Share | 
 
Przedział V
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Przedział V   28.07.16 20:53

Przedział V
Największym minusem tego przedziału jest fakt, że drzwi się naprawdę mocno zacinają. Kiedy jednak już je otworzysz, możesz poczuć się bezpiecznie - nikt cię tu nie zaskoczy, bo zanim uda mu się je znów otworzyć, ty będziesz gotów. Sześć miejsc, niemal bezpiecznie zamkniętych. Więc jaki jest plan?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Przedział V   30.07.16 19:59

Koniec roku! Koniec szkoły! Wakacje! Yay!!!
Rose szła niezwykle zadowolona korytarzem pociągowym i zachwycała się nad wizją zobaczenia się z siostrą. Tak bardzo za nią tęskniła! Już się nie mogła doczekać, najchętniej już teraz zaraz by się tam teleportowała dziko, choć wiedziała, że najpewniej Hattie nie wróciła nawet jeszcze z pracy. Szatynka mijała przedziały, jeden za drugim, zerkając z niechęcią na głośne grupki młodzieży czy wrogie spojrzenia Ślizgonów. W końcu dotarła do przedziału, w którym była tylko jedna osoba, i to najlepsza, jaką mogła Rose spotkać.
Bez wahania, choć uprzednio trochę się szarpała z drzwiami, weszła do środka i uśmiechnęła się do Felixa, rzucając łagodne „cześć”. Zatrzasnęła za sobą drzwi, które najpewniej będą potrzebowały dużo wysiłku żeby pozwoliły kogoś przepuścić, po czym usiadła naprzeciwko przyjaciela.
- I jak tam? Spotkaliście się? Widziałam jak razem wychodzicie – zagaiła pogodnie, moszcząc się w rogu, siadając po turecku z plecakiem przed sobą.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przedział V   31.07.16 12:37

Poranek był dziś chyba najtrudniejszy ze wszystkich, o jakich pamiętał. Nawet biorąc pod uwagę te po śmierci... No. Paradoksalnie, bo przecież śmierć najbliższej osoby powinna być gorsza od tego, co wydarzyło się wczoraj. Ale nie była. Bo śmierć to coś ostatecznego, z czym po prostu trzeba było się pogodzić. A wbicie noża prosto w to wyciągnięte na dłoni serce, z pełną premedytacją i świadomością konsekwencji, było tym rodzajem ludzkiej podłości, której on nigdy nie był w stanie zrozumieć. A przecież liczył się z tym, że to się wszystko źle skończy. Nie sądził jednak, że tak. I że tak szybko.
Od pobudki nie mógł uspokoić oddechu i cały się trząsł. Zaciskał zęby, żeby nie zacząć płakać. Zaatakował go nadmiar emocji, tak cudownie wczoraj stłumionych. Mógłby uzależnić się od tych eliksirów - ba, bardzo chętnie by to zrobił. Znieczulać się mocno i regularnie. Bez przerwy. Wypijać dawkę eliksiru za każdym razem, kiedy zacząłby czuć, że poprzednia przestaje działać. Może nadszedłby taki moment, kiedy emocje po prostu by nie wróciły. Wiele by za to dał. Może wszystko. Na razie jednak czuł aż zbyt wiele i czuł się zraniony na tak wiele sposobów, że nie wiedział, czy dałoby się mocniej.
Teraz siedział w tym ostatnim przedziale, sam i bardzo by chciał, by tak zostało. Na stoliku pod oknem położył ostatni numer Ploteczek..., które dostał zaraz przed wejściem do pociągu, i list, którego wcale dostać nie chciał. Nie chciał też rozmawiać. A jednak usiadł właśnie w tym przedziale, niejako zgadzając się na spotkanie, bo może za bardzo chciał zrozumieć, żeby tak szybko odpuścić. Może też nie umiał tak po prostu odejść i musiał chwytać się każdej nadziei, jaka się pojawiła.
Cały się spiął, kiedy drzwi przedziału się otworzyły. Nie patrzył w ich stronę, nie wiedział, kto wchodzi, bo przecież wydawało mu się, że wie. Znowu cały się trząsł. Nerwowo zaciągnął rękawy szaty mocno na dłonie, żeby jak najlepiej ukryć te... No, wszystko. Bo tak, było gorąco, a on wcale szaty zakładać nie musiał, w samym garniturze pewnie by się ugotował, ale tak było bezpieczniej.
Cześć, które do niego dotarło, wcale nie brzmiało jak wypowiedziane głosem Abbeya. Spojrzał w bok. Rose. Ulżyło mu. Naprawdę poczuł, jakby ktoś zdjął z niego ogromny ciężar. Może Krukon w takim razie wcale nie przyjdzie. Może to lepiej.
Uśmiechnął się bardzo słabym, wymuszonym uśmiechem do dziewczyny.
- Cześć, Rosie - wychrypiał cicho i odchrząknął. Nieużywany godzinami głos nie brzmiał zbyt dobrze. Miał tylko nadzieję, że go nie zdradzi. Że cały organizm może sobie świrować, ale głos go nie zdradzi. A potem ona zapytała o Abbeya i wszystko diabli wzięli.
Czy się spotkali? Oczywiście, że się spotkali, oczywiście, że wszystko poszło źle, oczywiście, że nie mógł być teraz w gorszym stanie. Nie chciał o tym myśleć i nie chciał o tym pamiętać.
- Tak, spo... spotkaliśmy się - głos mu się załamał w najgorszym momencie. Oddech momentalnie znowu przyspieszył, aż zaczęło kręcić mu się w głowie. Zacisnął mocno zęby i zamknął oczy. Musi się uspokoić, nie może się rozsypać, nie teraz. Rosie była jego najbliższą przyjaciółką, ale nawet ona nie mogła tego widzieć.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Przedział V   31.07.16 13:58

Patrzyła na niego uważnie. Nie zauważyła wcześniej, że wygląda AŻ TAK źle. Jednak jak teraz się przyjrzała, nie wyglądało na to, że rozmowa poszła chociaż w miarę dobrze. Właściwie...
Felixowi załamał się głos przy odpowiedzi, a to potwierdziło jej obawy. Nie, rozmowa wcale nie poszła dobrze. Najpewniej poszła koszmarnie. Rose nie za bardzo wiedziała co powiedzieć, po chwili więc westchnęła i bez słowa, odkładając plecak na bok, przesiadła się obok Felixa i wysunęła do niego łapki. Uznała bowiem, że nie było co mówić na pocieszenie, bo ewidentnie coś poszło mocno nie tak i sprawę mogłoby polepszyć jedynie cofnięcie czasu. Za to mogła przyjaciela przytulić, a czuła, że tego właśnie potrzebuje, choć nie powiedział tego głośno. Pogłaskała go czule po głowie, niemalże z matczyną delikatnością. Chciałaby coś powiedzieć, umieć rzucić jakiś pocieszający tekst, ale... Nie wiedziała jaki. Nie umiała w pocieszanie. Mogła mieć jedynie nadzieję, że Felix zechce się odezwać albo chociaż jakoś uda jej się wesprzeć go samym przytuleniem i okazaniem, że jak coś, to zawsze ma ją.
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Przedział V   31.07.16 17:31

Westchnął, ze zmęczeniem w oczach przeciskając się przez wąski korytarz. Słabo spał, ale nie dziwiło go to; czuł się trochę winny, że tak nawymyślał Felixowi, choć nie miał złych intencji. Tak zachowywał się, kiedy się stresował, ale Lockwood nie miał o tym pojęcia, a na domiar złego był niemożliwie wrażliwy. Dlaczego on zawsze wszystko tak potwornie intensywnie przeżywał?
Abbey wyglądał dziś lepiej niż wczoraj. Nie to, że miał lepszy nastrój i ochotę na to, by się stroić, ale ze stacji miała odebrać do babuszka Dorothy, a nie chciał jej martwić tym, że po raz kolejny wygląda jak trup, któremu zostało może kilka dni życia. Makijażem był w stanie przykryć wszystkie niedoskonałości, włącznie z okropnie podkrążonymi oczami.
Westchnął ciężko, kiedy już znalazł się na miejscu i specjalnie nie przedłużając... po prostu otworzył przedział piąty z nadzieją, że zastanie tam Felixa.
Jego modły zostały wysłuchane; Felix faktycznie siedział w przedziale, gorzej jednak, że był tam razem z Rose, a ona i Abbey nie rozmawiali od czasu egzaminu.
- Przeszkadzam? - Spytał, opierając się biodrem o przesuwane drzwi.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przedział V   31.07.16 17:53

Ramiona Rose były całkiem odpowiednie, żeby teraz się w nich schować i uciec od świata. Uwielbiał to, że zawsze mógł się do niej przytulić, kiedy było mu źle - co działało w obie strony i z czego oboje chętnie korzystali. Byli jak rodzeństwo, z tym tylko, że prawie nigdy się nie kłócili i Felix uważał tę znajomość za chyba najlepszą, jaką mógł zawrzeć. Minusem było to, że nie zawsze nie wszystko rozumiała, często nie umiała znaleźć odpowiednich słów pocieszenia i średnio wychodziło im szukanie rozwiązań z trudnych sytuacji. Ale to nic. Przy niej mógł się uspokoić, a potem rozwiązanie przychodziło samo. To wystarczyło.
Teraz też powoli się uspokajał, po prostu przy niej milcząc, ale to nie mogło trwać wiecznie. Odgłos otwieranych drzwi sprawił, że atmosfera wyraźnie zgęstniała. Spojrzał na przybyłego Krukona. Starał się nie myśleć ani nie czuć. Tyle że jego widok w tej chwili bolał. Czy przeszkadzał? Oczywiście, że przeszkadzał. Ani Rose, ani on nie chcieli go widzieć. Chociaż... Nie, to nieprawda. Felix chciał. Potrzebował więcej, niż kilkunastu godzin, żeby przestać tego chcieć boleśnie mocno.
- Wejdź - mruknął, nie odsuwając się od Rose. Przy niej było bezpiecznie. Może tego bezpieczeństwa potrzebował przy rozmowie z nim.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Przedział V   31.07.16 19:51

Przytuliła zatem Felixa i westchnęła, próbując znaleźć odpowiednie słowa. Była wściekła na Abbeya, choć nie wiedziała, co zrobił. Tak czy siak, nie wyglądało na to, żeby za dobrze to rozegrał. Skoro Felix był w takim stanie… Ale co w takim razie się wydarzyło? Nie chciała pytać Felixa, i tak wyglądało na to, że trzymał się naprawdę kiepsko. Z kolei z Abbeyem nie miała zamiaru w ogóle rozmawiać.
Dlaczego? Może była zbyt wściekła na niego o to, co wyprawia z Felixem. Może nienawidziła go za tego toksyczny byt i za podłość, jaka ją z jego strony spotkała. A może duma, bo musiałaby wpierw wyciągnąć do niego rękę, a tego nie zamierzała nawet rozważać. Więc jaki wniosek? Póki Felix sam nie zechce jej wyjaśnić, niczego się nie dowie.
Wtedy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi do przedziału. Podniosła wzrok zdziwiona, że ktoś tak bezczelnie się wprasza, a dostrzegając kim jest owy intruz, spochmurniała wyraźnie, wbijając agresywne spojrzenie w blondyna. Czy przeszkadza? TAK. Chciała to nawet powiedzieć, ale zanim zdążyła, Felix pozwolił mu wejść. Zerknęła na przyjaciela, jednak poczuła się jak zwierzę na smyczy. Zacisnęła usta, nie komentując obecnej sytuacji. Spojrzała jedynie na swój plecak, który leżał na przeciwnych siedzeniach, po czym poruszyła się żeby go zabrać i nie zrzucić tym samym Felixa na podłogę. Skoro chciał tu tego… Ekhm, tego człowieka, zatem niech będzie. Czy w ogóle zatem ona była tu mile widziana? Spojrzała na przyjaciela.
- Mam zostawić Was samych? – jej ton był w miarę łagodny, choć wyraźnie spięty, najpewniej przez odczuwaną w stosunku do Abbeya, niepohamowaną agresję.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przedział V   31.07.16 20:52

Rosie ewidentnie nie czuła się tu dobrze w tej chwili. Nie miał pewności, co między nimi zaszło - z gazety plotkarskiej wiedział, że sobie podpowiadali na egzaminie, to chyba oznaczało, że byli w dobrych stosunkach? Ale jednocześnie musiała zdawać sobie sprawę, że z nim nie jest najlepiej i to musi być przez Abbeya. Może to wystarczyło, żeby się najeżyła. Gorzej, że miał wrażenie, że chciała wyjść. A to już było myślą nie do przyjęcia. Potrzebował jej tutaj. Przynajmniej na początku rozmowy. Choć w związku z tym, że nie spodziewał się polepszenia relacji niezależnie od tego, czego by sobie nie powiedzieli, to i pod koniec będzie jej potrzebował. Następny miesiąc spędzą pi razy oko razem i pewnie jeszcze będzie miała go dosyć, ale na razie trzymała go w całości. Był małym pasożytem i w tej chwili nic nie mógł na to poradzić.
- Zostań. Proszę - odparł cicho. Nie, nie będzie płakał. Nie rozsypie się. Da sobie z tym radę i już.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Przedział V   31.07.16 21:29

Westchnął i zasunął za sobą drzwi, ale nie zamierzał siadać. Nie, bo gdzie. Obok tej ciasno przytulonej do siebie dwójki czy może naprzeciwko? To utrudniałoby ewentualną ewakuację, a był niemal pewien, że prędzej czy później będzie jej potrzebował.
Zasłonił przedziałową firankę, coby uniknąć niepotrzebnych spojrzeń ewentualnych gapiów (plotek i tak ostatnio naczytał się o sobie wystarczająco, kolejne były mu zbędne), a potem przeniósł spojrzenie najpierw na Rose, a później na Felixa. Minę miał niemrawą. To oczywiste, że wolałby z nim porozmawiać sam na sam, najlepiej bez pomocy przyzwoitki, ale nie miał w tej kwestii, póki co, zbyt wiele do powiedzenia. Żałował, że nie może kucnąć i chwycić go za rękę, kontakt fizyczny zawsze pomagał w rozwiązywaniu tego typu problemów, zwłaszcza, jeśli między dwójką zamieszanych w to osób chemia szalała tak, jak między nimi.
- Nie zachowałem się wczoraj do końca w porządku, przepraszam. - Mruknął, spuszczając wzrok. Mówił dość mechanicznie, jakby wcześniej ułożył sobie te słowa w głowie, ale jednak ze szczerym przejęciem. Wyglądał zresztą jak kilkuletni chłopiec, który zniszczył swoją nową zabawkę i teraz musiał powiedzieć o tym rodzicom; dziwnie słodko i nieporadnie zarazem. - Nie byłem na to przygotowany, a to, co zrobiłeś mnie przerosło, chyba nawet dwukrotnie. Nie, że nie chciałbym Cię mieć w moim życiu, tylko sądzę... że nasze stosunki powinny się trochę znormalizować.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przedział V   31.07.16 22:19

Nie miał pewności, czy ta rozmowa to dobry pomysł. Miał problem z połączeniem przebywania z nim w jednym pomieszczeniu (i to tak małym!) z logicznym myśleniem. Chciał, pragnął, pożądał. A jednocześnie to nie wchodziło w grę - i dobrze, że został tam przy drzwiach, na tyle daleko, na ile się dało. Felix sam nie wiedział, jak by się zachował, gdyby Abbey spróbował go dotknąć w jakiś sposób, choćby nieskończenie niewinny. Z jednej strony był wściekły i zrozpaczony po wczoraj, więc z dużym prawdopodobieństwem by się wyszarpnął. A z drugiej... Ale była Rose. Pierwszy moment, kiedy jej obecność okazała się nieoceniona. Rozwiązywała wszystkie głupie dylematy samym tym, że była obok.
Słuchał tych przeprosin, nie wiedząc, jak je odebrać. Wczoraj nazwał go szmatą, a teraz mówił, że nie zachował się do końca w porządku? To było co najmniej lekkie niedopowiedzenie. Ale wyglądał tak uroczo, że Gryfon miał ochotę przytulić go, pocałować i wszystko wybaczyć. I znowu obecność Rose sprowadziła go do parteru.
- Chyba nie rozumiem - zaczął niepewnie, przygryzając wargę. - Posyłasz mnie do diabła. Potem przychodzisz tu i przepraszasz. Wreszcie mówisz, że nasze stosunki powinny się znormalizować. Co to właściwie znaczy? Bo jak dla mnie trochę tak, jakbyś chciał to skończyć. Dlatego nie rozumiem, bo myślałem, że sobie to wczoraj wyjaśniliśmy - stwierdził gorzko. Spojrzał na niego, choć starał się nie patrzeć mu w oczy, bo to było ponad jego siły. I nie na usta, bo to już zupełnie zabiłoby myślenie o czymś sensownym.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Przedział V   01.08.16 9:32

Czasem, a chwilami nawet znacznie częściej niż czasem, miał ochotę rzucić nim o ścianę i kilkakrotnie zdzielić go pięścią po twarzy, tak działał mu na nerwy. Żałował, że nie może tego zrobić teraz ze względu na obecność Rose. Chociaż... może to i dobrze? Obawiał się, że gdyby faktycznie do tego doszło obaj skończyliby poważnie poranieni, ale jednak całujący się to na ziemi a to na którymś z foteli, niepewni tego czy wolą się wzajemnie pozabijać czy może jednak całować, pieprzyć i ostatecznie za siebie wyjść.
...Rany, Abbey, pizdo, o czym ty w ogóle myślisz?
Przewrócił oczami. To on był niezdecydowany? Wolne żarty. Niekoniecznie chciał rozmawiać o tym wszystkim przy Rose, ale skoro ciemnowłosy zaczął to nie zamierzał pozostawać mu dłużnym. - A Ty, Felixie Lockwoodzie, najpierw oblewasz mnie dzbankiem lodowatej wody, by potem głupio zapytać czy mi zimno i rzucić się na mnie jak wyposzczone zwierze. Nie tylko ja tu jestem zajebiście niestabilny, tak? Kłótnia o to, kto ma bardziej najebane w głowie nie ma żadnego sensu. - Mruknął, krzyżując dłonie na torsie. Tak właśnie uważał, serio. Na początku myślał, że to on jest tym bardziej toksycznym ogniwem tej relacji, nie mniej jednak skłonność do zmiennych nastrojów Gryfona i jego nadwrażliwość sprawiły, że dziś nie był już tego pewien. - To znaczy, że powinniśmy zwolnić, kurwa. Zostać kumplami, nie wiem. Wyłączyć emocje, spróbować się lepiej poznać. Rany, jak robią to normalni ludzie? Czy to serio takie trudne?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przedział V   01.08.16 11:21

Nie miał w zwyczaju się bić. Naprawdę nie. A jednak teraz też brał pod uwagę, że mógłby go uderzyć. Za to wszystko, co do tej pory się wydarzyło, za granie na jego emocjach, za pozwolenie na zaangażowanie. Potrafił teraz wyobrazić sobie, jak rozkwasza mu nos. Tak, to było do zrobienia. I tak, albo by się wtedy zabijali, albo wręcz przeciwnie. Każda opcja w tej chwili była zła. Rose, jak dobrze, że jesteś.
Rzucił dziewczynie niepewnie spojrzenie. Tak, to cudowne, że tu była, choć przy okazji wysłuchiwała rzeczy, o których do tej pory nie miała pojęcia. W końcu nie powiedział jej, co wczoraj zaszło. Nie wie nic o wodzie ani pocałunku. Nie wiedział, jak zareaguje i trochę się tego obawiał. Ale na razie się nie odzywała i nie wiedział, czy to dobrze, czy może niekoniecznie.
- W jakiś chory sposób mi na tobie zależy. Ale ta woda ci się należała. Należało ci się dużo więcej - warknął, znowu powracając do myśli, że w tej chwili jego pięść mogłaby się całkiem nieźle komponować z krukońskim nosem. - Nie próbuję się licytować, z którym z nas jest mocniej nie tak. Pytam tylko, czego właściwie chcesz. Bo koniec ustaliliśmy już wczoraj, jak mi się wydawało.
Był wściekły. Naprawdę był wściekły, a to też mu się nie zdarzało. Abbey wyzwalał w nim całe spektrum emocji, których Felix się po sobie nawet nie spodziewał. Czy to zaleta tej relacji? Może. Na pewno było dobre teraz, bo ze złością można było sobie poradzić. Złość była tożsama z działaniem, smutek ze stagnacją. A on miał dosyć stania w miejscu.
- Zostańmy kumplami, oczywiście. Abbey, brachu, chodźmy na piwo i porozmawiajmy o tym, jak posuwałeś mojego chłopaka, chciałeś posuwać mnie, a kiedy już prawie zbudowałeś pod to grunt, nazwałeś mnie szmatą i postanowiłeś jednak zwolnić. To piękna anegdota, prawda, Rose? W sam raz do opowiadania przy tym piwie, kiedy już zostaniemy kumplami.
Odsunął się od dziewczyny, bo jej bliskość zaczęła go drażnić. Ręce znowu mu się trzęsły, ale tym razem wcale nie z bezsilności.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Przedział V   01.08.16 11:32

- Powiedziałeś za dużo. - Mruknął tylko, z wyraźną niechęcią w głosie, rzucając mu ostatnie spojrzenie. Tak, zabolało, zwłaszcza te wzmianki o "posuwaniu jego chłopaka". To nie on był w ich relacji nieuczciwy i, czego nie chciał mówić Felixowi, by niepotrzebnie go nie ranić, relacja między nim a Serpensem zaczęła się zanim ta dwójka zaczęła się spotykać. Ale to oczywiście on wyszedł na najgorszego, nie? Nie był oszustem, ale i tak musiał zbierać obelgi, które należały się Serpensowi. Nie mógł pozwalać sobie na brak szacunku i taką ilość negatywnych emocji. Lockwood wyzwalał ich za dużo. Mogli się sobie podobać, ale wszystko jedno. Krukon wolał stertę bezpieczniejszych, nic nie znaczących relacji niż jedną, szczerą, która mogła za bardzo namieszać mu w głowie.
- Rose, wybacz za tamto. To miała być drobna złośliwość za to, co powiedziałaś, nie sądziłem, że przerodzi się w przerwanie egzaminu. - Rzucił jeszcze, patrząc na milczącą dotąd dziewczynę, a potem odwrócił się i wyszedł, stając dalej, na korytarzu. Nie miał ani zamiaru ani ochoty, by kiedykolwiek tam wracać. Nic nie cieszyło go tak, jak to, że nie będzie widywał Gryfona przez najbliższe dwa miesiące.

Z/t.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przedział V   01.08.16 12:00

To niespecjalnie miało znaczenie, co i kiedy się zaczęło. Oczywiście, Serpensowi należało się najbardziej, bo to on się bawił, pogrywał i oszukiwał. Pewnie gdyby się tu pojawił, Felix nie poprzestałby wyłącznie na rozmyślaniu nad wkomponowaniem swojej pięści w różne miejsca na jego ciele. Ale Serpensa tu nie było. Był Abbey, który o tym wszystkim wiedział, uczestniczył i przez tyle miesięcy się nawet o tym nie zająknął. A był na to czas. Było mnóstwo czasu, mnóstwo okazji, te wszystkie listy i rozmowy, zanim zaczęli na dobre w to brnąć. Ale najwyraźniej nawet obietnica szczerości ani nic, co po omacku próbowali tu w jakiś sposób budować, nie miało znaczenia. Powiedział za dużo? Przynajmniej był szczery. Wolałby w odpowiedzi dokładnie to samo. I to wszystko wcale nie było żadnym brakiem szacunku.
Kiedy Krukon wyszedł, Felix wstał. Nie miał pojęcia, co teraz, co z nimi, co ze wszystkim. Nienawidził go, chyba w tej chwili naprawdę go nienawidził, ale... To niewiele zmieniało, tak na dobrą sprawę. Wciąż chciał przy nim być. Bardzo mocno chciał.
Oparł czoło o chłodne okno przedziału. Zamknął oczy i próbował się uspokoić. W końcu z całej siły uderzył pięścią w szybę i z powrotem usiadł, tym razem na przeciwko Rose, a nie obok. Potrzebował bliskości, nie dało się ukryć, ale w tej chwili nie od niej. Oddałby wiele, żeby byli w stanie dojść do porozumienia, on i Abbey. Żeby chłopak mu obiecał, że wszystko się jeszcze między nimi ułoży. Żeby był. Cokolwiek. No, tyle że najwyraźniej bez szans.
- Nie powinienem za nim iść, prawda? - spytał cicho, znając odpowiedź i wiedząc, że pewnie w ostatecznym rozrachunku to, co powinien, a czego nie, i tak nie ma znaczenia. Bo chciał iść. I tyle.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Przedział V   01.08.16 13:37

Rose kiwnęła głową nieznacznie i głębiej zanurzyła się w fotel, zerkając spode łba na Abbeya. Nic nie powiedziała, nie chciała przeszkadzać w tak prywatnej rozmowie, jaka właśnie tu zachodziła. Właściwie, starała się w ogóle wtopić w otoczenie dając minimum prywatności. Nie mogła jednak mimo to nie przysłuchiwać się ze swego rodzaju zachłannością słowom chłopaka, jak i nie szukać podstępu w jego wypowiedzi. Chciała w razie co mieć punkt zaczepienia żeby móc go z czystym sercem wykopać z tego przedziału i kazać więcej do Felixa się nie zbliżać.
Nic jej jednak nie dało powodu do większej agresji. Zmrużyła oczy, wbijając zamyślony wzrok gdzieś w podłogę, mimo że słuchała uważnie co się dookoła działo. Abbey brzmiał dziwnie bez tej całej jego... Ironii i arogancji. Kiedy się z drwiną nie uśmiechał ani nie robił z siebie durnia. Nagle zastanowiło Rose kim właściwie jest ten człowiek. Nie to, że miałaby się interesować jego osobą! Nie cierpiała go całą sobą. A jednak... Co on właściwie chciał przekazać Felixowi? Może to paranoja z jej strony, ale uparcie powtarzała, że to tylko gra aktorska. Nie ufała mu ni ociupinkę. To było dziwne jak na nią. Skąd tyle agresji znalazło się w tak dobrej, niewinnej, wrażliwej osobie jak ona?
Posłał Felixa do diabła? CO ZA GNOJEK ZASRANY. Mogła mieć jedynie cichą nadzieję, że zrobił to delikatniej niż się obawiała. Szybko dowiedziała się, że nie. Właściwie... Im dłużej siedziała między mini i słuchała ich wywodów, tym mniej wiedziała, ironicznie. Z zaskoczeniem w pewnym momencie wodziła wzrokiem z Abbeya na Felixa, by po pewnym czasie wbić wzrok ostatecznie w blondyna.
Jezu, jeszcze zeszło na tematy najbardziej intymne z możliwych: kto z kim się pieprzy. Rose usłyszała kilka ciekawych faktów, a nawet jeden bardzo istotny, jednak nie to żeby chciała o tym słuchać. Czerwona najpewniej jak burak starała się zniknąć, jednocześnie bijąc się z myślami. A więc Serpens go zdradzał? Cóż, obojga? Cholera, co się dzieje?!
Przepraszał ją? Wszystkiego się spodziewała, kłótni, dzikich awantur, urazów i posiadania za złe miliona rzeczy z ich przeszłości, jaka by krótka ich znajomość nie była... Ale przeprosiny? Abbey wyszedł, Rose zaniemówiła, Felix się miotał. Pod wpływem jego uderzenia drgnęła i wbiła w niego spłoszone spojrzenie.
- Um... - wybełkotała głupio, po chwili dopiero wzięła się w garść, marszcząc przy tym brwi. - Nie, chyba nie. A więc Serpens... Nie był tego wszystkiego nawet wart.
Chyba? Po czyjej ty jesteś stronie, co? A jednak... Abbey nie musiał o tym wiedzieć. O tej sytuacji. Tak czy siak, mimo wszystko, ten komentarz był chyba najgorszym, jaki mogła wygłosić.
- Powinniście n a s p o k o j n i e to sobie wyjaśnić, jak ochłoniecie. Nie dajcie się ponieść emocjom.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przedział V   04.08.16 10:39

Pokiwał głową i zamknął oczy, opierając się o siedzenie. Cała energia z niego tak zwyczajnie uszła. Do spokoju było daleko, ale chyba po prostu nie miał siły. Potrzebował to wszystko naprostować, wrócić do normalności, ale nie miał pojęcia jak.
- Wciąż nie wierzę, że Serpens... - zaczął cicho. - No wiesz. Bo było mi z nim naprawdę dobrze. Bezpiecznie. A teraz co, to wszystko było kłamstwem? To tak, jakbym... Nie wiem. Może naprawdę powinienem spodziewać się ataku zawsze i z każdej strony. - Otworzył oczy i spojrzał na nią smutno. - Może jedyne, co jest w tej szkole pewne, to to, że w końcu ktoś będzie próbował mnie zaszczuć i zniszczyć. Miałem nadzieję, że kiedy on, wtedy, rok temu... Że to koniec. Że już więcej tak nie będzie. A potem był Serpens, teraz niszczymy się z Abbeyem, a do tego ktoś mnie zaatakował w biały dzień. Mam dość.
Korzystając z faktu, że mają przedział tylko dla siebie, wyciągnął się wzdłuż siedzeń. Nie wiedział, czy chce spać, ale może to nie byłoby takie głupie. Zasnąć i przespać wszystko. Podróż, wakacje, szkołę, życie. Był zmęczony, ale właściwie nie było to zmęczenie, na które pomógłby sen. Nie pierwszy raz miał ochotę po prostu pójść za nim. Tak byłoby najprościej. I może by się spotkali gdzieś tam, po drugiej stronie, jeśli tam cokolwiek było. Może wtedy, gdyby nie było tych wszystkich czynników zła, mogliby być szczęśliwi. On przecież nie chciał dużo. Trochę szczęścia, tylko dla siebie. Czemu zawsze musiał być tym trzecim?
- Może to wyjaśnimy. A może to rzeczywiście powinien być koniec. - Sam nie wiedział, czy mówił o końcu tej relacji czy końcu wszystkiego. Ale to chyba nie było ważne.

zt


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Przedział V   04.08.16 21:58

Rose w milczeniu przyglądała się Felixowi, podczas gdy on monologował, cierpiąc jak zwykle. Nie mogła już na to patrzeć, nie pamiętała kiedy ostatni raz widziała go uśmiechniętego. W ogóle wesołego. Niewiarygodnie za tym tęskniła, pragnęła dla niego wszystkich skarbów tego świata. Nawet kosztem siebie, jeśli to miałoby coś zmienić. A jednak... Nie dało się tak. Westchnęła ciężko.
- Po prostu trafiłeś na nieodpowiednich ludzi. Zobaczysz, znajdziemy ci kogoś, kto będzie ciebie wart, będzie wspaniale. Nie ma opcji żeby było inaczej.
Zamilkła. Wierzyła w to, starała się ze wszystkich sił, naprawdę. Wierzyła w Felixa. Tylko w innych nie wierzyła... W roztargnieniu wlepiając wzrok gdzieś za okno pogrążyła się na chwilę w rozmyślaniach o sensie istnienia, gdy w końcu z zamyślenia wyrwał ją głos Felixa. Spojrzała na niego.
- Tak, może powinien. - wyszeptała po chwili.
Nie wiedziała dlaczego, ale przypomniało jej się nagle, że nadal miała ich czekoladowe myszy w torbie. Wygrzebała jedną i położyła na brzuchu przyjaciela, próbując go jakoś pocieszyć. Chociaż na chwilę. Posłała mu lekki uśmiech.
- Nie prowokujmy nalotu gołębi. - powiedziała siląc się na pogodę ducha.

zt.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Przedział V   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade :: Hogwarts Express-
Skocz do: