Share | 
 
Lycoris Reagan i Lysander Fawley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   05.08.16 19:03

Lycoris Reagan i Lysander Fawley
Namiot, który na polu namiotowym stanął jako pierwszy - może dlatego jego konstrukcja pozostawia wiele do życzenia. Prawdopodobnie mocniejszy podmuch wiatru zachwieje mocno poczuciem bezpieczeństwa jego mieszkańców. Nie mówiąc już o potencjalnym deszczu, który pewnie byłby w stanie bez problemu dostać się do środka. Niemniej, nie o to przecież chodzi. Raczej o dobrą zabawę, prawda? A tutejsi mieszkańcy, Liv i Lysander, prawdopodobnie będą w stanie zapewnić sobie rozrywkę. Czegóż chcieć więcej?
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   05.08.16 23:19

Dzień I

Liv nie mogła patrzeć, jak Lysander rozkłada namiot. Chłopak ewidentnie się na tym nie znał, a próbował udowodnić Merlin wie komu, że jednak wie co robi. Dodatkowo zupełnie nie chciał jej słuchać, a przecież to normalne, że to ona miała racje. Jak zresztą zawsze. Ale nie, głupi Ślizgon się uparł dokładając do tego jeszcze jakieś głupie teksty! Ostatecznie ich namiot wcale nie wyglądał tak, jak powinien, a za wszystko Gryfonka obwiniała chłopaka. Gdyby przestał być takim durniem i jej posłuchał na pewno mieszkaliby w lepszych warunkach. Bo co z tego, że na razie konstrukcja się trzymała, skoro w każdej chwili mogła się zawalić? A kiedy to nastąpi świeć mugolski Boże nad duszą jej towarzysza z przymusu.
- Widzisz co zrobiłeś? To przez ciebie tak wygląda – prychnęła oceniając konstrukcję. Poczekała, aż nauczyciel rzuci na to czar i weszła do środka, które nijak się miało do jej wyobrażeń. Zupełnie jak na mugolskim obozie przetrwania. Cóż, w sumie jakby nie patrzeć, właśnie tak się to przedstawiało. Nie miała jakiegoś boskiego towarzystwa, dodatkowo nie spała w super warunkach. Nie miała jednak zamiaru pokazywać chłopakowi, że coś bardzo jej nie odpowiada. O nie, nie da mu tej satysfakcji! W końcu była Liv Reagan! – Pierwsza wybieram łóżko. I biorę to! – Wskazała na to, które znajdowało się w części stabilniejszej. W razie deszczu całą woda spadnie na niego, proste. Ona była dziewczyną miała pierwszeństwo. Dlatego bezceremonialnie wzięła swój plecak i położyła się na posłaniu, które wybrała. Nie było mowy, aby z niego rezygnowała. Od teraz należało do niej, a Madness nie miał tutaj prawa głosu.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   06.08.16 0:31

Jeśli droga Liv, nie mogła patrzeć na to jak młody Fawley rozkłada namiot. Mogła po prostu mu pomóc a nie wydawać rozkazy, których i tak nie słuchał. Bo przecież nikt nie będzie mu mówil co ma robić. Nawet jeśli robił dobrą minę do złej gry. Tak jak teraz. Przecież się nie przyzna, że komplkompletnie zjebał sprawę i prawdopodobnie nie będą mieli gdzie spać jak spadnie deszcz lub zawieje wiatr. On uważal, że od tego są zaklęcia i tyle. To mają być wakacje a nie nauka rozkładania namiotu. I tak uważał, że nie jest tragicznie. Zawsze mogłobyc.gorzej.
- Zamiast udawać panią szefowa. Mogłaś mi po prostu pomoc. Czynami, nie słowami.- parsknął do niej. Nie dość, że dzięki niemu choć na chwilę mają gdzie spać. To ta jeszcze ma wielkie pretensje. Kobiety są jedną dziwne. Bynajmniej ta tutaj. Szczerze mówiąc spodziewał się czegoś wow. A ten namiot, był zupełnie mugolski.i on ma niby tutaj spać. Tu były tylko łóżka i nic więcej. Zero magii. Co to za szajs. A mógł zostać w domu, to nie odbiło mu i przyjechał na jakieś wakacje że szkoła. Nawet od nich nie odpocznie. Ale to i tak lepsze,niż siedzenie w domu. O wiele lepsze. Nawet jeśli będzie musiał znosić L. - Chyba śnisz. - po raz kolejny na nią parsknął. Musiała akurat wybrać to łóżko, które on chciał. Było najbezpieczniejsze. Zmierzył ją wzrokiem po czym złapał swój plecaka i odłożył na bok. - Ja rozlozylem namiot. Ja wybieram wybieram. - odparł spokojnie. Podniósł ja bez żadnego problemu i przeniósł na drugie łóżko. Oczywiście że L się wyrywala i coś gadala. Inaczej nie byłaby sobą. Ale on nie zwracał na to uwagi. Położył się na łóżku z którego przed chwilą zdjął Reagan i odetchnąl.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   06.08.16 11:19

Lycoris faktycznie chciała przeżyć te wakacje bez większych spin, jednak nie mogła przy tym rezygnować z bycia sobą. To zdecydowanie nie byłoby do niej podobne, dlatego ostatecznie nie mogła się powstrzymać przed daniem chłopakowi pewnych wskazówek, których oczywiście nie posłuchał, przez co jeszcze bardziej zrypał sprawę. Ale skoro chciał, proszę bardzo. Nie miała zamiaru się tym przejmować, póki ich namiot faktycznie stał. A jeśli ten w spodniach Lysandera jest równie nietrwały jak ten, w którym mieli mieszkać, to współczuła mu całym sercem i radziła udać się do lekarza.
- To ty tu podobno jesteś facetem, więc powinieneś się chyba wykazać, nie? – Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem. Takim totalnie naszpikowanym ironią, ale przecież to w ich relacji była normalność. Plus to wcale nie tak, że nie pomagała wcale, bo pomagała, ale Ślizgon był na tyle ślepy, żeby tego nie widzieć. Zresztą to też miała daleko w poważaniu, skoro już wybrała łóżko i chociaż trochę mogła się poczuć bezpiecznie. Najwidoczniej jednak chłopak miał inny plan, bo z wielką dozą chamstwa podniósł ją, jakby była lalką i rzucił na drugie. – Czy ciebie pojebało, Fawley?! – Wydarła się na niego, gwałtownie wstają z tego mniej bezpiecznego miejsca. – Postradałeś zmysły, jeśli myślisz, że oddam ci MOJE miejsce! – Warknęła i podeszła do niego. Chwilę później zaparła się i po prostu go zwaliła. Lekki nie był, ale w chwilach złości potrafiła wykazać się jakąś siłą, poza tym łatwo zwalić kogoś, kto się tego nie spodziewa. Zaraz później sama położyła się na swoim upatrzonym posłaniu.
- Okaże się dżentelmenem i spierdalaj z tego miejsca! – Utkwiła w nim chłodne spojrzenie. Nie było mowy, aby oddała to bez walki! I nie obawiała się jego przewagi, bo co mógł jej zrobić?
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   10.08.16 15:37

A to zabawne, bo jeśli Reagan chciała, przeżyć te wakacje bez większych spin. To po co wzięła z nim namiot? Przecież, to nie tak, że on ją zmuszał. On po prostu podrzucił temat a dziewczyna złapała haczyk, to tylko tyle. Wcale nie musiała się zgadzać, oczywiście. Gdyby tego nie zrobiła, Madness nie dałby jej żyć i pewnie uważałby ją za tchórza. A to i tak nie zmienia faktu, że do niczego jej nie zmuszał. Dobrze wiedziała, na co sie pisze.
- Mogę się wykazać inaczej, jeśli znów nie uciekniesz.- Oczywiście, że musiał rzucić takim tekstem. Inaczej nie byłby to Madness. Nawet puścił jej do tego oczko. Mimo, że irytowała go i te całe rozkładanie namiotu mu nie szło. Nie mógł przepuścić okazji do głupiego tekstu. Mimo, że ich namiot nie był idealny, przynajmniej stał. A to się liczy, co nie? To teraz tylko pozostała sprawa łóżka. Która pewnie będzie ciągnęła się przez wiele, wiele godzin. Lub przynajmniej przez dwie, bo trzeba przyszykować się na ognisko. - Już dawno.- odparł spokojnie, jak gdyby nigdy nic. Był w wielkim szoku, że dziewczyna go zwaliła. Był tak zdumiony, że nawet parsknął śmiechem i to głośnym. Bo jakim cudem jej się to udało. Oczywiście, śmiech ten nie trwał długo. Podniósł się.
Nie robią sobie zbyt wiele, co dziewczyna do niego mówiła. Jakieś tam pierdoły o dżentelmenach i spierdalaniu. Mało go to interesowało, co nawet było wymalowane na jego twarzy. Spojrzała się na nią i jak kłoda walnął się na łóżko. Tak, właśnie na to łóżko na którym leżała Reagan. Walnął głową o jej brzuch, oczywiście nie za mocno. Ułożył głowę pod jej piersiami i skulił się na łóżku. - Okaż się użyteczna i nie pierdol głupot.-. Ciekawe jak długo ona tak wytrzyma.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   11.08.16 0:56

Nikt nie powinien oczekiwać od Liv logicznego myślenia, ani takiej logiki, jaką postrzegają inni. Ona robiła wszystko tak, jak chciała, a każde zachowanie dla niej miało być zrozumiałe. Zresztą każdy, kto ją znał wiedział, że nie odeszłaby ignorując słowa chłopaka. Musiała zareagować! Rzucił jej wyzwanie, a to wiązało się z jednym. Ze zgodzeniem się i pokazaniem mu, że pożałuje własnych słów. Jeśli liczył, że będzie potulna jak baranek, to zwyczajnie się mylił. Poza tym w opinii Reagan chłopak pragnął jej towarzystwa, dlatego złożył propozycję tak, by mieć pewność, że dziewczyna nie odmówi. Żyła więc w przeświadczeniu, że Ślizgona po prostu coś do niej ciągnie i z pewnością nie jest to zioło ani alkohol. Ta myśl nie sprawiła jednak, że chciała oddać mu łóżko. Było jej i tyle. Zasługiwała na nie bardziej niż chłopak, a on powinien to zrozumieć zamiast się z nią wykłócać.
- A co, jeśli faktycznie poproszę cię o takie wykazanie się? – Niestety, nie umiała się powstrzymać przed podobnymi tekstami. – Stąd nie ma dokąd uciec – dodała, jakby wcześniejsze zdanie było mało sugestywne. Czyżby dziwny tryb włączył jej się nawet, jeśli nie była pod wpływem zioła? Nie pamiętała, by kiedykolwiek w podobny sposób zwróciła się do Ślizgona na trzeźwo. A tu proszę. Co łono natury potrafi zrobić z człowiekiem.
na jej ustach pojawił się uśmiech zwycięstwa, kiedy pozbyła się chłopaka z posłania. Osiągnęła cel, dlatego podłożyła dłonie pod głowę, rozkoszując się smakiem wygranej. Jaka szkoda, że nie trwałą ona dłużej, ponieważ chwilę później poczuła coś ciężkiego na swoim brzuchu. Może nie był to ciężar ogromny, ale odczuwalny na tyle, by ją zdenerwować. I zakłopotać, bo owym ciężarem okazała się być głowa chłopaka.
- No chyba cię popieprzyło człowieku! – I popchnęła jego łeb niżej, co niekoniecznie było dobrym posunięciem, tym bardziej, że głowa chłopaka znalazła się prawie na jej kroczu. – No dobra, stamtąd też podnoś łepetynę!
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   11.08.16 1:16

No bo czego można się spodziewać po Gryffonach, albo chociaż po Reagan? Niczego co jest logiczne. Ale czy tak to nie tak, że Madness sam nie zachowywał się normalnie? Czy może brakowało mu jakiegoś macania i wybrał sobie na to Reagan? Nie miał pojęcia, możliwe, że własnie tak było. Albo po prostu brakowała mu rozrywki. Nie ważne, po prostu w te wakacje chciał się zabawić. Kochał Ezrę, ale tez nie mógł spędzać z nim całego swojego czasu. Dlatego nie proponował mu wspólnego namiotu. Chciał odpocząć, ale czy na pewno odpocznie przy Reagan? Wszyscy znali odpowiedź. To było oczywiste. Poza tym, gdyby Reagan nie chciała, wykręciłaby się. Lub on to sobie właśnie tak tłumaczył.
Spojrzał się na nią dość znacznie i pomachał znacznie brwiami. - Wystarczy twoje słowo. A dostaniesz to na co tak długo czekasz.- Odparł spokojnie mówiąc oczywiście o orgazmie i wyszczerzył się do niej tymi swoimi białymi zębami. Czyżby Reagan chciała go wykorzystać? To dlatego się zgodziła na jego propozycję. Która prawdę mówiąc nie była propozycją, bo w sumie nie pytał jej. Ale cóż, jemu by to nie przeszkadzało. Wiedział, że dziewczyna nigdy by się w nim zadłużyła ani nic. Bo dziewczyny zazwyczaj wyobrażały sobie za dużo. Czego on nie chciał.
-Popieprzyć to zaraz mogę ciebie.- parsknął. A gdy dziewczyna zniżyła jego głową, która znalazła sie niebezpieczni blisko jej "pudełka szczęścia". Po raz kolejny tego dnia parsknął śmiechem. - Tak bez żadnej gry wstępnej? Nie podejrzewałem Cie o to Reagan.-- I oczywiście przypadkowo przejechał nosem po jej podbrzuszu przy podnoszeniu głowy. Przejechał dłonią po włosach i spojrzał się na nią. - Wybierasz się na ognisko?- zapytał dość normalnie. Prawie jakby się tolerowali. Po prostu miał nadzieje, że przed ogniskiem zdążą coś skonsumować. Oczywiście, miał przy sobie jeszcze ostatni towar od niej. Co jest dość dziwne, że mu coś zostało. Ale egzaminy i te sprawy. Nie miał zamiaru łazić na nie w takim stanie.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   11.08.16 1:33

I ponownie sytuacja panująca pomiędzy nimi nie mogła być normalna. Zawsze musiało kończyć się na przekomarzaniach czy uprzykrzaniu życia drugiej stronie, by chwilę później stawało się całkiem normalnie. Przynajmniej na tyle znośnie, by dziewczyna nie pałała żądzą mordu do Ślizgona. Dzisiaj nie było inaczej. Najpierw zaciekła walka o łóżko, kilka nieprzyjemnych słów, z których jednak zniknęły ostre epitety kierowane do drugiej strony. Czyżby podczas wakacji starali się zachować jakieś granice przyzwoitości jeśli chodzi o drugą osobę? A może natura faktycznie sprawiała, że stali się bardziej tolerancyjni? Zaraz, co? Reagan i tolerancja wobec Lysandera? Na Merlina, gdyby ktoś podsunął jej takie myśl z pewnością by zabiła.
- Kto powiedział, że ja czekam na cokolwiek z twojej strony? Nie pochlebiasz sobie zbyt bardzo? – Utkwiła w nim badawcze spojrzenie, w którym czaiła się wesołość. Czy nie ta sama, która pojawiła się podczas ich ostatniego spotkania sam na sam? – Jedno słowo? Możesz tego żałować – jej usta delikatnie wygięły się w wyzywający uśmiech. Całą Liv. Czerpała z sytuacji jak najwięcej, nie przejmując się konsekwencjami.
- Aż taką masz chcicę? To dlatego postanowiłeś dzielić ze mną namiot? – Jedna z jej brwi powędrowała ku górze. O dziwo nie czuła się urażona, chociaż może powinna? Zamiast tego brnęła dalej w głupią grę, której żadne z nich nie planowało. – Zresztą kto powiedział, że bym ci na to pozwoliła? – Jej orzechowe oczy nadal były utkwione w chłopaka. Do czasu, aż nie odepchnęła jego głowy, czym sama skazała się na dodatkowe teksty z jego strony. – No jasne. Po co mam czekać, jak od razu możemy zabrać się do roboty. Szybciej zaczniemy, szybciej skończymy – rzuciła ironicznie, ale tylko dlatego, by ukryć pewne zakłopotanie. Jak dobrze, że w namiocie było ciemnawo, to przynajmniej delikatny rumieniec na jej policzkach łato się ukrył. Kiedy przejechał nosem po jej podbrzuszu nieznacznie przyspieszył jej puls.
- Ognisko? Nie wiem. Nie planowałam – stwierdziła i zapewne wzruszyłaby ramionami, gdyby nie leżała.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   11.08.16 1:58

To już jest prawdopodobnie normalne w ich stylu bycia. Przekomarzali się, skakali sobie do gardeł aby przez chwile spokojnie ze sobą porozmawiać. Czyż to nie dziwne. No nie, raczej nie. To po prostu normalne. Gdyby nagle zaczęli się do siebie normalnie zwracać, to nie byłoby fajne. Byłoby raczej dziwne i nienaturalne. Tak najbardziej mu się podobało. Musiał się wysilać i to bardzo, co było znakomita odmianą od normalności.
- Oczywiście, że nie. Doskonale wiem i widzę jak reagujesz na mój dotyk.- wzruszył delikatnie ramionami. Tak jakby powiedział jej, że dziś jej ładna pogoda. Doskonale wiedział, nie był ślepy. Ale to też bardziej chodziło o to, że wiedział gdzie dotknąć, kiedy i jak. - Ja nigdy nie żałuje.- kolejne słowo wyleciało z jego ust. Tak jakby wcale się nie przejmował ty, że przekomarzał się z Liv.
- Ależ skąd. Jest tutaj pełno dziewczyn, za którymi nie muszę latać. - westchnął cicho. Nie miał zamiaru się teraz tłumaczyć, dlaczego właśnie wybrał ją do swojego namiotu. Bo tak na prawdę nie miał się z czego tłumaczyć.- Paroma ruchami potrafię sprawić, że będziesz o to błagać. Więc za bardzo nie potrzebuje twojej zgody- uśmiechnął się do niej zadziornie. - Oh jak ty mało wiesz.. To nie tak, że jak zaczniesz szybciej, to szybciej skończysz. Wszystko zależy od tego, jak bardzo chcesz aby to się skończyło, lub aby się wcale nie kończyło.- westchnął cicho i uraczył ją tekstem o seksie. Czuł się, jakby własnie ją uczył. Ale czy to aby na pewno było konieczne?
Madness zszedł ze swojego łóżka i pokierował się na to inne, te niczyje, gdzie leżała jego torba. Wyciągnął z niej skręta i usiadł na niej okrakiem. Po czym zaczął machać skrętem przed jej oczami. - Masz ochotę, czy wolisz po?- spytał spokojnie.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   11.08.16 2:19

Nie wyobrażała sobie, by jej stosunek do chłopaka uległ większej zmianie. Ona najwidoczniej w ich relacji potrzebowała tej całej napiętej atmosfery, tych epitetów, czy niemiłych zagrań, za którymi kryło się drugie dno. Bo przecież skoro każda ich dyskusja kończyła się miotaniem w swoją stronę dziwnymi zdaniami, które niekiedy brzmiały jak wyciągnięte z filmu porno, przy czym żadne z nich nie chciało tego kończyć, znaczyło, że ostatecznie im się podobało. Ale jako, że mieli własną dumę, nie było możliwości, by się do tego przyznali. Woleli w tym trwać i czerpać jak najwięcej. Bo czy ostatecznie relacja z czysto biznesowej nie zmieniła się w odrobinę inną?
- Jaki pewny siebie. W twoim dotyku nie ma niczego szczególnego, co wyróżniałoby go spośród dotyku innych osób – rzuciła, chociaż faktycznie, gdy przypomniała sobie akcję w Pokoju Chmur po jej ciele przemykały przyjemne dreszcze. Ale czy to nie byłą wina tego, że naćpana zawsze odczuwała coś bardziej intensywnie? – Nigdy? – Niemal wymruczała te słowo, spoglądając na niego. Czy to z jego strony teraz padło wyzwanie? – W takim razie idź do tych innych. Zaszyj się w ich namiotach, a mi zostaw ten. Czy to nie brzmi kusząco? Pozbyłbyś się mojego irytującego towarzystwa – rzuciła w jego stronę, bo przecież to jej zawsze mówił. Że była irytująca. Zresztą, to działało w obie strony, z ty, że w tej chwili to Liv czuła się niemal jak więzień, kiedy chłopak trzymał głowę na jej ciele.
- Czy ty próbujesz mnie edukować seksualnie? Bo wiesz, teorię to mam oklepaną. Zresztą Madness, kto powiedział, że to nie ty byłbyś tym, który skończyłby szybko? – Uniosła sugestywnie brew. Bo to wcale nie tak, że coś mu zarzucała. A może jednak? Może chciała coś sprawdzić? Kto powiedział, że ma trzymać język za zębami?
- Czy ty odczuwasz usilną potrzebę trzymania czegoś na moim ciele? – Zmarszczyła brwi, kiedy bezceremonialnie usiadł na niej okrakiem. Teraz to już całkiem czuła się osaczona! – A może to propozycja do dalszej zabawy, co? Tylko nie powinno być na odwrót? Bo wiesz, to dziewczyna jest tą lżejszą – dodała, nie wysilając się nawet, by go zrzucić. – Po? Po czym? Po ognisku, czy pieprzeniu, które najwidoczniej jest ci w głowie? – Niemal zaśmiała się wypowiadając te słowa.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   11.08.16 2:39

Prawdopodobnie, nikt to ich znał sobie tego nie wyobrażał. Bo każdy wiedział jaki mają do siebie stosunek. Raczej każdy wiedział, że nie za bardzo siebie tolerują. Ale nikt nie wiedział, że czują do siebie pociąg seksualny. Nawet jeśli oni sami się do tego nie przyznawali i nigdy tego nie zrobią.
-Jesteś pewna?- spytał spokojnie i spojrzał sie na nią. Tak jakby w tej chwili wiedział do czego wróciła myślami dziewczyna. Tak jakby widział w jej oczach odbicie tamtej nocy. Bo przecież, było to banalne do odgadnięcia. Jeśli jego dotyk nic z nią nie robił, to dlaczego wtedy była taka podniecona? Cóż, chyba każdy zna na to odpowiedź. Zamknął oczy i westchnął cicho. -Prawie.- Nie miał zamiaru kłamać. Żałował paru rzeczy, ale to na prawdę były tylko błahostki. - Nie.- odparł krótko. Nie brzmiało to kusząco, wcale a wcale. - To wyglądałoby tak, jakby wywiesił białą flagę. Czego nigdy nie zrobię. Bynajmniej nie z własnej nie przymuszonej woli- Czy ona na prawdę była tak głupia i tak naiwna. Myśląc, ze Madness odda jej namiot i pójdzie w pizdu. Cóz, myliła się i to bardzo. Choć brawa dla niej, za spróbowanie.
- Cóż. Idąc tropem tego co już o Tobie wiem. Prawdopodobnie mógłbym skończyć szybko, bo bądź co bądź jesteś dziewicą. - W tej chwili, na prawdę przemyślał to co powiedział. Bo w sumie była to prawda. - Jednakowoż, nikt nie powiedział, że palce i usta nie czynią cudów. Lub chociaż orgazmów. - wzruszył delikatnie ramionami. Nie czuł się zawstydzony rozmawiając z nią o seksie. Przecież to normalna i ludzka rzecz.
- Tak. Pragnę tego. Po prostu twoje ciało jest tak zjawiskowe, że aż się o to prosi.- parsknął cicho i spojrzał na nią spod byka. Westchnął głośno, słuchając jej narzekania na to, ze na nią usiadał. - Po ognisku. Po pieprzeniu. Lub po ognisku i po pieprzeniu. Kto powiedział, że musimy wybierać, Reagan?- uśmiechnął się do niej i odpalił skręta. Po czym złapał bucha i dmuchnął jej dymem prosto w twarz. Wstał z tego całego łóżka i podniósł ją do góry (skręta w tej chwili miał w ustach). Postawił ją obok łóżka, położył się na nie. Po czym złapał ją w pasie i ułożył na sobie. Oczywiście i tak pewnie się poprawi. - Lepiej Ci?- spytał znów zaciągając się skrętem.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   11.08.16 10:17

Dziwnym trafem Liv ciągnęło do szkolnych arogantów, którzy przez wielu (nawet przez nią ) postrzegani byli jako rasowe dupki, które myślały, że cały świat należy do nich, a każdą dziewczynę można mieć z wielką łatwością. Nie przyznałaby się przy tym nigdy, że wzbudzają w niej dziwne emocje, jak pożądanie. Bo czy tak samo nie było z Darrenem? Swego czasu zaczęła postrzegać go jakoś inaczej niż wcześniej, chociaż żadne słowa nigdy z jej ust co do tego nie wypłynęły. Jak było w przypadku Lysandera? Niby go nienawidziła, niby ją denerwował, budząc głęboko skrywaną irytację, a jednak gdzieś tam miała świadomość, że przebywanie z nim nie jest aż takie tragiczne, jak próbowała sobie wmówić.
- Podobno w życiu niczego nie można być na sto procent pewnym. Ale tak. Jestem – rzuciła mu zadziorne spojrzenie, jakby faktycznie to co mówiła było prawdą. Niestety, trochę się z nią mijało, bo przecież każde z nich doskonale pamiętało, jak reagowało na dotyk drugiego podczas tamtego spotkania.
- Czy ja wiem. Raczej jakbyś chciał się zabawić. Masz zamiar cały obóz przesiedzieć w namiocie? – Utkwiła w nim badawcze spojrzenie, chociaż musiała się z nim zgodzić, co do tego, że faktycznie odebrałaby to jako kapitulację i swoje własne zwycięstwo. Ale czy nie na tym jej zależało? Lubiła wygrywać, nigdy tego nie ukrywała. – Owszem, jestem. Chociaż przecież tak wiele osób w szkole twierdzi, że puszczam się na prawo i lewo – rzuciła. Plotka trochę inwalidzka, ale nie miała zamiaru nikomu się tłumaczyć. Niech sobie ludzie myślą co chcą. – Ale jak widać nie daję się byle komu, co? – Jej usta wygięły się w lekki, zaczepny uśmieszek. Doskonale wiedziała, że chłopak zrozumie aluzję. Pytanie tylko, co z nią zrobi. – Widzę, że prawdziwy spec z ciebie. Rozumiem, że twoje potrafią? Oceniły to w specjalnej ankiecie wszystkie twoje przypadkowe partnerki, że jesteś tego pewien? – Utkwiła spojrzenie w jego oczach, nadal pozwalając zadziornemu uśmieszkowi tkwić na ustach. Nie miała oporów przed rozmawianiem na niemal każdy temat.
- Ale wypadałoby chociaż zapytać, co? Nikt nie powiedział, że mi się to podoba – zmarszczyła lekko brwi, a z jej ust wydobyło się ciche westchnienie irytacji. – No tak, przecież możemy iść na całość, prawda? Podobno ograniczenia są dla słabych, więc na co czekamy? – Zadrwiła. Bynajmniej nie miała zamiaru się z nim pieprzyć, ale najwidoczniej chłopak miał inne pojęcie. Zaraz jednak całkowicie odwróciły się role i to ona siedziała na nim okrakiem. Niemal jak w filmie porno. I oczywiście, że musiała się poprawić, wiercąc przy tym niemiłosiernie. Ale ona musiała mieć pełną wygodę!
- Tak, o wiele lepiej. Przynajmniej teraz nic mnie nie ciśnie - rzuciła pochylając się lekko do przodu, aby odebrać od niego skręta. – Nie podejrzewałam cię o takie zabezpieczenia – dodała z lekkim uśmiechem i zaciągnęła się.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   11.08.16 19:50

W sumie w postępowaniu Madness'a, nie było nic dziwnego. Jest młody i uwielbia kobiety oraz bawić się. Więc to normalne, że ciągnęło go do atrakcyjnych kobiet. Bo bądź co bądź Liv jest atrakcyjna. Choć sam jej tego nie powie i nie przyzna się przed sobą ale gdzieś tam właśnie tak uważał. A jej oczy, to robiły na pewno swoje. Prawdopodobnie gdyby nie one, nie ciągnęło by go tak do niej.
-Oczywiście Reagan.- wywrócił oczami. Oczywiście mówił to lekceważącym głosem. Nie wierzył jej, akurat nie w tej chwili. Dobrze to pamiętał. Może obydwoje byli wtedy na haju, ale to nie narkotyki ją dotykały. Tylko on, dałby sobie rękę uciąć, że gdyby teraz zaczął ją dotykać też by wiele poczuła. Ale miał wrażenie, że nie na haju nie da mu się dotknąć. Poza tym w tej chwili jakoś wolał się z nią przekomarzać niż macać. Do tego jeszcze dojdzie.
- Oczywiście, że nie. Mam zamiar gdzieś wyjść, to oczywiste. Ale nie zaszyje się w innym namiocie. Specjalnie dla ciebie, będę wracał tutaj co noc.- uśmiechnął się do niej zadziornie i nie odwrócił od niej wzroku. Nie miał zamiaru się poddawać i dać jej tę satysfakcje. Nie był głupi, a ona z nim nie wygra. - Oh kochanie. Nie na prawo i na lewo i nie ze wszystkim. Tylko z tym z rodów. Z tego co się orientuje to został Ci jeszcze Lazarov. - Mógłby w tej chwili nazwać ją luksusową dziwką. Ale wiedział, że tak nie jest. Poza tym tymi tekstami raczyli się ostatnio. - No nie.- zaśmiał się i puścił do niej oczko. A co zrobi z jej aluzją? Cóż, na pewno coś zrobi ale poczeka z tym. - Oczywiście, że tak. W końcu byle kogo i byle czego nie wpisuje się do pamiętnika - Nie miał pojęcia czy jego "koleżanki" wpisywały go do swojego pamiętnika. Ale był pewien, że nie jedna chciała to powtórzyć.
- Jakoś ostatnio nie słyszałem twoich protestów.- odparł spokojnie. - Auć. Czyżby coś Cię ugryzło? Są wakacje, zabaw się.- Miał dziwne wrażenie, że jej ton momentalnie się zmienił. Cóż, nie żeby go to interesowało. Ale jednak wyczuł napięcie i oczywiście nie takie o które on walczył. Gdy Reagan zaczęła się wiercić, cóż. OCZYWIŚCIE, ŻE TO POCZUŁ!
- Pokręć się jeszcze chwile, a znów może cie coś cisnąć.- wyszeptał gdy pochyliła się po skręta. Nie miał być to jakiś tani chwyt na podryw, poza tym wolał ją ostrzec. - Ostatnio, nie miałem za wiele czasu na wypalenie tego.- odparł spokojnie i położył swoje ręce za głowę.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   12.08.16 0:42

Reagan w przypadku wielu mężczyzn uważała, że są zwierzętami, którym w głowie tylko jedno. Bo czy nie taka była prawda? Nie przepuszczą okazji, by pomacać, albo przelecieć. Spełniali swoje zachcianki kosztem innych, dając się ponieść własnym potrzebom i żądzom. Czy Madness się od nich różnił? Prawdę powiedziawszy uważała, że nie. Chciał zaspokoić potrzebo, przecież to było widoczne jak na dłoni. Jak jednak było z nią? Czy w ich znajomości kierowała się dziwnym podnieceniem, które budził w niej chłopak? Bo nawet teraz coś było nie tak i chociaż nadal ją irytował, tak było w tym coś jeszcze. Coś, co ją zwyczajnie pociągało.
- Specjalnie dla mnie? Cóż za wyróżnienie. Co na to powiedzą te wszystkie panny, które chciałyby cię gościć u siebie każdej nocy? – Rzuciła, pochylają się do przodu. – Uważaj jednak. Bo ja sypiam nago – uśmiechnęła się zaczepnie. Nigdy nie ukrywała, że w nocy wolność ciała jest dla niej najważniejsza. Nie wyobrażała sobie spać w niewygodnych ubraniach, dlatego po prostu się ich pozbywała. – No tak. Jeśli już się bawić, to tylko z klasą. Myślę, że poza Nikolaiem znajdzie się ktoś jeszcze, z kim warto będzie się zabawić. Może sam mi kogoś polecisz? – Uśmiechnęła się lekko spoglądając mu w oczy.
- Och, to tylko na tyle cię stać? A myślałam, że masz bardziej rozbudowany repertuar w zanadrzu – wiedziała, że w pewien sposób igra. Robiła to nie pierwszy raz, jednak tym razem coś dziwnego pchało ją ku temu i nie pozwalało przestać. – Zabawić się? Może w rozbieranego pokera, co? Z pewnością byś nie pogardził – w tej chwili faktycznie nie mogła się pozbyć nakrapianego złośliwością tonu. – Nie moja wina, że ostatnim razem byłeś wygodniejszy – powiedziała niby obojętnie, chociaż korciło ją, żeby poruszyć się raz jeszcze. A wiadomo, jeśli Liv coś chciała, to to robiła. Dlatego powierciła się jeszcze trochę, niemal bezczelnie patrząc przy tym chłopakowi w oczy.
- To dobrze, przynajmniej mogę skorzystać – stwierdziła i zaciągnęła się raz jeszcze, pochylając się nad twarzą chłopaka, by wolno wydmuchać dym w jego stronę.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   12.08.16 1:12

Oczywiście, że taka była prawda. Mężczyźni uwielbiają korzystać z sytuacji i prawie ciągle myślą o seksie. Ale to zdrowy odruch i całkowicie normalny. Fawley się tego nie wstydził, po prostu spełniał swoje zachcianki. Ale nigdy ale to przenigdy nie zrobił niczego aby skrzywdzić druga osobę. Zawsze z góry mówił, że to tylko seks i nic więcej. Nie robił nikomu nadziej, to było nie potrzebne. Miałby wtedy więcej problemów niż teraz.
- Będą musiały obejść się smakiem. – odparł niemniej arogancko. Oczy, nie byl pewien swoich słów, bo może się stać tak, że nie wróci na noc do tego namiotu. Jeśli trafi się jakaś okazja, nie przepuścić jej od tak po to aby wrócić do Liv i sie przekomarzac. Lub nawet gdy Ezra będzie w potrzebie. Sa rzeczy ważniejsze. I dopiero teraz dotarły do niego jej ostatnie słowa na które uśmiechnął się zadziornie - Nago powiadasz? To bardzo interesujące.- odparł powoli. Coz, będzie musiał jakiegoś razu ukraść jej przykrycie, to na pewno. Ale spokojnie, nie jak dziewczyna będzie spala. Wtedy nie będzie zabawy, nawet nie pomyślał o tym, ze można podglądać. To jednak nie dla niego. - Sam nie wiem, czy ktoś jeszcze jest godzien Twego towarzystwa, droga Reagan. Mogę oczywiście polecić Ci siebie, ale to już masz. - puścił jej oczko. Bo kogo innego mógł jej polecieć, Ezre? Coz jest Liv go dotknie wtedy pożałuje. Ale nie sądził aby Liv interesowała się młodszymi.
- Oh. Ale sie dopiero rozkręcam kochana - uśmiechnął się do niej. Oczywiście, że ale to już nie zaskakiwało Lysandera. Ona miała taki styl bycia, a on jako-tako się do tego przyzwyczaił - Rozbierany poker? Ale po co miałby ograć cie w grę w która nawet nie umiem grać. Po to aby tylko zobaczyć Cie nago, jeśli i tak nago śpisz?- zadał jen pytanie z uśmiechem. Chciał zobaczyć jak zareaguje, ze Lysander może okazać się chujem i ja podglądać. Bo był w miarę pewnie, że właśnie tak pomyśli. Nie skomentował jej słów, bo dziewczyn jak na zawołanie zaczęła się poruszać. Przez chwilę patrzył na nią ale potem zamknął oczy i wydał z siebie cichy pomruk. Po chwili jego ręką znalazła się na jej karku i przyciągnął ja do siebie. Otworzył oczy w momencie kiedy ich nosy zaczęły się stykac. - Czy ty aby na pewno jesteś pewna swoich poczynań? - zapytał się jej uwodzicielski szeptem.
Westchnął cicho i zabrał jej skręta. – Wiesz, co oznacza dmuchanie komuś w twarz dymem? To, ze chcesz się z tą osobą pieprzyc lub jak wolisz uprawiać seks- czyżby kolejny raz musiał uświadomić bieda Reagan? Tego nie wiedział, ale zaciągnął się skretem i patrząc jej w oczy wydmuchal resztki dymu na jej twarz.

Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   12.08.16 1:33

Prawdą było, że o seksie myślały obie płci, jednak z różnym natężeniem, w zależności od osoby. Jedni myśleli na okrągło (patrz Lysander), inni trochę rzadziej lub praktycznie wcale (patrz Liv). To jednak nie znaczyło, że ta druga grupa nie miała zamiaru go uprawiać. Bo kiedyś na pewno. Tylko wiadomo, byli tacy, którzy czekali z tym na specjalną okazję, byli też ci, którzy po prostu puszczali się na prawo i lewo, zaliczając ile wlezie! Niestety, Liv nie miała zbyt pochlebnego zdania na temat takich osób, chociaż przecież szkolna gazetka uważa, że sama jest dziwką latającą za Ślizgonami.
- Co, jeśli nie daj Merline uznają, że to ja cię im zabieram? Bo pewnie mi nie uwierzą, że wyganiam cię stąd w trosce o ich dobro i spełnienie najwyższej jakości – powiedziała, a lewy kącik jej ust powędrował ku górze. Podczas niemal całej wymiany zdań nie spuszczała z chłopaka wzroku, jakby pokazując mu swoją pewność, której teraz zdecydowanie miała zbyt wiele. – Radzę ci o tym pamiętać, gdybyś tak kiedyś chciał mi zakosić koc – wyszeptała, a w jej głosie faktycznie rozbrzmiała ostra nutka. Ceniła sobie prywatność, chyba, że pozwalała ją komuś zakłócić. Osaczenie nie było tym, co preferowała.
- Mam? Dobrze wiedzieć. W takim razie powinnam zacząć cię używać, skoro stałeś się moją własnością – rzuciła trochę ironicznie. Gdyby tylko Darren widział, co ona wyprawia. Z pewnością uznałby, że zioło faktycznie rzuciło jej się na mózg. – Rozkręcasz? Jakoś nie widzę. Jak na razie stoisz w miejscu. A i z tym staniem to trochę przesadzone – ponownie niemal jawnie go prowokowała. Sama nie wiedziała, co w nią wstąpiło, by miotać takimi tekstami na prawo i lewo.
- To niemal jak striptiz, wiesz? Podobno faceci uwielbiają jak dziewczyna powoli ściąga ubranie warstwa po warstwie – powiedziała cicho, chociaż jej spojrzenie na chwilę stwardniało. Ewidentnie nie życzyła sobie, aby ktokolwiek oglądał ją nagą bez jej wiedzy.
Jej usta jednak wycięły się w tryumfalny uśmiech, kiedy po jej delikatnymi ruchami chłopak zwyczajnie zamruczał, upewniając ją jedynie, ze sprawia mu to niebotyczną przyjemność. Nie ukrywajmy, jej też, dlatego nie miała najmniejszego zamiaru z tego zrezygnować. Zaraz jednak została pociągnięta niżej i teraz niemal nachylała się nad chłopakiem.
- Ja zawsze jestem wszystkiego pewna. Nie mów, że nie sprawia ci to przyjemności – trąciła nosem jego nos i niemal wymruczała te słowa, ponownie poruszając się w dość prowokujący sposób. – Sam wymyśliłeś sobie to wytłumaczenie do potrzeb aktualnej sytuacji? – Zakpiła, spoglądając na niego. Przymknęła jednak oczy wdychając to, co on wydmuchał. Zaczynała powoli odczuwać skutki zjarania.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   12.08.16 2:12

Kogo tak na prawdę obchodziło to, co pisze szkolna gazetka? Na pewno nie jego. Nie uważał Liv zza dziwkę. Bo jeśli tak by b, dlaczego opuściła go wtedy zamiast korzystać? Nie oszukujmy się, inaczej na pewno by skorzystała. Lysander jest boski. Żadna by go nie opuściła tak jak ona.
- A kogo obchodzi to co myślą inni? Bo nie sądzę, że ciebie Reagan.- Ciągle czuł na sobie jej spojrzenie, ale nie robił sobie z tego za wiele. Widział jak patrzyła na niego z tą pewnością siebie. Czasem zastanawiał się skąd w niej tyle tego wszystkiego. Pewność siebie, arogancja. Gdzie te małe ciało to mieściło. Ale potem uświadamiał sobie, że wcale go to nie obchodzi. Tak samo jak jej groźby. Były jedynie zabawne tak ja ta. Parsknął tylko i wywrocil oczami.
- Już mnie wykorzystałaś. Przecież rozłożylem namiot. Wyczerpałaś swój limit.- parsknął. Nienawidził jak ktoś łapal go za słówka. Choć sam robił to stosunkowo często, uważal to za dziecinne. Pokręcil głową na jej tekst i nawet parsknął delikatnym smiechem. - Ależ skarbie, nie prowokuje mnie, bo jak wstanę to będziesz musiała cos z tym zrobić.-
- Tutaj mogę się zgodzić. Bo nie sztuką jest się rozebrać. Sztuką jest to, aby wyobraźnia mężczyzny zrobiła to szybciej.- Szczerze, Fawley nigdy nie widział strptizu ale jakoś nie ciągnęło go do takich spraw. Albo jeszcze tego nie odkrył, ze właśnie do tego go ciągnęło. Na razie zadował się tym co miał. Czyli Liv ocierającą się o jego krocze, co sprawiało mu niemalże radość. Ale przerwał to i zbliżył ja ku sobie.
- Oczywiście, ze sprawia. Ale co jeśli nie opanuje się i zaczną rozbierać cie nie tylko wzrokiem ale i rękoma? - spytał szeptem. Nie było sensu mówić głośniej jeśli nawet ich nosy się traciły. - Nie akurat e tej chwili jestem bardzo poważny.- Po jego tonie mogła rozpoznać, że nie kłamał. Mówił prawdę. Ale kogo to interesowało jest zioło zaczęło działać nawet na niego. Wziął kolejnego potężnego bucha. Złapał Reagan za policzki, złączy ich usta po czym wydmuchał jej dym do buzi. Wolna ręką, ta którą nie trzymała skręta. Położył na jej biodrach i opuszkami palców wodził po skrawku jej ciała. A jeśli chodzi o dym, gdy skończył go wdmuchiwac nie odsunąl się od niej. Po prostu jej język do buzi. Nie oszukujmy się oboje tego chcieli.




Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   12.08.16 10:25

Ostatecznie Liv nigdy nie przejmowała się tym, co wypisywano. Ludzie od zawsze uwielbiali plotki, a ona dość często się w nich pojawiała. Ostatecznie jednak denerwował ją taki niepotrzebny szum wokół niej i Ślizgonów. Zupełnie, jakby stała się ich ulubienicą, a przecież to się nie godziło! Plus była przeciwniczką kłamstw, więc jeśli już ktoś ma wymyślać jakieś banialuki, niech przynajmniej postara się o to, aby zawierały prawdziwe informacje. Bo jeśli z Lysanderem było ziarenko prawdy, tak w drugiej plotce niekoniecznie. Przynajmniej w takim przekonaniu żyła Liv.
- Owszem, nie mnie – stwierdziła zgodnie z prawdą. Dzięki temu nadal było o niej głośno i chociaż nie łaknęła uwagi całej szkoły, tak gazetka dokładała jej pewnej ilości sławy do tej, którą już posiadała dzięki swoim dziwnym wybrykom. Niemniej jednak nie miała zamiaru wdawać się w dyskusję z chłopakiem, bo przecież prawdą było, że nie siedzą tutaj po to, aby konwersować na temat własnych przekonań. Tym bardziej, że zabawa właśnie zaczynała się rozkręcać.
- Jeśli uważasz to za granice wykorzystania, to jesteś w błędzie. To był dopiero początek, poza tym nie zapominaj, że ja też brałam w tym udział – rzuciła zaczepnie. Nie potrafiła pozbyć się z głosu tej wyzywającej nuty, która wkradła się już na początku i jakoś niespecjalnie chciała sobie pójść.
- Na takie coś trzeba sobie zasłużyć. Samo wstanie nie wystarczy – pochyliła się nad nim, by czasem nie umknęły mu te słowa. – Owszem. A jak jest z twoją wyobraźnią? – Wyszeptała mu niemal do ucha. Coraz bardziej podobała jej się ta gra, którą prowadzili. Co z tego, że ponownie o ziole.
- Wtedy inaczej porozmawiamy. Za takie występki grozi kara –uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawiła się nutka pożądania. – Bo kto powiedział, że ci na to pozwolę? – Mówiąc to przejechała delikatnie po bokach jego ciała. Trzeba było mu przyznać, że z pewnością pod koszulką skrywał coś wspaniałego. Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, ponieważ chłopak wdmuchał jej w usta dym. Przymknęła oczy wydmuchując go nosem, przy okazji cicho mrucząc, kiedy jego ręka wodziła po jej biodrze. Doskonale czuła to przez materiał spodni. Zaraz jednak została dość nachalnie pocałowana, co poskutkowało jedynie tym, że sama pocałunek odwzajemniła, buszując dłońmi po bokach ciała chłopaka, dodatkowo poruszając się prowokacyjnie.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   12.08.16 17:41

Lysander, pewnie by się przejmował tym co piszą w gazetce. Gdyby jego rodzice czytali gazetkę, ale nie czytają. I pewnie nigdy nie wejdzie im ona w ręce, wiec nie miał się czym przejmować. Chociaż Ezra, ciekawe co pomyślał gdy to przeczytał. O ile w ogóle ją czytał. Jedyne czym się przejmował to opinią jego rodziny. A jak na razie myśleli, że Madness jest grzeczny i może niech tak zostanie.
- Więc nie ma problemu.- wyszeptał spokojnie. Jeśli dziewczynę to nie ruszało, to nawet lepiej. Bo gdyby musiał siedzieć tutaj ze zdołowaną Liv i próbować ją pocieszyć.. Cóż, na pewno by tego nie robił. Tylko by sobie poszedł a ją zostawił samą ze swoimi problemami. Na szczęście tak nie było, a on mógł w końcu się zabawić. A raczej oni.- Oczywiście, że brałaś. Ciągle słyszałem jak nadajesz. Ale do czego chciałabyś mnie wykorzystać?- zapytał szepcząc i nie spuszczając jej z oczu.
- Na wszystko trzeba sobie zasłużyć. - po raz kolejny wyszeptał. Uwielbiał jak do siebie szeptali. A najbardziej jeśli były to właśnie takie głupoty, jak te. - Działa prawidłowo.- niemal wymruczał jej te słowa prosto w twarz.
- Kara? Nie wiedziałem, że lubisz takie sprawy.- odparł i przejechał dłonią po jej policzku.  - Ja. Może nie teraz, może nie jutro. Ale za jakiś czas na pewno.- uśmiechnął się zawadiacko. Wziął głęboki oddech, gdy dziewczyna przejechała po jego bokach. Właśnie w tej chwili, uznał, że nie warto już mówić i się przekomarzać. Lepiej wykorzystać ten czas na coś innego. Na przykład na pocałunki z irytującą Reagan. Po omacku odłożył gdzieś skręta, który i tak już zgasł. Marihuana zazwyczaj szybko przygasała, więc nie było mowy o tym, że mógł coś spalić. Poza tym potrzebował tej drugiej ręki. Jedną już wodził po jej biodrach i plecach dociskając ją do siebie. A druga dłoń wplątała się w jej włosy. Po dłuższej chwili całowania dziewczyny, oderwał się od niej i zerknął na nią. W jego oczach było widać pożądanie, ale nie patrzał na nią długo. Wolał przyssać się do jej szyi. Co właśnie robił. Całował ją i trącał nosem. Ależ oczywiste jest to, że na długo mu to nie starczyło. Poderwał się, nie odrywając się od niej. Teraz Fawley siedział, zamiast leżeć i w sumie Reagan też. Położył swoje dłonie na jej pośladkach i przysunął ją bliżej do siebie. Nie wiedział czy bliżej się dało, ale spróbował. Złączył ich usta w pocałunku i przesunął się na prawo, po czym wstał dalej trzymając ją za pośladki, po to aby dziewczyna nie spadł. Ale nie stał tak za długo, po chwili położył ich na łóżku. A czemu zrobił takie podchody? Cóż, w takiej pozycji to on mógł bezkarnie się o nią ocierać, w końcu dziewczyna miała rozłożone nogi, ale czy właśnie tego chciał Fawley? Oczywiście, że tak, ale nie tylko tego. Przez przypadek, albo i dobre zagranie Madnessa, koszulka czy co tam Reagan miała na sobie podwinęła się tak, że było widać jej goły brzuch. Oderwał się od niej i z szatańskim uśmiechem cmoknął ją w policzek, po czym delikatnie i z gracją zaczął całować jej nagi brzuch. A prawa dłoń, gładziła jej obojczyki i szyję.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   13.08.16 0:41

Pocieszenie było ostatnią rzeczą, której oczekiwał Liv. Nie potrzebowała czegoś podobnego, bo to według niej było jedynie pewną oznaką litości, a tym, czego zdecydowanie nie lubiła, było właśnie litowanie się nad jej osobą, a co za tym szło, dana osoba uważała ją za słabą, czego sama Gryfonka zdzierżyć nie mogła. Dlatego o wiele lepiej się czuła, że sam Ślizgon nie miał zamiaru niczego takiego wobec nikogo okazywać. Dzięki temu z pewnością łatwiej było im się dogadać, o ile o czymś takim może być tutaj mowa.
- Oh, do wielu rzeczy. Kto wie, do czego doprowadzi moja wyobraźnia – powiedziała cicho. Czy ona właśnie z flirtowała? Na miłość Merlina i wszystkich założycieli, przecież to się nie powinno dziać! A jednak dała się wkręcić w dziwaczny wir zabawy, która z każdą sekundą wkraczała na coraz to wyższe levele. Omal nie parsknęła śmiechem, kiedy rzucił tekstem „Działa prawidłowo”. Oczywiście jej pierwszym skojarzeniem wcale nie była wyobraźnia. Uznała jednak, że wgłębianie się w to zdanie do niczego ich nie zaprowadzi. A może jednak? – Mówiła ci, że mnie nie znasz. Nie masz pojęcia co lubię. Zresztą i tak byś nie uwierzył, na co mnie stać – stwierdziła pewnie, pochylając się nad nim. Dym ze skręta zaczął wyostrzać jej niektóre zmysły, a trochę przytępiać zdrowy rozsądek.
- A co, jeśli faktycznie chciałabym teraz? Podołałbyś temu? – Uśmiechnęła się zaczepnie, prostując się na chwilę, by spojrzeć na niego z pewnej wysokości. Zaraz jednak została niemal zmuszona do ponownego pochylenia się nad jego twarzą, by chłopak niemal władczo mógł złączyć ich usta. Nie oponowała, przecież w głębi siebie właśnie tego pragnęła. Nie była jedną z tych delikatnych dziewczynek, które boją się dotyku. Może jeszcze z nikim nie spała, ale to nie znaczyło, że nie było w jej życiu żadnych podobnych incydentów. Udowodniła to teraz, kiedy sama wpijała się w usta chłopaka, jakby była złakniona czegoś takiego. Czuła jak puls jej przyspieszył, jak jej ciało ogarniało to przyjemne, acz jeszcze nie do końca poznane uczucie podniecenia. Kiedy przeniósł się na jej szyję, przeszył ją dreszcz. Ponownie trafił w jej czuł miejsce, co skwitowała kolejnym mruknięciem, tym razem głośniejszym, niż wcześniej. Przymknęła oczy, oddychając szybciej. Zaraz jednak znalazła się pod nim, kiedy w całym zawirowaniu, podniósł ją, by obrócić na łóżko. Oplotła go nogami z większą nachalnością całując jego usta. A kiedy zaczął całować jej brzuch? Na Merlina, było jej tak dobrze. Przymknęła oczy, przygryzając delikatnie wargę. Oddychała coraz szybciej. Kto by pomyślał, że Madness może być tak dobry w te klocki.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   13.08.16 1:16

To bardzo dobrze, że L. Nie oczekiwała od niego pocieszenia, bo to ostatnia rzecz na jaką może dziewczyna liczyć od tego osobnika. Bynajmniej w rej chwili, w tej dziwnej relacji która co krok zbliżała się do niebezpiecznej granicy. A kto wie, może ta granica zniknie właśnie dziś?
- pewnie, za jakis czas, zdążę się o tym przekonać, droga Reagan. – odparł. W sumie, dlaczego to nie powinno się dziać? Nie robili krzywdy nikomu ani sobie. Bawili się i żyli chwilą. Korzystali z sytuacji. To tyle. Podświadomie obydwoje tego chcieli, choć żadne się nie przyzna. Odczuwali do siebie pociąg seksualny, po spożyciu fajnych ziół. Ale może nie tylko po nich? - Kto wie? Może jednak bym uwierzył. – Tego akurat Liv nie mogła wiedzieć. I on tez nie. Ale nie miałby nic przeciwko gdyby się dowiedział.
- Oczywiście, żebym podołał. Pytanie brzmi, czy dziewictwo jest tak ważne dla ciebie, że musisz je stracić z kimś kogo „kochasz”?- rzucił do niej. On akurat nie wierzył w miłość. Raczej kochał ale tylko swoją rodzinę. Nigdy się nie zakochał i pewnie nigdy to się nie stanie. Wychował się w rodzinie szlachetnej gdzie małżeństwo to czysty biznes a nie miłość. Więc dla niego to tylko bujdy na rysorach. Wiedział, że za jakiś czas będzie musiał wziąć ślub z jakąś laską, która należy do rady lub chociaż jest czystej krwi. Na razie się tym nie przejmował. Ale wracając do brzucha Reagan. Czuł jej przyśpieszony puls, co bardzo mu się podobało. Jej bluzkę wyżej, tak do linii stanika. Ostatnim razem jak ja przekroczył, Liv uciekła więc teraz miał zamiar tego nie robić. Tak szybko. Samym językiem przejechał po linii od stanika aż do spodni. Powtórzył to parę razy i wrócił do całowania jej ust i szyi. Chciał pobudzić ja jak najbardziej się dało. Dlatego nie zostawal dłużej w jednym miejscu. Opuszki jego palców jeździli po jej brzuchu, zachęcając o linię stanika i spodni. Lysander w tej chwili pożądał jej, co było widać w jego oczach gdy na nią spojrzał. Przez chwilę wpatrywał się w nią. Po czym zaczął całować jej klatkę piersiowa, a raczej na tyle na ile pozwalała mu jej bluzka. Której tak szczerze powinna się pozbyć, albo on to zrobi za nią.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   13.08.16 2:04

Nie podejrzewała, że kolejne spotkanie sam na sam z tym chłopakiem może się skończyć właśnie w taki sposób. A może podświadomie wiedziała? Wiedziała, że między nimi już nic nie będzie jak dawniej i teraz wszystko będzie niemal naszpikowane erotyzmem i pożądaniem. Podobno zakazany owoc smakuje najlepiej, a czy nie właśnie tym byli dla siebie? Te wszystkie docinki, przekomarzanki, dwuznaczne uwagi, jedynie dodawały całości pikanterii, która buzowała bardziej ich hormonami. Bo nie ukrywajmy, byli jedynie parą nastolatków, którzy jeszcze nie byli na tyle obeznani z dotykiem, aby przejść obok obojętnie. Przynajmniej dla Liv wszystko było nowe, a przecież uwielbiała nowych rzeczy się uczyć. Ktoś jej kiedyś powiedział, że doświadczenie powinno się zdobywać na każdej płaszczyźnie, kiedy tylko się da. Więc proszę bardzo, właśnie się do rady stosowała!
- Nie bądź taki pewny. Kto wie, że nie pokażę tego innemu „czystokrwistemu” – uśmiechnęła się zaczepnie. W końcu sam wcześniej o tym wspomniał, więc czemu nie miałaby tego wykorzystać?
- W takim razie kto wie, czy kiedyś nie przetestuję twojej wytrzymałości na coś podobnego – stwierdziła. Nie miała zamiaru w tej chwili odkrywać wszystkich kart, tym bardziej, że podobno tajemnice i własne spekulacje były wstanie zdziałać cuda z wyobraźnią drugiego człowieka. Słyszą jednak jego kolejne słowa, zwyczajnie się zaśmiała szczerze rozbawiona.
- Aż tak bardzo martwisz się o moje dziewictwo? To takie urocze. Ale powiem ci coś w sekrecie. Stracę je z kim będę chciała, Fawley – rzuciła, patrząc na niego z mieszaniną dziwnych emocji. Nie podejrzewała, że kiedykolwiek usłyszy od niego coś podobnego. – I kiedy będę chciała – dodała. Bo może i faktycznie było dla niej ważne, ale też nie na tyle, by faktycznie miała z tym czekać, aż kogoś pokocha. Bo jak na razie się na to nie zanosiło. Patrzyła na życie pod kątem przygody, a to spotkanie do takowych się zaliczało. Przygoda, dająca satysfakcję. Bo czemu nie?
Oddawała się niemal bezgranicznie pieszczotom, które jej serwował. Czuła delikatny chłód na swojej skórze, która została odkryta, by chłopak mógł się nią zająć. Kiedy wodził ustami i językiem po jej brzuchu, torując sobie drogę od jej stanika do spodni, poczuła delikatne, acz przyjemne mrowienie w okolicach podbrzusza. Jej ciało reagowało na każdy jego ruch z o wiele większą siłą niż ostatnio. Mruknęła przeciągle wyginając się nieznacznie, jakby tym samym chciała mu dać do siebie lepszy dostęp. Gdy poczuła jego usta na niewielkim fragmencie swojego biustu, jęknęła cicho, wplatając dłoń w jego włosy.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   13.08.16 20:17

Madness, miał cichą nadzieje, że własnie tak będzie. Fawley uwielbiał stawiać sobie jakieś chory wyzwania. Czyżby Reagan stała się jego nowym wyzwaniem? Możliwe, że własnie tak było. On uwielbiał zdobywać. Poza tym spotkania z L. dostarczały mu frajdy, oczywiście nie tylko tej cielesnej. Tylko słownej, on na serio lubił się z nią przekomarzać w sumie tylko ona potrafiła mu to odpyskować.
- Tego nie wiem. - odparł przeciągle. Nie wiedział tego ale dziewczyna pewnie sama tego nie wiedziała. Takich rzeczy nie można zaplanować, one się po prostu dzieją.
- Mam się zacząć bać?- zapytał z demonicznym uśmiechem. W tej chwili nie wiedział, czego może się spodziewać po tej nie pozornej dziewczynie. Najwyraźniej ich znajomość co spotkanie, przechodzi na inny tor. Ten bardziej nie znany i ten bardziej niebezpieczny. Zaczynało mu się to podobać i to bardzo. Aż zapominał, że Reagan to tak naprawdę irytująca Gryffonka której nie lubi. Czy może w tej chwili pasowałoby "nie lubił"?
Spojrzał się na nią z irytacją wypisaną na twarzy. - Aż tak mnie twoje dziewictwo nie interesuje. W tej chwili bardziej martwiłem się o swój interes.- wywrócił oczami. - Chodzi o to, że wiesz kobiety działają dziwnie. Gdy odbierzesz kobiecie dziewictwo, ona potem sobie wyobraża nie wiadomo co.- Serio, czy on musi to jej tłumaczyć? -Przecież nikt Cię do tego nie zmusi.- kolejne wywrócenie oczami. Bez przesady, może Madness przez większość czasu myśli swoim przyrodzeniem. Ale nigdy a to prze nigdy nie zmusiłby nikogo do seksu z nim. Prędzej czy później te osoby wracają.
Mimo, że było chłodno. Jemu ewidentnie było gorąco, a od wyginania się Liv i jej mruczenia. Robiło mu się gorąco i ciasno w spodniach, co jest dość normalne w takiej sytuacji. Ugryzł ją delikatnie w ucho, gdy na chwilę przestał pieścić jej brzuch. Powoli nie wytrzymywał tego, chciał więcej i więcej. Ale gdzieś tam z tyłu głowy odczuwał delikatny strach, że znów go zostawi z podnieceniem. A te rosło i rosło. Nie myśląc wiele, zdjął z niej bluzkę, zostawiając ją w samym staniki i oczywiście spodniach. Zaczął całować jej piersi, a raczej te skrawki których nie zakrywał stanik. Wolną dłonią zaczynał zgniatać delikatnie jej udo i je masować, z góry do dołu. Zbliżając się niebezpiecznie do jej krocza, choć nie zahaczał o jej strefę intymną. Jak na razie chciał aby jej wyobraźnia zaczęła działać tak jak jego. Oderwał się na chwilę od niej i oparł swoje czoło o jej. Musiał na chwilę przestać, złapać oddech. Poza tym uwielbiał rozkoszować się takimi chwilami. Jeśli chodziło o seks, to nie lubił po prostu włożyć i sobie ulżyć. Uwielbiał podkręcać atmosferę a potem zwalniać aby pobudzać swoją partnerkę na nowo. Spojrzał się na jej biust, który nadal był skryty pod stanikiem i przejechał dłonią po materiale. Złożył na nim pocałunek i wrócił do całowania jej ust, choć jego dłoń nadal ugniatała jej pierś. Po takiej zabawie, która trwała jakąś dłuższą chwile. Jego dłoń ze stanika zaczęła zsuwać się na jej spodnie a raczej zaczeły dopierać się do guzika jej spodni.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   13.08.16 21:35

Wyzwania. Co, to Liv lubiła najbardziej. Nie ważne, czego właściwie dotyczyły, była wstanie sprostać niemal każdym czy to rzuconym przez innych, czy przez samą siebie. Uwielbiała dreszczyk emocji, uwielbiała wzrost adrenaliny we krwi. To faktycznie pozwalało jej czuć, że żyła i chociaż przyjaciele starali się ją od tego odwieść (patrz Elka), tak jak na razie nie udało się to nikomu. Ba, znajdowały się osoby, które tylko jej wszystko ułatwiały i pozwalały osiągnąć jakiś tam cel. Jak na przykład Lysander w tej chwili, kiedy zgadzał się na taki kontakt. Niby nic wielkiego, zaledwie całowanie i macanie, ale jednak żadne nie mogło zaprzeczyć, że emocje były, podobnie jak adrenalina, która wszystko napędzała. Wzrost podniecenia sprawiał jedynie, że chcieli więcej i więcej.
- To już zależy od ciebie – stwierdziła z uśmiechem. Zaczepnym, bo zaczepnym, ale to zawsze był uśmiech. Najwidoczniej Liv nie potrafiła uśmiechać się tak normalnie i życzliwie. A przynajmniej nie przy wszystkich.
- Serio myślisz, że gdybym ostatecznie się z tobą przestała, później wyznałabym ci miłość? – Zwyczajnie w świecie znowu się zaśmiała. Że też zebrało mu się w takim momencie na takie rozkminy. Zupełnie się tego po nim nie spodziewała. – I faktycznie chcesz właśnie teraz o tym rozmawiać? Czyżbyś miał jakieś obiekcje? – Wyszeptała patrząc na niego spod lekko przymrużonych oczu. Najwidoczniej jednak ostatecznie nie miał, skoro chwilę później zaczął z nią poczynać jeszcze śmielej. Doskonale czuła, co działo się z jego organizmem, kiedy wodził po jej ciele, a ona kwitowała do głośnym westchnieniem, czy cichym jękiem. W pozycji, w jakiej się znajdowali chłopak ocierał się o nią jeszcze intensywniej, jakby bardziej chciał pobudzić zarówno ją, jak i samego siebie. Oplotła go ciaśniej nogami przyciskając do siebie, co było jednoznaczne z tym, że było jej dobrze. Może nawet za bardzo, skoro oddech przyspieszał z każdą chwilą, a ona chciała więcej i więcej. W tej chwili ciało brało górę nad rozumem, poddając się każdej pieszczocie z jego strony. Nie oponowała, kiedy jej bluzka została niemal brutalnie zdjęta. Pozwoliła na to. Pozwalała mu jak na razie na niemal wszystko. Niemal wiła się pod jego dotykiem. Delikatnym, a zarazem pewnym i stanowczym. Czuła coraz większe podniecenie, a przyjemne ciepło w podbrzuszu stawało się intensywniejsze z każdą sekundą. Jęknęła po raz kolejny, kiedy jego dłoń zaczęła zjeżdżać niżej, by zaraz powrócić na jej piersi, które teraz obrał sobie za cel. Jęknęła po raz kolejny zaciskając dłoń na materiale jego koszulki okrywającej plecy. I chociaż nigdy jeszcze nie była tak podniecona, niemal powstrzymywała się, aby nie zedrzeć z niego ubrań, taki kiedy jego dłoń zaczęła odpinać guzik jej spodni, dotarło do niej, że to wszystko dzieje się na poważnie. Że jeszcze chwila i faktycznie zacznie się pieprzyć z jednym z największych ruchaczy w szkole. Otworzyła oczy i oderwała usta od chłopaka, dysząc przy tym głośno. Pragnęła więcej, ale rozum powrócił mówiąc jej, że nie może.
- Jeszcze chwila i spóźnimy się na ognisko – wyszeptała cicho, patrząc na niego. Było to jedyne, co powiedziała, by chwilę później delikatnie go odepchnąć i ubrać koszulkę. Nadal czuła między nogami to mrowienie, chociaż starała się o tym nie myśleć. Chwilę później opuściła namiot, a z tego co usłyszała chłopak zrobił to samo.


z/t dla obojga
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   22.08.16 11:48

Impreza na ognisku skończyła się dla niego, chyba szybciej niż podejrzewał. Ale tak prawdę mówiąc, nawet nie wiedział która jest godzina. Po prostu przywlókł się do swojego namiotu. Staną na środku i ściągnął swoje ubranie. Oczywiście pozostał w koszuli i bokserkach, reszta leżała gdzieś rozrzucona po namiocie. Zrobił dwa kroki w prawo i już leżał na łóżko. W sumie, mogła być wygodniej. Leżał na brzuchu i widział wszystko co się dzieje w namiocie. W sumie nawet kręciło mu sie w głowie, ale było to do przeżycia. Nawet nie chciało mu się wymiotować, czego tak bardzo sie bał. Po prostu czuł sie dobrze.
Ale najgorsze było to, że nie chciało mu się spać. Niby, był zmęczony i kręciło mu sie w głowie. Ale za nic nie chciało się mu sie spac, a może raczej jeszcze nie czuł tego, że był bardzo zmęczony? A może jednak był, sam nie wiedział. Czuł się samotnie? Nie, oczywiście, że nie. Może martwił się o Liv? Dlatego to nie dawało mu spać. Nie, nie przesadzajmy na pewno sie o nią nie martwił. Cieszył się, że jej nie ma tutaj. przynajmniej nie szczeka do niego.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Lycoris Reagan i Lysander Fawley   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Erised :: Fabuła :: Reszta Świata :: Wzgórza Szkocji :: Pole namiotowe-
Skocz do: