Share | 
 
Odległy brzeg jeziora
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Odległy brzeg jeziora   29.07.16 19:22

Odległy brzeg jeziora
Część jeziora można było dostrzec z okien zamku, ale na pewno nie całe. Spory kawałek od szkoły było takie miejsce, gdzie jezioro spotykało się z Zakazanym Lasem. Drzew przy brzegu nie było zbyt wiele, ale atmosfera lasu miała się tam wciąż świetnie. Mało kto tam docierał, bo droga nie była łatwa - i wymagała przejścia przez las, ale w poszukiwaniu prywatności na pewno na to miejsce można było liczyć.
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Odległy brzeg jeziora   29.07.16 19:39

Prosto z Magicznej Polany, po 20

Niósł ją i niósł, aż finalnie zauważył między drzewami taflę wody. Oczywiście brak mroku, który wcześniej towarzyszył im na polanie, był odczuwalny i choć cały ten zgiełk i cisza Zakazanego Lasu powoli umykała, nadal pozostawała nuta napięcia, kiedy chodzi o jakiekolwiek chrzęsty gałęzi. Czujnie przeszedł cały las, od czasu do czasu pozwalając sobie nawet pochylić się nad gałęziami, co w innym wypadku byłoby wręcz nie do pomyślenia, ale wiadomo, ręce zajęte to inaczej się nie da. Głupia Gryfonka, której słowa wciąż pobrzmiewały mu w uszach i której tak bliska obecność, jakoś dziwnie sprzeczała się z jego przekonaniami, wciąż była na miejscu, czyli w jego ramionach. Nie był to widok zbyt przyjemny, bo przecież Burke się męczył tak nosząc dziewczynę, ale przecież nie mógł jej zostawić w tamtej części Zakazanego Lasu, która była nader niebezpieczna, w końcu obarczono by go winą, za to, że zostawił zjaraną idiotkę. Z czasem noszenie jej przestało być tak irytujące, a nawet niezbyt bolało, w końcu dla wysokiego i tęgiego Arthura, niska i szczupła dziewczyna była prawie jak piórko. Nie potrafił określić dziwnego uczucia, jakby to było w porządku, że kogoś nosi na rękach, dlatego musiał pozbyć się tej dziewuchy i odejść w swoją stronę, znów wyładowując się na przyrodzie.
Podszedł do brzegu jeziora, który był na tyle odległy, by Burke nie martwił się o swoją opinię wśród reszty porządnych czarodziejów, których krew była jak najlepsze wino. Wciągnął powietrze i wpadł na genialny pomysł pozbycia się dziewczyny z własnych rąk, w końcu nie może jej być zbyt dobrze, tym bardziej, że sam czuł się dziwnie i dość obco, trzymając dziewczynę, o której nawet nie miał dobrej opinii.
- Teraz idziesz sama. - stwierdził i bez żadnych skrupułów rzucił dziewczynę na brzeg jeziora, tak żeby siedząc, woda sięgała jej do pasa, co oznaczało kostki w przypadku pozycji stojącej. Nagły powiew zimna, który go złapał w miejscu, w którym przed chwilą trzymał dziewczynę był powitany przez Arthura zmarszczeniem brwi, czego dziewczyna nie mogła zauważyć. Sam zaczął zadawać sobie pytanie, czemu po prostu nie wziął jej na smycz i nie przeciągnął przez część Zakazanego Lasu... A tak, z pewnością chodziło o czas, bo trwałoby to wieki.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Odległy brzeg jeziora   29.07.16 20:33

O dziwo pozwoliła mu się ostatecznie nieść bez większych sprzeciwów. Po swoim wcześniejszym, dość nagłym wybuchu spowodowanym zmianą sytuacji, w której już nie leżała na chłodnej ziemi, a w dość (musiała przyznać sama przed sobą) wygodnych ramionach, ostatecznie uspokoiła się na tyle, aby niczego chłopakowi nie utrudniać. Kto wie, może było to z przypływu nagłej przyjaźni (taki wał), a może po prostu była zmęczona i ostatecznie uznała, że niesienie przez kogoś jest zdecydowanie lepsze, aniżeli dreptanie samemu, więc wygodnie się umościła w tych jego damsko-męskich ramionach, opierając głowę na ramieniu i nic nie robiąc sobie z tego, że mogłoby być mu nieporęcznie. Gdzieś tam nawet jej powieki opadały kiedy tak bujał nią lekko z każdym krokiem. Pozwoliła sobie wdychać w płuca przyjemny zapach, którego nie potrafiła zidentyfikować, ale który musiał mieć coś wspólnego z tym durniem, który wcześniej chciał ją zmacać na leśnym poszyciu. Odetchnęła głębiej nie chcąc, aby owy zapach za bardzo zawirował jej w głowie. Uniosła nawet lekko głowę, aby zobaczyć gdzie są. Zbliżali się do jeziora. Cóż, czyli do zamku pozostał jeszcze kawałek. Ponownie pacnęła czołem o jego ramię i pozwoliła sobie niemal zasnąć. Kto wie, może faktycznie by to zrobiła, gdyby zaraz nie poleciała w dół, a jej ciało nie zostało owiane przez chłód, który niemal skutecznie ją wybudził. Jaka szkoda, że nie działało to na zielsko, które jeszcze znajdowało się w jej organizmie.
Zdezorientowana przez chwilę patrzyła na otaczającą ją wodę, która sięgała mniej więcej do pasa. A zaraz spojrzała na chłopaka jawnie niezadowolona.
- Dupek z ciebie! – Krzyknęła, przy okazji rozbryzgując wokół siebie ciesz. – Nienawidzę cię jeszcze bardziej – dodała pewnie, jakby to miało coś zmienić. – Nie będę szła sama. Po prostu nie. Nie teraz, kiedy to zrobiłeś. Albo pójdę, tak. Nie do zamku, pójdę tam! – Zaprała się w sobie, by wstać i powoli skierować się ku głębszej części jeziora. Co z tego, że nie umiała pływać.
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Odległy brzeg jeziora   30.07.16 0:53

Chłopak nie miał ochoty bawić się w żadnego macho, bo nim nie był, znaczy oczywiście był, ale miał klasę i dystyngowany styl, dlatego jakiekolwiek wycieczki i noszenie księżniczek na rękach nie wchodziło w grę. Bardzo możliwe, że głównym powodem był brak księżniczek w okolicy, co też Burke musiał z ogromnym bólem przyznać i chylić czoła ku swoim przodkom, którzy pewnie łapią się za głowę i pytają, gdzie jest narzeczona Arthura? Niestety chłopaczyna nic nie mógł poradzić na to, że wszystkie dobre partie uciekły i to nie przed nim! Najwyraźniej były przerażone brakiem czystości krwi w szkole, tak jak on.
Jego kpiący uśmieszek nie schodził z twarzy, kiedy patrzył na szok dziewczyny. Nie bawiła go ona sama, tylko jej dziecięce zagrywki, których z pewnością normalnie by nie robiła. Gdyby tak się dłużej zastanowić to mógłby nawet ją polubić, taką jaka jest teraz, choć stopień irytowania był nad wyraz wysoki, dlatego nie ma co gdybać, bo do takiej sytuacji nie dojdzie n.i.g.d.y. Na słowa, że nienawidzi go jeszcze bardziej, Burke niemal się nie zaśmiał na głos, w sumie to i tak już się podśmiewał pod nosem, więc co za różnica, skoro dziewczyna nie powinna tego pamiętać? Jeden, jedyny raz, kiedy Arthur pozwolił sobie na śmiech, w obecności nieczystej czarownicy, czy też czarodzieja i dany towarzysz nie będzie tego pamiętać, przykra sprawa, choć dla Burke'ya, jak najbardziej korzystna. Młody dziedzic lubił wykorzystywać innych, a jeszcze bardziej lubił wykorzystywać sytuacje, wszelakiego rodzaju sytuacje, dlatego kiedy dziewczyna zaczęła iść w jeszcze głębszą wodę, ten był gotów odejść, jednak oparł się o pobliskie drzewo, na chwilę zapominając o tym, że może pobrudzić sobie korą, swoją szatę szytą na miarę. Miło było choć przez chwilę przybrać inną maskę, to dobrze robiło na mięśnie twarzy. Nie wiedział, że głupia dziewucha nie potrafi pływać, ale przecież co go to obchodziło, skoro jej życie nie było dla niego niczym wartościowym? Samo przebywanie w jej obecności powodowało pewnego rodzaju raka mózgu, który niestety, ale wrzynał się coraz głębiej, znaczy tak to chyba działało na innych, bo Arthur nie czuł kompletnie żadnego przywiązania do jej osoby. Jedyne co mógł śmiało sam przed sobą powiedzieć to to, że ma naprawdę przyjemny zapach szamponu, chociaż szczerze powiedziawszy, nawet tego nie może przed sobą powiedzieć. Tak więc stał i obserwował okolicę, starając się w razie konieczności zaatakować potencjalnego podglądacza, któremu musiałby jakoś wytłumaczyć, że to co widzi nie jest tym co się wydaje być, czyli jakąś chorą schadzką, chociaż gdyby tak było, to raczej razem byliby w wodzie, prawda? W najlepszym wypadku ktoś stwierdzi, że Burke nagle polubił topienie szlam i innych czysto-krwistych podkategorii, co samo w sobie było dość ciekawą koncepcją.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Odległy brzeg jeziora   30.07.16 12:45

Postrzeganie wszystkiego po zielsku było zabawne. Człowiek odczuwał niektóre rzeczy bardziej intensywnie, niektóre zaś jakoś tak bardziej osłabione. Coś, co normalnie nie wydałoby mu się interesujące, nagle takim się stawało. Czasem nawet można było zobaczyć coś, co wcale nie istniało, chociaż to już był wyższy poziom ćpuństwa, za który nawet Reagan się nie brała. Nie. Ona paliła takie słabsze mieszanki, które pozwalały jej się rozluźnić. Jak teraz, chociaż pojawienie się chłopaka sprawiło, że w jej ciele ponownie doszło do spięcia mięśni. Ostatecznie jednak nie takiego, przy którym przywaliłaby mu nagle w nos, wkładając w to niemal całą swoją siłę. Zresztą na chwilę obecną była we własnym świecie, bo wydawało jej się, że unosi się na jakiejś chmurce, która niemal do złudzenia przypominała tę, na której ostatnio miała okazję siedzieć. Płynęła przed siebie, tak miło i fajnie, aż tu nagle czar prysł, a ona wpadła do wody. Niezadowolenie przeradzało się z każdą chwilą w jawne wkurzenie i bunt. Była na tyle zdeterminowana, aby mu dopiec w jakiś sposób, że posunęła się do wykonania chyba najgorszego dla siebie scenariusza. No bo ostatecznie co chłopaka mogło obchodzić, czy ona się utopi, czy nie? Nie w jego interesie było pomaganie jej i normalna Liv z pewnością by doskonale o tym wiedziała. Ta odsłona jej jednak nie należała do tych przewidujących, więc wpakowała się do wody głębiej i głębiej, i głębiej, niestrudzenie przedzierając się przez chłodną taflę. Było jej zimno, a woda już dość pokaźnie wsączyła się w jej ubranie. Nie mogła jednak dać mu satysfakcji i idąc dumnie… po chwili poślizgnęła się na mulistym dnie zaliczając wodną glebę. Z ust wydobył się cichy pisk, który chwilę później ustał, ponieważ jej głowa, jak i reszta ciała, znalazły się pod wodą. Poleciała gdzieś do przodu za wszelką cenę starając się dosięgnąć dna, by się odbić. Tak, brakowało jej powietrza, tak zaczynała się topić z własnej głupoty, a obciążone wodą ubrania uniemożliwiały jej wydostanie się, więc machała tylko panicznie rękami, tym samym tracąc coraz więcej powietrza, które udało jej się zatrzymać w płucach. Ale co Arthura mogło to obchodzić?
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Odległy brzeg jeziora   31.07.16 0:32

Szlachetnie urodzony chłopak nie miał ochoty na żadne przedstawienia, jednak Liv była innego zdania, cóż jej problem. Dosłownie, jej problem, bo kiedy zaczęła iść coraz głębiej i nagle zniknęła z widoku Burke nie zrobił sobie z tego dosłownie nic. Nie miał ochoty się w nic bawić, a jeśli dziewczyna miała ochotę się zatopić to bardzo proszę, Arthur przecież nie będzie jej powstrzymywał. Jednakże czas, z jakim się nie pojawiała i jeszcze te ręce wołające o pomoc, były jasnym znakiem dla Burke'ya, który od razu wyciągnął różdżkę i powiedział spiętym głosem. - Levicorpus
Nagle ręka dziewczyny znów poszła do wody, zaś chłopak mógł po chwili podziwiać ludzkiego, niemal manekina, który wyglądał jak trup. Arthur widząc, że szata dziewczyny zaczyna gwałtownie spadać, rzucił szybkie. - Liberacorpus - nie chcąc być podanym za jakiegoś zboczeńca, jednak dziewczyna już zaczęła spadać z wysokości, dlatego Burke znów musiał się popisać swoimi umiejętnościami i szybko "złapać" ją kolejnym zaklęciem w locie.
- Wingardium Leviosa - rzucił, robiąc odpowiedni ruch różdżką, lewitując dziewczynę, która znów leciała do wody, tym razem głową w dół. Bardzo możliwe, że gdyby nie rzucił ostatniego zaklęcia tak szybko, mogliby już szykować jej nagrobek, chociaż kto wie jak sytuacja się potoczy, w końcu dziewczyna nie była tak irytująca, bo po prostu nic nie mówiła. Jej oczy również nic nie wyrażały, bo były zwyczajnie zamknięte i gdyby to było inne życie, gdyby byli w innym świecie, Burke mógłby zauważyć jej piegi na nosie, które dodawały jej posągowej twarzy jakiegoś uroku, który mógłby być nieuchwytny, gdyby tylko Arthur na nią spojrzał w taki sposób. Niestety, to nie ta bajka, młody szlachcic odholowując ją na ziemię, od razu sprawdził puls dziewczyny. Nie był zaniepokojony, jedynie zmarszczka między jego ściągniętymi brwiami, była jakimś znakiem o tym, że jednak o czymś myśli. Czując lekki puls pod ręką w końcu spojrzał się na nieobecną twarz dziewczyny i co lepsza, dopiero po chwili zorientował się, że przy niej klęczy. - Sentines Aqua - to były jedyne słowa, które powiedział, zaraz po tym odgarnął z jej twarzy kilka kosmyków z tej szopy, która o dziwo tym razem nie była tak irytująca, jak zawsze. Chłopak zmarszczył brwi jeszcze mocniej, o czym on myśli? Przecież to się nie godzi. Jest przyszłym dziedzicem, nie będzie interesował się jakimś ulicznym psem. Wstał, otrzepał ramiona z kurzu i jeszcze raz spojrzał się na dziewczynę. Nie potrafił zrozumieć, że zamiast myśleć o rzuceniu jakiegoś Cruentamque, ten myśli o tym, jak dziewczyna wyglądałaby ze związaną szopą, którą hoduje na głowie. Na odchodne rzucił jeszcze dwa zaklęcia wzmacniające, coby mieć pewność, że nie będzie miał problemów. Nie miał ochoty czekać, aż ta się wybudzi, bo wiedział jaka byłaby jej reakcja, a przynajmniej się domyślał. Peropportune pulsatio i Calefactio, to były dwa zaklęcia, które powiedział na odchodne, zanim się odwrócił od dziewczyny, której zaczęły wracać kolory na twarz. Z jednej strony nie miał ochoty tak szybko odchodzić, ale z drugiej wiedział, że patrzenie się na jej skamieniałą wersję jeszcze obudzi w nim dziwne rządzę, które mogły być skierowane tylko na szlachetnie urodzone księżniczki, a jak już zostało wspomniane, ona była kundlem.
- Silentio Gressus - wyszeptał, rzucając na siebie zaklęcie, dzięki któremu mógł śmiało przemierzać cały Zakazany Las, bez zbędnych problemów, jeśli chodzi o głośność jego kroków. Wszedł z powrotem do Zakazanego Lasu i skierował się w to samo miejsce, w którym się spotkali. Potrzebował trochę odetchnąć, potrzebował się porządnie wyżyć i potraktować drzewa najgorszymi klątwami, które znał, a o których jeszcze na początku spotkania z dziewczyną myślał. Nawet nie zatrzymywał się po drodze i nie patrzył przez ramię co z Gryfonką, ale przecież żyli w innych światach. Sytuacja, która miała miejsce nigdy nie powinna wyjść na światło dzienne i Burke postara się tego dopilnować, w innym wypadku ma gwarantowany problem ze strony swojego ojca i mentora.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Odległy brzeg jeziora   31.07.16 1:06

Nie miała w planach się topić, poważnie. Może i w swoim życiu bardzo często postępowała bezmyślnie, chaotycznie, nierozważnie, nieodpowiedzialnie czy zwyczajnie debilnie, ale daleko jej było do człowieka targającego się na własne życie, czego oczywiście nie można było jasno zauważyć w tym momencie, kiedy pchała się przed siebie do tej cholernej wody, pomimo tego, że przecież doskonale wiedziała, iż pływać nie potrafi. A tu proszę, lazła dalej i dalej, mając gdzieś, że cała sytuacja może skończyć się tragicznie. Dla niej liczyło się tylko to, czy w jakikolwiek sposób dopiecze chłopakowi, którego miała dość, a który drażnił ją niemiłosiernie. W końcu duma była bardzo ważna, a sama Gryfonka zwyczajnie musiała mieć ostatnie słowo. I faktycznie miała. Przynajmniej na długi czas, kiedy to dała się wciągnąć w wodną toń. Czuła ten chłód, czuła lekkie targanie prądów. Chwilę później zaczęła się walka o powietrze, której zwyczajnie nie mogła wygrać. Pływanie według niej było czarną magią, a ona sama była na tyle spanikowana, żeby zamiast trochę pomyśleć, by zawołać o pomoc, szamotała się jak cholera, czym sprawiła tylko, że tlen w płucach skończył się jeszcze szybciej. Bąbelki powietrza poleciały ku górze, a ona przez chwilę patrzyła za nimi. Póki nie straciła powietrza i nie pozwoliła, by z jej ciałem działo się niemal wszystko.
Tym samym nie zarejestrowała całego przebiegu ratunku. Nie zapamiętała, że koszulka obsuwała jej się w dół, kiedy kolega wyciągnął ją za kostkę z wody. Niestety, przez to nie mogła wykorzystać tego w przyszłości, nazywając go zboczeńcem. Nie poczuła pierwszego dotyku powietrza na zmarzniętej skórze. Nie zarejestrowała jego chwilowej troski, ani kolejnych zaklęć.
Czas mijała i dopiero po dłuższej chwili od odejścia Ślizgona Liv otworzyła oczy, niemal natychmiast podnosząc się do pozycji siedzącej. Zrobiło jej się zimno. I zaraz? Co ona do cholery tutaj robiła? Przecież miała być w Zakazanym Lesie! Nie przewidywała jakichś dziwnych akcji przemieszczaniem się aż tak, tym bardziej, że teraz znajdowała się koło jeziora i była mokra! Zmarszczyła brwi. Zdecydowanie jej się to nie podobało. Co tu się odwaliło do ciężkich jaj Merlina? Wstała i rozejrzała się po okolicy. Jej ubrania o dziwo było całe, czyli magiczne zwierzę nie miało z tym nic wspólnego. A więc co? Wkurzało ją, że nie mogła sobie niczego przypomnieć. Jedynie Zakazany Las i jakieś łup, kiedy wpadła na… na coś, czego też nie pamiętała. Co było w trakcie, skoro obudziła się dopiero tutaj? Dawno nie miała takiego odpływu jak teraz. Dlatego kierując się do zamku postanowiła więcej nie palić tej szitowej mieszanki, którą sprezentowała sobie dzisiaj.

z/t dla obojga
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Odległy brzeg jeziora   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: