Share | 
 
Oddział Trudnych Przypadków
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Oddział Trudnych Przypadków   08.07.16 15:50

First topic message reminder :

Oddział Trudnych Przypadków
Tu z pewnością nikt nie chciałby się znaleźć. Ci, którzy tu leżą, raczej spotkali się z dosyć tragicznymi wypadkami, a sam widok może być z lekka drastyczny. Mimo, że to jedynie oddalony od głównego skrzydła kąt oddzielony szerokimi, grubymi zasłonami zostawiającymi tylko nieosłonięte przejście na środku korytarza, wciąż jest to strefa o swoistej aurze grozy. Jęki bólu czy krzyki zza kotary nie raz na śmierć przestraszyły nie jednego ucznia. Lepiej więc uważać na siebie, bo odwiedziny w tym miejscu na pewno przyjemne nie będą.
Na szczęście zawsze jest tam przemiła pielęgniarka choć trochę umilająca poszkodowanym biedakom pobyt w tym okropnym miejscu.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   04.08.16 10:51

Nie nadinterpretować. Tak, to brzmiało dobrze. Mogło być trudne do wykonania, oczywiście, ale było rozsądne. A on teraz chyba potrzebował rozsądku. Przy Abbeyu miał go zdecydowanie za mało. Przygryzł wargę, zastanawiając się, czy to w ogóle możliwe - nie pokazywać, że mu zależy. Nie przywykł do ukrywania zaangażowania. Był aż nadto emocjonalny, ale jak pokazywała historia, niekoniecznie wychodził na tym dobrze, więc może istotnie czas nauczyć się inaczej.
Westchnął ciężko.
- Nie umiem w normalne związki - stwierdził gorzko. Coś w tym było, bo przecież wszystkie relacje z facetami, w jakie wchodził, kończyły się paskudnie. Miał wrażenie, że z Abbeyem wcale nie będzie lepiej. Może on umiał tylko toksycznie. Ale jeśli tak, to zapowiadało się cudowne życie, nie ma co.
- Rosie, słoneczko... Przepraszam, ale jestem koszmarnie zmęczony. Zdrzemnę się, dobrze? - cmoknął się w czubek głowy, a potem obserwował, jak wstawała. Nie chciał, żeby szła, ale naprawdę potrzebował iść spać. Mieszanka eliksirów, jaką dostawał od Pomfrey, nie pozwalała mu na utrzymanie przytomności przez cały dzień, ale pielęgniarka tłumaczyła, że to niezbędne dla szybszego leczenia. Nie kłócił się, w końcu wiedziała, co robi. Tyle że przyjmowanie gości było z tego tytułu problematyczne - nie żeby miał ich aż tylu, prawda.
Rosie nie zdążyła nawet wyjść z oddziału, a on już spał - snem kamiennym, bo wspomaganym lekami, więc nawet nie musiała się przejmować, że go obudzi ewentualnymi hałasami.

zt


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   05.10.16 18:33

Przez chwilę miał wrażenie, że powinien położyć się na drugim łóżku i samemu poddać się jakiemuś leczeniu psychiatrycznemu. Nie życzył źle ani Jessowi i z całą pewnością nie miał zamiaru zrzucać go ze schodów. Wkurzył go, to prawda. I to nawet bardzo. Tak bardzo, że przez chwilę zastanawiał się czy nie pozwolić mu tam zdechnąć.
Do skrzydła szpitalnego przyszedł pod pretekstem tego, że bardzo się martwi i nie wierzy, że wszystko jest w porządku. Chciał dopilnować, żeby Bennett po przebudzeniu nie powiedział czegoś głupiego - na przykład, że Tyberiusz zrzucił go ze schodów.
Jednak im dłużej wpatrywał się w niewinnie śpiącego Puchona, tym częściej przypominał sobie o swojej nietypowej reakcji w trakcie ich sprzeczki i tym bardziej czuł się z tym nieswojo. Niestety coraz częściej zauważał, że Bennett nie jest wcale taki brzydki i jest też trochę wyższy i trochę przystojniejszy...
Jego myśli zagalopowały jeszcze dalej i w takim kierunku, że gdyby nieprzytomny chłopak wiedział co dzieje się w głowie Ślizgona to by się obudził. I chyba coś w tym było, bo w momencie w którym Tyberiusz sam stwierdził, że chyba go coś poniosło, Jesse się obudził.
- Witaj, Śpiąca Królewno.
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   05.10.16 19:49

Jesse niewiele mógł powiedzieć jeśli chodzi o uczucia. W końcu był nieprzytomny, otaczała go ciemność. Czuł się jakby spał sekundę, a jednocześnie jakby obudził się po tygodniu. Wszystko go bolało, najpewniej siniaki miał rozrzucone po całym ciele. Jeszcze nie potrafił powiedzieć jakie obrażenia poza tymi go dopadły, ale kiedy zaczął się przebudzać, pierwsze co poczuł to podły ból w prawej nodze i ręce. Pewnie na tą stronę upadł.
Dalej poczuł ból głowy, paskudny, pulsujący. Skrzywił się, marszcząc brwi i poruszył prawą ręką, chcąc ją unieść do czoła. Syknął, czując teraz już jak boli go... Wszystko. Nic dziwnego, runął całym sobą na schody, a potem bezwładnie się z nich sturlał. Miał szczęście, że nie złamał kręgosłupa, tak na dobrą sprawę. Mógł już nie żyć.
Śpiąca Królewno? Ten głos...
Powoli docierało do Jessego wszystko, co się działo. Co się stało. To, jak się kłócił z tym Ślizgonem. To, jak go potem popchnął. Jak poleciał na schody i jak teraz słyszy ten sam głos obok, nienaturalnie w tym momencie spokojny. Otworzył gwałtownie oczy, co przypłacił kolejną falą bólu. ściskając skronie przegubami dłoni, popatrzył na swojego oprawcę z mieszaniną bólu i strachu. I niepewności. Był też wściekły, ale teraz bał się to okazać. Wiedział już do czego ten typ był zdolny.
- Chciałeś mnie zabić. - wydusił, po czym rozejrzał się za pielęgniarką, podrywając się gwałtownie do pozycji siedzącej. Halo? Może ktoś ocali mu jeszcze życie? - Jest tu ktoś?
Zawołał za pielęgniarką oczywiście, ale podniesiony głos zadziałał jak uderzenie młotem na jego biedną głowę, nie wspominając o fakcie, że sam ruch był dla niego torturą.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   05.10.16 20:17

Chłopak wyglądał na wyjątkowo cierpiącego, widać było, że wszystko go bolało. W pewnym sensie było to urocze, Tyberiusz pewnie uśmiechnąłby się słodko i niewinnie, gdyby potrafił. A później zauważył coś, czego nigdy nie chciałby zobaczyć w oczach jakiegokolwiek Puchona. Strach. Taki sam jaki najprawdopodobniej miał w oczach Chris zanim zginął. Z tym, że brat Ślizgona bał się śmierciożerców, a Jess... Jess bał się Tyberiusza.
Nie był to powód do dumy, Bruyere niemalże spuścił wzrok, okazując skruchę. Przez chwilę faktycznie miał ochotę to zrobić. Ale nie mógł mu pokazać, że można go skrzywdzić, nie popełni tego samego błędu co z Mabh. Zamiast tego uniósł arogancko głowę, jak zawsze w sytuacjach w których czuł się niepewnie. Może i tym razem oczy zdradzały jego prawdziwe uczucia? Oby nie.
- Nie bądź śmieszny, Bennett, sam zleciałeś z tych schodów.
Bardzo powoli obszedł jego łóżko i przysiadł się na brzegu, tuż przy biodrze i prawej ręce, pokrytej siniakami. W czasie tej czynności nie spuścił z niego wzroku nawet na momencik. Dopiero teraz zauważył, że chłopak ma piękne, ciemnobrązowe oczy i chciał się nacieszyć tym widokiem.
- Pani Pomfrey poszła po jakieś zielsko, więc przez chwilę będziemy sami.
Próbował się do niego uśmiechnąć. Na prawdę próbował! Ale co mógł poradzić na to, że zwyczajnie nie umiał i za każdym razem wychodziło mu to jakoś krzywo, jakby jadł cytrynę? W dodatku szybko zaczynały boleć go mięśnie wokół ust.
- Więc... korzystając z okazji...
Pochylił się delikatnie w jego stronę, uważając, żeby nie zrobić mu większej krzywdy. Chciał mieć na niego lepszy widok i wyjść na pewniejszego siebie niż rzeczywiście jest w tej materii. A prawda jest taka, że nie robił tego nigdy wcześniej, nie tak na poważnie.
- Umówisz się ze mną?
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   05.10.16 20:55

Jesse popatrzył na Tyberiusza jak na idiotę. Sam spadł. Jasne. Sam siebie zrzucił ze schodów, ot takie nowe hobby, każdy swoje w końcu ma. Kto by nie lubił czasem się poobijać o kamienne stopnie? Przecież to taka zabawa! A potem jakie nieziemskie uczucie jakby przejechał po nim walec! Worth it.
Miał nawet coś ironicznego odpowiedzieć, ale bał się, że Ślizgon zrobi coś równie niespodziewanego i chłopak nie dożyje jutra. Kiedy wstał, Jesse poruszył się niespokojnie, zerkając jeszcze w głąb sali za pielęgniarką czy kimkolwiek. Przerażało go, że ten typ nawet na chwilę nie odwrócił wzroku, jak drapieżnik obserwujący swoją ofiarę. Zupełnie jakby czekał na chwilę nieuwagi i zaraz miał się na niego rzucić. Przysiadł akurat po tej poszkodowanej stronie, oczywiście. Łatwiej człowieka wykończyć.
Odsunął się nieco od niego, z obawą obserwując każdy jego ruch, a prawą rękę i nogę dodatkowo starał się trzymać możliwie jak najdalej. Jakby go uderzono, chyba by nie przeżył bólu. Już teraz czuł się jak chodzące cierpienie.
Chwilę będziemy sami. I ten grymas, jakby skrzywienie się. Yep, To koniec. Nie zabił go na schodach to zrobi to tutaj. Teraz już Jesse był przerażony, tak jak miał sine ślady na prawym boku twarzy, tam gdzie się uderzył, tak mimo to z reszty twarzy wyraźnie odpłynęła krew z twarzy. W miarę dyskretnie rozejrzał się za jakimś elementem obrony, czymkolwiek. Metalowa miska obok łóżka jakoś nie wyglądała na dobrą broń, poza tym była za daleko. Cholera.
Tyberiusz mówił dalej, a Jesse czekał cały w gotowości aż chłopak się na niego rzuci, dźgnie, udusi czy cholera wie co dla niego zaplanował. Dlaczego, do cholery, nie ma pielęgniarek?! Chyba że ją też skasował... Wtedy jednak Ślizgon dokończył zdanie. Jesse wbił w niego spojrzenie zawierające milion sprzecznych emocji. Spodziewał się wszystkiego, ale... TEGO?! No nie.
- Słucham? - Wydusił dziwnie słabym głosem, po czym odchrząknął. Normalnie od razu by się rzucił z głośnym, wkurwionym "NIE", ale... Już raz dziś walczył o życie. Dziś? Wczoraj? Ile spał? - Żebyś mnie dobił czy ktoś inny zrobiłby to za ciebie?
Prowokacja. Świetnie, może od razu położy się na stole i da pokroić, czemu nie. Mimo to Jesse wyraźnie pilnował się żeby nie zabrzmieć zbyt... Agresywnie. Nie chciał umierać.
- W ogóle KIM Ty jesteś? Jak się nazywasz? - W końcu dobre pytanie. Nadal nie miał pojęcia kto to, a jak już ma zginąć, to mógłby chociaż wiedzieć kto tego dokona.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   05.10.16 21:38

Nie spodziewał się, że od razu rzucą się sobie w ramiona, co to, to nie. Ale Bennet mógł wyrazić to jakoś inaczej, prawda? Tak, to tylko niepotrzebnie zabolało i niezadowolony Tyberiusz przestał pochylać się nad Puchonem. Nawet nerwowo przygryzł wargę, chociaż raczej nie był świadomy tego gestu. Jak mógł przekonać tego upartego osła, że nie życzy mu źle i na prawdę chce się z nim umówić? Wpadł mu do głowy pewien pomysł i za pewne będzie musiał trochę nagiąć prawdę... trochę bardzo nagiąć... trochę skłamać... ale chyba warto, prawda?
- Wiesz... właściwie to pomyślałem, że skoro już się całowaliśmy... znaczy, usta-usta, tak?
Na samą myśl o całowaniu się z facetem znowu zrobił się czerwoniutki jak dojrzały buraczek.
- To no... moglibyśmy... pójść razem na ra... randkę...
Nie, nie, nie, to miało być zupełnie inaczej. Miał być pewny siebie, nonszalancki, zaborczy i zajebiście intrygujący! A co z tego wyszło? Wystraszone dziewczę dziewicze przed pierwszą schadzką. Ugh, jaki wstyd. Miał nadzieję, że nikt więcej tego nie widział. I że on się w końcu przekona i zgodzi.
Oko mu błysnęło, gdy Bennett zapytał go o nazwisko. To chyba znaczy, że jest zainteresowany, prawda?
- Tyberiusz Olivier Bruyere z piątego roku. Nie pytaj czemu Tyberiusz, bo ja już raz się zapytałem i żałuję.
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   05.10.16 22:55

Dzień zapowiadał się dość dziwacznie już od samego początku, wszystko nie szło po jego myśli, książki spadały na głowę, napoje się rozlewały, a rzeczy wypadały z rąk. W momencie, w którym dla świętego spokoju chciał się udać do dormitorium… dowiedział się o kolejnej okropnej reczy.
Jesse był w skrzydle szpitalnym.
Jesse. Był. W. Skrzydle. Szpitalnym.
Ludzie nie musieli czekać długo na jego reakcje, bo niemalże od razu wystrzelił jak proca w kierunku trzeciego piętra. O mało się po drodze nie wyłożył na schodach i nie przewrócił jakiejś puchonki z książkami, ale chyba nawet nie zwracał na to uwagi. Nie miał na to czasu, jego przyjaciel leżał na oddziale trudnych przypadków, jak on mógł do tego dopuścić? Jak mógł pozwolić, że stała mu się jakaś krzywda? Z tą fobią? Był na siebie zły, tak zły, że nawet nie zgarniał włosów z twarzy kiedy te wlatywały mu do ust. Nawet się nie zatrzymał kiedy dotarł na trzecie piętro  Od razu wbiegł do środka, rozchylając wielgachne drzwi i wołając na całą salę
- JESSE! - A w dupie miał, że ktoś tu jeszcze był. To jego Jesse, nikogo innego. Przeleciał przez połowę sali, ominął tajemniczego jegomościa i rzucił się na Jessego, by go przytulić.
- O Merlinie jesteś cały… o matko… - mały i przerażony Gabiś.




Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   06.10.16 8:05

Cóż, dobrym sposobem na pokazanie, że ktoś lubi drugą osobę i chce dla niej jak najlepiej jest nie sprawianie, że ląduje w szpitalu. Tym bardziej jeśli tym kimś jest Jesse posiadający prawdziwą paranoję na punkcie obcych ludzi, bo "na pewno tylko czekają żeby go zaatakować". W końcu tego ataku sprzed lat też się nie spodziewał, zwłaszcza z inicjatywy swojej dziewczyny.
Ślizgon wyglądał na zdenerwowanego, a Jesse nie wiedział jak się do tego odnieść. To ON powinien być tu zestresowany, zresztą był, i to bardzo, nie oprawca. Czy on upadł na głowę? Jesse w tym zastanowieniu nie zwrócił uwagi, że nerwowo miętoli w zdrowszej dłoni pościel. Przestał dopiero jak Tuberiusz się odezwał, nagle zieleniejąc.
- ... Co, proszę? - Nie był pewien co bardziej go szokuje i przeraża: to, że konieczna była reanimacja i prawie faktycznie umarł, czy to, że to ten typ się za to zabrał. - Na r a n d k ę?! - Jego głos zabrzmiał dziwnie histerycznie w tym momencie.
Jego spojrzenie ze zmieszanego zatrzymało się przy przerażeniu. Teraz był przekonany, że ten człowiek był niespełna rozumu. Było to dla niego oczywiste. Chciał stąd uciec, najlepiej gdzieś na drugi koniec zamku. Podczas gdy chłopak się przedstawił, Jesse już zaczął się wiercić, odgarnął kołdrę i spuścił nogi z łóżka, chcąc zejść. Ignorował to, że ból głowy niemalże odbierał mu zdolność normalnego myślenia (a może właśnie dlatego w takim stanie miał zamiar spieprzać ze szpitala), a ciało, w szczególności prawa strona, płonęło żywym ogniem. Jezu, czuł się jakby oprócz upadku ze schodów ktoś go jeszcze skopał.
Już miał coś odpowiedzieć Tyberiuszowi kiedy przestrzeń szpitalną rozdarł znajomy wrzask. Jesse drgnął spłoszony, po czym nasłuchiwał szybkich kroków zbliżających się coraz bliżej. Spojrzał na Tyberiusza, potem na Gabriela, który już wypadł zza rogu i wpadł w rozpacz. Bał się teraz jeszcze o Gabriela, by i jego Ślizgon nie zaatakował. Jednak szybko dosyć przyjaciel jego myśli na chwilę od tego odwiódł, bo rzucił się mu w ramiona, na co Jesse na wpół jęknął i na wpół cicho krzyknął, krzywiąc się boleśnie.
- Gabriel, nie ściskaj. Proszę. - Wymamrotał przez zaciśnięte zęby. - Tak, w miarę cały. Ale bardzo obolały więc jakbyś mógł mnie nie miętolić.
Przyjaciel dał mu nieco przestrzeni, a Jesse z cierpieniem uznał, że teraz to już nie wchodzi w grę żeby tak po prostu wyjść ze szpitala. A chciał wyjść natychmiast, nie było mowy żeby spędził tu choćby jednej nocy, a zakładał, że będą go chcieli przetrzymać nawet kilka. Jezu, ten ból odbierał mu zmysły, a jeszcze zaczęło mu się kręcić w głowie. Ciut ogłupiały rozejrzał się za pielęgniarką, a gdy tej nie było, zatrzymał wzrok na Tyberiuszu.
- Ale to tylko siniaki więc pewnie jeszcze dziś mnie wypuszczą.
To powiedziawszy znowu spróbował stanąć na nogi, nie sądził bowiem żeby zawroty głowy miały ustać w najbliższym czasie. Każdy ruch był wyzwaniem, ale jeszcze większym było pozostanie tutaj na pastwę... Wszystkich. Nie spodziewał się, że gdyby stanął na swoją prawą nogę, pierwotnie złamaną, wtedy dopiero by zobaczył czym jest ból. I dobrze, że nie planował póki co puszczać łóżka, głupio byłoby obić się znowu, tym razem o szpitalną posadzkę.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   06.10.16 21:50

Westchnął w akcie wyrażającym jego głęboką irytacje. Jesse był wkurwiający, uroczy i znowu wkurwiający. Czemu nic do niego nie dociera do tego bałwana? I czy on jest jakiś niekumaty? Randka. Tak, dokładnie, randka. Udaje głupiego, czy może nie usłyszał za pierwszym razem?
- R-A-N-D-K-A, kretynie. Randka.
Już był nawet na tyle zdesperowany, że był gotowy przeprosić za ten wypadek. Nie był jednak pewien czy Puchon doceniłby nawet taki gest. Pewnie uznałby, że to nieszczere i schowałby się pod kołdrę. A jednak nie! Zaczął wychodzić! Tyberiusz na serio ucieszył się na ten widok. To chyba znaczy, że wszystko jest dobrze, a Bennett nie boi się go już tak bardzo.
- Może Hogs...
Jego wypowiedź przerwały piski, wrzaski i okrzyki wywołane przez małego blondaska, który wybił do skrzydła szpitalnego, hałasując jeleń na rykowisku. Chciał na niego wrzasnąć, żeby się zamknął w zastępstwie za nieobecną pielęgniarkę. Początkowo zrezygnował z tego pomysłu, żeby nie robić przykrości Jessowi, ale nie wytrzymał i na niego warknął, gdy ten tak ochoczo zesłał falę bólu i cierpienia na swojego przyjaciela.
- Idioto, nie widzisz w jaki jest poobijany? Ślepy jesteś?
Nie wątpił, że gdyby Gabriel przestał się skupiać na tym jak to ON się boi o Jessa i jak to ON się cieszy, że widzi go żywego, mógłby dostrzec te wszystkie siniaki i stwierdzić, że przytulanie się to nie jest tak dobry pomysł. Jednak Puchon sam sobie wybierał przyjaciół i Tyberiusz nie miał prawa mu tego zabraniać. Jeśli pasuje im taki stan rzeczy...
Powiedział już co miał do powiedzenia, nie chciał im przeszkadzać. Pielęgniarka i tak z resztą niedługo wróci i wygoni ich obu. Obszedł łóżko, stając tym razem z jego prawej strony i podniósł z ziemi swoją torbę z książkami. Po krótkiej chwili wahania i wpatrywania się w plecy Puchona, oparł się o łóżko rękami, niemalże na nim siadając. Cały czerwony na twarzy, pochylił się nad Jessem raz jeszcze i musnął wargami jego policzek. To był pożegnalny całus, jeśli można było to tak nazwać.
- Wyślij mi sowę, kiedy będzie ci pasować.
Nie obejrzał się za siebie, kiedy odchodził w stronę drzwi. Jakby któryś z chłopaków zobaczył go tak czerwonego. Nie, tak nie może być. Ledwo powstrzymywał się od dotknięcia swoich ust, wciąż czuł na nich dziwne, przyjemne mrowienie.
Chyba wygrał, prawda?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   07.10.16 14:13

Odsunął się od przyjaciela niemalże od razu. Niesamowicie się cieszył, że widział go całego, przytomnego, żywego, jedynie poobijanego. Nie chciał jednak robić mu krzywdy, więc kiedy usłyszał cichy jęk, jedynie odgarnął mu włosy z twarzy niczym troskliwa mama.
- Przepraszam... tak się cieszę, że nic ci nie jest... słyszałem, że spadłeś ze schodów, ale wiedziałem, że nic dużego nie mogło ci się stać. W końcu nie raz prawie spadłeś u nas z dachu, no i jesteś silny, no i... jeny co ja bym zrobił.. - szepnął smutno. Chciał porozmawiać z Jessem na temat Felixa, ale ten wypadek automatycznie przeniósł na pierwsze miejsce ich przyjaźń. Znali się od małego, widzieli codziennie, chodzili patrzeć na gwiazdy, pomagali swoim rodzinom, razem psocili i wychodzili ze wszystkich opresji. Utrata tego wszystkiego liczyła się z jakąś taką... pustką.
Odgarnął za uszy wszystkie zaginione blond kosmyki, które przeszkadzały mu w widzeniu i dopiero wtedy dostrzegł chłopaka siedzącego tuż po drugiej stronie łóżka. O ile go wzrok nie mylił, to był... Ślizgon? Tak, to był Ślizgon i ten fakt dotarł do niego dobitnie, kiedy owy chłopak się do niego odezwał. W przeciągu jednej sekundy troskliwy i słodki Gabryś zniknął nagle gdzieś tam we mgle, ustępując miejsca prawdziwej złości. Zmrużył oczy, przebijając wzrokiem tego lichego pyskacza i niczym prawilny wychowanek ulicy, odszczeknął się.
- Słuchaj gówniarzu, lepiej uważaj z kim masz do czynienia i jeśli nie chcesz mieć większych kłopotów, to po prostu wyjdź. - Och, oczywiście mógł to powiedzieć o wiele ostrzej i Jesse zdawał sobie z tego sprawę, jednak Gabriel ugryzł się w język w odpowiednim momencie. Peter wiedział, że lis w wielu przypadkach potrafił działać nawet gwałtowniej niż on, mimo iż był niesamowicie kochanym skarbem. Kompletnie jednak zwaliło go to, co się stało później.
CAŁUS? W POLIK?
Foks otworzył szerzej oczy, jakoś tak nie mogąc uwierzyć, że jest świadkiem tak popapranej sytuacji. Złote oczy zabłyskotały krótko, kiedy odprowadzał nimi Ślizgona do szpitalnych drzwi. Dopiero kiedy irytujący jegomość opuścił pomieszczenie, oskarżycielski wzrok spoczął na Jessem.
- .... - wdech. - Chcesz mi powiedzieć, że na mnie krzyczysz, żebym nie spotykał się z Felixem, który o mnie dba i pragnie mojego szczęścia, a sam spotykasz się ze ŚLIZGONEM, który nazwał mnie idiotą?! CZY TY PRZYPADKIEM NIE JESTEŚ HETERO?! - wyrzucił dłonie w górę.
Chyba należały mu się wyjaśnienia.




Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   07.10.16 22:51

Randka? O nie nie, żadnych randek, nie miał zamiaru angażować się w randki, a JUŻ NA PEWNO nie z tą samą płcią. Nic nie miał do osób heteroseksualnych, związek i miłość jak każda inna, ale po pierwsze – był hetero z krwi i kości, po drugie – nie był zainteresowany jakimkolwiek zaangażowaniem uczuciowym, już dostał po kościach, wystarczyło raz żeby mu się odechciało.
- Nie. – rzucił krótko, nie wiedząc co mógłby niby powiedzieć innego.
Na szczęście (i nieszczęście, z racji, że jego Jesse chciał trzymać od Ślizgona jak najdalej) kiedy wstawał, co Tyberiusz mylnie odebrał jako chęć przebywania z nim, choć w rzeczywistości było to coś całkowicie przeciwnego, Gabriel przybył z odsieczą. I nagle zrobiło się dziwnie…
Jesse w tym wszystkim był zagubiony chyba najbardziej. Tyberiusz był na tyle chory, że po tym jak go zwyzywał i próbował zabić, nagle mu się spodobał. Gabriel był na tyle nieprzewidywalny, że podczas gdy w pierwszej chwili był tym codziennym, kochanym stworzeniem, w drugiej już mordował wzrokiem Ślizgona obok. Co Jesse chciał mu odradzić o tyle, że sam za to o mało nie stracił życia, toteż kiedy Gabriel rzucił się na Tyberiusza z ostrymi słowami, Jesse chwycił go za rękę w bezgłośnej prośbie.
Nawet chciał coś powiedzieć do obojga na temat zachowania się, ale wtedy Tyberiusz pocałował go w policzek i zarządził ewakuację. Jessego zatkało, oczywiście. Popatrzył za Ślizgonem z mieszaniną konsternacji i przerażenia. Ale że co? Spojrzał na Gabriela głupio.
- Nie bądź głupi, z nikim się nie spotykam. Poznałem go… - Zamilkł na chwilę, po czym skrzywił się. – Jaki mamy dzień? Nie wiem ile byłem nieprzytomny… Tak czy siak dopiero co. Tak, jestem hetero, nic mnie z nim nie łączy poza faktem, że oboje powinniśmy go omijać szerokim łukiem.
Wtedy z kolei przypomniało mu się dlaczego to wszystko się stało i o czym tak bardzo chciał z Gabrielem pogadać. Zbolałe spojrzenie zmieniło się w skruchę.
- Gab… Tak strasznie cię przepraszam za to na błoniach. Nie powinienem tak łatwo ufać słowom innym, powinienem ci zaufać. Schrzaniłem. Ja… Dostałem list. – Chyba najlepiej było powiedzieć prawdę... Odetchnął głęboko. – Nie mam go teraz, w pokoju mam. Dostałem list, w którym anonim ostrzegał mnie, że Felix jest niebezpieczny. I powiedział to, co powiedziałem tobie. Wiesz, że się boję ludzi, mam swoje powody, a wyglądało jakby historia miała się powtórzyć. Spanikowałem, nie myślałem racjonalnie. – Nie ma to jak dostać słowotoku. – Gdybym to zignorował i coś by ci się stało… Nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Ale zachowałem się mimo to jak ostatni palant, a nie jak przyjaciel. Przepraszam.
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   11.10.16 19:38

Początek opowieści Jessego nie brzmiał za dobrze, co w sumie można było rozpoznać po minie Gabriela. Siedział i wpatrywał się w przyjaciela jak w rasowego wariata (bo Jesse rasowym creepem już był i to dawno), w dodatku ten tekst o tym, że mają się trzymać od tego Ślizgona z daleka. Gdyby ten nie podpadł Gabrielowi już w pierwszych sekundach, to może miałby o nim inne zdanie, ale tym razem chyba się z nim zgadzał, a to raczej nie często się zdarzało - Gabriela ciągnęło do ludzi, Jesse ich unikał, jak ogień i woda. Foks pokręcił głową.
- Uh, co, Jesse, znowu brzmisz jakbyś się czegoś nałykał... - powiedział nieco może, hm, troskliwie? Ale i jasne, była w tym nutka poirytowania. Zaraz jednak usłyszał coś, czego się kompletnie nie spodziewał.
Jesse brzmiał... jakby w końcu przejrzał na oczy? Jakby w końcu wiedział co mówi, jakby wreszcie byli po jednej stronie tego całego, dziwnego konfliktu. Aczkolwiek nie tylko to go tak zdziwiło, lecz to, co mówił. List, jakiś dziwny list o Felixie. Ktoś miał do jego Gryfona wielki problem, ktoś chciał zniszczyć ich mały, szczęśliwy świat. Coś mu się tutaj bardzo nie zgadzało, ale miał wrażenie, że to wszystko stało sobie za jakąś szybką, bo on był totalnie pochłonięty tym, że jego kochany Jesse zrozumiał, że nie może być tak uprzedzony do wszystkich.
- Oj Jesse.. - westchnął króciutko i bez żadnego pozwolenia wyciągnął dłonie w stronę puchona, by go delikatnie przytulić, nie chciał znowu zrobić mu krzywdy. - Nie szkodzi, teraz będzie tylko lepiej. Ja też przepraszam, nie powinienem był się tak unosić. - Uśmiechnął się i popacał go lekko po plecach. Naprawdę nie miał ochoty się z nim kłócić, już nigdy więcej, nie dałby sobie rady bez niego. - Zastanawia mnie tylko kto to wysłał..




Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Oddział Trudnych Przypadków   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Trzecie piętro-
Skocz do: