Share | 
 
Ruiny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Ruiny   30.07.16 7:21

Ruiny
Nie ma pewności, co tu stało, zanim rozsypało się nadgryzione zębem czasu i pokonane przez historię. Zostały jednak ruiny, sterta głazów, którą wykorzystać można było na bardzo wiele sposobów, ograniczanych tylko przez twoją wyobraźnię. Masz ochotę poczytać? A może to tu odbędzie się wakacyjna schadzka z wakacyjną miłością? Chyba że wolisz odbyć zajadły pojedynek w cieniu historii? Wszystko zależy od ciebie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Ruiny   08.08.16 20:00

W pierwszej chwili, gdy dostał list od rodziców informujący go o tym, że za parę miesięcy się żeni, miał ochotę polecieć na złamanie karku do Lysandra, który z całą pewnością wiedziałby lepiej co Puchon powinien z tym zrobić. Zrezygnował z tego, bo przecież nie może co chwila latać do niego z każdym swoim problemem. Ale jakim cudem znalazł się teraz w ruinach? Nie był pewny. Chyba potrzebował chwili, żeby to przetrawić w samotności, opierając się o sypiący się mur. Chociaż, w sumie, to nawet nie był pewny czy chce być w tej chwili sam. Właściwie, to nie był sam, bo na trawie, z jego prawej strony, drzemał jego przyjaciel - Percival.
Szukał żony, to prawda, ale... zawsze myślał, że sam ją sobie wybierze. Nie miał nic przeciwko Amelii... głównie dlatego, że wcale jej nie znał. Chodzi o to, że... nie był pewien czy jest gotowy na zostanie mężem i ojcem. I czy na pewno chce. Dobrze mu się żyło tak jak teraz i nie chciał zmieniać tego tak nagle.
Ale nie chciał zawieść swojej rodziny. Tak bardzo chciał, żeby jego rodzice, żeby jego dziadek... chodź raz. JEDEN JEDYNY RAZ powiedzieli, że są z niego dumni. Nie cierpiał zawodzić swoich bliskich, a miał do tego chyba jakiś dar. Wrodzony talent. Albo ciążącą na nim klątwę.
- Może tobie też powinienem znaleźć żonę, Percivalu? Hmm? - sięgnął ręką do małego łepka i pogłaskał go lekko dwoma palcami.
Co właściwie miał zrobić? Stawić opór? Czy pozwolić na ślub? Co on będzie później robił z tą dziewczyną? Wezmą ślub, zamieszkają razem... i co? Właściwie nie był pewny. O, ona będzie wiązała mu krawat. Nie znosił krawatów. Chyba od tego jest żona, prawda? Jeju, czasem beznadziejnie jest być dziewczyną. Dobrze, że nie jest dziewczyną. Jakby był dziewczyną to nie byłby Ezrą, a jakby nie był Ezrą to nie byłby sobą, a jakby nie był sobą to świat straciłby na prawdę zajedwabistego czarodzieja. Nie mógł przecież pozwolić na taką stratę! Znaczy, i tak już nie będzie dziewczyną, więc nie ma się co przejmować.
Nie lubił krawatów. Więc Amelia nie będzie musiała ich wiązać. Czy to znaczy, że nie będą małżeństwem? Albo, że będą lepszym małżeństwem? Przecież jak pracownik Ministerstwa powie "Możesz pocałować pannę młodą" to on chyba zapadnie się pod dywan! Przecież... fuuuuuuuj! Błe! Dlaczego ludzie robią takie rzeczy? I jeszcze miałby ją prowadzić pod rękę? Nie, nie, nie. On nie lubi być dotykany przez obcych. Chyba wystarczy jak pójdą obok siebie, prawda?
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Ruiny   08.08.16 20:43

Ben nie lubił być sam. Ale w niektórych sytuacjach trzeba było. Chciało mu się polatać na miotle, a nikt nie chciał. Więc poleciał sam. Uwielbiał wiatr między włosami i ubraniami. Lubił tą adrenalinę gdy leciał wysoko i szybko. Właśnie był w okolicach ruin, gdy niespodziewanie spadł mu but. Źle zawiązany, poluzował się i spad w dół w okolice Ezry. No cóż lot przyjemny, ale but jeszcze się przyda. Spokojnie zleciał w dół w miejsce przewidzianego upadku obuwia. Zdziwiła go czyjaś obecność w tak odosobnionym miejscu. Miał wrażenie, że przeszkadza Ezrze, ale buta musiał znaleźć. Zsiadł z miotły jednej tenisówce i jednej niebieskiej skarpecie. - Ezra! Co tu robisz sam? - zmarszczył brwi. Znał chłopak. Zresztą chyba wszyscy kojażyli wesołego puchona. Jednak teraz wyglądał na zmartwionego, jakby coś go gryzło. Ben był zawsze chętny do rozmowy i pomocy, więc jeśli Ezra wyrazi taką wole chętnie mu pomorze.
Po chwili poczuł jak skarpeta przesiąka rosą i szybko wskoczył na murek. Przykucnąwszy na nim zadał drugie pytanie. - Nie widziałeś może spadającego buta? - i podniósł w formie wyjaśnienia nieodzianą stopę. Rozejrzał się, ale nic nie widział w gruzach i wysokiej trawie.
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Ruiny   08.08.16 21:23

Z początku wydawało się, że Puchon nie zauważył przybycia kolejnej osoby. Co mogło wydawać się dość niepokojące, skoro wpatrywał się w jego brzuch. A jednocześnie jakby widział coś innego. Albo nie widział nic? Ten stan, który w sumie był typowy dla Fawleya, potrwał tylko jakiś czas. Po chwili zaczął rozglądać się na boki, ale nie wydawało się, żeby usłyszał cokolwiek z tego co mówi Ben.
- Nie jestem sam - zaprzeczył Ezra, wskazując palcem na swojego szczura i na sypiące się ruiny. Ha! A jednak usłyszał. - Oni są ze mną. Chociaż trochę mniej rozmowni.
Opuścił wzrok z jego brzucha na stopy Gryfona. Nie miał jednego buta. Nie miał jednego buta. Nie miał jednego buta. JEDNEGO NIE MIAŁ BUTA. Nie, nie, nie, nie, nie! Ezra nie wytrzyma tego kolejny raz! Nie chce widzieć więcej bólu i cierpienia. Muszą znaleźć tego buta, jak najszybciej.
Podniósł się i zerknął w kierunku Percivala. Nie wyglądał jakby miał zamiar gdzieś pójść. Właściwie to niewiele chodził gdziekolwiek, a Puchon obawiał się, że niedługo nadejdzie dzień rozłąki. Starał się dbać o niego jak najlepiej, świeże powietrze, leki na wzmocnienie, najlepsze jedzonko, dużo snu, żeby odzyskał siły.
ALE BUT. NIE MA JEDNEGO BUTA. TO JAK ROZDZIELONE BLIŹNIĘTA. TO JAK LYS I CLARA. TO JAK...
- Porozmawiaj z drugim butem i staraj się go uspokoić. Na pewno znajdziemy jego bliźniaka. Ja zacznę z tamtego końca - wskazał na swoją prawą. - Spotkamy się na środku.
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Ruiny   08.08.16 23:07

Nie wiedział kim są oni, ale taki był Ezra. Dla Bena on zawsze mówił zagadkami, których gryfon nie umiał rozwiązać. Zauważył uroczego szczura, ale na niego raczej nie można było mówić w liczbie mnogiej.
Chłopak naprawdę wyglądał na przejętego sprawą. Chyba zmartwiło go niekompletne obuwie Bena. Albo raczej martwił się o drugiego buta. Zanim jednak puchon poleciał Ben uniósł ręce w obronnym geście chcąc go zatrzymać. - Czekaj Ezra, spokojnie! Tak się spytałem. Zaraz się znajdzie. - uśmiechnął się pod nosem. Wyciągnął różdżkę, którą miał za gumką na ramieniu. Dość nietypowe miejsce, ale jedno z bezpieczniejszych dla (w ciągłym ruchu) Bena. - Accio but. - I gdzieś z prawej strony przyleciał prawy trampek. Akurat to zaklęcie miał opanowane. Nie dało się ukryć, że często coś gubił. Usiadł na murku, sznurując buta. - Widzisz. Sam się znalazł. - chwilę pomilczał, po czym spytał się trochę z ciekawości trochę z troski - To o czym gadacie?
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Ruiny   10.08.16 21:44

Cóż, nie pomyślał, że można znaleźć buta tak łatwo. Znaczy, znał zaklęcie "accio", ale jakoś... chyba wciąż był pod wpływem listu od rodziców i nie myślał normalnie. Jeśli normalnie kiedykolwiek mogło się do niego odnosić. Bo Ezra nie był idiotą! Chociaż niektórzy ludzie tego nie dostrzegali.
Puchon podszedł do wiążącego sznurówki Bena i pogłaskał znalezionego trampka. Teraz chyba poczuł się lepiej.
- Szukam dziewczyny dla Percivala. Obawiam się, że to jego ostatnie dni... a zasłużył na to, żeby umrzeć będąc kochanym - wyjaśnił, patrząc na szczura. Chciałby mu jak najbardziej ulżyć i dać mu jak najwięcej szczęścia, puki jeszcze żyje.
- A ty co robiłeś, zanim zgubiłeś buta?
Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powiedzieć mu o swoich zaręczynach, ale nie zrobił tego. Lysander dowie się jako pierwszy. Benio może jako drugi, ale to bratu powinien powiedzieć w pierwszej kolejności.
Nie! To PERCIVAL dowiedział się jako pierwszy, Lysander będzie drugi i Benio trzeci. Jak można wybaczyć sobie takie niedopatrzenie?
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Ruiny   10.08.16 22:01

Usmiechnął się i zmarszczył brwi gdy Ezra podszedł i pogłaskał trampka. To było w stylu Ezry, więc nie trzeba było się tym przejmować. Zasmuciła go wieść o złym stanie zdrowia szczura chłopca. Zawsze podziwiał, że można tak wytresować zwierzę, żeby było grzeczne. Na przykład teraz. Siedzimy na środku ruin, a Percival nawet nie ma zamiaru uciekać! Ben nigdy nie miał tyle cierpliwości, żeby oswajać zwierzęta. - To co, ty go nie kochasz? -zapytał z lekkim niedowierzaniem - Myślę, że twoją miłość najbardziej lubi. A jak mu dasz jego ulubiony przysmak będzie jeszcze szczęśliwszy! - poklepał Ezre po ramieniu chcąc mu dodać otuchy. Tak przynajmniej robił jego dziadek, kiedy umierał mu pies czy krowa. Spędzał z nim dużo czasu i dawał łakocie. Nie wiem czy to pomagało, ale na pewno było miłe.
Nawet nie zauważył, że to nie był prawdziwy powód martwienia się puchona. Niestety to Ben. Niezbyt spostrzegawczy Ben. - Latałem na miotle. - nawet zaproponowałby, ale nie widział żadnej w pobliżu więc byłoby to bez sensu. - Latasz na miotle? Możemy się kiedyś zmówić na małe zawody. - nie kojarzył Ezry na miotle, ale kto wie? Może chłopak był mistrzem korkociągów?
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Ruiny   10.08.16 22:19

Ezra wzdrygnął się, gdy Ben poklepał go po ramieniu, ale nic nie zrobił. Musiał się przyzwyczaić, w końcu niedługo będzie musiał dotykać swojej żony. I będzie musiał ją całować... fuuuuj...
- Dzięki. Ale wiesz, że to nie to samo, prawda?
Dlatego Lysander też się kiedyś ożeni i go zostawi. Jakoś sobie tego nie wyobrażał. Nawet nie chodzi o to, że żadna normalna dziewczyna nie zechce Lysia, ale o to, że nie wyobrażał sobie życia bez niego. Tak całkiem-całkiem.
Zaczął macać Bena po włosach, jakoś tak... wyjątkowo lubił jego włosy.
- Nie mogę latać na miotle, zabroniono mi. Rozumiesz, to zbyt niebezpieczne dla mnie i dla otoczenia. Tak mówią.
Właściwie to jakoś szczególnie nie tęsknił za lataniem na miotle. Zdecydowanie bardziej wolał czuć piasek i kamyczki pod nogami. Właściwie to mógłby zdjąć swoje buty...
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Ruiny   10.08.16 22:37

To już nie wiedział o jaką miłość chodziło Ezrze. Może chodziło mu, żeby szczurek sobie pokopulował? No niby faktycznie szczury dość intensywnie się rozmnażały. Ale wątpił by ten staruszek miał jeszcze na to siłę. Gdyby tak było mógł polecieć teraz i znaleźdz w krzakach jakąś szczurzyce i szybko załatwił by sprawę. Jednak nie chciał wnikać w szczurze sprawy sercowe. - No wiem. Ale w sumie po co mu dziewczyna? Tylko by mu przeszkadzała, gadała co ma robić i zajmowała cały czas! - tak myślał Ben. Nie miał ochoty aby jakaś słaba płeć uwiązywała go na smyczy. A co jeśli zabroniłaby spotykać się mu z kolegami?! Tego by nie zcierpiał. Do tej pory żadna nie zawróciła mu aż tak w głowie, żeby chciało mu się dorastać i poważnieć. Związki to głupota. - Związki są przereklamowane. - dodał jeszcze.
Nie zareagował na macanie po włosach. Nie bał się, ani nie miał nic przeciwko gdy ktoś to dotykał. Zresztą to był niegroźny Ezra. Chyba nie wyrwie mu wszystkich włosów. - Ktokolwiek tak mówi przesadza. - powiedział pewnie. Wierzył w Ezre i to że nie może być aż tak ciamajdowaty. Uważał, że niektórzy traktują go za bardzo jak dziecko, a nie jak nastolatka. Zresztą jedyne co mogło się stać to mógłby spaść lub wpaść na drzewo. Dało to się rozwiązać. Latanie nisko nad łąką wydawało się niezłym pomysłem. - Jak będziemy latać bezpiecznie nie stanie. - uśmiechnął się zachcająco.
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Ruiny   11.08.16 19:49

Zerknął niepewnie w stronę Bena. To dziewczyny faktycznie są takie straszne jak mówi? Jeśli tak, to Ezra ma niemały problem. Nie chciał, żeby ktoś mu przeszkadzał i zajmował cały czas. Był przecież bardzo zajęty szydełkowaniem! Zaczął rozglądać się nerwowo, jakby obawiał się, że Amelia wyskoczy zza rozwalającej się ściany, rzuci się mu na szyję i już do końca życia będzie na tej szyi wisieć! To było straszne! Przecież czasem musi się umyć albo pójść za potrzebą. A gdyby Amelia siadałaby mu na kolanach w czasach dłuższego posiedzenia? Nie, nie, nie, nie, nie! Tak nie może być!
Ale tak bardzo nie chce zawieść rodziców...
Ups, chyba trochę poniosła go wyobraźnia i zaczął kręcić Benowi warkoczyki. Bardzo ładnie mu w warkoczykach. Właściwie, to powinien zapuścić włosy i mieć jednego dużego warkocza! A tak Ezra może mu zrobić tylko kilka małych. No cóż, chociaż tyle.
Możliwe, że jednak potrzebował trochę zaszaleć, a Ben kusił. Skoro mówił, że nic się nie stanie to pewnie faktycznie nic się nie stanie. Prawda? Z resztą... kto wie jak spędzi resztę swojego życia?
- Masz może drugą miotłę? Ja nie mam swojej...
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Ruiny   19.08.16 21:38

Gdy Ezra zaczął coś więcej kombinować z jego włosami, nie przejął się za bardzo, rozmawiał dalej. Po chwili jednak pomacał co tam puchon wykombinował. Aż się zdziwił. - Ezra. Czy ty zaplotłeś mi warkocze? - spytał się trochę zdziwiony. Po chwili wykrzyknął z uśmiechem - Umiesz pleść warkocze?! No nieźle. - Wystawił rękę, żeby przybić z nim piątkę. Nie miał nic przeciwko, wręcz przeciwnie. Ezra miło go zaskoczył i zyskał szacunek. Zawsze podziwiał babkę jak jej udawało się robić cuda z włosów. Warkocze czy kłosy były dla niego czarną magią. Wydawały się cholernie trudne, a poza tym wymagały tyle cierpliwości i skupienia!
Nie przejął się, że chłopak nie pociągnął wcześniejszego tematu. Najwyraźniej nie chciał gadać o dziewczynach. A Ben nie był z takich co ciągną za język. Było mu przykro, że musi zaprzeczyć. - Nie mam drugiej miotły przy sobie. Ale jak chcesz możesz wziąść moją. - kiwnął w stronę miotły porzuconej gdzieś niedaleko na murku. No niestety Ben nie miął powodów, aby brać dwie na obóz. Co jak co, ale miotły to by nie mógł nigdy zgubić. Wcale się nie bał, że chłopak ją zepsuję. Ufał mu i wierzył w niego. Zresztą jeśli nawet by ją zepsuł, można kupić nową, to tylko miotła.
Po chwili jednak przyszło mu coś do głowy innego. Jak to Ben miał miliony pomysłów co robić, aby się nie nudzić. - Może masz ochotę popływać? Ja uwielbiam pływać! - Uśmiechnął się. Czemu nie? Miał ochotę zanurzyć się w wodzie. Zresztą taką ochotę miał najmarniej 4 razy na dzień. W Hogwarcie nie było to możliwe, jednak tu mógł całe dnie spędzać w wodzie. Co zresztą robił. Miał nadzieję, że Ezra się zgodzi.
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Ruiny   24.08.16 21:22

- Umiem! Oczywiście, że umiem! Musiałem umieć pleść warkoczyki, żeby móc uczesać lalki Clary. Ktoś musiał się nimi zająć, kiedy ona wychodziła.
Zadowolony przybił piątkę z Benem, a przynajmniej tak mu się wydawało. Dotykanie. Nie lubił być dotykany. Dlatego palcem wskazującym po kolei klepnął każdy z placów Gryfona. To była piątka w wydaniu Ezry Fawleya.
- Samemu to żadna frajda... - mruknął, wpatrując się w szczura. Po chwili wahania podniósł go z ziemi i wziął na ręce. Percival poruszył parę razy głową, a później leżał już spokojnie.
- Popływać? Pewnie! Poszukamy rybokamieni! Chodźmy już teraz, co? Dobra? Zaprowadzisz nas tam?
Podekscytowany Ezra zaczął błądzić oczami po otoczeniu bardziej niż zazwyczaj. Wizja popływania przegoniła wszystkie smutki Puchona. Po co się martwić, kiedy można zobaczyć się z dawno nie widzianą plażą?! Będzie tak fajnie! I jeszcze z Benem! Będzie jeszcze fajniej!

Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Ruiny   25.08.16 22:05

Wzruszył ramionami na dziwną piątkę Ezry. Nie wiedział czym są rybokamienie i czy ogólnie istnieją. Co za tym idzie poszukiwania mogły im trochę zając, co było świetną wiadomością dla Bena, który uwielbiał pływać. Aż mu się udzielił entuzjazm chłopaka. - No dobra. Znam fajną miejscówe. Chodźmy! - poderwał się i już chciał wsiadać na miotłę, kiedy zorientował się, że przecież Ezra jest na piechotę. Zakręcił, zalawirował tak aby to nie wyglądało, że gryfon zapomniał o tym i w ostateczności zeskoczył z murku i ruszył w stronę obozu.

/z.t. x2 no chyba że Ezra chce coś dopisać
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Ruiny   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Reszta Świata :: Wzgórza Szkocji-
Skocz do: