tego spodziewać, bo przecież to Hogwart, a tu wszystko jest magiczne. Las był jednak trochę inny niż wszystkie inne miejsca, może dlatego, że nawet ten zwykły, niemagiczny, ma w sobie coś mistycznego. Zawsze, kiedy tu wchodził, miał takie dziwne wrażenie, że…
W tym momencie dziewczyna upadła. Malcolm natychmiast przykucnął przy niej.
- Nic Ci nie jest? - spytał.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Zakazany Las   11.07.16 11:55

Lubiła wspólne wypady z ludźmi, których lubiła. Nawet jeśli owe wyjście z pozoru wydawało się bezsensowne. Oczywiście prawdziwym wyzwaniem było dla niej podejście do przyjaciela i zaproszenie na wyprawę, ale ostatecznie przecież to był ktoś, kogo znała. Więc czy nie powinna czuć się iście wspaniale i pewnie? Cóż, zapewne większość osób miało właśnie takie podejście, ale Maya były dziwnym stworzeniem, które postrzegało świat trochę inaczej i nawet, jeśli znała kogoś długo i tak zdarzało jej się peszyć w towarzystwie tejże osoby. Mniej, niże przy obcych, ale nadal było to pewnego rodzaju niepewnością, co nie zawsze działało korzystnie.
Teraz, idąc obok Malcolma starała się zachowywać normalnie. Nie chciała, aby chłopak pomyślał dziwne rzeczy, bo chociaż na pewno nawykł do jej reakcji, tak wiadomo, że w głębi duszy można było pomyśleć coś odmiennego. Zależało jej na dobrych relacjach z ważnymi osobami i nie chciała, aby zostały zniszczone przez jej durne zachowania, nad którymi nie panowała.
Z każdą chwilą jednak coraz bardziej oswajała się z obecnością chłopaka. Za kilka minut niepewność zniknie całkowicie, była tego niemal pewna. Poczuje się dobrze, a całe spotkanie będzie ich wspólną przygodą. Czy to nie brzmiało wspaniale? Brzmiało. Ale najpierw należało rozwiązać bardzo ważną kwestię. Mianowicie musiała wyjaśnić przyjacielowi po co właściwie do tego lasu szła. Do miejsca, które większość osób napawało przerażeniem, a ona, strachliwa Puchonka bojąca się Ślizgonów, szła tam z własnej woli.
- Upiekę ci babeczki. Proszę, pozwól mi je upiec – spojrzała na niego z uśmiechem oraz niemym błaganiem w jasnoniebieskich oczach. Lubiła robić coś dla przyjaciół, lubiła piec. Czemu więc nie mogła połączyć tych dwóch rzeczy? Zaraz jednak jej radość zamieniła się we wstyd, kiedy upadła. No tak, musiała swoją niezdarnością zniszczyć wszystko. – Ugh… T-tak – powiedziała klękając na kolanach. – Przepraszam – uśmiechnęła się, a chwilę później już stała na nogach i otrzepywała ubranie. – Nawet tutaj muszę być taką niezdarą – z tego wszystkiego ponownie wyleciało jej zdradzenie chłopakowi przyczyny wejścia pomiędzy drzewa. – Ostatnio staranowałam jakiegoś wyjątkowo niemiłego Ślizgona – westchnęła, jakby ta historia miała tragiczne zakończenie. Bo ostatecznie miała. Dla niej.


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Zakazany Las   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: