Share | 
 
Wrzeszcząca chata
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Wrzeszcząca chata   28.09.15 11:16

Wrzeszcząca chata
Wrzeszcząca chata, uznawana za miejsce nawiedzone i niebezpieczne, tak naprawdę jest tylko zbitkiem desek. Stara, zniszczona, przestała robić takie wrażenie, jak kiedyś, choć jej legenda wciąż jest żywa. Nadaje się do miejsca tajnych spotkań, jej aura sprzyja nowym, mrocznym pomysłom, lecz nie zapominaj, że znajduje się poza terenem szkoły i choć możesz przejść do niej przez Wierzbę Bijącą, konsekwencje cię nie ominą.
Powrót do góry Go down
Robyn Lannister

avatar
Gracz


Skąd : Dublin, Irlandia
Liczba postów : 22
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   24.12.15 23:10

Robyn nigdy nie ufała plotkom i legendom. Bo chociaż o Wrzeszczącej chacie krążyły przerażające historie, to sama panna Lannister nigdy nie była świadkiem żadnego z opisywanych zdarzeń. Jednocześnie nie miała nawet pojęcia, skąd wzięły się przypuszczenia, że chatę zamieszkują duchy i inne stworki.
Robyn znalazła to miejsce stosunkowo niedawno, bo jakieś pół roku temu, ale ani na chwilę nie zaczęła bać się posklejanego z desek budynku. Ba! z czystym sumieniem powiedziałaby, że czuła się tam jak w domu. Robyn zawsze lubiła samotność. Wówczas miała czas na przemyślenie kilku ważnych spraw, na wspominanie i zamartwianie się o swoją przyszłość. W końcu teraz nie ma już nikogo, kto mógłby to robić za nią. Zazwyczaj to rodzice martwią się o swoje dzieci. Robyn straciła ich oboje i teraz sama musi o siebie dbać.
Dlaczego przyszła do wrzeszczącej chaty akurat tego dnia? Cóż... Powód był prosty - Secret Santa, czyli zajebista rzecz, w której Robyn cholernie chciała wziąć udział. Wiedziała, dla kogo musi robić prezent i... w zasadzie cholernie się cieszyła. To było dla niej jak challenge, który musiał się udać. Osoba, którą wylosowała Robyn, miała bardzo trudny charakter. Oczywiste więc było, że dla wyjątkowego czarodzieja trzeba znaleźć wyjątkowy prezent. Nic więc dziwnego, że Robyn wzięła się za robotę dosłownie na ostatnią chwilę. W dodatku miała tylko jedną szansę. Jeżeli rzucone przez nią zaklęcie nie zadziała, będzie miała zwyczajnie przesrane.
W chacie pojawiła się koło północy. Przez rozwalone ściany i ledwie trzymający się sufit wpadały do budynku promienie księżyca, dzięki którym Robyn nie potrzebowała żadnego dodatkowego oświetlenia. Weszła do środka i przytachała na środek szafy kilka desek, robiąc z nich prowizoryczny stolik. Pogrzebała chwilę w kieszeni i położyła na środku górnej deski złoty pierścionek. Oczko pierścienia żarzyło się ciemną zielenią, która przypominała Robyn osobę, do której pierścionek trafi.
Kolejną rzeczą była różdżka - Lannister wyjęła ją z kozaka i obróciła w ręce. Służyła jej tyle lat, a dziewczyna do tej pory potrafi zachwycać się jej delikatnością. Spojrzała na leżący przed nią pierścień, kilka razy wzięła głęboki oddech i powoli ruszyła nadgarstkiem. Dokładnie zakreśliła znak klucza wiolinowego w powietrzu, po czym trzy razy wskazała na pierścień, wymawiając znane tylko sobie zaklęcie: -Canciotto!
Oczko pierścienia rzuciło na całą chatę biały blask, by po chwili znowu zmienić swój kolor na zgniłą zieleń. Sam pierścionek lekko pociemniał, stając się bardziej czarny niż złoty. Robyn odetchnęła z ulgą. Schowała różdżkę do buta i wzięła w palce pierścień. Ujęła oczko i przekręciła je trzy razy w lewo. Po chwili do jej uszu dotarła piękna melodia kołysanki, którą w dzieciństwie śpiewała jej matka.

[zt]
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   06.03.16 16:56

środa, koło godziny 19:00

Każdy, kto znał Liv widział, że dziewczyna jest ostatnią osobą, która przejmowałaby się zasadami i szkolnym regulaminem. Ba, ona je notorycznie łamała, dlatego znajomi nawet się nie dziwili, gdy otrzymywała kolejny. Szokiem było, kiedy jakiś tydzień mijał bez punktów ujemnych czy kary. Ale zaraz… przecież coś podobnego jeszcze nie zdarzyło się w jej życiu, dlatego dziewczyna wpisała to na listę postanowień, których pewnie i tak nie spełni. Bo jak mogła, skoro właśnie po raz kolejny wymykała się ze szkoły jednym z ostatnich potajemnych wyjść, by udać się do Hogsmeade i uzupełnić braki w, powiedzmy sobie szczerze, nielegalnych artykułach. Tym razem jednak miała towarzystwo, które miało jej pomóc w przemycie trunków do szkoły, a kto mógł się do tego nadawać bardziej niż Darren. Bo chociaż jawnie nie okazywała mu typowo słodkiej przyjaźni, tak jakieś tam zaufanie do niego miała. W końcu nie zadawała się z byle kim i zapewne dlatego gardziła Slughornem.
- Tylko niczego nie spiernicz – szepnęła skradając się szkolnym korytarzem i zbliżając do Posągu Jednookiej Wiedźmy, w której garbie znajdowało się przejście, którym zresztą chwilę później szli. Pokładała pewne nadzieje w Krukonie licząc, że sprawdzi się podczas dzisiejszego wypadu i stanie się współtowarzyszem do łamania kolejnej porcji zasad. No i do picia, ale o takich korzyściach chłopak dowie się, kiedy misja zakończy się powodzeniem. Idąc korytarzem odgarniał co jakiś czas pajęczyny. No a później klapka. Taka w podłodze. Którą musieli przejść i tak zrobili, lądując w piwnicy Miodowego Królestwa. No to teraz trzeba było szybciutko stąd wyjść tak, aby nikt ich nie zauważył. Dobrze, że pomimo późnej pory nadal w sklepie znajdowali się klienci. Ten jeden, jedyny raz złapała chłopaka za rękę i pociągnęła za sobą nie chcąc oczywiście, aby zrobił coś głupiego. Kiedy wyszli za zewnątrz odsunęła się od niego i nakazała, by szedł za nią. Starała się iść pewnie, jakby nie przejmując się osobami, które mijali. No bo jakby się rozglądała na boki inni na pewno by zauważyli, że coś jest nie tak – Dzisiaj poznasz kogoś, kogo warto znać – odezwała się do niego po dłuższej chwili. Przeszli główną ulicą, a Liv pokierowała ich w stronę jednego z najfajniejszych miejsc w całej wiosce. Tak, Wrzeszcząca Chata zawsze ją ku sobie przyciągała, jakby skrywała koszmarne tajemnice – Mam nadzieję, że nie boisz się ciemności, pająków czy duchów – rzuciła w stronę przyjaciela i jako pierwsza weszła do rozwalającego się budynku. Miała nadzieję, że ta, która miała przyjść już jest na miejscu, albo chociaż nie każe na siebie długo czekać.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   07.03.16 13:18

Darrena bawiło udawanie szpiega, czy cokolwiek tam odwalała przed nim Liv. Całe to skradanie się, mówienie mu co ma robić i bycie bardzo serio na każdym kroku sprawiało, że chciało mu się śmiać. Chociaż nie dlatego, że był debilem i nie wiedział, że mogą przez to wpaść w kłopoty.
Sam nie łamał specjalnie regulaminu, nie potrzebna mu była dodatkowa adrenalina no i swoją ciekawość kierował w inną stronę, niż przykładowo „o, może czas sprawdzić co się dzieje po drugiej stronie zamku w środku nocy?”. Poza tym gdyby faktycznie chciał sprawdzić co i jak, mając odznakę kapitana drużyny nie bardzo mógł wpaść w kłopoty, przynajmniej nie ze strony prefektów. Toteż jego głównym motywem podążania za Liv – czego normalnie nie robił, pomimo ich wzajemnych stosunków, wolał puścić ją luzem i liczyć, że się nie zabije – było to, że lubił palić. Naturalnie się do tego nie przyznawał, podobnie jak do alkoholu, ale w swoim krótkim życiu przepalił i przepił wiele różnych rzeczy nie okazując zbytniego wahania, szczególnie w wakacje. To by było na tyle, jeśli chodzi o zdrowe życie sportowca.
Do tej pory nie zdawał sobie sprawy z istnienia tajemnego przejścia, które sprezentowała mu Liv, toteż przez większą część podróży był umiarkowanie zainteresowany. Natomiast już Hogsmeade podążał za Liv z niego pokrętnym uśmieszkiem. Dziewczę coś nie potrafiło zachować się naturalnie, ale co jej będzie wytykał. Może kiedyś się nauczy. On przykładowo nie był zbytnio zestresowany, poczynając od faktu, że w szkole nie było nawet prądu, poprzez fakt, że przeszukiwanie uczniów przy wejściu nie istniało od czasów wojny, do momentu, w którym – tego Cole był pewny – nauczycielom nie śniło się o uczniach popalających po kątach, a raczej jak za czasów Pottera, siedzących grzecznie i popijających kremowe piwo. Pewnie zdarzył się jeden czy drugi, który myślał realistycznie, ale Darren nie czuł się specjalnie zagrożony. Daleko mu było do niedostosowanego dzieciaka, mającego problemy z nauką i zwracającym na siebie uwagę agresją na korytarzach. Wręcz między takimi raczej się chronił.
- Umieram ze strachu – odburknął jej tylko. Dziwny gust miała ta jego Liv, ale po raz kolejny, nie jemu pisane było ją naprostować. Wybrała najbardziej podejrzane miejsce w całym Hogsmeade, ale to nic, w sumie w środku jeszcze nie był, więc traktował całą sytuację jako wycieczkę krajoznawczą.
Osobie, którą niby warto znać, nie pościęcił zbyt dużo uwagi. Przynajmniej nie do momentu, w którym się pojawiła.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   07.03.16 16:32

Uwielbiała zimne z tego względu że robiło się szybciej ciemno i nie musiała chować się pomiędzy murami. Sama nie wiedziała co ją napadło aby wchodzić w układy z małolatami, ale jakoś musiała zarabiać na mieszkanie, bo z tej całej pensji sprzątaczki to za dużo nie ma. Ale jeszcze trochę i stanie z barem, w końcu będzie mogła poszukać nowych "przyjaciół". Nawet dziś miała z taka osobę spotkanie, uwielbiała tych ludzi którzy zgadzali się na jej układy. Potrzebowała takich więcej, bo jak na razie ma trzy, a wie że za długo tak nie pociągną. No cóż, trzeba sobie radzić.
Ubrała się w krótką sukienkę, która zakrywała jej tylko pośladki i kawałek ud, nie obeszło się również bez jej ukochanych pończoch i butów na wysoki obcasie, założyła jeszcze płaszcz i była gotowa. Nie odczuwała zimna, więc dla niej cały rok to lato. W sumie gdy chodziło do szkoły i była normalna, to i tak tak się ubierała. Różniło się to tylko tym że było jej zimno.
Wracając do jej spotkana z L.. Wzięła ze sobą towar który miała jej załatwić, żeby nie wyglądać podejrzanie, włożyła wszystko do malutkiej torebeczki bez dna i wyszła z kamienicy. Do Wrzeszczącej Chaty miała kawałek i to dość długi. Oczywiście mogła pokonać go szybciej, lub nawet się teleportować, ale teleportacja robiła wielki huk. A gdyby użyła swoich mocy, no cóż za bardzo rzucałaby się w oczy. Co też nie było jej potrzebne, więc szła spokojnie w najbardziej nawiedzone miejsca. Za swoich młodych lat, często tam przychodziła z przyjaciółmi, żeby się napić lub zapalić. Zastanawiała się jak teraz radzą sobie, przecież wymykanie się z Hogwartu nie należało do najłatwiejszych. A z tego co ona wiedziała, większość przejść została zasypana. Cóż, oby tylko o dla panny L. nie wydało się zbyt trudne, bo jeśli nie przyjdzie to Ali się strasznie zdenerwuje, a tego by nikt nie chciał.
Po krótkim spacerku, z daleka widziała już chatę. Rozejrzała sie tylko czy nikt jej nie widzi i użyła swoich mocy aby przejść ten kawałek szybciej. Była już spóźniona ale tylko dziesięć minut, wiec chyba nich strasznego, prawda? Nie wydając z siebie żadnego dźwięku, nawet chata nie zaskrzypiała gdy do niej weszła. Nie żeby się skradała, po prostu czasem nie panowała nad tym ze chodzi bezszelestnie, może powinna stąpać głośno po schodach aby ją usłyszeli ? Meeh, nie będzie się w to bawić. Znalezienie ich nie było zbyt trudne, bijące serce i oddechy słyszała już jak weszła do chaty. Bijące serca? Nie przypominała sobie aby miała spotkać się z kimś jeszcze. Stanęła w przejściu i spojrzała się na nich. -A to kto ?- Żadnego cześć, co u was. Nie od razu przeszła do konkretów, przecież przyjaciółkami to one nie były. Spojrzała się na chłopaka swoimi niebieskimi oczami a potem przeniosła je na Liv. Czekała na wyśnienia ? Nie, po prostu była ciekawa i ciut zaskoczona.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   12.03.16 17:03

Lubiła podobne miejsca, jak to. Tajemnicze, mroczne, niebezpieczne. A przynajmniej takie pozory chata sprawiała, jeśli tylko wierzyło się bezgranicznie wszelkim plotkom, które krążyły po czarodziejskim świecie. Reagan podchodziła do takich spraw sceptycznie, ale to nie stało na przeszkodzie, aby osobiście nie przekonała się o tym, skąd takie plotki się brały. Bo chyba każdy wiedział, że jakieś podłoże mieć musiały. Kto inny jak nie ona mógł wszystko rozwiązać? W sumie Darren mógł się nadać na jej pomocnika, chociaż niespecjalni widziała Krukona wykonującego jej polecenia. Niemniej wizja była na tyle zabawna, że aż zachichotała. Chyba każdego rozbawiłby widok Darrena w zniszczonych ubraniach rodem z mugolskich, średniowiecznych opowieści, z fartuszkiem i dziwnym kapeluszu. Tak, jak Liv chciała, miała wyobraźnię.
- Spokojnie, jeśli będziesz dygał niemiłosiernie ze strachu pozwolę ci skryć się w moich ramionach – rzuciła do niego, tym samym dając mu do zrozumienia, że ma bardziej męskie podejście niż on i zdecydowanie to ona ma większe jaja. Może nie te w spodniach, bo takowych nie posiadała, ale mentalne na pewno. Postąpiła krok dalej, zagłębiając się w ciemność. Przez myśl przeszło jej, że nietajnie by było, gdyby całość się zapaliła, ale zaraz odgoniła od siebie te wyobrażenia. Bała się pożaru, ale o tym nie musiał wiedzieć nikt. Odwróciła się do chłopaka – Prawie jak w domu, co nie? – uśmiechnęła się lekko, po czym zabrała się za dalsze penetrowanie domu. Nie minęło jednak zbyt wiele czasu, kiedy persona, z którą umówiła się Reagan, postanowiła zaszczycić ich swoją obecnością. Zrobiła to jak zawsze w sposób niebywale cichy i bezszelestny, skupiając na sobie ich uwagę dopiero, kiedy się odezwała.
- Cześć Aly – powitała dziewczynę, przyglądając jej się. Pięknie, mogła się ubrać jeszcze bardziej, powiedzmy sobie szczerze, dziwkarsko. A może to Liv nie powinna jednak przyprowadzać przyjaciela? Nie to, żeby była zazdrosna czy coś – To jest Darren, kolega ze szkoły– bo przecież nie mogła jawnie powiedzieć, że był jej przyjacielem – Uznałam, że załatwię ci nowego klienta. Kto wie, może zainteresuje go to, co masz do zaoferowania. Darren, to Alyssa. Moja, hmmm, dostawczyni? W każdym razie jeśli ona czegoś nie załatwi, to znaczy, że to faktycznie jest nie do załatwienia – stwierdziła – Masz dla mnie to, co zamówiłam ostatnio? – spytała kobiety. Nie to, żeby się jakoś super spieszyła, ale jednak wolałaby dziś szlabanu uniknąć.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   21.03.16 19:56

Penetrowanie Wrzeszczącej Chaty, czyli chodzenie od kąta do kąta i udawanie, że cały ten bałagan jest faktycznie w jakiś sposób oryginalny? Darren rzucił Liv kose spojrzenie w odpowiedzi na jej komentarz, dobitnie okazując, że te jej wątłe ramiona nie byłyby w stanie ochronić królika, a co dopiero innego człowieka. O nim nie wspominając. Z resztą, duchy nie przerażały chyba nikogo, kto miał okazję spędzić jakiś czas w Hogwarcie, toteż Cole niespecjalnie rozumiał całą tą otoczkę Wrzeszczącej Chaty. Ale on przykładowo wyobraźni zbyt specjalnej nie miał, przynajmniej nie tego rodzaju, co Liv, toteż przechadzał się za nią, zastanawiając się, dlaczego nie jest teraz w zamku i nie robi czegoś przyjemniejszego. Aha, bo nie, no tak, zapomniało mu się.
Znajdowali się w czymś, co przypominało salon, tudzież salonik, a przynajmniej coś, co takowy przypominało. Pierwsze piętro, obgryziona, zakurzona i doszczętnie zniszczona przez jakieś zwierzę (?) kanapa stała samotnie w samym centrum. Na przeciwko kominek, w którym nie palono chyba od stuleci. Zjedzony przez mole dywan dopełniał dość smutnego obrazka mrocznego pokoju, wątło oświetlonego przez światła niezidentyfikowanego pochodzenia, przedzierające się przez szpary w zabitych deskami oknach. Bardzo klimatycznie, nie ma co. Krukon przysiadł na oparciu kanapy, wbijając wyczekujące spojrzenie w Reagan. Właściwie miał zamiar coś powiedzieć, najprawdopodobniej zahaczając o jego ulubiony temat ostatnimi czasy, kiedy to Liv nawalona spała w szatni, ale coś odwróciło jego uwagę.
Cała nuda mu przeszła wraz z pojawieniem się nowej osoby. Darren by skłamał, gdyby powiedział, że „dziwkarskie ubranie”, jak to określiła Liv, jakoś specjalnie mu przeszkadzało w wyglądzie blondynki. Nie mógł opanować zainteresowania, bo to była ostatnia osoba, jakiej by się spodziewał po Reagan. Głównie dlatego, że też dość sceptycznie odniósł się do małej prezentacji, którą odprawiła między nimi Liv. No ok, wyglądała jakby się urwała z księżyca, z tymi wymalowanymi na pandę oczami, prezentując sobą bardzo dogdy look. Ale czy dodgy enough?
- Cześć – uśmiechnął się dość kwaśno. Livka miała tendencję do tego, żeby przesadzać, toteż Cole pozwolił sobie na lekką pobłażliwość.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   21.03.16 21:13

Wiele osób uważało Wrzeszczącą Chatę, za straszną i nie zbliżali się do niej. Woleli ją podziwiać z daleka. Ale są również śmiałkowie którzy przekraczają jej próg. W sumie to nie była aż taka strasznie. To tylko parę zepsutych mebli i skrzypiących desek. O raz, według niej oczywiście, zawsze pachniało tutaj zgnilizną, czasem fetor się nasilał a czasem był łagodny. I na pewno nie "pachniało " tak nią, ani nie czuła siebie. Bo przecież przychodziła tutaj za czasów szkoły, i wtedy też tak tutaj cuchniało rozkładającym się truchłem. Bleeh... Spotkanie w chacie dla Alyssy było rozrywką, w sumie brała za to pieniądze, bo hallo, nic nie jest za darmo. Ale z drugiej strony uwielbiała przychodzić na spotkania z Liv, zawsze to jakoś odrywało ją od rzeczywistości. Dla dziewczyny Alie, była tylko dostawczynią i w sumie dobrze jej z tym było. Zero pytań, tylko wymiany. Układ prawie idealny, no tak prawie.
Od czasu do czasu, zastanawiała się co jeśli ktoś się dowie, że dziewczyna rozdaje alkohol i inne używki młodym adeptom Zamku. Mogliby ją za sto zamknąć ? To chyba nie było aż takie duże przewinienie z jej strony.. Choć Ministerstwo miało swój własny tok myślenia, a ich myślenie było wręcz do dupy. Czy tylko ona uważała ze całe Ministerstwo powinno zostać wymienione na młodsze modele ? Pewnie nie. Ale wracając do chaty.
Gdy pojawiła się juz w progu i zwróciła ich uwagę na siebie, zaczęła słuchać panienki Reagan. Nie to że miała do niej żal, że kogoś przyprowadziła, ale mogła ją uprzedzić.. Czy jakoś powiadomić, czyż nie ważne, może tak zyska więcej galeonów. Stojąc w tym swoim "dziwkarskim ubraniu", przyglądała się im delikatnym uśmiechem na twarzy, nie ze było jej do śmiechu, tak po prostu jakoś, rozbawiły ją słowa Liv. Potem przeniosła wzrok na owego Darren'a. Wpatrywał się w nią, co nie było dziwne. Sama by się wpatrywała w taką osobę jak ona, nie to że była ładna. Ale jak zawsze chodziło o jej strój, wiedziała że przyciąga wzrok. Ale nie potrafiła zmienić swoich przyzwyczajeń, po prostu lubiła pokazywać swoje ciało i już na pewno jeśli szał na spotkanie. Które miała zaraz po tym.
-Cześć.- Skinęła głową chłopakowi i rzuciła do Liv torbę z nadzieją że ją złapie. Bo przecież ciamajdą to ona nie była, o tym już zdarzyła się przekonać. No i nie rzuciła torby za mocno ani za lekko, w sam raz. -Wydaje mi się że wszystko mam, ale jak chcesz możesz sprawdzić.- Wzruszyła delikatni ramionami. -Masz dla mnie coś nowego ? Czy na razie Ci starczy.- Spytała z zainteresowaniem, jakoś musiała zabić przecież czas, wieczny czas który jej pozostał. Ok, może nie wieczny, ale długi.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   29.04.16 16:12

Na dobrą sprawę miała zupełnie gdzieś to, co Darren sobie uważał o jej budowie ciała, o chacie, czy ogólnie o innych rzeczach. Na chwilę obecną nie interesowało ją nic, poza towarem, na który czekała. No i zapoznanie tej dwójki. Oczywiście nie w celach matrymonialnych, bo aż tak głupia nie była, żeby oddawać komuś swojego, jakby nie patrzeć, przyjaciela jakieś pannicy, co pewnie szlajała się po ulicach z różnymi dziwnymi typami (do których Cole by pasował, ale to już zupełnie pomijamy). Tu chodziło jedynie o biznes, a sama Reagan miała nadzieję, że na takiej sferze się zatrzyma. Skąd jednak mogła mieć pewność, skoro DJ był pełnokrwistym facetem, a Alyssa mimo wszystko niezłą partią. Spochmurniała na podobne wnioski, ale uznała, że nie ma co tego pokazywać, bo to jeszcze mogłoby się wiązać z nieprzyjemnymi dla niej pytaniami, na które na pewno by nie odpowiedziała, zamiast czego porządnie by się wkurzyła. W końcu czymś pasowałoby zakryć zakłopotanie. Nie to, żeby miała zakłopotana być, a już na pewno nie przy Krukonie, który zapewne uraczyłby ją dość niemiłymi i odpowiednimi do jego osoby komentarzami.  
Zaczęła się przechadzać po pokoju. Niewielka ilość światła zdecydowanie niczego nie ułatwiała, a niestety Gryfonka nie posiadała tak super umiejętności jak widzenie w ciemnościach, toteż gdyby tylko nie macała sobie drogi rękami zapewne niechybnie by się na coś wpierdoliła. I zapewne zauważyłaby ten ponaglający wzrok chłopaka. Jakie szczęście, że go przeoczyła tym samym chroniąc siebie przed irytacją. Bo przecież ona też czekała, prawda? Później ta sama ciemność uchroniła ją przed dostrzeżeniem niepokojącej nutki zainteresowania Darrena osobą Alyssy. Zamiast tego całkowitą uwagę skupiła na nowej personie w salonie.
- No to skoro już się znacie, zajmijmy się biznesem – rzuciła dość kwaśno jak na nią, jakby nagle przyprowadzenie przyjaciela wcale nie było takim dobrym pomysłem, jak wcześniej myślała. Złapała cudem rzuconą przez kobietę torebkę z zamiarem podejścia bliżej brudnego okna, żeby przejrzeć jej zawartość. I tak uczyniła. Jaka szkoda, że po drodze przywaliła ramieniem w drzwiczki od rozwalonej szafy. Skrzywiła się. Zajebiście. Akurat w wielkiego bolącego siniaka, którego sprezentował jej Slughorn? Czy coś jeszcze dziś miało pójść nie tak? Zaczęła masować bolące miejsce ciesząc się, że jest cała zakryta. Paradowanie z czymś takim na pewno nie napełniało jej dumą.
- Zawsze mam dla ciebie jakieś zlecenie. Powinnaś być mi wdzięczna, że dbam o twój biznes – rzuciła w stronę Alyssy, poirytowana nie jej pytaniem, a swoim stanem – Potrzebuję papierosów. Ale nie takich zwyczajnych. Raczej z… dodatkiem. Wiesz, o co mi chodzi? – odwróciła się do niej przodem, rzucając przy tym krótkie spojrzenie Darrenowi – Kumpel ma deprechę, więc muszę go rozbawić. Załatwisz mi takie? Najlepiej różne. I smakowe – nie to, żeby miała jakieś wielkie wymagania, co nie?
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   01.05.16 20:29

Darrenowi za to pomysł przyjścia tutaj z Gryfonką podobał się coraz bardziej. Dziwne były te relacje dilera z klientem w czarodziejskim świecie, bo w końcu tym była Alyssa dla Liv. A może to dlatego, że Gryfiątko nie wiedziało za bardzo jak się w takich sytuacjach zachowywać? W końcu nie była esencją zła i nie miała żadnych ciemnych interesów na boku w swoim normalnym, codziennym życiu. Dlatego pewnie bawiła się w Mission Impossible, co było ujmujące na swój sposób, ale nijak miało się do prawdziwego świata. Jedna rzecz, której był pewny na sto procent to to, że Liv Reagan nigdy nie będzie pracowała z biznesie. Chyba, że jako sprzątaczka.
Zignorował kolejny pokaz niezdarności koleżanki, którą mogła popisać się zawsze i wszędzie, czy tego chciała czy nie i po chwili znalazł się obok niej. Spojrzał na nią nieco pobłażliwie, to teraz była już z porcelany, że jedno małe uderzenie sprawiało, że nie mogła się ruszać? Czyżby dziewczęcość ją dopadała?
W sumie zabawne, ale żadnej z towarzyszących mu teraz dziewcząt nie nazwałby faktycznie dziewczęcą. Smutne życie.
- Pierwsza zasada dobrego biznesu, znaj swój towar – uśmiechnął się krótko do Reagan, po czym zabrał jej torbę i wrócił w okolice kanapy. Nie był na tyle jej pewny, by usiąść, ale oparł się o nią w ten sam sposób co wcześniej, bez skrępowania przeszukując torebeczkę, wcale nie tak małą, jakby się wydawało jego przyzwyczajonemu do mugolskości, mózgowi. Wśród torebeczek z różnokolorowymi tabletkami z logiem super mana, gwiazdki i innych dziwnych rzeczy, malutkimi paczuszkami z czymś, co przypominało kryształki, czasem całkiem białe proszki, Darren wynalazł jedną z wysuszonym zielskiem o charakterystycznym zapachu, który rozniósł się po saloniku w kilka sekund po jej otworzeniu. Swoją drogą nie był pewny, dlaczego Liv zaopatrzała się jak apteka, ale co on tam wiedział o najnowszych trendach w szkole.
Niezrażony dziwnym miejscem, wyborowym towarzystwem ani żadnym innym aspektem tej sytuacji, Darren wyciągnął z kieszeni bletki i począł zwijać ładnego, konkretnego skręca. Jednym uchem przysłuchiwał się rozmowie dziewcząt.
- Smakowe fajki dostaniesz w pierwszym lepszym sklepie, zdajesz sobie z tego sprawę? – Burknął do niej tylko. Akurat takich rzeczy nie musiała kodować, skoro widocznie (i słyszalnie) kosztowało ją to tyle wysiłku. Jeszcze kilka chwil i, używając różdżki, co było chyba jednym z najczęstszych funkcji, do których ją wykorzystywał, odpalił skręta, zaciągając się głęboko. – Jest okej – powiedział, wypuszczając dym, po czym wyciągając dłoń z jointem w stronę Alyssy.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   01.05.16 21:15

Gdyby tylko Alyssa, wiedziała co myśli sobie o niej L. Wtedy nie byłoby już tak zabawnie, a na pewno nie ze strony dziewczyny. Możliwe że wiele wskazywało na to i możliwe że Alyssa, nawet prosiła się o to aby ludzie tak o niej myśleli. To nie znaczy, że mi pozwoli tak o sobie myśleć. Od czasu do czasu, miała ochotę utrzeć nosa tej dziewczynie, według niej była zbyt pewna siebie. I tego że wszystko pójdzie po jej myśli. Nie zawsze tak jest. Ale ten czas jeszcze przyjdzie. Gdy uczennica, przekroczy granicę wytrzymałości Alyssy, wtedy ona da jej warunek. Albo spełni jej oczekiwania, albo będzie musiała sobie inaczej załatwiać te wszystkie super rzeczy. W sumie blondynka narażała się na największe straty, dlatego L., zawsze może płacić jej inaczej. To byłoby wręcz idealne. Ale na to przyjdzie jeszcze pora. O to Glass, martwić się nie będzie. A jeśli Liv nie będzie chciała spełnić jej warunków, zawsze może pokręcić się włoku tego chłopaka. To będzie jej plan B, albo karta przetargowa. Jeden Reagan, nie przemyślała do końca swoje ruchu. Przyprowadzenie tutaj chłopaka łączyło się z pewnymi komplikacjami dla niej.
Szczerze, jak na razie Alyssa, nie zdawała sobie sprawy że jakoś jej osobowości interesowała Darrena. Przecież, zazwyczaj jej wygląd jakoś ruszał płeć przeciwną, ale nie myślała że, zainteresuje również i młodszych. W sumie, powinna o tym wiedzieć. Młodsi myślą tylko o seksie, narkotykach, alkoholu i na tym koniec. Ale skąd miała wiedzieć ze Liv, postanowi przyprowadzić swojego chłoptasia ?
Alyssa, odetchnęła głęboko i wywróciła oczami. Jak dzieci, jak dzieci. Pozwoliła im przejrzeć zawartość torebki w spokoju. Przecież nie będzie nad nimi stała, dobrze wiedziała co tam było i dobrze wiedziała że jest wszystko o co dziewczyna prosiła. Więc nawet nie stresowała się tym, poza tym co dwójka uczniów, mogłaby jej zrobić? Tylee co nic, po prostu tyle co nic. Prędzej to ona mogłaby zrobić coś im. Dlatego powinna jak najszybciej stąd iść, przecież była już dziś umówiona. A siedzenie z nimi, jakoś jej nie rajcowało.
Parsknęła oschłym śmiechem na słowa dziewczyny. - Ja powinnam być ci wdzięczna? Chyba sobie żartujesz. - posłała jej nie za bardzo przyjazny wzrok i zaczęła do nich podchodzić. - To raczej ty powinnaś być wdzięczna mi, że załatwiam to dla ciebie. A o mój interes się nie martw, bo to tylko dorywcza praca. Mam lepsze rzeczy na oku niż demoralizowanie i tak zdemoralizowanej młodzieży. - Znów parsknęła. Złapała swoją torebkę w której przyniosła towar. Była już pusta, a ona jej potrzebowała. Proste. - Robię to z czystej nudy, radzę ci o tym pamiętać. A fajki smakowe Ci załatwię bez problemu i z dodatkiem i bez. Rozliczymy się za to następnym razem, wyśle Ci sowę, kiedy wszystko załatwię. - Mierzyła jeszcze dziewczynę przez chwilę, tak jakby chciała się upewnić że wszystko zrozumiała. Potem odwróciła wzrok na chłopaka który skomentował jej towar, w sumie to nie jej ale ona go załatwiła ! - Jest ok ? Mimo zdaniem, to więcej niż ok, ale jeśli chcesz, następnym razem załatw sobie sam. - mruknęła z uśmiechem. Robiła sie głodna, więc wychodziła z niej istna suka, cóż, życie. Albo i nie życie, tak na ciebie działa. Spojrzała się na wyciągniętego jointa w jej stronę i skwasiła minę. - Wybacz skarbie, jestem umówiona, ale może innym razem. - Odparła spokojnie,  i bez żadnego skrzypnięcia, opuściła Wrzeszczącą Chatę.

Z/T
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   02.05.16 21:18

Była na siebie zła, oczywiście, że tak. Jak mogłaby nie być, skoro w tej chwili wykazała się mimo wszystko nieziemską niezdarnością, której próbowała unikać za każdym razem, kiedy niekoniecznie była w pełni sprawna? Upuszczenie torby na podłogę potraktowała niemal jak skazę na honorze i osobistą porażkę. I to jeszcze przy Krukonie, który tylko czekał na takie wpadki, by później przypominać jej o tym na każdym kroku. Rzuciła mu po raz kolejny zdegustowane spojrzenie. A kij mu w tyłek. Skoro do tej pory znosiła jego odzywki, poradzi sobie niemal ze wszystkim. Zresztą przecież tutaj chodziło o jej interesy z Alyssą, czemu więc zaprzątała sobie głowę Darrenem, który odgrywał w tej chwili nieistotną rolę. Czemu więc ostatecznie zabrała go za sobą, skoro była pewna, że niczego zamawiać nie będzie? Skarciła się w duchu za podobne myśli i krótkotrwały chaos, który wywołały.
- Zawsze sprawdzam to, co dostaję – powiedziała oburzona do chłopaka, który oczywiście nie przepuścił okazji, by w jakiś sposób nie zademonstrować, że rzekomo jest od niej lepszy w sprawach biznesu. Dupek. Może właśnie tak powinna się do niego zwracać, skoro praktycznie w każdej rozmowie określa go takim mianem? – Poza tym kto pozwolił ci to dotykać? – spytała marszcząc brwi. A jednak nie podeszła i nie wyrwała mu tej cholernej torby. Z jakiegoś powodu patrzyła na niego jak przygotowuje dobrze napakowanego skręta. I wcale nie chodziło o to, że w tej czynności wyglądał… seksownie? A jeszcze jak palił! Skrzywiła się i cudem powstrzymała się przed przywaleniem sobie w łeb za podobne próby określania Krukona. Zdecydowanie seksowność do niego nie pasowała. Koniec kropka.
- Pamiętaj, że to dzięki mnie masz aż tylu klientów. To ja jestem twoją reklamą – rzuciła zupełnie niezrażona słowami kobiety. Oczywiście, że przypisywała sobie pewne zasługi. Przecież to ona zbierała zamówienia od osób, które były w potrzebie i kierowała je do Alyssy, która musiała je jedynie zrealizować i dostarczyć odpowiedni towar. Bez klientów jej biznes nie miałby racji bytu, więc miała wszelkie prawo do twierdzenia, że Al powinna być wdzięczna – To, czego potrzebuję Cole, nie znajduje się w pierwszym lepszym sklepie – spojrzała na niego niezadowolona. Czy on na każdym kroku musiał próbować razić jej dumę – Tylko z wkładem. Inne mnie nie interesują. Najlepiej jak najmocniejszym. I możesz jeszcze dorzucić te, po których człowiek robi się przesadnie szczęśliwy – dodała po chwili namysłu. Może już teraz powinna się zacząć zastanawiać, czemu Alyssa jak do tej pory nie wzięła jeszcze ani razu pieniędzy, które Reagan nosiła ze sobą na każde spotkanie?
Na tym skończyły się interesy. Kobieta wyszła, a Liv nie rzuciła w jej stronę ani jednego słowa pożegnania. Tak było za każdym razem. Spotykały się, L. odbierała towar, zamawiała nowy, Alyssa wychodziła. Koniec. Odwróciła się w stronę Darrena – Czy ty zawsze musisz być taki… darrenowaty? – fuknęła, przypatrując się jak pali jointa – I ej, to nie twoje! Nie ma nic za darmo! – podeszła do niego i wyrwała mu fajkę z ręki.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   09.05.16 14:51


Na moment zrobiło się trochę dziwnie, każdy to zauważył, a może tylko Darren, w końcu tak wyczulony na uczucia innych. Obserwował wymianę zdań dziewcząt, od czasu do czasu wypuszczając długi, gęsty obłok dymu, dający wyraz spustoszeniu, jakie siał w swoich płucach. I chociaż sytuacja delikatnie się zaostrzała, on pozostał spokojny, ba, coraz bardziej zrelaksowany. Na słowa odpowiedź Alyssy na temat palenia, którym teraz się raczył, odpowiedział tylko wymownym spojrzeniem. Naprawdę chciała, żeby skakał i klaskał jak foka, opiewając jej talenty znajdowania trawki? Był prawie pewny, że jeśli robi z tego biznes, to wcale nie daje do dyspozycji uczniów tego, co ma najlepsze, bo w końcu kto by marnował dobrą zielone na uczniaków, którzy w większości nie potrafią odróżnić początku od końca papierosa. Ale nic. Dziewczęta, zawsze skomplikowane, zawsze niezadowolone, zawsze niezrozumiane.
Do tej pory nie palił w szkole, bo też nie było za bardzo czego i gdzie, jeśli chodzi o mocniejszą zabawę, ale niespodziewanie uznał, że bardzo mu to pomaga. Na przykład mając przed sobą rozeźloną Liv niespecjalnie się przejął – nie, żeby było w tym coś nowego. Ale zdołał podejść humorystycznie do wszystkiego, co mówiła. Nastawiony był na dzielenie się, toteż Liv zabierająca mu jointa nie wyszła na takiego chama, na jakiego pewnie celowała. Nie spodziewała się pewnie, że Darren, w całej swojej darrenowatości, wyciągnie rękę by chwycić ją za szlufkę spodni i przyciągnąć bliżej do siebie. Zawsze nosiła spodnie, czemu nie mogła czasem nosić spódniczki. Ach, w sumie bo nie. No tak, z jakiegoś powodu się z nią zadawał dłużej, niż miesiąc.
- Najwyraźniej – odparł na jej pytanie, najwyraźniej potwierdzając wszystkie jej obawy. Właściwie nie przyglądał się jej z bliska, od kiedy pijana wieszała się na nim w szatni. Rozpoznał charakterystyczną zmarszczkę, która towarzyszyła jej prawie zawsze, kiedy byli razem. Ach, dumny był, mógłby nazwać tą zmarszczkę swoim imieniem, skoro był jej głównym sprawcą, co wprawiało go w nie lada uciechę. To jednak popchnęło go do powrotu do pewnej sytuacji. – Ej Reagan, jak tam twoja pamięć, wróciła? – Zainteresował się. Widocznie trochę go jaranie brało, bo był wyjątkowo miły w ten swój wredny sposób. – Tylko weź nie wyrzucaj go na podłogę, nie bądź taka wielkopańska – dodał jeszcze, patrząc krótko na jointa w jej ręce. Znając Gryfonkę mogłaby i go zjeść, byleby dopiąć swego, a jedna rzecz, przez którą nie chciał teraz przejść, to marnowanie DOBREGO zioła.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   03.06.16 12:56

Liv lubiła Alyssę, na swój chory sposób, ale jednak lubiła. Tylko, że teraz z niewyjaśnionych przyczyn starsza dziewczyna zaczynała ją zwyczajnie irytować. Może sama Reagan miała zły nastrój, czy coś. A może ta Chata tak właśnie oddziaływała na innych ludzi, niemniej jednak ucieszyła się niezmiernie, kiedy kobieta sobie poszła. I wcale nie chodziło o to, aby mogła zostać z Darrenem sam na sam! Żeby zaraz ktoś sobie czegoś nie pomyślał. Nie. Ona po prostu chciała… no właśnie, czego? Pozbyć się intruza, niemal jak jakieś zagrożone zwierzę? Ale z jakiego powodu miałaby się obawiać Alyssy? Dlatego, że Cole patrzył na nią tak, jakby zaraz chciał rozebrać wzrokiem? No proszę was, Liv i takie myślenie?!
Jaka szkoda, że jednak atmosfera po odejściu Alyssy niekoniecznie stała się lepsza. A może po prostu tylko nieznacznie się zmieniła, bo przecież napięta była zawsze, jeśli weźmie się pod uwagę relacje Liv i Darrena. Niemniej jednak Reagan usilnie próbowała nie dać się ponownie wyprowadzić chłopakowi z równowagi. Dodatkowo jak na złość i przekór samej sobie przyglądała mu się, kiedy palił. Czy musiał robić to w tak pociągający sposób? Zaraz, CO? Pociągający?! Ogarnij się dziewczyno!! Żeby odgonić się od własnych myśli wyrwała mu skręta w celu zaciągnięcia się nim. To zawsze działało kojąco sprawiając, że człowiek stał się bardziej rozluźniony. Byleby tylko nie za bardzo, tak.
Nagle poczuła delikatne szarpnięcie u góry spodni, tam, gdzie powinien znajdować się pasek i zamiast odsunąć się od chłopaka, nadal przy nim trwała. Nawet troszeczkę bliżej, bo przyciąganie zadziałało, jakaś siła temu towarzysząca również. Niefortunnie jednak na jej ustach pojawił się grymas pewnego bólu, bo kiedy zamierzała od niego gwałtownie odejść, zanim jeszcze pociągnął ją za szlufkę, skierowała energię na prawy bark, żeby wykonać odwrót, a szarpnięcie poskutkowało tym, że ją zabolało. Zabolało po uderzeniu Leo, toteż nie umiała ukryć bólu. Nie miała jednak najmniejszego zamiaru z niczego się nikomu tłumaczyć, dlatego ponownie aby coś ukryć zaciągnęła się skrętem. To był dobry towar, niech Krukon mówił co chciał. Wypuściła dym, z przypływie człowieczeństwa nie dmuchając nim prosto w (przystojną!) twarz Darrena.
- Jesteś niemożliwy. Kiedyś to wszystko się na tobie odbije – rzuciła, odwracając od niego wzrok. Po części miała usilną ochotę się od niego w tej chwili odsunąć, jednak druga jej połowa nie miała nic przeciwko temu, by stać tak blisko. Zaraz jednak znowu musiała rzucić mu mordercze spojrzenie. – Nie. Aż tak ci zależy, aby wróciła? Skoro tak, to może wreszcie mi powiesz, czemu tak usilnie pragniesz, bym ją odzyskała? – powiedziała chłodno. – A zresztą po co ja się produkuję. I tak mi nie powiesz – to zadecydowało, że wygrała połowa pierwsza, a ona szarpnęła się na tyle, by swobodnie się cofnąć od niego o kilka kroków. – Nienawidzę cię za to z całego serca – rzuciła jeszcze, chwilę później zaciągając się ponownie. Nagle straciła całą ochotę do przebywania tutaj. Do przebywania z nim sam na sam. Nie żeby miała ją wcześniej, co nie! – Powinniśmy wracać do zamku. I spokojnie, nie mam zamiaru marnować towaru, za który płacę – dodała, a chwilę później skierowała się do opuszczenia Chaty. Obejrzała się jeszcze tylko (pewnie z kilka razy), by upewnić się, że Cole podąża za nią. Szedł. I wydawał się dziwnie zadowolony z siebie. Na Merlina, czemu ona się z nim przyjaźniła?

z/t dla obojga
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca chata   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade-
Skocz do: