Share | 
 
Gospoda pod Świńskim Łbem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Gospoda pod Świńskim Łbem   28.09.15 11:18

Gospoda pod Świńskim Łbem
Jedno z najbardziej parszywych miejsc w okolicy. Nie spodziewaj się tu luksusów pokroju czystych stolików i naczyń czy sympatycznego barmana. Tutejsi klienci najczęściej załatwiają tu swoje nie do końca legalne interesy i nie obchodzi ich poziom obsługi, dopóki ognista whiskey jest odpowiednio schłodzona.

Cennik:
Piwo kremowe
Piwo
Stary Towarzyski Gamp
Rum porzeczkowy
Sherry
Wino pokrzywowe - butelka
Wino skrzatów - butelka
Wino z czarnego bzu - butelka
Wino z rzepy - butelka
Szampan - butelka
Grzany miód z korzeniami
Gorące wino z korzeniami i koglem−moglem
Brandy
Ognista Whisky
Stara Ogniska Whisky Ogdena - butelka
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   22.11.15 16:28

Nokturn nie był nigdy bezpiecznym miejscem, jednak po wojnie stał się niemal bez przerwy przekopywany przez aurorów, którzy wyłapywali szemranych typków. Trudno było nawet przyjść sobie na ognistą i zrelaksować się po dniu pracy. Już pomijam fakt, że do wyboru miałem również bary na Pokątnej, jednak tam nigdy nie było zbyt cicho i spokojnie. Nokturn wydawał się wręcz wymarły i to w nim ceniłem. Pozostało mi wobec tego wybrać się do Hogsmeade, najlepiej do Świńskiego Łba. Zważając na to, że był już wieczór to nie spodziewałem się tabunów uczniów zajadających się słodyczami z okolicznego sklepu i z krzykiem uciekających spod wrzeszczącej chaty.
Idąc w ciszy jedną z uliczek minąłem może dwie osoby, których sylwetki ledwie majaczyły w słabym świetle migających latarni. Wiatr dął tego wieczoru wyjątkowo mocno, wprawiając mnie w nieprzyjemne dreszcze i wrażenie, że ktoś z boku patrzył na mnie. Jego złowrogie wycie zdawało się przypominać krzyk kobiety. Ach, te uroki jesieni.
Kiedy zaszedłem już w docelowe miejsce odetchnąłem z ulgą. Wreszcie mogłem swobodnie patrzeć, bo łzy, którymi zaszły moje oczy stopniowo zaczęły wysychać. Świński Łeb wyglądał dokładnie tak jak go zapamiętałem od ostatniej wizyty. Nawet ten sam naburmuszony barman się nie zmienił. Sunąc przez opary dymu tytoniowego dotarłem do lady i bez zawahania zamówiłem to, po co przybyłem.
- Raz ognistą - Rzuciłem w kierunku mężczyzny, który w leniwym tempie postawił mi przed nosem brudną szklankę z bursztynowym trunkiem. Skinąłem głową w geście podziękowania i skierowałem się do jednego ze stolików, przy którym zaległem.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   22.11.15 16:54

Nigdy nie zniżał się do tego, że sprzedawał coś dzieciakom ze szkoły dlatego w Hogsmeade bywał rzadko. Zazwyczaj wszyscy woleli załatwiać sprawy na Pokątnej albo Nokturnie. Dostosowywał się, bo dla niego i tak było to bez znaczenia. Najważniejsza była zapłata. Galeony przydawały się, ale informacje były cenniejsze. Szczególnie te dzięki którym będzie mógł zamknąć jedną sprawę, która od ponad trzech lat spędzała mu sen z powiek. Zakapturza postać okazała się kopalnią wiedzy, ale zanim zaczęła mówić więcej i dokładniej zniknęła, każąc dla siebie zdobyć coś jeszcze. Nie był pewny czy miał do czynienia z facetem czy kobietą, nie miało to żadnego znaczenia. Ważne były informacje i choćby miał zhandlować resztki siebie i tak to zrobi. Był coraz bliżej, a złość, ból, żal i wszystko inne rosnące przez ponad trzy lata musiały znaleźć ujście.
Dostał to czego chciał i miał się zbierać do wyjścia, ale wtedy do świńskiego łba wszedł Garett. Zupełnie jakby się umawiali, ale tak nie było. Miał wrażenie, że ostatnio przyjaciel go unika, a on zajęty swoimi sprawami odkładał skopanie jego tyłka na później. Tym razem nie zamierzał mu odpuścić. W kliku krokach znalazł się przy za nim.
- I klucz do jednego z tych obleśnych pokoi w których można spędzić upojną noc - dodał stając obok Garetta i zaraz zamówił ognistą dla siebie. Patrzył na przyjaciela i wydawało mu się, że był bardziej zmęczony niż ostatnio, że odznaczało się to cieniem na jego twarzy - Myślisz, że to ci pomoże? - nie potrzebował zaproszenia do stolika, poszedł za nim i zajął miejsce naprzeciwko wychylając się w jego kierunku. Przyzwyczajenie dawało o sobie znać, zawsze w takich miejscach załatwiał szemrane interesy, a to nijako chroniło go przed mówieniem zbyt głośno. Pozorne poczucie czegoś co od biedy można nazwać chronieniem interesów i własnej skóry.
- Tak się kończy odwyk ode mnie, wyglądasz jak gówno. Nie odzywałeś się - stwierdził bez wyraźnej pretensji w głosie, chociaż miał mu to za złe. Może ich stosunku ostatnimi czasy nie były jasne, ale to nie było ważne. Potrzebował przyjaciela, kochanka. Garetta potrzebował. I właśnie po swojemu mu o tym mówił.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   22.11.15 22:06

Los był niezwykle przewrotny i po raz kolejny mi o tym przypomniał tego wieczora. Chciałem dyskretnie zapić smutki, później wrócić do domu, burknąć Emily, że miałem sporo roboty i pójść spać. To była bystra dziewczyna, więc prawdopodobnie poznałaby, że miałem za sobą zakrapiany wieczór, jednak za każdym razem nakrywała mnie kocem kiedy spałem i wyprowadzała rano psy. Była moim jedynym członkiem rodziny, potrzebowałem jej. Ale potrzebowałem również Bruno. Tak bardzo mi go brakowało, że to aż zaczynało boleć, jednak przede mną pojawiało się coraz więcej wątpliwości. Ciągle z obsesją maniakalną próbował odnaleźć mordercę Galaxy, bez przerwy siedział nad jakimiś zapiskami, mieszanymi zeznaniami i bezpodstawnymi oskarżeniami. Czułem, że oddala nas to od siebie. Do tego wciąż rozdrapywałem stare rany z wojny, kiedy zginęła moja matka i zaginął przyjaciel. Widok tak wielu martwych oczu nawiedzał do dziś, kiedy jadłem śniadanie, czekałem na klienta na Pokątnej, spoglądałem w lustro. Popadałem coraz głębiej w otchłań, z której nie widziałem już nawet światła miłości, którą darzyłem Bruno. Tak bardzo go wtedy potrzebowałem.
- Obejdzie się bez pokoju - Mruknąłem beznamiętnie w kierunku barmana i nie spoglądając na przyjaciela ruszyłem powłócząc nogami do stołu. Byłem wykończony, nie pamiętałem już kiedy ostatni raz wyspałem się bez koszmarów.
- Zawsze pomaga - Rzuciłem przez ramię jeszcze zanim posadziłem swoje cztery litery na trzeszczącym krześle. Przybliżyłem szklankę do twarzy i wziąłem sporego łyka tak przyjemnie ogrzewającego moją krtań.
- Wyglądam jak zawsze, po prostu dawno mnie nie widziałeś - Wzruszyłem ramionami i rozejrzałem się po sali. Zdawało mi się, że czuję na karku chrapliwy oddech jelenia, który wszędzie za mną chodził. Chyba zaczynałem wariować.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   22.11.15 23:11

Nie miał obsesji, a jeżeli tylko usłyszałby to z ust przyjaciela zastanowiłby się poważnie nad tym czy język będzie mu jeszcze potrzebny. Był to jeden z tych tematów, których lepiej było nie poruszać wcale. Zostawić go samego i dać rzeczom się toczyć. Nie miał zamiaru zrzucać na kogoś innego tego co sobie obiecał zaraz po jej śmierci. Musiał sam to dokończyć i dopóki tak się nie stało nie przerwie, nie ważne co stałoby na szali. Czuł, że oddala się od Garetta, ale wiedział, że im szybciej dowie się wszystkiego tym szybciej zamknie przeszłość i zacznie żyć teraźniejszością. Nazwanie go egoistom niczego nie zmieniało. Przecież nie robił tego tylko dla siebie. Robił to dla nich.
- Znam coś co pomaga o wiele lepiej. Ty, ja… - nie musiał chyba mówić nic więcej. Było to proste, schemat który dobrze znali i do tej pory zdawał egzamin. Zawsze był odpowiedni czas na to, aby znaleźć ukojenie w jego ramionach. Zabrać od niego trochę ciężaru minionego dnia. Niby niewiele, ale dawało czasem znacznie więcej niż cokolwiek innego. Jednak kiedy teraz patrzył na Garetta uderzyło w niego, że tak mocno zajął się sobą, wszystkim co związane z Galaxy.
- Nie odzywałeś się - powtórzył, ale tym razem złość i irytacja przeważały w słowach - I nie jak zawsze, nie pierdol - opadł ciężko na oparcie krzesła, które pod jego ciężarem zaskrzypiało. Liczył na miłe spędzenie wieczoru, ale widać przeliczył się mocno. Zawsze mógł wyjść i zostawić go bez słowa wyjaśnienia, ale z jakiegoś powodu nie chciał. Zamiast pomóc złagodzić ból dolewał oliwy do ognia, ale chyba nie umiał inaczej.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   22.11.15 23:29

Chwile bliskości dawały mi ukojenie na moment, który zawsze starałem się przedłużać trzymając w ramionach Bruno tak kurczowo jak się tylko dało. Przyjaciel był moim punktem zaczepienia z rzeczywistością. Z czasem coraz bardziej mieszało mi się to co się dzieje w mojej głowie z tym co faktycznie miało miejsce, a kiedy on się pojawiał z tą swoją rozczulającą mnie nonszalancją i niekiedy wulgarnością, to wszystko wracało do normy.
- A nazajutrz wyrzuty i powrót do szarej rzeczywistości. Nieee, nie dzisiaj... W ogóle wytłumacz mi coś, jak możesz mnie tak po prostu pieprzyć, kiedy wciąż myślisz o niej? A może wyobrażasz sobie, że ja to ona? - Powiedziałem z wyraźną goryczą, jednak starając się ukryć emocje pod maską obojętności. Nie było mi łatwo. Miałem przemożną ochotę wtulić się w jego klatkę piersiową i płaczliwym tonem jęknąć 'przytul mnie i pogłaszcz po włosach'. Ale nie mogłem, tylko jak jakiś idiota unosiłem się dumą. Zachowywałem się jak baba.
- Nie miej do mnie pretensji, przecież wiesz gdzie mieszkam - Stwierdziłem przewracając oczami i wziąłem kolejnego łyka ognistej - Jak tak ci to przeszkadza, to nie patrz na mnie - Dodałem. No proszę, Garett dobra rada się we mnie przebudził zanim zdążyłem się ugryźć w język. To była rada w stylu : boli cię głowa? Utnij to przestanie! Ja pierdolę, czemu zawsze paplam i nie zastanawiam się dwa razy?
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   23.11.15 8:00

Musiał doprowadzić to do końca. Nie widział innej możliwości i wkurwiało go to, że ciągnie się to już tak długi czas. Nie chciał słuchać na ten temat żadnego gadania, to nigdy nie było odpowiednie i zawsze kończyło się tak samo. Nie był przygotowany na słowa Garetta, które uderzyły w niego mocniej niż można się było spodziewać. Ponownie nachylił się w jego kierunku i złapał go mocno za kark zmuszając do tego samego. Nie obchodziło go, że właśnie boleśnie wbija w niego palce.
- Nigdy nie mów tak o Galaxy. Nigdy - zaczął cedzić słowa przez zęby, nie zważając na to, że przyciągnął go na tyle blisko, że ich usta niemal się stykały. Nawet jeżeli chciał go teraz pocałować i złagodzić ból istnienia to żadnym kawałkiem siebie tego nie pokazywał. W oczach czaiła się złość, a wypowiadane słowa nie zapowiadały, że miałoby to się skończyć miło - Wcześniej ci to nie przeszkadzało i z tego co pamiętam zawsze chciałeś więcej. Błagałeś żebym cię pieprzył, czyż nie? - złość w jego słowach była wyczuwalna. Żal do przyjaciela za te słowa schował głęboko nie chcąc myśleć o tym, że te słowa mogły być prawdziwe. Przecież nie pieprzył go, to było coś więcej.
Miał go puścić i spróbować z nim normalnie porozmawiać. Odpuścić, wyciągnąć do niego rękę i pokazać, że wcale tak nie jest. Tak się nie stało, a jedyne co był w stanie zrobić to złapać go za gardło i pchnąć do tyłu. Nie ważne, że właśnie przewrócił krzesło swoje i Garetta, że prawie to samo zrobił ze stołem. Wyciągnął różdżkę i jeszcze zanim pchnął go mocno na ścianę przyłożył mu ją do gardła i teraz wwiercał ją w szyję patrząc mu w oczy.
- Musisz dostać wielkie słowa i deklaracje żeby cokolwiek zauważyć? - mówił cicho nachylając się w jego kierunku, aby przypadkiem nie umknęło Garettowi żadne jego słowo. Ciężko mu było zapanować nad tym, aby nie przesunąć dłoni na policzek i pokazać mu ile dla niego znaczy. Jednak na razie tylko mocniej zaciskał palce, nie kontrolując tego w żaden sposób. Był zły za te słowa, chociaż to za mało. Wściekły, wkurwiony… Lepiej, ale też nie oddawały wszystkiego.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   23.11.15 21:48

Przewróciłem oczami. Najlepiej, żebym nigdy nie mówił o niej, ani nie wściubiał nosa w jego życie. Tylko spotykał się z nim od czasu do czasu, dał się przelecieć, a rano pozwolił odejść do tych jego niecierpiących zwłoki spraw. Gdyby mi chociaż pozwolił sobie pomóc w śledztwie, to nie miałbym mu niczego za złe, ale bolało mnie, że nie miałem pojęcia co się dzieje w jego życiu. Przecież pracowałem na Pokątnej i pomagałem Ollivanderowi! Jego sklep był istną kopalnią informacji, pogłosek i szeptów. Ale byłem przecież młodszy, mniej wiedziałem o życiu i tylko ściągnąłbym na niego kłopoty. Galopujące gorgony, przecież mógł mnie wysyłać na różne spytki! Byłem tak przezroczysty, że nikt mnie nigdy nie dostrzegał, a on? Pokryty tatuażami, których nie sposób zakryć.
- Och, czyli porównanie jej do mnie uwłacza jej godności, rozumiem - Powiedziałem ignorując fakt, że trzyma mnie za kark i wbija w niego palce. Byłem już całkiem obojętny na ból, a w gruncie rzeczy pragnąłem, żeby mi go zadał, żeby poczuł się bezsilny. Tak jak ja.
- Owszem, było tak. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak głupi byłem stając się zależnym od ciebie - Przyznałem upijając łyk ognistej. Na szczęście zdążyłem odstawić szklankę na stół, bo zostałem agresywnie przyparty do ściany. Czułem jak drobne nierówności ściany wbijają mi się w kręgosłup, palce zaciskają się na szyi i a różdżka wbija w gardło. No i doprowadziłem go do skraju wytrzymałości. Cel osiągnięty.
- Cały drżę, daruj mi życie - Jęknąłem w sposób bardzo przerysowany i parsknąłem śmiechem. Zaczynałem odczuwać pewne trudności związane z mówieniem i oddychaniem - No dalej, znasz formułę. Użyj jej. Przecież chcesz, żeby mnie bolało - Syknąłem patrząc mu w oczy, chyba aż nadto pewny siebie, a twarze wszystkich czarodziejów zdawały się odwracać w naszą stronę. Awantura? Tylko patrzeć aż inni wyciągną różdżki i zaczną w siebie ciskać zaklęciami.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   24.11.15 2:19

Nigdy nie pomyślał o tym, żeby prosić go o pomoc. Wolał wszystko załatwić samemu nie musząc się o nic prosić, ani uzależniać niektórych rzeczy od innych. Tak myślał. Tak chciał myśleć, bo prawda była inna, a dopuszczając ją do siebie musiałby dopuścić jeszcze inne rzeczy, których wolał się wypierać.
- Jesteś żałosny i z każdym słowem widzę to coraz mocniej - nie miał ochoty odpowiadać na jego słowa. Nie, kiedy padają one w taki sposób. Nie rozumiał jak mógł się w ogóle do niej porównywać. Owszem kochał ją nad życie, ale zniknęła z niego na czternaście lat. Nie było jej, kiedy najbardziej jej potrzebował, a jak pojawiła się to nie było idealnie. Zawsze była i pozostanie dla niego kimś szczególnym, ale Garett również nie był mu obojętny. Tak cholernie nie był mu obojętny, że każde jego słowo boleśnie się na nim odbijało. Wolałby dostać po mordzie niż słuchać tego i patrzeć na przyjaciela w takim stanie.
- Coraz mocniej żałuję, że ładowałem w ciebie kutasa. Każda inna dziura byłaby dobra, chociaż teraz tak myślę, że lepsza od tego co mogłeś mi dać - nie ważne, że żadnym z tych słów nie było choć odrobiny prawdy, a w całości stanowiły tylko o tym jak mocno chciał go zranić. Zaczynał się zastanawiać czy to w ogóle możliwe, skoro obojętność wylewała się z każdego centymetra jego ciała i to było dla niego najgorsze. Chciał wywołać w nim jakąkolwiek reakcję poza pierdolną obojętnością. Niestety tak się nie działo. I tak, chciał zadać mu ból, ale to byłoby zbyt proste. Rozluźnił palce, które jeszcze chwilę wcześniej zamykał w mocnym uścisku i widząc na szyi czerwony ślad wcale nie zrobiło mu się lepiej. Puścił go i zrobił krok w tył, aby przyjrzeć się facetowi, który przed nim stał. Tak daleki od przyjaciela, który zawsze był przy nim.
- Może dorzucić w pakiecie Obliviate? Tylko powiedz czego się pozbyć w twojej żałosnej głowy. Wojny? Tego kogo ci zabrała? Siebie? Tchórz zawsze pozostanie tchórzem, chociaż wtedy już o tym pamiętać nie będziesz - opuścił różdżkę i skierował się do wyjścia. Bez odwracania się za siebie przeszedł bar nie zważając na spojrzenia jakie inni rzucali w jego kierunku. Nie miał zamiaru więcej z nim rozmawiać, nie teraz, a może i nie przez najbliższy czas. Nie rzucił też na odchodne niczego więcej. Zostawił go samego, ale jedyne na co miał ochotę to przylgnąć do niego, aby mu pokazać, że to wszystko nie jest prawdą.
Wiedział gdzie go znaleźć. Niezmiennie od lat w tym samym miejscu.

zt
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   24.11.15 19:53

Z początku nic nie mówiłem pozwoliłem sobie tylko z uśmiechem patrzeć jak mnie obsmarowuje. Odnosiłem nieodparte wrażenie, że sprawia mu to radość. No nareszcie! Bruno Satin był chyba po raz pierwszy radosny w moim towarzystwie!
- Bruno, chciałbym zauważyć, że to ty jesteś żałosny i słaby. Tak łatwo dajesz sobą manipulować. Ty jesteś tchórzem... nie potrafisz zachowywać się dojrzale i rozmawiać ze mną jak człowiek. Nie wiem co próbujesz ukryć pod tą wulgarnością i przemocą. Tak trudno jest ci przyznać się to tego, że mnie kochasz, a zamiast tego wolisz miotać się i krzywdzić nas oboje? Jak uważasz - Rzuciłem na odchodne, kiedy wychodził z pubu. W takim razie chyba to był wystarczająco jasny komunikat, że nie miałem dla niego żadnego znaczenia, bolało do żywego. Czułem się odtrącony i nagi, jakże ja głupi byłem myśląc, że coś do mnie czuje. Najzwyczajniej w świecie byłem tylko dla niego męską dziwką i znudziłem mu się, więc miałem z tego powodu cierpieć. Miałem ochotę uciec od tego wszystkiego i po prostu się urżnąć. Podniosłem jedno przewrócone krzesło i usiadłem na nim.
- Jeszcze raz to samo - Rzuciłem w kierunku barmana. Co jak co, ale rozstawać się to umieliśmy z klasą...

[zt]
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   29.11.15 0:01

Butelka - wersja dla dorosłych
Dzieciaki bawiły się Pod Trzema Miotłami, ale nie tylko one przybyły na święto. Część dla dorosłych odbywała się w Gospodzie pod Świńskim Łbem i choć zasady były podobne, całość miała zupełnie inny klimat. W grę nierzadko wchodziły zakłady i choć na początku wieczoru najczęstszą walutą była ognista, później w grę zaczęły wchodzić coraz większe pieniądze. To przede wszystkim dotyczyło kości i rzutek, które barman niechętnie wygrzebał z kantorka (zasady gry tutaj). Jednak zabawa nie dotyczyła jedynie pieniędzy – przynajmniej nie tak wprost.
Duży stół okrążony zdecydowanie zbyt dużą ilością krzeseł. Zaduch, pajęczyny i gwiazda wieczoru – butelka, która po zakręceniu magicznie związywała dwie osoby na kilka minut. Zadanie było proste: wybierz pytanie lub wyzwanie, a potem wywiąż się z zobowiązania. Nikt tu nie pilnował tego, czy gra jest czysta ani czy wyzwania nie balansują na granicy prawa. Wycofanie się z zadania powodowało wzmocnienie więzi. Co to oznaczało w praktyce? Niemożność oddalenia się od drugiej osoby na odległość większą, niż kilka metrów i nieprzerwaną obopólną legilimencję. Więź mogła zostać zerwana na kilka sposobów: poprzez wykonanie zadania, wycofanie się osoby, która zadanie wymyśliła lub po odczekaniu równego miesiąca, kiedy znikała samoistnie (co najmniej trzy wątki).
To ty wybierasz, na kogo wskaże magicznie zakręcona butelka. Grę rozpoczyna trzecia osoba, która dotrze na miejsce.




Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Dimitr Lazarov


Gracz


Skąd : Falkirk, Szkocja
Liczba postów : 23
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   29.11.15 8:48

Słaby jesteś w tych wszystkich świętach, nigdy nie możesz spamiętać kiedy twoje rodzeństwo ma urodziny, więc nie powinno cię dziwić, że znalazłeś się w Hogsmeade w… Święto wróżbiarstwa. Dobre sobie. Wszystkie dzieciaki plączące się pod nogami doprowadzają cię do szału, więc udajesz się w jedyne miejsce, które myślisz, że ominęło to szaleństwo. Chcesz się napić w spokoju, opróżnić szklaneczkę albo pięć. Zapomnieć o ostatnim tygodniu i spróbować nie zwariować w kolejnym. Zawsze bawiło cię, że ktoś nazwał to gospodą, już w szkole przekonałeś się, że nazwa nie zawsze idzie w parze z tym co miejsce oferuje. Klimat świńskiego łba to coś idealnie pasującego do twojego nastroju, więc w momencie kiedy przekraczasz próg…
- Serio? - nie mówisz do nikogo, tylko do siebie. Jakbyś dostał skądś odpowiedź to dopiero byś się zdziwił. I tak tu lepiej niż na ulicy pełnej dzieciaków, więc ostatecznie ładujesz się do środka.
Do baru.
Jedyny słuszny kierunek.
- Ognista - zamawia tutaj ktoś coś innego? Nie wnikasz za bardzo, nie masz takiej potrzeby, bo jedyne co chcesz zrobić to się napić. Kości i rzutki? Butelka? Jeżeli cokolwiek z tego zestawu choć na chwilę sprawi, że będziesz balansował na granicy smaku czy prawa, wejdziesz w to bez mrugnięcia okiem. Jeszcze chwila i dojdziesz do wniosku, że dzisiaj nie mogło cię spotkać nic lepszego.
Powrót do góry Go down
Regina Locke

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   29.11.15 17:46

Wtoczyłam się do baru - o pardon, "gospody" - jak czołg z awarią układu sterowania. To był ciężki dzień. Pierwsze zajęcia i jakiś cholerny bachor wywołuje zagrożenie terrorystyczne na sali lekcyjnej. No cóż, takie moje parszywe szczęście. Może chociaż mają w tej spelunie coś taniego do rozgrzania gardła. Do tego, jak dotąd, szczęście faktycznie miałam.
Czekając, aż barman (gospodarz?) obsłuży pozostałych klientów, wylądowałam koło jakiegoś chłoptasia wystrojonego jak szczur na otwarcie kanału. Chyba czuł się w tym wdzianku nieswojo i wcale mu się nie dziwię.
- Hej, młody! Tak, do ciebie mówię - powiedziałam. - Wiesz ty może czym w tej melinie można się zająć póki whiskey przed człowiekiem nie stoi? Widzę rzutki, ale na litość Boską, spóźniłam się o dwadzieścia lat dawania po dupie organizmowi żeby dobrze się nauczyć grać w rzutki.
Kątem oka zobaczyłam, że ręka lalusia wygląda jak nieświeża rąbanka. Nie zdziwiło mnie to jakoś szczególnie. Znałam ten typ alkoholika z lat mojej pracy w barze. Niezbyt rozrywkowi ludzie w większości, można powiedzieć. No, ale, jakby nie było, nie ma na tym świecie wielu rzeczy, których nienawidzę bardziej od rozrywkowych ludzi.
Powrót do góry Go down
Genesis Primera Malclès

avatar
Admin


Skąd : Lawrio, Grecja
Liczba postów : 69
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   24.12.15 23:18

Genesis nie przepadała za Gospodą pod Świńskim Łbem i ze względu na nazwę, i na sam wygląd tego miejsca. O wiele większą przyjemność czerpała ze spędzania czasu w eleganckich miejscach, choć do takich nikt jej nie zabierał. Gdyby się uparła, z pewnością mogłaby dostać wszystko, czego chciała, ale zbyt zajęta była okręcaniem własnego życia wokół sióstr. Poza tym o wiele chętniej zjadłaby w ładnym miejscu z Exodus czy Esther, niż siedziała tam z kimkolwiek innym. Teraz jednak była w gospodzie tylko i wyłącznie przez wzgląd na to, co sprzedawali, niżeli na to, co podawali. Miała pewien gorący pomysł na te zimowe dni, w które ona sama czuła się wyjątkowo osamotniona i przemarznięta, nawet jeśli krew w jej żyłach potrafiła osiągnąć zawrotne temperatury, gdy Genesis dostawała szału. Ostatnimi czasy była jednak przygnębiona. Czuła, że ma zdecydowanie zbyt mało swoich sióstr. Może dlatego bawiła się w to całe Secret Santa. Poza oczywistymi prezentami dla swoich dwóch wariatek potrzebowała zrobić coś jeszcze, co pozwoliłoby jej na oderwanie myśli od całej szarej rzeczywistości. Nie znała kobiety, której robiła prezent, ale była gotowa, by ją poznać. Miała nadzieję, że pomysł, który tlił się w jej głowie, był dostatecznie dobry, by móc sprawić komuś radość. Równym, szybkim krokiem podeszła do lady. Czuła na sobie spojrzenia klientów i barmanów, ale starała się nie zwracać na to uwagi.
- Chciałabym butelkę starej ognistej whiskey Ogdena - powiedziała gładko, kładąc na ladzie odliczoną sumę galeonów. To nie był mały wydatek, ale markowa whiskey też nie była byle czym. Pewna, że ma wszystko, czego potrzebuje, błyskawicznie przemieściła się na tyły knajpy, by ukryć się przed wzrokiem obecnych. Już od dłuższego czasu brakowało jej uwagi tych, na których najbardziej jej zależało. Nie była więc w stanie choćby udawać, że cieszy ją zachwyt obcych.
Usiadła przy jednym z wolnych stolików i wyjęła różdżkę ostrożnym, gładkim ruchem. Nie chciała przyciągać więcej uwagi niż było to koniecznie. Miała jej na co dzień aż nazbyt dużo. Ustawiła butelkę na środku stolika i odkorkowała ją, umieszczając koniec różdżki przy samym gwincie. Starała się skupić na tym, co robi, by niczego nie spaprać. Lubiła ładne rzeczy, więc chciała dać od siebie coś naprawdę ładnego.
- Flammio - powiedziała cicho, obserwując iskry, które zaczęły wydobywać się z różdżki wprost do wnętrza butelki. Iluzja ognia zanurzyła się powoli w cierpkim płynie, aż nie dotknęła szklanego dnia. Nie wyglądało, by miała zniknąć, dlatego Primera zdecydowała się zakorkować whiskey z powrotem. Przez krótką chwilę zachwycała się płomieniem wewnątrz naczynia, otoczonym złotym płynem, ale gdy zaintrygowany jej urodą barman osobiście pofatygował się, by przyjąć zamówienie, podziękowała, wstała pospiesznie i opuściła to miejsce, by ukryć się w bezpiecznych murach domu.

zt
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   01.05.16 23:57

Jakiś kolejny dzień z nudnego życia Alyssy. W sumie, jej życie nie było aż takie nudne. Było wręcz pełne wraźeń, ale jakoś przestało jej się to wszystko podobac. Wolałaby na chwilę przestać ciągle za wszystkim latać, posiedzieć przez chwilę i nie martwić się niczym. Tym że wstanie słońce, ze znow bedzie musiala sie ukrywac. Chcialaby choc przez chwile sie nie martwic.
Wiec z tego podowu, postanowila przyjsc na drinka, a raczej na butelke. Podeszla do baru, ubrana w sumie jak zawsze. Krotka sukienka, wysokie buty, jej blond wlosy splywaly po plecach. A niebieskie oczy byly podkreslone czarna kreska. W sumie, nie musiala nic mowic, barman i tak ja znal, a ona ciagle zamawiala to samo. Podal jej butelke Ognistej z dwiema szklankami. Zawsze sie ktos do niej dosiada.. Usiadla przy wolnym stoliku i zaczela popijac Ognista.
Rozgladala sie przy tym po ludziach, wydawali sie tacy beztroscy, bez zadnych zmartwien. Zazdroscila im tego, chcociaz ona tez nie powinna sie martwic. Po prostu z nudow, wymyslala sobie jakies problemy. Potrzebowala odskoczni.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   09.05.16 11:14

Nie udawajmy, że szesnastoletni Darren był wielce bywalcem w Gospodzie pod Świńskim Łbem. Wciąż odstawał od reszty ciemnych typków, które przesiadywały po kątach, zdawałoby się od zawsze i na zawsze, przynajmniej z perspektywy Krukona, nieprzyglądającego się nikomu uważniej, by czasem nie dojrzeć czegoś, czego nie chciał widzieć. Wiedziony nastoletnim buntem poszukiwał jednak miejsc takich jak te, a one poszukiwały jego, dość jeszcze naiwnego i niedoświadczonego specjalnie przez życie dorosłych. Relatywnie, naturalnie, bo powojenny kraj był zupełnie inny, a generacja młodzieży inna niż ta przed nimi. Koniec końców chłopak do tej pory miał raczej dobre życie, nie licząc pewnych niedogodności w postaci straty rodziny, domu i dziecięcej naiwności dość wcześnie. Ale nigdy nie znalazł się pod przysłowiowym mostem, bez miejsca, do którego mógłby wrócić.
Niepisaną zasadą tego miejsca był brak pytań, toteż stanowiło ono jedyne w Hogsmeade, w którym nieletni mógł pokusić się o dorwanie się do alkoholu, o ile tylko miał wystarczająco śmiałości, by siedzieć z osobami, które lubowały się w spędzaniu lwiej części swojego czasu w tym miejscu. No i oczywiście jeśli wypadły mu wszystkie zęby mleczne, bo z twarzą jedenastolatka można tu było jedynie dostać po głowie. Brudną szmatą.
Darren, tak się składało, miał dość wysokie mniemanie o sobie, toteż nieśmiałość raczej mu nie doskwierała, wręcz przeciwnie: niemalże patologiczna ochota na pchanie się w sytuacje, w których znajdować się nie powinien. Jak na tak pozornie spokojną osobę był wyjątkowo uzależniony od dreszczyka, odrobiny adrenaliny i życia raczej aktywnego, niż nudnego. Poza tym należał do bogatego wachlarza brytyjskiej młodzieży, z gardłem przepalonym najgorszymi rodzajami alkoholów, obrotną wątrobą i wiecznym pragnieniem.
Szybko zauważył Alyssę. Stanowiła dla niego jedno z tego rodzaju zjawisk, które istnieją dopiero w momencie, w którym ktoś dosadnie je przedstawi. Będąc we Świńskim Łbie zdawała się być dość rozluźniona, znaczy bywała tu wcześniej. Cole nigdy jej nie widział, a zapamiętałby jakby było inaczej. Zupełnie tak, jakby nie istniała, dopóki Liv nie pokazała jej Krukonowi. Kto wie, może tak nawet było.
Nie zagłębiając się w filozoficzną głębie kiełkujących w głowie Darrena pomysłów, podszedł do niej, stawiając przy okazji pustą, brudną szklankę po whisky na barze.
- Nie mów mi, że robisz za dostawcę dla innych uczniaków – odezwał się do niej. Jego dość sympatyczny wygląd bardzo był przełamany przez niego pretensjonalny, „ajdontker” ton. Ale w końcu robił wszystko, by nie brano go za przykładnego obywatela, przynajmniej nie w tym momencie. – Dobrze byłoby wiedzieć, czy mamy konkurencję czy nie – dodał tak, jakby faktycznie miał jakiś wkład w to, co Livka robiła na lewo i prawo. Prawdę mówiąc, średnio go to obchodziło, ale zależnie od finansów zawsze mogło się to zmienić.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   09.05.16 19:17

Nudziło jej się i to bardzo się jej nudziło. Nie wiedziała co ze sobą robić, siedziała smętnie przy stoliku i rozglądała się po ludziach. Nigdy nie pomyślałaby, że skończy w takim miejscu. No bo kto by pomyślał że dziewczyna za parę lat będzie siedziała w obskurnym Pubie? Alyssa, zawsze dobrze się uczyła i miała włoku siebie dużo ludzi. Śmiała się, dobrze bawiła i była lubiana. A teraz? Siedziała w Pubie i popijała Ognistą. Człowiek potrafi się stoczyć, przez jeden rok. Przez wojnę, śmierć i osamotnienie.
Zamknęła swoje oczy i popijała ognistą, którą miała w szklance. To było to, czego potrzebowała, chociaż nie podobało jej się to że robiła to w Pubie. Ale co tam, nie będzie zwracała na to uwagi. Mogła zrobić to również w domu, ale, miała cichą nadzieje że ktoś się do niej dosiądzie. I nie spędzi tego dnia sama, nie lubiła samotności. To było coś czego sie bała a miała tego aż zanadto.
Usłyszała obok siebie jakiś głos, nawet znajomy, ale nie potrafiła powiedzieć kto to. Otwarła swoje zajebiście niebieskie oczy i zerknęła na chłopaka. Oh tak, to ten chłoptaś wszystko wiedzącej panienki L.. Jak tak dziewczyna potrafiła czasem grać ludziom na nerwach. Ale cóż, może jej "kolega" się do czegoś przyda. Uśmiechnęła się słodko do niego.
- A co? Czemu tak cię to interesuje, Darrenie. Czyżbyś bał się konkurencji ? - zapytała z wymalowanym uśmiechem na twarzy. Darren, według niej przypominał takiego bad boya. Którego nic nie interesuje i ma wszystko w dupie. A która dziewczyna nie lubiła takich chłopców ? Oni i tak później kopną ciebie w dupę. Więc dlaczego, ona nie mogła się nim zabawić ? Zawsze jakoś na tym skorzysta, on pewnie też. - Niech to nie zaprząta twojej główki, kochany. Lepiej powiedź mi co ty tutaj robisz. To chyba nie jest miejsce dla uczniów. - uniosła delikatnie brew ku górze.
Powrót do góry Go down
Mégaira Lynch

avatar
Admin


Liczba postów : 74
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   09.06.16 19:45

Nie było dobrze. Oj, nie było dobrze.
I wcale nie chodziło o to, że jej źle (bo to się nie zdarzało, a już nigdy publicznie). Nie chodziło o to, że ktoś jej coś zrobił (bo to by jej zapewniło rozrywkę, jako że płazem by tego nie puściła, to na pewno). Nawet nie o to, że zabrakło jej kawy (bo to byłby dramat, istotnie, ale na szczęście nie tym razem). Było coś gorszego. Dużo, dużo gorszego.
Meg się nudziła.
Oczywiście, istnieją tacy, którzy twierdzą, że inteligentni ludzie się nie nudzą i Meg bardzo lubiła takich ludzi, bo bardzo szybko udowadniała im, jak precyzyjnie rzuca nożami, a oni wtedy się zamykali i znikali. Lubiła to, naprawdę. W ten sposób łatwo mogła się pozbyć tych, którzy byli poniżej pewnego akceptowalnego poziomu, a zostawić tych, którzy mogli się na coś przydać. To był układ idealny.
Tyle że teraz nikogo takiego nie było. Nie tutaj. Właściwie nie było prawie nikogo, bo to jakaś zatęchła dziura na końcu świata, przy jej starej, pożal się Merlinie, szkole, gdzie poza gówniarzami nikt nie bywał. A w jakie ona mogła wejść układy z dzieciakami, które ledwo odstawiły mleko i jedyne, o czym potrafiły mówić, to egzaminy i trzymanie się za rączki (słyszała jedną z rozmów, kiedy szła główną ulicą i miała ochotę zrzygać im się do kapturów szat). Nie czuła się stara, ani trochę, ale miała wrażenie, że jest w wiosce dla upośledzonych umysłowo.
Nie mogła jednak wrócić do mieszkania, nie w tej chwili. Potarła ramię na samo wspomnienie - paskudna rana po jednym z zaklęć jeszcze się do końca nie zagoiła, a przez zaklęcia lecznicze swędziała jak cholera. I tak dobrze, że tylko ramię, bo mogło być gorzej. Ale co niby takiego zrobiła? Że nie miała czym zapłacić czynszu? Że podprowadziła parę drobiazgów ze sklepu, w którym pracowała? I co z tego? Wielkie rzeczy. Im od tego nie ubyło, tak na dobrą sprawę, a ona... No, to nie tak, że naprawdę tego potrzebowała, bo inaczej zdechłaby z głodu pod mostem. Bardziej szukała rozrywki. A im bardziej wiedziała, że absolutnie nie może tego zrobić, tym bardziej ją kusiło, normalne.
Liczyła tylko na to, że teraz przeczeka jakiś czas tutaj, na tym zadupiu, a jak wróci, to, no cóż, po prostu będzie miała dokąd wracać. Ciężko jej będzie złapać nową robotę. Zwłaszcza, że tę całkiem lubiła.
A to wszystko sprowadzało się do tego, że w chwili obecnej siedziała przy barze, popijała ognistą (a nawet ona smakowała tutaj jak szczyny) i zapamiętale składała ludziki z serwetek, po czym je podpalała. Płonęły zbyt szybko, to wcale nie zabijało nudy i aż żałowała, że na bar, najwyraźniej, nałożono zaklęcia ognioodporne.
Powrót do góry Go down
Marcus Pride

avatar
Gracz


Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   09.06.16 20:18

Wypad do Hogsmeade zdecydowanie był mu potrzebny - od jakiegoś już czasu był przerażony tym, co się właściwie dzieje w tej szkole. Może to był po prostu zawyżony standard po nauce w Durmstrangu, ale miał nieodparte wrażenie że cały Hogwart został po prostu wykastrowany - Ci ludzie w znacznej większości byli po prostu pozbawieni jakiegokolwiek grama charakteru. Sam nie do końca wiedział co tam robił - chociaż wiedział, ale nie zmieniało to faktu że utrudniało mu to pozytywne podejście do świata zewnętrznego. Nic więc dziwnego że odpuścił sobie Trzy Miotły i inne śmieszne knajpki, gdzie zwykle przesiadywali uczniowie - był przekonany że jeśli usłyszy dzisiaj głos jakiegoś rozemocjonowanego Puchona, to po prostu puści pawia. Marność. Nędzne istoty pozbawione jakiegokolwiek większego celu, egzystencje wyssane z każdej możliwej drobinki sensu istnienia - miał dziwne wrażenie jakby te puste, odmóżdżone istoty należały do innej rasy, jakby był kimś więcej. To właśnie dlatego, jego obecność w tak pozornie parszywym miejscu, była jak najbardziej uzasadniona - jeśli tutaj nie znajdzie czegoś interesującego, to będzie znaczyło że ten kraj po prostu zszedł na psy.
Dzisiaj był ubrany zupełnie jakby nie chciał się przyznawać skąd pochodzi. Pomijając już fakt że odpuścił sobie golenie - przywdział ciemny, cienki płaszcz. Wolał żeby nikt nie połączył go z miejscem w którym się uczył - to mogłoby źle odbić się na jego wizerunku. Wszedł do Gospody i podszedł do baru, po czym omiótł wzrokiem pomieszczenie, poświęcając nieznaczną odrobinę uwagi każdemu siedzącemu w głębi sali.
- Khorata sa zhalki sushtestva - mruknął pod nosem do siebie, krzywiąc się z odrazą. To nawet nie tak, że miał jakiś uraz do swojej własnej rasy - po prostu od swojego dość wyczerpującego pobytu a Azkabanie, jego psychika się zmieniła. Coś na kształt zmęczenia materiału - to sprawiało że inne istoty ludzkie, w znacznej większości budziły w nim niechęć. Chociaż nie, to nawet nie to - to raczej pogarda. Pogarda, wynikająca z jego własnego przekonania o własnej wyjątkowości...jednakże, czyż nie było w tym ziarnka prawdy? Wśród nudnych istot, których życie to tylko bezcelowa wegetacja...nie jest ciężko być wyjątkowym.
- Brandy - rzucił do barmana chłodnym tonem. Nie zamierzał silić się na zbędne uprzejmości, był też świadom że gdzie jak gdzie, ale tu nikt od niego tego raczej nie oczekiwał. I dobrze. Gdy w końcu doczekał się na swoje zamówienie rzucił zapłatę na ladę i prychnął z wyraźnym niezadowoleniem. Podali. Mu. Brandy. W. Pieprzonym. Kuflu. Tak, dokładnie - w kuflu. Jako rodowity bułgar nie był w stanie pozbyć się uczucia odrazy wobec czegoś takiego. Brandy piję się z pękatego kielicha - wszystko inne było jak podanie o eutanazje. Jednakże nie wypadało wszczynać bójek, nawet w takim miejscu - to mogłoby mu tylko zaszkodzić, a miał dziwne wrażenie że to nie będzie dobry pomysł, w jego obecnej sytuacji. Rozejrzał się swoim lodowatym wzrokiem ponownie, tym razem kątem oka skupiając się na osobach, a raczej osobie przy barze i pociągnął spory łyk trunku. Wybornie. Był paskudny i przywodził na myśl...smarki trolla, zmieszane z esencją z czystego Gryfonizmu, z kilkoma kroplami soku z kiszonej kapusty. Witamy w Wielkiej Brytanii.
- Gdyby nie byli z serwetek, to mogłoby być całkiem pasjonujące - rzucił cicho i obojętnie swoim ochrypłym głosem, jednakże na tyle głośno by mieć pewność że siedząca dość niedaleko kobieta usłyszała. Nie żeby go zainteresowała, nie zamierzał też w ten sposób rozpoczynać rozmowy - to była luźna uwaga, bez żadnego głębszego dna. W końcu już lepiej rzucić bezsensowną dygresję, nawet w powietrze niż skupiać się na smaku tego czegoś czym go tutaj uraczono. O ile w ogóle można to smakiem nazwać.
Powrót do góry Go down
Mégaira Lynch

avatar
Admin


Liczba postów : 74
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   09.06.16 21:00

Monotonię wieczoru na końcu świata przerwało otwarcie drzwi. Podniosła poirytowane spojrzenie, bo podmuch wiatru wpuszczony z dworu zwiał kupkę popiołu, która pozostała po ostatnich kilkunastu papierowych ludzikach. Gdyby była u siebie, prawdopodobnie już wyciągnęłaby różdżkę, żeby ręcznie przedstawić, co myśli o takim stanie rzeczy. Gdyby była u siebie, nie wahałaby się ani chwili, żeby pokazać, kto tu rządzi i jak ma wyglądać sytuacja. Z drugiej strony, gdyby była u siebie, wszystko wyglądałoby o wiele lepiej, a ona by się nie nudziła. Zmięła w ustach przekleństwo. Niech diabli pochłoną tę dziurę!
Oczywiście, za cały jej nastrój odpowiedzialny był przybysz. Nie znała człowieka, to jasne, ale był pod ręką, a trzeba było znaleźć winnego. Ten przynajmniej nie wyglądał jak pierwsza lepsza łajza, w przeciwieństwie do reszty towarzystwa w tym zapchlonym barze. Tamtych nawet nie warto było wprost obrażać, bo byli na to zbyt żałośni, ale w tego mogłaby rzucić paroma epitetami. Jednak jeszcze nie teraz, nie tak od razu, niech zasłuży na więcej. Bo że zasłuży, była przekonana.
Kątem oka obserwowała, jak siada kawałek od niej i zamawia brandy. Uśmiechnęła się złośliwie. Jakiś miejscowy przed nim zamówił to samo i nawet on wyglądał, jakby miał ochotę wylać zawartość kufla na podłogę. A przecież ci tutaj byli przyzwyczajeni do paskudztw, jakie dało się tu wypić - najwyraźniej nie mieli nic lepszego. Jednak nawet te niewyrobione kubki smakowe były w stanie wzgardzić pewnymi rzeczami. A teraz nowoprzybyły naiwniak... Cóż. Wyglądał, jakby picie płynu do kibla mogło dać mu więcej przyjemności. To był satysfakcjonujący widok.
Skąd wiedziała, że nie jest tutejszy? Nie wyglądał. Gdyby bywał tu regularnie, wiedziałby, czego się spodziewać. Na uczniaka jednak też nie wyglądał, bo ci, kiedy tu zachodzili (a jeden się zaplątał na jakieś trzy i pół sekundy), robili w tym zwrot, zanim w ogóle zdążyła się z nimi przywitać. A chętnie by się przywitała. Jeszcze nie miała pomysłu, co mogłaby zrobić z takim dzieciakiem, ale coś ciekawego by się znalazło. Cóż powiedzieć, nie pałała zbytnią miłością do dzieci. Do ludzi, tak generalnie, ale już do dzieci szczególnie.
Przyjrzała się przybyszowi uważniej. Tak, istotnie nie wyglądał na uczniaka, ale dużo starszy nie był. Gówniarz znaczy, choć na obrzydliwie beztroskiego nie wyglądał. To dobrze. Jeśli dostał od życia po dupie, to ona mogła tylko żałować, że nie mocniej - albo nadrobić uchybienia. Bo czemu nie. Każda rozrywka była dobra.
I wtedy gówniarz się odezwał. Zmrużyła oczy. Komentowanie tego, co robiła, można było uznać za odważne lub głupie - jeśli komentujący ją znał i wiedział, że lepiej nie. Jeśli nie wiedział, pewnie w komentarzu nie było absolutnie nic dziwnego, ale ona nie brała pod uwagę, że ktoś mógł jej nie znać. Była za dobra, żeby mogła gdzieś przejść bez echa. Znała swoją wartość (we własnym mniemaniu pomnożoną przez pięć co najmniej) i była przekonana, że każdy inny też powinien. To oczywiste.
- Chcesz takiego zastąpić? - zasugerowała z uprzejmą ciekawością, przerywając swoją zabawę i obracając różdżkę w palcach. Jej koniec wycelowany był w chłopaka, mimo że jeszcze nie miała pewności, czy wybierze specjalnie dla niego jakieś zaklęcie. Pewnie tak, prędzej czy później. Co prawda nieco ją intrygował (dobra zabawka na wieczór nie jest zła), ale i irytował. Nie postrzegała go jako równego sobie, a to dość znacznie ograniczało potencjał tej nieistniejącej znajomości. A ona naprawdę miała ochotę na coś ciekawego.
Czy tu się nie mógł pojawić ktoś normalny?
Powrót do góry Go down
Marcus Pride

avatar
Gracz


Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   09.06.16 21:30

Odstawił "brandy" na blat - tego zdecydowanie nie dało się spożywać, no chyba że się miało wypalone kubki smakowe. Już miał ochotę zrzucić ten paskudny syf na ziemię i wyjść, mrucząc pod nosem obelgi wszelkiej maści, kiedy doczekał się czegoś na kształt odpowiedzi na jego rzuconą w powietrze uwagę. Pierwsza reakcja mogła być tylko jedna - w jego chłodnym, znudzonym spojrzeniu, na moment pojawiła się groźna iskierka, symbolizująca zainteresowanie - a może to był po prostu drobny okruch szaleństwa, jakie zostało zasiane w jego duszy w czasie gdy przebywał na uwięzi? Może, jeśli, prawdopodobnie - nikt nie mógł być pewny. Tak czy siak, nie zamierzał od razu odpowiadać - działanie zbyt szybko, czasami psuło wspaniały efekt jaki mógłby osiągnąć. A każde posunięcie powinno być nie tylko efektywne, ale również efektowne - to drobny wysiłek, ale mógł wiele zmienić.
Wyciągnął z kieszeni płaszcza paczkę, wyjął papierosa i wsunął go sobie do ust, odpalając końcem różdżki - nie obchodziło go czy można tu palić (chociaż zakładał że można, bo w końcu bez przesady, w takiej spelunie takie czynności nie miały prawa być zabronione). Zaciągnął się powoli, cały czas nie patrząc w stronę nieznajomej mu kobiety - patrzył przed siebie, zupełnie jakby zapomniał o jej obecności. Zdawał sobie sprawę że to niebezpieczne ignorować przedstawicielkę płci pięknej, dlatego też nie zamierzał przeholować - nie żeby czegoś się obawiał, ale nie chciał żeby mu tu wzięła i wybuchła. A w każdym razie, nie chciał by wybuchła przedwcześnie. To mogłoby popsuć całą zabawę, a skoro w końcu podsunęli mu szansę na jakąkolwiek rozrywkę niczym na srebrnym talerzu, to czemu miałby ją tracić?
Dopiero po upływie chwili leniwie obrócił głowę w stronę swojej...rozmówczyni? Można tak to nazwać? Posłał jej dobrze wyćwiczony półuśmieszek, z tego najgorszego możliwego gatunku. Gdyby to była złośliwość, ironia czy też rozbawienie - nie wyglądałoby to tak źle, jednakże ten drobny gest, te kilka nerwów ułożonych w odpowiedni sposób, wyrażało tylko jedno - politowanie. A czy cokolwiek mogło człowieka zdenerwować bardziej? Nie, raczej nie. Miał świadomość że doprowadzanie kogoś do furii to rozrywka niskich lotów, ale skoro aktualnie nie miał pod ręką niczego lepszego, to czemu by nie spróbować? Zaciągnął się więc papierosem, strzepnął popiół na podłogę i lekko nachylił się w stronę nieznajomej. Następnie wykonał bardzo prosty manewr, który zdecydowanie mógł wiele wyjaśnić i zdecydowanie był pochwalany przez savoir vivre - wąską strużką wypuścił jej dym w twarz.
- Wybacz, nie bawię się z byle kim - odparł cicho i zjadliwie, jednakże mimo że jego głos był spokojny, można było odnieść wrażenie że za każdym słowem czai się groźba. Drugą rękę trzymał w kieszeni, co mogło sprawiać wrażenie jakiegoś rodzaju nonszalancji, jednakże każda istota myśląca musiała orientować się, że to wcale nie o to chodzi. Po prostu miał świadomość, czego można się spodziewać w miejscach takich jak to, szczególnie po tak bezczelnym posunięciu, a co za tym idzie - chwycenie za różdżkę schowaną w kieszeni by w razie potrzeby mieć możliwość szybkiego wyszarpnięcia jej, było raczej sensownym posunięciem, prawda? W końcu jeśli nawet jego posunięcia nie zdążyły jej zirytować, zdecydowanie jego wzrok mógłby przelać tą czarę goryczy - chłodne spojrzenie pełne wyniosłości, arogancji i jawnej kpiny. A nie sądził, by na świecie był ktoś gdy patrzą na niego z góry i to w ten sposób.
Powrót do góry Go down
Mégaira Lynch

avatar
Admin


Liczba postów : 74
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   11.06.16 11:48

Zainteresowała go. Niezależnie od tego, czy było to zainteresowanie pozytywne czy niosące ze sobą groźbę - widziała ten błysk w oku i była całkiem ciekawa, co może oznaczać. To prawdopodobnie był jakiś akt desperacji - widzieć potencjalną rozrywkę w oku jakiegoś obcego gówniarza, ale cóż. Ani ona się z tym źle nie czuła, ani nie zamierzała pozwolić, żeby ktokolwiek ją oceniał z tego powodu. Ani żadnego innego, jeśli już o tym mowa.
Zanim doczekała się odpowiedzi, minęła dłuższa chwila, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Nigdzie im się przecież nie spieszyło. Wiedziała, że i tak się doczeka, a jeśli dzieciak potrzebował myśleć nad jednym zdaniem, nie było problemu. Miała czas. Dopiła ognistą i zamówiła kolejną. Umoczyła opuszek palca w alkoholu i patrzyła, jak kropla płynu spada na niewielki stosik serwetek, jaki sobie przygotowała wcześniej. Wiedziała, że akurat ognistej wystarczy tylko ta jedna kropla, żeby kilka serwetek przesiąkło nią całkowicie. Wtedy wystarczył drobny ruch różdżką, jedna iskra i całość zapłonęła - na pewno bardziej spektakularnie, niż pojedyncze ludziki, choć wciąż niewystarczająco. Ale ona lubiła rozkręcać się powoli. Kto wie, czy pod koniec wieczoru nie puści całej tej meliny z dymem. Pewnie ostałby się sam ogniotrwały bar - chętnie to sprawdzi.
Na to jednak nie czas, jeszcze nie.
W związku z nową rozrywką, nie zwracała uwagi na siedzącego obok gówniarza. Zapach płonących serwetek przykrył zapach papierosów - aż szkoda, bo sama chętnie by zapaliła, ale przecież nie będzie palić własnych, jeśli może palić cudze. Dopóki jednak nie wiedziała, że on pali, sprawa była bez znaczenia. Nie widziała też pełnego politowania spojrzenia. Czy by ją to zdenerwowało? Ciężko powiedzieć, nie tak prosto było wyprowadzić ją z równowagi, jeśli próbował tego dokonać jakiś nic nie znaczący żuczek. Być może spróbowałaby pokazać mu, że to nie on tu rozdaje karty, ale to jeszcze nie była ta chwila. Może zaraz.
Nie dało się jednak przeoczyć momentu, kiedy dmuchnął jej dymem w twarz. Nie lubiła braku kultury - co prawda sama nie była w tym najlepsza, ale jeśli była w stanie przyswoić pewne zasady, to każdy mógł i tego wymagała. Ale może tego jeszcze da się wychować. Nie to, żeby sama się tym zajęła, bo szkoda jej było zachodu, niemniej może ktoś będzie chciał.
- Wybaczam - odparła lekko, nie zwracając uwagi na ton, na jaki się silił. Był jak taki napuszony kogucik, próbujący udowodnić, co to nie on. Pokaz sił, jasne, normalne - ale ona do tego konkursu nie zamierzała stawać, bo nie uważała, żeby był sens bić słabszych. Żadna to konkurencja. Jedyne, co zrobiła, to szybkim ruchem lewej ręki wyjęła mu papierosa spomiędzy palców i zgasiła go na jego dłoni. Nie będzie palił, jeśli jej nie poczęstował.
Miała świadomość, że oboje są gotowi do użycia różdżki. Nie zamierzała zaczynać, nie zaatakuje pierwsza (raczej), ale diabli wiedzieli, co on planuje. Trzeba było być przygotowaną. Jej różdżka też to wiedziała - Meg czuła moc przepływającą wzdłuż drewna, łaskoczącą skórę w przyjemny sposób. Och, ten wieczór zaczynał mieć potencjał.
Powrót do góry Go down
Marcus Pride

avatar
Gracz


Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   11.06.16 18:26

Kontakty z kobietami zawsze były w pewien sposób trudniejsze niż z osobnikami tej samej płci - prosta sprawa, faceci myśleli logicznie, byli mniej nieprzewidywalni, zaś przyjemność potraktowania takiego jakimś złowieszczym zaklęciem rosła wręcz proporcjonalnie wraz ze wzrostem masy ciała danego delikwenta. Z kobietami było inaczej - nie można było przyjąć żadnych założeń, ponieważ każda ich decyzja mogła nie mieć absolutnie żadnego sensu oraz nie pasować do całokształtu zachowania i spojrzenia na świat, tylko i wyłącznie dlatego, że były płci żeńskiej - to sprawiało, że dyskusja z płcią piersiastą zawsze, ale to zawsze była zdecydowanie bardziej skomplikowana. Może to i lepiej - zawsze było to zabawniejsze. Nigdy nie lubił prostych rozgrywek, stąd też nie przeszkadzało mu absolutnie to, że nie ma prawa spodziewać się jakichkolwiek schematów w wypadku tego...spotkania?
Kiedy zauważył utratę papierosa i poczuł wyjątkowo nieprzyjemne pieczenie na dłoni, nie pozwolił sobie na drgnięcie ani jednego nerwu twarzy, a jego spojrzenie zrobiło się po prostu chłodne i obojętne - żadnych spektakularnych zmian czy reakcji. Nie było takiej potrzeby - może i nie był odporny na ból, ale w porównaniu z tym co zdarzyło mu się przeżywać do tej pory, nie można było nazwać tego uczucia bólem - to był co najwyżej dyskomfort, w dodatku dość drobny - nie widział żadnego powodu, dla którego miałby go okazywać, w jakiś irracjonalny, a zarazem tak zwyczajny sposób. Westchnął więc tylko i pokręcił głową.
- To było wyjątkowo niekulturalne - rzucił tonem "dobrego tatusia" który właśnie tłumaczy swojemu dziecku, że nie wolno rozgniatać żuczków bo też mają uczucia, czy coś równie bzdurnego. Sam nie był do końca pewien, czy powinien uznać to za sugestię iż być może trafiła mu się faktycznie interesująca istota, czy raczej powinien to odebrać jako próba udowodnienia czegoś na siłę - nie zamierzał się też nad tym zastanawiać. To w końcu tylko i wyłącznie przypadkowe spotkanie, które skończy się w momencie w którym któreś z nich znudzi się na tyle, by w mniej lub bardziej inwazyjny sposób je uciąć. Upił kolejnego łyka tej paskudnej lury którą nazywali tu brandy i skrzywił się gdy poczuł smak tego czegoś. Naprawdę - barman za nazywanie tego alkoholem, powinien zostać przynajmniej wykastrowany.
Nie widział żadnego powodu, nawet najmniejszego by na siłę próbować zagadywać - jeśli ta rozmowa miała się potoczyć, to potoczy się tak czy siak - nie była do tego potrzebna interwencja, zresztą nie przychodziło mu do głowy nic o czym mógłby chcieć rozmawiać z osobą siedzącą obok niego. W końcu sam fakt że była mniej nudna od większości osób które ostatnio spotykał i że częściowo wzbudziła jego zainteresowanie swoim pierwszym wrażeniem, nie zmieniał tego że była tylko człowiekiem, a jak wiadomo - ludzie prędzej czy później się nudzą. W wypadku postrzegania świata tego pana, to raczej prędzej niż później, stąd też po prostu odwrócił wzrok. Jeśli coś jeszcze miało się stać to i tak tego nie uniknie, więc czemu nie miałby posiedzieć chwilę w ciszy?
Powrót do góry Go down
Mégaira Lynch

avatar
Admin


Liczba postów : 74
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   13.06.16 20:53

Miał szczęście, że swoich poglądów dotyczących kobiet nie wygłaszał głośno. Prawdopodobnie wytłumaczyłaby mu bardzo dobitnie, jak bardzo się myli. Faceci myśleli logicznie? Bardzo. Pewnie. Zwłaszcza ci, którzy czerpali przyjemność z cudzej krzywdy, żeby nie szukać przykładów daleko. Rzeczywiście, byli przewidywalni – po każdym można było się spodziewać braku mózgu. Za tym szły głupie decyzje, w które wierzyli bez wahania, co ułatwiało przerośnięte ego. I kontakt z takimi miał być prosty? Rozmowa z kimś, kto nie był w stanie przyznać się do błędu i zastanowić przez pięć sekund? No chyba nie. A to, że faceci nie rozumieli kobiet… Gdyby chcieli zrozumieć, to może byłoby inaczej. Gdyby zaczęli słuchać i zaczęli patrzeć dalej, niż na czubek własnego nosa.
Miała w zanadrzu kilka inwektyw dla takich mądrych, uznających swoją wyższość nad nią tylko z racji płci. Miała też kilka zaklęć. I naprawdę jego szczęście, że pewne myśli zachował dla siebie. Wiele by stracił, gdyby odezwał się na ten temat. Rękę, na przykład.
Nie spodziewała się żadnej spektakularnej reakcji. Wiedziała, że nie okaże bólu, bo ich obecna relacja wciąż była pokazem sił. W takim układzie ujawnienie słabości byłoby przegraniem, poddaniem się, zanim walka na dobre mogła się rozpocząć. Straciłaby do niego resztki szacunku, gdyby sobie na to pozwolił. Można było uznać, że to było coś w rodzaju testu, owszem. Testu, który chłopak zdał. Nie, żeby to niosło ze sobą jakieś korzyści czy przewagę, bez przesady.
- Należało mnie poczęstować, jeśli już jesteśmy przy kulturze – odparła w sposób, w jaki prawdopodobnie zwróciłaby się do upośledzonego dziecka. Prawdopodobnie, bo jeszcze nigdy nie miała okazji – nie znosiła dzieci i była zdania, że te opóźnione powinny z miejsca dostać Avadą, żeby nie męczyć siebie i innych. Tak byłoby prościej i na pewno zaoszczędziłoby ludziom wiele zachodu.
Cóż można powiedzieć, była zwolenniczką prostych rozwiązań.
Widziała, jak skrzywił się, pijąc swój napój. Nie powiedziałaby tego głośno, ale gówniarz ją w jakiś sposób interesował. Nie, żeby czuła sympatię, Merlinie broń, ale poziom pogardy był jakby mniejszy. To z kolei sprowadzało się do tego, że uważała, że powinien pić coś lepszego. Picie czegoś takiego w jej towarzystwie jej uwłaczało. Nie wchodziło jednak w grę postawienie mu drinka, bez przesady. Mogła jedynie zasugerować mu, żeby kupił sobie coś innego. Jak? No przecież nie słowami.
Lekki, właściwie niedostrzegalny ruch różdżką posłał jego kufel wzdłuż baru, tylko po to, by dotrzeć do granicy, przekroczyć ją i roztrzaskać się na posadzce. Rozlany płyn zasyczał lekko w kontakcie z podłogą i aż strach było się zastanawiać, czy to w brandy było coś toksycznego, czy też zalegający brud zawierał w sobie jakieś ciekawe substancje. Tak czy inaczej, Meg czuła się niemal bohaterką wieczoru, ratując chłopaka przed wlewaniem w siebie tego czegoś.
- Może tym razem coś innego? – zapytała niemal zainteresowana, mając świadomość, że jeśli zamówi znów to samo, uzna go za idiotę i nić porozumienia (czy co to tam było) się urwie w ułamku sekundy. To, że przestał na nią patrzeć, takiego efektu nie dawało, bo i nie miała ochoty na zbytnie zainteresowanie, nie bezpośrednie. W końcu był tylko zabawką, rozrywką na nudny wieczór.
Powrót do góry Go down
Marcus Pride

avatar
Gracz


Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.06.16 13:55

Poczęstować, huh? Marcus może był chowany w innych warunkach, jednakże wymogi kultury mówiły o częstowaniu papierosami przyjaciół, znajomków bądź osoby z którymi człowiek się spotykał. Ich...spotkanie(?) było przypadkowe, zresztą nawet nie byli tutaj "razem" - byli po prostu w tym samym miejscu. Według tego toku myślenia, powinien teraz przebiec się po całej karczmie i poczęstować te wszystkie moczymordy, a to zdecydowanie nie było mu na rękę w jakikolwiek sposób.
- Mamy odmienne spojrzenie na kulturę najwyraźniej - rzucił krótko, nie chcąc za bardzo rozwodzić się na ten temat. W końcu co kraj to obyczaj, a przekonał się już że ten kraj nie znajdzie się nigdy na liście jego ulubionych miejsc - wręcz przeciwnie, z każdym kolejnym dniem odnosił wrażenie że są tutaj tylko dwa typy ludzi. Ci nudni i Ci dziwni - to nie było chyba zbyt dobre. Być może się mylił i po prostu nie zauważał, bądź nie miał szczęścia trafić na tych naprawdę interesujących, ale nie zmienia to faktu że jego dotychczasowe doświadczenia tutaj nie były na pewno na plus. Gdyby to on miał przekonywać ludzi do emigracji z Bułgarii, to prawdopodobnie by ich od tego odwiódł.
Kiedy jego kufel powędrował w nieznane, w sumie nie był ani trochę zły - sam poważnie zastanawiał się nad tym czy się nie pozbyć tego ścierwa, na przykład wylewając to barmanowi na głowę za karę że nazwał coś tak paskudnego per "brandy". To był wstyd, dyshonor dla całej rodziny, dyshonor dla świerszcza, dyshonor dla krowy i tak dalej. W każdym razie zdecydowanie nie żałował - co najwyżej mógł pożałować swoich pieniędzy, które na to ścierwo wydał, ale uważał że dla wszystkich będzie lepiej gdy to parujące coś pozostanie gdzie jest.
- Nah, odnoszę wrażenie że wszystko co można tu dostać będzie swoim subtelnym aromatem przywodzić na myśl siuśki mantykory - powiedział i zrobił minę jakby na samą myśl o zamówieniu czegoś jeszcze miał się shaftać. Zresztą sam nie wiedział, czy nie jest tego bliski - wolał już nic tutaj nie zamawiać, najlepiej nigdy póki żyje - szkoda forsy, zdecydowanie szkoda forsy.
Tak oto znalazł się między młotem a kowadłem - napiłby się, ale nie był aż tak zdesperowany żeby zamawiać coś tutaj, nie chciało mu się też nigdzie iść. Prychnął i burknął pod nosem do siebie:
-Britantsite sa po-malko priyatni, otkolkoto dimentorite
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade-
Skocz do: