Share | 
 
Zgliszcza chatki gajowego
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Zgliszcza chatki gajowego   28.09.15 3:53

Zgliszcza chatki gajowego
Jeszcze do niedawna w tym miejscu stał dom, przez lata zamieszkiwany przez gajowego Hogwartu, Rubeusa Hagrida. Podczas bitwy o Hogwart chatka została spalona, a jej zgliszcza pozostały w tym miejscu do dziś, przypominając o okrucieństwie ludzi, spośród których część wciąż bezkarnie chodziła po tym świecie. Hagrid, nadal pracujący jako gajowy, nie zgodził się na odbudowanie domu w tym samym miejscu i w chwili obecnej mieszka w zamku.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   14.02.16 9:41

Nadchodził zmierzch i Amelia zmierzała do zamku. Ostatnie kilka godzin spędziła na błoniach, w towarzystwie zwierząt, które lgnęły do niej, mimo że pewnie cieplej byłoby pochować się w swoich norkach, dziuplach i muszlach. Dziewczyna nawet nie zwróciła uwagi, kiedy zrobiło się chłodniej, niż było, gdy wychodziła, ale uderzenia zegara uświadomiły jej, że najwyższy czas wracać. Miała w planach nieco nauki na ten wieczór, zresztą chodziły słuchy, że Krukoni wymyślili coś szczególnego na najbliższe godziny. Nic nie zapowiadało kłopotów.
Nic, dopóki przechodząc obok dawnej chatki gajowego, nie owiał jej lodowaty, przenikający do szpiku kości wiatr, a przed nią zmaterializowała się postać. W pierwszej chwili trudno było ją rozpoznać, ale wystarczył moment, by do Amelii dotarło, że stoi przed nią kobieta, której miała nadzieję nie oglądać nigdy więcej. Nim Sluglornówna zdążyła zareagować, blondwłosa kobieta uśmiechnęła się paskudnie i wyjęła różdżkę. Krukonka uchyliła się przed jednym, drugim, trzecim zaklęciem… Ale przecież nie mogła tak w nieskończoność.
Musisz ją zatrzymać. Twoim zadaniem jest wymyślenie sposobu na zamknięcie jej w bezpiecznej klatce. Klatce, która w zminiaturyzowanej wersji wisiała na jej szyi. Musisz ją zdobyć, powiększyć i zamknąć ją w środku. Szkopuł tkwi w tym, że nie możesz dotknąć kobiety, jeśli nie chcesz stracić ręki. Zaklęcie przywołujące na nią nie działa, podobnie jak wszelkie zaklęcia zatrzymujące. Jest w stanie się bronić, więc rzucając zaklęcie musisz rzucić dodatkową kostką - parzysta zaklęcie obronione przez kobietę, nieparzysta zaklęcie nieobronione przez kobietę. Możesz szukać pomocy, ściągnąć rodzinę, znajomych, nauczycieli. Mistrz Gry da ci znać, jak ci idzie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   22.02.16 3:10

Obraz widziany w nieszczęsnym lustrze pragnień nie opuszczał młodej główki Amelii ani na chwilę. Przywarł, przyssał się, niczym pasożyt siejący spustoszenie w naiwnym i burzliwym umyśle dziewczyny, nie chciał odpuścić.
Starała się jak mogła, aby każda wykonywana czynność pożerała jak największą ilość czasu. Chłonęła każdą chwilę, doszczętnie i do końca i to tak, by nie wpaść w stan marazmu i otępienia, od tego droga do snucia kolejnych wniosków i nieskończonych teorii była krótka.
Później przeczytała o całej sprawie w Proroku i ku jej przerażeniu, wszystko zaczynało zarysowywać się w wyraźne kształty. Mroczne kształty.
Głupia. Nawet wojna i trauma po stracie przyjaciółki wydawały się nie uodpornić Slughorn na wszelkie utrapienia i bolączki świata. A miało przecież być prościej, łatwiej, żadnej troski, tylko śpiew skowronków, okazjonalne sercowe problemy, szkoła.
Zapadał zmierzch i istotnie, Amelia kierowała swe żwawe kroki do zamku. Nic, oprócz przenikliwego i niepokojąco chłodnego wiatru, nie zwiastowało niczego niespodziewanego. Wnet, jej oczom ukazała się dziwnie znajoma postać i uświadomienie, że jej koszmar zdawał się ziścić, odebrało blondynce oddech. Z niebotycznego osłupienia, wyrwała ją seria zaklęć skierowana w jej stronę. Na Merlina!
Co teraz? Co ma zrobić?
Jedynie sekundy dzieliły ją od podjęcia decyzji. Jakiejkolwiek. Cokolwiek. Zrób coś w końcu idiotko!
-Tarantallegra!
W starciu z nieznaną mocą, Slughorn czuła się przeraźliwie bezsilna. I jak to się miało dalej potoczyć?

nieparzysta (5)
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   25.02.16 1:16

Zaklęcie trafiło idealnie. Nogi zjawy zaczęły wywijać w rytm nieistniejącej muzyki i istotnie widok był cokolwiek komiczny. W innej sytuacji może mogłyby razem zatańczyć? Kto wie. Teraz jednak Krukonce ani w głowie były takie harce. Miała ważniejszy problem i koniecznie musiała się nim zająć. Bo choć z mobilnością u kobiety było krucho, to zaklęciami rzucała bez przeszkód. Co, jak trafi?
Zwłaszcza, że zaklęcie pląsania zaraz przestanie działać...


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   09.05.16 20:52

Dla osoby przyglądającej się z boku ta sytuacja mogła wydawać się co najmniej komiczna, gdyż nogi blondwłosej kobiety zdawały się żyć własnym życiem. Niestety, kiedy się przyjrzeć to jednak nie było tak kolorowo, co można było wywnioskować chociażby po tym, z jaką szybkością i zwinnością kobieta miotała w nieszczęsną Krukonkę zaklęciami. Dobrze, że przynajmniej zjawa miała utrudnione poruszanie się, może to choć odrobinę ułatwi Amelii uporanie się z nią... może. Pewnym w końcu było, że Slughorn musiała znaleźć jakiś sposób na unieszkodliwienie kobiety. Przecież w końcu jakieś zaklęcie w nią trafi, prawda?
Dobrze, że istota dała Krukonce choć chwilę wytchnienia, w trakcie której dziewczyna mogła się jej dokładniej przyjrzeć i zaobserwować dyndającą na jej szyi klatkę. Kiedy do jej głowy wpadła myśl, że można ją wykorzystać? O to należy spytać jej samej. Najważniejsze, że kobieta po długiej walce została umieszczona w klatce i nikomu już nie groziło oberwanie jednym z jej złowrogich zaklęć.

[ztx2]


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   19.06.16 22:22

19 czerwca, środa, 15:13

Zawsze jest pora na skręty z zioła! To były tak piękne słowa, że grzechem byłoby się do nich nie dostosować. A że sama Reagan nie była jakąś hipokrytką czy grzesznicą w tym względzie, tak uznała, że nie ma nic przyjemniejszego od zgarnięcia z korytarza jednego z kumpli (tutaj należy przypomnieć, że Liv miała tendencję do zadawania się z podejrzanymi typami) i oznajmieniu mu, że zaraz po lekcjach ma przypałętać się pod chatkę gajowego, gdzie będzie miał przyjemność skosztowania najnowszej ziołowej mieszani Gryfonki, która już od jakiegoś czasu zaczęła kombinować ze składnikami, by osiągnąć jak najlepszy efekt. Kto wie, może udało jej się tym razem? Do tego jednak potrzebowała wprawnego konesera, a w szkole nie było lepszego (tuż po Darrenie) aniżeli Gilgamesh, który w tym momencie nadawał się idealnie. I wcale nie zaproponowała mu owego spotkania dlatego, że Darrena nigdzie nie widziała. Na Krukona była w tej chwili zła, na Ślizgona nie, więc oczywiste było komu pierwszemu zaproponuje.
Zaraz po ostatniej lekcji Reagan pobiegła do dormitorium, gdzie zostawiła książki oraz inne pierdółki związane z zajęciami, a spakowała do niej to, co miało jej się przydać w tej chwili. Rada z tego, że nie musiała się przejmować chłodem, ponieważ słońce nadal mocno grzała, przebrała się w coś swobodniejszego niż ciężka szata szkolna, która w lato stanowiła niemal przenośną saunę. Długo zastanawiała się czy powinna założyć spódniczkę czy spodenki, jednak przewiew i swoboda jaką dawało to pierwsze znacznie przeważyło nad codziennym stylem, więc chwilę później wbiła się w jedną czarna (bynajmniej nie szkolną, bo o dziwo posiadała również inne), zarzuciła na siebie odpowiednią bluzkę na cienkich ramiączkach i była gotowa na spotkanie z ostrym słońcem, któremu się chyba pory roku pomyliły.
Nie przejmując się zdziwionymi spojrzeniami kolegów z domu, którzy nie mieli zbyt często okazji widzieć jej w takim wydaniu, przeszła przez salon, witając się tylko z tymi, którzy faktycznie byli tego warci (takiemu Slughornowi posłała mordercze spojrzenie), by po kilkunastu minutach wędrówki korytarzem wyjść na błonia, kierując się od razu w stronę zgliszczy chatki. Już z daleka widziała, że nie ma przy nich żywej duszy, co znaczyło, że jej dzisiejszy partner od fajki postanowił się spóźnić. Zmarszczyła lekko brwi. Tak bardzo nienawidziła na kogoś czekać.
Usiadła na kamiennych schodach, wyciągając przed siebie nogi. Odstawiła torbę na bok i skierowała spojrzenie w stronę zamku. Liv miała nadzieję, że chłopak zjawi się szybko, chyba, że życie faktycznie było mu niemiłe.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   19.06.16 22:44

Są trzy gatunki ludzi - Ci z którymi lubisz spędzać czas, Ci z którymi jesteś gotów zapłacić żeby tego nie robić i Ci z którymi przebywanie może nie jest przyjemne, ale na pewno bardzo opłacalne. Zwykle można było kogoś przypisać do którejś z tych kategorii, ale zdecydowanie w żadnej z nich nie było Liv - była zbyt charakterystyczną, jedyną w swoim rodzaju osobą, z którą relacje naturalnie musiały też być specjalne. W końcu kto inny odważyłby się mówić mu tyle cudownie złośliwych i niemiłych rzeczy, a przy tym nie musiał potem szukać zębów po całym Londynie? Raczej nie kojarzył takiej osoby, stąd też musiał zdawać sobie sprawę że tak oryginalne kontakty należy pielęgnować - nic więc dziwnego, że gdy tylko dostał wiadomość że będą palić zielsko, to odwołał swoje wszystkie ewentualne plany - w końcu każdy Puchon mógł poczekać jeszcze jeden dzień, na obicie mu jego paskudnej mordki, a praca domowa...i tak jej nie odrabiał, odkąd pamiętał, więc czy to robi jakąś różnicę?
Doskonale zdawał sobie też sprawę z tego, że jego Gryfońska koleżanka od kosztowania dobroci darów natury, zdecydowanie nie lubi czekać, więc spóźnienie się byłoby bardzo złym pomysłem. Jak się można domyśleć - absolutnie mu się nie śpieszyło. Na spokojnie opuścił lekcję czy dwie, żeby mieć więcej czasu by powylegiwać się bez celu, a następnie ubrać w coś sensowniejszego (przecież nie będzie latać w szacie w taką pogodę, gdy jest i tak definitywnie zbyt gorąco). Na dzień dzisiejszy wybrał krótkie spodenki w kolorze chłodnej zieleni oraz najzwyklejszy w świecie T-shirt (jak można sie domyślić, była to biel zahaczająca o srebro, w końcu trzeba sie prezentować jak należy). Można więc uznać że zachował się wręcz kobieco - w końcu zadbał by kolor spodenek, pasował mu do oczu, to brzmi realnie.
Gdy w końcu się zjawił, było jakieś pięć, może siedem minut po czasie - modnie spóźniony, ale nie irytująco nie na czas. Oczywiście dziewczyna już była na miejscu. "Ale się odjebała" - przeszło mu przez myśl, ale nie zamierzał wypowiadać tego na głos. Przesadna ilość komplementów źle mogła wpłynąć na jej ego, a w tych ruinach było miejsce tylko na jego ego, które i tak zajmowało przynajmniej 3/4 kraju.
- Długo czekałaś? Nie? Damn, przyszedłem za wcześnie - rzucił zamiast dzień dobry z udawaną udręką wymalowaną na twarzy. Dopiero po chwili zmienił wyraz na radosny wyszczerz - w końcu jak mógłby być w złym humorze, skoro czekała go radość palenia?
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   23.06.16 17:51

To wcale nie tak, że Liv była niecierpliwa. No może tylko troszeczkę, ale nie o to się rozchodziło. Ona zwyczajnie nie lubiła czekać na innych ludzi. Z jakiegoś powodu drażniło ją niemiłosiernie, kiedy umawiała się z kimś, a takowa persona miała gdzieś godzinę i stawiała się wtedy, kiedy jej pasowało. W takim razie po jakiego grzyba w ogóle się umawiać? I chociaż sama starała się nie spóźniać, tak zasada ta nie dotyczyła zajęć, na które praktycznie nigdy nie przychodziła punktualnie. Starała się, ale zawsze coś w trakcie jej wypadało, a chyba każdy wiedział, że cokolwiek by się nie działo, jest to ważniejsze od siedzenia na nudnych zajęciach, typu Historia Magii.
Niemniej jednak w tym momencie, kiedy czekała na Ślizgona, na jego szczęście nie była zła. Fakt, gdzieś tam w drobnym ciele czaiła się irytacja, która z biegiem czasu mogła się powiększyć, ale poza tym siedzenie na kamiennych schodkach i grzanie się do słońca było całkiem przyjemne. Prawdopodobnie właśnie pogoda miała znaczny wpływ na jej nastrój, który podczas jednego spotkania potrafił się zmienić przynajmniej czterdzieści razy. Jak będzie tym razem? Ciężko było jej powiedzieć, jednak liczyła na dobrą zabawę w całkiem dobrym towarzystwie, które jakby nie patrzeć załatwiła sobie sama. Z byle kim się nie zadawała i o tym wiedział każdy, kto wiedzieć powinien.
Nagle, po niespełna kilku minutach, które minęły jej szybciej niż myślała, co oczywiście nie znaczyło, że miała pozostawić spóźnienie bez jakiegokolwiek komentarza, dostrzegła zmierzającego w jej stronę Gilgamesha. Jak zwykle pewny siebie, jak zwykle niemal dostojny. Typowy Ślizgon, właśnie tak jawił się w jej oczach. Chociaż może nie tak typowy jakby mogło się zdawać, skoro z własnej woli chciał spędzać czas w towarzystwie Gryfonki. Czy to w jakiś sposób mu nie umniejszało? Z drugiej strony sama Reagan nie należała do oczywistych przedstawicieli własnego domu, więc ostatecznie można było mu wybaczyć wszystko.
- W takim razie po co przychodziłeś w ogóle? – Wolno przeniosła na niego spojrzenie, przy okazji leniwie go lustrując spod lekko przymrużonych powiek. O dziwo w tonie jej głosu nie było aż takiego jadu, którym zwracała się na przykład do Slughorna. Ale o czym tu mowa? On i von Grossherzog byli jak ogień i zmienia. Albo jak tania dziwka i alfons. Tak, Ślizgon zdecydowanie by się na takowego nadawał, a Leo? Leo pewnie dałby tyłka za byle gówno – Czasem mam wrażenie, że przyłazisz tylko wtedy, kiedy chodzi o palenie – dodała z lekkim uśmiechem. Czy jej to przeszkadzało? Zdecydowanie nie. Miała wielu znajomych, ale tylko nieliczni byli wstanie dotrzymać jej kroku w niektórych czynnościach.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   23.06.16 19:07

- Jak to po co? Zapłakałabyś się na śmierć, gdybym nie dostarczył Ci wystarczająco dużo swojej zajebistości. Odwyki bolą - odparował Gilgamesh tak szybko, że nawet nie zdążył zrobić w tym poście jeszcze niczego innego - taki miszcz ciętej riposty!
Skoro jednak już wyrzucił z siebie te wszystkie mądrości (dziwne że jego mózg się przy tym nie spocił, brawo Gilgameshu, taka filozofia z tak małym nakładem wysiłku, nic tylko być dumnym) to mógł w końcu zrobić coś konstruktywnego. Na przykład usiąść - nie będzie tak stał, jak Slughorn saunie wypełnionej mężczyznami ( ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Przysiadł sie więc do Liv, uznając że pozwoli Gryfonce nacieszyć się swoją wspaniałością - oczywiście usiadł schodek wyżej, w końcu jego ego musiało mieć trochę wolnej przestrzeni. Zresztą czego by nie mówić - schodki takie małe, a tyłek Gilgamesha był proporcjonalny do reszty Gilgamesha - będą się gnieść tak na takim schodku?
- Wypraszam sobie - oburzył się na pokaz Gross na następne rażące oskarżenie - Gdyby w planach było spożywanie alkoholu, również bym nie odmówił
Fakt faktem - przyjaźń Gryfońsko - Ślizgońska nie była zbyt częstym przypadkiem, ale patrząc przez pryzmat tego że Gross ogólnie miał niezbyt wielu przyjaciół w tej szkole (eh, Ci zazdrośnicy nie byli w stanie znieść jego wielkości) to każda osoba z mózgiem, którą nie gardził, była wręcz na wagę złota - a złoto to coś, co tygryski lubią najbardziej, nie można się więc dziwić że pod przykrywką złośliwości, bardzo lubił Liv. Nawiasem mówiąc, szkoda że nie wspomniała o swoich rozważaniach o alfonsach i tanich dziwkach na głos - Ślizgon zapewne wiedziałby dzięki temu, co będzie chciał robić w przyszłości. Sprzedawanie dupy Leo za marny grosz, to musiałoby być coś wspaniałego - coś więcej niż przyjemność, to wręcz styl życia.
Chwilowo nie mówił nic więcej - oboje wiedzieli w jakim celu się tu spotkali, więc nie widział sensu w produkowaniu się o czymkolwiek - zresztą samo wyobrażenie sobie jak Książe Slytherinu zaczyna rozprawiać o pogodzie byłoby wręcz ironią losu, więc po prostu czekał - czekał na ruch Gryfonki. Czekał aż posunie wieże, zbije konia lub też poruszy królem, jeśli można użyć takiego porównania (czy szachy naprawdę muszą być taką sprośną grą?), tak czy siak - czekał. Po prostu czekał.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   29.07.16 21:18

- Oh, nie wiedziałam, że w tym względzie jestem aż tak bardzo przewidywalna. Muszę się chyba bardziej maskować z tym całym uwielbieniem kierowanym ku twojej, jakże wspaniałej osoby – powiedziała, a w jej głosie dało się wyczuć jawną ironię. Nie kryła się z tym, przy Ślizgonie nie musiała. Znali się nie od dziś by wiedzieć, że ich sympatia ma oblicze, które niekoniecznie przez normalne osoby byłaby postrzegana za coś faktycznie pozytywnego. Im to jednak wystarczyło i nie mieli nic przeciwko podobnym komentarzom, które często ociekały sarkazmem, czy inną niezbyt przyjemną nutką. Sam fakt, że chcieli ze sobą przebywać, niezależnie od powodu, znaczył, że coś jest na rzeczy, a ich znajomość nie powinna być zakłócana przez nikogo. Tak to postrzegała Liv, która zauważyła, że ostatnimi czasy dość dziwnie brata się ze Ślizgonami wszelkiego rodzaju. Czyżby uznała ich za lepszych kompanów, niż osoby z jej domu? Nie mówiąc już o innych? Ale przecież to Darren był jej najlepszym przyjacielem. Chociaż ten ostatnimi czasy zdawał się już kompletnie nie mieć dla niej czasu, uganiając się za innymi pannami, na co Reagan wcale przychylnie nie patrzyła i życzyła wszystkim dziewojom śmierci. Przesunęła się, robiąc chłopakowi miejsce obok siebie. Niecodzienny widok. Ślizgon i Gryfonka siedzący niemal ramie w ramię na schodkach starej chatki. Bo chyba nikogo nie zdziwiło, że Reagan momentalnie wspięła się stopień wyżej, nie mogąc pozwolić, aby jegomość siedział nad nią.
- Oh, no tak. Jak mogłam zapomnieć, że na alkohol też łatwo cię wyrwać – rzuciła w jego stronę, z lekkim uśmiechem na ustach. Podobne zagrywki były dla nich codziennością. Jak spotkania by się napić, czy zapalić. – Dzisiaj jednak musisz się zadowolić tylko paleniem. Może innym razem uda mi się zdobyć alkohol godny ciebie – dodała i wyciągnęła w jego stronę skręta. Rozejrzała się jeszcze, czy aby nikt nie patrzy, bo przypału mieć nie chciała. – Pal śmiało. Nikt nie będzie nam przeszkadzał.
I zapalił. A ona razem z nim. Ile tak siedzieli? Ciężko powiedzieć, ale towar był dobry. Na tyle, by o zmierzchu uznać, że lepiej zmyć się do zamku. Więc poszli. Każde w swoją stronę. Zupełnie tak, jakby nic się nie stało.

z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Zgliszcza chatki gajowego   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: