Share | 
 
Cieplarnie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Cieplarnie   28.09.15 3:53

First topic message reminder :

Cieplarnie
W pobliżu Zakazanego Lasu ustawiono kilka cieplarni, a w każdej można zobaczyć inne rośliny. Kolejni nauczyciele Zielarstwa, którzy zmieniali się na przestrzeni lat, pielęgnowali posadzone w nich okazy, byś teraz mógł się dzięki nim uczyć. Znajdziesz tu najróżniejsze odmiany magicznych roślin o właściwościach nie tylko leczniczych, ale też trujących czy halucynogennych. Nigdy jednak nie próbuj sam sprawdzać, co sprawi nieznana ci roślina - to się może naprawdę groźnie skończyć!
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   08.05.16 18:26

Czy było coś piękniejszego od lekcji zielarstwa? Prawdopodobnie nie, o ile człowiek faktycznie lubił babrać się w roślinkach i grzebać w ziemi. Alex nie miał nic przeciwko. Ba, dla niego nawet wielce interesujące wydawało się poznawanie tajników chwastów, zgłębianie ich rozwoju, sposobu odżywiania, pielęgnacji i co najważniejsze, przydatności. Bo dla niego większość rzeczy musiała mieć sens i przydawać się w przyszłości. Jeśli coś takowe nie było, sądził, iż nie warto trwonić swojego czasu. Niemniej jednak zielarstwo szanował, jak również nauczyciela, dlatego postanowił się nie spóźnić. Jaka szkoda, że założenia trafił szlag, kiedy na korytarzu spotkał urodziwą damę, z którą miał zamiar zamienić słówko czy dwa. Skończyło się na dziesięciu, bo z jakichś niewyjaśnionych przyczyn wkradł się tam flirt i umówił się z nią na gorącą czekoladę, tym samym spóźniając się na lekcję. Kiedy zorientował się, że zajęcia zapewne już trwają, popędził ile sił w nogach, tym samym wpadając do cieplarni lekko zgrzany i co najgorsze spocony! Wziął kilka głębokich wdechów, przeprosił nauczycielkę i udał się do jednego z wolnych stanowisk. Nie miał zielonego pojęcia, co ma robić, ale od czego są innych ludzi? Nie był jakąś niemotą, by się nie zapytać, co też uczynił. Tym bardziej, że obok niego stała jakaś urodziwa dziewczyna, która dodatkowo wydawała się być miła. Szepnął to i owo, dowiadując się, że chodzi o wnykopieńki. Bardzo dobrze, nie mogło być tak źle, chociaż jako posiadacz wiedzy na ich temat wiedział, że bywają zdradliwe. Niczym kobiety!
Zakasał rękawy gotów do pracy. Powoli zaczął zbliżać się do rośliny, chociaż korciło go, aby podbiec i niczym jakiś ninja chwycić na pnącza, które zapewne się wysuną. Cenił sobie jednak swoje ciało i nie chciał ucierpieć, toteż postanowił zrobić to ostrożnie, jak na rozważnego człowieka przystało. Kroczek po kroczku zmniejszał dystans. Uważnie przypatrywał się roślinie, która spokojnie leżała. Za spokojnie. Chwilę później wystrzeliły pędy, które Alex pochwycił w dłonie odziane rękawiczkami. Punk dla niego koszmarna roślino! Z satysfakcją spoglądał na dorodne strąki, które mu zaprezentowała.

Liczba wyrzuconych oczek: 3
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   09.05.16 17:49

Merlinie, Benoit to się z Tobą dzieje !!
Takie myśli miała w głowie, gdy wstała. Od rana, jej dzień nie był taki, jaki miał być. Pierw podarły jej się spodnie, które tak bardzo lubiła. Potem poplamiła koszulkę czekoladą, nie miała nawet różdżki przy sobie aby to zmyć. A następnie spadła ze schodów, na szczęście nikt tego nie widział, a ona obiła sobie tylko piszczel, albo aż !. Ten dzień nie mógł być gorszy, bo przecież co się jeszcze może stać? Może na przykład to, że zapomniała o lekcji, a gdy jej sie przypomniało to było za późno ? Zaczęła biec ile sił miała w nogach. Najwyraźniej spóźniał się aż tak bardzo, że wszyscy zaczęli robić zadanie, które dała im pani profesor.
- Przepraszam - szepnęła do profesorki i stanęła tam gdzie było miejsce. Czyli obok Alex'a. Skinęła mu głową na przywitanie. - Heyy - . Oh jak ona nie lubił się spóźniać, wtedy jakoś dziwnie wszyscy na ciebie patrzą. A ona czuła się z tym źle, od razu chowała twarz między włosy. Podeszła do roślinki i chciała ją przesadzić.
Najwyraźniej roślina nie chciała aby ktoś ją przesadzał. Zaczęła ją atakować tymi swoimi łodygami. Benoit, wydała z siebie piskliwy okrzyk i doskoczyła od roślinki. - Ała ! pisnęła. Wredna oślina ! Serio, NAJWYRAŹNIEJ MOGŁO BYĆ GORZEJ. Taki wstyd.. Dziewczyna zaczęła dotykać swoje poranione ramiona. Masakra.

Liczba wyrzuconych oczek: 4
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   09.05.16 19:07

Co za upokorzenie. Głupi chwast. Nie miała ochoty robić tego ponownie, ale nie wyjdzie w środku zajęć, prawda? Odeszła krok do tyłu i przyjrzała się roślinie. Nic specjalnego nie zobaczyła, znów był spokojny. Zbliżyła dłoń i od razu dostała po łapach. Fukneła na roślinę i spróbowała przybliżyć rękę, cofnąć i znów szybko przybliżyć. Za drugim przybliżniem wykopieniek jak by zareagował wolniej i nie zdążył wyrzucić pędów. Zrobiła tak jeszcze raz tym razem chwytając pędy. No udało się. Nareszcie. Mogę już iść?
Liczba wyrzuconych oczek:5
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   09.05.16 22:06

Rose popatrzyła dyskretnie po sąsiadach. Większości się już udało, były jednak pewne niedobitki. Wbiła niepewne spojrzenie w krzaczek czekający na jej drugie podejście. Po chwili zacisnęła pięści, zaklinając siebie i wszystko dookoła. Ona nie da rady? Ravenclaw nie da rady!? No chyba jakiś żart!
Zrobiła niepewny krok w miejscu, po czym odważnie podeszła do rośliny, tym razem nie mając zamiaru popełnić tego samego błędu co poprzednio. Zbyt duża pewność siebie nigdy nie przynosi czegoś dobrego, pomyślała dziarsko. Tym razem spróbowała pojeść roślinę nieco rozważniej. Oczywiście, krzak wypuścił pędy i zaczął atakować, ale tym razem Rose była przygotowana. Zacisnęła zęby by nie syknąć z bólu kiedy to jedno z wici smagnęło ją po ręce. Nie poddała się jednak! Zaczęła jak najszybciej zbierać pędy rośliny w garść aż w końcu... Udało się! Tak!! Rose uśmiechnęła się do siebie dyskretnie, przestępując z zadowoleniem z nogi na nogę. Co teraz? Nagła energia, która wstąpiła do dziewczyny, zaskoczyła ją samą.

Liczba wyrzuconych oczek: 5
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   28.05.16 13:20

Była z siebie dumna, w jej szczerych oczach dało się dostrzec zadowolenie, które mieszało się mimo wszystko z zakłopotaniem. Nie była do kończ pewna, czy powinna tak jawnie okazywać swoją radość, skoro wielu uczniom nie udało się jeszcze podołać zadaniu. Nie chciała wyjść na jakiegoś snoba, chociaż faktycznie czuła się bardzo dobrze z myślą, że jej wyszło. Jej, która najczęściej powodowała jakieś wypadki. I chociaż nie było to idealne, było zaliczone.
Lustrowała uczniów, patrzyła jak sobie radzą, chociaż ostatecznie i tak najbardziej chciała zaprezentować swój sukces Myrninowi, który stał nieopodal. Pech chciał, że była świadkiem, jak roślina postanowiła zaatakować chłopaka. Hamilton skrzywiła się, kiedy ten oberwał pnączem w policzek. Miała wielką ochotę podejść do niego, aby upewnić się, czy wszystko w porządku, ale nie miała pewności, czy wypuszczenie pnączy nie będzie wiązało się z ich ponownym złapaniem. Ale skoro jej się udało, to co stało na przeszkodzie, aby to powtórzyć z takim samym skutkiem? Poza tym, czy pomoc przyjacielowi nie było ważniejsza, aniżeli coś innego? Stała chwilę, nie wiedząc jak powinna zareagować. Swój sukces odepchnęła gdzieś w odległe zakątki świadomości, nie spuszczając wzroku z Puchona. Dostrzegła jego uśmiech, jednak daleko mu było do tej typowej wesołości, co tylko utwierdziło dziewczynę w przekonaniu, że go bolało. Nie zastanawiając się więcej puściła pędy i podeszła do chłopaka.
- Myrnin, wszystko w porządku? – spytała z troską, przyglądając się jego twarzy. – Może ci pomóc? – zaoferowała, bo przecież nie mogła stać bezczynnie. Nie przejmowała się, że sama zapewne będzie musiała ponownie stoczyć walkę z pędami. W tym momencie chęć niesienia pomocy osobie, która była dla niej ważna, stanowiła priorytet.
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   28.05.16 14:10

Oczywistym faktem było, że Alexander nie miał najmniejszego zamiaru dać się pokonać roślinie. Co jak co, ale pomimo swojej miłości do nich nie był takim masochistą, by pozwalać im na wszystko, na co miały ochotę. Ostre zabawy proszę zostawić dla kogoś innego, on preferował delikatność, którą również starał się kierować w starciu z pnączami. Najwidoczniej jednak tutaj bardziej należało odpowiedzieć atakiem na atak, co ostatecznie uczynił. I wygrał, a na jego twarzy można było dostrzec satysfakcję. Pierwsza część zadania zaliczona, teraz należało w spokoju poczekać na kolejną.
Niestety, spokój nie był tutaj rzeczą zbyt częstą, tym bardziej, że chwilę później do cieplarni wpadła spóźniona Beth. Alex posłał jej zdziwione spojrzenie, bo przecież ona praktycznie nigdy się nie spóźniała. Czy stało się coś złego? Nie wyglądała na uszkodzoną, więc zapewne po prostu zagubiła się gdzieś we słanym świcie.
- Cześć – powitał ją z uśmiechem, kiedy stanęła obok niego. Zamachał jej dodatkowo dłońmi, w których trzymał pnącza, co musiało wyglądać dość zabawnie. Przyglądał się koleżance z zaciekawieniem, kiedy za wszelką cenę starała się złapać pędy. Jak na jego oko robiła to zbyt gwałtownie i on sam będąc na miejscu rośliny, wystraszyłby się, a tym samym zaatakował. Wyszło na to, że myślą z wnykpieńką podobny tok myślenia, bo ta faktycznie zaatakowała trafiając Krukonkę w ramiona. Skrzywił się mimowolnie, bo wyglądało boleśnie. – Żyjesz? – spytał, podchodząc do niej bliżej. Na szczęście znajdowała się niemal przy nim, a co za tym szło nie musiał wypuszczać pędów. Ścisnął je tylko jedną ręką, by drugą pozostawić wolną. – Mogę? – spytał wskazując na ramię, jakby faktycznie oczekiwał pozwolenia, że dziewczyna pozwoli mu zobaczyć ranę. – Jeśli chcesz mogę ci pomóc w złapaniu rośliny. Może wspólnie nam się uda – ponownie uśmiech zagościł na jego ustach. Wszak co trzy ręce, to nie dwie.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   28.05.16 19:28

Czuł sie z tym bardzo źle, serio. Bo jak chłopak takie postury jak on, nie mógł złapać roślinki? Przecież to jest niedorzeczne. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd. To nic że cała szkoła widziała jego zmagania z roślinką. Bardziej bolało go to że Maya wszystko widziała. No bo przecież, jej się udało i to jak. A on nawet nie umiał poradzić sobie z roślinką i do tego dostał w policzek. Szrama pewnie przez jakiś czas zostanie.Nie będzie ukrywał że go to nie bolało, bo bolało. Ale postara się to jak najlepiej zamaskować. Najwyraźniej nie tylko on miał taki problem. Panienka spóźnialska z różowymi włosami, też oberwała. Ale chyba nawet bardziej niź on, bo jej pisku to najwyraźniej wszyscy usłyszeli.Kobiet..
Spojrzał sie na Maye, która właśnie do niego podeszła. To nawet miłe że puściła swoje pędy aby do niego pojeść i zapytać czy wszystko ok. - Jasne, aż tak bardzo nie bolało. Choć nie powiem że było to przyjemne. - posłał jej zmieszany uśmiech. - Jasne, najwyraźniej dziś przyda mi się jakaś pomoc. Dziękuje ci. - Nie chciał jej mówić że nie potrzebuje jej pomocy ani zgrywać macho, który da sobie ze wszystkim rade. Bał sie że może by ją to zabolało, a poza tym. Dziewczyna miała okazję mu pomoc, pewnie bardzo się z tego cieszyła. A on cieszył się razem z nią.
Po raz kolejny podszedł powoli do pędów i spróbował je okiełznać. Przez chwilę zamarł, ale spojrzał sie na Maye, która stała zaraz obok niego. Dodawała mu otuchy i to bardzo. Podszedł bliżej i roślina wywaliła swoje pędy. Nie wiedział kogo chciały zaatakować, czy jego czy Mayę. Ale oczami swojej wyobraźni widział jak pędy atakują dziewczynę. Nic mu nie pozostało, jak tylko złapać je i obronić dziewczynę. Szybko złapał roślinę i nie uwierzycie, ale udało mu się. UDAŁO SIĘ!

Liczba wyrzuconych oczek: 3
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   28.05.16 20:06

Widziała jaki wzrok posłał jej Alex, gdy wleciała do cieplarni. Nie dziwiła się, ona sama jakoś nie mogła uwierzyć ze się spóźniła na lekcje. Przecież to nie jest normalne. Ale cóż, tak to można nazwać. Zgubiła się w własnym świecie, albo po prostu schody jej nie lubiły. Życie. Przywitała się z nim i parsknęła śmiechem, gdy zaczął machać jej łodygami. Wyglądało to komicznie.
Wszystko szło dobrze, dopóki te pędy jej nie zaatakowały. Serio, nie chciała aż tak głośno pisnąć, tylko po prostu. No wiecie, tak wyszło. Pomasowała swoje ramię, przeklęta roślina!   - Nienawidzę tej lekcji - mruknęła do siebie. Zaraz?! Czy Benoit powiedziała ze nienawidzi jakieś lekcji, ludzie, świat się wali!.
Spojrzała się na krukona, który przyszedł jej z pomocą, a raczej jego jedna ręka.  - Wydaje mi się że tak. - mruknęła cicho, patrząc się na swoje ramie. - Jasne, aż tak źle nie wygląda - pokazała mu ramie. W normalnej sytuacji, zarumieniła by się tutaj i zapadła pod ziemię. Ale była zła i obolała, więc jej organizm nawet nie reagował na to że Alex do niej zagadał. Mogłaby zwalić swoje dziwne zachowanie na okres, ale jakoś dziś go nie ma. Więc to po prostu jeden z tych złych dni. Okropieństwo.  - Dzięki, to naprawdę miłe z twojej strony. Więc jak chcesz to zrobić /- zapytała i posłała mu delikatny uśmiech. Mimo że chłopak chciał jej pomóc, nie byłaby sobą gdyby nie spróbowała sama drugi raz. Zazwyczaj tak sie nie zachowywała, pewnie poczekałaby na to co chłopak ma do zaproponowania. Ale nie, bo po co ?! Lepiej zepsuć sobie dzień do końca. Podeszła znów zawzięta do rośliny i co?! Dostała pędem w szyje i prosto pod oko. Warknęła pod nosem i tupnęła nogą jak mała dziewczynka, gdy odsunęła się od rośliny. - Dobra, mam dość. - mruknęła i syknęła z bólu.  
Nie wiedziała co sie z nią dziś działo, przecież ona zazwyczaj tak sie nie zachowywała. I jeszcze zlekceważyła swojego kolegę. Westchnęła cicho pod nosem i spojrzała się na chłopaka. - Wybacz, mam po prostu zły dzień. - skrzywiła się. - Więc, wiesz jak mogę okiełzać tą roślinę ? - spytała już miłym i ciepłym głosem. Tak jak przysługiwało na normalną Beth.

Liczba wyrzuconych oczek: 2
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 18:55

Kiedy bacznie obserwował koleżankę, faktycznie utwierdzał się coraz bardziej w przekonaniu, iż jest coś poważnie nie tak. Niby nic takiego, a bez problemu dało się zauważyć zmianę w jej zachowaniu. Może coś ją trapiło? A może dziewczę się zakochało i było zbyt rozkojarzone, aby docierały do niej znaki przesyłane przez otoczenie? Alex nie chciał wpieprzać się w niczyje życie, ale jeśli panna zaraz się nie ogarnie, to ją ta roślina zabije. Nie mógł na to pozwolić, dlatego obudził się w nim Rycerz, który musiał popędzić damie z pomocą, co też uczynił. W swoim stylu oczywiście.
- Jeśli będzie trzeba możemy powiedzieć nauczycielce. Zaprowadzę cię do skrzydła – zaoferował, tym samym jakby pokazując jej, że przekłada jej stan zdrowia nad lekcję, na której przecież tak bardzo mu zależało. Ale zadanie zawsze można było powtórzyć, a co jeśli to cholerstwo było jadowite i biednej Krukonce odpadnie ręka? Ta jednak wydawała się zupełnie niezrażona tym faktem i postanowiła brać nadal czynny udział w lekcji, co też sam Lloyd podziwiał. – Faktycznie, nie wygląda najgorzej. Ale jeśli nagle źle byś się poczuła, daj znać. Zaniosę cię tam choćby na własnych rękach – uśmiechnął się, kiedy dokładnie zbadał jej ramię. Nadal jednak miał wrażenie, że Beth nie jest czymś pocieszona. Rozumiał ją, sam się denerwował, kiedy coś mu nie wychodziło.
- Prawdę powiedziawszy jeszcze nie wiem, ale jak chcesz mogę wykonać dla ciebie taniec motywacyjny – zaśmiał się na samą myśl o wygibasach, które właśnie pojawiły się w jego głowie. Zanim jednak zdołał choćby wcielić swój plan w życie Krukonka ponownie podjęła próbę walki z pędami. A te znowu ją pokonały. Aż się skrzywił, kiedy ponownie została pobita. – Wiesz, wydaje mi się, że ona chyba cię nie lubi – powiedział z westchnieniem. Jak tak dalej pójdzie, to chwast znokautuje ją po całości. – Może zrobimy tak. Ja odciągnę jej uwagę, a ty będziesz łapać, co? Skupi się na mnie, więc będziesz miała okazję – stwierdził. Plan niemal idealny, tylko czy aby na pewno przejdzie pod czujnym okiem nauczycielki?
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 19:52

Poważnie nie tak? Czy z nią kiedykolwiek było tak? Ona zawsze stwarzała sobie niesiniejące problemy, w swojej głowie miała wiele dramatów. A rzeczywiste życie ją przytłaczało, a czasem nawet sobie z nim nie radziła. Pewnie, ten dzień nadszedł dziś. Musiała się zbłaźnić przed wszystkimi, bo przecież czemu nie?
- Dzięki. - skrzywiła się delikatnie na myśl o skrzydle. Jakoś nie ciągnęło jej tam, wolała poleć na polu bitwy niż pchać się w łapy piguły. Bynajmniej dziś. Zginie z honorem, zabita przez roślinkę. Tylko gdzie ten honor? Ogólnie, czy ktoś przejmowałby się jej śmiercią? Jej ojciec to pewnie by się ucieszył, tak samo jak brat i siostra. Kolejnego dziwoląga w rodzinie mniej. A jak! W sumie, to nie za bardzo chciała brać udział w tej lekcji. Ale kim by była, gdy na swoim świadectwie miała gdzieś nędzną ocenę? Wtedy to już serio zapadłaby się pod ziemie. Dlatego nie chciała się poddawać, ale czuła że zaraz to zrobi. Zaniósłby ją tam na rękach? Pih, następny rycerz z książki sie znalazł, gdzie jest twój biały koń? Niee, nie myślała tak.. Po prostu jej myśli świrowały, nawet zarumieniła się na jego słowa. - Mam nadziej że nie będzie takiej potrzeby. Przecież, straciłbyś przeze mnie połowę lekcji. - posłała mu delikatny uśmiech.
Ok, teraz to serio ją rozbawił. Zaniosła się śmiechem, może ciut za głośnym. Ale to wszystko przez to, że właśnie to sobie wyobraziła. Cóż, nie pogardziłaby tańczącym Krukonem z roślinką w rękach. To by było zabawne. Trzeba to wykorzystać w jakimś opowiadaniu!. - Obyś tym tańce, nie przywołał deszczu. - posłała mu następny niewinny uśmiech. Teraz zachowywała się jak ta bardzie normalna wersja. A teraz już nie, znów dostała. Super.. - Wydaje Ci się? Ja mam wrażenie że ona mnie wręcz nienawidzi. mruknęła cicho pod nosem. Przemyślała jego plan i skinęła głową na tak. - W sumie czemu nie, chyba gorzej być nie może.. - wzruszyła ramionami. Gdy chłopak odciągał uwagę rośliny, w sumie... Strasznie dziwnie to brzmi, odciąganie uwagi od rośliny. Wariatkowo. Ale ok, znów podeszła do rośliny i postarała się ją złapać. Niestety, przebiegła z niej bestia. Znów sie rzuciła na nią i teraz dwa razy gorzej. Dostała po plecach, nogach, ramionach. Nawet tak się zaplątała że nie mogła z tego wyjść. - Ał, ał ał - szarpała się z rośliną i puff. Wywróciła sie, po prostu klapnęła na dupę. Hańba wstyd, pamiętaj że zawsze może być gorzej! ZAWSZE. Westchnęła cicho i spojrzała się na Alex'a - Poddaje się, serio, mam dość. - mruknęła i podniosła się z ziemi. Otrzepała się z kurzu i skrzyżowała ręce na piersiach a potem pokazała roślinie język. Tak, dojrzale Benoit!

Wylosowane kostki: 4 ( nie chciało kopiować mi się tego kodu )
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 20:08

Alex jako osoba szczera, niekiedy do bólu, mógłby faktycznie przyznać, że to nie był jej dzień, że powinna się wreszcie obudzić i przestać bujać w obłokach, bo to jej w niczym nie pomoże. Ale po co motywować dziewoją, która wydawała się być zwyczajnie zrezygnowany? Szczerość szczerością, ale nie był chamem, który ładowałby w bezbronnych ludzi całym magazynkiem naboi. Nie. Tu trzeba było zadziałaś zupełnie inaczej. Musiał podejść do tego od innej strony, jeśli faktycznie chciał sprawić, aby odnalazła w sobie siłę potrzebną do wykonania zadania. Z jakiegoś powodu zależało mu na tym na tyle, by poświęcić swój czas i wcale nie chodziło tutaj jedynie o to, że Beth była ładna, a on ładnych ludzi lubił. On dostrzegł na jej twarzy poddanie się, a sam nie lubił tego uczucia.
- Spokojnie, jestem wstanie szybko wszystko nadrobić, więc nie bój się poprosić o pomoc. Poza tym czasami są rzeczy ważniejsze niż jakiś tam czas – wzruszył ramionami, uśmiechając się przy tym. On osobiście problemu nie widział i jak dla niego, ona również powinna mieć podobne podejście. No i przynajmniej udało mu się ją rozbawić, a to już było coś! Zawsze lepiej się śmiać, niż smucić.
- Może się do niej uśmiechnij, czy coś? Pomachaj, aby wiedziała, że nie masz złych zamiarów? – strzelił, jakby to było rozwiązanie wszystkich problemów. Ostatecznie chciał jej humor poprawić, a jeśli to wiązało się z robieniem z siebie głupka? Co za problem. Nie pierwszy i nie ostatni raz!
Niestety, Beth się pomyliła. Mogło być gorzej, a Alex ponownie był świadkiem, powiedzmy sobie szczerze, jej porażki. Zaraz jednak dopadł do dziewczyny, żeby czasem roślina nie zrobiła jej większej krzywdy. – Nic ci nie jest? Może faktycznie ogarniemy ten mój plan, co? I nie możesz się poddać. Jedno, czy dwa niepowodzenia nie świadczą o całości. Walcz do końca. A jeśli będzie trzeba, ja ci w tym pomogę – spojrzał na nią poważnie, jakby to co mówił było niezmiernie ważne. By było. Miało sprawić, aby dziewczyna uwierzyła i za nic nie chciała się poddać. Bo dla niego było to najgorszą z możliwych rzeczy.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 21:01

Bujanie w obłokach było jedyną rzeczą która dawała jej radość. Choć to nie znaczy że powinna cały czas się w nich bujać, powinna przestać i się ogarnąć. No ale, przecież ona się ogarnęła ! Hallo, stała tutaj i wiedziała co się dzieje. To ta roślina się na nią uparła, nic więcej. To nie do końca jej wina. Jak ona chciała sobie stąd uciec i po prostu mieć w dupie te lekcje. Ale nie miała, w końcu to lekcje. I lubiła panią profesor, bardzo. Nie mogła tak łatwo się poddać, choć właśnie to robiła. Miała dość, po prostu dość.
- Nie boje się prosić o pomoc, po prostu czasem nie dostrzegam że jej potrzebuję.- westchnęła cicho dodając do tego wzruszenie ramion. - Ale to nie zmienia faktu że i tak jestem Ci wdzięczna za to że mi pomagasz - posłała mu szczery uśmiech. Nawet jeśli stała tutaj i pogrążała się coraz bardziej. Alex w jakimś stopniu uśmierzał jej ból, tym swoim uśmiechem. Najwyraźniej wybrała dobre miejsce do wykonania swojego zadania.
- Tylko że ja nie umiem kłamać. A w tej chwili jedyne co mam to złe zamiary. Co jest dziwne znając moją osobę.. - powiedziała bardziej do siebie niż do niego. Ale na tyle głośno aby chłopak to usłyszał. Ale to nie zmienia faktu że ją rozbawił, po raz kolejny.  Mimo że miała zły humor to i tak się uśmiechała. Po prostu poprawiał jej humor.
To już był wstyd totalny, teraz to już na pewno będzie pośmiewiskiem. Jej zmagania z roślinką, były wielką porażka. Czy ona kiedyś przyje dzień bez upokorzenia się ? A nie, jeden przeżyła. W końcu wygrała mecz. Tak nadal się tym szczyci! Spojrzała się na chłopaka, to miłe że znalazł się przy niej, zamiast się z niej śmiać. Spojrzała się na niego, swoimi smutnymi oczami w których było widać porażkę. Zarumieniła się jak burak, gdy zaczął do niej mówić. Serio, jakoś jej to pomogło. Zrobiło się jej lepiej na serduszku. - Jej.. - z jej ust wyszło tylko tyle. Odchrząknęła i uśmiechnęła się do niego. - Dziękuje Ci. To miłe, na prawdę. Ja... Spróbuje jeszcze raz. - pokiwała głowa. Była oszołomiona tym co chłopak jej powiedział, to tak jakby mu zależało. Podeszła do roślinki i na razie nic nie robiła. Obserwowała ja, potem zaatakowała ją. Lizzie roślinkę, oczywiście. Ale zaraz role się zmieniły i znów została jej ofiara. Dostała z jej pędów, ale do końca nie wiedziała gdzie, bo w sumie nie bolało. Albo juz tak wszystko ją bolało że nie czuła. ZŁAPAŁA JĄ ! UDAŁO JEJ SIĘ !!!!
Zaczęła skakać w miejscu i spojrzała się na chłopaka. Będzie musiała mu się odwdzięczyć. - Widzisz, udało mi się! udało mi się !! - ten uśmiech który teraz mu posłała, był uśmiechem promiennym. Z jej twarzy zniknęły złe emocje, teraz tylko jej oczy błyszczały szczęściem. - Dziękuje. Naprawdę. Bez ciebie nie dałabym rady. - powiedziała całkiem szczerze.

Wylosowana kostka : 1
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 21:35

Przyszedł na lekcję spóźniony. Właściwie wcale nie miał zamiaru się pojawiać, ale w końcu się zebrał w sobie i poszedł. Oczywiście, że nie słyszał, co też profesor Sprout ma do powiedzenia, nie miał też wiedzy podręcznikowej, co sprowadzało się do tego, że nie miał bladego pojęcia, co może się stać. Nie wiedział nawet, co powinien zrobić, ale tu posiłkował się tym, co robili jego koledzy. A oni podchodzili do rośliny i ją łapali. Nie oceniał trudności zadania, po prostu zrobił to samo. Podszedł i... Nie, nie zdążył złapać. Roślina zaatakowała, zanim w ogóle wyciągnął po nią ręce. Nie zdążył nawet się uchylić. Agresywny pęd przeciął jego policzek, z którego momentalnie zaczęła płynąć krew. Cofnął się o krok, przecierając skórą brudną ręką. Bolało. Nie umiał jednak się tym przejmować. Może nawet lepiej. Zwłaszcza, że niepotrzebna mu już nieskazitelna twarz - jakby kiedykolwiek była. Teraz już nie było komu jej pokazywać.
Przyjrzał się uważniej innym, planując za drugim razem zrobić zadanie dobrze.

Liczba wyrzuconych oczek: 6


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 21:50

Spóźniła się. Oczywiście, że się spóźniła. Nie mogła się nie spóźnić, skoro na śmierć zapomniała o lekcji. Dlatego leciała prosto z wieży Gryffindoru na błonia, a to przecież jakiś milion schodów! Że po drodze nie skręciła kostki, to jakiś cud, chociaż czuła, że parę razy było blisko. Ostatecznie była cała, ale spocona jak mysz i tak czerwona, że razem z włosami sprawiała wrażenie, jakby płonęła. Cóż, może tak było.
Liczyła, że mimo opuszczenia najważniejszej części lekcji, czyli wstępu, da sobie radę. Genesis chyba kiedyś hodowała wnykopieńki, pokazywała jej nawet, jak to się wszystko robi, ale czy Ex cokolwiek z tego pamiętała? Cóż, spróbować musiała, tak czy inaczej.
Podeszła ostrożnie do swojej wnykopieńki, tak stawiając stopy, żeby nie było jej słychać. Może jeśli roślina nie ogarnie, że jakiś karzełek do niej podchodzi, to nie będzie atakować? Ale nic z tego. Oberwała pędami po całym ciele, aż odskoczyła z piskiem. Chyba coś poszło źle. A skoro nie tak, to jak...?

Liczba wyrzuconych oczek: 4
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 21:57

Tym razem postarał się podejść cicho. Spokojnie. Nie tak na hura, żeby znowu nie oberwać po twarzy. Kiedy jednak roślina znowu go pobiła - tym razem, dla odmiany, omijając twarz - pomyślał, że znowu robi coś nie tak. Tylko jak w takim razie to zrobić, skoro ani podejście tak po prostu, ani najspokojniejsze, na jakie był w stanie się zdobyć, nie działały? Inni najwyraźniej robili coś, na co on nie potrafił wpaść. Bo niby jak? Z drugiej strony profesor Sprout nie chciał pisać, już wystarczyło, że patrzyła na niego krzywo za spóźnienie. Chociaż i tak nie był ostatni, a to już coś.
Tak czy inaczej, znikąd pomocy, znikąd pomysłu. I co teraz?
Odsunął się na bezpieczną odległość i przez dłuższą chwilę obserwował innych. Może dzięki temu zaobserwuje fantastyczną metodę, która pozwoli mu zaliczyć ten etap. Może.

Liczba wyrzuconych oczek: 4


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 22:16

Tym razem była przygotowana. Tym razem wiedziała, co ją czeka. Nie mogła podchodzić za wolno, ale też nie za szybko, nie za agresywnie, ale i nie za spokojnie. Jakkolwiek to nie składało się na instrukcje, według których zadanie było po prostu niewykonalne, musiała spróbować. Podeszła do rośliny normalnie, ale z pewną ostrożnością. Kiedy roślina ją zaatakowała, wiedziała, że nie może się teraz poddać. Nie ma odskakiwania i pisków. Zbliżyła się do niej możliwie blisko i z całej siły złapała liście, zamykając je w niemal morderczym uchwycie. Teraz nie mogły się wyrwać, nie mogły też jej zaatakować. I dobrze, wystarczy ran na dzisiaj.
Patrzyła na wyeksponowane strąki i miała ogromną ochotę je złapać. Czuła jednak, że to nie jest najmądrzejszy pomysł. Kiedy Genesis jej pokazywała te rośliny, też chciała po prostu sięgnąć po strąki, ale siostra jej kategorycznie zabroniła, więc coś w tym musiało być. No nic, poczeka na dalsze wskazówki.

Liczba wyrzuconych oczek: 1
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 22:16

Nie był dobry z zielarstwa, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Jednak.. to zajęcia profesor Sprout.
Po pierwsze, to opiekunka twojego domu. Po drugie, poleciła cię na prefekta. Ciebie, właśnie ciebie, największego tchórza i niezdarę w całej szkole. Więc no, byłoby bardzo głupio, gdybyś się nie pojawił. Jakieś godne usprawiedliwienie?
Brak.
Więc zapylaj na zielarstwo.

Tak mniej więcej wyglądał jego wewnętrzny dialog, gdy jedna, ta tchórzliwa część duszy, próbowała przekonać tą honorową, że udział w bardzobardzo zły pomysł i bo i tak na nic ci się to przyda, nie wolisz posiedzieć sobie w pokoju wspólnym z książką, kawą, napisać wypracowanie na eliksiry czy coś, co ci odbiło, nie pamiętasz co się stało ostatnim razem na zielarstwie, Lucas czy ty postradałeś zmysły, nic się nie stanie, nikt nie zauważy jak się nie pojawisz, no błagam zostań.
Jednak pomimo dobrych argumentów, które w większości przypadków na pewno skutecznie przekonałyby go do zaszycia się w puchońskiej norce i nie wystawiania z niej nosa przez długie godziny, wziął się w garść i ruszył do cieplarni.
Mamusiuboska, pożałował tej decyzji od razu, gdy tylko ujrzał z czym jest im dane się dzisiaj mierzyć. Mogę jeszcze wrócić?
Nie? No to będzie ciekawie.
I rzeczywiście było. Bo najpierw ta przesympatyczna roślinka przywaliła mu z liścia (bardziej łodygi), zostawiając równie sympatyczne nacięcie na policzku. Dotknął rany, a na widok szkarłatnej cieczy na palach odrobinę pobladł. Zawsze tak reagował na krew. Niech nikt nie pyta, dlaczego całą bitwę o Hogwart przesiedziałem w szafie, bo i tak nie powie. Ale właśnie dlatego.


Liczba wyrzuconych oczek: 6
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 22:29

Chyba już wiedział, jak to ogarnąć. Trzeba było podejść normalnie, ale w pełnej gotowości. To wszystko. Żeby roślina nie poczuła się zagrożona, ale też żeby niezbyt spokojnie. Nic więcej nie trzeba było. Wtedy tylko złapać, przytrzymać i już. Nic złego nie mogło się stać.
Tak też zrobił. Był jeden minus - kiedy już, już miał łapać złośliwe pędy, coś go rozproszyło. Co? Nie miał ochoty się przyznawać. Powiedzenie na głos, że wydawało mu się, że słyszał znajomy głos, ten głos, byłoby upokarzające. Miał jednak świadomość, że to absurdalne, że nie może się rozpraszać, bo tego głosu wcale tu nie było, a on miał zadanie, którego nie mógł zawalić. Dobitnie uświadomił sobie to wszystko, kiedy kolejny raz oberwał pędami. Tym razem lekko, niemal bezboleśnie, ale wciąż. Potrząsnął głową, wyrzucając z niej absurdalne myśli i zacisnął palce na roślinie. Miał. Już. Udało mu się.
Chciał już stąd pójść. Po co w ogóle się tu pojawiał...

Liczba wyrzuconych oczek: 1


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 22:37

- Felix?
On mnie w ogóle słyszy? Stał tuż obok, zajmował się tym samym, jednak wydawało się, że duszą przebywa gdzieś poza światem. No, może w jego przypadku rzeczywiście tak było.
- Feeelix - Lucas jęknął znowu, bo roślinka nie dawała za wygraną i po drugiej próbie okiełznania jej niesfornych pędów, zaczęła go po prostu chłostać.
Co wy na to? Bo niektórzy uważają, że zostanie pobitym przez dziewczynę to prawdziwe upokorzenie.
Pewnie cała klasa już się z niego śmiała, bo musiał wyglądać naprawdę żałośnie, gdy użerał się z kąsającymi gałązkami, które biły go raz po nogach, raz po rękach.
- Mógłbyś mi może.. w stanie.. jakoś pomóc?


Liczba wyrzuconych oczek: 2
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   29.05.16 22:56

Felix. Felix!
Jego imię dotarło do niego z dość sporym opóźnieniem. Rzeczywiście, był myślami naprawdę bardzo daleko. Właściwie ostatnie, na co miał ochotę, to interakcja z innymi. Jeszcze z Rosie, może. Z kimś z najbliższych (czyli z Rosie, tak). Ale Lucas... Lubił go, ale na pewno nie zaliczał do grona przyjaciół. I choć zwykle ciągnęło go do pomocy i bardzo lubił to robić, tak teraz marzył o tym, żeby chłopak zaczepił kogoś innego. Kogokolwiek. Tylko nie jego.
Ale nie umiał odmówić.
- Jasne - odparł bez entuzjazmu, nie mając siły nawet na próbę uśmiechu. Nie mógł podejść i mu pokazać, bo nie mógł puścić swoich pędów, ale może to i lepiej. - Wyluzuj się. Podejdź na spokojnie, ale uważaj na ataki. Tylko tyle. Nie rzucaj się na to, ale też nie podchodź jak do jeża. Nic więcej - uda ci się - pokiwał głową, co miało być najwyższym wyrazem sympatii. Na więcej nie mógł się zdobyć. Miał nadzieję, że nie tylko Lucas to zrozumie, ale i że więcej nie będzie mu trzeba.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   30.05.16 5:24

Nie czuł się dobrze z tym, że w ogóle musiał kogoś prosić o pomoc. Wstyd mu było, że nie potrafił zrobić tego sam, czyli jak zawsze, Lucas. Kiedy w końcu zmienisz podejście?
Nigdy. Muszę nauczyć się godzić z własną nieporadnością.
Felix nie był jakoś szczególnie pomocny, tak być może mu się wtedy wydało, bo gdy spróbował podejść rozzłoszczone pnącza tak jak mu zalecił, to naprawdę podziałało.
Opanować dziwną roślinę udało mu się dopiero za trzecim razem. Ale za to z jaką klasą. Chwycił ją z taką łatwością, że nawet (zwłaszcza) Lucasowi wydało się to nieprawdopodobne. Uśmiechnął się szeroko, zadowolony z ostatecznego sukcesu. Po policzku dalej ściekała krew, ale na szczęście przestał zwracać na to uwagę.

Liczba wyrzuconych oczek: 3
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout

avatar
Specjalne


Liczba postów : 10
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   30.05.16 13:42

Zielarstwo - Etap II

Pomona przez cały czas z uwagą przyglądała się poczynaniom uczniów. Na jej twarz wpływał uśmiech dumy i zadowolenia za każdym razem, kiedy któreś z dzieciaków dawało sobie radę z wnykopieńkami. W końcu to w dość dużym stopniu jej zasługa, prawda? Mogła czuć się dumna. Nieco gorzej było, kiedy któreś z nich kompletnie sobie nie radziło, a zdarzali się i tacy, mimo wałkowania po raz enty tego samego tematu. Pani Sprout starała się pomóc w jakiś sposób tym najbardziej beznadziejnym przypadkom, ale średnio jej się to udawało. Z zadowoleniem patrzyła na osoby, które pomimo niepowodzenia niestrudzenie próbowały pochwycić pnącza. Determinacja jest ważna! To coś, co zdecydowanie przyda się jej uczniom w życiu. Kiedy już wszystkim udało się schwytać diabelskie pędy, Pomona chrząknęła głośno, nakazując tym samym ciszę. No, to teraz już z górki. Czy nie?
- Proszę o uwagę! Tłumaczę dalszą część zadania! – oświadczyła donośnym głosem. - Po schwytaniu pędów waszym oczom ukazały się te piękne, zielone bulwy, nazywane strączkami. Musicie je stamtąd wydobyć, ale to już wiecie. Nie wiecie natomiast, w jaki sposób tego dokonać. Kiedy włożycie rękę do dziury, ta zacznie się zaciskać. Z jaką szybkością? To już zależy od wnykopieńka. Tak więc będziecie mieli ograniczony czas. Musicie włożyć rękę, pochwycić bulwy i wydobyć je z dziury jak najszybciej umiecie. Przy wyciąganiu uważajcie też na to, aby nie uszkodzić strączków! – zrobiła krótką przerwę, aby zastanowić się, czy powiedziała już wszystko, co powinna. - Wydaje mi się, że to tyle! Zabieramy się do pracy, moi mili! Szybciutko, przecież nie jesteście w stanie trzymać tych pędów w nieskończoność, prawda?

Rzuć jedną kostką. Liczba wyrzuconych oczek powie ci, jak ci poszło. Uwaga! Każdej postaci przysługuje tylko jedna próba zaliczenia zadania, jednak jeżeli ci się nie powiedzie, a masz w skrytce więcej niż 2 punkty z Zielarstwa, to możesz rzucić dodatkową kostką, która zdecyduje o tym, czy zaliczyłeś lekcję. Parzysta oznacza, że Sprout zlitowała się nad tobą i uznała wykonanie zadania, nieparzysta - przeciwnie.

1 - wszystko zrozumiałeś, a i twoja wnykopieńka okazała się mniej nieprzyjemna, niż można było się spodziewać. Dziura kurczyła się w bardzo ślimaczym tempie, więc bezproblemowo wydobyłeś z niej strąki w nienaruszonym stanie. Profesor Sprout jest zachwycona i przyznaje twojemu domowi dziesięć punktów. Ponadto zdobywasz jeden punkt z Zielarstwa do skrytki. Brawo!
2 - dziura kurczyła się w stosunkowo wolnym tempie, tylko ty się zagapiłeś. Co tak skutecznie odwróciło twoją uwagę? Tak czy siak, ocknąłeś się dopiero wtedy, gdy poczułeś jak roślina zaciska się wokół twojego nadgarstka. Cudem twoja ręka nie utknęła w środku! Na szczęście udało ci się ją wydobyć, a wraz z nią strąki. Wprawdzie ich stan odbiegał nieco od idealnego, ale hej! Najważniejsze, że zaliczyłeś zadanie, co nie? Profesor Sprout też tak uznała i przyznaje twojemu domowi trzy punkty.
3 - Zielarstwo chyba nie jest twoją najmocniejszą stroną, prawda? A może po prostu rośliny cię nie lubią? Niezależnie od tego, która odpowiedź jest tą właściwą, to twoje podejście się nie udaje. Wnykopieńka zacisnęła się wokół twojej ręki z niezwykłą prędkością i nawet się nie zorientowałeś, kiedy zostałeś uwięziony. Z pomocą przyszła ci na szczęście pani Sprout, ale raczej nie zaliczy ci tego zadania.
4 - twoja wnykopieńka zaciskała się dosyć szybko, ale mimo to jakoś udało ci się wydobyć z niej bulwy. Niestety zbyt się pospieszyłeś i – nawet nie masz pojęcia jak to się stało – bulwy tuż po wyciągnięciu z rośliny upadły ci na podłogę cieplarni, roztrzaskując się. Schylasz sie, aby sprawdzić, czy chociaż jedna bulwa ocalała i wtedy twój wzrok przykuwają trzy czekoladowe żaby, leżące jak gdyby nigdy nic kilkanaście centymetrów od twoich stóp. Zabierasz je, a Sprout kręci głową, ale uznaje wykonanie zadania.
5 - było ciężko, bardzo ciężko. Nie udało ci się zaliczyć zadania. Dlaczego? Twoja roślina naprawdę okazała się twoim wrogiem, a otwór w niej zaczął zaciskać się z błyskawiczną prędkością, równo z momentem, w którym wsadziłeś do niego rękę. To nie miało szans się udać. Sam nie wydostaniesz ręki z rośliny, a pani Sprout pomaga innemu nieszczęśliwcowi. Może poprosisz kogoś z kolegów, aby ci pomógł?
6 - jest zaliczenie? Jest. To najważniejsze. Było ciężko, tak, cholernie ciężko. Ale się udało! Źródłem twoich problemów był fakt, że bulwy nie chciały wyjść z roślinki. Było bardzo blisko, a wnykopieńka uwięziłaby twoją rękę, ale jednak wygrałeś tę bitwę. Twoje bulwy nie były w stanie takim, jakiego oczekiwałaby Sprout, ale przyznała ci pięć punktów dla domu.

Data zakończenia lekcji: 17.06

Kod do wklejenia pod postem:
Kod:
<kk>Liczba wyrzuconych oczek:</kk>

Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   30.05.16 19:12

Co? Muszę wsadzić moją czystą piękną wymanikiurowaną rękę w tą brudną, ziemistą dziurę? Fu-u? Kto to wymyślił? I po co? Przecież do tego zatrudnia się ogrodników. Poza tym kto by chciał mieć w ogrodzie taką agresywną roślinę. No nic. Skoro trzyma już w jednej łapce roślinę to musi zrobić coś z drugą dłonią. Nie przywiązując większej wagi do słów nauczycielki, Effie powoli i delikatnie wkłada rękę do dziury aby broń bogowie nie ubrudzić się. I oczywiście to ja gubi bo roślina natychmiastowo zaciska korzenia unieruchamiając jej rękę. Effie piszczy cicho i panikuje jeszcze szybciej. Próbując wyrwać dłoń rozsypuje ziemie naokoło i zrzuca parę donic. Dopiero pani Sprout przychodzi jej z pomocą i ślizgonka z ulgą kontroluje stan swojego manicuru.
Liczba wyrzuconych oczek:3
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   30.05.16 19:54

Rose niepewnie popatrzyła na roślinkę, wyraźnie powątpiewając w jej dobre intencje. Przecież to szatan nie krzak! No ale nie będzie tak stała w nieskończoność, prawda? Westchnęła i zawiesiła rękę w powietrzu nad trzymanym diabelstwem. Uh, to głupie!
W końcu się zebrała i opuściła rękę, chcąc jak najszybciej wygrzebać bulwę. Ale! Jej wnykopieniek najwyraźniej również nie był zadowolony z jej ingerencji w jego sferę prywatną, toteż błyskawicznie zacisnął się w okół jej nadgarstka. Pociągnęła ręką raz i drugi, ale poczuła jedynie silny ból związany z naruszeniem jej delikatnej skóry. Niech to szlag!
Podniosła wzrok, chcąc zawołać profesor Sprout, ta jednak była zajęta. Rose nawet próbowała mimo to zwrócić jej uwagę, ale nauczycielka wyraźnie zignorowała ją, rzucając się z inną rośliną, która też chciała uciąć rękę jakiegoś ucznia. Dziewczyna rozejrzała się z rozpaczą krótko dookoła, jednak zaraz spróbowała sama sobie poradzić, z marnym skutkiem. Ale co, miała prosić kogoś o pomoc? Ona? Nigdy w życiu! Sama sobie poradzi!

Liczba wyrzuconych oczek: 5
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   01.06.16 21:37

Martwiła się o niego. Martwiła się o każdego swojego przyjaciela, martwiła się o znajomego. Ogólnie widząc, że innym działa się krzywda, chciała zawsze natychmiast udzielić pomocy. Nie ważne, że się peszyła, że była zawstydzona. Kiedy chodziło o dobro drugiego człowieka Puchonka nie przejmowała się ograniczeniami i parła do przodu, byleby tylko ulżyć w cierpieniu!
Podobnie było teraz z Myrninem. Widziała przecież jak oberwał, wiedziała, że to musiało go boleć. A ona nienawidziła, kiedy ktoś dla niej ważny był w podobnym stanie. Podeszła do niego stojąc niepewnie naprzeciwko, jakby nie wiedziała co do końca zrobić.
- Może mogę ci jakoś pomóc? Jeśli potrzebujesz, aby… aby ktoś opatrzył ci ranę, to ja mogę spróbować – powiedziała cicho. Mimo wszystko nie chciała być nachalna, a kto wie czy Myrnin faktycznie będzie chciał przyjąć pomoc od kogokolwiek. – Nie do końca jestem p-pewna jak mogłabym pomóc, ale zrobię wszystko – zapewniła równie cicho jak wcześniej. Okazało się jednak, że ostatecznie chłopak poradzi sobie bez niej, a jej nie pozostało nic innego, jak zwyczajnie przyglądać się jego poczynaniom. Wstrzymała oddech, kiedy roślina wypuściła w jego stronę pędy i niewiele brakowało, a zapewne zamknęłaby oczy, jednak tym razem Puchon poradził sobie bez większych komplikacji. Hamilton odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do niego. Była dumna, chociaż nie okazywała tego tak, jak większość normalnych ludzi. – Brawo – pochwaliła go. – To ja może wrócę do swoich – dodała cichutko i zaraz jej nie było. Już, już była niemal przy swoim stanowisku, kiedy usłyszała nieopodal ciche pacnięcie i czyjś jęk. Mimowolnie spojrzała w tamtym kierunku i dostrzegła Lucasa, Puchona którego miała okazję bliżej (dosłownie) poznać. Z tego co zdążyła się zorientować również miał problemy z rośliną, a kiedy zrobiła krok w jego stronę, pędy dały mu po buzi. Skrzywiła się lekko widząc, że chłopak jest ranny. Czy skoro było tyle ofiar na zajęciach, lekcja nie powinna mieć oznaczenia „Praca z niebezpiecznymi roślinami”, a tym samym podjęte szczególne środki ostrożności? Nie zastanawiając się za długo podeszła do Puchona, który chyba nie zdawał sobie sprawy, że po policzku powoli ścieka mu krew. Widziała, że był niezmiernie zadowolony z tego, iż w końcu udało mu się okiełznać pędy. –Cześć – powiała chłopaka, a jej policzki oblały się lekkim rumieńcem, serduszko tym samym przyspieszyło trochę bardziej. – Nic ci nie jest? Bo wiesz… masz tutaj coś. Zresztą… – i w przypływie nagłej odwagi i niemal pewności siebie, ignorując drżenie rąk oraz chore reakcje organizmu na towarzystwo osobnika płci przeciwnej, wyjęła z kieszeni białą chusteczkę i delikatnie zbliżyła ją do policzka chłopaka, by otrzeć krew. Zaraz później płyn wsiąkł w materiał, a ona mogła cofnąć rękę. – Wybacz ja… - bo właśnie zdała sobie sprawę jak śmiało i trochę bezczelnie się zachowała. A może on nie potrzebował pomocy? Może nie lubił, kiedy człowiek zakłócał mu przestrzeń osobistą? Spłonęła rumieńcem jeszcze bardziej. – Przepraszam – i już jej nie było. Szybko wróciła na swoje stanowisko, starając się opanować nerwy, które zaczęły bardziej dawać o sobie znać.
Postanowiła skupić się więc na drugiej części zadania, które zdawało się być jeszcze gorsze niż poprzednio. Wysłuchała prezentacji nauczycielki i spojrzała na swoją roślinę, której pędy zdążyła już pochwycić. Wydobyć strączki? Przecież przy jej zwinności i szybkości zdąży stracić obie ręce, zanim faktycznie tego dokona. Westchnęła jednak, starając się obudzić w sobie motywację do działania. Szkoda tylko, że poprzednia sytuacja z Lucasem trochę ją rozstroiła. Postarała się jednak skupić i zbliżyła się bardziej ku kłodowatej części rośliny. Na całe szczęście owe odwrócenie myśli od tego, że właśnie dotknęła bez pytania kolegę ze swojego domu, wyszło jej nader wspaniale. Wpatrzyła się w roślinkę, jakby chciała ją zahipnotyzować swoim nieśmiałym i trochę płochliwym wzrokiem. Kolejnych kilka kroków sprawiło, że stała już przed dziuplą, do której teraz musiała sięgnąć ręką. Odetchnęła głęboko, by uspokoić swoje serce. Raz się żyje, prawda? Starają coś zrobić wszystko szybko wsadziła rękę do otworu, prosząc w myślach, aby czasem jej nie straciła. Na całe szczęście wszystko poszło po jej myśli i chwilę później wyciągnęła dorodne strąki. Najwidoczniej nie tylko ona była zadowolona, ponieważ nauczycielka nagrodziła jej dom punktami. Rozejrzała się, szukając Myrnina. Ponownie chciała mu się pochwalić swoim sukcesem. Zamiast jednak na niego, natrafiła na Lucasa, a kiedy ich spojrzenia na chwilę się skrzyżowały, spaliła wspaniale czerwonego buraka i szybko zawstydzona odwróciła wzrok.

Liczba wyrzuconych oczek: 1
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Cieplarnie   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: