Share | 
 
Oddział Trudnych Przypadków
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 15:50

Oddział Trudnych Przypadków
Tu z pewnością nikt nie chciałby się znaleźć. Ci, którzy tu leżą, raczej spotkali się z dosyć tragicznymi wypadkami, a sam widok może być z lekka drastyczny. Mimo, że to jedynie oddalony od głównego skrzydła kąt oddzielony szerokimi, grubymi zasłonami zostawiającymi tylko nieosłonięte przejście na środku korytarza, wciąż jest to strefa o swoistej aurze grozy. Jęki bólu czy krzyki zza kotary nie raz na śmierć przestraszyły nie jednego ucznia. Lepiej więc uważać na siebie, bo odwiedziny w tym miejscu na pewno przyjemne nie będą.
Na szczęście zawsze jest tam przemiła pielęgniarka choć trochę umilająca poszkodowanym biedakom pobyt w tym okropnym miejscu.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 16:52

20 czerwca

- Naprawdę, wszystko jest w porządku. - Powtórzył po raz kolejny, tym razem znacznie bardziej stanowczym tonem niż dotąd, choć Poppy Pomfey, szkolna pielęgniarka, była osobą, której nie sposób było cokolwiek przemówić, nawet, jeśli zdecydowałby się na krzyk i miotanie zakęciami. Nigdy nie słyszał, by ta kobieta wypuściła ze skrzydła chorego zanim nie wyleczyła go w pełni, toteż sam Abbey w ciągu ostatniego roku zdążył już nawet wybrać sobie w skrzydle ulubione łóźko i od jakiegoś czasu zastanawiał się czy nie spędza w nim przypadkiem więcej czasu niż w tym, które stało w dormitorium.
Nikogo nie zaskoczyło to, że nawet nie próbowała z nim dyskutować.
Diagnoza? Złamany obojczyk i lewa ręka, uderzenie o schody spowodowało też ponowne rozerwanie dopiero gojących się ran z zeszłego tygodnia i wielki siniak przy lewym oku, zabawnie komponujący się z rozmazanym przez łzy makijażem. Przeklinał się w duchu za swoje nieszczęście.
Nie, żeby pęknięcia kości stanowiły wyzwanie dla uzdrowicielki. Z Abbey'em było jednak inaczej; miał naturalnie osłabiony organizm i przy tym niemal żadną zdolność regeneracji. Mugolskie metody leczenia prawie wcale już na niego nie działały, a na efekty tych magicznych trzeba było czekać trochę dłużej. Miał świadomość, że w jego przypadku chodzi o profilaktykę. Odżywiałby się lepiej albo, patrząc na ostatni okres jego życia, jadłby coś w ogóle, a na pewno każdy drobny uraz nie kończyłby się wizytą w skrzydle. Z pielęgniarką rozmawiał o tym raz; wysłuchał tylko krótkiej pogadanki, zbył ją przewróceniem oczami i jak pies z podkulonym ogonem stulił się w pościeli, a ona więcej do tego nie wracała. W tej kwestii przypominała babuszkę Dorothy, dawała mu, ale też innym uczniom, prawo do decydowania o swoim życiu i nigdy nie zadawała zbyt wielu zbędnych pytań. Młody Campbell żywił do niej ciepłe uczucia, często z dobrej woli pomagał pielęgniarce w porządkowaniu składzika, a ta, w podziękowaniu, pozwalała mu korzystać z niektórych pozycji ze swojego prywatnego zbioru książek medycznych, którymi zajmował sobie czas podczas pobytu w skrzydle. Czuł się trochę, jakby miał w niej przyjaciółkę, więc i tym razem ostatecznie opadł na łózko i odetchnął niczym męczennik, kiedy tylko zniknęła za drugą stroną kotary.
Werdykt był jeden; kolejna noc w skrzydle, faszerowanie najróżniejszymi eliksirami, bolesne gojenie się kości i kolacja.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 17:26

Świadomość wracała powoli. Bardzo powoli. Czuł się, jakby był pod wodą i choć docierały do niego jakieś dźwięki, nie miały żadnego sensu. Szum, nieustający szum i całe ciało tak ciężkie... Nie miał pojęcia, gdzie jest ani dlaczego. Nie pamiętał, choć nawet nie próbował sobie jakoś szczególnie przypominać, to było zdecydowanie ponad jego siły. Jak wszystko, tak właściwie. Oddychanie sprawiało ból niemalże rozrywający jego klatkę piersiową. Próbował otworzyć oczy, ale i to okazało się zbyt trudne. Powieki były ciężkie, a pod nimi czaiło się coś niby piasek, drażniąc i dokładając bólu. Nie miał pojęcia, czy lepiej byłoby się zmusić i je otworzyć, czy też może przeczekać. Chciał jednak dowiedzieć się, gdzie jest. Leżał na łóżku, to prawie pewne. Prawie, bo nie odbierał zbyt wielu bodźców. Było dość miękko, to wiedział. A gdzie indziej mogło być miękko, jeśli nie na łóżku? Miał też nadzieję, że, biorąc pod uwagę ból, był... No... Tam, gdzie się chodziło, jak bolało. Za nic nie pamiętał nazwy.
Próbował ruszyć ręką, ale ostry ból, przeszywający go na wskroś, wybił mu ten głupi pomysł z głowy. Ledwo tylko przesunął palcami po powierzchni, na której leżał. Tak, to zdecydowanie było to... To, co się kładzie na łóżku, żeby iść spać. Z wysiłkiem otworzył oczy. Natychmiast je zmrużył, bo światło było stanowczo zbyt ostre, jak na jego obecną zdolność percepcji.
Znajome otoczenie, a przynajmniej tyle, ile był w stanie dostrzec, patrząc na wprost, potwierdziło jego przypuszczenia. Kąt widzenia uświadomił mu też, że nie leży całkiem na płasko. Najwyraźniej pielęgniarka podłożyła mu coś pod plecy i głowę. To miało swoje wady. Przede wszystkim jedną, ale znaczącą. Dzięki temu widział, kątem oka, ale jednak, że ktoś tu jeszcze jest. Nie był w stanie odwrócić głowy, żeby się przyjrzeć, więc nie miał pewności, na kogo patrzy, ale te jasne, wręcz białe włosy coś mu mówiły. Potrzebował kilku sekund, żeby przywołać w pamięci jakieś wspomnienie, ale kiedy już mu się udało...
Krótkie, urywane oddechy, zdecydowanie zbyt szybkie, wywołały kolejną falę bólu. Krew, toczona przez jego serce z mocą i tempem, jakie zdecydowanie nie mogły być zdrowe, zaczęła się na powrót sączyć przez niektóre rany, wsiąkając w opatrunki, z których nawet nie zdawał sobie sprawy. Mimo obezwładniającego, fizycznego cierpienia, wychrypiał bezgłośnie:
- Serpens...?
Możliwe, że gdzieś po policzkach pociekły mu łzy. Możliwe. Pewności nie miał. To zresztą nie miało znaczenia. Był tu. Serpens tu był.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 17:57

Początkowo nie zwrócił uwagi na współtowarzysza niedoli i, co gorsza, nie był nawet świadom jego obecności. Zajmował się oglądaniem bandaży, z bólem wypisanym na twarzy obracając rękę tak, by ujrzeć je w całej swojej rozpiętości. W Hogwarcie rzadko ktoś faktycznie leżał na Oddziale Trudnych Przypadków, przynajmniej odkąd skończyło się piekło, a szkoła zaczęła funkcjonować na nowo. Niewiele groziło dziś uczniom; kilka źle rzuconych zaklęć, uwarzony niezgodnie z przepisem eliksir albo, tak, jak co dzień młodemu Campbellowi – te kurewskie, ruchome schody. Zdarzały się też bójki. Abbey, co prawda niezupełnie się tu nadawał; mógł spokojnie przebywać w drugiej części skrzydła, ale tak już się utarło, że zawsze bez pytania o zgodę kładł się w tej, a że z reguły był tu sam – nie było to dla nikogo problemem. Miał spokój, nie musiał znosić odwiedzających i mógł poświęcić ten czas sobie, co też najczęściej czynił bezsensownie obserwując sufit albo śpiąc, jeśli tylko pani Pomfrey była na tyle miła, by wbrew przepisom wlać mu do herbaty kilka kropli Eliksiru Słodkiego Snu.
Wyrwał się z pozornego letargu, kiedy usłyszał z lewej strony ciche sapnięcie, którego znaczenia z początku nie zrozumiał, ale które stało się jasne jak skrytka pełna galeonów, kiedy tylko odwrócił głowę w stronę jego pochodzenia.
Felix.
Abbey miał kiepską pamięć do formułek, ale świetną do twarzy, a burzę ciemnych loków, zwłaszcza w związku z ostatnimi wydarzeniami, był w stanie rozpoznać niemal wszędzie, choć od ich ostatniej wymiany korespondencji starał się nie spojrzeć na niego ani razu.
Sam nie był pewien, co czuł, kiedy zrozumiał to kurewskie słowo; imię chłopaka, którego obaj w pewnym okresie darzyli uczuciem. W przypadku Abbey'a ta szrama na sercu nie była już świeża, głównie dlatego, że od tamtego czasu tłumił swoje nieszczęście już niemal milion razy, ale i tak w obecności Felixa cała ta sytuacja zaczęła mu się wydawać nagle znacznie bardziej aktualna. Nie można w nieskończoność wypierać tęsknoty. Zgarnął kosmyki jasnych włosów za ucho, tym samym odsłoniwszy lewy profil swojej twarzy, ten okaleczony za sprawą bliskiego spotkania ze schodami. Ukazanie części twarzy było odpowiedzią. On i Serpens może faktycznie byli podobni, ale nie identyczni i, co za tym szło, w ostatecznym rozrachunku niemożliwi do pomylenia.
- Niestety nie. - Odpowiedział po chwili i spuścił głowę, w przydługie włosy znów zasłoniły mu policzki. - ...A uwierz, że też bym wolał, by tak było.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 18:20

Im dłużej był przytomny, tym więcej bodźców do niego docierało. I choć wciąż nie słyszał zbyt dobrze, to jednak wiedział, doskonale wiedział, wystarczyło pierwsze słowo, pierwszy dźwięk - to nie był Serpens. Ten drugi Krukon, który miał tak podobne włosy, co go zawsze drażniło. To musiał być on. Nasłany przez najpodlejszego diabła, innego powodu być nie mogło. Bo jak wytłumaczyć to, że jest akurat w tym miejscu - akurat w tej chwili? Felix miał niejasne przeczucie, że trafił tu, bo wydarzyło się coś bardzo złego, co mogło mieć związek właśnie z Serpensem. Możliwe, że też z Abbeyem. I ze wszystkimi innymi, którzy zrobili mu krzywdę. Tak czuł, ale pewności nie mógł mieć. Jeśli jednak miał rację... Wtedy fakt, że Krukon tu jest, staje się fragmentem koszmaru. I to takiego, z którego nie sposób się obudzić.
Chciał stąd uciec. Zniknąć. Cokolwiek. Byle znaleźć się jak najdalej od tego chłopaka. Pamiętał ich ostatnie listy - co było absurdalne, kiedy nie mógł przypomnieć sobie nazw najprostszych przedmiotów. Ale listy akurat miał w pamięci zachowane doskonale. Tym bardziej nie był w stanie znieść tego, że są tu obaj. Skutecznie się omijali w ostatnim czasie i czy było w tym coś złego? Źle im z tym było? Pewnie trochę o sobie myśleli, mimo wszystko, ale ogólnie sytuacja była optymalna. A teraz przestała taka być. Zwłaszcza, że jeśli Abbey tu był, to prawdopodobnie Pomfrey postanowiła przetrzymać go na noc. Będą na siebie skazani.
Ból naprawdę stawał się nie do zniesienia. Podejrzewał, że na stoliku obok łóżka pielęgniarka jak zwykle zostawiła jakieś eliksiry przeciwbólowe i wzmacniające, ale sam nie był w stanie po nie sięgnąć. Ani jej zawołać. A o pomoc nie poprosi, nie Krukona. Nie tego Krukona. Choćby miał tu zdechnąć z bólu.
Zacisnął oczy. Tym razem łzy nie miały nic wspólnego ze wspomnieniem o Serpensie czy tęsknotą. Nic z tych rzeczy. Po prostu organizm fizycznie sobie nie radził. Z gardła wyrwał mu się jęk bólu. Potrzebował Pomfrey, natychmiast. Gdzie ta kobieta się podziewała, kiedy była potrzebna...?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 19:04

Blondyn może nie miał opinii najwrażliwszego dzieciaka w szkole, ale ból, który obserwował u Gryfona dotykał go niemal tak, jak niejednokrotnie jego własny. Czuł się temu wszystkiemu współwinny, niezależnie od absurdalności tej emocji. Nie miał pojęcia co stało się Felixowi i choć był pewien, że nie brał w tym udziału miał dziwne poczucie bycia zobowiązanym do udzielenia mu pomocy. Kiedyś zrobiłby to od razu, dziś potrzebował jednak chwili na analizę sytuacji. Ostrożnie podniósł się z pozycji leżącej do siadu, a później bezszelestnie wstał, by wolnym, trochę kalecznym ruchem przejść odległość dwóch dzielących ich łóżek i z trudem przykucnąć przy szafce na której uzdrowicielka zostawiła stertę różnych leków. To była jej częsta praktyka na tym oddziale. Pacjenci, jeśli już się pojawiali, nie byli zdolni do samodzielnego poruszania się, toteż nie mogli sami niczego sobie dawkować.
Obrane zadanie nie było łatwe. Ciemnowłosy podrygiwał z bólu i jęczał coś jak szaleniec, a obolały Abbey wisząc nad jego ciałem czuł się tak, jakby chciał go zamordować, nie udzielić mu pomocy. Dodatkową przeszkodą był też fakt, że wychowanek domu kruka miał do dyspozycji wyłącznie prawą rękę, nieszczęśliwie o wiele mniej sprawną niż lewa, boleśnie unieruchomiona w bandażach. Nie powinien się ruszać i doskonale o tym wiedział, co prowadziło tylko do jednego, wielkiego konfliktu wewnętrznego, jaki toczył właśnie w swojej głowie. Chciał uśmierzyć jego ból, narażając się na o wiele dłuższe gojenie i ignorując swój. I w imię czego...? Nie rozumiał sam siebie, nie pierwszy zresztą raz. Westchnął bezgłośnie, pędem chwycił butelkę z eliksirem uśmierzającym ból w zdrową dłoń i pewien, że nie zrobi mu krzywdy przycisnął otwarty flakonik do rozchylonych, suchych warg Felixa. Decyzja podjęta.
- Zamknij się i pij. - Wymamrotał i opadł na kolana, tuż przy jego łóżku, czoło zaś kładąc na jego krawędzi. Dłoń wciąż przytrzymywał przy jego ustach, choć luźno, tak, by w każdej chwili mógł odsunąć od siebie flakonik ruchem głowy. Nie chciał na niego w tej chwili patrzeć. Czuł się żałośnie i słabo, wyglądał zresztą tak samo. Też miał ochotę się rozpłakać, ale nie chciał robić tego przy nim. I tak już wykazał się zbyt dużą słabością kilka miesięcy temu, kiedy naiwnie szukał w nim wroga i sprzymierzeńca jednocześnie. Najchętniej wymazałby te wszystkie listy z pamięci.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 19:43

Nie tylko nie chciał od niego pomocy. Zwyczajnie się jej też nie spodziewał. Bo przecież by nie odmówił, wiadomo, że przy takim bólu unoszenie się dumą nie tylko było głupie, ale i nie miało racji bytu. Ale naprawdę, większym problemem było to, że nie przypuszczał, że Abbey mu pomoże. Nie miał pojęcia, co było między nimi - te teksty w listach o całowaniu były mylące - ale i tak nie sądził, żeby było tu cokolwiek pozytywnego. Obwinianie i samotność. Toksyczna więź, z której nie mogło wyniknąć nic dobrego. Zwłaszcza po tym ostatnim tekście z listu, że ma się... No. Więcej nie miał od niego żadnych wieści. Teraz nie zdziwiłby się, gdyby chłopak, Merlin wie co, przyłożył mu poduszkę do twarzy? Byłby do tego zdolny, w całym swoim szaleństwie? Być może. A może nie. Felix nie miał przekonania, czy chce to sprawdzać.
A jednak po dłuższej chwili poczuł przy ustach zimne szkło. Z trudem wypił eliksir. Nie zadziałał od razu, dopiero po kilku minutach, podczas których Gryfon wciąż nie otwierał oczu. Nic nie mówili i chłopak nawet nie miał pewności, czy Abbey w ogóle wciąż tu jest. Kiedy jednak magiczny płyn zaczął uśmierzać ból, zdecydował się otworzyć ponownie oczy. Światło nie bolało już tak mocno, jak na początku. Wciąż rwał go każdy mięsień, ale był w stanie mniej więcej ruszył głową czy rękoma. Niezbyt gwałtownie, ale mógł. To już dużo.
Spojrzał w bok. Krukon wciąż tam był. Blisko, bardzo blisko, zaraz przy łóżku. Klęczał na podłodze i Felix nie rozumiał dlaczego. Znów przypomniały mu się listy. W tej całej relacji od początku nie rozumiał absolutnie niczego. Nie potrafił określić, co tamten ma w głowie i o co w tym wszystkim chodzi. Teraz też nie. To się nijak nie składało w żadną sensowną całość. Właściwie nic się w nią nie składało. Felix miał obecnie bardzo silne poczucie, że jego życie składa się z poszarpanych fragmentów, puzzli, z których żaden nie pasował do żadnego.
Ale nie było co iść w tak szeroką perspektywę. Teraz było teraz. Ta chwila, ten jeden moment, kiedy Abbey mu pomógł. A przecież mógł skrzywdzić, w dowolny sposób.
Ostrożnie wyciągnął rękę w jego stronę. Przejechał lekko palcami po tych jego niesamowicie jasnych włosach. Nie wiedział, dlaczego to zrobił - po prostu zrobił.
- Dzięki - szepnął z wysiłkiem. Mówienie wciąż było trudne.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 20:01

Najpierw zamruczał jak pieszczone zwierze, prężący się kot, a widoczne przez bluzkę kręgi na jego plecach uwydatniły się jeszcze bardziej, kiedy w zabawny sposób wygiął się i docisnął policzek do białej pościeli. Chyba zostawił na nim trochę swojej krwi; tej zaschniętej, która zgromadziła się przy oku od czasu upadku. ...Żałosne, pomyślał. Cała ta dziwna reakcja była nie tyle Felixową zasługą, co raczej efektem dziwnego dreszczu, który w połączeniu z niespodziewanym dotykiem i całą masą środków przeciwbólowych przyniósł jego wymęczonemu ciału taką właśnie dziwną niespodziankę. Nie lubił, gdy ktoś dotykał jego włosów. Ciężko znosił jakąkolwiek bliskość, której nie inicjował sam. Podniósł się ostrożnie, najpierw głowę, później resztę ciała, ale czuł się mizernie, więc nie wrócił do swojego łóżka, a jedynie usiadł na tym, które znajdowało się obok. Odchylił głowę w tył i łapczywie zaczerpnął powietrza. Stres dał mu w kość, zupełnie tak, jak po jakimś maratonie. Dopiero po chwili milczenia spojrzał w stronę ciemnowłosego, a ich spojrzenia na moment się spotkały. Obaj mieli takie same oczy; ciemnobrązowe i równie smutne, jakby zaraz mieli rozryczeć się jak dzieci.
- To... to nic takiego. - Wymamrotał w końcu, uśmiechając się kącikiem ust. W jego lewym policzku pojawił się nieznaczny dołeczek, choć aktualną mimikę w całości można było uznać za wymuszoną. Wcale nie było mu do śmiechu. Chciał po prostu stąd uciec i... i po prostu zniknąć. Nie wyobrażał sobie spędzenia z nim nocy w jednej sali, czuł, że wykończyłoby go to psychicznie. Unikanie się wciąż uznawał za aktualne. - Nie martw się moją obecnością. Poproszę pielęgniarkę, żeby zmieniła mi łóżko. Nie zasługuję na ten oddział, nie stało mi się nic poważnego, jutro będę czuł się jak zawsze. Musisz... odpoczywać, wiesz? - Mówił bardzo cicho, niemal szeptem, ale to nie miało znaczenia. Robiło się już późno, w innych częściach skrzydła prawdopodobnie większość pacjentów już spała. Byli w stanie usłyszeć nawet własne oddechy.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 21:27

Pomruk, którego się nie spodziewał, na powrót przyspieszył jego ledwo co uspokojony oddech. Kiedy zaś dostrzegł plecy chłopaka, zmarszczył brwi i odruchowo wyciągnął dłoń jeszcze dalej, by dotknąć też ich. Nie zastanawiał się, czy ma do tego prawo, czy Abbey w ogóle sobie tego życzy. Kierował nim bardziej instynkt, niż jakikolwiek rozsądek. Zanim jednak cokolwiek poczuł, Krukon się wyprostował. Jego plecy nagle były poza zasięgiem, ale opuszkami palców musnął go po ramieniu, absolutnie niecelowo. Cofnął rękę, speszony. Ruch okazał się odrobinę zbyt gwałtowny i znowu zabolało. Przygryzł lekko wargę.
Nie odrywał spojrzenia od Abbeya, dopiero teraz zauważając krew na jego twarzy, bandaże... Chciał spytać, ale czuł, że nie powinien. To przecież nie jego interes. I chociaż był człowiekiem, który martwi się o innych absolutnie bez pytania, teraz raczej będzie martwił się w ciszy. Tak będzie lepiej.
Ich spojrzenia się spotkały, a on jakoś nie potrafił odwrócić wzroku, mimo że w sumie chciał. Czuł się dziwnie. Jakby robił coś nie w porządku. Może zresztą tak było, przez wzgląd chociażby na te listy pełne złości. Powinien się wycofać, może iść spać. Udawać, że Krukona tu nie ma i nigdy nie było. Powinien.
Sztuczny uśmiech był nieprzyjemny. Tak bardzo udawany, tak bardzo nieprawdziwy. Jak wiele Abbey grał? Który gest był szczery, a który wymuszony? Które słowa rzeczywiście miał na myśli, a które napisał czy wypowiedział w ramach jakiejś dziwnej gry? Felix za nic nie potrafił wyczuć granicy między prawdą a fałszem i mocno go to frustrowało.
Następne kilka zdań też przemknęło bez zrozumienia ze strony Gryfona. O co mu, na Merlina, chodziło? Tak naprawdę, tak szczerze? Pokręciłby głową, gdyby to nie był zbyt wymagający ruch.
- Wiem - odparł. W końcu i tak nie miał innego wyjścia. W obecnej sytuacji za wiele poza odpoczynkiem nie zrobi. Na tym odpowiedź mogłaby się skończyć. Ale się nie skończyła i Felix zaskoczył sam siebie, dodając szeptem jedno słowo. - Zostań.
Może rzeczywiście cierpienie może scalać. Może ich wspólna tęsknota mogła zaprowadzić ich do miejsca, gdzie albo sobie pomogą, albo się wykończą. Może warto było to sprawdzić.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 21:46

Ile z tego było grą a ile prawdą? Tego nie wiedział nawet sam Abbey, który bezustannie gubił się w swoich uczuciach. Labirynt bez wyjścia. Wrócić też nie było dokąd, więc błąkał się w sobie, realizując coraz to bardziej absurdalne pomysły, jakie podsuwał mu chory umysł. Jednym z nich była ta znajomość. Przesunął palcami zdrowej ręki po swoim ramieniu, dokładnie tam, gdzie jeszcze przed chwilą musnęła go dłoń Felixa, a potem zwyczajnie się zaśmiał. Sam do końca nie wiedział czy z tego szydził czy po prostu czuł się niezręcznie i próbował w ten sposób rozładować emocje, ale odwrócił głowę w stronę okna zanim jeszcze coś powiedział. Gryfon miał ładne oczy, a Abbey zbyt wrażliwe serce o które nijak nie potrafił zadbać.
- Dlaczego miałbym to zrobić...? - Spytał po chwili, zaciskając blade wargi w cienką linię. Chyba chciał, ale nie z własnej woli i nie przypadkiem. Miał dość tych wszystkich wykluczających się uczuć, którymi darzył Gryfona. Nie chciał dalej w to brnąć; unikanie uznawał za wygodne, choć tęsknił za towarzystwem jego sowy i dziwną intymnością, która wytworzyła się między nimi za sprawą korespondencji. W głowie miał zbyt wiele wątpliwości i całą salwę pytań. Nie czuł się pewnie w towarzystwie Felixa, pewnie dlatego, że nie miał ani chwili na to, by przygotować się na to spotkanie. Nie obmyślił scenariusza, zabrakło też odpowiedniej charakteryzacji. Miał krew na twarzy, rozmazany makijaż i pogniecione ubrania. Czuł się nagi, przerzuty i wypluty.
...Nazwał mnie Serpensem.
To bolało. Abbey nie mógł znieść myśli, że miałby być czyimś zastępstwem. Wchodził w przypadkowe relacje i nie był w tej kwestii uczciwy, ale nigdy nie był blisko z ludźmi, którzy wciąż żyli przeszłością. Potrzebował stuprocentowej uwagi, nie jedynie jej marnych ochłapów. Starał się być w teraźniejszości, choć akurat to, że wylądował w skrzydle szpitalnym z Felixem Lockwoodem i znów absolutnie wbrew sobie ma ochotę go pocałować sprawiało, że chętnie cofnąłby się w czasie chyba nawet do momentu Bitwy o Hogwart.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 22:41

Było w tym coś mocno prawdziwego - kiedy nagle nie było wyjścia, ucieczką stawały się nawet najgłupsze działania. Często takie, których potem można było mocno żałować, takie, których konsekwencje jak na złość nie chciały odpuścić. Jeśli ta znajomość miała do nich należeć, najbezpieczniej byłoby z niej uciec, teraz, w tej chwili.
Jeśli ta znajomość do nich należała, prawdopodobnie nie było już od niej ucieczki.
Patrzył, jak Abbey dotyka miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą były jego palce. A potem Krukon się zaśmiał. I, biorąc pod uwagę sytuację, to był najgorszy śmiech, jaki Felix słyszał w życiu. Zdarzało się, że ktoś się z niego śmiał, żeby go wykpić, ale najczęściej to był ktoś, po kim się tego spodziewał. Teraz był moment, kiedy nie był przygotowany, w żaden sposób. Spanikował. Mocno. Właściwie to absurdalne, bo przecież od pierwszego listu nie tylko spodziewał się krzywdy, ale tak na dobrą sprawę ją dostawał, prawda? Tak wiele złych słów, które piekły do żywego, szpile wbijane tam, gdzie najbardziej bolało. Może różnica tkwiła w tym, że na list zawsze można zwyczajnie nie odpisać, uciąć dyskusję. A tu nie było gdzie uciec. I poziom intymności też był inny, zdecydowanie różny od tego, jaki można było uzyskać w liście.
Dlatego kiedy Abbey zapytał dlaczego, Felix już nie wiedział, co powiedzieć. Upieranie się przy tym zakrawałoby na autodestrukcję, z drugiej jednak strony chyba był w tym całkiem niezły, więc czemu nie. Pozostanie przy niepewności, czy zaraz dostanie w twarz, czy zostanie pocałowany - niszczące niemożliwie, zwłaszcza że żadna z tych dwóch opcji nie była dobra. Ale przecież on tak lubił się niszczyć.
- Tylko jeśli chcesz - odpowiedział w końcu. Będzie mógł zrzucić odpowiedzialność na Krukona. Niezależnie od tego, co się wydarzy. Może po prostu pójdą spać i od jutra znowu będą udawać, że się nie znają. Może to byłoby najlepsze. Ale on przecież za bardzo potrzebował coś poczuć, cokolwiek, żeby zaproponować taką odpowiedź.
Tak bardzo błądził, był w tym wszystkim jak dziecko we mgle i rzeczywiście, może byłoby prościej, gdyby można było wcześniej to wszystko przemyśleć, przygotować się jakoś, ale żadnych przygotowań nie było, wyłącznie z zaskoczenia, odarci z poczucia bezpieczeństwa, zagubieni w labiryncie samotności i niepewności, i nie wiedział, czego było więcej.
Nie zaprzeczał, że żył przeszłością. Jednocześnie tak bardzo chciał zrobić krok naprzód. Taki krok, który nie będzie naznaczony... Czym? Pechem? Ucieczkami, zniknięciami, śmiercią? Porzuceniem? Samotnością? Pozostawało pytanie, czy w takim razie powinien to być krok w stronę Abbeya, czy w dokładnie przeciwnym kierunku. I nie było nikogo, kto mógłby to wiedzieć.
Zamknął oczy, oddychając ciężko. Tego było za dużo. Powinien odpoczywać, to prawda. Zregenerować się po tym, co się stało, cokolwiek by to nie było, przypomnieć sobie najbardziej oczywiste rzeczy. Tyle że kolejny raz to, co powinien, było bardzo dokładnie ignorowane przez jego spragniony zainteresowania umysł.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 23:09

Chcieć, niestety, wyjątkowo sporadycznie znaczy móc i nikt nie wiedział o tym tak dobrze jak Abbey, przepełniony swoimi irracjonalnymi pragnieniami. Nienawidził tego, jak był wobec nich słaby. Nie podobało mu się też to, że przy Lockwoodzie tracił nad sobą kontrolę częściej niż zwykle, pewnie przez natłok wykluczających się uczuć, które Gryfon, pewnie zresztą też wbrew sobie, zdążył w nim obudzić. Najsilniejszy był strach. Na drugie miejsce pchała się dziwna, niezdrowa chemia, rywalizująca jednak z przestarzałą już nieco nienawiścią i dziwną zazdrością. Najgorsze było to, że w tej chwili nie był nawet pewien czego dotyczyła. Był zły na Felixa za to, że miał Serpensa czy może zły na Serpensa za to, że ten miał Felixa...?
Pieprzona paranoja.
- Chcę. - Szepnął krótko i spojrzał w jego stronę, uśmiechając się przy tym w dziwny sposób, jakiś pusty i pozbawiony emocji. Tego był pewien.
Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak kurewsko mocno tego chcę.
Znów znalazł się przy Gryfonie, oczywiście zbyt gwałtownie, jak na swój nie najlepszy stan, ale zignorował towarzyszący temu ból. Ostrożnie dotknął palcami jego twarzy, sunąc nimi wzdłuż linii szczęki, wręcz namolnie, mocno, a potem nachylił się nań i musnął ciepłą z nerwów (a może z powodu gorączki?) skroń, trochę na pożegnanie, a trochę na dobranoc. To było szczere, ale krótkie i mokre, wcześniej oblizał usta. - ...ale nie mogę i nie zrobię tego. - Dodał po chwili milczenia, wierzchem dłoni ścierając z własnych ust resztki śliny, której niedużą porcję zostawił też na skórze twarzy ciemnowłosego. Wstał, chwycił swoją torbę i ruszył w stronę kotary, która dzieliła Oddział Trudnych Przypadków od reszty skrzydła szpitalnego. Zatrzymał się, gdy już trzymał jej fragment, chcąc przejść na drugą stronę.
- Wiesz dlaczego nie mogę tu zostać? - Spytał, zerkając na niego przez ramię. - Nie zrobiłeś wystarczająco dużo, by mnie zatrzymać. - Skwitował i bez chwili zawahania po prostu odszedł. W czekoladowych oczach blondyna mignął smutek, ale kto mógłby zauważyć to w takich ciemnościach...?

z/t
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   21.07.16 0:05

28 czerwca 2002

Rose martwiła się o Felixa dzień i noc, odkąd dowiedziała się, ze siedzi w szpitalu. No, na spółkę z martwieniem się o egzaminy, które chciała napisać jak najlepiej, jak to ona. Wyniki w szkole były dla niej zawsze niezwykle ważne. A Logan dodatkowo rozpraszał jej uwagę, przez co chowała się po kątach żeby móc w spokoju powtórzyć sobie... Wszystko. I można powiedzieć, że "wszystko" jest słowem bardzo odpowiednim.
Ale było już po wszystkim więc przyleciała tu jak tylko zdołała w końcu skończyć te głupie egzaminy. Nawet nie poszła zjeść, ignorując rażącą pustkę w żołądku. Ostatnio bardzo mało jadła, najwyraźniej nerwy i stres wszystkim, co ją otaczało w ostatnich tygodniach, nie działały na nią za dobrze. Sypiała też bardzo niewiele. Przerywanie, nigdy ciągłym snem, a jeśli już, to na pewno nie przyjemnym. Co się z nią działo? Nie wiedziała.
Czy Felix w ogóle widział moje nowe włosy?, pomyślała głupio. Nie ma kolorowych. Już od dawna w sumie, ale nie pamiętała szczerze kiedy ostatni raz się z nim widziała. Może widział... A może..?
Od razu rozejrzała się po łóżkach. Dzikich tłumów nie było więc w mgnieniu oka dostrzegła w głębi sali będąc znajomą sylwetkę z burzą czarnych loków. Śmiało ruszyła do łóżka, zmartwiona do granic możliwości i stęskniona jak nigdy dotąd jego obecności, przy czym zwolniła dopiero kilka metrów od łóżka. Bo może śpi? Albo głowa go boli? Lepiej być cicho. Podeszła spokojniej do łóżka.
- Hej. - zagaiła cicho, łagodnie, delikatnie odgarniając z twarzy kosmyki jego włosów. Jej mama zawsze tak robiła jak się martwiła, chyba miała to po niej. - Przyszłam najszybciej jak dałam radę. Jak się czujesz?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   21.07.16 1:32

Miał już dosyć siedzenia w szpitalu. Wiedział, że jeszcze tylko dwa dni, półtora nawet i Pomfrey wreszcie go wypuści, ale niespecjalnie go to pocieszało. W końcu wypuści go, żeby mógł jechać do domu, a on wcale nie chciał tam jechać. Tęsknił za rodzicami, to jasne, ale jednocześnie miał tu zbyt wiele nierozwiązanych spraw, żeby je tak po prostu zostawić. No dobrze, właściwie jedną nierozwiązaną sprawę, a nawet nie tyle nierozwiązaną (bo wcale rozwiązywać tego nie chciał), a niewyjaśnioną. Bo wciąż nie wiedział, na czym stoi. Jasne, padły pewne słowa kilka dni wcześniej, wydarzyły się pewne rzeczy, ale z Abbeyem nigdy nie można było być pewnym. No i wciąż nie zamknął przeszłości, a to też komplikowało, chociaż tu akurat powrót do domu mógł pomóc. Niemniej, nie był gotowy. Naprawdę nie. Chciał tu zostać i wszystko uporządkować. Nie przez listy i nie za dwa miesiące. Teraz. Pomfrey jednak go nie wypuści, nie było szans. Pilnowała go chyba bardziej, niż kogokolwiek... Nie miał wyjścia, musiał się podporządkować.
Nie spodziewał się, że Rose wpadnie wcześniej, wiedział, że egzaminy i tak dalej, więc musiała się przyłożyć. Zastanawiał się, czy on w ogóle miał szansę do nich podejść, oczywiście nie teraz, ale po powrocie pamięci. Bo w zakresie wiedzy szkolnej miał naprawdę potężne luki i kolejne badania pielęgniarki wcale nie dawały lepszych rezultatów. Rok bez egzaminów, jupi. Tylko jakoś niezbyt się cieszył.
Na widok przyjaciółki cieszył się jednak bardzo. Nie miał pojęcia, kiedy widzieli się po raz ostatni (i nawet ciężko wyczuć, czy nie pamiętał tak po prostu, czy to była kolejna rzecz, która od niego uciekła), ale na pewno nie przypominał sobie jej obecnego koloru włosów. Uśmiechnął się szeroko do dziewczyny.
- Rosie! - zawołał (odpowiednio cicho, oczywiście), podnosząc się na poduszkach. Mógłby już normalnie chodzić, zamiast siedzieć wiecznie w łóżku, ale oczywiście pani Pomfrey mu nie pozwalała. - Pięknie wyglądasz. Cudne włosy - stwierdził z zachwytem, przesuwając się możliwie do krawędzi łóżka, żeby zrobić jej miejsce. - Fantastycznie cię widzieć. Jak egzaminy? Pewnie się czujesz? - zarzucał ją pytaniami, bo tak było w sumie najprościej. Dowie się, co stracił, co u niej, wszystko. I może nie wróci do pytania o własne samopoczucie, bo nie miał pojęcia, co mógłby na to odpowiedzieć. Bo co, fizycznie? Ból całego ciała już co prawda znikał, ale często bolała go głowa. Gorzej było psychicznie, bo braki w pamięci mocno męczyły, a cała ta sprawa z Abbeyem... Właśnie. Choć pewnie Rosie i tak będzie drążyć. Ale może jeszcze nie teraz, może dopiero za chwilę. Może w międzyczasie przyjdzie właściwa odpowiedź.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   21.07.16 2:11

Rose nie spodziewała się takich komplementów ze strony przyjaciela, toteż speszyła się nieco. W sumie nigdy nie spodziewała się komplementów od kogokolwiek. Raczej nie często doceniano nawet najbardziej banalne cechy jej wyglądu, a i dziewczyna za wysokiego mniemania o sobie nie miała. Nie to żeby sądziła, że jest brzydkim kaczątkiem. Tym bardziej nie sądziła, że wyrośnie z jej łabądź. Po prostu nie uważała, że jest w niej cokolwiek, co należałoby podziwiać. A tu proszę! Felix zaskoczył ją swoją radością i miłością. Uśmiechnęła się nieśmiało, przysiadając sobie obok niego z zadowoleniem. No w końcu coś przyjemnego! Lubiła się uczyć, owszem, ale nie kiedy nie robi absolutnie nic innego, w dodatku w stresie i pod silną presją czasu.
- Dziękuję. - wzruszyła ramionami. - Tak jakoś.. Chciałam coś zmienić. Za bardzo rzucałam się w oczy. - Na wspomnienie o egzaminach westchnęła głęboko, wznosząc oczy ku sklepieniu sali. - Nie wiem. Znaczy... Wydaje mi się, że zdałam wszystko, ale pewnie nie wyciągnę na W nawet połowy.
Ambicje człowieka chorego na nadpobudliwość umysłową zaczynały się ujawniać w Rose właśnie w takich chwilach. Większość uczniów marzyła żeby chociaż pozdawać wszystko nawet i ledwo i mieć z glowy. Ale ona nie! Ona musiała być najlepsza, bo inaczej za rok już w ogóle nie wytknie zza książek nosa. Trudno stwierdzić czy to były ambicje czy sposób leczenia swoich problemów wewnętrznych. Tak czy siak, nie było to za zdrowe.
- Starałam się powtórzyć jak najwięcej ze wszystkiego, co zaliczam, ale nie wszystko udało mi się przejrzeć. Pewnie Obrona Przed Czarną Magią poszła mi fatalnie. Nie cierpię tego przedmiotu...
Oczywiście, że zamierzała wrócić do tematu samopoczucia i, co najważniejsze, Abbey'a. Jednak długo bardzo martwiła się o wszystko i jednocześnie nie miała komu się wygadać, nie potrafiła więc się powstrzymać przed monologiem na swój temat. Pewnie później będzie się zmagać z wyrzutami sumienia na ten temat, ale teraz jedynie niespodziewanie, nieco niezdarnie, przytuliła się do boku przyjaciela. Potrzebowała tego, tak po prostu. Bo mogła. Potok słów z kolei podjął śmiałą próbę utopienia Felixa swoim natłokiem.
- Ale zdam. I się stęskniłam bardzo. I martwiłam jeszcze bardziej. Co robiłeś tu tak sam? Ja nosa z książek nie wytykałam, ostatnio kiepsko sypiam więc miałam dużo czasu. Czy moje imię jest dziwne? Ktoś mi powiedział, że brzmi głupio, bo to tak jakby rodzice nie mogli się zdecydować między imieniem Rose a Mary, więc wzięli oba na raz. Lubię swoje imię. W ogóle przyniosłam czekoladowe myszy, chcesz? Mam dwie, jedną zjadłam w kryzysie nagłej chcicy czekolady, rozumiesz..
Smakołyki miała w swojej nieodłącznej, materiałowej torbie przewieszonej przez ramię, nie ruszyła się jednak żeby je wyjąć i dać Felixowi. Później mu wciśnie, chyba że zechce teraz. Za dobrze jej było w przytuleniu.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   21.07.16 2:43

Gdyby tylko wiedział, że dziewczyna ma o sobie tak niskie mniemanie (a kiedyś przecież wiedział...), obsypywałby ją większą ilością komplementów. Uważał, że każdy na to zasługuje, a Rosie od niego tym bardziej, jako że była najbliższą mu osobą. To zresztą było u niego całkiem normalne, że robił, co mógł, żeby inni w jego towarzystwie czuli się dobrze. Kobiety szczególnie, bo w ich przypadku można było sobie pozwolić na więcej. Chłopacy potrafili za nadmiar słów dać w zęby i trzeba było na to uważać.
A jeśli właśnie to się wydarzyło? Jeśli przecierpiał to wszystko właśnie dlatego, że powiedział komuś o dwa słowa za dużo? Może rzucił coś o ładnych oczach, uroczych dołeczkach w policzkach, pochwalił błyskotliwą ripostę i trafił na zdecydowanie zły grunt? Nie, to brzmiało nieprawdopodobnie. Raczej. Ale dopóki nie ustali, co rzeczywiście się stało, pewnie będzie brał pod uwagę każdy scenariusz, nieważne czy możliwy, czy też nie.
- Zawsze się rzucasz w oczy. Wyjątkowi ludzie tak mają - puścił jej oczko, jednocześnie rozumiejąc, że mogła chcieć zniknąć gdzieś w tłumie. Bycie charakterystycznym miało swoje minusy, zdecydowanie. Az za dobrze pamiętał, jak... Zresztą nieważne. Rozumiał. To wszystko.
Zawsze też podziwiał jej ambicję. On nigdy nawet nie marzył ani o takich wynikach, jakie ona osiągała, ani o takich chęciach do nauki. Był realistą, jeśli o to chodziło i wiedział, że w niektórych przypadkach sukcesem było zdawanie egzaminów na granicy oblania, a w innych, tych, gdzie czuł się najpewniej, nie miał co liczyć na wyżej niż Zadowalający. Czasem zdarzyło mu się Powyżej Oczekiwań, ale cóż, to była wtedy najlepiej nazwana ocena - rzeczywiście była o wiele wyżej, niż oczekiwał. Wybitny z kolei nie był nigdy i z niczego. Może gdyby były zajęcia z rysunku, to kiedyś by mu się to udało, ale nawet i tych umiejętności nie cenił aż tak wysoko.
- Wyciągniesz W ze wszystkiego, jak cię znam. Daj spokój. I obroną też się nie przejmuj, już Alvey cię nauczyła wystarczająco dużo, żebyś była świetna.
Jej słowotok był jak zbawienie dla jego zaprzątniętej głupotami głowy. Potrzebował tego, właśnie teraz, potrzebował myśleć o czymś innym i jeśli to były problemy przyjaciółki, to nie mógł trafić lepiej. Oczywiście nie chciał, żeby Rosie miała problemy, nie w tym rzecz, po prostu był bardziej niż szczęśliwy, że mógł się do czegoś przydać, wysłuchać, pomóc. Skupić się na włosach, imionach, egzaminach, a nie na pewnym toksycznym, diabelnie pociągającym jasnowłosym Krukonie. Właśnie tak.
Przygarnął ją do siebie, pozwalając jej się całkiem położyć na łóżku obok niego i oprzeć głowę o jego klatkę piersiową. To było bezpieczne. Abbey, patrz. Tak wygląda poczucie bezpieczeństwa. Tak wygląda to, czego pewnie nigdy nie będziemy mieć. Słuchając jej, lekko przeczesywał palcami jej włosy. Po raz pierwszy od ponad tygodnia wreszcie poczuł się tak, jakby absolutnie nic się nie wydarzyło, nawet jeśli wciąż pamiętał o tych ostatnich bandażach, które wciąż go gdzieniegdzie oplatały.
Co robiłem tu sam? Kiedy rzeczywiście byłem sam, myślałem o tych momentach, kiedy wcale sam nie byłem... Tak dużo słów, które musiały zostać w jego głowie, żeby nie stały się zbyt realne.
- Masz świetne imię. I tylko mi powiedz, kto ci nagadał takich głupot, a sobie z nim porozmawiam, jak tylko stąd wyjdę. - Cmoknął ją w czubek głowy. Tak, to były problemy, którymi mógł się teraz zająć. - I widzisz, masz przynajmniej dużo możliwości, bo raz możesz być Rose, raz możesz być Mary, raz możesz być Rosemary, a potem możesz przyjść do mnie i być Rosie. Zazdrości ci wachlarza opcji, nic więcej. A słodycze zawsze, przecież wiesz. Ale nie wiem, co na to Pomfrey, więc może dopiero, jak się upewnimy, że nie patrzy - zaśmiał się.
Było tak luźno, spokojnie. Normalnie. Może właśnie tak wyglądała normalność. Chociaż z przyjaźniami nigdy nie miał problemu i jednak umiał angażować się w nie całkiem zdrowo, więc ten przykład pewnie niczego go nie nauczy. Dopiero zrobienie kolejnego kroku sprawiało, że tracił równowagę, rzucał się w przepaść, robił te wszystkie durne, nieodpowiedzialne rzeczy, od zaangażowania począwszy. Ale teraz to wszystko było naprawdę nieważne. Rosie. Rosie była ważna. Tak.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   21.07.16 15:04

Felix komplementów jej nie oszczędzał, a Rose coraz bardziej peszyła się na jego słowa, rzucając zawstydzone „oj przestań”. Aczkolwiek zrozumiał ją bardzo dobrze. Nie chciała rzucać się w oczy, ostatnio szukała jeszcze więcej samotności i spokoju niż zazwyczaj. Zieleń na głowie zatem jej nie pomagała, dlatego zdecydowała się to zmienić.
- Chciałabym. Zależy mi bardzo. Ale dowiem się niedługo i natychmiast Ci dam o tym znać.
To, że Felix ją przytulił i pozwolił na trochę czułości i wsparcia, chociaż nie spodziewała się inaczej, bo to w końcu Felix, niezmiernie ją ucieszyło. Najwyraźniej i ona tego potrzebowała dużo bardziej niż się sama spodziewała. Odetchnęła głęboko, przymykając oczy i delektując się zapachem przyjaciela. To zabawne, że człowiek nie wie, że czuje się wiecznie zagrożony dopóki nie zazna poczucia pełnego bezpieczeństwa. A jednak tak właśnie się czuła Rose. Bezpieczeństwo, nadzieja na lepsze jutro, spokój ducha. Zupełnie jakby do tej pory cały czas biegła, a teraz czas się zatrzymał i mogła złapać oddech, odpocząć. Na jej ustach zawitał delikatny, mimowolny uśmiech. Tak, bez Felixa zginęłaby tu.
Nawet się Rose zaśmiała cicho, słysząc groźby przyjaciela.
- Felix jako Obrońca Praw Rosemary, podoba mi się to. – Zamilkła na chwilkę w rozbawieniu, by odrobinę spoważnieć. – Lubię swoje imię. Brzmi… Wdzięcznie. Delikatnie. Brzmi jak osoba z gracją kota, a nie wieloryba. Więc wiesz, tworzy iluzję mnie będącej kotem, a nie wyjątkowo pechową rybą. - Mówiła to tonem głębokich rozważań, jednak pod koniec nawet się zaśmiała, rozbawiona własnym żartem. – Zazdrości, tak. Moje kolorowe włosy też zjechał, jak jeszcze miałam zielone, wymyślał mi jakieś dziwne przezwiska. Dureń ograniczony.
Na wspomnienie o pani Pomfrey Rose rozejrzała się, nie podnosząc jednak głowy żeby nie zepsuć chwili. Tak dobrze jej było w takim stanie rzeczy… Felix był dla niej jak brat. A zarówno on, jak i Hattie, czy osoby, które ich relację znały, wiedziały ile znaczyły dla Rose osoby z rodziny, rodzeństwo przede wszystkim. Poza Hattie dziewczyna świata nie widziała. Choć Felix nie był jej aż tak bezgranicznie bliski, nie było mu wcale do tego daleko. Wręcz przeciwnie.
- Tak, może później. Ale pamiętaj o nich, mogę zapomnieć.
Westchnęła znowu i zaczęła bawić się i miętolić w ręce rąbek koszulki Felixa.
- To mówisz, że naturalnie mi lepiej? Nadal mam różowy eliksir w szafce, mogę interweniować.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   21.07.16 16:21

Wyniki egzaminów miały być na początku lipca i Felix był bardzo ciekawy, jaką wiadomość on dostanie. Może pozwoliliby mu zdawać w innym terminie? Stresowało go to, że nie podszedł do nich teraz i nie wiedział, co dalej, a z McGonagall nie miał jak się skontaktować. Ani z Alvey. Żadna najwyraźniej nie wpadła na to, żeby tu przyjść i sprawdzić, czy wszystko w porządku z uczniem napadniętym na terenie szkoły, który z powodu obrażeń nie ma jak zdać klasy. Cóż, będzie się tym martwił kiedy indziej. W domu, pewnie. I chociaż nie chciał zawodzić rodziców, to jakoś to wszystko będą musieli przełknąć.
- Wyślij mi sowę, jak tylko dostaniesz wyniki, dobrze? I tak wiem, że będziesz miała W od góry do dołu, ale jestem ciekawy potwierdzenia mojej teorii - uśmiechnął się serdecznie i wtedy coś do niego dotarło.
Miał dziury w pamięci, jasne, nawet dużo. Pamiętał jednak, jak źle z nim było jeszcze nie tak dawno temu. Nie miał pewności dlaczego, bo choć pamiętał wszystko, co dotyczyło Serpensa, to nie był pewny, czy to było połączone. Pewnie tak, jak się znał. W każdym razie, było z nim źle. Nie przypominał sobie, żeby się jakoś szczególnie uśmiechał, żeby się cieszył z czegoś, nic. Dużo płakał, jeszcze więcej gapił się w sufit. A teraz... Teraz było lekko. Radośnie. Spokojnie. Uśmiech przychodził bez problemu. I pozostawało pytanie, czy obrażenia poprzestawiały mu coś w głowie, co wyszło mu na dobre czy to raczej kwestia... No... Randki. Albo jedno i drugie. Niemniej - nie czuł się tak lekko od czasu wojny, prawdopodobnie.
- Pewnie, że będę cię bronić! Jesteś moją Rosie, nie dam ci zrobić krzywdy. Mam nadzieję, że Logan o tym wie - zaśmiał się, choć wiedział, że akurat o Logana prawdopodobnie nie musiał się martwić. Chyba że... - Bo to nie on mówił ci te wszystkie rzeczy, prawda? - Zmarszczył brwi. - Obawiam się, że teraz musisz mi powiedzieć, kto był taki mądry.
Niezależnie od tego, co Rosie myślała sama o sobie, on uważał, że o wiele bliżej jej do kota, niż jakiegoś pożal się Merlinie wieloryba. Skąd jej się w ogóle takie głupoty brały? Pewnie gdyby był hetero, to mógłby się nią zauroczyć. Teraz, oczywiście, nie wchodziło to w grę, więc po prostu była jego siostrą, niezależnie od tego, co na temat dodatkowego dziecka mówili jego rodzice. Chociaż nie mieli nic przeciwko, uwielbiali ją. Kto by jej nie uwielbiał!
- Będę pamiętał. A jak zapomnę, to będę cię ścigał o tę moją mysz. Dostaniesz tysiąc listów i dwa tysiące upomnień inną drogą, aż mi ją dasz. Nawet zrezygnuję z sów, naślę na ciebie gołębie pocztowe! I będą tak latać między naszymi domami, które dzielą trzy ulice, wiadomo. Tak będzie, kochana, zobaczysz.
Przesypywał jej włosy między palcami, przyglądając się ich kolorowi pod światło. Udawał, że analizuje go swoim wytrawnym okiem artysty-malarza, który przecież o kolorach wie wszystko. Po chwili wybuchnął śmiechem i znowu cmoknął ją w czubek głowy.
- Są świetne. Są twoje. Różowe zrób tylko wtedy, kiedy sama będziesz miała na to ochotę.
Było mu tak dobrze, że aż się zastanawiał, czy Pomfrey mu czegoś nie dodała do eliksiru przeciwbólowego, który wciąż pił codziennie do śniadania. Wcale by się nie zdziwił, jeśli miał być szczery. A teraz nawet nie myślał o Abbeyu przez jakieś... Sześć minut! I wciąż było mu dobrze. Nie, to musiała być jakaś dodatkowa substancja, jak nic.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   21.07.16 23:10

Sowę? Ale jak najbardziej! Oczywiście, że Rose miała zamiar to zrobić. W momencie kiedy dostałaby wyniki. No, chyba że by z czegoś dostała bardzo złą ocenę (to znaczy Nędzny albo Zadowalający), wtedy pewnie by zataiła. Chociaż… Czy tym sposobem nie zatai połowy?
- Oczywiście, że przyślę! – Na jego teorię uśmiechnęła się. – Tak, na pewno.
Zmartwiła się jednak po chwili. Bo kurczę, czy on przeleżał tu całe egzaminy? W takim stanie podejście do nich byłoby szaleństwem… Więc jak..?
- Felix, a co z Twoimi egzaminami?
Bronić. Przed czym, przed słowami? Słowa krzywdzą, ale nie da się przed nimi uciec czy osłonić kogoś. Mimo to Rose poczuła się lepiej z jego słowami. Nie musiała się bać ani nietolerancji, samotności czy… Czy Logana właśnie. Odepchnęła tą myśl. Nie, on nie był dla niej chamski. Ale był osaczający. Jednak z każdym dniem obserwując swoje relacje międzyludzkie coraz uważniej, wmawiała sobie coraz mocniej, że tylko ona tak to odbiera, bo jest dzika i boi się takich bliskości. Czy było to prawdą? Trudno powiedzieć.
- Nie, nie Logan. On nie jest… Chamski. Ale nie wiem kto to był, nie pamiętam imienia. Ktoś z mojego domu, chociaż starszy. Nie znam.
W sumie to nie tak, ze go kryła. Tego Krukona znaczy się. W istocie to faktycznie nie pamiętała jak on miał na imię. Nie było to ważne, uważała owego typa za przygłupa, który krytykuje innych samemu mając dużo do poprawy. Nieogarnięty, mający gdzieś wszystko i wszystkich… Kto by chciał nawet próbować zapamiętać jego imię? Nie był wart cennego miejsca w głowie Rose, jej zdaniem.
Na determinację Felixa w stosunku do dostania szanownej myszy parsknęła śmiechem, a dalej roześmiała się. Nawet potrafiła to sobie wyobrazić, te całe tabuny ptactwa obsiadające jej dom i rozeźleni rodzice proszący żeby grzecznie oddała tą głupią mysz, bo strach wyjść z chałupy. Poklepała go po brzuchu.
- Dobra, już dobra, dam Ci ta mysz, tylko mnie nie prześladuj – uspokoiła go z rozbawieniem.
Lubiła też bardzo jak ktoś bawił się jej włosami. Często z Hattie na zmianę plotły sobie warkocze i robiły różne dziwne fryzury tylko po to, by poćwiczyć, mieć ubaw i narobić sobie głupich zdjęć. Było w tym coś… Uspokajającego. Jakiś rodzaj rytuału. Dziewczyna znów zamknęła oczy, chichocząc na cmoknięcie Felixa, zupełnie jakby ją połaskotał.
- Dzięki. Więc zostanę póki co przy tych. Nie muszę się martwić odrostami czy stanem koloru.
A jednak kiedyś trzeba było skończyć tą sielankę. Nie chciała, było jej dobrze, bezpiecznie, szczęśliwie. Mimo to rzeczywistość stała obok nich i odgrażała się, wyraźnie chwilowo zapomniana. Rose zatem spoważniała nieco.
- To… O co chodzi z Abbeyem, Felix? – zapytała łagodnie, jakby od niechcenia, nie chcąc mimo wszystko psuć tej wspaniałej chwili.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   22.07.16 0:24

Wzruszył ramionami, choć nie miał pewności, czy ona jest w stanie wyczuć ten gest.
- Nie wiem. Nie pisałem. Jeśli wróci mi pamięć, może pozwolą mi je pisać pod koniec wakacji czy kiedyś. A jeśli nie, to cóż, zostaję w szóstej klasie. Będziemy razem na roku - uśmiechnął się, choć nie był pewien, czy mu do śmiechu. Przychodząc do szkoły, kiedy był tak bardzo podekscytowany i tak pełen uwielbienia dla tego świata, nie wyobrażał sobie innej ścieżki, niż prosto z klasy do klasy, do końcowych egzaminów i potem do jakiejś wyższej szkoły. W planach nie było żadnych potknięć, a już na pewno nie dlatego, że ktoś postanowił zrobić mu krzywdę. To było niesamowicie przykre i absurdalne.
- Pokażesz mi palcem w takim razie. Imię nieważne. Nie pozwalam się z ciebie nabijać. To niekulturalne - wyjaśnił, jakby to tłumaczyło wszystko. Zresztą tłumaczyło - brak kultury powodował przykrości, a to było coś, do czego on nie mógł dopuścić. Kwestia wychowania, oczywiście. Gdyby ojciec się dowiedział, że pozwala znieważać przyjaciółkę, byłby zawiedziony. Zresztą on byłby zawiedziony samym sobą. Dlatego to musiało się skończyć.
Pytanie o Abbeya nieco wytrąciło go z równowagi. Świetnie mu szło nie myślenie o chłopaku, a teraz jednak znów musiał. Co miało w sobie coś cudownego, ale z drugiej strony... Cóż. Wolał myśleć o nim w samotności.
Zresztą samo pytanie też było raczej niejasne. Bo o co niby chodziło? W jakim sensie? Pytała o uczucia, o wydarzenia, o chęci, pragnienia, o to, co między wierszami? Każdy z tych aspektów krył ze sobą coś nieco innego, ciężko było wszystko zebrać razem. To było... Mocno skomplikowane. A on wciąż nie wiedział, na czym stoi. Mimo wszystko.
Policzki mu płonęły, kiedy próbował ułożyć odpowiedź. Cieszył się, że Rosie nie może tego zobaczyć, choć pewnie aż zbyt dobrze słyszała, jak mocno przyspieszyło jego serce. Tego nie mógł ukryć, reakcje organizmu zdradzały go coraz częściej. I, dziwnym trafem, zawsze wtedy chodziło o Abbeya. Przeklęty Krukon, który nie wiadomo co z nim robił.
- A o co ma chodzić? O nic nie chodzi. Byliśmy na randce, nic takiego - rzucił od niechcenia, jakby naprawdę to nic nie znaczyło. Oczywiście, że próbował oszukiwać sam siebie, bo to znaczyło wszystko, tak jak te wszystkie listy, które wymieniali. Znaczenie miało każde słowo, każdy gest. Każdy pocałunek. Każdy moment strachu przez to, co się między nimi działo. Ryzyko, jakie mogli podjąć, ale wciąż nie byli pewni, czy tego chcą. Nie, wiedzieli, że chcą, ale to wcale nie musiało znaczyć, że to zrobią.
Odchrząknął lekko.
- Em... Myślisz, że możemy otworzyć okno? Strasznie tu gorąco - stwierdził zachrypniętym głosem, czując, że to wcale nie tak, że w sali było nie wiadomo ile stopni, a raczej to wszystko kwestia jego głowy. Miał nadzieję, że Rose uwierzy, że po prostu tu duszno, że to, jak mu gorąco, nie ma nic wspólnego z Abbeyem.
Kogo on próbował oszukać. Przecież nie była głupia.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   23.07.16 2:35

Zastanowiła się chwilę. No tak, chyba obowiązkiem szkoły jest dopilnowanie by Felix mógł wszystko zaliczyć w późniejszym terminie. W końcu to on jest poszkodowany, nie powinno w ogóle nic mu się tu stać, czyż nie? Skoro nauczyciele dopuścili do tego, niech ruszą tyłki w wakacje i dadzą mu zaliczyć co trzeba!
Kwestia pamięci z kolei mocno frustrowała i zastanawiała Rose. Ewidentnie nie jest to szok, po prostu coś musiało mu zabrać jakieś wspomnienia lub je zablokować. Obliviate? Rose znała to zaklęcie, oczywiście. Za dużo czasu spędziła z nosem w książkach żeby nie znać. Ale jeśli przyczyną jest to zaklęcie to pozostaje jedno pytanie. Kto..?
- Jak nie wróci, ja Ci wszystko przypomnę - powiedziała jednak, choć odrobinę mogła brzmieć na zamyśloną. Nic dziwnego.
Uniosła brwi, lekko się uśmiechając na próby złapania Rose na zasady dobrego wychowania. Ha! Nie z nią te numery.
- Pokazywanie palcem również jest mocno nie kulturalne. Nie tak zostałam wychowana.
Oczywiście nagły dziki podryw serca Felixa do galopu nie umknął jej uwadze. Zamknęła oczy, tym razem ze smutkiem, marszcząc brwi. Nie musiał jej zdaniem już nic mówić. Wiedziała co chciała. Nie lubiła Abbeya, właściwie to uważała, że nic dobrego z niego nie będzie. Nie ufała mu też ani trochę. Czy Felix ufał? Trudno powiedzieć, ale czuła, że też nie do końca. Więc dlaczego?
Serce nie sługa, miłość nie wybiera.
- Mam nadzieję, że dobrze to sobie przemyślisz, Felix. Nie ufam mu, nic dobrego z tego nie widzę. Ale jeśli się uprzesz... - Podniosła się na łokcie, chcąc spojrzeć przyjacielowi w twarz strapionym, choć siliła się na wsparcie, wzrokiem. - Wtedy będę wspierać. Tylko wiedz, że w razie co nie gwarantuję, że w przypadku mojej wersji nie wydrapię mu dziko oczu.
Oczywiście zdanie o oknie zignorowała, bo jej było wręcz chłodno. Jeśli faktycznie było mu gorąco, mógł pobrać chłód od niej. Komuś innemu by z czystego taktu otworzyła, ale to przecież był Felix więc... Nie ruszyła się z miejsca.
- Jeśli tylko poczujesz się źle w jego towarzystwie to krzycz, ja wygonię i przegonię - rzuciła, chcąc rozładować odrobinę atmosferę.
Oczywiście, że się martwiła. Ale Felix był osobnym bytem, nie miała prawa podejmować za niego decyzji i chować go pod kloszem jak nadopiekuńcza matka. Chciała jednak dać mu do zrozumienia, choć pewnie to wiedział, że ma jej pełne wsparcie, nieważne co postanowi. Mogła sobie nie lubić Abbeya. Jeśli był dla jej przyjaciela dobry, a ten faktycznie coś do niego czuł, niczego więcej chcieć nie mogła.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   23.07.16 3:12

Czy dobrze to sobie przemyślał? Nie. Spędzał całe dnie na myśleniu o tym, co się działo, ale nie był ani o krok bliżej ustalenia jakiegoś sensownego rozwiązania, którego mógłby być pewny. Żadna opcja nie wydawała się być prawidłowa i każda wręcz obiecywała, że ktoś zostanie skrzywdzony. Jak w takim wypadku poukładać elementy tej układanki? Może ona mogłaby mu pomóc. Może Rosie, jego najbliższa przyjaciółka, byłaby w stanie wyciągnąć z tego wszystkiego coś, co jemu umykało. Tylko w tym celu musiałby opowiedzieć jej więcej, a nie wiedział, czy chce. Nie tylko dlatego, że nie przywykł do opowiadania, ale i dlatego, że uważał, że to wszystko było tylko ich. Zbyt intymne, żeby wciągać w to jeszcze kogoś. Może jednak udałoby mu się wyłuskać najważniejsze. Jakoś.
- Wiem, że go nie lubisz, ale... Może po prostu go nie znasz. - To był najgłupszy i najbardziej oklepany tekst, jaki mógł paść. Wypowiadany zawsze, zanim ktoś się władował w coś bardzo głupiego. "Oczywiście, że go nie znasz, może kręcisz się wokół niego od lat, ale ja spędziłem z nim dwa dni i wiem o nim wszystko." Bezmyślne, absurdalne i zwyczajnie głupie. Ale wybicie z głowy czegoś takiego wydawało się być w tej chwili nierealne.
- Pomóż mi. Pomóż mi to jakoś rozszyfrować - mruknął w akcie desperacji, odchylając głowę do tyłu i ukrywając twarz w dłoniach. Przymknął oczy, choć sufit wydawał się być taki satysfakcjonujący. Potrzebował zacząć mówić, bo jeśli nie zacznie teraz, to nie uda mu się to wcale. - Było tak bardzo normalnie, wiesz? Rozmawialiśmy, nie wiem, o niczym, o herbacie. Pocałowałem go, ja, nie on mnie, ja jego, w knajpie, Merlinie, przy ludziach, ja. A potem poszliśmy i znowu się całowaliśmy, i on... A potem poszedł. Zostawił mnie tam. Wyjaśnił potem, że chciał... Ze mną, no wiesz... Ale że nie może mi nic obiecać, a nie chce mnie skrzywdzić. Dużo pisał, że nie chce mnie skrzywdzić. Boi się, że będzie mu zależało. A potem napisał, że potrzebuje ode mnie przerwy i że nie może sobie pozwolić, żeby się we mnie zakochać. I ja nie wiem, co teraz. Co dalej. Rosie, naprawdę potrzebuję zrozumieć.
Jego sfrustrowany głos rozchodził się po sali i mieli szczęście, że nikogo poza nimi tam nie było, bo pewnie błyskawicznie cała szkoła by wiedziała. A to przecież i tak nie było wszystko. Nie wspomniał o tych dziesiątkach listów, jakie wymieniali ani o tym uczuciu, kiedy poczuł jego palce pod swoją koszulą i był w stanie zgodzić się na wszystko. Ani o wszystkim innym. I teraz o tym myślał, o każdej tej chwili, kiedy, tak na dobrą sprawę, zapominał, kim jest, bo chciał chłonąć moment wszystkimi zmysłami, moment, który miał trwać wiecznie. I może dzieliło ich bardzo dużo, może na porozumienie dusz tu nawet nie było szansy, ale fizycznie ciągnęło go tak mocno, że sobie z tym nie radził. Zwłaszcza, że za fizycznością musiały iść uczucia, bo on bez tego nie był w stanie. Może rzeczywiście to świadczyło, że musi jeszcze dorosnąć, że jest jeszcze niedojrzały. Może kiedyś zrozumie, że można po prostu dobrze się bawić. A może nie i zawsze będzie chciał angażować się w stu procentach. Teraz chciał. I chciał tyle samo dostać. I nie wiedział, co będzie, jeśli to okaże się niewykonalne.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   28.07.16 0:14

Rose wstrzymała się od komentarza, odwracając wzrok. "Wiem, że go nie lubisz". W sumie, nienawidziła go za sabotowanie jej egzaminu. Nie była tylko pewna czy mówić o tym Felixowi. Widać, że mu zależało, nie chciała go ranić. Nie tyle nie znała Abbeya ile nie znała go z dobrej strony. Starała się myśleć inaczej niż faktycznie myśli. Może za tyn durnym obliczem i orzechem zamiast mózgu jest coś więcej? Co, jeśli się myli? W końcu Logan wydał jej się w pierwszej chwili nie wart spojrzenia nawet. A ostatecznie... Patrzy na niego aż za często. Czy był sens przedwcześnie zrazić Felixa?
Z drugiej strony, możliwe, że wcale się nie myli! Że faktycznie jest tylko pustym, wykorzystującym innych, bezmyślnym, zakłamanym, głupim... ROSE. Skup się. Mogła się mylić, ale bała się bardzo, że tak nie jest. Co robić? Jak to zrobić? Co jest właściwe? Czym jest życie?
- Pocałowałeś? - zapytała głupio, zaskoczona. Felix? Ten nieśmiały człowiek? Szok i niedowierzanie. - Um..
Boże, uczucia, intymność, niezręcznie. Rose speszyła się bardzo, nic nie powiedziała jednak póki nie skończył. Wtedy przemyślała dokładnie całą wypowiedź, marszcząc brwi. A więc... NIE MYLIŁA SIĘ. Chyba? Oh, na miłość boską...
- Skoro tak, chyba nie brzmi na osobę, która chce się angażować? Albo która nie potrafi. Nie chce i nie potrafi? - Rose, ranisz, upomniała się w myślach. - Znaczy się... Eee... - Błyskotliwe ponad miarę. - Ja nie wiem. Staram się być obiektywa. Brzmi na jakieś bagno, ale nie chcę zabłysnąć złą radą.
Rose była dobrą przyjaciółką pod kątem wierności, lojalności, dotrzymania obietnicy czy dochowania tajemnicy. Ale jeśli chodzi o pocieszenie? Była do kitu. Wybitnie. A dobra rada? Tu jeszcze gorzej, była mistrzynią w podejmowaniu najgorszej z możliwych decyzji. I jak tu coś zaradzić?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   29.07.16 22:35

Odpowiedzi Rose wcale mu nie pomagały. Nie to, żeby jakoś mocniej gmatwały, o to chyba byłoby ciężko, ale wcale nie prostowały. Jasne, wchodził w bagno, miał zresztą tego świadomość, ale tak na dobrą sprawę - czy w jakimś przypadku do tej pory było inaczej? Wtedy, ze Ślizgonem, też władował się w coś głupiego i właściwie wiedział o tym od początku, a potem skończyło się tragicznie. Ale już z Serpensem było bezpiecznie i odpowiedzialnie, a czy skończyło się lepiej? Nie śmiercią, jasne, ale efekt był podobny - został sam z pękniętym sercem. Więc to chyba nie robiło różnicy. A może teraz, bez zbytniego angażowania się, uda się pewnych rzeczy uniknąć. O ile on w ogóle potrafi się nie angażować. Chyba do tej pory szło mu średnio.
- To chyba dobrze, że nie chce mnie skrzywdzić. Nie jest egoistą, a to dobra cecha, prawda? - przygryzł wargę, zastanawiając się, czy to wystarczy. Nie był egoistą ten jeden moment, to fakt. To jeszcze nie robiło z niego dobrego człowieka, któremu można było bezgranicznie zaufać, ale było dobrym początkiem. A w połączeniu z tą fizycznością, którą dostał do tej pory, wiedział, że da się w to bagno wciągnąć po uszy.
- Wychodzę jutro, wiesz? Pomfrey wypuści mnie prosto na ucztę. I... Bo nie widzieliśmy się od tej randki. Więc zobaczymy się jutro. Nie wiem, czego się spodziewać. Chyba się trochę denerwuję. - Mówił szybko i cicho. Nie miał specjalnej ochoty wyrzucać z siebie zbyt wiele, ale jak już zaczął to poszło - tyle że powoli miał dosyć i trzeba było się pospieszyć. Powiedzieć jak najwięcej, żeby potem móc zamilknąć. Zaczynał też robić się senny, więc tym bardziej. Myślenie o tym wszystkim było męczące, a ostatnio spał bardzo dużo, więc chyba niedługo nadejdzie czas na koniec tego spotkania. Na razie trzeba było jednak jeszcze z niego korzystać.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   30.07.16 19:41

Rose spuściła wzrok. Nie wiedziała co powiedzieć. Mogła być bezwzględna, mogła po prostu zacząć namawiać go żeby dał sobie spokój, zaryzykować jego szczęście, bo nie wykluczone, że byłby z Abbeyem szczęśliwy… Mogłaby opowiedzieć mu jak podle się Abbey w stosunku do niej zachował, nagadać na niego i zrazić Felixa do blondyna tak, że by go omijał szerokim łukiem. A tak przynajmniej jej się wydawało. Mogła spróbować już teraz wszystko zakończyć.
A jednak byłby to czysty egoizm i nie mogła udawać, że jest inaczej. Bo to ona nienawidziła Abbeya, ona miała mu za złe kilka rzeczy, ona miała o nim okropne mniemanie. Nie Felix. To były jej własne uprzedzenia, ona musiała sobie z nimi radzić, a nie innym mącić w głowie dla swojej wygody. Nie była tego typu człowiekiem. Dlatego nic nie powiedziała złego. W ogóle nic nie powiedziała. Opadła tylko głową z powrotem na klatkę piersiową Felixa, wbijając wzrok gdzieś w dal przed siebie. Martwiła się jeszcze bardziej niż zanim tu przyszła.
- O, to dobrze – odpowiedziała spokojnie na w końcu dobre wieści o wyjściu. Zaraz po nich jednak niestety przyszły te same kiepskie wieści. – Oh… Grunt żeby nie nadinterpretować, kochanie.W żadną stronę, dodała w myśli ponuro. – Zachowuj się jak zawsze, nie pokazuj mu nadmiernie, że tak bardzo Ci zależy, bo może się przestraszyć. Tak przynajmniej myślę, że mogłaby powiedzieć Hattie. Podobnie radziła kiedyś Pearl w podbojach miłosnych.
Rose była często towarzyszką Hattie nie tylko w plenerze, ale też w spotkaniach z jej przyjaciółmi. Słyszała nieraz zatem wiele historii od nich i wiele wyżaleń, bo Rose w większości ufali. Najpewniej wiedzieli, że nie ma znajomych, a Hattie jest jej bóstwem. Próbowała też nieraz doradzić, ale była w tym wyjątkowo beznadziejna więc pozwalała siostrze wziąć sprawy w swoje ręce. Przy okazji uczyła się podstawowych zasad i porad, które rzekomo w większości były bardzo skuteczne.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Trzecie piętro-
Skocz do: