Share | 
 
Gospoda pod Świńskim Łbem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Gospoda pod Świńskim Łbem   28.09.15 11:18

First topic message reminder :

Gospoda pod Świńskim Łbem
Jedno z najbardziej parszywych miejsc w okolicy. Nie spodziewaj się tu luksusów pokroju czystych stolików i naczyń czy sympatycznego barmana. Tutejsi klienci najczęściej załatwiają tu swoje nie do końca legalne interesy i nie obchodzi ich poziom obsługi, dopóki ognista whiskey jest odpowiednio schłodzona.

Cennik:
Piwo kremowe
Piwo
Stary Towarzyski Gamp
Rum porzeczkowy
Sherry
Wino pokrzywowe - butelka
Wino skrzatów - butelka
Wino z czarnego bzu - butelka
Wino z rzepy - butelka
Szampan - butelka
Grzany miód z korzeniami
Gorące wino z korzeniami i koglem−moglem
Brandy
Ognista Whisky
Stara Ogniska Whisky Ogdena - butelka
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   23.06.16 16:37

Nie miał dzisiaj zbyt wiele czasu na radosne wypady - miał sporo do załatwienia. Trzeba było zrobić jakieś porządniejsze zakupy i w ogóle - a czy mogło być lepsze miejsce na zakupy niż Świński Łeb? W końcu nie wszędzie można było kupić alkohol, mając jeszcze parę miesięcy za mało. Na szczęście istniały takie wspaniałe miejsca. Wparował więc do środka, zdając sobie sprawę z tego że wygląda zdecydowanie zbyt dostojnie jak na to miejsce. Podszedł do baru i od niechcenia rozejrzał się dookoła. Nah, nic ciekawego - tylko Marcus i jakaś...hmm, panna, pani? Czy to już milf czy to jeszcze lolitka - przemknęło mu przez myśl, ale uznał że nie będzie się nad tym zbyt długo zastanawiać.
- Witaj Pride - odezwał się do kolegi z roku - w końcu chcąc nie chcąc sie znali, sypiali w jednym dormitorium, mimo faktu że ich relacje nie istniały - wypadało się odezwać prawda? Jednakże na tym poprzestał - nie zamierzał dzisiaj z nim dyskutować. W sumie - ogólnie nie zamierzał z nim dyskutować, nie byli przyjaciółmi, po prostu go znał - tyle.
- Barman, butelkę ognistej - powiedział, a gdy już w końcu dostał po co przylazł uznał że to pora się stąd zmyć - w końcu to nie koniec jego dzisiejszej trasy, trzeba jeszcze tyle zrobić. Rzucił więc forsę na ladę, złapał swoją butelkę, posłał królewski, czarujący uśmiech "towarzyszce" Pride'a i wszem i wobec opuścił wszystkich tu zebranych.

z/t
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   24.06.16 14:15

Tak po prawdzie to od kiedy otwarł się Hogwart nagle zaroiło się od osób, których nic nie obchodzi. Pod różnymi postaciami oczywiście: osoby nienawidzące wszystkiego, których nic nie obchodzi; osoby głęboko zranione na duszy, których nic nie obchodzi, osoby z depresją, prawdziwą lub pozorną, których nic nie obchodzi. Jako społeczeństwo skazani byli na zgubę jeśli w końcu nie zaczną pracować razem, ale kogo to obchodziło, skoro przecież nikogo nic nie obchodziło. Darrena przykładowo nie obchodziło, bo gdyby tak było, na pewno zastanowiłby się kilka razy zanim podszedłby do Alyssy. Miała na sobie wypisane neonowymi literami KŁOPOTY, co było oczywiste nawet dla barmana. Z drugiej strony czy Darren zaliczał się do osób, które grzecznie chodzą na zajęcia, odrabiają lekcje i angażują się w życie w szkole. Nie. Cole miał to w dupie.
- Bać się nie boję, ale konkurencja wymaga zmiany taktyki – zauważył. Bądź co bądź miał jakiś mały zmysł do biznesu. I nie bardzo podobało mu się utracenie monopolu na market, na którym zapotrzebowanie było dość duże. – Konkurencyjne ceny i tak dalej. Co by było trochę bez sensu biorąc pod uwagę, że pewnie mielibyśmy ten sam towar, skoro od ciebie. Także ogranicz się lepiej do Liv – podsunął, wpatrując się w nią bez śladu zażenowania. Skinął tylko na barmana, który dolał mu whisky do tej samej, brudnej szklanki. Nie przeszkadzało mu to, chociaż spodziewał się pewnego dnia złapać coś pomiędzy salmonellą i STI, ale będzie się o to martwił dopiero po fakcie dokonanym.
- Nie bardziej niż Wrzeszcząca Chata – odparł na jej stwierdzenie, unosząc lekko brwi. Ostatnimi czasy zatarły się granice tego, co jest dla uczniów a co nie jest, co mniej więcej stanowiło jeden z problemów placówki na ten moment. Ale przecież nie mogli być tak naiwni, żeby się spodziewać tęczy i wzorowych dzieciaków. – Za to na pewno miejsce dla ciebie, co? – Upił spory łyk whisky, wpatrując się krótko w bursztynowy, nieco przybrudzony przez stan szklanki, płyn. Ale mówił co myślał, Alyssa ze swoim przerysowanym wyglądem niemalże wtapiała się w tło tego miejsca, zupełnie jak stare, odrapane stołki barowe, wiekowy barman czy klientela pod znakiem zapytania. Z tym, że dziewczyna było nieco bardziej magnetyczna. Nienormalna na pierwszy rzut oka, ale interesująca.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   25.06.16 15:43

Co jest nawet dziwne, że Cole miał to w dupie. Przecież był Krukonem, ani zazwyczaj nie wyciągali nosa poza książki. Pilnie się uczyli i nie łamali regulaminu. Najwyraźniej, po wojnie zmieniło się nawet to. Cóż, nawet na Alyssie się to odbiło. I to ze zdwojonym skutkiem, chciała pomóc swojej dawnej szkole. Pomóc wygrać w tej nie równej walce. A sama skończyła jako "wyklęta." Zmienili ją w potwora i musiała z tym żyć, aż do końca życia. Co jest nawet zabawne, bo przecież wampiry nie umierają szybko. Można by rzec, że prawie wcale. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Są tego jakieś plusy. Nie zestarzeje się za szybko, ciągle będzie chodzący dwudziestoletnim towarem.
Słuchała chłopaka z czystym zainteresowaniem i wymalowanym uśmiechem na twarzy. Który nie był sztuczny, był bardziej niebezpieczny. Czy on w tej chwili jej rozkazywał? Lepiej dla niego, żeby tak nie było. Zmierzyła go wzrokiem i otwarła swoje usta. - Mój drogi. Czy ty w tej chwili, tak jakbyś mi rozkazywał? Bo jeśli tak, to radzę ograniczyć Ci się do nie otwierania ust. - rzuciła bez jakiegoś tonu nienawiści. Po prostu, irytowało ją to i bawiło. Że chłopak w tej chwili tak jakby jej rozkazywał. A raczej, kazał ograniczyć się tylko do L.. Ta dzisiejsza młodzież, była taka nie kulturalna i wcale nie myśląca. A pomyśleć, że wojna miała ich wystraszyć. Pokazać, że powinni się bać i być rozważnymi. Teraz, stali sie bardziej nie uważni i głupi. Bardzo głupi.
- Wrzeszcząca Chata zawsze była odwiedzana przez uczniów. W tym nie ma nic dziwnego. Ale nastolatek, pijący tutaj. Cóż, dla mnie to nowość. Czy was już tam w ogóle nie pilnują? - rzuciła pytaniem. W jej czasach, było to prawie nie wykonalne. Najwyraźniej tutejsza dyrektorka, nie spełniała zbyt dobrze sowich obowiązków. Albo miała to po prostu w dupie. Tak czy siak, to niej jest interes blondynki. - Czyżbyś uważał nie za kogoś z pod ciemnej gwiazdy? - zapytała bardzo dziewczyńskim głosem. Dodała do tego również trzepotanie rzęsami. Trwało to tylko chwilę, zaraz jednak sama załapała za szklankę i upiła łyka ognistej. Czy ona na pewno tutaj pasowała? Do tego miejsca. Cóż, jak najbardziej. Z ubiorem taniej dziwki i oczami zrobionymi na pandę. Wpasowywała się prawie wszędzie, gdzie ktoś szukał kłopotów.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 2:30

Korzystam z założenia, że miejsce publiczne, więc śmiało ignorujcie, jeśli w ogóle tu jeszcze wrócicie - ale jakby było coś niezbyt, to mogę to potem przenieść, dajcie znać.

25 czerwca

To był niesamowicie głupi pomysł. Nieodpowiedzialny, bezmyślny, niebezpieczny. Nielegalny - nie tylko dlatego, że nie miał prawa wymykać się do Hogsmeade, ale też dlatego, że wybłagał u Pomfrey możliwość spędzenia jednej nocy we własnym dormitorium. Na próbę, żeby sprawdzić, czy jest w stanie funkcjonować. W dormitorium, a nie jakiejś dziwnej, podejrzanej knajpie. Gdyby organizm jednak go zawiódł, gdyby wciąż nie w pełni sprawne ciało odmówiło posłuszeństwa, miałby przechlapane. Już w wieży Gryffindoru taki incydent nie skończyłby się dobrze, bo pielęgniarka nie odpuściłaby sobie umoralniającego wykładu na temat nieodpowiedzialności wychodzenia ze szpitala przed końcem kuracji. A jeśli to się wydarzy w Hogsmeade? Jeszcze gotowa go przypiąć pasami do łóżka, żeby nie mógł nigdy więcej wyjść albo coś równie absurdalnego. W najgorszym wydaniu mogli go też wyrzucić ze szkoły. Wszystko mogło się zdarzyć. A on się tego bał.
Ale przecież nie mógł odpuścić.
W wieży Gryfonów rzeczywiście się pojawił - podczas kolacji, kiedy nikogo tam nie było. Szaty narzucone na piżamę zmienił na jeden ze swoich ulubionych garniturów. Można by powiedzieć, że się stroił, gdyby nie to, że wyglądał tak na co dzień. I tak się czuł najbardziej swobodnie, a luz i pewność siebie niewątpliwie się dzisiaj przydadzą.
Nie miał pojęcia, czego się po tej randce spodziewać, co z niej wyniknie ani o co w niej chodzi. Abbey był nieustanną zagadką, choć gdyby to się na tym skończyło, to nie byłoby tak źle. Niemniej dochodziło do tego jeszcze pogrywanie z niego, kpiny wręcz, nieprzyjemne, niepokojące. Bo przecież to wciąż mogła być tylko gra. Albo nawet lepiej, szykowanie terenu pod inną grę - taką, w której dojdzie do ostatecznego upokorzenia naiwnego Gryfona. Wcale by się nie zdziwił. Chociaż, oczywiście, miał szczerą nadzieję, że jednak takiej opcji nie ma, bo z tego mógłby się już nie wygrzebać.
Tak czy inaczej w końcu stanął pod drzwiami gospody. Nie czuł się najlepiej, z jednej strony przez ogólny stan fizyczny, z drugiej przez zabijającą go niepewność. Przyjście tu przez przejście nie było szczególnie trudne, choć nie chciał myśleć o powrocie. Zastanawiał się za to, czy wejść do środka, uznał jednak, że zostanie na zewnątrz będzie miało więcej sensu.
To właśnie dlatego stał teraz oparty o ścianę, bawił się swoim granatowym krawatem (żadnych aluzji od podświadomości, wiadomo) i czekał. Czekał na to, co miało się wydarzyć, zastanawiając się nad dostępnymi scenariuszami. A przecież wiedział, że najciekawsze scenariusze pisze samo życie. Pytanie tylko, czy to akurat dobrze.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 8:24

Abbey podszedł do tego wszystkiego raczej spokojnie; nie zadręczał się od rana milionem czarnych scenariuszy, a zwyczajnie zajmował się sobą, tak, jakby w ogóle nigdzie się wieczorem nie wybierał. Ostatecznie, więcej czasu poświęcił nauce do egzaminów niż przygotowaniom (przynajmniej tym mentalnym, o prezencję dbał wszakże prawie zawsze) i nie czuł się z tego powodu nawet winny, głównie z racji faktu, że jasno zakomunikował Felixowi swój pieprzony brak czasu, a ten i tak w jakiś sposób wcisnął mu się w grafik.
Dwie godziny przed spotkaniem łyknął zwiększoną porcję tabletek psychotropowych i wtedy, kiedy wymykał się ze szkoły był właściwie chodzącym nieporuszeniem.
Spóźnił się nieco, nakładał na powieki czarny cień.
- Odpierdoliłeś się jak stróż w Boże Ciało. - Wymamrotał, kiedy tylko był na tyle blisko, by mimo tracącego się gdzieś pochmurnego dnia dostrzec sylwetkę Gryfona. Zabrzmiało to dość absurdalnie. Wiedział, że Lookwood często wybiera garnitury i chyba za tym nie przepadał, ale niezależnie od jego własnych preferencji; strój nie był w tym wypadku niczym zaskakującym. Krukona po prostu gryzła w oczy ta pieprzona oficjalność, która gryzła się z nieco toksyczną aurą ich spotkania. Abbey przykrył twarz makijażem do tego stopnia, że jego nijaka z reguły cera sprawiała wrażenie nieskazitelnej i, jakby tego było mało, ubrał się trochę inaczej, obwiesiwszy dodatkowo biżuterią. W jego stroju dominowała czerń (do tego stopnia, że była jedynym kolorem przebijającym się w stylizacji), a główny element stanowił długi, choć cienki sweter. Jakby nie spojrzeć... blondyn, jednak, odpierdolił się bardziej.
Nie krępował się specjalnie, kiedy podszedł do chłopaczka i skradł mu krótki pocałunek, jeden z tych zbłąkanych, w kącik ust, a później mocno chwycił go za rękę, zaciskając nań swoje kościste palce. Pociągnął ciemnowłosego w stronę wejścia do lokalu, nie szczędząc sobie oczywiście przy tym jeszcze jednego, nieznacznie zgryźliwego komentarza.
- ...I smakujesz gorzej niż popielniczka.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 17:10

Gdyby wiedział, że Abbey niespecjalnie przejmował się tym ich spotkaniem, wcale by go to nie zdziwiło. Bo i czemu by miało? Krukon nawet przez chwilę nie dawał mu do zrozumienia, żeby mu jakoś szczególnie zależało. Jakoś na pewno, ale niezbyt mocno. Dlaczego więc miałby o tym wszystkim myśleć? Ale to teraz nie miało znaczenia. To, co siedziało w ich głowach, właśnie tam zostawało, chyba że któryś akurat zdecyduje się o tym powiedzieć. Na pewno jednak nie w tej chwili.
Na całe szczęście nie wiedział też o tym, że według Abbeya to on wcisnął mu się w grafik. To było tak absurdalne, że gdyby Felix miał się jakoś do tego ustosunkować, nie wiedziałby, co powiedzieć. Bo on się nigdzie nie wciskał i na nic nie nalegał. Jasne, chciał się spotkać z chłopakiem przed wakacjami, ale myślał raczej o chwili w skrzydle szpitalnym, kilku minutach, jednym pocałunku. Na pewno nie brał pod uwagę wychodzenia do Hogsmeade, a już tym bardziej nazywania tego randką. Nie miał nic przeciwko, nie o to chodzi, po prostu nie spodziewał się niczego tak poważnego, będącego inicjatywą Campbella. Bo Gryfon nie miał nic przeciwko zobowiązaniom, to jasne (choć może to jeszcze nie był etap, na którym chciałby się w jakiś sposób deklarować), ale Abbeyowi raczej było do tego daleko, przynajmniej takie odnosił wrażenie. I teraz randka? Nawet nie chciał się zastanawiać, jak właściwie do tego doszło.
Zmarszczył brwi, słysząc powitanie. Ciebie też miło widzieć, pomyślał, ale wolał się nie odzywać. Tu nie było dobrej odpowiedzi, zwłaszcza że ta zaczepka była głupia. Jeśli Abbey uważał, że garnitur to w jego przypadku odstawienie się, to najwyraźniej za słabo go obserwował. Za rzadko patrzył. Może to smutne. Ale nie było czym się przejmować.
Nie było w tym też niczego oficjalnego. Garnitur nie wystarczył, żeby było oficjalnie i poważnie. Wystający spod rękawa bandaż nie był oficjalny. Atmosfera niepewności i ostrożnego entuzjazmu też nie była oficjalna. Rzeczywiście było toksycznie. Ale żaden nie będzie wystarczająco mądry, żeby się wycofać.
Nie spodziewał się tego pocałunku, który co prawda nie był tym, na co miał ochotę, ale wystarczył, żeby coś w rodzaju dreszczu przebiegło mu po ciele. Nie panował nad tym, choć gdyby mógł, zablokowałby wszelkie reakcje organizmu. W tej chwili go zdradzały, czyniły słabym, a naprawdę nie potrzebował być jeszcze słabszy. Pozwolił się pociągnąć do środka, w jakiś sposób poddając się decyzjom Abbeya. Komentarz, jaki padł, to jednak było zbyt wiele.
Zatrzymał się i mocno przyciągnął chłopaka do siebie. Stali blisko, wystarczająco blisko, żeby mimo gwaru Krukon mógł usłyszeć jego cichy głos.
- Nie mów do mnie w ten sposób, proszę - rzucił stanowczo, wiedząc, że na wiele mu pozwoli, ale to nie oznaczało braku granic. I w chwili obecnej taką granicą były nieprzyjemne odzywki. Skoro to miała być randka, to mimo całej toksyczności nie mogło być nieprzyjemnie.
Co prawda nie miał pewności, o co chodziło z tą popielniczką, ale nie pytał. Przecież nie palił. Odkąd się obudził nie miał papierosa w ustach, a i nie przypominał sobie, żeby palił kiedykolwiek wcześniej. Możliwe, że tak, że to po prostu kolejny element układanki, który nie wrócił na swoje miejsce, ale to nie zmieniało faktu, że był zaskoczony, że mógłby palić. To by tłumaczyło to dziwne wrażenie, ale i tak. Ciekawe, ile jeszcze się o sobie dowie.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 18:13

- Nie bądź taki wrażliwy i znajdź nam lepiej jakieś miejsce. - Wymamrotał tylko, chyba niespecjalnie zadowolony z tego, że Gryfon zwrócił mu uwagę. Nienawidził ograniczeń, dziwnie kneblowały mu usta i ręce. ...Zresztą, nie był, kurwa, delikatnym Serpensem, lubił słowne gierki, nawet, jeśli te trochę wymykały się spod kontroli i mogły uderzać w najczulsze punkty drugiej osoby.
Puścił go szybko, wyminął smętną sylwetkę, ignorując to z jaką nieporadnością Felix trzyma się na nogach (co pewnie wynikało z racji tego, że powinien leżeć i odpoczywać, a nie włóczyć się z nim nocami po barach) i oparł się o barek, by coś zamówić.
Stanęło na dwóch piwach z którymi podszedł do wybranego przez ciemnowłosego stolika. Sobie wziął zwykłe, jemu zaś kremowe; wydawało mu się delikatniejsze, więc zrobił to z niewypowiedzianą troską o jego stan zdrowia. Nie chciał, żeby jeszcze cokolwiek poza nim i nocnym włóczeniem się po barach utrudniało Loockwoodowi leczenie.
- Trzymaj. - Mruknął, wciąż jeszcze trochę burkliwie, ale ostatecznie chwilę później się uśmiechnął, tak kącikiem wargi, ledwo zauważalnie i usiadł naprzeciwko niego. Zdjął z siebie sweter, w lokalu nie było specjalnie tłoczno, ale jednak duszno. Odnosił przykre wrażenie, że śmierdziało też wymiocinami, ale do takich udogodnień w Świńskim Łbie był akurat przyzwyczajony.
- Niezłe miejsce na pierwszą randkę, nie...? - Zagadnął i zamieszał słomką w napoju. Nie utrzymywał kontaktu wzrokowego. - Szczerze przyznam, że liczyłem, że wybierzesz Masquerade. Sam nie wiem czy jestem zaskoczony czy nie. - ...bo w końcu wiem też dlaczego tego nie zrobiłeś.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 19:43

- Będę wrażliwy, bo taki jestem, chyba musisz się z tym pogodzić - odparł, widząc, jak z Abbeya uszła para. Pewnie, że nie lubił ograniczeń, nijak nie wyglądał na kogoś, kto lubiłby się wpasowywać w zadane ramy, ale z drugiej strony byli w tym we dwóch. To oznaczało, że trzeba było znaleźć kompromis, bo przecież nie chodziło o to, żeby ktoś z tego wyszedł skrzywdzony. Nie celowo. Bo nie, prawda?
Zostawiony sam sobie (co przecież nie było niczym zaskakującym, w końcu nie spodziewał się pomocy - zwłaszcza że sam sobie powtarzał, że jej ani trochę nie potrzebuje), poszedł do stolika gdzieś w kącie. Nie miał ochoty siedzieć gdzieś na środku, otoczony tymi dziwnymi ludźmi, którzy przyszli tu w celach bynajmniej nie randkowych. To nie było bezpieczne miejsce, ale to nawet lepiej, bo musiał się do tego uczucia zwyczajnie zacząć przyzwyczajać. Sam się na to zdecydował, sam musiał sobie z tym poradzić.
Wziął podane piwo i rzucił krótkie dzięki. Nie umknął jego uwadze uśmiech, który od razu zmienił twarz Abbeya. Felix uważał, że chłopak powinien uśmiechać się częściej. Nawet tak lekko, tak tylko trochę, najlepiej przez cały czas. Najlepiej do niego. Teraz zaś obserwował, jak Krukon zdejmuje sweter. Takie proste rzeczy, a i tak nie mógł oderwać wzroku. Bał się tego. Przerażało go to. I za wszelką cenę nie chciał sobie uświadamiać niczego, bez czego żyło się spokojniej.
Zmarszczył brwi, zdziwiony. Miałby wybrać Masquerade? Nie sądził, żeby Abbey wiedział, że byli tam z Serpensem, więc też nie wiedział, dlaczego Felix mógłby nie chcieć tam iść, ale... Nie wyglądał też na kogoś, kto chciałby się spotykać w restauracji. Na herbatę, to jeszcze. Ale co, wino i kolacja przy świecach? Nie to, żeby Felix pogardził, ale jakoś mu to nie pasowało. Choć może się mylił. Tak czy inaczej, Masquerade nie wchodziło w grę.
- Ja... - Nie wrócę tam. Za dużo wspomnień, za dużo przeszłości. Za dużo Serpensa. Za dużo straconych nadziei, za dużo lęków. Nigdy więcej. - Nie lubię Masquerade. Czemu akurat na nie liczyłeś? I skąd zaskoczenie albo skąd jego brak? - Był ciekawy, czemu Abbey mógł się spodziewać, że wybierze coś innego niż wspomnianą restaurację. Może wie. O Serpensie, o tej ich randce, o wszystkim. Tylko skąd? Nie, niemożliwe. Musiał być jakiś inny powód.
- Czemu randka? Nie wiedziałem, że chodzisz na randki. Ani że chciałbyś się ze mną publicznie pokazać. Ani, no, nic. Nie wiem. Opowiedz mi jeszcze o sobie.
Wiele by dał, żeby zrozumieć całą tę sytuację. Żeby wiedzieć, na czym stoi i co właściwie siedzi w głowie Abbeya. Powoli jednak godził się z tym, że prawdopodobnie nie ma na co liczyć. Że się nie dowie i najlepiej będzie, jeśli po prostu się dostosuje. Dlatego to może był dobry moment, żeby poznać Krukona jakoś bardziej. Czegoś tam się dowiedział przez listy, coś tam zaobserwował podczas ich spotkań, ale to wciąż było mało. A skoro to randka, to może nie było lepszej okazji.
Upił łyk piwa, doceniając fakt, że Abbey zamówił mu bezalkoholowe. Chyba nie chciał wiedzieć, jak zadziałałyby te wszystkie eliksiry, którymi faszerowała go Pomfrey, gdyby połączył je z alkoholem. Albo jak zadziałałby na niego alkohol po połączeniu z eliksirami.
Uśmiechnął się do niego lekko.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 20:16

- Bo... Masquerade to bardziej przyjazne miejsce. - Wzruszył ramionami i z trudem stłumił krótki wybuch śmiechu, spowodowany chwilowym, Feliksowym rozkojarzeniem. Domyślił się, że nawiedziły go wspomnienia, to wszakże było nieuniknione. A co, jeśli wciąż tęskni? Czasem przerażała go ilość ludzi za którymi Gryfon mógłby tęsknić i wtedy, kiedy o tym myślał rozumiał niejako jego delikatną emocjonalność; ostatecznie niemal wszyscy ludzie, którym szczerze zaufał zostawili go samego. Abbey nie miał aż takiego pecha, zbyt trudno było mu się przywiązać na dłużej niż chwilę. ...Tylko dlaczego głupio zależało mu, by ciemnowłosy przywiązał się i do niego, skoro sam nie był pewien czy może mu sobą cokolwiek zaoferować? - Obiecałem Ci szczerość, więc nie zdziwi Cię pewnie, ze przyznam; zdarzało mi się w życiu rozmawiać z Serpensem - co dziwne, zważywszy na to, że dzieliliśmy dormitorium - nawet więcej niż raz. Nie jestem szczególnie nieśmiały, może nie udało mi się przenieść tej znajomości na inny poziom wtedy, kiedy tego chciałem, ale nasze relacje były dobre. Przesadziłbym, gdybym powiedział, że mi o Tobie opowiadał, niemniej jednak wiem gdzie się włóczył. - Uśmiechnął się znów, może nieco kąśliwie, jakby bawiło go rozdrapywanie starych ran, choć nie do końca o to mu chodziło. Nie chciał go ranić, a jedynie wiedzieć... ile miejsca w jego sercu zajmuje jeszcze przeszłość. W tej kwestii uważał się za egoistę, nienawidził dzielić się ludźmi, nawet, jeśli ostatecznie niczego od nich nie chciał (czego nie był pewien w stosunku do Felixa).
- Publicznie...? - Znów zamieszał słomką w piwie, by ostatecznie zdecydować się na kilka szybkich łyków. - Godzina 20 w Gospodzie pod Świńskim Łbem to nie wspólne przekroczenie progu Wielkiej Sali ze splecionymi dłońmi w porze śniadania, co znaczy tyle, że tu raczej nikt nas nie zobaczy. - Dodał po chwili, tym razem już z łagodnym uśmiechem i łącząc na chwilę ich spojrzenia. - Zdarza mi się chodzić na randki. Zwykle są krótkie i rzadko dochodzi do drugiej. Nie opierają się na rozmowach, a jedyne, co po nich zostaje to ślady na szyi i plecach, ale i te po jakimś czasie znikają. Są jak każde inne rany; potrzebują po prostu określonej ilości czasu. ...Ale nie po to Cię zaprosiłem, wiesz? Chyba chciałem, by było... między nami normalnie, choć przez chwilę. Stopniowy rozwój sytuacji, rozmowa o zainteresowaniach przeplatana z nudnawym paplaniem o nijakiej pogodzie. Chciałem takiego zbliżenia na jakie pozwalają sobie normalni ludzie, nie Ci totalnie popieprzeni i niestabilni emocjonalnie, jak ja czy Ty. - Urwał na chwilę, potarł nieco nerwowo nadgarstek, chyba zestresowany własną szczerością, a potem znów podjął temat, już znacznie spokojniejszym tonem. Czasem potrzebował krótkiej chwili, by zebrać myśli, nawet wtedy, gdy już zaczął paplać jak katarynka. - Masquerade jakoś lepiej pasowało mi się do tej wizji.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 21:09

Pokiwał głową, choć bez przekonania.
- Tak, chyba jest bardziej przyjazne. Ale zawsze możemy iść gdzieś indziej. Nie tam, ale też nie tu. - W zasadzie w tej chwili nie mógł powiedzieć o tej restauracji czegoś szczególnie miłego. Miał raczej gorzkie wspomnienia, a to wszystko zmieniało. Obiektywnie rzecz biorąc restauracja rzeczywiście jest przyjemniejsza od tej śmierdzącej knajpy, ale Felixowi daleko było do obiektywizmu. Czy tęsknił? Pewnie trochę tak. Starał się o tym nie myśleć, zresztą minęło już sporo czasu, więc było łatwiej - ale to wciąż było jak niezamknięty rozdział. A to niewątpliwie utrudniało. Więc trochę tęsknił, a trochę szedł dalej. Powoli, niepewnie, ale jednak jakoś tam dalej. I chociaż naprawdę bał się zaangażować kolejny raz, chociaż bezpieczniej byłoby na dystans, to nie był pewien, czy tak potrafi.
Nie do końca rozumiał, co znaczyło, że dzielili dormitorium. Nawet więcej niż raz. Znaczy... Co? Ale chyba nie chciał wiedzieć. Za słowami Abbeya często mogło kryć się wszystko i Felix zdążył nauczyć się, że czasem bezpieczniej było nie pytać. Niemniej, wiedział, że rozmawiali. Przecież się znali, musieli rozmawiać. Serpens raczej nie mówił, że się spotykają, ale pewnie mówił, dokąd idzie, kiedy znikał. Abbey orientował się w sytuacji wystarczająco dobrze, żeby połączyć fakty. No tak, to miało sens. Choć wyciąganie tego teraz zabolało. Bo jeśli Krukon wiedział o spotkaniu Felixa i Serpensa w Masquerade, to te wszystkie nawiązania do tego miejsca były celowe. Lockwood nie wiedział, co Abbey chciał tym osiągnąć, ale wydawało mu się to dość podłym zagraniem. I właściwie takim, które szkodziło najbardziej samemu Campbellowi.
Miał ochotę uderzyć równie mocno. Wbić szpilę, upodlić go. Sądził, że nawet wiedział gdzie. Miał odpowiednie słowa na końcu języka. Tak niewiele brakowało, by zrobił po prostu to samo, w odwecie - ale się powstrzymał. W końcu był człowiekiem, którego nie bawiło robienie innym krzywdy. Nie widział sensu w ranieniu innych. Dlatego, nieco wbrew sobie, tylko się uśmiechnął i pokiwał głową.
- Tak, to coś wyjaśnia.
Wyjaśnienie też go nie zdziwiło. No tak, to było miejsce, gdzie mogli się spotykać, a i tak nikt by o tym nie wiedział. Ale z drugiej strony wcale nie do końca. Jednak się spotkali. Byli tu razem. Tylko oni. Jeśli to miała być tajemnica, to, co ich łączyło (cokolwiek by to nie było), to w ten sposób średnio się jej trzymali, mimo wszystko.
- Tu nie zobaczy nas tyle ludzi, to fakt, ale nie możesz mieć gwarancji, że nikt nas nie widział i nikt o nas nie wie. Liczysz się z tym, nie jesteś głupi. A jednak się zdecydowałeś. - Spojrzał mu w oczy, pewnie, niemal prowokacyjnie. Jakiś ognik błąkał mu się w oczach, jakby to wszystko go bawiło. Może rzeczywiście wreszcie zaczynało.
Słuchał uważnie tego, co Abbey mówił. Popijał swoje piwo i zastanawiał się nad tym, co słyszy. Randki po to, żeby wylądować z kimś w łóżku. Nic specjalnego. Najwyraźniej jednak nie liczył na to po tej, a to dobrze, bo i tak by tego nie dostał. Na ślady paznokci Felixa trzeba było zasłużyć. Jeszcze nie wiedział jak, ale i tak był pewien. Ale jedno w tym wszystkim było mocno prawdziwe - rzeczywiście obaj byli mocno pokręceni. Może to wystarczająco dużo wspólnego.
- Pasuje mi to. Żeby było normalnie. To brzmi dobrze - pokiwał głową, jakby przekonywał sam siebie i może trochę tak było. - Serio, możemy zawsze zmienić miejsce. Tak czy inaczej, opowiedz mi o swoim rysowaniu. Co rysujesz najchętniej?
Może zagadywanie o rysowanie było głupie. Ale było normalne, luźne. Łączyło ich obu, więc może dobrze, że się przekonają, że nie dzieli ich tak całkiem wszystko. Poza tym rozmowa, razem z tym piwem, skutecznie zajmowały myśli - i ręce. Bo Felix miał ochotę go dotknąć. Jakoś, chociaż trochę. Nie żeby od razu całować, chociaż też. Ale tylko dotknąć. Tyle że to nie był najlepszy pomysł, więc trzeba było znaleźć coś na zastępstwo. I właśnie rozmowa i piwo wydawały się do tego idealne.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 21:51

- Nie mam powodów, by wstydzić się naszej relacji, dlaczego w ogóle tak o tym myślisz...? Nie musimy się z niczym ukrywać, przecież nie jesteśmy nijak wobec nikogo zobowiązani. Nie dbam o to, co ktoś sobie o mnie pomyśli, w przeciwnym razie dawno byłbym zmuszony stąd zniknąć. Zresztą, byłoby zabawnie, gdyby zaczęli o nas mówić, prawda...? - Zagadnął i znów się uśmiechnął, a w jego policzkach pojawił się zarys dołeczków. Tym razem przyszło mu to jakoś naturalniej, jakby czuł się w jego towarzystwie coraz to swobodniej. Cóż, nie zamierzał ukrywać znajomości z Felixem, bo niby jaki miałby mieć w tym cel? Zresztą, to, że wymieniali korespondencję nie było tajemnicą już od jakiegoś czasu. Ciemnowłosy przecież podzielił się tą informacją z najbliższymi przyjaciółmi, a Abbey, ostatecznie, nie miał nic przeciwko. Taki obrót sprawy nie wpływał na jego życie nawet w najmniejszym stopniu. Jeśli ktoś coś o nim mówił to nigdy nie robił tego w twarz. Poza przelotnymi romansami i paroma niezbyt zażyłymi znajomościami z innymi Krukonami był raczej samotnikiem. Większość plotek go omijała.
- Nie miałbym oporów przed złączeniem naszych ust, choćbyśmy mieli leżeć na nauczycielskim stole podczas przyszłorocznej Ceremonii Przydziału i niech to zdanie będzie ostatecznym rozwianiem Twoich chorych wątpliwości. ...No, a jeśli już coś chciałbym ukryć to chyba to, że obaj się tu wymknęliśmy. Nie, żebym liczył, że Ravenclaw wygra w tym roku puchar domu, ale miłoby było, gdybyśmy nie stracili przez moje wybryki jeszcze kilku punktów. - Dodał, wzruszywszy ramionami i odłożył już do połowy opróżniony kufel po piwie na stół, a obie ręce położył na jego blacie.
- Lubię rysować ludzi, po prostu. Najlepiej w ruchu, z rozpieprzonymi na wszystkie strony włosami. Ty, swoją drogą, nadajesz się do tego idealnie. Czasem masz na głowie bałagan gorszy niż ja. ...Ale łatwiej mi z kobietami, chyba uważam je za piękniejsze. Lubię też błękit nieba latem, papierówki i swobodną wymianę myśli. Bliskość jest dla mnie ważna, ale ciężko nawiązać mi porozumienie dusz, mam zbyt niespójną osobowość. Szaleję za herbatą, stąd tamta propozycja, ale ostatecznie... chcę tu zostać, bo myślę, że to miejsce do mnie pasuje. Bywa, że kreślę długopisem gwiazdozbiory na rękach. Często uznaję życie za niesprawiedliwe, lubię z nim igrać i czuć się bliskim śmierci. Mam jedno marzenie: oszaleć do reszty. Chcesz mi pomóc?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   18.07.16 23:26

Przygryzł wargę nieświadomie, układając odpowiedź.
- Nie twierdzę, że się wstydzisz. Nie chodzi o wstyd. Pokazanie się publiczne robi z tego coś... Realnego. Jakby rzeczywiście coś było. Póki wymieniamy listy, to możesz o tym twierdzić cokolwiek. Teraz nie wszystkiemu można zaprzeczyć. I jest mi wszystko jedno, co o nas mówią, nie w tym rzecz - wzruszył ramionami. Już dawno przestał się przejmować opinią innych, bo inaczej prawdopodobnie dostałby szału. Hogwart lubił plotki i trudno było temu zaprzeczyć, ale właśnie dlatego nie można było zwracać na nie uwagi. Pilnowanie swojego zachowania tak, żeby pasowało wszystkim innym, zabierało całą magię. Wszystko stawało się zbyt ostrożne, wykalkulowane, podczas gdy najlepsze rzeczy były spontaniczne. Nawet on się tego nauczył, choć czasem z tą spontanicznością miał problem. Na razie jednak niczego nie żałował - i dalej nie zamierzał żałować.
Dopiero teraz zauważył, że Abbey ma dołeczki w policzkach. Wpatrywał się w nie jak zahipnotyzowany, nie wiedząc, jak mógł je do tej pory przegapić. Mimowolnie wyciągnął rękę, by dotknąć jego policzka, ale cofnął ją speszony, kiedy tylko zorientował się, co robi. Wystarczyła chwila rozkojarzenia, żeby ciągnęło go do dotyku, ale nie. Nie teraz. Nie tu. Chyba.
Kiedy dotarł do niego sens słów Abbeya, zaśmiał się, nieco zszokowany. Pocałunek na prezydialnym stole? Pomysł równie szalony, co kuszący. Felix widział w nim jednak jeden zasadniczy problem.
- Zdaje się, że już ci mówiłem, że o pocałunkach masz bardzo wiele do powiedzenia i na tym się kończy. Aż przykro. Choć ładnie mówisz, to prawda - nie mógł powstrzymać uśmiechu, bo wizja potencjalnego incydentu podczas Ceremonii Przydziału wciąż nie chciała sobie pójść. - Też mi nie zależy na szlabanie, ale jeszcze nie wiem, jak wrócimy. Miodowe Królestwo niedługo zamykają. Trzeba będzie wymyślić coś innego. - Albo nie wracać wcale, bo po co.
W jego kuflu była podobna ilość napoju, choć z każdym łykiem Gryfon nieco żałował, że nie ma w nim alkoholu. Chciałby się napić z Abbeyem. Może nawet wypić za dużo. Zobaczyć, co się stanie, kiedy puszczą hamulce. To nie był jednak ten moment.
Nie zdawał sobie sprawy, że właściwie wstrzymał oddech na czas monologu chłopaka. To było ważne, to wszystko, co mówił, a Felix nie mógł uronić nawet jednego słowa. Chciał wszystko usłyszeć i wszystko zapamiętać, żeby jak najlepiej go poznać i odkryć, jak z nim postępować, żeby udało im się zgrać. Bo naprawdę wierzył, że to możliwe.
- Ciężko... Ale udało ci się już takie porozumienie nawiązać? Z kimkolwiek, kiedykolwiek? Takie porozumienie dusz? - spytał zaciekawiony. To mogło wiele powiedzieć. Bo jeśli tak, to pewnie ta relacja w sporym stopniu mogła ukształtować chłopaka. Jeśli zaś nie, to faktycznie może być trudno do niego dotrzeć. Gryfon mocno jednak wierzył w to, że warto.
- Jaką herbatę lubisz najbardziej?
Teraz nieco żałował, że nie wybrał herbaciarni u pani Puddifoot. Fakt faktem, wystrój tam był koszmarny, ale jeśli Abbey lubił herbatę, powinni byli tam pójść. Może tam byłby nastrój odpowiedni do randki - choć teraz wcale nie było najgorzej. Rozmowa zeszła na tory, na których otaczająca ich rzeczywistość jakby traciła na znaczeniu. To było ważne.
- Chciałbym oszaleć razem z tobą - szepnął niepewnie, nie mając pewności, czy powiedzenie tego głośno jest właściwe. Bo może nie, może to wciąż tylko gra. Może niepotrzebnie się odsłania, pokazując, że w jakiś pokręcony sposób, w pewnym stopniu mu zależy. Choć pytanie, czy zależało mu na tym chłopaku, czy nie zależało mu na życiu, dlatego był gotów rzucić się w ogień przy pierwszej okazji. Istniała też możliwość, że obie odpowiedzi były poprawne.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   19.07.16 20:35

- Skoro tak bardzo chcesz moich ust to dlaczego ich sobie po prostu nie weźmiesz, hm? - Zapytał, nieco rozbawiony i oparł się wygodnie o krzesło, krzyżując dłonie na torsie. Zastanowiło go to. Jak wyglądałby Lockwood, próbując przejąć inicjatywę i czy w ogóle byłoby go na to stać? Szczerze wątpił, miał go za dość niepewnego w takich sprawach. Blondyn nie miał z tym problemu; potrzebował tylko odpowiedniego nastroju, choć odrobiny chęci i odległości dzielącej jego ciało od ciała potencjonalnego partnera chociaż trochę mniejszej niż ta wyznaczana przez stary, drewniany stół, który aktualnie miał przed sobą.
- Nie pamiętam, bym kiedykolwiek był szczęśliwie zakochany. - Wyjasnił w skrócie i uśmiechnął się bez przekonania. Cóż, obiecał mu szczerość, tak? Abbey miewał miłostki mniejsze i większe, ale znaczna część tych zauroczeń spełzała na niczym z róznych powodów. Czasem brakowało wzajemności, w innym przypadku magia traciła się na drugim spotkaniu a rzadziej, kiedy było naprawdę dobrze, młody Campbell po prostu znikał, potwornie bojąc się zależności od drugiego człowieka. Najwygodniej było mu kochać na odległość, tak, jak było w przypadku Serpensa. Popadał w manię prześladowczą, pisał listy i kreślił jego portrety, ale był w tej relacji bezpieczny, póki większa jej część toczyła się w jego głowie. Tak było najwygodniej.
- Najbardziej lubię jaśminową, zimą wygrywa jabłkowa z cynamonem, szaleję też za rumiankiem i zwykłą miętą, raczej unikam roślin o specjalnych właściwościach, źle reagują z lekami. - Chyba trochę cieszył się z tego, że Felix był mugolakiem. On też się nim czuł, nawet mimo tego, że nie znał swoich rodziców, a co za tym szło – pochodzenia i krwi. Ale... dorastał w takim świecie i unikał uznawania go za gorszy; wierzył w mugolską psychiatrię (w końcu podtrzymywała go przy życiu) czy narastający postęp techniczny.
- Nie mam pojęcia jak stąd wrócimy. - Rzucił w końcu i znów zamknął sobie usta kilkoma łykami alkoholu. ...Chyba zaczął się tym martwić, mimo wszystko noc poza dormitorium nie wróżyła dobrze, zwłaszcza tuż przed egzaminami. Spanie gdzieś pod gwiazdami nie przyszłużyłoby się też chyba Felixowi, wciąż był w nijakim stanie. Z drugiej strony, jednak, byłoby przygodą. Abbey był szaleńcem.
Kurwa mać.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   19.07.16 21:22

Coś w tym było, że nie przywykł do przejmowania inicjatywy. Z drugiej strony, wtedy, za pierwszym razem... Chociaż też nie do końca. Nie na początku. Sam by się nie pchał w czyjś związek. Więc tak, nie przywykł do przejmowania inicjatywy. Jednocześnie teraz było inaczej, ze wszystkim. Atmosfera była inna, cała relacja. Oczekiwania, nastawienie. Więc jeśli i tak stąpał po niepewnym gruncie, to czemu nie iść o krok dalej? Nie próbować tego, czego do tej pory nie miał okazji robić? Nie miał nic do stracenia, skoro do tej pory stracił już właściwie wszystko. A na poczucie bezpieczeństwa i tak nie miał co liczyć, nie w tej relacji, nie na tym etapie.
To dlatego wstał, okrążył stół i stanął koło Abbeya. Bez chwili zawahania (która mogła sprawić, że by się wycofał, więc wolał nie ryzykować myślenia i zastanawiania się), ujął go pod brodę, pochylił się i pocałował go, jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem. Jakby robił to codziennie. Niezbyt mocno, ale zachłannie. Bo był zachłanny, bo chciał tego pocałunku już od jakiegoś czasu, bo cierpliwość jakby przestała być jego mocną stroną, jeśli w ogóle kiedykolwiek była.
A potem zwyczajnie wrócił na swoje miejsce i sięgnął po piwo. Bo to przecież była najzwyklejsza rzecz pod słońcem, nawet jeśli serce biło mu niepokojąco mocno, a oddech musiał uspokajać wręcz na siłę. To nic takiego.
Tak, więc o czym to... Zakochanie. Nie był zakochany. Felix był, ale za każdym razem inaczej i w tej chwili jakoś zupełnie nie miał ochoty o tym myśleć. I nagle to wszystko, co było wcześniej, przestało mieć znaczenie. Na chwilę, na kilka minut, ale jednak. Wszelkie zakochania, miłostki, mniej lub bardziej przelotne związki. Nieważne. Miła odmiana. Może trzeba było pocałować go wcześniej. Uśmiechnął się nieznacznie do własnych myśli.
- Jaśminowa, mówisz. Wydaje mi się, że nie piłem. - Próbował przypomnieć sobie, czy miał okazję, ale niewiele herbat w życiu pił, trzeba przyznać. Ale teraz nabrał ochoty na jaśminową. I na smak jego ust po jaśminowej herbacie, bo dlaczego nie, jak już, to z rozmachem. Ale do tego przecież się nie przyzna. Spytał za to o coś innego. - Z lekami...? - Nie miał pojęcia, że Krukon bierze jakieś leki, bo i skąd. I właściwie dopiero po chwili pomyślał, że może nietaktem było pytanie o to. - Jak nie chcesz, to nie mów, przepraszam, nie powinienem był - mruknął, speszony. Chciał wiedzieć jak najwięcej, ale kultura przecież przede wszystkim. Tyle że teraz jakoś łatwo było się zapomnieć.
Wspomnienie o powrocie trochę zepsuło nastrój, przynajmniej Felixa. Nie na długo, ułamek sekundy, drobna rysa na szkle.
- Chcesz już wracać? Bo ja nie. I dlatego mnie to teraz nie obchodzi. Będziemy myśleć, jak przyjdzie czas - wzruszył ramionami, jakby to rzeczywiście nie miało znaczenia. Jakby wcale nie powinien teraz być w szpitalu, jakby wymykanie się do Hogsmeade nie było niczym wyjątkowym. Uznał jednak, że będzie się martwił później. Kiedy już ta randka się skończy, zacznie się zastanawiać nad decyzjami, być może głupimi, jakie gdzieś tam w międzyczasie podejmie, ale teraz nie był na to czas. Teraz po prostu był czas na te bezmyślne decyzje. Bo czemu nie. Przecież naprawdę nie miał nic do stracenia.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   19.07.16 21:43

Zaśmiałby mu się w usta, objąłby w pasie, pociągnął w swoją stronę, tak, by ten zmuszony byłby docisnąć go do ławy i, przede wszystkim, przedłużył pocałunek, ale nie był w stanie nawet wziąć przed tym wszystkim głębszego oddechu. Co o tym wszystkim myślał? Pieprzona niespodzianka. Felix pojawił się obok niego tak samo szybko jak szybko ponownie usiadł na swoim miejscu, więc jedyną rzeczą jaką zdążył zrobić Krukon było przetarcie mokrych ust wierzchem dłoni, ścierając z nich ślady tego dziwacznego zbliżenia. Cóż, najwyraźniej tak miało być, skoro Gryfon później od razu zajął się piwem, a następnie wrócił do rozmowy. Campbell nie krzyżował mu planów, choć bawiło go jego zachowanie. Chwilami myślał, że ciemnowłosy mógł być miejscami bardziej skomplikowany od niego samego. Mimo prób zachowania luzackiej postawy doskonale widział, że cała ta sytuacja była dla Lockwooda stresująca. ...Może to i dobrze? Stres świadczył o poważnym podejściu, a czasem, choć szczerze się w tym wszystkim gubił, właśnie tak chciał być przez niego traktowany. Posłał mu lekki uśmiech, jakby w odpowiedzi na to wszystko, a po chwili sam zajął się piwem, jak gdyby nigdy nic.
- Biorę całą masę leków psychotropowych mniej więcej od czterech lat, pomagają mi być względnie posklejanym, kiedy najchętniej bym się rozpadł. - Wyjaśnił krótko. Niewiele musiał tu tłumaczyć; chyba każdy czarodziej na świecie wiedział co takiego też działo się cztery lata temu i w jakim stopniu wpłynęło to na młode pokolenie. Abbey stracił siostrę, ale poza nią niepotrzebną śmierć poniosła cała masa ludzi o których warto było pamiętać. Te wspomnienia zawsze go przygnębiały, więc znów sięgnął po piwo, tym razem biorąc kilka większych łyków i zostawiając kufel pusty. Do pełni zapomnienia brakowało mu tylko jednego.
- Po tym, co wcześniej powiedziałeś wnioskuję, że nie masz papierosów, prawda...?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   19.07.16 23:42

Oczywiście, że nie miałby nic przeciwko przedłużeniu pocałunku. Obojętnie, do czego mieliby się nawzajem dociskać i jak mocno całować. I gdzie ręce Abbeya miałyby powędrować, gdyby miały do tego okazję. W zasadzie nawet mógłby odpuścić dalszą rozmowę, żeby iść gdzieś, gdzie nie dzieliłby ich stół, a dookoła nie byłoby tylu ludzi. Ale to nie teraz. Bo to z jednej strony było koszmarnie toksyczne, od pierwszej chwili ich znajomości, która być może rozwijała się z całkiem złych powodów, ale z drugiej... Chcieli normalności. Obaj. To miała być randka, bo miało być normalnie. I choć żaden z nich do końca nie znał normalności, choć obaj byli mocno pokręceni, to Felix czuł, że będą bliżej normalności, jeśli teraz wrócą do rozmowy. Ten jeden pocałunek - publiczny, jakby nie było - w jakiś sposób to wszystko zdefiniował. Zbudował pewien grunt, chyba. Nie było sensu rzucać się z tego gruntu prosto w przepaść. To już obaj przerabiali wystarczająco dużo razy.
Tak bardzo kusząca bliskość ani trochę nie ułatwiała.
I oczywiście, że brał to na poważnie, nie był kimś, kto w ogóle byłby w stanie się bawić drugą osobą, pogrywać z czyimiś uczuciami. Co nie znaczyło, że wolałby wcale na poważnie tego nie brać. Tak byłoby lepiej, bo w najgorszym wypadku mniej by bolało. No, ale siebie nie mógł oszukać. Tętno jak po szybkim biegu. To nie był efekt czegoś, co nic nie znaczy.
Psychotropy od czterech lat. No tak. Wszystko się mocno złożyło do kupy. On nigdy o tym nie myślał, ale może gdyby wpadł na podobny pomysł, teraz wszystko byłoby inaczej. Abbey pewnie też kogoś stracił. Pewnie już wtedy, podczas bitwy, nie później. Pewnie to było za dużo. Miał ochotę bardzo mocno go przytulić, nawet jeśli to działało o wiele słabiej, niż garść leków. Może potem. Na razie tylko pokiwał głową.
- Gdybyś kiedyś potrzebował, to się odezwij, zrobię ci herbaty. - A potem pocałuję tak, że zapomnisz. Propozycja nie była niczym szczególnym, ale nie wiedział, co innego może od siebie dać, żeby jakoś mu w tym ulżyć. To było najszczersze, na co mógł się zdobyć. Tylko tyle i aż tyle.
Też dopił swoje piwo, jeśli to w ogóle można było tak nazwać. Naprawdę miał ochotę na alkohol, ale nie było o czym mówić. Nie dzisiaj.
- Nie, nie sądzę, niby skąd - odparł, marszcząc brwi, ale dla pewności sprawdził jeszcze kieszenie marynarki. Ani trochę się nie spodziewał, że jednak znajdzie. Niewielka, prosta papierośnica, pełna, z której obecności do tej pory nie zdawał sobie sprawy. Wiedziony ciekawością, ale i zaskoczeniem, sięgnął po swoją torbę. Nie musiał długo szukać, by znaleźć pogniecioną, do połowy wypełnioną paczkę, a w innej kieszeni drugą, tyle że akurat w niej papierosy wyglądały na skręcane ręcznie. To wszystko naprawdę wyglądało, jakby solidnie palił jeszcze jakiś czas temu. Nie miał pojęcia, co powiedzieć. Po chwili ciszy wreszcie, wciąż w szoku, wykrztusił:
- A jeśli mam, to chcesz?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   20.07.16 9:51

Przewrócił oczami z czymś w rodzaju dezaprobaty, obserwując ten cyrk. Znów nie miał pojęcia co też najlepszego Lockwood odstawia. Co, chciał ukryć przed nim, że pali? To bezsensu. Abbey widywał go z fajką w ustach niemal codziennie, kiedy obaj siedzieli na błoniach i coś kreślili w swoich szkicownikach, nie łącząc spojrzeń ani na moment, ale jednak się obserwując? Przecież powinien mieć papierosy, a jeśli nie, mógłby przynajmniej znowu nie udawać, że nigdy nie miał z nimi nic wspólnego. Zresztą, kłóciło się to z przesiąkniętą dymem marynarką. ...Czy on naprawdę tego nie czuł? Chwilami go nie rozumiał i nijak nie potrafił połączyć tego z zanikami pamięci, będącymi, jakby nie patrzeć, wyjątkowo rzadko spotykaną dolegliwością, nawet po sporych urazach.
Jego zdziwiona mina wprawiła w zakłopotanie samego Campbella, a zadane później pytanie przyprawiło go o coś w rodzaju gorzkiego śmiechu. Wzniósł też oczy do sufitu i pewnie gdyby Gryfon siedział bliżej... to blondyn porządnie by nim potrząsnął.
Skinął głową w odpowiedzi, niespecjalnie chcąc rozwijać ten temat. Chyba bał się kolejnych absurdalności. Lubił niejasności, ale tylko wtedy, kiedy sam je tworzył. W przeciwnym razie całkowicie się gubił i uciekał (jeśli nie fizycznie to chociaż od rozmowy). Zarzucił na kościste ramiona czarny sweter, wstał i dopiero wtedy, kiedy znalazł się przy nim – wyciągnął dłoń po papierosa. Zapalniczkę miał. Otrzymawszy prezent, nachylił się nieznacznie nad skronią Gryfona, musnął ją cicho wysuszonymi wargami, zadrapał nieznacznie i szepnął ciche...
- Chodź. - ...zaraz po tym prostując się i kierując do wyjścia. Miał już dość smrodu tej speluny, potrzebował odrobiny świeżego powietrza, nawet, jeśli właśnie planował truć płuca toksynami używanymi przy produkcji asfaltu. Zimne powietrze rozwiało mu włosy, kiedy tylko wyszedł z knajpy, ale nie przejął się tym ani trochę i bez oglądania się za siebie ruszył w stronę alei pod baldachimem, gdzie mógł schować się przed wiatrem, światem i sobą samym jednocześnie.

Z/t (jak Felix chce to jemu też).
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade-
Skocz do: