Share | 
 
Boisko do Quidditcha
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11 ... 20  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Boisko do Quidditcha   28.09.15 3:54

First topic message reminder :

Boisko do Quidditcha
Stadion Quidditcha, na którym trenowały pokolenia uczniów Hogwartu, lata świetności ma za sobą. Mimo że nie zaszkodził mu ząb czasu, wojna wyraźnie odcisnęła na nim swoje piętno. Częściowo udało się odbudować ten niezwykły obiekt, jednak by przywrócić mu dawny wygląd potrzeba o wiele więcej czasu. Niemniej to, co najważniejsze, już jest: pętle do zdobywania punktów, trybuny dla spragnionej emocji widowni, szatnie dla przygotowujących się graczy. Jeśli chcesz poćwiczyć latanie na miotle albo wytrenować swoje umiejętności gry w Quidditcha, by później porywać międzynarodowe tłumy na mistrzostwach świata, hogwarcki stadion na ciebie czeka.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rolanda Hooch

avatar
Specjalne

Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   23.05.16 15:21

Trening Quidditcha
Słońce stało jeszcze wysoko ponad Zakazanym Lasem, kiedy pani Hooch zaklaskała w ręce, uciszając przybyłych uczniów. W tym roku, ze względu na warunki po otwarciu zamku, Quidditch nie odbywał się tak regularnie, jakby sobie tego życzyła. To jednak nie znaczyło, że mogła odpuścić. Nie było mowy. Musiała tylko sama wszystkich zmobilizować. W tym celu dobrym pomysłem wydawał jej się trening, na który zaproszeni byli wszyscy uczniowie. Nie wątpiła, że przyda im się przed najbliższym meczem. Po cichu liczyła, że tym razem frekwencja dopisze.
- Moi drodzy! Proszę bardzo, miotły w dłoń i ćwiczymy! Najpierw zadania ogólne, później ćwiczenia z podziałem na pozycje. Dajcie z siebie wszystko!
Sama wzbiła się w powietrze, żeby obserwować, jak wszyscy sobie radzą. W razie potrzeby, była gotowa pomagać przy drobnych wpadkach, a wybitne talenty od razu nagradzać. Ostry dźwięk gwizdka rozbrzmiał w powietrzu.

Każda część treningu musi się odbyć w osobnym poście. Oznacza to, że pierwszy etap rozgrywasz w jednym lub dwóch postach (w zależności od tego, czy decydujesz się na zadanie dodatkowe) i drugi etap w jednym poście. Pamiętaj, że z drugiego etapu wybierasz zadania przeznaczone tylko dla jednej pozycji! I z założenia jest to pozycja, którą chcesz objąć w drużynie.


Trening będzie trwał do 27 maja do 12:00, potem rozdzielone zostaną punkty i rozegramy mecz. Po meczu trening zostanie wznowiony i kto nie zdążył wziąć w nim udziału przed meczem, będzie mógł to nadrobić.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   23.05.16 17:17

Trening mógł odciągnąć go od złych myśli. Mecz zbliżał się wielkimi krokami i dobrze było trochę poćwiczyć. To wcale nie oznaczało, że ma siłę, żeby przez najbliższe kilka godzin latać na miotle, o czerpaniu z tego przyjemności nie wspominając. To jednak nie było najważniejsze. Zanim dojdzie do etapu satysfakcji z tego, co robi, minie jeszcze trochę czasu, na razie ważniejsze było, żeby w ogóle podejmował jakieś działania.
Wzbicie się w górę nieco go otrzeźwiło. Wiatr szybko zaczął wyciskać łzy z jego oczu, ale przynajmniej nie były to łzy smutku. Wysłuchał poleceń i nie zwracając uwagi na innych, poszybował w stronę pętli, rozpoczynając pierwsze z okrążeń. Nie wiedział nawet, kto dotarł na trening, ale jakoś niespecjalnie go to interesowało. Samo staranie się, żeby wypaść jak najlepiej, też nie było zbyt pociągające. To oznaczało, że latał wokół stadionu, rozpamiętując dni sprzed kilku miesięcy. Rok szkolny się kończył, a on nie mógł pozbyć się myśli o jego początku. To nie ułatwiało. Niczego.
Kiedy już obowiązkowe dziesięć okrążeń dobiegało końca, na ziemi przy jednej z pętli zobaczył jakieś pudełko. Wyglądało trochę jak pudełko należące do Serpensa i chociaż ta myśl była absurdalna, musiał to sprawdzić. Zerkając na panią Hooch, śmignął w dół. Nie. Pudełko było podobne, ale nie takie samo. W środku co prawda były czekoladowe żaby, tyle że to nie wystarczyło, żeby polepszyć mu humor. Zwłaszcza, że kiedy chował słodycze do kieszeni, został zauważony przez nauczycielkę i dostał karę. Dodatkowe okrążenia. Świetnie. Właśnie tego potrzebował.

Kostka - okrążenia 1
Liczba punktów w skrytce 5


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   23.05.16 17:33

Rose przybyła na trening w wyśmienitym nastroju. Kochała latać, quidditch był dla niej czystą przyjemnością, dlaczego wiec miałaby się nie cieszyć z nadchodzącego meczu? Będzie to co prawda jej pierwszy czynny udział w tej dziedzinie (żywe kibicowanie z trybun się w końcu nie liczy), jednak nie czuła stresu, jedynie przyjemny dreszczyk emocji. Najwyżej przegrają, i co? To tylko gra, nikt jeszcze od przegranej nie umarł. Chociaż chciała wygrać, naturalnie.
Rozejrzała się po obecnych dookoła osobach. Większość uczestników już się zgromadziła i bardziej lub mniej nerwowo przygotowywała się do nadchodzącej pracy. Dużo było przed nimi, pani Hooch nie miała w zwyczaju ich oszczędzać. Ale Rose to nie przeszkadzało, była pracowita i lubiła zawsze dawać z siebie wszystko, innej opcji w ogóle nie brała pod uwagę. Spojrzała jedynie krzywo na szkolną miotłę. Osobiście ich nie cierpiała, jak można dać im latać na czymś, co z wyglądu już mówiło „śmierć jest blisko”. Nie miała jednak głosu w tej sprawie, co doskonale wiedziała, a jej własna miotła (normalna, jak to nie omieszkała dopowiedzieć w myślach) czekała grzecznie w kufrze przy jej łóżku. Westchnęła więc i wsiadła na owy podejrzany środek transportu.
Odbiła się od ziemi, jak wszyscy, i zaczęła swoją głupią walkę z upartym sprzętem. Z początku szło jej nawet nieźle, potrafiła nawet cieszyć się głupio z charakterystycznego uczucia lekkości i ciepłego wiatru we włosach. Uśmiechnęła się nieznacznie, próbując jednocześnie skupić się bardziej na zadaniu niż na euforii, która zaczynała ją wypełniać. A jednak… Było na czym się skupiać! „Wiatr we włosach” okazał się wichurą naprawdę ciężką do pokonania na tym „godnym jedynie zmiatania podjazdu” sprzęcie. Rose sama nie wiedziała jak to się stało, już przecież tak daleko zajechała! A jednak straciła panowanie nad miotłą i nim się obejrzała, BACH. Wpadła na kogoś, kto zdawał się akurat próbować poradzić ze swoim sprzętem. I szło tej sobie nieźle, gdyby tylko nie została staranowana przez Rose i diabelstwo, którym się poruszała. Następne, co pamiętała dziewczyna, to swoje przerażone westchnienie, lekkość i nagle już była na ziemi. Chwilę zajęło jej zrozumienie co właściwie się stało. Pani Hooch, aniele! Zarówno Rose jak i osoba, na którą wpadła, leżeli na trawie próbując się pozbierać. Rose podniosła się do pozycji siedzącej, krzywiąc się ze złością.
Dopiero wtedy zobaczyła, że osoba, którą zrzuciła był nie kto inny jak Felix! Jej złość zmieszała się silnie z poczuciem winy i wstydem. Przecież kocha latać, na miotle czuje się równie pewnie co na ziemi! Jak mogła zrobić tak głupi błąd?!
- Oh, Felix, przepraszam! Wiatr mnie strącił, na tym drapaku się latać nie da… Wybacz! – zaczęła natychmiastowo zasypywać go wyjaśnieniami.


Kostka - okrążenia 4
Liczba punktów w skrytce 2
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   24.05.16 18:32

Latanie było jedną z tych rzeczy, która Liv zwyczajnie w świecie uwielbiała. W powietrzu czuła się wolna od problemów, które mimo wszystko miała i ona. I to całkiem sporo, zapewne ku zdziwieniu wielu osób! Dlatego ucieszyła się na trening. Tak dawno nie było żadnego, iż w którymś momencie zaczęła się obawiać, że zapomni jak się lata. Niby tam sama od czasu do czasu na miotłę wskakiwała, ale to nie to samo co zrobiona rzeź przez kogoś. Najczęściej ową personą była pani Hooch, która w zależności od dnia, dawała im odpowiedni wycisk. Prawdę powiedziawszy Reagan liczyła, że dziś będzie podobnie. Chciała poczuć swoje mięśnie, chciała pokazać samej sobie, że potrafi. A to, że za kilka dni miał być mecz? Żaden problem, tym razem pokaże tym frajerom z przeciwnej drużyny, że potrafił idealnie miotać pałką!
Szła w kierunku stadionu niemal dumnie, przekładając po drodze miotłę z ręki do ręki. Od razu było widać, że jest nabuzowana, ale w ten pozytywny sposób. Nawet nie chciało jej się rugać gnojka, który przebiegł jej drogę tuż przed nosem. Rzuciła mu tylko to swoje typowo niezadowolone spojrzenie i ponownie podjęła wędrówkę. Gdy dotarła na miejsce musiała przyznać, że frekwencja powalająca nie była. Ale przynajmniej nauczycielka skupi się na tej nielicznej grupie! Uśmiechnęła się do Felixa, który był jedną z nielicznych, tolerowanych przez nią osób. Zaraz jednak musiała dosiąść miotły, ponieważ trening się rozpoczął. Wzbiła się w powietrze, a uśmiech na jej ustach pogłębił się. Wspaniałe uczucie! Pochyliła się do przodu, by przyspieszyć. Okrążenia? Rzuty? Podania? Proszę bardzo. Miała zamiar wykonać to zadanie jak najszybciej, aby przejść do właściwego treningu i popracować nad własną celnością.
Z okrążeniami nie miała większych problemów. Nie nowością było, iż na miotle czuła się niczym ryba w wodzie, dlatego mknęła przed siebie jak oszalała. Jakby to ona była wiatrem! Oczywiście, że była dumna, zawsze kiedy coś jej się udawało odczuwała ją. Rozejrzała się, by podpatrzeć innych uczniów. Cóż. Jedno radzili sobie lepiej, inni gorzej. Pytanie tylko, co niektórzy z nich robili w drużynie?

Kostka - okrążenia 2
Liczba punktów w skrytce 4

Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   25.05.16 17:37

W sumie to Leo nawet miał ochotę wybrać się na trening, co było dziwne.
Latanie zawsze było dla niego czymś innym, ekscytującym, choć w pewnym sensie też stresującym. O ile w trakcie treningów, czy zwykłego latania dla przyjemności, stres ten prawie całkowicie się ulatniał, ustępując miejsca delikatnemu dreszczykowi ekscytacji, o tyle kiedy przychodziło co do czego i rozpoczynał się mecz, zdecydowanie przybierał on na sile. Dla Gryfona było to znakiem, że coś jest nie tak. Przez „coś” rozumiał naturalnie swoje umiejętności. Gdyby był bardziej pewny siebie i uzdolniony (jak Gabe chociażby), to nie stresowałby się czymś takim. A gdyby się nie stresował, to na pewno bardziej skupiałby się na zniczu. Czyli wychodziło na to, że najlepszym lekarstwem na jego nadmierny stres będzie po prostu intensywny trening. Może to dlatego w takim niespotykanie dobrym humorze się na niego wybierał? Świadomość samodoskonalenia. Będzie lepszy, jeśli będzie ćwiczył. Będzie ćwiczył na treningu. Sieć powiązań i skojarzeń to jednak czasem cholernie przydatna sprawa, zwłaszcza w kwestii mobilizacji.
Stawił się na boisku równo o czasie, co również zasługiwało na pochwałę, bo chłopak ostatnio wszędzie się spóźniał. Uśmiechnął się przyjaźnie do Felixa, którego dostrzegł po chwili i niepewnie kiwnął głową w stronę Rosemary. Liv zupełnie zignorował, postanawiając, że nawet ona nie zepsuje mu humoru. Jednym z niewielu negatywnych aspektów treningu było to, że musiał ją tolerować. Quidditch to Quidditch, o ile w życiu byli wrogami, o tyle na boisku stawali się drużyną. Niestety.
Gdy pani Hooch dała znak, Gryfon od razu wystrzelił w powietrze. Dziesięć okrążeń to w końcu nic takiego. Zrobi je raz dwa, po czym przejdzie do istotniejszej części treningu. Był pewien, że jego spostrzegawczość można jeszcze o wiele poprawić. A nie miał zamiaru zawieść swojej drużyny podczas następnego meczu.
Mknął przed siebie i nie skupiał się na niczym poza tym, aby lecieć. Tu kilka osób go wyprzedziło, tam on wyprzedził ich, ale nie miało to dla niego jakiegoś większego znaczenia. Być może jego podejście było odrobinę zbyt olewające, bo chwilę potem o wiele pożałował, że jakoś uważniej nie przyjrzał się, kto leci obok niego. A raczej, że nie dostrzegł, iż w ogóle ktoś tam leci.
Jak to się stało? Chyba się zamyślił. Robiąc któreś z kolei okrążenie przestajesz patrzeć na wszystko z taką uwagą, z jaką byś sobie życzył, nawet jeśli wydaje ci się, że skupiasz się najbardziej, jak tylko jesteś w stanie. W jednej chwili leciał po prostej, w następnej poczuł jak jego ciało mocno obija się o ciało innej osoby. Właśnie wtedy na powrót oprzytomniał, ale było już za późno. Miotła wyślizgnęła mu się z dłoni i zaczął bezwładnie lecieć w dół. Nagle wszystkie najgorsze scenariusze zaczęły przelatywać mu przed oczyma i szczerze musiał przyznać, że zaczął panikować i to poważnie. Kiedy już szykował się na bolesne zetknięcie z ziemią i zaczynał modlić się, żeby najwyżej coś sobie połamać, mocne szarpnięcie zatrzymało go w powietrzu, tuż nad ziemią. To była pani Hooch, ale Leo w tamtej chwili nawet nie myślał o tym, żeby jej podziękować. Odetchnął z ulgą, starając się uspokoić szybko bijące serce. Było blisko, naprawdę blisko...
W tym momencie dopiero spojrzał na osobę, z którą się zderzył. Kurwa. Naprawdę, czemu to zawsze musiała być Liv?

Okrążenia: 4
Liczba punktów: 6



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   25.05.16 19:39

Dam dam dam.
Nie uwierzycie kto właśnie stał na stadionie z miotłą w ręce. Tak, to panienka Benoit. Tylko co ona tutaj robi? No właśnie, sama zadaje sobie to pytanie w duchu. Po co tutaj jest, czemu znów dała się namówić Liv na latanie na miotle? Halo! Przecież ona miała już swoje lata, była starsza od niej i jeszcze się jej słuchała. Robiła prawie wszystko, ale w sumie.. Po tym meczu, który dzięki niej, jej drużyna wygrała. Dostała jakiś skrzydeł i tak szczerze L., nie musiała jej za bardzo namawiać. A teraz stała przed miotłą i miała na nią wsiąść. Taaa, szczerze, miała ochotę stąd uciec. Najdalej jak się da. Ale nie zrobiła tego.
Wdech, wydech. Jakoś to będzie.. Ha! Albo i nie! Pierw miotła się jej nie słuchała. Już wtedy Benoit powinna przejrzeć za oczy i odejść stamtąd, jak najszybciej. Ale nie.. Zaparła się i w końcu wsiadła na tę miotłę. Oh, nie powinna tego robić, po prostu nie.. Przez te całe szarpanie się z miotłą, gdy w końcu wzbiła się w niebo. Cóż, wszyscy zrobili swoje okrążenia a ona nawet nie zdążyła zacząć. Wstyd, po prostu wstyd.

Kostka - okrążenia6
Liczba punktów w skrytce2
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   25.05.16 20:23

Właśnie w takich dniach Myrnin uwielbiał to że jest czarodziejem. Że dostał dar magii, bo przecież latanie na miotle, to jednak coś wspaniałego. Czyż nie? Mugole mogą mu zazdrościć, że właśnie on może tak sobie latać. A jak!. W bardzo dobrym humorze, wszedł na boisko. Dziś miał ochotę pokazać na co go stać i czuł że mu się to uda. Bo jakby inaczej?
Bez żadnego problemu wskoczył na swoją miotłę. Czyli, do zrobienia miał okrążenia, rzuty i podania. Bez problemu, co on miał sobie nie dać rady? Oczywiście że sobie da! To jest banalne, po prostu banalne. Dziś latanie na miotle, wychodziło mu wręcz idealnie. Choć może to przez jego szatę ? Która powiewała za nim, robiąc wręcz piorunujące wrażenie. O tak, jego szata mówiła "spójrzcie na mnie, jestem wręcz zajebisty." Dobra, bez przesady, może nie aż tak. Ale jednak. Okrążenia poszły mu w miarę dobrze.  
Kostka - okrążenia 2
Liczba punktów w skrytce 7
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   25.05.16 20:43

Oczywiście, że okrążenia wyszły jej wspaniale. Nie brała pod uwagę innej możliwości, jak bezbłędne zaliczenie tego zadania. Wszak była człowiekiem urodzonym do latania. Kto wie, może w poprzednim wcieleniu była ptakiem i dlatego tak ją ciągnęła do powietrznego szybowania? Uśmiechnęła się na samą myśl, przy okazji wyobrażając sobie, jaki gatunek owego ptaka mógłby to być. Co by do niej bardziej pasowało, jastrząb, sokół, a może orzeł? Każdy z nich miał w sobie coś majestatycznego, więc może była jakąś dziwną mieszanką, skoro nadal jej samej nie dało się jednoznacznie określić? Kto wie, być może doszłaby do jakiegoś konstruktywnego wniosku, może nawet nadałaby nazwę nowemu gatunkowi, gdyby pewien upierdliwy jegomość, który najwidoczniej miał do niej grubszy interes niż przypuszczała, poleciał na nią niemal dosłownie. Zorientowała się w chwili, kiedy jakieś cielsko z dość sporą siłą na nią wleciało, tym samym wytrącając ją z własnej miotły. Poczuła jak leci w dół i nawet nie zdążyła zakląć, bo zaczęła wyobrażać sobie jak leży w skrzydle szpitalnym ze złamaną ręką i nie może wziąć udziału w najbliższym meczu. Zamiast jednak poczuć uderzenie o ziemię, które skutecznie pozbawiłoby ją przytomności, znalazła się na niej tak delikatnie, jakby płynęła w pieprzu. Rozejrzała się trochę zdziwiona i ujrzała panią Hooch, która pomogła również sprawcy całego zdarzenia. Slughorn. No tak. Która inna ofiara losu byłaby na tyle ślepa i kaleka, żeby wpierdolić się w innego zawodnika? A kiedy uzmysłowiła sobie, czego niemal się dopuścił, poczuła złość.
- Slughorn! – krzyknęła w jego stronę, nie przejmując się obecnością nauczycielki. Musiała walczyć o swoje, a co! – To ofiaro! Jak nie potrafisz się na takim treningu na miotle utrzymać, to na nią nie wsiadaj! – w kilka kroków znalazła się przy nim. I nim opanowała swoją reakcję jej dłoń zaciśnięta w pięść wystrzeliła w kierunku jego nosa. Poczuła opór, na którym tak jej zależało. – To za to, że omal nie straciłam przez ciebie szansy na wzięcie udziału w meczu – i jak gdyby nigdy nic ponownie wsiadła na miotłę, szybując do góry, by wykonać dalsze części zadania. Nie miała zamiaru zaprzątać sobie głowy takim ciotowatym pierwotniakiem.
Podania? Czemu nie, chociaż nie zaliczało się to do jej zadań podczas właściwego meczu. Ją interesowało zupełnie coś innego, miała jednak zamiar odbębnić tą część treningu, aby nauczycielka nie miała jakichś przeciwwskazań. A jako, że Leo skutecznie zniszczył jej humor, nie za bardzo jej to wyszło. Dwa podania na sześć. Gdyby była ścigającym zapewne w tym momencie zrezygnowałaby z członkostwa. Chociaż trafienia zaliczyła bardzo dobrze. Cztery. Cóż za piękna liczba. Mogła być z siebie dumna.

Kostka - podania 2
Kostka - rzuty 4
Liczba punktów w skrytce 4
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   25.05.16 21:03

Alex nie należał do drużyny, ale czy to stało na przeszkodzie, aby nie wziął udziału w treningu? Podejrzewał, iż sama pani profesor nie miałaby nic przeciwko jego obecności, byleby tylko faktycznie ktoś wykazywał się odpowiednim zaangażowaniem, którego on zdecydowanie miał pełno. Poza tym z pewnych źródeł wiedział, że będzie tam całkiem sporo dziewcząt, a kto inny jak nie on miał ratować damy z opresji? Nie to, aby życzył im spadnięcia z miotły, bo aż takim chamem nie był. Chociaż na dobrą sprawę w jego ramionach mogły lądować niemal wszystkie, które tylko byłby wstanie utrzymać.
Z podobnymi wyobrażeniami kierował się w stronę boiska, gdzie trening miał się odbywać. Jaka szkoda, że rodzice nie przysłali mu jeszcze jego miotły. Dziś musiał poradzić sobie na jednaj z tych dziwnych szkolnych, które na pewno miały jakieś wady. Niemniej jednak nie miał zamiaru się poddawać, bo przecież taka przeciwność losu była prawie jak żadna. Poszedł za wskazówkami pani Hooch i wybrał ze składziku jedyną, która wydawała mu się odpowiednia. Prawdę powiedziawszy gdyby tak teraz ktoś zapytał go o model, nie potrafiłby odpowiedzieć. Była zbyt zniszczona, co tylko utwierdzało go w przekonaniu, że musiało dosiadać jej wiele osób przed nim. Westchnął i podszedł do innych, by wysłuchać kobiety. Gdzieś tam w międzyczasie powitał uśmiechem Beth oraz Rosemary, dwie niewiasty od niego z domu. Nie miał jednak zbyt wiele czasu na uraczenie ich komplementami, ponieważ nastał czas, aby zabrać się twardo do roboty. Szkoda tylko, że jego chęci nie wystarczyły, a przeklęta miotła niespecjalnie chciała z nim współpracować. Raz, drugi, trzeci, próbował ją dosiąść, jednak ta za nic się nie dawała. Czuł się niczym na rodeo, siedząc na nieokiełznanym byku starającym się zrzucić do za wszelką cenę z grzbietu. Zaklął pod nosem, ale twardo próbował dalej! I w końcu, po czasie, którego nie potrafił określić, udało mu się odbić od ziemi. Jaka szkoda, że niestety zrobił to na tyle późno, że niemal każdy ukończył okręcenia. Kolejne westchnięcie wydobyło się z jego piersi. Pal licho, uznał, że lepiej będzie iść dalej. Przecież okrążenia wcale nie były takie ważne.
Niestety, z dalszymi częściami zadania nie poszło mu wcale tak, jakby chciał. Skoro pragnął być ścigającym (bo tylko w takiej pozycji widział siebie), musiał wykazywać się odpowiednimi umiejętnościami jeśli chodziło o podania i rzuty. A teraz? Teraz był zwyczajnie przeciętny, co go nie satysfakcjonowało! Wykonał połowę, a to było dla niego za mało. Westchnął i pokręcił głową. Ile razy jeszcze dzisiaj, podczas tego treningu, przyjdzie mu wzdychać do niewidzialnej siły i niemal prosić ją, aby choć raz zaczęła mu sprzyjać?

Kostka - okrążenia 6
Kostka - podania 3
Kostka - rzuty 3
Liczba punktów w skrytce 0
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   25.05.16 21:33

To że latanie wyszło mu wspaniale, wcale nie znaczyło. Że rzuty i podania wyjdą mu równie dobrze, prawda ?  Szczerze mówiąc, ten okrążenia, dały mu nawet trochę kopa. Czuł się tak jakby mógł zrobić wszystko. Czy może to raczej przez jego humor? Bo co jak co, ale dziś wszystko szło wręcz idealnie. Wszystko się układało, a on sam mógł się cieszyć z życia.  Było wręcz za pięknie, w tej chwili pewnie powinien się zastanawiać, kiedy wszystko się posypie. Ale nie miał na to dziś ochoty, wolał cieszyć się tym co jest teraz. A teraz powinien zacząć robić podania i to raz dwa trzy.
Podania, szły mu nawet lepiej niż okrążenia, o ile lepiej mogło być.  Wszystko szło wręcz idealnie, oby tak samo było na następnym meczu. Po prostu, nie mogło być inaczej. Kto inny miał wygrać mecz, jak nie jego drużyna? No właśnie, nie widział jakoś chętnych do przejęcia tego tytułu.  
Teraz kolej przyszła na rzuty. Które poszły tak samo dobrze jak i jego podania, czy okrążenia. Może powinien poszukać sobie paru, do dodatkowego zadania? Jeśli wszystko szło tak dobrze, może tutaj tez mu się uda? Liczył na jakiś cud, czy coś. Ale nie za bardzo wiedział do kogo miał podbić z taka prośbą, zapytaniem. Oczywiście mógł wybrać jakieś osoby, które delikatnie mówią nie utrzymywały się prawie na miotle, ale to nie byłoby zabawne. Wtedy wygraną miałby w kieszeni, bez żadnego ale..


Kostka - podania 5
Kostka - rzuty 6
Liczba punktów w skrytce 7

Bejb, punkty za trening wylądują w skrytce po treningu xd
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   26.05.16 17:41

Trzy okrążenia do końca. Dwa. Półtora. Jedno. I... Nie przypuszczał, że coś może w tak bolesny sposób zakłócić trening. Przez ten czas, kiedy spadał, był przekonany, że wyląduje głową na ziemi, poleje się krew, a on już nigdy się nie obudzi. Chyba najgorsze było to, że nie wydawało mu się to wcale straszne. Nawet niespecjalnie miałby coś przeciwko.
Kiedy nagle okazało się, że upadek wcale nie będzie tak bolesny, ba, na dobrą sprawę w ogólnie nie uderzy o ziemię, poczuł się minimalnie zawiedziony. Pani Hooch jednak pilnowała, żeby nic im się nie stało, to chyba rzeczywiście to, co powinna robić. A potem zauważył, że sprawczynią całego zamieszania jest Rosie. Uśmiechnął się do niej lekko, wsiadając ponownie na miotłę.
- Nic mi nie jest. Tobie też nic? Powinni zainwestować w nowe miotły, nie uważasz? Choć, czeka nas reszta zadań - uniósł się w powietrze i wyciągnął do niej rękę, jakby chciał ją złapać i polecieć razem z nią. Prawdopodobnie to nie był najmądrzejszy pomysł, bo taki lot mógłby skończyć się ponownym upadkiem obojga, ale to był odruch.
Zabrał się za podania, a potem rzuty do pętli. Podania szły mu lepiej, w końcu trochę zdążył poćwiczyć, jako obrońca musiał dobrze celować. Jednocześnie strzelanie do pętli szło mu średnio. Lepiej bronił, niż rzucał. Wzruszył ramionami. Trudno.
Patrzył, jak idzie Rosie. Kiedy skończyła, podleciał do niej.
- A masz ochotę na wyścig? - zaproponował, próbując usilnie zapomnieć o własnych paskudnych myślach sprzed chwili. Myśli, które za nic nie chciały go opuścić.

Kostka - podania 1 -> 5
Kostka - rzuty 3 -> 3
Liczba punktów w skrytce 5


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   26.05.16 18:18

Rosemary uśmiechnęła się do Felixa, kręcąc głową, po czym zaśmiała się nieznacznie.
- Nic, w porządku. – Spojrzała z pogardą na swoją miotłę. – Tak, to jakaś parodia miotły jest…
Przyjęła jego rękę z wdzięcznością, wstając. Rzuciła lekko „do mnie!”, po czym chwytając miotłę, która przynajmniej grzecznie podskoczyła do jej ręki, wsiadła na nią. Spojrzała tylko za Felixem, jak ten zabrał się za podania i rzuty. Cóż, nieźle! Miała jednak szczerą nadzieję, że nadrobi swoją hańbę zrzucenia z miotły jakimiś super wyczynami.
Zabrała się więc i ona do rzutów i podań. Te poszły jej dużo lepiej niż okrążenia, ironicznie. Z uśmiechem na ustach robiła kolejne podania, wszystkie udane. Rzuty nie były tak celne, ale nadal w pełni ją satysfakcjonowały, zwłaszcza, że to nawet nie była jej funkcja w drużynie.
Kiedy skończyła, zatrzymała się gdzieś w powietrzu i oglądała z nieskrywanym szczęściem resztę dzielnie ćwiczących uczestników. Kiedy Felix podleciał do niej, uśmiechnęła się szeroko. Zanim zdążyła jednak coś powiedzieć (rzecz jasna żeby mu lekko dopiec), przyjaciel zaproponował jej wyścig. Cholera! Cwaniak wiedział, że ona nie odmawia wyzwań. Szczególnie tych na miotle. Pokręciła głową z rozbawieniem.
- Nie mogłabym odmówić! – Rzuciła wesoło.

Kostka - podania 6
Kostka - rzuty 4
Liczba punktów w skrytce 2
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   26.05.16 20:46

Poleciał w stronę pętli i ustawił się do startu. Nie był przekonany, czy czuje się na siłach, żeby się ścigać, ale teraz już nie mógł się wycofać. Przygotował się, pilnując, czy Rosie też jest już gotowa. Sygnał do startu dała im pani Hooch. I... Wystartował dobrze. Popędził przed siebie, skupiając się na przeciwnych pętlach. Z jakiegoś powodu jednak spojrzał na trybuny. To był największy błąd, jaki mógł popełnić.
Był przekonany, że widzi znajomą sylwetkę. Wysoki, szczupły, słońce grające w niezwykle jasnych blond włosach... Zaraz potem odbicie promieni na tarczy zegarka oślepiło go na moment. Odwrócił wzrok, a kiedy znów spojrzał na trybuny, nikogo tam nie było.
Nie miał pojęcia, co się stało ani co o tym myśleć. Nie wiedział, czy coś mu się przywidziało, czy... Tak czy inaczej, cała koncentracja uciekła. Nie było mowy, żeby wygrał ten wyścig. Żeby coś mu się teraz udało. Żeby się pozbierał, chociaż miał na to nadzieję. Wszystko szlag trafił.
Powodzenia, Rosie. I gratulacje.

Z kim się ścigasz? Rosemary Blackburn
Suma kostek 3
Wygrana? nie


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   26.05.16 21:30

Rosemary ochoczo ustawiła się w miejscu startu. Popatrzyła na Felixa, jednak zaraz rozległ się gwizdek pani Hooch. Miał lepszy start, tak, zdecydowanie. Rose, skup się może? No więc i się skupiła! Przylgnęła nieco bardziej do miotły, zebrała się w sobie i… Tak! Zaczęła go doganiać. Jednak po chwili coś rozproszyło Felixa, co dziewczyna, niewiele myśląc, natychmiast wykorzystała i wyminęła go. I tak oto dotarła do mety pierwsza.
Zatrzymała się z szerokim uśmiechem, po czym obróciła w stronę Felixa. Jego zagubienie z kolei zmartwiło ją, przez co radość z wygranej przygasła znacznie. Już chciała zapytać czy coś się stało, jednak pani Hooch zawołała ją do siebie. Obejrzała się na Felixa z przepraszającym uśmiechem.
- Dobra robota.
Po tych słowach poleciała do pani Hooch, która wyjaśniła jej pierwsze zadanie wytypowane konkretnie dla funkcji szukającego. Przygotowała się krótko psychicznie po czym rozpoczęła się gonitwa. Za pierwszym razem poszło jej kiepsko. Była nieco rozkojarzona Felixem, którego zachowanie coraz bardziej ją martwiło. Dlaczego nic jej nie mówi? Rose, skup się! Za drugim razem poszło jej znacznie lepiej, bo i była znacznie bardziej zdeterminowana i skupiona na zadaniu. Lepszy wynik o tyle ją wprawił w dobry nastrój, że czuła, że tym sobie poprawi samoocenę po jakże haniebnym dla niej pierwszym zadaniu z okrążeniami. Wracając po raz trzeci do pani Hooch ze złotym zniczem, gdzieś zdawało jej się, ze mignęła jej postać Felixa. To z kolei sprawiło, że znowu rozkojarzyła się na jego temat, toteż piąty znicz w jej odczuciu ścigałą w nieskończoność. Cóż, może i trochę tak było. W każdym razie zajęło jej to wieki, a jak wróciła z w końcu dogonionym zniczem do nauczycielki, ta zganiła ją krótko za obijanie się i „latanie jak do sklepu po bułki”. Po chwili jednak rzuciła ponure „ostatnia próba”, a Rose, pod wpływem stresu i skupienia, co mimo wszystko dobrą mieszanką nie było, poradziła sobie znacznie szybciej niż poprzednim razem, ale nie dość szybko by czuła zadowolenie z tego powodu. Z kwaśną miną oddała znicz pani Hooch, a ta jedynie rzuciła jej lekko ostre spojrzenie. Wstrzymała się jednak od komentarza i wkrótce zaczęła tłumaczyć drugie zadanie.

Z kim się ścigasz? Felix Lockwood
Suma kostek 5
Wygrana?tak

Zadanie 1
Wylosowane kostki parami: 3,6 ; 1,4 ; 1,2 ; 5,6 ; 1,6
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   26.05.16 21:32

I pomyśleć, że ona dopiero się rozkręcała. Latanie nad boiskiem, rzucanie czy podawanie było dla niej zbyt łatwe. Tym bardziej, że nigdy specjalnie nie sprawiało jej większego problemu. Potrzebowała czegoś, z czym faktycznie mogłaby się zmierzyć i co po wygranej dałoby jej odpowiednią satysfakcję. Czyli na przykład miotanie na prawo i lewo odbijanymi tłuczkami. Dla przykładu mogła sprawdzić, czy jest na tyle dobra, aby trafić dwoma na raz w twarz Slughorna. Miała jednak przedziwne wrażenie, że tego to już pani Hooch by jej nie przepuściła i albo zakazała wzięcia udziału w meczu, albo wymyśliła tak głupi szlaban, przez który całkiem straciłaby chęć do życia i sama zrezygnowała z meczu. Czyli bądź co bądź stawką był mecz, więc podobne akcje musiała sobie zostawić właśnie na niego. Bo kto wie, czy przypadkiem nie zdarzy się jakiś dziwny, nieplanowany nokaut członka własnej drużyny.
Niemniej jednak zamiast planować nieplanowane, postanowiła zabrać się za drugą część ćwiczeń, które dotyczyły stricte jej profesji. Odbijanie tłuczka. Z pozoru brzmiało dość banalnie, ale nie siedziała w drużynie od wczoraj, aby wiedzieć, że coś co wydaje się łatwe, wcale takie nie jest. Miała jednak zamiar dać z siebie wszystko, bo przecież miała sobie coś do udowodnienia. Plus nie mogła wyjść na frajera przy innych. Wylądowała na ziemi i wzięła jedną z pałek, które leżały koło skrzynek z piłkami. Zaraz ponownie wzbiła się w powietrze i czekała, aż pani Hooch wypuści tłuczki. Nie musiała długo czekać, by jeden z nich poleciał w jej stronę. Zakasała rękawy, mocniej zacisnęła dłonie na drewnianej pałce i przymierzyła się do odbicia. Niestety pierwsze odbicie nie wyszło jej najlepiej i omal nie spadła z miotły biorąc zbyt wielki zamach. Zaklęła pod nosem, starając się ogarnąć. Pech chciał, że z kolejnym poszło jej niemal tak samo. Co było z nią nie tak? Czyżby ta akcja ze Slughornem faktycznie aż tak bardzo wyprowadziła ją z równowagi? Najwidoczniej, skoro trzecie odbicie, a raczej jego próba spowodowało, że poczuła bolesne szarpnięcie gdzieś w okolicach łokcia. Tuczek, czy jej wina? Ciężko było powiedzieć. Skrzywiła się po raz długi, klnąc siarczyście. Kto wie, może właśnie to jej pomogło, skoro czwarte odbicie mogła zaliczyć do udanych. W kryzysowej sytuacji na pewno obrobiłaby człowieka od siebie z drużyny, o ile nie miał na nazwisko Slughorn. Piąte, a zarazem ostatnie wyszło podobnie, co poprzednie, chociaż tutaj wiele mogłoby zależeć również od umiejętności unikania osoby, w stronę której tłuczek by leciał. A gdyby to ona odbijała go w czyimś kierunku? Cóż, pewnie by nie trafiła, a przeciwnik zostałby sam. Czuła, że koniecznie przed meczem będzie musiała jeszcze sama poćwiczyć i przyłożyć się do uderzeń. Nie podobało jej się to, iż nie wyszło tak, jak planowała. Przecież była dobra, inaczej nie siedziałaby w drużynie! Czemu więc, do ciężkiej cholery, teraz prezentowała się od tak frajerskiej strony?! Najwidoczniej zdecydowanie zbyt często miała styczność ze Slughornem.
Westchnęła i zabrała się za praktycznie ostatnie zadanie, które wymagało od niej pewnych umiejętności taktycznych. Kiedy usłyszała o sytuacji, która zresztą została odegrana na boisku, nie potrzebowała zbyt wiele czasu na to, aby się zastanowić. Dla niej oczywistym było, że będzie celowała w szukającego przeciwnej drużyny, ponieważ po pierwsze złapanie znicza dawało im 150 punktów, dziki czemu jedynie pogłębiliby swoją wygraną (bo jakby złapali przeciwnicy, to drużyna Liv by przegrała). Po drugie skoro ich obrońca zdawał się skupiony, a ścigający gotowy do przejęcia piłki, to niezależnie w kogo by Liv nie trafiła i tak któryś z tej dwójki ostatecznie kafla by dostał. A chyba lepiej poświęcić 10 teoretycznych punktów niż sto pięćdziesiąt.

Zadanie 1
Wylosowane kostki parami: 4,6; 5,5; 6,5; 2,4; 2,6
Zadanie 2
W kogo celujesz? szukający
Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 11:08

Nosiło ją ostatnio. Zbliżał się koniec roku szkolnego, a więc permanentny powrót do sióstr. Przez to nie była w stanie usiedzieć w jednym miejscu, o skupieniu nie wspominając. Dlatego kiedy dowiedziała się o treningu Quidditcha, nie mogła sobie odmówić. Nie była co prawda w drużynie, ale z ciekawości zagrałaby w jednym meczu. Nawet się teraz jeden zbliżał, to może by ją wzięli do drużyny? Wszystko jedno której, nie sympatyzowała z żadną i było jej to obojętne.
Wbiegła na boisko, wsiadła na miotłę i wzbiła się w górę. Pęd powietrza bezbłędnie sprawił, że poczuła, że żyje. Tego było jej trzeba. Dziesięć okrążeń? Co to dla niej. Mimo, że wcześniej właściwie mało próbowała latania, to przecież to umiała, a teraz udowadniała, że idzie jej to świetnie. Wyprzedziła wszystkich i w pięknym stylu wylądowała. Czuła się fantastycznie i trochę żałowała, że nie bawiła się w to wcześniej.
Okazało się, że lądowała bez sensu, bo czekało ją kolejne zadanie. Nic prostszego. Szybko okazało się, że skupienie nie jest jednak tym, co wychodziło jej najlepiej. Podania wyszły jej trzy. Na sześć. Wszyscy zaczęli na nią patrzeć dość krzywo, bo jeśli miałaby być ścigającą, a o tej pozycji myślała, to jednak podania powinny jej się udawać. A potem było jeszcze gorzej. Tylko jeden udany rzut! Jeden! Siostry nie byłyby dumne. No nic, może potem wyjdzie lepiej.

Kostka - okrążenia 2
Kostka - podania 3
Kostka - rzuty 1
Liczba punktów w skrytce 0
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 11:21

To wybitnie nie był jego dzień na trening. Miał nadzieję, że chociaż na meczu będzie w stanie bardziej się skupić. Na razie jednak... Cóż. Lepiej nie mówić.
W teście na refleks tylko dwa razy udało mu się w miarę sensownie złapać kafla. Pozostałe trzy razy właściwie wypuścił, ewentualnie muskając piłkę opuszkami palców w ostatniej chwili, co, oczywiście, było za mało. W ten sposób przegrałby mecz na pewno. Była jednak nadzieja, że chociaż sama obrona pójdzie mu lepiej. Inaczej okaże się, że przegrał na tym treningu wszystko, co dało się przegrać. A przecież dobrze by było dobrze wypaść, prawda? W końcu po to był trening. Żeby poćwiczyć i stać się lepszym. On najwyraźniej był coraz gorszy.
Obrona na szczęście nie była najgorsza. Ostatecznie obronił trzy rzuty, dwa przepuszczając. Zawsze to tylko dwadzieścia punktów w plecy, a nie pięćdziesiąt, prawda? Mogło być gorzej. Był pewien, że mogło być gorzej. To jednak nie sprawiło, że był z siebie zadowolony, na pewno nie. Zwłaszcza, że zdecydowanie zbyt często zerkał w stronę trybun, zamiast na piłkę...
Oj Felix, Felix. Tak to ty daleko nie zajedziesz.


Zadanie 1
Wylosowane kostki parami: 3,4; 6,4; 5,5; 5,2; 6,3
Zadanie 2
Wylosowane kostki parami: 3,2; 6,3; 3,6; 6,5; 2,2
Liczba obronionych strzałów: 3


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 11:44

Nie miałeś ochoty iść na ten trening, co było dość rzadkie w Twoim przypadku. Bo przecież, trening, quidditch.. LATANIE, zawsze sprawiało Ci to niewyobrażalną radość. Ale nie dzisiaj. Dziś było źle. Nie wiadomo, co się do tego przyczyniło; fakt, że bolała Cię głowa, to, że wiało i co trzy sekundy grzywka zakrywała Ci oczy, czy może po prostu wstałeś lewą nogą. Może wszystko naraz.
Jednak poszedłeś, bo bycie kapitanem drużyny do czegoś zobowiązuje. Poza tym, gdybyś się nie pojawił, Leo zacząłby się niepokoić. A on ma już wystarczająco dużo zmartwień na głowie.
Okrążenia poszłyby gładko, gdyby nie to, że znowu zawiodła Cię inteligencja. Przez cały czas przeszkadzał Ci krawat, którego zapomniałeś zdjąć przed zajęciem pozycji na boisku. Kretynie, mruknąłeś sam do siebie, lądując na murawie. Naprawdę dzisiaj nie myślisz.


Kostka - okrążenia 3
Kostka - podania 3
Kostka - rzuty 6
Liczba punktów w skrytce 6


Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 11:45

No, nie można powiedzieć, żeby zadanie na refleks poszło jej dobrze. Większość kafli przeleciała gdzieś koło niej, zanim ona w ogóle się zorientowała i zaczęła się zastanawiać, czy w ogóle się nadaje do grania, zwłaszcza na pozycji ścigającego. Trochę wstyd, nie? Będzie mecz, a ona będzie wisieć w powietrzu - albo latać jak głupia - podczas gdy kafel będzie latał w tę i z powrotem bez jej udziału. Cóż. Najwyżej, nie?
O wiele bardziej podobało jej się strzelanie do pętli. Jakoś umiała wyczuć podskórnie, w kierunku jakiej pętli poleci obrońca i strzelała w inną. Udało jej się w aż czterech przypadkach na pięć! Przecież jeśli będzie miała taką skuteczność na rzeczywistym meczu, to wygrają bez pudła! O ile w ogóle wejdzie na boisko, bo tu pewności mieć nie mogła.
W tej chwili koszmarnie żałowała, że nie było tu jej sióstr. Byłyby takie dumne! No nic, może udałoby jej się którąś namówić, żeby wpadła? Bo chyba to by się dało załatwić? Musi koniecznie do nich napisać.
Tak czy inaczej, trening wciąż trwał. Z tego, co się zorientowała, można było się ścigać. Ona zawsze chętnie! No, to kto ma ochotę się z nią zmierzyć?

Zadanie 1
Wylosowane kostki parami: 2,5; 6,3; 5,5; 4,6; 1,2
Zadanie 2
Wylosowane kostki parami: 2,3; 3,4; 3,1; 6,6; 4,3
Liczba trafionych goli: 4
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 12:03

Jeśli ten dzień już zaczął się do kitu, to cały będzie do kitu.
Podania nie poszły Ci najlepiej. Można powiedzieć, że nawet tragicznie. Wymagasz od siebie znacznie więcej, ale cóż, nie wyszło. Nie zawsze musi wychodzić, nie?
Jak to nie? Przecież masz się za najlepszego gracza w drużynie. Nie przeżyjesz kolejnej porażki, po tym jak ostatnio daliście plamę na meczu. To było upokorzenie.
Weź się w garść, Gabe.

Z rzutami było lepiej. Trzy. Na pięć. Ktoś chyba nawet rzucił lepiej, ale nie zwróciłeś na to uwagi.
Szczerze wątpiłeś, że wygracie. Od kiedy masz tak małą wiarę w swoje siły, co?



Zadanie 1
Wylosowane kostki parami: 2,1; 6,5; 1,6; 5,3; 6,3.
Zadanie 2
Wylosowane kostki parami: 4,5; 6,3; 1,3; 2,5; 2,4.
Liczba trafionych goli: 3

zt dla wszystkich na czas meczu


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 17:00

Mecz Quidditcha
Kolejny mecz w tym roku. Pogoda dopisała – delikatny wietrzyk sprawiał, że nie było za gorąco, a jednocześnie nie było obawy, że ktoś zmarznie. Tabela wyników po poprzednim meczu nie wyglądała za ciekawie dla drużyny Fioletowych, więc teraz mieli szansę, żeby wyrównać. Wykorzystają ją?
Na tym meczu pojawiły się drobne zmiany w składach drużyn. Niektóre wynikające z decyzji samych graczy, niektóre poszły z samej góry. Co takiego? Otóż pani Hooch postanowiła, że prefekt Gryffindoru, Leo Slughorn, musi przejść do przeciwnej drużyny. Stąd przetasowania w składzie, oby szczęśliwe dla obu drużyn.
Skoro więc wszyscy byli na swoich pozycjach, można było zacząć.
Pani Hooch wypuściła tłuczki i znicz, a kiedy wszyscy czekali w powietrzu, wypuściła kafel i zagwiazdała przeciągle. Kolejny emocjonujący mecz czas zacząć!

Zasady gry znajdziecie tutaj.

Numery zawodników:

Drużyna NiebieskichDrużyna Fioletowych
1. Leo Slughorn
2. Darren Jules Cole
2. Effie Force
3. Myrnin Lewis
4. Nikolai Lazarov
4. Alexander Lloyd
5. Rosemary Blackburn
6. Felix Lockwood
7. Gabriel Bertrand Jr
8. Jack T. Feversham
8. Exodus Malclès
9. L. Reagan
10. Upsilon Wild

Kod:
<kk>Numer zawodnika:</kk>
<kk>Kostka:</kk>


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 17:11

Omg, omg, omg! Jej pierwszy mecz i od razu na boisku! Jacka coś zatrzymało i to ona zaczynała. Z taką ilością entuzjazmu była przy kaflu pierwsza i od razu odleciała jak najdalej. Ścigający przeciwnej drużyny ją gonili, ale ona wiedziała, że nie może oddać piłki. No dooobra... Tylko co dalej? Była za daleko, żeby rzucać do pętli, nie miała pewności, czy uda jej się podać do kogoś z drużyny... Więc co teraz?

Numer zawodnika: 8
Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 17:31

Dzień meczu. Dzień, który miał wyglądać kompletnie inaczej. Dlaczego?
Po pierwsze – co on u licha robił w Niebieskich? Szczerze myślał, że pani Hooch sobie żartuje, kiedy oznajmiła mu, że go przenosi. I nie był w stanie zrozumieć czemu zdecydowała się podjąć takie kroki, a i ona nie była jakoś specjalnie skłonna, aby wyjaśnić jakoś racjonalnie swoją decyzję. Tak będzie lepiej, to tyle. Super. Osobiście mógł tylko podejrzewać powód, dla którego tego dnia grał dla przeciwnej drużyny. Może nauczycielka zorientowała się, jak cholernie jak w stanie rozkojarzyć go Gabriel? Ale, do diaska! Przeniesienie do drugiej drużyny tylko pogorszy sytuację! Gabe latający sobie gdzieś w dole to widok mniej rozpraszający, niż Gabe szarżujący centralnie na niego z kaflem w ręku. Ach, tak – najważniejsze. Nie dość, że Hooch go przeniosła, to jeszcze wrąbała na pozycję obrońcy. Jego. Tak. To już naprawdę musiał być żart. Nie po to trenował tyle czasu na pozycji szukającego, żeby ktoś nagle powiedział mu – no, idź bronić tych szatańskich okręgów. To chore. Ale wracając do tematu potencjalnego powodu oddelegowania go do Niebieskich – Liv. Wszyscy wokół wiedzieli doskonale, jak bardzo się nienawidzili. No dobra, nie wszyscy, może ta bardziej tępa połowa społeczności uczniowskiej podejrzewała ich o romans, ale mniejsza. Czyżby Hooch uznała Slughorna za jeden z argumentów do sabotowania drużyny przez Liv? To samo w sobie to jedna wielka tragedia.
Jednak Leo poczuł, że prawdziwa tragedia zaczęła się w chwili, kiedy kafel poszybował w górę. Teraz ścigający rozpoczną wyścig po punkty, a on będzie musiał jakimś pierdolonym cudem bronić TRZECH pętli na naraz, podczas gdy pewnie miałby problem z pilnowaniem jednej.
No cóż, drużyno, przegrajmy z honorem!



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 17:44

Tak. No. Trzeba coś zrobić, bo tak przecież się nie da. Ale przecież nie zaatakuje pętli, bez szans, nie trafi i tylko straci kafel. Podać? Nie, ścigający przeciwników są cały czas między nią a innymi i to nie wyjdzie. Więc co? Latać? Na treningu to jej wychodziło najlepiej. Podania nie szły, ale samo latanie szło genialnie! Więc może właśnie na tym poprzestać? Bo jak nie to, to nie miała pomysłu. Ale niby bez końca też tak nie mogła. O to się jednak będzie martwić później.
- Cześć, moja pętlo! - zawołała, okrążając pętle swojej drużyny.

Numer zawodnika: 8
Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   27.05.16 17:54

Quidditch quidditch quidditch!!!
Rosemary uwielbiała ten sport, a co dopiero brać w nim czynny udział! Na boisko weszła pełna nowej energii, dreszczyku nerwów i stresu, ale też czystej uciechy. Jeśli przegrają, to co z tego? To zabawa! Nie ma się czym przejmować, raz na moście raz pod mostem, jak to się mówi.
A jednak… Wygrać byłoby wspaniale. Gwizdek rozbrzmiał, wszyscy wzbili się w powietrze. Rose obserwowała wszystkich uczestników chwilę, uważając by nie stracić z oczu szukającego przeciwników. Okrążyła boisko, skupiając się już bardziej na szukaniu znicza i trzymaniu się w pobliżu drugiego szukającego, licząc przy okazji, ze pałkarze nie dadzą tłuczkowi znacząco skrócić jej męki życiowej.
Zniczu, zniczu, taś taś!
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 20Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11 ... 20  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: