Share | 
 
Pub pod Trzema Miotłami
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Pub pod Trzema Miotłami   28.09.15 11:19

Pub pod Trzema Miotłami
Najpopularniejszy pub w miasteczku, nastawiony również na klientów niepełnoletnich. Chętnie oblegany, więc zdarza się, że ciężko znaleźć tu wolny stolik. Ceny napojów są dosyć przystępne, a jeśli zgłodniejesz, możesz zamówić sobie naprawdę smaczne przekąski.

Cennik:
➺ Kremowe piwo
➺ Sok dyniowy
➺ Grzane wino
➺ Nachosy z sosem serowym
➺ Nachosy z sosem salsa
➺ Dyniowe paszteciki (3 sztuki)
➺ Pucharek z lodami zmieniającymi smak co minutę
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   29.11.15 0:00

Butelka - wersja dla uczniów

Pub Pod Trzema Miotłami jak zwykle był zatłoczony niemożliwie. W zwykłe dni stanowił najpopularniejsze miejsce w miasteczku, dzisiaj natomiast był szczególnie oblegany, zwłaszcza przez uczniów. Wszystko z powodu zabawy, jaką zorganizowała madame Rosmerta. Do jasnowidzenia podchodziła dość sceptycznie – co prawda nie miała wątpliwości, że istotnie istnieją osoby, zdolne przepowiadać przyszłość, wychodziła jednak z założenia, że losowi zdecydowanie trzeba pomagać. Świetnie pomagało w tym kremowe piwo, które specjalnie dzisiaj było za pół ceny (!), ale i popularna wśród młodzieży zabawa, którą chciała dzisiaj poobserwować.
Parter pubu zajmowało jeszcze więcej stolików, niż zwykle, tak że miało się wrażenie, że już naprawdę nie ma którędy przejść – choć madame Rosmercie udawało się bezbłędnie. Tam mogłeś, jak zwykle, wypić piwo i coś przekąsić. Na piętrze zaś poukładane na podłodze zostały wygodne poduchy, tworząc krąg. Na samym środku, na specjalnej podkładce leżała butelka. Wprawić ją w ruch można było przy pomocy różdżki, zwyczajnie posyłając w jej stronę iskry. Butelka kręciła się przez chwilę, po czym wskazywała osobę, którą czekał jednocześnie prosty i bardzo trudny wybór: pytanie czy wyzwanie?
Butelka, rzecz jasna, była zaczarowana i nie pozwalała wykręcić się z zadania czy odpowiedzi na pytanie, chyba że przekraczało to granice moralności czy dobrego smaku. Delikwent, który zapędzi się zbyt daleko w wymyślaniu zadań, mógł zostać wyproszony. Jednocześnie podczas realizacji zadania nikt nie mógł w tym przeszkodzić - magia nałożona na butelkę stanowczo na to nie pozwalała, więc nie masz nawet po co próbować.
To ty wybierasz, na kogo wskaże butelka. Staraj się jednak nie ograniczać do grona najbliższych przyjaciół – skorzystaj z pretekstu do integracji! Zaczyna trzecia osoba, która się pojawi.




Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   29.11.15 15:50

Główna ulica wyglądała inaczej niż zapamiętał ją ze swojej ostatniej wizyty w Hogsmeade. Wtedy nie tylko nie było na niej tylu uczniów, ale również nie było całego tego święta wróżbiarstwa i tych wszystkich zabaw, które dnia odbywały się w wiosce. Chyba wolał kiedy było tutaj spokojniej, bo teraz przejście w niektórych miejscach był trudne. A i znalezienie tego kogo się szukało również nie było najprostsze. Co prawda i tak miał się spotkać z Felixem w trzech miotłach, ale nie oznaczało to, że nie zaczął szukać go wzrokiem już wcześniej. Może nawet w sali wyjściowej albo gdzieś na schodach czy na korytarzu. Nie oznaczało to jednak, że nie zwracał uwagi na innych i skupiał się jedynie na tym. Po prostu było to silniejsze od niego i pierwszy raz nie żałował, że tak wyrósł, bo to mu wiele ułatwiało. Całą drogę do wioski z kimś przegadał, nawet się pośmiał i liczył na to, że reszta dnia będzie równie udana, a nawet i bardziej. Był ciekawy tych wszystkich wróżb, mógł nie do końca w to wierzyć, ale to nie znaczyło, że nie chciał spróbować.
Do baru wszedł trochę zmarznięty, ale nic tak dobrze nie rozgrzewa jak kremowe piwo i myśl, że niedługo pewnie wpadnie na pewnego Gryfona… Swojego Gryfona. To drugie mocniej na niego działało, ale póki co musiał się zadowolić piwem. Drzwi ciągle się zamykały i otwierały, jedni wchodzili inni wychodzili, aż mu się w pewnym momencie zrobiło głupio, że ciągle się w nie wpatruje. Kiedy spróbował zająć miejsce tyłem do wejścia to i tak ciągle się odwracał, więc pozostało mu tylko wejście na górę. Stamtąd nie miał możliwości ciągłego patrzenia na otwierające się drzwi, co było dobre. Chwilę mu zajęło znalezienie wygodnej pozycji, ale w końcu tego dokonał i tym razem wpatrywał się w butelkę leżącą na środku. Nigdy nie grał w czarodziejską wersje, ale nie sądził, aby różniła się od tej mugolskiej, którą znał z opowieści. Dlatego trochę niepewnie się teraz czuł i tak najbardziej to miał nadzieję, że jak Felix przyjdzie to zaraz stąd uciekną w inne miejsce. Najlepiej jakieś spokojniejsze, a po drodze może zahaczą o jakieś wróżenie. Może i nie było to coś najprawdziwszego, ale zawsze można było się z tego pośmiać.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   29.11.15 20:12

Nie miał pewności, czy cieszy się na to wyjście do Hogsmeade. Zwykle to lubił, ale teraz... Wciąż wracał myślami do tego ich wyjścia, do tego, jak wtedy spacerowali pustymi uliczkami, jak mimo wszystkich wątpliwości wprost określili, co dalej... Było pięknie. Było idealnie. A teraz mieli tam wrócić razem z tłumem innych osób, pod kontrolą nauczycieli, bez całej magii, jaka towarzyszyła im ostatnio. Już więcej sensu widział w zostaniu w szkole - mieliby cały zamek dla siebie. Ale trudno, obiecał, że będzie, to będzie. Może coś miłego z tego wyjdzie, mimo wszystko.
Pojawił się jeden problem. W związku z tym, że niewiele ostatnio sypiał, bo jego myśli wolały zdecydowanie inne objęcia, niż te Morfeusza, za dnia chodził nieprzytomny. Kiedy więc znalazł moment między obiadem a wyjściem, postanowił się na chwilę położyć i zdrzemnąć. Dosłownie momencik, no góra godzinkę. I w ten sposób obudził się piętnaście minut po czasie zbiórki. Dlatego nikt z kolegów z dormitorium go nie obudził - ciężko powiedzieć. Dość, że kiedy dobiegł do sali wejściowej, już prawie nikogo tam nie było. Włącznie z jego Krukonem.
To nie były warunki, które pozwalały na cieszenie się tym, jak wygląda miasteczko, kiedy już do niego dotarł. Był sam. Przestał lubić chodzenie samemu. W jakiś sposób przez to wszystko traciło na ostrości. Dlatego niewiele uwagi przywiązał do tego, co się dzieje, a skupił się na tym, by dotrzeć do pubu. W środku było gwarno i to też mu nie pasowało, choć miał pewność, że uda mu się wypatrzeć charakterystyczną sylwetkę Serpensa. Niestety, na dole go nie było, wybrał się więc na piętro. Bingo.
Nie spodziewał się tych poduszek ani tym bardziej butelki. Skoro jednak Serpens tak wybrał, to w porządku. Uśmiechnął się do niego i usiadł na poduszce zaraz obok, nie mogąc odmówić sobie lekkiego pocałunku na powitanie.
- Nawet nie pytaj, czemu dopiero teraz... Zaspałem - mruknął, wciąż zły na siebie za to, że nie ustawił budzika, a przez to stracił czas, który mógł wykorzystać w inny sposób. - Tęskniłem - przyznał, łapiąc go za rękę i gładząc kciukiem wierzch jego dłoni. - Zamierzamy grać? - spytał, wskazując ruchem głowy leżący na środku przedmiot.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   30.11.15 23:21


@ Omicron
Było popołudnie, gdy Omicron w swojej metamorfomagicznej postaci i wyjątkowo dobrze wyprasowanych ubraniach czaił się w okolicy wejścia do Trzech Mioteł. Wyjście do Hogsmeade było tym, czego potrzebował, a właściwie z czego korzystał, skoro nikt nie próbował wyrwać mu sterów. Ups była zajęta jakąś dziwną grą, którą rozrysowywała na kawałku tektury w swojej części labiryntu. Omicron wiedział, że o wiele lepiej poradziłaby sobie w przypadku konieczności przeprowadzenia rozmowy albo, co gorsza, uczestniczenia w jakiejś rozrywce, ale nie mógł tak po prostu jej zawołać. Przecież była zajęta! Lubił też rześkie, listopadowe powietrze, choć tym razem wybitnie coś nie poszło. Chyba zbierało się na deszcz. Gdyby nie był nieco przerażony tym, że woda zamoczy mu płaszcz, który tak starannie prasował dzisiaj zaklęciem, być może zostałby jeszcze trochę na dworze. Ale był, dlatego bez większego namysłu skręcił do Trzech Mioteł, by uchronić się przed najgorszą ulewą. Och, kogo on, na Merlina, próbował oszukać?! Ta historia brzmiała całkiem prawdopodobnie, ale była tylko deską ratunku na wypadek, gdyby ktoś zapytał, po co właściwie wszedł do pubu. Omicron nie znosił pubów! Ani tym bardziej przebywania na zewnątrz Upsilon, kiedy nie było niczego ważnego do roboty. No i sam podrzucił ten kawał tektury do nory Ups. Ale czy istniał powód, dla którego miałby robić coś tak dziwacznego? Chyba, że z jakiegoś powodu wiedział, dokąd udał się pewien Gryfon, od którego nie mógł odkleić wzroku. Chyba, że miał pewność, iż będą dzisiaj obaj w Hogsmeade. Trudno było się pomylić, skoro widział dokładnie, jak Lockwood przekracza próg Trzech Mioteł. Odczekał stosowną chwilę, po czym sam znalazł się wewnątrz budynku i chociaż serce waliło mu w piersi niczym młotem, zaparł się w sobie i podszedł do dwóch chłopców, którzy siedzieli na podłodze tuż obok... butelki? Tak, cóż, wiedział mniej więcej, o co tu chodzi, ale to nie miało teraz znaczenia, bo dostrzegł coś zupełnie innego. Serpens Burke trzymał za rękę jego chłopaka! Och, nie formalnie, ale... Policzki zapłonęły mu czerwienią. Nie mógł jednak stać nad nimi jak debil. Tak przynajmniej powtarzała mu Ups, kiedy czasami oglądała jego zmagania z interakcją z ludźmi.
- Wolne? - zapytał, zaraz potem zaciskając szczękę. Czekał na zaproszenie, chociaż jedyne, co miało znaczenie, to rozdzielenie tych dwóch przeklętych dłoni, z których jedną definitywnie powinien trzymać on sam. I chociaż Omicron nie był dobry w interakcjach z ludźmi, umiał nieźle liczyć, podobnie jak Ups. A chociaż ta druga zwykle liczyła dobrze po prostu na siebie, Omicron szybko wyliczył, że butelka może mu pomóc w wypełnieniu niecierpiącego zwłoki planu.
Gdy tylko otrzymał zgodę, usiadł naprzeciwko Felixa, by móc mu się przyglądać.
- Mam zacząć? - zapytał nieco speszony i jednocześnie wściekły, widząc, że żaden z nich nie zamierza nawet kiwnąć splecionym palcem, by zacząć grę. Nie siedzieli tu chyba tylko dla samego siedzenia, prawda? Tak czy siak, rozmowa wybitnie się nie kleiła. Trudno, żeby tak było, skoro najbardziej klejącymi się do siebie rzeczami w pomieszczeniu byli ci dwaj. Albo raczej Burke, któremu Felix z pewnością nie umiał odmówić przez wzgląd na swoją wrodzoną dobroć. Omicron poprawił kołnierzyk koszuli, by prezentować się lepiej od Serpensa i zakręcił butelką.
Felix. Felix. Felix. Wybierz Felixa, powtarzał w myślach i po chwili wszystko było już jasne.
- Felix. - Uśmiechnął się lekko, dusząc w sobie pragnienie pozbycia się tej poczwary przyklejonej do słodkiego Gryfona. - Prawda czy wyzwanie? - zapytał, siląc się na neutralny ton. Wybierz wyzwanie, wybierz wyzwanie, zaczął kolejną mantrę, skoro był w tym taki dobry.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   01.12.15 9:13

Generalnie wiedział, że nie będą tu sami w nieskończoność, ale mimo wszystko liczył na czas dłuższy, niż... Ile to minęło? Półtorej minuty? Przecież w dziewięćdziesiąt sekund nie można zrobić nic specjalnego ponad to, co zrobił w pierwsze piętnaście, a był stęskniony i wybitnie mu ta sytuacja nie odpowiadała. Rzecz jasna nie mógł tego pokazać, nie przed Omicronem czy kimkolwiek innym oprócz Serpensa, był na to za grzeczny, ale prawda była taka, że oddałby wiele, żeby być teraz gdziekolwiek indziej, najlepiej w alternatywnej rzeczywistości, o ile byliby tam sami. Dodatkowe towarzystwo naprawdę uważał za zbędne.
Niestety, alternatywna rzeczywistość jak na złość nie chciała się pojawić, więc musiał poradzić sobie z tym, co miał. Czyli z Omicronem.
Ciekawy człowiek, ten Omicron. Felix do tej pory jakoś nie mógł go rozgryźć. Byli w jednym domu, ale widywali się naprawdę rzadko. Nie byli na jednym roku, więc nie spali w jednym dormitorium, ale niektórzy lubili plotkować i z tych plotek wynikało (pomijając masę bzdur), że ciężko ustalić, gdzie on w ogóle ma łóżko. Na posiłkach też się raczej nie pojawiał... Najbardziej prawdopodobną teorią, jaką do tej pory usłyszał, było to, że chłopak jest ciężko chory i większość czasu spędza w skrzydle szpitalnym. Ile było w tym prawdy - nie miał pojęcia, ale i się nad tym nie zastanawiał. To nie jego życie, a więc i nie jego sprawa.
- Jasne, siadaj - zachęcił go, bo kiedy tamten tak stał w przejściu, Felix czuł się nieswojo. Nie miał pojęcia, czy to kwestia tego, że tak nad nimi góruje, czy jakoś dziwnie patrzy. Nie miało to większego znaczenia, bo w końcu usiadł, a Lockwood i tak głównie skupiał się na cieple bijącym od siedzącego tak blisko Serpensa. I trzymanej do tej pory dłoni nie zamierzał wypuszczać, absolutnie nie. Niezależnie od tego, co Omicron mógł o tym sądzić. Ale chyba nie powinien mieć problemu, prawda?
- Tak, według zasad powinieneś - uśmiechnął się, zastanawiając, co z tej gry może wyniknąć. Nigdy nie grał w butelkę i... Och. Właśnie. Nigdy. Wciąż się uśmiechał, ale było w tym uśmiechu coś innego, niż w tym przeznaczonym dla Omicrona. I kiedy uświadomił sobie, że to kolejne nigdy odhaczane w towarzystwie Serpensa, od razu poczuł się jakoś bardziej zmotywowany do gry. Zaczął nawet myśleć, jakie wyzwanie będzie mógł wymyślić Krukonowi, ale nic, co przychodziło mu do głowy, nie nadawało się do wykonania publicznie. A może...
Felix. Z rozmyślań wyrwał go głos tego dziwnego Gryfona, który najwyraźniej wylosował jego. Trudno. Trzeba było się w takim razie skupić. A co miał wybrać? Teoretycznie pytanie nie mogło nieść ze sobą nic złego, ale kto wie, czego będzie się chciał dowiedzieć ktoś, o kim Felix nie jest nawet w stanie powiedzieć nic konkretnego. Za to wyzwanie chyba było obwarowane zasadami, w tym taką, która nie pozwalała wymagać niczego niewłaściwego, prawda? Och, wszystko jedno, to i tak tylko głupia młodzieżowa zasada, a on przecież chciał po prostu miło spędzić czas. Z Serpensem.
- Niech będzie wyzwanie - odparł, znowu trochę odpływając myślami w stronę tego, co on sam będzie mógł wymyślić.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   02.12.15 19:03

Rysował palcem dziwne wzorki na poduszkach, bo nic innego nie przychodziło mu do głowy. Może i nie wpatrywał się ciągle w drzwi, ale nadal czekał i to nie było coś co chciałby robić długo. Kiedy usłyszał, że po schodach ktoś wchodzi momentalnie odwrócił się w ich kierunku, a kiedy pojawił się w nich Gryfon wyciągnął do niego rękę.
- Hej - powiedział łagodnie, zaraz zmieniając pozycję w której siedział, aby być jak najbliżej Felixa. Powędrował wzorkiem do ręki, która od razu znalazła się w jego dłoni, niby drobny gest, a niebywale go cieszył - Ja również i mam nadzieję, że przynajmniej śniły ci się dobre rzeczy - nie mógł odmówić sobie jeszcze jednego pocałunku. Żałował, że nie szli razem. Zawsze wtedy mógł się dłużej nacieszyć jego obecnością, ale skoro tak się nie stało to teraz zamierzał to nadrobić - Tak? Raczej myślałem o tym żeby pójść… - i nie było mu dane skończyć, bo już nie byli sami. Zupełnie nieświadomie obrzucił chłopaka który wszedł nieprzyjaznym spojrzeniem. Nie znał go, ale to nie było dziwne, w końcu od niedawna był w Hogwarcie, ale to nie miało znaczenia. Teraz pewnie każdego potraktowałby takim wzorkiem. Chciał pobyć sam z Felixem chociaż jeszcze przez chwilę i właśnie doszło do niego, że lepiej było dzisiaj zostać w zamku. Skoro większość uczniów była w wiosce tam mieliby dużo spokoju. Wcześniej jednak myślał o tym, że przyjemnie będzie ponownie przejść się do Hogsmeade.
Skinął głową w odpowiedzi na pierwsze pytanie Omicrona, chociaż najchętniej zrobiłby coś zupełnie innego. Może gdyby przyszedł chwilę później, po tym jak odpowiednio przywitałby się z Gryfonem miałby inne, przyjaźniejsze podejście, jednak w tej chwili było zupełnie inne. Spojrzał na butelkę, a później przeniósł wzrok na Omicrona, który chyba najbardziej ze wszystkich chciał zagrać. Skoro jednak już tutaj byli chyba nie zaszkodzi, najwyżej za chwilę pójdą gdzieś z Felixem, gdzie być może będzie spokojniej. Nie sądził, aby dzisiaj znaleźli takie miejsce, ale nie zaszkodzi spróbować.
Nie był pewny zasad, ale tym najmniej się przejmował. Zawsze będzie mógł się o nie wypytać, ale kiedy nie padło na niego, spokojnie spojrzał na Felixa zastanawiając się co wybierze. Pytania potrafiłby być kłopotliwie i czasem znalezienie odpowiednich słów było niebywale trudne. Zadanie wydawało się łatwiejszą opcją, szczególnie kiedy nie miało się do czynienia z najbliższymi znajomymi. Zaczął bawić się butelką z kremowym piwem z uwagą patrząc na to jak sytuacja się rozwinie. Może nawet gra mu się spodoba i nie będzie chciał szybko opuścić trzech mioteł. Taką również mogło być, tylko jakoś w to wątpił. Odkąd tylko Omicron wszedł czuł na sobie jego dziwne spojrzenie nie wiedząc zupełnie o co chodzi. Może i minęli się gdzieś w szkole, ale to na tyle, więc tym bardziej nie rozumiał.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   02.12.15 19:53


@ Omicron
Omicron nie był kimś, kto uśmiechał się w sposób sugerujący pełnię podłej satysfakcji. A jednak ta wypełniała go teraz od stóp do głów, może tylko za wyjątkiem całej tej podłości, która w gruncie rzeczy była czymś zupełnie innym. Odrobina żalu związana z połączonymi dłońmi, z których żadna nie należała do niego, tliła się w jego małym, pokręconym sercu. Nie był złym kolesiem, który chciałby kogokolwiek skrzywdzić. On po prostu... Kiedy zobaczył Felixa po raz pierwszy, Gryfon wydawał mu się tak nieskończenie smutny, prawie jak on sam. Nie chciał niczego ponad zbliżenie się i uściśnięcie jego ręki w sposób, w jaki teraz robił to ten... Burke. Coś w twarzy Lockwooda sprawiało, że nie potrafił oderwać od niego wzroku. Może to, że była po prostu przystojna, a może to właśnie ten ogromny, przybijający smutek, który znał tak dobrze. Przez całe swoje istnienie Omicron był sam. Upsilon... ona nigdy nikogo nie miała i chociaż zdawała się być całkiem szczęśliwa, kiedy doszło do rozszczepienia, Omicron okazał się nie tylko kimś odpowiedzialnym za wszelkie zadania. Był też najbardziej osamotnionym elementem tej przeklętej układanki i kiedy nie pracował, czuł to każdą komórką ciała. A jednak kiedy pierwszy raz zobaczył Felixa, nie mógł po prostu do niego podejść. Miał ciało Upsilon. Potrzebował dłuższej chwili, żeby opanować przemiany i dopracować swój obecny wygląd w najmniejszym szczególe. Ale wtedy nagle okazało się, że jest za późno, że Lockwood siedzi tu, trzymając nie tą dłoń, którą powinien.
Z uśmiechu Omicrona biło coś smutnego, ale dusił to, jak tylko mógł. To była jego jedyna szansa i umarłby chyba, gdyby ją zniszczył. Jeszcze nigdy nie był aż tak blisko. Jasne, przebywał w pobliżu Lockwooda, choćby na lekcjach, ale to Ups była tą, której najczęściej było dane rozmawiać z ludźmi. Niekiedy chciał być jak ona. Zdobywać serca ludzi z tak dziecinną łatwością. Nie czuć się jak wyrzutek. Nie czuć się jak ktoś, kogo nikt nigdy nie pokocha.
Uniósł głowę, patrząc w twarz Felixa, w jego oczy. Czuł delikatne ciepło wypływające mu na policzki.
- Słyszałem, że w to się grywa na... - zamilkł na chwilę, spuszczając wzrok. - Na pocałunki czy coś. - Merlinie, co on najlepszego wyrabiał. Czy to wszystko naprawdę było warte jednego pocałunku. Jeszcze nigdy się nie całował. Jeszcze nigdy nikt go nie kochał. - Więc chyba możesz mnie pocałować. - Jak bardzo precyzyjne musiały być te zadania? - W usta - dodał dla pewności. Drżał lekko na całym ciele, dłonie miał lodowate, a jednocześnie spocone tak bardzo, że trzymał je ukryte pomiędzy kolanami. Jedyna szansa.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   02.12.15 20:26

Serpens nie dokończył zdania, ale tyle, ile powiedział, wystarczyło - było potwierdzeniem, że obaj chcieli znaleźć się w tej chwili gdzieś zupełnie indziej. Gdzieś, gdzie nie byłoby ludzi, gdzie mogliby być całkiem sami, kreując własną rzeczywistość, która byłaby jak ich sny, tylko lepsza. Czy było w tym coś złego? Niewłaściwego? Może i emocji było aż nadto, może pragnienia powinny być powstrzymane, ale żadnego z nich nie interesowało to, co powinni. Liczyło się tylko to, czego chcieli. I tym na pewno nie był wieczór w tłumie. Nawet, jeśli tym tłumem był na razie tylko jeden Gryfon.
- Pogramy chwilę i pójdziemy, dobrze? - zaproponował cicho, żeby zaraz potem dodać szeptem prosto do ucha Krukona: - Pomyśl, że może być fajnie.
Może i się nieco zapomniał, biorąc pod uwagę fakt, że byli w pomieszczeniu w trójkę, ale ostatnio jakoś często mu pewne rzeczy umykały. Obecność Seprensa była rozpraszająca, a poza tym niemożliwym było odmówienie sobie pewnych rzeczy. Dotyku, szeptu, aluzji. Tym razem nie zamierzał się hamować - dosyć miał podporządkowywania się pod to, co powiedzą inni. Czasem trudno było to pogodzić ze sztywnym wychowaniem, jakie odebrał, ale zawsze powtarzał sobie, że tym będzie martwić się później.
Spojrzał na Omicrona, czekając na swoje wyzwanie. Niezbyt zastanawiał się, co to mogłoby być, bo i nie miał pojęcia, czego miał się spodziewać. Liczył na coś szybkiego i przyjemnego. Miałby to już za sobą i może mogliby wtedy pójść gdzie indziej.
A potem wyzwanie zostało zwerbalizowane. Dobrze, że akurat niczego nie pił, bo jak nic by się zakrztusił. Całowanie? Ale przecież...
- Ale Omicron... - aż nie wiedział, co powiedzieć. Nie mógł tego zrobić, nie było możliwości. Ostatnie tygodnie martwił się, że angażując się w relację z Serpensem jest nieuczciwy wobec tamtego. I teraz co, miał pocałować innego? Zdradzić chłopaka, z którym w pewnym sensie zdradzał jeszcze innego? To było tak zawiłe - i tak absurdalne, że nie umiał nawet sobie tego poukładać. - Omicron, to nie w porządku. - Spojrzał na ich wciąż splecione dłonie. Niemożliwe, żeby nie zauważył! - Jestem... Mam chłopaka. Nie mogę. - Przełknął ciężko ślinę. Głos mu drżał, ale mimo wszystko, mimo całej tej dziwnej sytuacji, poczuł rozchodzące się po całym ciele ciepło. Mam chłopaka. Powiedział to. Na głos. Do kogoś innego, poza nim samym i Serpensem. I miał ochotę powtórzyć to jeszcze bardzo dużo razy. - Jestem niemal pewny, że to wbrew zasadom - dodał, mając nadzieję, że ma rację. Zadania nie mogły być niemoralne, ale według czyjej moralności, tak właściwie? Bo według jego przekonań całowanie kogoś innego, kiedy było się w związku, było przekroczeniem granic. A co, jeśli dla innych nie? Albo jeśli inni uważali, że jak podczas gry, to się nie liczy? Co, jeśli będzie musiał to zrobić?
Był niesamowicie zdenerwowany i chociaż zerkał co chwilę na Serpensa, nie sądził, żeby on mógł mu w tej chwili pomóc. Omicron, coś ty wymyślił? I dlaczego...?
- Wiesz, że można rzucać też inne wyzwania? To wcale nie musi być pocałunek... - stwierdził niepewnie, mając nadzieję, że może to wszystko tylko nieporozumienie, że może chłopak nie wiedział, że można wymyślić coś innego. Czuł, że to pewnie głupie, ale traktował to jako ostatnią deskę ratunku.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   03.12.15 23:36


@ Omicron
Ale Omicron, usłyszał i wiedział już, że to nie skończy się dobrze. Cokolwiek zrobił, zrobił to źle. Wszystko robił źle, kiedy chodziło o podejście do ludzi. Głupek, głupek, totalny głupek. Był do niczego. Przydawał się Upsilon, czasem nawet zrobił coś za Ups, ale poza tym był kompletnie bezużyteczny i tak najwyraźniej miało już zostać. Najgorsze było nie to "ale", które wypłynęło z ust Felixa, ale to, że najwyraźniej zamierzał mówić dalej. Omicron miał ochotę wstać i wyjść, ale coś trzymało go przy podłodze i nie było to ani poczucie bezsilności, ani strach. Miał głupie wrażenie, że decyzja została już podjęta, a to, co trzyma go w miejscu, to czysta magia. Czuł to idiotyczne, charakterystyczne mrowienie pod kolanami, o jakim czytał setki razy w tych samych podręcznikach. Do mrowienia dołączyło jednak coś więcej. Omicron czuł, jak jego serce pęka na dwoje. Oczywiście, że miał chłopaka. Oczywiście. Gdyby tylko nie był taką żałosną łajzą, to mógł być właśnie on. Felix z pewnością by go kochał, gdyby tylko mógł. Łzy cisnęły mu się do oczu z taką siłą, że ledwie je powstrzymywał.
- Nie chciałem być nie w porządku - powiedział cicho, patrząc w podłogę. - Ja... przepraszam, Felix. - Imię, które kiedyś powtarzał w nocy w pokoju wspólnym Gryffindoru i zachwycał się jego brzmieniem, zakuło na języku. Rano tak bardzo wierzył, że może być szczęśliwy, jak Ups. Ale nie był Ups. Był tylko skończonym błaznem od brudnej roboty. - Przepraszam - powtórzył, bo wiedział już, co jest dalej. - Ja nie mogę... To już... - miotał się, starając się wyjaśnić, że klamka zapadła i doskonale o tym wiedział. Nawet nie z powodu delikatnego mrowienia, ale dlatego, że gdy tylko próbował wycofać się z tego, co powiedział, a próbował już trzy razy, odkąd usłyszał "ale", słowa utykały mu w gardle tak mocno, że to nie mogło być nic innego niż magia. A może to po prostu właśnie tak objawiało się rozbite na milion kawałków szczęście? Najwyraźniej jednak trochę go zostało, bo ktoś nagle po prostu pozwolił mu zniknąć.


@ X
Z pozoru w ogóle się nie zmienił, przynajmniej dla innych, którzy przebywali w pomieszczaniu, bo wewnątrz jego ciała panował chaos. Nic go nie obchodziło. Nic, poza Omicronem, którego żałosnego łkania musiał słuchać teraz we własnych myślach. Irytowało go to i gdyby nie fakt, że widział już inną ofiarę, z pewnością poszedłby mu przyłożyć. Czuł, jak wypełnia go złość. Zawsze z nim była, jego cudowna towarzyszka, niszcząca siła, całkowite spustoszenie. Spojrzał na Felixa wzrokiem pełnym odrazy, a jednak jego kącik ust unosił się w przerażającym uśmiechu. Dobrze się znali, o tak, byli naprawdę dobrymi przyjaciółmi.
- Nie słyszałeś, co powiedziałem? - zapytał o wiele pewniejszy, głębszy głos. - A może powinienem powtórzyć, żebyś miał pewność? Pocałunek. W usta - warknął, marszcząc brwi. - Umowa to umowa, Lockwood - mówił dalej nie swoimi ustami. Nie czuł się zbyt dobrze w tym obcym ciele, ale to nie było ani miejsce, ani czas na przemianę. - Magia już tego dopilnuje. Chyba, że znowu zamierzasz uciec - zaczął nagle, bo wiedział dokładnie, co najbardziej zaboli. W końcu, jak już zauważył, byli z Felixem bardzo dobrymi przyjaciółmi. Spojrzał Gryfonowi prosto w oczy. - Jak wtedy, kiedy nie pomogłeś tamtemu. Był Ślizgonem, prawda? Upsilon go lubiła. Próbowała mu pomóc, wiedziałeś? Oczywiście, że nie. Gdzie ty wtedy byłeś, co?! - krzyknął nagle, wychylając się groźnie ze swojego miejsca. Rozczapierzone palce opierał na brudnych podłogowych deskach. Zaśmiał się podle w ciszy, która zapadała, gdy zamykał usta. - Dobrze wiemy, czemu nie żyje. To była twoja wina. A teraz niszczysz kolejnych. Zniszczysz wszystkich - ciągnął, pozwalając sobie na podnoszenie tonu i warknięcia, siejąc ból, z którego czerpał rozkosz. - W końcu zniszczysz nawet jego - rzucił ciszej, wbijając wzrok w siedzącego obok Serpensa. - Ale może to i lepiej. A teraz zajmij się swoim obowiązkiem, wszarzu. To żadna przyjemność patrzeć na twój zdradziecki pysk.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   04.12.15 1:26

Stresował się sytuacją, jaka tu zaistniała. Miało być miło i przyjemnie, a wyszło coś, z czego nie było dobrego wyjścia. Tak bardzo żałował, że w ogóle tu przyszli... Raz jeszcze - gdyby zostali w Hogwarcie, mieliby cały zamek dla siebie, a do tego nie musiałby się mierzyć z dziwnym zadaniem, które wprawiało go w koszmarny dyskomfort. Tyle że już tu byli i teraz nie mógł tak po prostu wstać i wyjść. Mógł tylko przysunąć się jeszcze bliżej Serpensa i mieć nadzieję, że to się jakoś rozwiąże.
Jednocześnie nie chciał też w żaden sposób zrobić krzywdy Omicronowi. Nie spodziewał się takiego wyzwania, ale podejrzewał, że kryło się za nim coś więcej, niż tylko żarcik na święto wróżbiarstwa. Jakieś uczucia, nadzieje, cokolwiek, a on za nic nie chciał zranić chłopaka bardziej, niż było to konieczne. Ale to był moment, kiedy zawsze ktoś musiał przegrać i to mu się ani trochę nie podobało. Tyle że jeśli miał postawić na szali uczucia Serpensa i uczucia Omicrona... Cóż. Domowa lojalność zdecydowanie przegrywała.
- Wiem, że nie chciałeś, w porządku - odparł, mając nadzieję, że to oznacza koniec zadania. W końcu jeśli on zrozumiał, że jego pomysł był nie na miejscu i, najwyraźniej, chciał go odwołać... To powinno wystarczyć, prawda? Tyle że poza kolejnymi przeprosinami nie pojawiało się nic więcej. A chyba dobrze by było, żeby zwerbalizował odwołanie wyzwania...?
A potem w oczach Omicrona pojawiło się coś dziwnego. I Felix za nic nie mógł zrozumieć, co się dzieje. Czemu ten chłopak patrzy na niego z taką złością, skoro dopiero co prawie się rozpłakał...? Głos też nagle miał jakiś inny. Popatrzył na niego zdziwiony, marszcząc brwi. O co tu chodziło? Powietrze w pomieszczeniu wydawało się aż wibrować od emocji, którym nagle daleko było od tych pozytywnych.
- Co...? - zapytał bez sensu, próbując nadążyć. Od kiedy Gryfon zwracał się do niego po nazwisku? I czemu mówił teraz takim ostrym tonem? To było nieprzyjemne i niepokojące. I o jakiej ucieczce on mówił? Jeśli wydawało mu się, że był zdezorientowany jeszcze przed chwilą, to teraz dotarło do niego, jak bardzo się mylił. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest w stanie niczego nie rozumieć. Kolejne słowa wcale nie pomagały.
Na wspomnienie zmarłego Ślizgona aż nie mógł przez chwilę złapać oddechu. Nie pytał, skąd Omicron wiedział, to w końcu od pewnego momentu nie było tajemnicą, ale jakim prawem mówił o tym teraz? I jak mógł wydawać osąd w sprawie, o której tak naprawdę nie mógł mieć pojęcia...? Nawet nie czuł, jak trzęsły mu się ręce, jak właściwie cały się trząsł, a zbyt płytki oddech wiązł w gardle. Każde kolejne słowo było jak nie tyle szpilka, ile nóż wbijany w klatkę piersiową, wielokrotnie, coraz mocniej. Jakby te wszystkie demony, które ostatnio udało mu się uciszyć, nagle wyszły i wrzaskiem przypomniały mu o wszystkich lękach, wyrzutach sumienia i całym tym poczuciu winy, które przez długi czas utrudniało nawet wstanie z łóżka. I najmniej w tym wszystkim rozumiał to, co właściwie robił w tej chwili Omicron i, co ważniejsze, dlaczego...
Chciał coś powiedzieć. Naprawdę chciał. Jakoś to zatrzymać, walczyć z tym, co wygadywał ten chłopak. Ale w jakiś dziwny sposób tamten trafił w najczulszy punkt, w jaki tylko mógł trafić, wywlekając na światło dzienne strach, którego on sam do tej pory nawet nie skrystalizował. Bo tak, w tej chwili nie bał się niczego bardziej, niż tego, że skrzywdzi Serpensa, że ta ich bajka, tak cudowna, tak idealna, zostanie zniszczona w najbardziej okrutny, najbardziej bolesny sposób. Bo może to jest to, co on robi - doprowadza najbliższych sobie ludzi do granicy, zza której już nie ma powrotu...
Z całej siły ściskał dłoń Krukona, szukając w niej oparcia, bezpieczeństwa, potwierdzenia tego, że to wszystko było tylko jakimś chorym koszmarem, z którego zaraz się obudzi. Ale ta jedna dłoń to było za mało, a ukojenie nie nadchodziło. Było mu zimno, tak potwornie zimno i oddałby wszystko, żeby Serpens zamknął go w swoich ramionach, chroniąc przed tym złem, które zdawało się wypełniać każdy centymetr pomieszczenia. Jednocześnie miał świadomość, że to niewykonalne. Magia nie pozwoli zrobić niczego, co przeszkodziłoby w wykonaniu zadania.
Miał ochotę krzyczeć, ale nie był w stanie wydobyć z siebie głosu. Koszmarnie słabym szeptem był w stanie tylko zapytać:
- Omicron, dlaczego to robisz...?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   11.12.15 14:08

Nie zdążył w samotności nacieszyć się obecnością Felixa, ale najważniejsze było, że był obok. To, że nadal trzymał go za rękę i nie odsunął się w momencie kiedy dołączył do nich Omicron. To cały czas było coś nowego, ale dawało mu poczucie, że jest ważny dla Gryfona. Tego się trzymał, patrzył na ich splecione dłonie, bo teraz więcej nie potrzebował. Mogli chwilę pograć, a później zmienić miejsce. Pójść gdzieś, gdzie będą sami, a może najlepiej będzie wrócić do zamku, bo skoro wszyscy wybrali się do Hogsmeade tam musiał panować spokój.
Sam zaczął się zastanawiać nad tym jakie wyzwanie mógłby wymyślić dla Felixa, wpadł nawet na ciekawy pomysł, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nawet jeżeli nie teraz, to może innym razem zdradzi mu przyszło do głowy podczas gdy w butelkę. Mieli zostać tylko chwilę, więc możliwe, że nie będzie miał teraz takiej okazji. Zaczął nawet myśleć, że to wcale nie był taki zły pomysł, bo dopóki nie usłyszał wyzwania nie uważał, że mogło wyjść z tego coś złego. Szczególnie, że można sobie wybrać pytanie albo zadanie. Szybko przekonał się, że ta gra może przynieść różne rozwiązania. Nie zawsze takie jakie mógł przewidzieć. Zupełnie nie wpadł na to, że chłopak może chcieć tego, aby Felix go pocałował. Bo… Bo nie. Te usta były przeznaczone dla niego i dla nikogo innego. Nie teraz. Nie wcale. Przez chwilę myślał jeszcze, że to jakiś głupi żart. Otworzył usta, żeby zaprotestować, ale nie musiał, bo Felixowi ten pomysł również nie przypadł do gustu. Mimo tego, że sytuacja wydała mu się więcej niż absurdalna, zła i zupełnie niepotrzebna podobało mu się to co usłyszał. Mam chłopaka. To powinno wszystko załatwić, rozwiać jakiekolwiek wątpliwości.
Żałował teraz jeszcze mocniej, że nie zostali w zamku, bo gdyby tak się stało nie siedzieli teraz tutaj. A cała ta sytuacja nigdy nie miałaby miejsca. Mógł też zostać na dole, znaleźć sobie miejsce gdzieś w kącie i czekać, zamiast wybierać się na górę. Tyle miał możliwości, a wybrał najgorszą. Powiedzieć, że fatalnie się z tym czuł to mało. To przez niego teraz Felix został postawiony w tej absurdalnej sytuacji, ale zdawało mu się, że Omicron zrozumiał, że to nie może się udać. Nie będzie żadnego pocałunku. Nie mogło być. Pogładził kciukiem wierzch dłoni Gryfona jakby to cokolwiek mogło pomóc.
- Najlepiej będzie jak teraz pójdziemy - powiedział zaraz po tym jak Omicron przeprosił i zaczął wstawać. Nie widział sensu w siedzeniu tutaj dalej. Bo atmosfera nie była przyjemna i nic nie wskazywało na to, że to może się zmienić. Teraz zresztą już było na to za późno. Miał jeszcze nadzieję na to, że uda mu się jakoś uratować ten wieczór i pod koniec dnia zupełnie nie będą pamiętać o tym co się wydarzyło w trzech miotłach. Chciał tego bardzo, nie dla siebie, ale dla Felixa, który został postawiony w zupełnie niekomfortowej sytuacji. Nie zdążył się podnieść, a wszystko potoczyło się dalej…
Dochodziły do niego słowa, rozumiał ich znaczenie, ale nie rozumiał ich sensu i tego dlaczego to się działo. Dlaczego Omicron atakował Felixa. Dlaczego i jak, po co i w jaki sposób doszło do tego wszystkiego. Słowa były wypowiadane ostrym tonem, mocniejszym niż te wcześniejsze i uderzały w najgorsze z możliwych punktów. Nie były kierowane do Serpensa, ale i tak czuł jak po plecach przebiega mu dreszcz. I daleko mu było do tego przyjemnego, który pojawiał się zawsze gdy Felix był tuż obok. Wspomnienie Ślizgona, wymuszanie pocałunku… Nawet jeżeli to był żart to już dawno przekroczył wszelkie granice. Nie, nie mogło to nim być. Nie kiedy w taki sposób ktoś pragnie upokorzyć drugą osobę. Nie mógł patrzeć na to, że Omicron robi to Felixowi. Mierzył się z nim spojrzeniem, ale nic nie mówił. Nie zamierzał, bo uznał, że to i tak bez znaczenia. Nie wiedział co dokładnie przemawiało przez chłopaka, ale jego słowa nie trzymały się razem. Rozjeżdżały się mocno i według niego miały tylko na celu zranić Felixa. Chciał go przed tym uchronić, ale teraz nie dość, że było za późno to nie wiedział zupełnie jak. Jedyne co mógł zrobić to mocniej ścisnąć jego dłoń, pokazując, że nadal jest obok.
- Nie musisz nic zrobić - odwrócił spojrzenie od Omicrona i skupił się jedynie na Felixie. Przyciągnął jego dłoń do ust i pocałował. Drugą położył na jego ramieniu i lekko szarpnął, bo to najwyższy czas, aby stąd poszli - Nie wiem dlaczego on to robi, ale nie słuchaj go. To wszystko co powiedział nie ma sensu. To… - nie puszczając dłoni Gryfona wstał i czekał, aż ten zrobi to samo. Trudno przychodziło mu ignorowanie Omicrona, ale nic innego nie zamierzał robić i chciał, aby Felix zrobił to samo. Żadnego czekania na odpowiedź na pytanie. Nic z tych rzeczy. Chciał jak najszybciej stąd wyjść i pokazać, że to wszystko co się wydarzyło nie miało najmniejszego sensu. Zapewnić Felixa, że wszystkie słowa wypowiedziane przez Omicrona są kłamstwem.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   12.12.15 21:37


@ X
Patrzył, jak Felix rozpada się na milion kawałków, ale nie mógł myśleć o niczym innym, jak o czystej przyjemności, która rozpływała się po jego ciele. Dawno nie czuł tak ogromnej satysfakcji, nawet wtedy, gdy czytał dziennik Upsilon, ten durny, parszywy dziennik, w którym pisała o ogromie swojego bólu, który został po śmierci Bonneta. Była winna! Jak każdy na tej gównianej planecie! Nie chodziło o to, że nie dało się ocalić wszystkich! Ludzie robili za mało! Upsilon zrobiła za mało jako przyjaciółka! Lockwood zrobił za mało jako pieprzony kochanek! Xavier... Och, Xavier wiecznie robił za mało. Xavier był winny absolutnie wszystkiemu. Każdej złej rzeczy, która działa się wokół niego. Dlatego nie zasługiwał na satysfakcję. Dlatego nie czuł jej, gdy przesuwał różdżką po własnych przedramionach, zostawiając na nich coraz więcej długich, bolesnych ran. Nawet podczas swojego ostatniego wyczynu, kiedy ukryty w kabinie w toalecie ciął powolnym ruchem swoje udo od samego kolana w górę, by chwilę później wsunąć czubek różdżki do środka i rozsuwać skórę na boki. Ale teraz było zupełnie inaczej, bo poczucie winy otaczało go w tak ogromnym stężeniu, iż niemal wyciskało powietrze z jego płuc i rozrywało mu żyły. Wiedział, że to uczucie przeminie zbyt szybko i że musi je nakarmić, zanim to się stanie, choć nigdy nie był w stanie naprawdę tego zrobić, obojętnie jak wiele bólu by sobie nie zadał. Nie obchodziło go, że te same rany pojawiały się potem w postaci podłużnych blizn na ciałach pozostałych osobowości. Były piękne. Były przeznaczone dla takich parszywych kreatur, jaką był on sam. Dla ludzi takich jak Lockwood.
Oblizał usta, uśmiechając się parszywie do Gryfona siedzącego naprzeciwko. Ten obok, Burke, strasznie go wkurwiał. Wpierdalał się tam, gdzie nikt go nie chciał. Nie miał o niczym pojęcia! Xavier zgromił go wzrokiem, gdy gówniarz miotał się od jednej pozycji do drugiej, szukając wyjścia z patowej sytuacji, w jakiej wszyscy byli. Był naprawdę aż tak głupi, żeby nie wiedzieć, że od poczucia winy nie da się uciec? Od żalu, który trawił wszystko mocniej niż szatańska pożoga. X zignorował go, skupiając na nowo całą swoją uwagę na Lockwoodzie.
- Powiedz swojej dziewczynie, żeby poszła po waciki - rzucił, unosząc kącik ust i wskazując ruchem głowy chłopaka obok. Wygrzebał z kieszeni kilka sykli, które z całą pewnością nie należały do niego i rzucił pod nogi Serpensa. - To nie jej biznes - warknął, nie spuszczając oka z celu. Gdyby tylko miał przy sobie coś ostrego. Gdyby tylko mógł dodać trochę własnego poczucia winy do tego wybuchowego eliksiru, który tu razem warzyli. Chciał zobaczyć krew, skapującą leniwie z rozerwanej skóry. Chciał czuć jeszcze więcej bólu, który przypomniałby mu, jakim jest potworem. Wyjęcie różdżki tylko wszystko by zepsuło. Ktoś od razu zerwałby to głupie zaklęcie wywołane grą w butelkę i wyprowadził ich na zewnątrz. Nie. Nie dzisiaj, kiedy wreszcie mógł...
- Jak to jest... Felix? - zaczął, podczas gdy słodki jad sączył się z jego ust. Gdyby Lockwood miał dość rozumu, wiedziałby, że szybko zostanie ugryziony. Ale przecież Lockwood lubił węże. Ciało Xaviera drgnęło, a potem uniosło się lekko na kolanach. Dłonie oparł przed sobą w iście kocim ruchu, szykując się do ataku. - Jak ty to widzisz? Co myślisz każdego ranka, kiedy budzisz się po wyjątkowo słodkim śnie o swoim uroczym Ślizgonie? Masz namiocik? Zaciskasz zęby, żeby nikt nie słyszał twoich jęków, kiedy wyobrażasz sobie jego twarz? - Język zwilżył pośpiesznie wargi, które zaczęły pierzchnąć od nadmiaru wrażeń. - Wciąż się winisz? Gdybyś zainteresował się chociaż przez chwilę tym, co działo się w tej gównianej przejściowej szkole, może pieprzyłbyś teraz swojego ukochanego zamiast... - Spojrzał w górę spod byka, a jego uśmiech stał się jeszcze paskudniejszy. - Przypomnij mi, jak masz na imię? - Spojrzenie szybko wróciło na właściwie miejsce, a prawa ręka wysunęła się z wolna do przodu. Nie mógł się spieszyć. Było jeszcze tyle jadu, który zbierał w sobie od miesięcy, a którym skutecznie ranił się sam. - Mogłeś stanąć w jego obronie. Ale tego nie zrobiłeś. Nie zrobisz tego nawet teraz, kiedy będę sprawiał, że twojemu nowemu Krukonowi odechce się wstawać z łóżka. Nie masz dość jaj, żeby zadbać o tych, na których ci zależy. Nie masz dość siły. Jesteś... słaby. - Lewa ręka dołączyła do prawej, zbliżając Xaviera do Lockwooda. Jego ciało zamarło nad butelką, stanowiącą granicę, której nikt nie powinien był przekraczać. - Nie zrobisz nic, żeby pomóc Upsilon. Ona też nic cię nie obchodzi. Zniszczymy jej słodki, niewinny umysł. Zniszczymy jej ciało. - Xavier przesunął kolana, by nadać sobie odrobinę stabilności. Butelka odtoczyła się na bok pchnięta jego udem. Wolne na powrót ręce szarpnęły rękawy idealnej koszuli Omicrona, zrywając guziki u mankietów i wyciągając na wierzch przerażające, długie, ledwie zastygłe rany. Śmiech wypełnił przestrzeń wokół młodych mężczyzn. - Może przynajmniej pozbawiłeś ją jednego problemu. Może Omicron też postanowi skoczyć z jakiejś wieży, kiedy tylko wylezie na zewnątrz. A może zrobi to w labiryncie? Jak myślisz? Ma tam tyle możliwości. Może powiesić się na lampie, której używał wieczorami, żeby jeszcze trochę poczytać. Albo może przyjdzie do mnie po pomoc, podetnie sobie żyły nożem z mojej kolekcji. Albo spali labirynt, kiedy będziemy słodko spać. A ten tutaj? Pęknie, kiedy zda sobie sprawę, że za każdym razem widzisz twarz tamtego, kiedy wylizujesz mu migdałki? A może nie wytrzyma już dzisiaj? - Ciało Xaviera znowu ruszyło naprzód, popychając siedzącego przed nim Felixa na podłogę z nieco przesadną ilością siły włożoną w ten ruch. Teraz czerpał satysfakcję już nie tylko z poczucia winy kogoś innego niż on sam. Teraz podobał mu się także moment, w którym zerwała się ta nikła więź w postaci splecionych dłoni, która trzymała razem małego żałosnego Gryfona z małym żałosnym Krukonem. Błyskawicznie sam znalazł się nad ciałem Lockwooda, z ustami tuż obok jego ucha.
- Ten ogień strawi nas wszystkich - wyszeptał, a potem podniósł się tylko po to, by schwycić dolną wargę Gryfona pomiędzy własne, zagryzając ją tak mocno, by wreszcie poczuć we własnych ustach krew, której tak bardzo brakowało mu od ostatniego razu.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   24.12.15 3:56

Był jak sparaliżowany, nie mógł się ruszyć, nie mógł uciec, choć oddałby wiele, by uniknąć zbliżającej się katastrofy. Ale nie mógł, zwyczajnie nie mógł, jednocześnie nie potrafiąc uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Tak bardzo nie było w tym logiki... Chciał zniknąć, ale rzeczywistość nie była taka miła.
- To mój chłopak - stwierdził głupio, niby w odpowiedzi na tę absurdalną kpinę, ale to było słabe, bez znaczenia, tyle że może nie było go stać na więcej. Nic ponad to, że powtórzy samemu sobie, że nie jest sam. Jeśli teraz o tym zapomni... Nie, będzie pamiętał. Przecież nie jest sam. Jeszcze.
Omicron zaczął się przysuwać i to było tak niespodziewane, że jeszcze bardziej zgłupiał. Słowa nie miały żadnego sensu. O jakich snach on mówił? Skąd... Skąd wiedział? Zwłaszcza, że od dawna nie śnił o Ślizgonie, a już na pewno nie inaczej, niż tylko w formie koszmarów, po których poduszka stawała się nadspodziewanie mokra. To nie miało nic wspólnego ze słodyczą. Ale to przecież była jego sprawa, jego myśli, jego sny i temu Gryfonowi nic do tego... Nawet nie był w stanie nic odpyskować. Nic powiedzieć. Nawet nie przełknąć ślinę. A słowa nie chciały przestać płynąć. Czy się winił? Oczywiście, że się winił, ale nie zamierzał o tym rozmawiać. Mimo że zarzucanie mu, że nie interesował się tym, co się dzieje, było absurdalne. Włożył całe serce i duszę w to, żeby było dobrze. I może to było za mało, ale... Tak, to było za mało. Ale nie miał więcej. A teraz nawet nie miał siły, by zaprzeczyć temu pieprzeniu. Wiedział, co mówiono, słyszał mnóstwo plotek na temat swojego życia intymnego (w większości wyrażano je w słowach, których nie mógłby powtórzyć nawet w myślach), ale dawno przestał je prostować. W tym momencie też nie zamierzał. To było jak dowód, że nie może traktować tego poważnie. Może to też tylko głupi sen? Koszmar, z którego obudzi się jak zwykle, płacząc i nie mogąc się znieść, ale mając świadomość, że to tylko wytwór jego wyobraźni?
Ale wyobraźnia nigdy nie uderzała tak mocno. Nigdy aż tak celnie. Paradoksalnie, bo przecież jego podświadomość powinna wiedzieć lepiej o jego najgłębszych obawach, a tymczasem to ten chłopak werbalizował właśnie te najgłębiej skrywane myśli. Tak, był słaby. Nie da rady. Kolejny raz wszystko się rozsypie, bo nie będzie w stanie obronić osób i wartości, za które przecież warto oddać wszystko...
Nie rozumiał, co ma do tego Upsilon. Wspomnienie o niej było tak bardzo bez sensu, tak bardzo bez związku. I to, że Omicron mówił o sobie w trzeciej osobie, bredząc o jakichś labiryntach... Może to wszystko było tylko majaczeniami po jakichś dziwnych substancjach? Może on po prostu nie kojarzył, co się dzieje? To co prawda niczego nie usprawiedliwiało, ale dawało jakiś pogląd, jakieś wytłumaczenie... A on naprawdę chciał wierzyć, że w tym chłopaku nie może być tyle nienawiści.
Wiedział jedno. Omicron mógł go niszczyć, mógł zabijać w nim ostatnią iskrę wiary w siebie, resztkę nadziei, dzięki której udawało mu się iść naprzód, ale nie mógł skrzywdzić Serpensa. Nie mógł na to pozwolić. Co nie zmieniało faktu, że nie wiedział, co zrobić.
Omicron był zbyt blisko, a on wciąż nie mógł się ruszyć. Poczuł jego zęby na swojej wardze, krew, ból, na który nie był przygotowany, ból będący definicją najgorszych koszmarów, nawet jeśli nie był zbyt intensywny. Jedyną pozytywną stroną tej sytuacji było to, że najwyraźniej zadanie zostało wykonane. To musiało zostać uznane za pocałunek, choć bliżej mu było do zobrazowania upokorzenia. Szarpnął się i odepchnął Omicrona na bok. Bał się, tak okropnie się bał, ale nie tego, że chłopak może zrobić mu coś gorszego, a tego, że ucierpi na tym jego Krukon, który przecież ani trochę na to nie zasłużył. Musiał go chronić, jakoś, byle skutecznie.
Nie miał pojęcia, że go na to stać. Niespecjalnie myślał o tym, co robi. Instynktownie sięgnął po leżącą na podłodze butelkę i resztką sił rzucił nią w Omicrona. Trafił w skroń, szkło pękło, a cienka strużka krwi była jak otrzeźwienie. Zerwał się i na drżących nogach ruszył do wyjścia. Złapał Serpensa za rękę i pociągnął do drzwi. Chciał stąd wyjść, musiał, nie mógł zostać tu ani sekundy dłużej...
- Zabierz mnie stąd... - szepnął błagalnie, mimo że to właściwie on teraz prowadził. To nie miało się tak skończyć. Nie miało prawa. A teraz świat, tak misternie odbudowywany przez ostatnie miesiące, legł w gruzach po raz kolejny.

zt x2


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   03.01.16 22:54


@ X
Chwilowa przyjemność zmieniła się w nagły szok, choć Xavier za nic tego nie okazał. Nie miał szans, by zablokować tak nagły ruch, więc pozwolił odepchnąć się od drugiego ciała, niechcący przygryzając własny język. Jeszcze większa ilość krwi rozlała się po jego ustach. Nie miał pojęcia, jak silny był ten krwotok, ale średnio go to obchodziło, nawet wtedy, kiedy krew cienką stróżką zaczęła wydostawać się kącikiem ust. Nie raz widział już czerwień zalewającą jego własne ciało. Tak, teraz był już całkowicie sobą. Twarz nabrała ostrości, włosy stały się długie i lekko skręcone, oczy całkowicie zmieniły kolor. Nie planował tego. Zwykle każde z nich używało metamorfomagii na osobności, by bez przeszkód bawić się z tymi, których chcieli oszukać. Niektórzy, jak Omicron, po prostu krępowali się zmieniania na oczach innych. Ale teraz... Teraz nic nie miało znaczenia. Wszystko działo się zbyt szybko i było zbyt ostre, włącznie z metamorfomagiczną przemianą. Wylądował na podłodze pokrytej kurzem, ale ani na chwilę nie przestał obserwować Felixa i jego... chłopaka. Przytłaczająca cisza w jego głowie oznaczała, że Omicron się poddał. Xavier nagle poczuł się irracjonalnie winny, że nie był w stanie zapobiec temu wszystkiego, co się wydarzyło, ale im bardziej to poczucie winy go przytłaczało, tym bardziej chciał jeszcze raz skrzywdzić Gryfona, który pospiesznie... Co on właściwie robił? Sekundę zajęło mu zorientowanie się, że w jego stronę leci butelka i chociaż jego ręka, brudna od kurzu z podłogi, uniosła się, by osłonić twarz, było to równie bezcelowe jak próby powstrzymania odepchnięcia. Szkło rozcięło mu skórę i przez krótką chwilę nie widział ani Felixa, ani nawet wnętrza pubu. Uniósł dziko kącik ust, przesuwając dłońmi po drewnie. Było szorstkie, ale nie sprawiało bólu. Potrzebował czyjegoś bólu... Potrzebował zniszczyć wszystko, by wreszcie móc zniszczyć siebie. A jednak dzisiaj nie było mu to pisane, bo gdy otworzył oczy, żadnego z chłopców już nie było. Uniósł brudną dłoń do czoła, na oślep rozmazując po nim krew wypływającą z rozcięcia po butelce.
- Wszystko w porządku? - usłyszał, ale nawet nie uniósł wzroku. Wciąż nieco skołowany, podniósł się powoli, nie zawracając sobie głowy nieco przybrudzonymi ciuchami, w których przyszedł tu Omicron. Nie zamierzał sprzątać. Odepchnął dłoń, którą ktoś położył mu na ramieniu i wyszedł z pubu. Jeśli Felix myślał, że może się go tak łatwo pozbyć, grubo się mylił.

zt
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   03.03.16 15:11

Leo wpatrywał się tępo w jakiś punkt przed sobą, nie wiedząc, co powinien zrobić z tym wszystkim, co działo się wokół niego i czy w ogóle powinien cokolwiek robić. Może zostawić to całe bagno samo sobie, najzwyczajniej w świecie zignorować je i skupić na pozytywnych aspektach życia, udając, że nic się nie zmieniło? Ta opcja była zdecydowanie najbardziej kusząca, ale jednocześnie wydawała się być najłatwiejszą ucieczką. A on nie chciał przecież uciekać.
Ze złością po raz kolejny przeskanował artykuł wzrokiem, aby ponownie z irytacją zgnieść gazetkę w kulkę. Powtarzał tę czynność w kółko i w kółko, wyobrażając sobie, że nie dewastuje kartki papieru, a miażdży głowę autora tekstu.
Będzie miał kłopoty, to było dla niego niemalże oczywiste. Przecież gdy McGonagall przeczyta chociażby o nocnych spacerach po zamku... już nie wspominając o jego rzekomym ROMANSIE z Amelią. Przecież to niedorzeczność! Jak w ogóle ktoś mógł bredzić takie bzdury? Momentalnie zaczął żałować, że do tej pory nie przysłuchiwał się chodzącym po szkole plotkom. Był jeszcze Gabe i ich spotkanie wtedy w nocy, na korytarzu, kiedy wszystko między nimi się zmieniło... Jak to możliwe, że ktoś ich widział? Prędzej uwierzyłby w to, że jakiś nocny marek podejrzał ich na kanapie w Pokoju Wspólnym, ale na szczęście tak widocznie się nie stało. No, chyba że są jeszcze ludzie, którzy z czymś takim nie wysyłają od razu sów do szkolnej gazetki. Czy w tym pieprzonym zamku naprawdę nie można mieć już ani odrobiny prywatności? W dodatku ten tekst o nim i o Liv... co trzeba mieć z głową, żeby wymyślić coś takiego? Romantyczna schadzka na moście... serio? To spotkanie bynajmniej nie należało do przyjemnych i na pewno nie było w nim nic romantycznego. Wręcz przeciwnie, było tragiczne. Wplątał się w jeszcze większe gówno, niż to, w którym do tej pory siedział i nie miał zielonego pojęcia, co powinien zrobić. Chociaż, czy był jeszcze jakikolwiek sens ukrywać to wszystko? Może po prostu wywiesić białą flagę? Niech Reagan pójdzie rozgadać wszystkim o tym, co jest między Slughornem a Bertrandem. W końcu część prawdy o ich relacji już została ujawniona... Nie, stop.
Po raz kolejny rozwinął pomiętą kartkę i wlepił spojrzenie w tekst. Gabe nie został wymieniony z nazwiska, a więc nadal jest, co ukrywać. Wypuścił nosem powietrze. Z jednej strony cieszył się, że Gabriel w tym całym gnoju pozostał anonimowy, z drugiej - choć może to wydawać się głupie i odrobinę masochistyczne - prawdę mówiąc chciałby żeby to wszystko się wydało. Koniec stresu i jakichś głupich potajemnych spotkań, koniec unikania publicznego okazywania uczuć... Poza tym chciałby mieć już za sobą pierwszą konfrontację z Liv i Amelią...
Ale nie.
Gdy jeszcze raz to przemyślał, to zmienił zdanie. Nie poradziłby sobie, gdyby to wszystko tak nagle zwaliło się na niego. Co za egoistyczne podejscie... powinien pomyśleć też o Gabrielu, a nie brać pod uwagę jedynie siebie.
Co ten cały artykuł mówił o Slughornie, jako o prefekcie i o człowieku? Z tego tekstu wynika, że zaliczył pół Hogwartu. Jaka będzie reakcja Bertranda, gdy to przeczyta? A może już to zrobił? Uwierzy w te wszystkie bzdety? Leo miał nadzieję, że nie.
On sam dorwał gazetkę dopiero dzisiaj, przed jakąś godziną, może dwiema. Wcześniej już ludzie dziwnie się na niego patrzyli, gdy ich mijał, ale nie zwracał na to specjalnie uwagi, bo doszedł do wniosku, że po prostu jak zwykle mu się wydaje. W końcu jednak nie wytrzymał i podszedł do grupki dziewczyn, które jakoś specjalnie nie kryły swojego rozbawienia i faktu, że dotyczy ono jego osoby. Jedna z nich właśnie wtedy wcisnęła mu w rękę nowe, pierwsze tego roku wydanie gazetki szkolnej, pytając przy tym o coś, na kształt: gdzie ma się ustawić w kolejce.
Gryfon najpierw myślał, że to jakiś durny żart, że to tylko te kilka dziewczyn się nudziło i wymyśliło jakiś idiotyzm. Szybko jednak okazało się, że tak nie było, ponieważ przyglądając się kolejnym ludziom, pojawiającym się na horyzoncie, zauważył, że oni również dzierżą w rękach szatańską gazetkę. I właśnie wtedy dopiero dotarła do niego treść artykułu. I fakt, że obiegł on całą szkołę.
Znalazł się w Hogsmeade z prostego powodu - w zamku czuł się niekomfortowo. Artykuł w gazetce, wędrujący z rąk do rąk skutecznie go dobił i Slughorn był pewien, że dołoży mu on dodatkowych problemów.
Tak więc siedział sobie teraz przy jednym z niewielu wolnych stolikow w Trzech Miotłach, w oczekiwaniu na zamówione piwo kremowe i wyżywał się na szczątkach szkolnej gazetki, zupełnie jakby to miało mu coś dać.
Po raz kolejny zmiął kartkę, zaciskając na niej pięść z całej siły.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   06.03.16 1:51

Miało być lepiej. Powinno być lepiej, bo przecież mijał czas, a czas miał leczyć rany, wszyscy tak mówili, powtarzali bez końca, że minie, że będzie lepiej, że czas... Tyle że nie. Ani trochę. Wręcz przeciwnie. Źle, gorzej, smutno i tęskno. I nie pomagało to, co się działo dookoła, nie pomagał widok szczęśliwych par, nie pomagały plotki o cudzych romansach, szczęśliwych, intensywnych, wszechobecnych - wyłącznie cudzych, cały czas. Nie pomagały kartki w kalendarzu, boleśnie przypominające o rocznicach, tych drobnych i tych dużych, rocznica jego próby samobójczej, kolejny pełny miesiąc od śmierci, teraz kolejny miesiąc odkąd znów został sam, już nie wspominając o wspomnieniach agresji, której nigdy w życiu by się nie spodziewał. Tak łatwo było go zaszczuć, sprawić, że zapomni, że jest coś wart, że na coś w życiu zasługuje. Myślał, że jest silny, że nie pozwoli nigdy nikomu się złamać. Latami był o tym przekonany. Naiwny dzieciak. Brał wrażliwość za zaletę, ale ona nigdy nią nie była i dopiero teraz się o tym przekonywał. Gdyby umiał się nie angażować... Zostać gdzieś daleko, patrzeć z dystansu i się nie przejmować, nie próbować, być obcy dla tych wszystkich ludzi, którym pozwolił się skrzywdzić. Jakże byłoby teraz prościej! Pusto, samotnie, ale bez ogromnej liczby niezabliźnionych ran na sercu, które jak idiota wiecznie trzymał jak na dłoni. Zresztą teraz też było pusto i samotnie, więc co za różnica. Po prostu mniej by bolało. By. Gdyby. Ale nie. Przeszłości nie da się zmienić. Jest jak jest. Mimo że oddałby wiele, gdyby ktoś mógł zabrać choć część bólu. Nie da się. Musi się męczyć. Musi przywyknąć do bólu, tęsknoty, samotności i poczucia własnego braku wartości. Musi, aż stanie się jedna z dwóch rzeczy: albo w końcu to przejdzie, albo pojawi się kolejna rana, z której już nie da rady się wyleczyć.
Ostatnio często wymykał się z zamku. Już nawet przestał zatrzymywać się w miejscach, które przywoływały wspomnienia. Już nie przyspieszało mu tętno na widok charakterystycznych wyłomów w ścianie, pieńków, dróg. Nauczył się nie myśleć, włócząc się godzinami po Hogsmeade. Liczył się z tym, że w końcu znowu go przyłapią. Że może tym razem wyleci ze szkoły. I co z tego? Nie miał specjalnie dokąd pójść, to fakt, ale też nie miał po co tu zostać. Nie zależało mu. Nie na sobie. Czy na czymś w ogóle? Raczej na kimś. Na pewno. Wciąż za mocno.
Przed wejściem do Trzech Mioteł przystanął, żeby zapalić. Zapas papierosów niebezpiecznie się kurczył i będzie musiał pomyśleć nad jego uzupełnieniem. Teraz jednak jego wzrok sam powędrował w stronę szczególnego kawałka trawy, nie tak znowu daleko stąd. Palili tam. Szybkie przejrzenie zawartości torby potwierdziło, że wciąż ma te szczególne papierosy. Z eliksirem. Tym, po którym wszystko stało się tak intensywne, że... Że nie mógł teraz o tym myśleć, bo całkiem się rozsypie.
Był na siebie zły. Poza wszystkimi podłymi uczuciami, z którymi nie potrafił sobie poradzić, obecnie przeważała złość. Bez zastanowienia uderzył głową o chłodny mur za sobą. Mocno, za mocno. Na moment go zamroczyło, a po skórze popłynęła ciepła krew. Nie dbał o to. Nawet nie sprawdził, jak bardzo. To nie miało znaczenia.
Zgasił papierosa pod podeszwą buta, rzucił jeszcze raz okiem na pieńki pod płotem i wszedł do pubu. Miał ochotę na coś mocniejszego, ale wiedział, że jeszcze przez kilka tygodni nie dostanie. Za to później... O ile nie doniosą na niego do szkoły. Bo jeśli tak, to nie będzie miał czego szukać. Teraz jednak wciąż poprzestawał na kremowym. W dużych ilościach.
Zamówił i rozejrzał się po knajpie. Niespecjalnie było gdzie usiąść, a przy barze nie chciał, bo to może prowokować do rozmów. Na to nie miał ochoty. Szybko jednak dostrzegł znajomą sylwetkę przy jednym ze stolików. Ich prefekt. Z którym dzielił dormitorium, żeby było ciekawiej. Jednocześnie jedna z osób, która jeszcze nie zdążyła zrobić mu krzywdy. Nada się.
Przysiadł się i uśmiechnął z wysiłkiem na powitanie. Wskazał podbródkiem wymiętą kartkę.
- Coś ciekawego? - zapytał cicho.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   06.03.16 21:33

Był do tego stopnia skupiony na nieudolnym wyżywaniu się na skrawku papieru (który najprawdopodobniej zniszczył mu życie do czasu ukazania się nowego numeru gazetki i nowej „gorącej plotki”, która rozejdzie się po szkole i odwróci uwagę całego Hogwartu od jego osoby), że nawet nie zauważył zbliżającego się Felixa. Zastanawiał się, kiedy szkoła znajdzie sobie nową sensację, a on będzie mógł ruszyć dupsko gdzieś poza dormitorium bez obaw, że ludzie będą się na niego gapić, jak na jakiś eksponat muzealny. Miał taką nadzieję, że tak kiedykolwiek się stanie. Przecież tak jest, prawda? Chyba zawsze tak jest. Tak jak ta obecna afera z Lustrem Pragnień, które tak naprawdę nie jest Lustrem Pragnień, tylko jakąś kpiną Ministerstwa.... też na pewno zaraz im to przejdzie. Znajdą sobie nowy hit i wszyscy zapomną. Leo też zapomni. Taką miał nadzieję, ponieważ demon nękający go w nocnych koszmarach naprawdę go przerażał.
Tak czy siak, gdy niespodziewanie pojawił się obok niego Lockwood, zamrugał szybko oczyma i odchrząknął nerwowo, ale odwzajemnił uśmiech.
- Cześć, Felix – przywitał się. - Co cię tu przywiało? – spytał, nie zastanawiając się nad tym, jak bardzo bezsensowne było to pytanie. Po co się przychodzi do Trzech Mioteł? No, nieważne. Szablonowe zapytanie, które zadał z braku pomysłu na jakiekolwiek inne? Tak, tak to mógł usprawiedliwić.
Skrzywił się lekko, gdy Gryfon spytał, co dzierży w dłoniach, bo tak naprawdę to na moment zapomniał o tym, że nadal kurczowo zaciska na kartce palce.
- To? – rozłożył dłoń i zaczął wpatrywać się w kuleczkę papieru. -Gazetka szkolna – odparł oschle, wręczając mu coś, co kiedyś wedle ustaleń było kartką. - Order za autentyczność informacji – dodał, uśmiechając się z przekąsem. Nie wierzył, że Felix jeszcze nie widział tego artykułu. Gazetkę czytali wszyscy, każdy mijany miał ją w ręku... A może po prostu Slughorn zaczynał fiksować i mieć jakieś dziwne urojenia na tle nerwowym? Sam już nie wiedział. Powinien przestać tak na siłę zastanawiać się nad tym wszystkim, bo tylko się stresował. Tak samo, jak stresował się na myśl o powiedzeniu rodzicom, co go połączyło z Gabrielem. W sumie to po co im mówić? Mogą jeszcze trochę pożyć w niewiedzy. Zwłaszcza, że ojciec chyba zszedłby na zawał. Matka... nie wiedział. Pewnie by się przejęła, że to przez nią. Złe wychowanie, czy coś w tym stylu. I zaczęłaby sobie wyrzucać, że przestała pisać do syna listy, na pewno. Ale potem... potem może oswoi się z tą myślą?
Leo przyjrzał się uważnie Felixowi. Wyglądał kiepsko. A może to kolejna rzecz, która mu się po prostu wydawała? Może wszyscy już po kolei zaczynali prezentować się źle? Nie, Lockwood autentycznie sprawiał kiepskie wrażenie.
- Dobrze się czujesz? – spytał, marszcząc brwi. - Nie wyglądasz najlepiej... – dodał jeszcze po chwili. Slughorn zorientował się, że dawno się z nim nie widział. Znaczy, nie tak żeby dłużej pogadać, czy coś, bo w sumie to widzieli się codziennie w dormitorium. Może to dlatego wydawało mu się, że coś było nie tak z kolegą? W sumie to zapytać nie zaszkodzi, do takiego doszedł wniosku.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   11.05.16 12:42

Co go tu przywiało? Dobre pytanie. Szczerych odpowiedzi było wiele, bardzo wiele, ale żadna nie nadawała się do tego, żeby ją wypowiedzieć na głos. Przyznanie się do własnych słabości, zwłaszcza tak ewidentnych, byłoby jak ostatni gwóźdź do trumny. Nie mógł mówić głośno o samotności i bólu. Może przy najbardziej zaufanych osobach owszem, ale nie przy koledze z dormitorium. Jeszcze jakiś czas temu mógłby powiedzieć Boydowi, ale... Teraz wolał o tym nie myśleć. Przełknął ciężko ślinę przez sam ułamek wspomnienia, czując, jak robi mu się niedobrze. Nie, stop. Musi przestać i jakoś się teraz ogarnąć, bo to było nie do pomyślenia, żeby rozsypać się tu i teraz, w obecności Leo. Więc jeszcze raz, jakie było pytanie? O powód przyjścia?
- Świeże powietrze i bezalkoholowe napoje - odparł zachrypniętym głosem. Brzmiało prawie wiarygodnie. Prawie. Chociaż miał świadomość, że jego rozmówca musiałby być bardzo, ale to bardzo naiwny, żeby w to uwierzyć. Tylko czy to miało jakieś znaczenie? Prawdopodobnie żadnego z nich nie powinno tu być. Chociaż może Leo miał prawo, Felix nie miał pojęcia, jakie przywileje się dostawało razem z odznaką prefekta. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, nigdy o to nie pytał. Ale to też nie miał wpływu na nic. Jeśli Leo jest tu legalnie, a on nie, najwyżej dostanie szlaban. Albo wyleci. Albo cokolwiek. A jeśli też nie powinien tu być... Cóż. Wtedy będą się nawzajem kryć.
Wziął szkolną gazetkę i przejrzał. Nie widział jej wcześniej, nie interesował się specjalnie szczegółami uczniowskiego pożycia, bo za bardzo przypominało mu o wszystkich złych rzeczach, o których chciał zapomnieć. Teraz jednak sytuacja wymagała przeczytania zawartych tam informacji. Uśmiechnął się lekko, bo choć miał świadomość, że Leo może czuć się urażony, a on sam nie gustował w podobnych żartach, to wiedział, że ktoś, kto zebrał tyle informacji, musiał się nieźle namęczyć. A on doceniał wysiłek włożony w relację z innymi, nawet jeśli efekt nie był zbyt dobry.
- Może ktoś ci zazdrości? Bo sam jest samotny? - zasugerował, oddając zmęczoną życiem gazetkę.
Pytanie o jego samopoczucie było ostatnim, na jakie miał ochotę odpowiadać. Bo co miał powiedzieć? Opowiedzieć historię swojego życia? Ostatniego roku? Uzewnętrznić się w sposób, który nijak nie wydawał się atrakcyjny? Już i tak wszyscy wiedzieli o nim za dużo. Był tematem plotek raz na kilka miesięcy i może by mu to nie przeszkadzało, gdyby nie próbowano wyciągnąć wtedy wszystkiego, dorabiając co pikantniejsze szczegóły. I to już raz skończyło się źle. Wystarczy.
Postanowił więc na to nie odpowiadać, licząc, że może Gryfon nie będzie drążył. Nie mógł jednak tak po prostu milczeć, bo to byłoby niegrzeczne. Zwłaszcza, że zwracałby na siebie wtedy zbyt dużą uwagę. Nie, trzeba zmienić temat. Był na to jeden sprawdzony sposób, jeden temat, który interesował niemal każdego - opowiedz mi o sobie.
- Nie wiedziałem, że kręcą cię chłopcy - zaczął, unosząc w uśmiechu kącik ust. - To jak wam się układa?
Opowiedz mi. Opowiedz, może uda mi się przez chwilę pocieszyć twoim szczęściem, może ten raz nie będę myślał o najgorszym.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   05.06.16 13:27

Coś ewidentnie było nie tak. To dało się wyczuć w powietrzu, wiszącym między nimi, to dało się wyczytać ze zmęczonego wszystkim oblicza Felixa. Wystarczyło na niego spojrzeć i nawet ktoś, kto nie widywał Lockwooda na co dzień potwierdziłby, że coś jest źle. Wszystko wskazywało na to, że Gryfon potrzebuje pomocy. Leo nie wiedział tylko jakiej, czyjej i z czym - co chyba było najistotniejszą kwestią. Denerwowało go to, że nie wiedział, czy on sam może być odpowiednią osobą do niesienia Felixowi owe pomocy. Dodatkowo jego wątpliwości potęgowały się, gdy starał się nawiązać z Lockwoodem kontakt wzrokowy. Jego spojrzenie mówiło, a może i krzyczało: "nie zrozumiesz". Slughorn nie musiał czytać w myślach, czy też przebierać w ludzkich emocjach, ale właśnie to wyczytał z oczu Gryfona. To było skutecznym hamulcem, czymś, co sprawiło, że nagle wszystkie pytania, które Leo stawiał sobie w głowie, wydawały mu się bezsensowne. On i tak ci nie powie, co jest nie tak, kretynie. Nie jesteście aż tak blisko.
Leo przyglądał się, jak Felix skanuje wzrokiem artykuły w gazetce. Czyli jednak wcześniej jej nie widział. Dziwne. Chociaż jak spojrzeć na to z innej strony, to może nie takie dziwne? Gryfon wyglądał źle, więc czuł się pewnie również nie najlepiej. W takim stanie raczej niewiele osób skupiałoby się na takiej błahostce jak nowy numer szkolnego szmatławca.
Oczywiste, że Leo czuł się urażony! Ktoś w bardzo dotkliwy i niedyskretny sposób wsadzał nochala w nieswoje sprawy, bo co jak co, ale to z kim Slughorn się spotyka i czy w ogóle się spotyka było tylko i wyłącznie jego sprawą. Jak to w ogóle się działo, że grono pedagogiczne wyrażało swoją zgodę na rozprowadzanie po szkole takiej gazetki? W końcu nauczyciele musieli wiedzieć, już nie bądźmy śmieszni! Widocznie albo się z tym zgadzali, albo udawali, że nie widzą, jak co drugi uczeń mijany na korytarzu czyta jakąś nieznaną gazetkę , niewiadomego pochodzenia.
- Zazdrości? Czego? Błagam cię, Felix. To jest perfidna złośliwość, po prostu. Ktoś nie ma życia, że chciało mu się tak za mną łazić - przewrócił oczyma, odbierając od kolegi gazetkę.
Na niespodziewane, wyrwane z kontekstu pytanie Lockwooda, Leo na chwilę znieruchomiał. Chłopcy? A kto w ogóle powiedział, że kręcą go chłopcy? Ach, tak. Artykuł. Kretyn. Po co mu to dawałeś? Dopiero w tym momencie Slughorn zorientował się, że nawet nie naprostował tej całej sprawy z nocnym spotkaniem na korytarzu z kolegą. Zupełnie, jakby było co prostować... No tak, on wiedział, że do naprostowania było niewiele, ale Felix już nie musiał.
- Emm... No tak. Też nie wiedziałem - odchrząknął w końcu. Czy on właśnie się uśmiechnął? Najwyraźniej. Czy szczerze? Tego można się tylko domyślać. Nieważne, czy byle to uśmiech szczery i radosny - Leo poczuł potrzebę, aby go odwzajemnić. Dziwne, że jeszcze z nikim o tym nie gadał. Gabe oczywiście się nie liczył. Chociaż po dłuższym przemyśleniu tego wszystkiego, to czy Gryfon rozmawiał z Bertrandem o całokształcie ich relacji? Chyba nie. Była wieża. I korytarz. Z tym, że wydarzenia z tego pierwszego miejsca były jedną wielką bombą emocjonalną, a tej nocnej rozmowy Leo niemalże nie pamiętam, więc tak jakby jej nie było. - Układa? Dobrze. Chyba. Tak mi się wydaje. Jakoś nie miałem okazji być wcześniej w związku z... no, chłopakiem. Nie mam porównania - wzruszył ramionami. Nigdy wcześniej nie śmiałby nawet przypuszczać, że pewnego dnia będzie siedział z Felixem w Trzech Miotłach i opowiadał o swoim życiu uczuciowym. Ciekawa odmiana.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   11.07.16 22:03

Nikolai prowadzi Eileen do Hogsmeade a potem, główną ulicą do Trzech Mioteł. Nie odzywa się specjalnie po drodze o ile dziewczyna sama go nie zagaduje. Otwiera jej drzwi do pubu i wskazuje stolik przy oknie i mówi, że pójdzie po zamówienie. Prosi o ognistą - w końcu od pewnego czasu ma siedemnaście lat! - i gorącą czekoladę dla Eileen. Poleca, żeby doprawić ją trochę alkoholem. Nie za dużo, żeby nie był czuć w smaku.
Podczas kiedy zamówienie jest przygotowane, Nikolai wraca do stolika i siada na krześle na przeciwko krukonki.
- Chyba jesteśmy pierwsi, reszta powinna niedługo przyjść - kłamie, bo przecież nikt więcej się nie pojawi. Kto by świętował przegraną? Na pewno nie Nikolai. Nawet upić się ze smutku nie wypada, bo ma wrażenie, że te mecze quidditcha nie są na tyle ważne i ekscytujące. Na czuje wcale jedności ze swoją drużyną, może poza taką Evelyn. A reszta? Totalnie go nie obchodzi.
Ma zupełną pustkę w głowie, nie ma pojęcia o czym miałby rozmawiać z Elieen, nie poruszając przy tym tematu, który najbardziej go interesuje. Ma teraz wrażenie, że jego plan wcale nie był najlepszy. Kelner w końcu przynosi ich napoje, więc Nikolai bierze swój i wznosi toast. Za quidditcha. Tak, super plan. Po czym zajmuje się piciem, czekając aż to Eileen coś powie.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   11.07.16 23:52

Jeśli ktoś widzi tylko to, co chce widzieć, da się nabrać na wszystko. Eileen podreptała za Nikolajem jak wierny psiak, wierząc w każde słowo i nie podejrzewając go o nic. W końcu jakie znaczenie ma cała otoczka, jeśli tylko mogła z nim wreszcie przyjaźnie porozmawiać? Może nawet nie będzie musiała mu nic zdradzać, może po prostu ją przyjmą do rodziny za to, jaka jest a nie za to kim jest? Marzenia ściętej głowy, ale Eileen dała się ponieść chwili.

- Pewnie tak... - odpowiedziała na przypuszczenie Lazarova, wpatrując się w niego jak zaczarowana. Pierwszy raz miała możliwość patrzeć na niego zupełnie swobodnie, nie przejmując się tym, czy to zauważy czy nie. Analizowała wszystkie szczegóły jego twarzy, przypominając sobie rozmowę z Nadią. Kiedy dostała swój napój wzniosła toast razem z kuzynem. Czekolada była wyjątkowo smaczna, nieco inna niż ta w Hogwarcie, ale Krukonka nie potrafiła stwierdzić na czym polega różnica. - Ale dobra! Lepsza niż w szkole... Ale wiesz, Nadia miała rację... Masz takie rysy twarzy... takie podobne... Inne, zupełnie inne, ale mają coś w sobie takiego, że...

Eileen zaczęła gadać. Nie miała zbyt dużego doświadczenia z piciem alkoholu (żeby nie zaryzykować stwierdzenia, że żadnego nigdy nie próbowała), dlatego nawet małe ilości pozwoliły jej szybko się rozluźnić. Popiła jeszcze trochę i kontynuowała.

- To niesamowite! Cały rok zastanawiałam się jak do was zagadać, rozumiesz, do ciebie i Nadii, ale nie wiedziałam jak. A teraz tu siedzę i rozmawiamy... Z Nadią też rozmawiałam! Na pewno wiesz, jesteście takim wspaniałym rodzeństwem... taką wspaniałą rodziną...

Miała mu tyle do powiedzenia! W zasadzie to zaczynała tracić opory przed wyznaniem Nikolajowi prawdy. Oczywiście jakby ją wprost zapytał to zamilkłaby jak grób, ale małymi kroczkami mury tajemnicy zaczynały się kruszyć. Dziewczyna dopiła resztę czekoladowego napoju, przerywając tym samym swój monolog.
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   13.07.16 19:36

Jego nadzieje szybko zaczynają się spełniać, chociaż jeszcze nie widzi większego sensu w jej gadaninie. Przysłuchuje się jej jednak uważnie, niespecjalnie dziwiąc się, że wspomina o Nadii. W końcu ta sama powiedziała mu o ich wcześniejszym spotkaniu. Nikolaja zaskakuje raczej fakt, że Eileen wydaje się mówić o niej jakby już całkiem nieźle ją znała.
Daleko jest Nikolajowi do traktowania krukonki jak dobrej znajomej, co tu dopiero mówić o rodzinie, która jest dla niego przecież najważniejsza. Mimo swojej nieustającej podejrzliwości, stara się zachować przyjaźnie i chyba całkiem nieźle mu to wychodzi. Uśmiecha się pod nosem, kiedy Eileen stwierdza, że czekolada jest pyszna. Niewątpliwie, ma pewien tajemniczy składnik, który na to wpływa.
- Takiego, że...? - stara się wyciągnąć z niej więcej, ale nie jest w tym najlepszy, więc wszystko robi na czuja, nie mając żadnego konkretnego planu. - I co myślisz o nas, jak już zagadałaś? - Nikolai nie wierzy własnym uszom, że takie słowa wychodzą z jego ust. Jest przede wszystkim ciekawy dlaczego a nie co, a jego pytania, dosyć idiotyczne, raczej odbiegają od tematu. To będzie długo droga naokoło...
- Wiem. - Uśmiecha się trochę mimowolnie, tak na myśl o swoim rodzeństwie. - Jest jeszcze Olga i Milko. A ty, masz rodzeństwo? - pyta, bo myśli sobie, że może to dobry moment, żeby dowiedzieć się również czegoś o niej. - Jeszcze czekolady? - To pytanie jest jedynie retoryczne, bo macha na kelnera, żeby przyniósł dla krukonki to samo co wcześniej. Z jej obecnym tempem wypije nie mniej niż Nikolai, który swojego trunku upił dopiero dwa małe łyki.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   13.07.16 20:18

Eileen chciała dokończyć o co takiego jej chodziło, ale zupełnie zapomniała co miała wówczas na myśli. Była dziwnie rozkojarzona i choć nie znała przyczyny, zrzuciła wszystko na emocje towarzyszące rozmowie z Niko. Pozostawało jednak pytanie o jej zdanie na temat Lazarovów. Nie miała zielonego pojęcia co takiego powinna w tym momencie odpowiedzieć. Że są taką rodziną, jaką zawsze chciała mieć? I że są wspaniali i że ich kocha i że chce być z nimi już na zawsze?

- Ja… ja myślę, że chciałabym poznać was lepiej… Ale was… jako was… a nie jako… - już miała palnąć o wizjach, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Czemu tak łatwo jej szło mówienie? Czemu z jej ust płynęły słowa, zanim zdążyła się nad nimi zastanowić? Ale w sumie… po co o tym myśleć… trzeba się cieszyć, że jest Niko…! – Olga… Milko… Ja nie mam… Ja… Moi rodzice nie zdążyli… A pewnie bym miała… Pewnie dużo…

Mówiła strasznie nieskładnie i zaczynało ją to denerwować. Jednocześnie poruszone zostały delikatne tematy, które źle poprowadzone zdolne były wywołać łzy. Z drugiej strony jeśli opowiedziałaby o nich…

- Nie, naprawdę nie… - zaczęła protestować, gdy Nikolaj zamawiał drugą czekoladę. Nie chciała pić na jego koszt, w końcu trochę nie wypadało… A może wypadało…? To on się wychował w szlacheckim gronie, pewnie wiedział lepiej. Po chwili jej trunek stał już na stole. – Dziękuję… Ale nie trzeba, naprawdę…
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   23.07.16 19:42

Nikolai zachowuje się bardzo jak nie on, nikt by go nie poznał, gdyby jeszcze się ubrał jakoś cudacznie. Eileen może nawet czuć się wyróżniona, bo przeważnie nie jest tak miły w stosunku do zupełnie przypadkowych osób, w dodatku takich, którzy raczej go denerwują swoja obecnością. Ale czego nie robi się, żeby wyciągnąć potrzebne informacje?
Stwierdza, że nie nie będzie się nadmiernie wysilać, może wystarczy sama rozmowa. Dziewczyna mówi tak jakoś dziwnie i zupełnie nie ma pojęcia dlaczego. Nawet nie przychodzi mu do głowy, że to wypity alkohol, bo przecież było go tak mało, że... no, to po prostu niemożliwe. Czyżby się denerwowała?
- Poznałaś nas w innej postaci? - Z zainteresowaniem unosi brwi, wcale nie rozumiejąc co ma na myśli, dobierając takie dziwne słowa. Zastanawia się czy gdzieś tam nie ma tajemnego fanklubu Lazarovów i co w nim ciekawego robią.
Za to domyśla się się co ma na myśli Eileen chwilę potem, ale udaje, że wcale nie. Tak jest łatwiej - bo jak ma grać miłego, jednocześnie pokazując, że nie obchodzi go śmierć jej rodziny? Nie kontynuuje tematu, może przeczuwając jak dziewczyna mogłaby zareagować, chociaż nieskładnie mówi przecież cały czas.
- Nie krępuj się, Eileen - mówi Nikolai, uśmiechając się do niej. - Przecież widzę, że ci smakuje. Wypijmy za... za co byś chciała wznieść toast? - pyta i unosi swoją szklankę. Sam nie ma mądrego pomysłu, a poza tym jest ciekaw, co wymyśli dziewczyna.
Wcale nie przejmuje się pieniędzmi, ich akurat ma pod dostatkiem, a za kolejny napój może kupić czas - o niego już nie jest tak łatwo. Wydaje się, że Nikolai już nawet przestał udawać, że na kogoś jeszcze czekają, nie rozgląda się ani nic, a krukonka chyba zbytnio jest zajęta gadaniem, żeby zwracać uwagę na takie szczegóły...

ztx2
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Pub pod Trzema Miotłami   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade-
Skocz do: