Share | 
 
Cieplarnie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Cieplarnie   28.09.15 3:53

First topic message reminder :

Cieplarnie
W pobliżu Zakazanego Lasu ustawiono kilka cieplarni, a w każdej można zobaczyć inne rośliny. Kolejni nauczyciele Zielarstwa, którzy zmieniali się na przestrzeni lat, pielęgnowali posadzone w nich okazy, byś teraz mógł się dzięki nim uczyć. Znajdziesz tu najróżniejsze odmiany magicznych roślin o właściwościach nie tylko leczniczych, ale też trujących czy halucynogennych. Nigdy jednak nie próbuj sam sprawdzać, co sprawi nieznana ci roślina - to się może naprawdę groźnie skończyć!
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   02.06.16 19:21

Ogólnie Maya troszczyła się i martwiła się o wszystkich. Nie ważne, kto to jest, ona już po prostu taka była. I pewnie każdy, ok, może tylko on, uważał to za dość słodkie. Choć, czasem mogłaby się opanować i nie pomagać ludziom, którzy tego nie chwili. Po sytuacja z ślizgonem nie była dla niej pewnie dość miła. Ale cóż, na szczęście nic sie nie stało. Wielkiego. Nie przesadzajmy, chyba aż tak bardzo to też nie bolało, a raczej nie miał zamiaru tego pokazywać. Patrząc na Elizę, ona oberwała jednak gorzej od niego. I na pewno będzie ją to bolało przez dłuższy czas.
Spojrzał się na Mayę, która właśnie stanęła naprzeciw jego. - Wiem, wiem że mi pomożesz i wiem że dasz radę. - uśmiechnął się do niej. - Ale chyba nie jest aż tak źle, choć jeśli chcesz to możesz spróbować. - zachęcił ją. Nie wiedział jak wygląda, więc nie wiedział czy z jego raną jest aż tak bardzo źle. Cóż, Maya, nie musiała mu pomagać, poradził sobie sam. Ale, to i tak miłe że dziewczyna do niego podeszła i chciał mu pomóc. Tylko, po prostu szybciej zrobił to sam. - Dzięki, nawet nie myślałem że sobie sam poradzę. Ale i tak ciesze się że do mnie podeszłaś. uśmiechnął się do niej szczerze. W końcu mu się udało i to pewnie tylko dlatego że Maya do niego podeszła, nie było tutaj innego wytłumaczenia. Inaczej., pewnie by sobie nie poradził a tak raz pras. Chciał jeszcze coś jej powiedzieć, ale dziewczyna już poszła. Szkoda. Powiódł za nią wzrokiem i zauważył że podeszła do Lucasa. Auć? No ale w sumie, nie powinien być zazdrosny. Przecież, Maya pomagała każdemu a on potrzebował pomocy. Co nie zmieniło faktu że i tak był, nie chciał wlepiać w nich swojego wzroku. Więc szybko go odwrócił i skupił się na swojej roślince. Co już nie było takie łatwe. Bo ciągle widział Mayę i Lucasa.
Spokojnie, stary. Wyluzuj.
Taaa, łatwo mówić, wyluzuj się. Wywrócił oczami i nie myśląc dłużej, włożył rękę w dziurę aby wyciągnąć... Właśnie, co on miał wyciągnąć? No tak, te bulwy tak w środku. A czy ta roślina miała tak szybko zawijać się włoku jego ręki? No dalej! Lewis, wyciągnij tą łapę.!! Krzyczał jego umysł. On nawet próbował, serio. Tylko się nie dało ! Ona tam ugrzęzła. - No cholera jasna! - parsknął pod nosem i próbował wyrwać stamtąd swoją rękę. Głupia roślina.. Teraz pół lekcji będzie się z nią szarpał jak z małym dzieckiem. To jest tragedia, po prostu tragedia.

Liczba wyrzuconych oczek:5
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   03.06.16 16:03

Czy ktoś faktycznie myślał, że pokonają ją jakieś pnącza? Nie było mowy, aby komuś takiemu jak Liv nie udało się ich okiełznać, dlatego teraz stała dumnie naprzeciwko rośliny, trzymając w dłoni pędy. Patrząc na poczynania Slughorna miała nadzieję, że te zafundują mu takie chłostanie, jakiego nigdy nie miał, ale niestety i jemu udało się zrobić wszystko tak jak należy. To nieznacznie zepsuło jej humor, ale nie na tyle, aby zniknęła cała pewność siebie. Rozejrzała się po innych. Jedni radzili sobie gorzej, inni lepiej. Ostatecznie jednak każdemu udało się wykonać pierwszy etap zadania i już chwilę później Reagan musiała skupić całą swoją uwagę na słowach nauczycielki. Tak jak podejrzewała drugi etap miał polegać na wydobywaniu strąków, a ze słów pani profesor wynikało, iż wcale nie ma być to takie łatwe, jakim się zdawało na pierwszy rzut oka. Nawet Gryfonka myślała, że po tym jak już okiełzna wijące się wściekle pędy wystarczy wsadzić rękę do dziury, pochwycić strąki, a tym samym zaliczyć zadanie. A tu proszę, Sprout wprowadziła zamieszanie większe niż sytuacja była tego warta!
Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie machnęła ręką na całe to gadanie i nie wykreowała w swojej głowie właściwego scenariusza, w którym udało jej się zrobić wszystko niemal bezbłędnie. Jaka szkoda, że rzeczywistość często różni się od wyobrażeń.
Dziewczyna spojrzała na roślinę, jakby chciała rzucić jej jakieś wyzwanie. A może właśnie tak było? Zaczęła się do niej powoli zbliżać, już wyobrażając sobie te dorodne strąki, które zaraz będzie ściskała w dłoni. Pewna siebie wsadziła łapę do dziury, który zaczęła się zaciskać! Ale zaraz, przecież nie tak miało to wyglądać! Dziewczyna jednak nie miała najmniejszego zamiaru się poddawać i szybko zacisnęła dłonie na strączkach, tym samym wyszarpując rękę z paszczy krwiożerczej rośliny kanibala! Jaka szkoda, że bulwy upadły. Autentycznie wyleciały jej z rąk. Skrzywiła się i schyliła, aby coś uratować. W końcu chodziło jej głównie o zaliczenie przedmiotu, prawda? Tylko pech chciał, że jej uwagę skupiły trzy czekoladowe żaby. Ktoś je upuścił, czy może zostawił specjalnie? Jaka nie byłaby przyczyna, Reagan sięgnęła po nie, zupełnie olewając roślinę i nieszczęsną bulwę. Podniosła zdobycze tryumfalnie i wtedy natrafiła na karcący wzrok nauczycielki. Wzruszyła lekko ramionami, posyłając kobiecie jako tako wyglądające na przepraszające spojrzenie i wskazała na słodycze. Nauczycielka najwidoczniej nie miała już do niej siły i po ciężkich minutach postanowiła mimo wszystko zaliczyć jej zadanie. Słabo bo słabo, ale zaliczone.

Liczba wyrzuconych oczek: 4
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   03.06.16 18:43

Była tak przejęta tym, że nadszedł czas wyciągania strąków, że nie zastanawiała się zbyt wiele nad tym, co robi. Dlatego też wepchnęła łapkę wprost w rośliny i, dumna z siebie, stała tak, czekając na to, co miało się stać. Kiedy jednak otwór zaczął się zamykać - z jej ręką w środku! - spanikowała. A co jak utknie? Co się dzieje? Dlaczego? Czy to niebezpieczne? Z trudem wyciągnęła rękę. Na szczęście udało jej się złapać strąki, dzięki czemu udało jej się osiągnąć cel. Gdyby jednak miała opowiadać, jak wyglądają te strąki... Cóż, była przekonana, że powinny jakoś inaczej, niż te, które ona wyciągnęła. Te jej były jakieś nadgniecione, ich delikatna skóra miejscami pozrywana, miejscami jakby gniły... Ale to przecież nie jej wina! Ona się starała!
Uśmiechnęła się do profesor Sprout, dumna z siebie. Pokazała strąki, trzymając je tak, żeby te najmniej wyjściowe części były zasłonięte. Najwyraźniej udało jej się to całkiem nieźle, bo nie tylko nauczycielka jej nie skrytykowała, ale jeszcze przydzieliła jej domowi trzy punkty! Ruda była zdecydowanie dumna z siebie.

Liczba wyrzuconych oczek: 2
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   03.06.16 18:57

Nie miał przekonania, czy powinien brać udział w dalszej części lekcji. Już pierwsza szła mu źle, kiedy raz za razem podchodził do łapania pędów, które bez opanowania uderzały go po twarzy i rękach. Był rozkojarzony i miał tego świadomość. Dlaczego więc teraz miałoby pójść mu lepiej? Nie widział dla siebie zbyt wielkich szans. Wolałby zostawić to wszystko i gdzieś zaszyć się w samotności, pogrążony w smutku i własnych halucynacjach. Bo najwyraźniej to właśnie go spotykało, biorąc pod uwagę częstotliwość przywidzeń, jakie mu się ostatnio zdarzały.
Postanowił jednak stawić czoło zadaniu. Nie zdziwił się, kiedy okazało się, że roślina najwyraźniej go wyczuła i zacisnęła się na jego nadgarstku tak szybko, że nie mógł nic z tym zrobić. Zrezygnowany poprosił panią Sprout o pomoc. Uwolniła go i chwilę później wyszedł z cieplarni. Nie interesowało go, czy coś jeszcze będzie się tu działo, czy zostanie coś zadane, czy powinien wciąż tu być. Potrzebował uciec i to właśnie robił. Nic więcej się nie liczyło.

Liczba wyrzuconych oczek: 3


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   04.06.16 16:04

Skuteczne ratowanie dam z opresji było wspaniałe, serio. Ktoś, kto nigdy nie miał z tym styczności nie zrozumie, jak bardzo mogło podnieść to samoocenę, jak również zwyczajnie poprawić humor. Nie, żeby Alex miał jakiś zły, bo mimo wszystko wygrał walkę z rośliną, ale też nie miał wybitnie wspaniałego. Jednakże udzielenie pomocy koleżance z domu, dodatkowo jak później miało się okazać skutecznej, było wystarczające, aby jego spojrzenie na dzień dzisiejszy trochę się zmieniło.
- Umiejętność dostrzegania, że potrzebuje się pomocy, jak i późniejsze proszenie o nią, jest cechą, która powoli zaczyna umierać w ludziach. Większość zwyczajnie myśli, że jest samowystarczalna – wzruszyła ramionami. Nie powinien się wdawać w rozmowy teraz, ale czy mógł się powstrzymać, aby nie podzielić się ze światem swoją opinią? Nie. Dlatego miał zamiar mówić to, co myślał.
Zachęcił ją raz jeszcze gestem dłoni, aby spróbowała. Z nietęgą miną podjęła się zadania, które tym razem jej się udało. Zaklaskał trzy razy w ręce.
- Widzisz, mówiłem, że najważniejsze, to się nie poddawać. Poradziłaś sobie wspaniale – posłał jej jeden z tych czarujących uśmiechów, który często gościł na jego ustach w pobliżu urodziwych dziewczyn, jako zachęta do ewentualnego flirtu. – Teraz w takim razie wrócę do swojej roślin, ale jeśli kiedyś będziesz jeszcze potrzebowała pomocy, wiesz gdzie mnie szukać – i stanął bardziej naprzeciwko swojej wnykopieńki, tym samym wysłuchując słów nauczycielki na temat dalszego etapu zajęć. Wydobycie bulw, całkiem spoko się wydawało. Zakasał rękawy i zaczął zbliżać się bardziej do dziupli. Nie do końca wsadzanie tam ręki mu odpowiadało, ale jak mus to mus. Przecież się nie wycofa, zwłaszcza po tym, co mówił Elizabeth. Kiedy jego ręka znalazła się w środku, odwrócił się, aby zobaczyć jak idzie jego dzisiejszej damie. Chyba nie było tak źle, chociaż z tej odległości nie bardzo widział. Nagle poczuł lekki ścisk i przypomniał sobie o roślinie, która miała właśnie zamiar go zjeść. Wyszarpnął rękę ze strąkami i cofnął się o dwa kroki. Na Merlina, kto pozwala im pracować z takimi roślinami? Na całe szczęście, mimo chwilowego rozproszenia, zaliczył bez problemu ten etap.

Liczba wyrzuconych oczek: 2
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   04.06.16 16:39

Znając ją i życie, sama by sobie nie poradziła i pewnie nie zapytałaby kogoś o pomoc. Ale nie z tego względu że się myślała że da radę, była po prostu zbyt nieśmiała żeby to zrobić. Ale miała w prawdzie też L. Ona by jej pomogła, prawda?Choć stała dalej. Ale to nie zmienia faktu, udało jej się i to dzięki jemu. Powinna mu się w bliższym czasie jakoś odwdzięczyć.
- Wiele osób, po prostu wstydzi się zapytać o pomoc. Boi się odrzucenia i wyśmiania. Dlatego ta umiejętność zanika. Poza tym, nie wszyscy są skorzy do pomocy. - odparła spokojnie. To nie tak że ludzie nie chcieli prosić o pomoc, wiele z nich chciało. Ale nigdy nie wiesz kto Ci pomoże, a kto pogrąży ciebie jeszcze bardziej. Może rzeczywiście, nie powinni wdawać się w taką rozmowę na lekcji. Ale najwyraźniej, pani profesor to nie interesowało. Więc, czemu by nie wykorzystać tej chwili na rozmowę.
Uśmiechnęła się do niego gdy ją pochwalił i zarumieniła się. - Tak, ale tylko dzięki Tobie. - odparła spokojnie. - Dziękuje, jeszcze raz - skinęła głową, gdy chłopak podszedł do swojej roślinki. Patrzała na niego, jeszcze przez chwilę. Chciała sprawdzić, jak on sobie poradził, radził sobie całkiem dobrze. Więc, jak on włożył łapę do tej dziury. To jej też powinno się udać, prawda? Wzięła głęboki oddech i włożyła łapę do dziury, po to aby wyciągnąć bulwy. Szarpała je i szarpała, ale te cholerstwa nie chciały wyjść, a dziura się zmniejszała. - Nie, nie, nie ! - pokręciła głową. Dlaczego! Szarpnęła mocniej ze stresu i wyciągnęła bulwy. - Tak, tak, tak. - uśmiechnęła się. Może jej bulwy nie były idealne, ale za to zaliczyła i dostała punkty dla domu. Spojrzała się na Alex'a, jemu też się udało. Super !

Liczba wyrzuconych oczek: 6
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   18.06.16 14:05

Weszłam do sali w całkiem optymistycznym, jak na mnie, nastroju. Zielarstwo zawsze przyprawiało mnie o dobry humor, mogłam z całą pewnością stwierdzić, że to jeden z moich najulubieńszych przedmiotów w szkole magii. Moje usta same układały się w uśmiech na widok pogodnej profesor Sprout. Jej przemowa jednak sprawiła, że poczułam lekki niepokój w sercu.
Stałam niepewna i obserwowałam, zupełnie odpływając w wir myśli. Roślina akurat nie wyglądała groźnie, ale wiedziałam, że to tylko pozory. Zastanawiałam się, od której strony te piekielne zielsko podejść, gdzie złapać, jak zaatakować... Gdy wyrwałam się z przemyśleń i rozejrzałam dookoła zauważyłam, że jestem znacznie opóźniona względem innych. Musiałam działać od razu, by ich dogonić.
Doskoczyłam do przebiegłej rośliny i w tym samym momencie w moją stronę wystrzelił gąszcz zdradzieckich pnączy. Poczułam na swojej głowie i ramionach uderzenia, jednakże nie miałam czasu na takie ceregiele. Zacisnęłam mocno zęby i zaczęłam chwytać bijące części rośliny, mimo iż się szarpały i próbowały wyrwać.
Przechyliłam się i zauważyłam strąki, o których mówiła profesor Sprout!

Liczba wyrzuconych oczek: 5
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   21.06.16 14:48

Zielarstwo zawsze sprawiało Eileen wiele radości. Opieka nad roślinami miała w sobie coś odprężającego no i przypominało jej te długie dni spędzone w ogrodzie Seriny, kiedy to pomagała opiekunce w pieleniu, sadzeniu i zbieraniu owoców pracy. Zajęcia z panią profesor zupełnie odbiegały od jej wyobrażeń na temat szkolnych lekcji, ale mimo wszystko Krukonka mogła chociaż przez chwilę poczuć się jak w domu.

Zgodnie z poleceniem nauczycielki, Eileen ostrożnie podeszła do wykopieńka. Wszystko szło całkiem nieźle i dziewczyna już myślała, że za pięć minut zadanie będzie wykonane, niestety jednak się myliła. W jej kierunku gwałtownie wystrzeliły kolczaste pędy, które momentalnie zaczęły znaczyć czerwone pręgi na jej delikatnym ciele. Szczęśliwie jednak udało jej się odsunąć zanim doszło do większych szkód, a wszystkie obrażenie mogła usunąć jednym ze swoich ulubionych, najlepiej wyuczonych zaklęć o inkantacji Episkey.

Cóż. Nie udało się. Eileen jednak nie należała do osób, które łatwo się poddają. No i nie mogła napisać Serinie, że poległa w zmaganiach z wykopieńkiem, prawda? Opiekunka miała być z niej dumna! I będzie. Następne podejście z pewnością będzie skuteczne!
Liczba wyrzuconych oczek:
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   21.06.16 14:57

Poczułam zastrzyk adrenaliny. Nie byłam zbyt odważna, a ta bijąca roślina przyprawiała mnie o drżenie rąk. Nie miałam jednak czasu, gdyż waliła na oślep coraz mocniej. Nie czekając nawet, aż profesor Sprout skończy ostatnie zdanie swojej przemowy, wepchnęłam rękę do otworu.
Chwyciłam w garść strąki, jednak nie spodziewałam się, że roślina będzie aż tak szybka. Zanim zdążyłam wycofać rękę zacisnęła się na mojej dłoni, w ostatniej chwili udało mi się wyszarpnąć dłoń z diury, jednak... Wytrąciła mi z palców strączki, które efektownym łukiem spadły na podłogę, rozbijając się.
Opadłam na kolana, próbując zebrać chociaż fragmenty, ale nic z nich nie zostało. Uniosłam wzrok i zobaczyłam na sobie spojrzenie belferki, która, z kwaśną miną co prawda, ale skinęła mi głową, zaliczając zadanie.
Odetchnęłam z ulgą i poczułam niezmierną radość. Może próba nie poszła po mojej, myśli, ale... A co to?
Schyliłam się, gdyż koło moich stóp leżały trzy czekoladowe żaby. Zebrałam je i wsunęłam do kieszeni. Czemu nie? Widać mam dzisiaj dobry dzień.


Liczba wyrzuconych oczek: 4
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   21.06.16 15:15

Z nową energią, pełna zapału podeszła do rośliny, jakby sama pewność siebie miała zapewnić jej zwycięstwo. Pokaże temu zielsku, na co ją stać. Co to dla niej, w końcu jest jasnowidząca! Będzie wiedziała o ciosie, zanim on nadejdzie i w porę uskoczy! Dokładnie tak zrobi.

Ponieważ wizja ataku nie nadchodziła, Eileen założyła iż roślinka zwyczajnie się nie zorientowała o drugim podejściu do zdobycia strączków. Już, już była przekonana, że starcie z wykopieńkiem zakończy się sukcesem, gdy nagle jeden z pędów wystrzelił w jej kierunku i uderzył prosto w twarz, zostawiając na policzku krwawą pręgę. Cios był tak silny, że Eileen aż się przewróciła. No cóż, mocnej budowy to ona nie miała...

Dziewczynka podniosła się z ziemi, otrzepała szatę i znów spojrzała na wykopieńka. Cwana bestyjka. No cóż, może jednak trzeba do tego podejść bardziej z głową...? Uleczając cięcie na policzku Eileen zaczęła się przyglądać innym uczniom, którzy walczyli o strączki. Część wykonała zadanie i czekała na kolejne polecenia. No nic, trzeba próbować dalej...

Liczba wyrzuconych oczek:
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   23.06.16 0:56

Zielarstwo, zielarstwo, zielarstwo! Tak wspaniałych zajęć chłopak nie miał od dawna! Bądź co bądź były też inne lekcje z tegoż przedmiotu, ale Philemon żył chwilą, dlatego bieżąca lekcja wydawała mu się być idealną. Zastanawiając się nad ubraniem ogrodniczek, zdecydował, że tym razem postara się wyglądać normalnie, jeszcze go obleją za noszenie złych ubrań i co wtedy?
Jednym uchem słuchając Pani Sprout, zastanawiał się co dobrego będzie mógł zjeść na kolację. Oczywiście przedmiot, o którym nauczycielka mówiła z fascynacją, a do którego większość uczniów podchodziła z rezerwą, był dla Philemona niemal priorytetem! Chciał w końcu zostać ogrodnikiem, a jaki ogrodnik nie potrafi rozprawić się z tymi stworkami. Nie raz obiło mu się o uszy, że stworzenia te, są bardzo agresywne, jednak praktyka dopiero czyni mistrza, mistrzem. Będąc cały czas gotowym na atak ze strony rośliny, podchodził do niej dość wolno, żeby zaraz spojrzeć na jedną z ładniejszych dziewcząt. Zanim zrozumiał swój błąd już był okładany przez diabelskie pędy. No i co ten Philemon ma zrobić? Jeśli nie okładają go faceci to jakieś dziwaczne, magiczne zielska, a wszystko to przez dziewczyny! To chyba czas, żeby zacząć patrzeć na drugą drużynę, wtedy może to nie będzie takie bolesne!
Naturalnie Krukon nie poddawał się, zaraz łapiąc rezon, opanował agresywne pnącza wykopieniek, by finalnie ujrzeć strąki. - HAHA! - ryknął głośno, wyginając biodra na lewo i prawo, jakby słysząc muzykę zwycięzcy. Był tak zaaferowany swoim małym zwycięstwem, że nawet nie sprawiał kłopotu, co o dziwo było innowacją, przynajmniej na lekcji! Jedynie głupawy uśmiech i te dzikie wygibańce, były niepokojącymi znakami.

Liczba wyrzuconych oczek: 5
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   23.06.16 9:24

Eileen przez dłuższa chwilę analizowała ruchy rośliny i zastanawiała się, jakim sposobem najlepiej ją podejść. Przy poprzednich próbach za każdym razem wybierała tą samą ścieżkę, więc może jakby wybrała się bardziej od boku... Cóż. Warto spróbować. Już chciała wejść na "teren niebezpieczny", kiedy coś ją powstrzymało. Nie. Jednak nie tą trasą. Przecież pędy przy atakach zaczynały pojawiać się właśnie tutaj! Ooo tak. Eileen poczuła już smak zwycięstwa, bo oto właśnie udało jej się rozszyfrować tajemnicę rośliny. Tak. Pójdzie ścieżką dokładnie od drugiej strony i tak zaskoczy wykopieńka. Plan doskonały, prawda? Nie może się nie udać!

Dziewczyna dziarskim krokiem i przepełniona pewnością siebie ruszyła wybraną nową trasą na spotkanie upragnionego strączka. Wszystko pójdzie jak po maśle, prawda? No cóż, znów się pomyliła. Kolejny atak roślinki, kolejna szrama na policzku... Czy to pasmo porażek naprawdę nigdy się nie skończy? Eileen podniosła różdżkę i ponownie uleczyła zranienie. Pięknie. Przynajmniej tyle z tego korzyści, że może się magicznie "naprawić" i nie wzbogacić kolekcji blizn o następną.

Głośny ryk zachwytu obwieścił całej sali, że pan Philemon Briggs raczył wykonać zadanie prawidłowo, co wprawiało dziewczynę w jeszcze większa konsternację. W końcu akurat ten Krukon nigdy nie wykazywał się szczególną skłonnością do robienia czego poprawnie, czyli według odgórnych zaleceń. No trudno. Może będzie w stanie jej podpowiedzieć jak się do tego zabrać...?

Liczba wyrzuconych oczek:
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   23.06.16 10:58

Jednak mugolski ogrodnik, a ten czarodziejski muszą się naprawdę różnić! W innym wypadku Philemon nie walczyłby z roślinami! Dla mugola, sytuacja wręcz nie do wyobrażenia! Bardzo prawdopodobne, że to właśnie ze względu na te dziwactwa, tak mowa tu o agresywnych roślinach, Briggs kompletnie nie potrafił się skupić! Bardzo możliwe, że była to również wina, wielu dziewcząt i to takich ładnych, a ta uroda przyciągała uwagę Briggsa.
Kolejne zadanie to wyciągnięcie tych zielonych bulw, które są strączkami, jednym słowem bułka z masłem! Oczywiście teoria jak zwykle nie zawodzi, szkoda tylko, że praktyka jest tak odmienna. Kiedy wsadził rękę do dziury, ta zaczęła się zamykać i w prawdzie nauczycielka mówiła to od początku, ale sam fakt, że jakaś roślina ma mu "zjeść" rękę, był na tyle przerażający, że przez chwilę Lemon zastygł. Po prostu stał i się patrzył, nic więcej. Jego wykopieniek był na tyle nieprzyjazny, że zaczął się zamykać ze średnią prędkością, dlatego w ostatnim momencie Briggs zdążył wyciągnąć rękę. Niestety jego nieuwaga była zbyt duża, bo roślina go ugryzła, zaś bulwa nie chciała wyjść z roślinki! Warknął pod nosem i z wyrzutem spojrzał na stworzenie, cały czas się siłując. Jego determinacja była co najmniej godna podziwu, chociaż gdyby on mógł wybierać, z pewnością nie płakałby nad jakimś hymnem na jego cześć, o tak. Bądź co bądź sam Philemon nie uważał, żeby to zadanie było wykonane w dobrym stylu, ale chyba to się nie liczyło, prawda? W tym twierdzeniu utwierdziła go Pani Sprout nagradzając jego dom pięcioma punktami.
Dumny jak paw rozejrzał się dookoła sprawdzając jak idzie reszcie. Jego koleżanka z domu widać była wciąż na tym samym etapie, co wprawiło Briggsa w przykrość, w końcu była w Ravenclawie! Do boju Krukoni! Nigdy nie był za utożsamianiem się z tym domem, jednak nigdy w życiu nie pozwoliłby inteligentnym dzieciakom, na splamienie swojego honoru. W przypadku tej Krukonki, chłopak wiedział, że świeciła inteligencją i z pewnością czułaby się źle, gdyby nie skończyła tego lekcji pomyślnie.
- Może przyda się trochę pomocy? - zaproponował. Bądź co bądź, ciężko było utrzymać dzikie sidła rośliny, dlatego Briggs czekał na pozwolenie ze strony dziewczyny, żeby tylko móc jej pomóc. Nie mogli robić siary własnemu domowi... Teraz ktoś powinien krzyknąć i kto to myśli!

Liczba wyrzuconych oczek: 6
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   23.06.16 11:41

Philemon zauważył, że Eileen ma problemy z zadaniem, co dziewczyna przyjęła częściowo z ulgą, częściowo z zażenowaniem. W końcu powinna była sobie poradzić, ale dalsze porażki mogłyby zostać zauważone przez nauczycielkę, a tego Krukonka już by nie zniosła. Podziękowała za ofertę pomocy i wysłuchawszy, co chłopak ma do powiedzenia w tej sprawie, podążyła wedle jego wskazówek.

Cała spięta i gotowa na wnykopienkową agresję podeszła do rośliny, nie wzbudzając jej zainteresowania. Zadowolona z połowicznego sukcesu spojrzała na Philemona i uśmiechnęła się do niego na znak, że dobrze jej idzie. Pech chciał, że kolczaste pędy właśnie w tym momencie przypuściły atak i zaczęły okładać ją z każdej strony. Tym razem jednak nie wycofała się i zachęcona słowami kolegi z determinacją podjęła walkę. Co to dla niej, parę gałązek! Jest silną, potężną czarownicą! Albo coś w tym rodzaju... No nie ważne, grunt, że w końcu unieruchomiła wnykopieńka i zobaczyła upragnione strąki. TAK!

- UDAŁO SIĘ! - aż podskoczyła z radości. Naprawdę poczuła ogromną ulgę, że nie musi sie już dłużej zbłaźniać na oczach całej klasy. Spojrzała na kolegę z wdzięcznością. - Dzięki! Bez ciebie by nie wyszło...
Liczba wyrzuconych oczek:
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   24.06.16 16:12

Powiedzieć, że Philemon był dumny nie tylko z siebie, ale również z Eileen to za mało, on był przeszczęśliwy! Gdyby ktokolwiek teraz próbował powiedzieć, że nie pasuje do Ravenclawu z pewnością dostałby w nos, co najmniej, w końcu Grey'ówna też potrafiła czasem pokazać pazur!
Widząc jej zadowolenie i samemu będąc zadowolonym omal znów się nie wydarł, jednak nie mógł dziewczynie robić siary! Dobra, mógł, ale nie chciał, po prostu jego wewnętrzna potrzeba nie była, aż tak nagląca, żeby już się wydzierać, jak za pierwszym razem. Philemon cały czas obserwował agresywną roślinę, żeby w razie dużego "W" pomóc dziewczynie. Bądź co bądź nie pamiętał, czy dziewczyna słuchała wcześniej nauczycielki, dlatego stwierdził, że sam jej udzieli dobrej rady, która była po prostu powtórzeniem polecenia.
- Teraz uważaj, bo jak będziesz brała bulwę, dziura zacznie się zamykać, po prostu się nie przestrasz. - powiedział spokojnie, obserwując ruchy dziewczyny. Zdecydowanie mógłby zostać nauczycielem, taki emocjonalny, dobry stażysta, który będzie wyjmował rączki dziewczynek, z różnych dziurek. (To zabrzmiało tak źle, że aż nie mogę tego zostawić bez komentarza xDDD)
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   24.06.16 17:26

Eileen absolutnie nie słuchała nauczycielki, bo dostawała wtedy cięgi od wnykopieńka. Kto by w takiej sytuacji przejmował się paplaniną starej czarownicy? Ale na szczęście Phil pospieszył jej z pomocą, udzielając stosownych wyjaśnień. Zamykająca się dziura. Ooooo Merlinie... To trochę przerażająca wizja. A co jeśli się nie uda? Czy jej ręka zostanie zmiażdżona?! Ale ale! Przecież obok był Briggs, który na pewno w razie potrzeby jej pomoże i który nad wszystkim czuwa. No i nie mogła go zawieść, nie?

Krukonka bardzo niepewnie spojrzała na otwór, przełknęła ślinę i zabrała się do roboty. Na szczęście wykopieńka zdawała sie być zmęczona wcześniejsza walką i zwycięstwem dziewczyny, bo dziura kurczyła się tak strasznie, strasznie powoli, że Eileen bez problmu wyciągnęła strąk w zupełnie nienaruszonym stanie. Oto. Smak. Sukcesu. Ahhhhhhh! Krukonka aż wciągnęła z zadowoleniem powietrze.

Aż podskoczyła, kiedy pani profesor przydzieliła jej aż DZIESIĘĆ PUNKTÓW! Z radości - też. Ale głównie przez to, że się wystraszyła, tak zaabsorbowała ją obecność strączka w dłoni. Odwróciła się do chłopaka i z uśmiechem odeszła od wnykopieńka.

- Udało się nam!
Liczba wyrzuconych oczek:
Powrót do góry Go down
Giannis Nymph

avatar
Gracz

Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   05.07.16 20:14

Giann w końcu dotarł do Sali zielarstwa. Trochę mu to zajęło, nie da się ukryć. Ale na wszystko jest wytłumaczenie. Otóż moi drodzy czytelnicy, Giann stracił przytomność na kilka dobrych godzin. Zielarstwo definitywnie należało do jego ulubionych przedmiotów więc wątpliwym było aby chłopak spóźnił się na nie bez powodu. Chłopak wyszedł nawet kilka godzin wcześniej na zajęcia! Gdyby nie ta cholerna futryna przybył by na lekcje kilka godzin wcześniej. Pech chciał iż przez nieprzeciętny wzrost chłopaka, chciała ona nawiązać bliższą znajomość z jego czołem. Trzeba przyznać że nie wyszło mu to na dobre i kilka ostatnich godzin spędził w skrzydle szpitalnym leżąc i modląc się o to aby lekcja się jeszcze nie skończyła. Na szczęście, z guzem na głowie dotarł do Sali na czas. Ukłonił swoje ogromne cielsko w stronę szanownej Pani Profesor i zajął się zadaniem. Ta, dzięki wcześniej nienagannej postawie Gianna jako ucznia postanowiła mu wyjaśnić raz jeszcze o co chodziło w pierwszym zadaniu. Po chwili na przyswojenie sobie informacji na temat wykopieńków pełen motywacji chłopak przystąpił do działania. Stanął nisko na nogach w niedalekiej odległości od rośliny i przystąpił do ataku. Z początku nic nie zapowiadało końcowego sukcesu, jednak w miarę upływu czasu Giannis uzyskał przewagę w tej walce dzięki swym warunkom fizycznym. Chwycił wszystkie pędy jedną dłonią po uprzednim przyjęciu kilku ciosów i przystąpił do wydobywania bulw. Porządne i dorodne strąki wydobyte z roślinki postanowił położyć na swoim stanowisku oczekując możliwości na rozpoczęcie drugiego zadania,

Liczba oczek z pierwszego zadania 5
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   06.07.16 16:34

Chłopak naprawdę trzymał kciuki i był pewien, że Eileen, jak przystało na mądrą i zaradną Krukonkę, da sobie radę. Jak pomyślał, tak też się stało i z ogromnym uśmiechem na twarzy pogratulował jej, tym bardziej, że profesor Sprout przyznała jej dziesięć punktów! Razem zdobyli piętnaście punktów, dla domu kruka, co w prawdzie mało obchodziło Briggsa, ale jego ogrodnicze ja, zostało miło połechtane. W końcu dobrego ogrodnika wyznacza się po tym, jakich ma adeptów, czyż nie? W prawdzie to sztuką jest nauczyć kogoś, czegoś, a Philemon właśnie to zrobił! Bardzo możliwe, że gdyby miał pod skrzydłami jakiegoś nieudanego adepta, agresywna roślinka prędzej by zżarła mu rękę, zanim Briggs zdążyłby to zreflektować, ale to nie było najważniejsze!
Chłopak uśmiechnął się do Eileen w ten zwycięski sposób i rozejrzał po reszcie uczestników. Nie miał zamiaru tak po prostu wychodzić, kiedy nie wszyscy ukończyli zadnie! Może ktoś będzie potrzebował jego pomocy, kiedy profesor Sprout będzie zajęta? Tak, Philemon i jego wspaniałomyślność!
Teraz obserwował znanego sobie Puchona, którego starania były godne podziwu, naprawdę! Tylko czego można spodziewać się po ponad dwumetrowym kolosie? To było oczywiste, że jego siła jest nader pomocna w takim zadaniu, ale czy wykaże się wystarczającym sprytem do drugiego etapu? Briggs, z uwaga obserwował poczynania Puchona, żeby w razie 'W' podejść do kolejnej osoby i pomóc.
Powrót do góry Go down
Boni McQueen

avatar
Gracz


Skąd : Z całego świata!
Liczba postów : 76
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   07.07.16 16:21

Boni przyszła do cieplarni totalnie spóźniona. W zasadzie to powinna się tym przejmować, ale czy to robiła? Nie. Miała głęboko wywalone na wszystko. Przeżuwając jakiegoś mugolskiego cukierka od rodziców weszła do pełnego uczniów pomieszczenia i stanęła w pobliżu „wolnej” wnykopieńki. Merlinie, serio? Serio mieli wyciągać jakieś gluty z wnętrza zdziczałej roślinki? A dopiero co latała na miotle… Zresztą właśnie z powodu latania się spóźniła. Ale kto by się tym przejmował? Może nauczycielka, bo Boni na pewno nie.

Dziewczyna była pewna siebie i w bardzo przemyślany sposób podeszła do wykonywania zadania. Była gotowa w porę zareagować, niestety nagle jakiś imbecyl obok zaczął machać swoimi długimi łapami, a jego wnykopieńka świsnęła kolczastym pędem tuż przy uchu Gryfonki. W gorącej wodzie kąpana Boni nie zamierzała tego puścić płazem.

- PANUJ NAD SWOIM ZIELSKIEM, PRZEROŚNIĘTY PATAFIANIE! – wydarła się do Giannisa. W następnej chwili oberwała od własnej roślinki, na co wściekła się jeszcze bardziej i podjęła walkę o władzę nad gałęziami. W końcu udało jej się pochwycić agresywne pędy i przytrzymać je tak, że zobaczyła upragnione strąki. – Smaż się durna roślino. Incendio!

Liczba wyrzuconych oczek: 5
Powrót do góry Go down
Fate Ravenwood

avatar
Gracz


Skąd : Paryż
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   07.07.16 16:44

Czemu szkolne zajęcia nie mogły składać się jedynie z zaklęć, eliksirów czy transmutacji? Nie. Zamiast tego człowiek musiał zaprzątać sobie umysł wyjątkowo beznadziejnymi rzeczami. I chociaż faktycznie wolałaby, aby wszystkie przedmioty były wybieralne, tak chodziła na każde zajęcia. Nie dlatego, że uważała je za ciekawe. Zwyczajnie w świecie nie mogła być gorsza od innych. W każdej dziedzinie. Dlatego szła również na zielarstwo, chociaż była porządnie spóźniona. Przynajmniej dzięki temu zostanie dostrzeżona przez wszystkich zebranych.
Po kilku minutach znalazła się w cieplarni, gdzie dziś mieli pracować. Po wejściu do środka przywitała się nawet z nauczycielką, bo chociaż miała własne poglądy na wiele spraw, tak kultura nie była jej obca. Chyba, że na drodze stanęła jej Destiny, ale wtedy wszystko rządziło się innymi prawami.
Po krótkim usprawiedliwieniu się nauczycielka powiedziała jej, co ma robić. Stanęła przed wolnym stanowiskiem i spojrzała na roślinę. Była taka nudna i pospolita. Jak większość otaczających ją ludzi. westchnęła i odgarnęła włosy. Zaraz ubrała rękawiczki i powoli zaczęła zbliżać się ku chwastowi, pamiętając, że może zostać w każdej chwili zaatakowana. Niestety, poczuła się zbyt pewnie (jak zawsze), a chwilę później musiała się cofnąć, bo ta podła roślina śmiała ją tknąć! W tym momencie najchętniej by ją spaliła, ale damie nie wypadało publicznie się burzyć. Dlatego zakasała rękawy i odczekała, aż wnykopieńka się uspokoi, aby mogła podjąć kolejną próbę.

Liczba wyrzuconych oczek: 4
Powrót do góry Go down
Giannis Nymph

avatar
Gracz

Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   07.07.16 17:18

Po pochwyceniu w swoje wielkie łapska pnączy tego nad wyraz agresywnego przedstawiciela Wykopieńków. Chłopak dopiero po chwili przypomniał sobie o tym że jakaś drobna kobieta na niego krzyczała. O co jej chodziło ? Nie ma co się przejmować, Widać ta filigranowa osoba ma jakieś problemy z radzeniem sobie z agresją. Zielona jest czy co ? A nie, Ruda. To wiele tłumaczy. Ponoć rudzi mają problemy z radzeniem sobie z uczuciami. Ale żeby tak agresją reagować? Nie pojęte było to dla Giannisa, przecież każdy spór da się zakończyć polubownie. Po co te nerwy koleżanko?
-Wyluzuj, Złość piękności szkodzi. Zresztą, nie panuje przecież nad tym co ten kwiatek robi- Powiedział delikatnie uśmiechając się do filigranowej dziewczyny. Mimo iż uważał że nie zasługuje na taką obelgę to nie żywił do niej jakiejś specjalnej urazy. Każdemu może się wymsknąć kilka niepotrzebnych słów. Grunt to nie brać ich do siebie. No cóż, nie miał czasu na to żeby flirtować z nią do upadłego na lekcji. Bulwy czekały na ekstrakcje ! Tylko dlaczego miejsca w których były ukryte były tak małe ? Giannis swoimi ogromnymi dłońmi miał problem aby wydobyć te cholerstwa. Dlatego nie były one w idealnym stanie. Na szczęście udało się mu zaliczyć to zadanie zdobywając całe pięć punktów. Nieźle, choć mogło być o niebo lepiej.

W kostkach było 6
Powrót do góry Go down
Boni McQueen

avatar
Gracz


Skąd : Z całego świata!
Liczba postów : 76
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   07.07.16 21:44

Dziewczyna nie przewidziała jednego. Kiedy wnykopieńkę popieścił ogień, roślina zaczęła się błyskawicznie zamykać, co było zupełnie nie na rękę Gryfonce. Jako prawie-zawodowa graczka Quidditha Boni posiadała spory refleks, więc szybko wyciągnęła bulwę ze środka, jednak zrobiła to tak zamaszyście, że upragniony składnik wylądował na ziemi i się zupełnie roztrzaskał. Sprawdzając, czy aby na pewno nie znajdzie się ani jeden ocalały strączek, dziewczyna znalazła czekoladowe żaby, które odruchowo schowała do kieszeni. Wtedy jednak odezwał się Gian. No nie, tego już było za wiele…

- OGARNIESZ SIĘ PACANIE? – Boni zdecydowanie nie należała do osób panujących nad emocjami. – Nie dość, że te twoje wiechcie latają gdzie popadnie, to jeszcze musisz przeszkadzać mi w zajęciach? Co za mentalny niedorozwój!

Chciała miotnąć w olbrzyma jakimś zaklęciem, ale w sumie uznała, że sobie odpuści. Lepiej było zjeść czekoladowe żaby, najlepiej wszystkie naraz. Elfrida Clagg, Fulbert Bojaźliwy i Beaumont Marjoribanks. Świetnie! Grunt, że się nie powtarzały. Właściwie to mogłaby zacząć zbierać te karty. Uzależnić się od czekolady… Bosko.


Liczba wyrzuconych oczek: 4
Powrót do góry Go down
Fate Ravenwood

avatar
Gracz


Skąd : Paryż
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   08.07.16 16:26

Odetchnęła głęboko. Musiała koniecznie się uspokoić. Podobno złość piękności szkodziła i nawet taka krótkotrwała mogła zostawić niepożądane skutki na jej nieskazitelnie pięknej twarzy. Nie. Nie mogła do tego dopuścić, dlatego jedynym rozwiązaniem było zachowanie spokoju i opanowanie się, co nie było wcale takie łatwe, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że właśnie pokonała ją roślina. Jakiś nędzny chwast, którego inteligencja była zerowa, podobnie jak ta należąca do Destiny. Jej ukochana siostrzyczka z pewnością dogadałaby się z nieruchomą kłodą. Fate już wyobrażała sobie te pasjonujące tematy, które by z nią poruszała. Na jej ustach pojawił się kpiący uśmiech, a sama dziewczyna poczuła się lepiej. O nie, nie pozwoli roślinie jej tyranizować! Od takich rzeczy była ona i nikt, ani nic innego nie miało na to monopolu. Dlatego poprawiła włosy, których kosmyk prawdopodobnie ułożył się nie tak jak powinien i powoli zaczęła zbliżać się ku wnykopieńce. Stało sie jednak zupełnie to samo wcześniej. Kiedy już myślała, że tym razem obejdzie się bez większych komplikacji, chwilę później cofała się przed pędami. Zaczynała tracić cierpliwość. Ile miała jeszcze zażyć upokorzenia od tego cholerstwa, zanim zaliczy zadanie?

Liczba wyrzuconych oczek: 2
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   10.07.16 17:29

Najwyraźniej Giannis znalazł już jedną osobę do dręczenia, a raczej jedna osoba znalazła kogoś do dręczenie, bo przecież kwiatków to oni sobie nie wysyłali, ani słownie, ani dosłownie. Jednakże przyglądanie się jakimkolwiek flirtom, czy też zwykłym słownym zaczepkom, nie było jego celem, dlatego od razu przeniósł uwagę na inną osóbkę, której najwyraźniej ciężko szło. Niestety Philemon nie należał do osób, które myślały stereotypowo, tym bardziej, że chłopak nie poznał wszystkich stereotypów, dotyczących domostw w Hogwarcie, dlatego bez żadnych przeszkód, podszedł do rudowłosej Ślizgonki z piegami na twarzy. Była ładna, ale przecież to nie było celem jego podejścia, w końcu równie ładna była dziewczyna, która kłóciła się z Giannem, ale Briggs nic nie mógł poradzić na to, że dziewczyna była najwyraźniej zaklepana. Jednakże, ta nie była! Dlatego też od razu stała się celem Philemona, który ze swoim dobrodusznym uśmiechem podszedł do niej i z czysto naukowymi zamiarami wyraził chęć pomocy.
- Cześć, może przyda się jakaś dobra rada? Albo chociaż doping? - zaproponował, nie zbliżając się zbytnio do dziewczyny, w końcu nie będzie się narzucać. Dobra, już się narzucał, ale taki żywot Briggsa, pomocnego urwisa z Krukolandu.
Powrót do góry Go down
Evelyn Abbott

avatar
Gracz


Skąd : Northumberland
Liczba postów : 76
PisanieTemat: Re: Cieplarnie   11.07.16 1:00

Niezwykle rzadko zdarzało się, coby Evelyn przyszła spóźniona na lekcje - ot, zazwyczaj tak planowała sobie poranne czy popołudniowe obowiązki aby udało jej się dotrzeć na ustalone miejsce na czas. Tym razem jednak dziewczyna poczuła się tak źle, że musiała pójść do pielęgniarki, pani Pomfrey, by ta dała jej jakiś specyfik. Dziewczyna stwierdziła, że rzeczywiście coś złego musiało się dziać w jej organizmie, skoro tak długo trwało kurowanie się ze złowieszczych skrętów żołądka i mdłości, jednak w ostateczności udało się jej to przed lekcją. Nie była jednakże szczególnie zestresowana faktem, że właściwie minęło jej praktycznie 3/4 lekcji, a sama spokojnym krokiem żółwia powędrowała ku cieplarniom. Właściwie to nie rozumiałaby, czemu miało by być jej przykro z tego powodu. Zielarstwo nigdy nie należało do jednych z jej faworyzowanych przedmiotów uznając brudzenie się w głąb ziemi za niemożliwie nudne i bezsensowne - cóż, nic tu szukać po miłośniczce roślinek. Nie zamierzała jednak tracić lekcji, tak więc spokojnym krokiem weszła do środka. Pomachała przed sobą ręką, robiąc z niej prowizoryczny wiatrak gdyż jak zawsze w tym miejscu uderzyła ją fala ciepła, jeszcze gorsza od tej panującej na zewnątrz. Profesor Sprout natychmiast ją dostrzegła a mina jaką przy tym zrobiła, wyrażającą załamanie i zdruzgotanie w jednym, sprawiła, że Evelyn uśmiechnęła się do nauczycielki z mieszaniną zakłopotania i pokrzepienia. Profesorka szybko wytłumaczyła dziewczynie co i jak a sama Evelyn zgodziła się z nauczycielką, że jest dość daleko w tyle. Ale co tam. Spojrzała na z pozoru spokojną roślinkę. Zaczęła podchodzić ostrożnie ku wnykopienkowi, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakimi są pojawiające się znikąd pędy. Nagle do jej uszu doszły jakieś krzyki a Evelyn się zatrzymała w pół kroku i podniosła spojrzenie w stronę źródła. Okazało się, że to jakaś durna Gryfonka darła japę jak stare prześcieradło w stronę jakiegoś Puchona, w co tylko wprawiało Evelyn dekoncentracje.Idiotka, pomyślała Evelyn patrząc spod byka na młodszą koleżanke i nieuważnie zrobiła krok do przodu. Niczym błyskawica kolczaste pędy wystrzeliły w stronę dziewczyny, które natychmiast poharatały ramiona i szyje Ślizgonki. Evelyn wydała z siebie zduszony pisk zaskoczenia i przerażenia, odskakując natychmiast do tyłu. Ja pierdziele, co to była za akcja! Do krwi natychmiast napłyneło jej więcej adrenaliny a Evelyn, o dziwo, poczuła jakąś sympatię do tejże roślinki. Może następnym razem powinna bardziej odważniej podejść do wroga?

Liczba wyrzuconych oczek: 4
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Cieplarnie   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: