Share | 
 
Niegasnące ognisko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Niegasnące ognisko   06.08.16 20:51

Niegasnące ognisko
Stosunkowo niedaleko pola namiotowego już pierwszego dnia wakacji rozpalono solidne ognisko. Jego główną właściwością było to, że ogień nigdy nie gasł, nawet jeśli nikt nie siedział obok, by dokładać drewna. Ponadto w upalne dni magiczny ogień chłodził, zamiast grzać. Wieczorami za to spełniał rolę najzwyklejszego, ale i najcudowniejszego obozowego ogniska. W stojącej w pobliżu chłodzącej szafce znaleźć można było wszystkie te produkty, jakie nadawały się do upieczenia w ogniu - kiełbaski, ziemniaki, chleb czy pianki. Oparte o tę szafkę stały kijki idealne do przygotowania nad ogniem pysznej przekąski. Atmosfera zdecydowanie zachęcała, by usiąść na pieńku i, grzejąc się, zagrać coś sympatycznego na gitarze i zintegrować się z pozostałymi uczestnikami wakacji.
1 sierpnia, pierwszego dnia wyjazdu, o godzinie 20:00 zaczęło się oficjalne ognisko integracyjne, na które zaproszeni byli wszyscy uczniowie! Gitary czekały na tych, którzy umieli na nich grać, a szafka z jedzeniem kusiła otwartymi drzwiczkami. Chyba nie odmówisz?
Powrót do góry Go down
Théophilus Moliere

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 27
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   06.08.16 22:32

- Ogniska już dogasa blaaaaaaaask... - Zawył trochę jak jakaś gwałcona foka, niezbyt rytmicznie uderzając dłonią w struny gitary. Jasne, potrafił grać, ale bycie prawdopodobnie jedyną osobą na imprezie, która potrafi obsługiwać tego typu sprzęt raczej niespecjalnie mu odpowiadało, kiedy wolał pić alkohol za namiotem i podrywać dziewczyny. No bo innego można robić, cholera, podczas wakacji w Szkocji? Co innego Karaiby czy jakieś inne, nieco bardziej morskie krajobrazy, jasne, tam można było jeszcze surfować albo... no, właściwie na tym się kończyło. - ...kto raz przyjaźni poznał moc niech gitaręęęęę zniszczy tą~. - Zamamrotał, a potem oznajmiwszy, że skończył wstęp, niby przypadkowo zbyt mocno szarpnął jedną ze strun, najcieńszą, powodując jej zerwanie. Przeprosił, wzruszył bezradnie ramionami, a potem odłożył instrument, opadł leniwie na koc tuż koło młodszej siostry i spojrzał w pełne gwiazd niebo.
- Są szanse, że ktoś poda mi picie?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   06.08.16 23:18

Jeszcze jakiś czas temu nie miałby ochoty wybrać się na integracyjne ognisko, ale dzisiaj... Dzisiaj było dobrze. Dzisiaj pewne rzeczy się poukładały i nawet lista ze składem namiotu, w jakim się znalazł, nie mogła zepsuć mu nastroju. Choć, rzeczywiście, nie trafił najlepiej i to pewnie będzie ciężka próba dla całego planu ustabilizowania się. Z kolei jeśli się uda... Cóż. To będzie znaczyło, że jest na prostej drodze do cudownego roku szkolnego z czystą kartą.
Mógł zacząć już teraz. Ognisko integracyjne mogło być idealnym momentem, żeby się właśnie zintegrować. Leo zawsze będzie jakimś oparciem, ale namiot był niewielki, a ich tam była czwórka. Trzeba było jakoś się do tego przygotować. I to nie wtedy, kiedy będą leżeli pół metra od siebie.
Wziął sok dyniowy i rozejrzał się dookoła ogniska. Trochę ludzi już było. Szybko zauważył Gabriela, rozmawiającego z Jessem. Nie miał pewności, czy to dobry moment na zagadywanie, w końcu nie chciał im przeszkadzać, ale pewnie jeśli nie zdobędzie się na teraz, to nie uda mu się wcale. Tylko co właściwie miał powiedzieć...? Nawet nie wiedział, ile Gabriel właściwie o nim wie. O nim albo o jego relacji z Abbeyem. Ale o to przecież nie spyta.
- Cześć - zaczął bardzo kreatywnie. - Widziałeś już składy namiotów? - spytał bardzo inteligentnie, elokwentnie i niespodziewanie. Brawo Felix. Rozmowa twojego życia. Świetnie ci poszło.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 1:27

Nigdy nie przypuszczałby, że głupi obóz pod namiotami może być dla niego tak wielką frajdą. W ogóle spanie pod namiotem! Był na biwaku tylko raz w życiu i co prawda nie była to jakaś gigantyczna impreza ani jakaś specjalnie długa, ale zawsze lubił takie małe przygody. Jednak kiedy dowiedział się, że ma być ognisko, namioty i w ogóle obóz jakiś! Oszalał z radości, gdy padła decyzja o jego przyjeździe tutaj. W dodatku mógł spotkać się ze znajomymi, no o Jesse nie mógł tego powiedzieć, bo z nim to się widział prawie codziennie, ale Rose czy... Abbey. Nie mógł się doczekać, by pobiegać sobie na bosaka po trawie, popiec kiełbaski na ognisku, poopowiadać straszne historie na dobranoc, pograć w kalambury czy zrobić nocne pogaduchy! Każda integracja była dla tego lisa niezwykłą radością, a zobaczywszy listę ze składem namiotów... w jego głowie na raz zamieszało się kilka sprzecznych emocji, ale ta końcowa brzmiała mniej więcej "będzie co będzie", więc póki mógł, to nie plątał sobie tym myśli.
Na ognisku od razu złapał za jakiś napój i nadział sobie pianki na badyla, którego zostawił wspartego o jakieś belki tak, by jego słodycze nie przypiekły się zbyt szybko i za mocno. Dumny ze swego dzieła zajął się rozmową z Jesse i przestrzeganiem go przed tym, by nie uległ pięknemu obliczu Tosi w namiocie, bo dostanie ostry wpierdol. Ich konwersacja utrzymywała się raczej w dość zabawnym tonie, w którym co chwila przeplatały się docinki oraz żarty Gabriela, a to był bardzo dobry widok, jeśli ma się na uwadze jego ostatni stan psychiczny. Coś jednak zbierało się na to, że jego samopoczucie w przeciągu kilku minut mogło ulec lekkiej zmianie, a to za sprawą gryffona, który właśnie przyczłapał się do nich. W dodatku nie byle jakiego - Felix we własnej osobie przyszedł i się przywitał! Bryś w pierwszym momencie uniósł brwi i skinął szybko głową do Jesse'go, który już zdążył się ulotnić oraz zostawić Foksa sam na sam z tym Lockwoodem, o którym jest tak ostatnio głośno. Co najlepsze - spytał się o listę, a to już nie mogło wróżyć niczego dobrego, tak przynajmniej myślał Gabriel.
- Cześć. Tak, widziałem. Wylądowaliśmy razem w jednym namiocie, w dodatku będzie jeszcze Leo i Amelka. Szykują się śmieszne wieczory, co nie? - odparł z szerokim uśmiechem i kompletnym brakiem ironii. Klepnął go nawet lekko w ramię jak jakiegoś starego kumpla, cóż, w końcu będą spać razem przez cały obóz, chwila ich starcia musiała kiedyś nadejść. Mimo wszystko dobry humor Gabriela działał na niego bardzo mocno w tamtej chwili, co można było doskonale wyczuć. Sam nie wiedział, czy byłby tak optymistyczny w normalnej sytuacji.




Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 1:48

Gabriel był tak radosny, że Felix zwątpił, czy chłopak wiedział o czymkolwiek. Bo gdyby wiedział, to chyba nie cieszyłby się tak z tego, że będą razem w namiocie, prawda? Niby Abbey mówił, że między nimi jest tylko seks, ale Gryfonowi i tak nie mieściło się w głowie, że mogą tak bez jakiegokolwiek zaangażowania. To przecież bardzo intymny układ, więc co, tak wszystko jedno, co się dzieje poza nim? Te myśli z kolei zaprowadziły go w dziwne miejsce, w którym czuł się jak intruz na samą myśl jego relacji z Abbeyem. Bo przecież to krukońskie coś zaczęło się wcześniej, przynajmniej z tego, co mówiła Rose. Więc to, że on się tam wepchnął ze swoimi uczuciami, pragnieniami, całym sobą... Może nie było na miejscu. Ale Abbey też tego chciał, tak? Więc wszystko w porządku.
Przepraszam, Gabriel.
No ale głośno to tego powiedzieć na pewno nie mógł. I pytanie, czy to ich wspólne mieszkanie w namiocie w kontekście całej ich pokręconej wspólnej historii jest w porządku, też nie wchodziło w grę. W zasadzie to zabawne, że mieli taką historię, a w sumie ani trochę się nie znali. Felix nie był pewny, czy kiedykolwiek zamienił z Gabrielem choć dwa słowa. Może to była szansa? Tak w kontekście zaczynania od nowa, normalnie.
- Tak, pewnie będzie śmiesznie. Będziemy mieli okazję się poznać, bo w sumie od września będziemy na jednym roku, to chyba dobra okazja - ...o ile nie będzie zbyt niezręcznie, żeby mogło być miło. Uśmiechnął się, święcie wierząc, że to najlepszy small talk jego życia.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 2:55

Tak naprawdę Gabriel sam bał się tego wszystkiego. Był uzależniony od takiego kontaktu fizycznego i kiedy w domu na tym zarabiał czuł się normalnie wiedząc, że tych ludzi już nigdy więcej nie zobaczy, ale tutaj mieszkał z tą osobą w jednym dormitorium, mając łóżko obok niego, chodząc do tej samej klasy i mając jego twarz przed sobą dokładnie każdego dnia. Ich relacje były naprawdę przedziwaczne i sam lis nie miał zielonego pojęcia jak je określić, bo do tej pory wszyscy uważali, że haha to tylko seks, ale tak już dawno nie było. W końcu... pisali do siebie listy, pocieszali się, a Abb w przeciągu dwóch sekund mógł sprawić, że kolana Brysia automatycznie się uginały. Czuł się bezpiecznie, gdy ten go przytułał, czuł się z nim dobrze, komfortowo, a w dodatku tęsknili za sobą, gdy się nie widzieli. Problem był w tym, że nawet on sam nie wiedział co się dzieję, choć świadom był na pewno jednego - cholernie nie chciał się zakochać i nie dlatego, że nie pasował mu Abbey czy nie lubił być zakochany. Po prostu się tego bał, bał się tego jak mocno chciałby nie żyć, kiedy jego serce zostałoby rozszarpane już kolejny raz. Był dosłownie na krawędzi tego szaleństwa. Nie powiedział tego jednak nikomu, ani Abb, ani Jesse'emu, ani Spinowi czy nawet oficjalnie samemu sobie.
- Ach tak, słyszałem, że zostajesz… choć nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda? Ja też opuściłem rok, ale teraz przynajmniej mam dobrą podstawę, której musiałem się nauczyć. Będziesz musiał się postarać, by ten rok dobrze przeżyć, ale teraz jesteśmy na wakacjach, więc już nie będę się na ten temat rozwijał. - odparł przyjaźnie i z lekką troską. Kiedy w pociągu był wściekły na Ploteczki, był wściekły na wspomnienie o tym, że wielki Felix jest singlem. Był zły na to, że Abb poczuł się przez niego źle. Był smutny przez to, że wszędzie słyszał tylko o nim, ale przy pierwszym kontakcie nie splunął mu jadem w twarz... a uśmiechnął się. To się chyba nazywało "zasady moralne Gabriela Foksa".
- A jeśli już mowa o nich… chcesz może jednej pianki? - spytał i wziął swojego badyla z idealnie podpieczonymi smakołykami, w które zaczął dmuchać. Miał ich nabitych kilka więc z przyjemnością chciał się podzielić.




Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 3:17

Dzięki temu, czego nie wiedział, mógł lepiej spać w nocy, to pewne.
Gdyby na przykład wiedział, w jaki sposób Gabriel zarabia, prawdopodobnie patrzyłby na niego przez pryzmat światopoglądu ojca. A to oznaczałoby ocenianie. Ocenianie z kolei nie jest dobrą podstawą do budowania normalnej relacji. Pewnie gdyby taka informacja wypłynęła o wiele później, to niczego by nie zmieniła, ale teraz by mogła. Co wciąż jest gdybaniem, bo nie wiedział.
Gdyby wiedział, jak wiele emocji jest w relacji Abbeya z Gabrielem, też patrzyłby na to inaczej. Wycofałby się, bo trzech to raczej tłum. Gdyby wiedział, że między nimi właściwie nie ma toksycznych spięć, w przeciwieństwie do gryfońsko-krukońskich kłótni, tym bardziej by się nie pchał. Ba, zazdrościłby. Naprawdę by zazdrościł, bo brakowało mu spokoju, który oni mieli - ale o tym też nie wiedział. I całe szczęście.
Spokojny sen był dobry.
Zostaniem w klasie się nie przejmował. Wiedział, że tego potrzebuje, bo powtórzenie materiału pozwoli uzupełnić luki w pamięci. Poza tym będzie na jednym roku z Rose i... Z Abbeyem. No i z Gabrielem, co może nie miało być takie złe, jako że Gab wyglądał na naprawdę sympatycznego. A przecież nie przejmował się tym, co chłopcy robili, kiedy nie patrzył, to nie była jego sprawa. Powtarzał to sobie tak długo, aż był skłonny w to uwierzyć.
- Chcę od września dobrze zacząć. To jak nowy start, nowa szansa, wiesz - rzucił z uśmiechem, zanim zaczął się zastanawiać, po co właściwie to powiedział. To było dość prywatne wyznanie jednak, a kim był ten chłopak, żeby mu to mówić? Chyba że zwyczajnie miał w sobie coś miłego i godnego zaufania. Przecież Felix nie mógł się w nieskończoność zamykać na nowe znajomości. Może warto byłoby próbować.
- Pewnie, dzięki - odparł, sięgając po wciąż gorącą piankę. Odszedł na chwilę od chłopaka, żeby wziąć kolejne dwa kijki i nadstawić je nad ogniem z następną porcją pianek. Czy też właściwie dwiema porcjami. Były tak dobre, że to, co już mieli upieczone, na pewno na zbyt długo im nie wystarczy. - Zaraz będziemy mieć ich całkiem spoko, ale ja je bardzo lubię, więc akurat. Ty też, podejrzewam? - O co tu zapytać, o co tu jeszcze zapytać... - Widziałem, że słuchałeś muzyki. Nie sądziłem, że odtwarzacze tu działają. Pewnie kwestia o wiele słabszego pola magicznego, niż w zamku, co? - To wydawało się dobrym tematem. Sam muzyki słuchał niemal tylko w domu, ale czasem za nią tęsknił. A Gabriel sobie najwyraźniej poradził. Że też Felix sam na to nie wpadł!


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 15:15

Uśmiechnął się kiedy padło krótkie hasło "nowy start", to zawsze brzmiało tak... zbawczo, chyba każdy kiedyś o tym myślał. Napaskudzić, a potem mieć tą cudowną szansę na zrobienie tego jeszcze raz i dobrze. Felix miał taką możliwość i Gabriel wyczuwając ton gryfona wiedział, że ten się z tego cieszy, toteż nie zostało mu nic innego jak tylko cieszyć się razem z nim.
- Wiem, to jak dostać drugą szansę, prawda? Wszyscy lubimy drugie szanse... oczywiście jak je dostajemy, nie zawsze jak dajemy. - odparł z lekkim humorkiem i tak jak Felix wziął do łapki przepyszną piankę, którą zaczął żuć w ustach. Szybko rozejrzał się za jakimś papierowym talerzykiem, a gdy wreszcie do niego dotarł, ułożył na nim wszystkie cudne pianki, które postawił wraz z sokiem na jakimś pieńku, przy którym usiadł. Widząc zaś kolejne dwa kijki, zaczesał włosy za ucho rozczulony trochę tym widokiem.
- Och tak, mógłbym jeść słodycze wciąż i wciąż, a pianek nie jadłem parę dobrych lat. - powiedział i poklepał trawę po drugiej stronie pieńka chcąc zaprosić go do siebie na ucztę z pianek.
- Mhm, tak się cieszę, że tutaj działa odtwarzacz. Nie umiem usiedzieć bez muzyki, a ta przecież tak często poprawia humor, robi klimat, uspokaja czy bawi, prawda? Świetnie się do niej też tańczy, a ty słuchasz czasem? - zagadnął i przechylił ciekawsko głowę, wsuwając do ust kolejną piankę.




Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 16:01

Tak, możliwość naprawienia tego, co do tej pory nie wyszło najlepiej, to coś, czego chcieli chyba wszyscy. Pozostawała kwestia tego, na jakiej zasadzie miałoby to działać. Czy rzeczywiście wystarczy, że powie sobie, że teraz będzie inaczej? Przecież świat się nie zatrzymał ani tym bardziej nie cofnął. Dla innych to wcale nie będzie nowy początek. A on nie żył w próżni, inni mieli na niego ogromny wpływ, zawsze. Więc co, musiałoby się zdarzyć coś takiego, przez co wszyscy zaczną równo, w tym samym momencie? Tylko co? Zbiorowa amnezja, co najmniej. A więc bez szans. Ale może wystarczyło, żeby tylko ci najbliżsi zaczęli z nim jeszcze raz. A to było do zrobienia.
- Rzadko dajesz drugie szanse? Trzeba na nie jakoś szczególnie zasłużyć czy coś? - zapytał, uśmiechając się z sympatią. Sam nie wiedział, czemu o to pyta. Chyba miał nadzieję, że to może być już ten moment dla nich. Pierwsza szansa przepadła, nawet jeśli nie celowo, ale przecież mogli jeszcze być znajomymi. Przyjaciółmi? Felixowi przydałby się ktoś tak uroczo pozytywny w otoczeniu. Nawet jeśli to byłoby dziwne.
Koniec przejmowania się niezręcznościami, tak.
Usiadł na wskazanym miejscu.
- Jeśli nie jadłeś, to trzeba nadrobić. Ja od lat nie karmiłem kaczek, a dzisiaj mi się udało. Niezły początek wakacji, nie? - Karmiłem kaczki z naszym facetem? Merlinie, to chore. ... Nie, Felix. Stop. Wszystko jest normalnie. Nor-mal-nie.
- Ale w Hogwarcie działają te takie ich, no, magiczne. Nie wiem, czy je ogarniam, więc wolę zwykłe, ale... Z braku laku. Masz taki też czy cały rok szkolny cierpisz na ciszę? Ja muzykę uwielbiam, choć najbardziej taką na żywo. Ale dawno nie miałem też okazji. - Pomyślał o swoich rodzicach, którzy w domu nie uznawali telewizji ani radia, zabierając go regularnie do teatrów, opery czy filharmonii. Uśmiechnął się do siebie. Kochał w nich to, jak bardzo odstają od standardów początku dwudziestego pierwszego wieku. Niestety, w zeszłym miesiącu nie nadrobił ciszy z całego roku, bo jego mama paskudnie złamała nogę podczas próby do spektaklu i siedzieli z nią w domu.
Kolejna pianka smakowała pysznie. Rozmowa też się całkiem nieźle kleiła. Nie pamiętał, kiedy się tyle uśmiechał, a to było naprawdę dobre.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 16:43

Zrobił lekko tajemniczą minę na to pytanie, nie była ona jednak odstraszająca, a raczej... dość przyjazna. Wziął następną piankę do ręki, a następnie zaczął ją śmiesznie zgniatać i patrzyć jak ta odkształca się pod jego naciskiem.
- Tak naprawdę, to daje je cały czas, wiesz? - uniósł głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy, tymi szczerymi, błyszczącymi, złotymi oczami. - Mam cierpliwość tak wielką, jak trójka ludzi razem wziętych, oczywiście powkurzam się po drodze, ale dalej będę cierpliwy. Ludzie już tacy są, że robią pełno błędów, niektórym zdarza się to częściej, niektórym rzadziej. Niektóre rzeczy można wybaczyć łatwiej, inne trudniej. Jednym warto dać tych szans więcej, innym za trzecim razem powiedzieć już dość. Każdy na taką drugą szansę zasługuje, ale najważniejsze wcale nie jest to, by wybaczyć i dać sobie spokój. - pokręcił wolno głową i oderwał kawałek pianki. - Daj szansę, ale nie zapomnij dlaczego byłeś zmuszony ją dać. - mrugnął mu krótko i wsunął słodycz do ust, który szybko przememlał i połknął.
- Tak o wiele łatwiej się żyje, jak to się mówi - dobre serce, twarda dupa, co nie? - zaśmiał się, ot tak dzieląc się z nim swoimi życiowymi radami. Wszyscy patrzyli na tego lisa jak na głupiutkiego blondynka, który zawsze jest pełen energii i chcicy optymizmu. Prawda jest taka, że im dalej w las, tym więcej warstw się odkrywa (niczym u ogrów, argh!). Smutek, wściekłość czy nawet trzeźwe, logiczne myślenie także mieściło się w tym czarodzieju, choć nie każdy zdołał to zobaczyć.
Wysłuchał z uśmiechem o karmieniu kaczek. Nie wiedział, że są tu kaczki, a bardzo je lubił! Co prawda zawsze od niego uciekały, ale kiedyś spotkał taką słodką kaczuszkę, która za nim cały czas człapała i śmiesznie kwakała, jakby mówiła "coooo? Cooooo?".
- To urocze... ja dzisiaj nie zrobiłem jeszcze niczego fajnego*, ale przecież mam na to całe wakacje, wziąłem sobie nawet notatnik, by spisywać w nim fajne sytuacje... potrzebuje tego. - ostatnie słowa skierował raczej do samego siebie, ale dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że wypowiedział je na głos. Dlaczego tego potrzebował? Nie była to tajemnica.
Oczywiście skinął też głową na jego pytanie, przełykając przy okazji następną piankę.
- Tak, mam takie magiczne coś... nawet nie wiem jak to się nazywa, ale ważne przynajmniej, że muzykę puszcza. Naprawdę nie potrafiłbym całymi dniami niczego nie słuchać, bo prędzej czy później doprowadziłbym ludzi z dormitorium do szału, kiedy zacząłbym wybijać własny rytm. To śmieszne uzależnienie, ale lepsze od niektórych mugolskich... - odparł przesuwając dłonią po przedramieniu, och oczywiście, że chodziło mu o "substancje psychoaktywne". Zaczesał ponownie włosy za uszy usłyszawszy o muzyce na żywo.
- Wstyd się przyznać, ale nigdy nie byłem na żadnym koncercie czy spektaklu...



*tzn. kąpałem się w gaciach w jeziorze, ale jeszcze o tym nie wiem.




Powrót do góry Go down
Antoniette V. Moliere

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia.
Liczba postów : 19
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 18:06

Nie zwracała uwagi na marudnego brata, który coś tam brzdękolił na gitarze (tego to już w ogóle miała po dziurki w nosie, męczył ją tym instrumentem niemal przez cały lipiec), a dość bezczelnie przysłuchiwała się rozmowie toczącej się tuż obok nich. Nie, żeby podsłuchiwała, broń Boże, nie była przecież źle wychowana, ale pech chciał, że mówili na tyle głośno, że i tak wszystko słyszała, a później, kiedy już nawet nie krępowała się tym, by ich obserwować, czuła się nawet jak na trochę nudnawym seansie w kinie. Gdzie popcorn...? No, albo chociaż dietetyczna cola?
- Sam coś sobie przynieś. - Mruknęła w stronę Theo. Nigdy nie wykonywała żadnych jego poleceń, choć sama czasem prosiła go o jakąś przysługę, z której on się zazwyczaj wywiązywał. Chyba do tego przywykł, bo przewrócił oczami i faktycznie poszedł do namiotu, by znaleźć coś do picia. ...No i w końcu nie grał, więc mogła nieco efektowniej nie podsłuchiwać.
- Gabriel, gdzie masz swojego chłopaka Campbella? - Spytała, dorzucając niezbyt przekonujący uśmiech. Starała się zabrzmieć przyjaźnie, ale sama nie była do końca pewna czy jej wyszło. Nikt tak dobrze jak Tosia nie wiedział co się dzieje w Hogwarcie, toteż i plotki o romansie dwójki Krukonów nie były jej obce. Nie, żeby była uprzedzona i w jakiś sposób jej to przeszkadzało, skądże znowu. Ba, nawet cieszyła się na ich relację. Zwłaszcza, że gdyby Gabriel teraz pieprzył się gdzieś w krzakach z Abbeyem to ona miałaby w końcu realną szansę, żeby porozmawiać z Felixem. W krótszych włosach wyglądał lepiej niż zwykle, podkreślały jego mocno zarysowaną szczękę. Wydawał się jej też szczęśliwszy, a z uśmiechem podobał jej się bardziej niż zwykle. - Był dziś przygnębiony, myślę, że powinieneś go poszukać zanim się powiesi czy zrobi coś równie szalonego. Kiedyś widziałam jak w sowiarni tak mocno uderzył w ścianę, że rozwalił sobie rękę. Nie chcę mówić, że to wariat, ale chyba ma problemy z nerwami. Zostawianie go samego to głupi pomysł.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 18:39

Z zafascynowaniem patrzył, jak Gabriel maltretuje piankę.
- Ciekawe, czy udałoby się zrobić z tego coś zabawnego. Posklejać z innymi czy coś... Jak z żelków. W któreś wakacje tak się bawiłem. Układałem żelkowe zwierzęta, a potem je rysowałem. Miałem, nie wiem, z dziesięć lat, więc to nie były zbyt piękne dzieła - parsknął śmiechem na samo wspomnienie. Już zdążył zapomnieć, że kiedyś tak łatwo było sobie znaleźć rozrywkę.
- Będę strzelać. Jesteś mocno wrażliwy i nie odpuszczasz ludzi zbyt łatwo. To fajne cechy, choć chyba rzeczywiście musisz mieć twardy tyłek. - Też by mi się przydało. Gabriel, dotychczas postrzegany przez Felixa dość jednowymiarowo, bardziej jak maskotka, niż żywy człowiek (choć maskotka, która przynajmniej Abbeyowi służyła do mało niewinnych zabaw...), zaczął stawać się realny. To było całkiem nieoczekiwane, ale dobre. Gryfon nabierał wrażenia, że może lista ze składem jego namiotu jednak nie będzie takim całkiem końcem świata. Trzeba było się przełamać i podchodzić bez uprzedzeń, to najwyraźniej działało. No i zapomnieć, jak wygląda ten obrazek tak całościowo.
Pokiwał głową, żując kolejną piankę.
- No, całe wakacje przed tobą. Wykorzystaj je tak, żeby nie mieć poczucia straconego czasu. Przynajmniej ja mam taki plan. Ty masz notatnik, a ja wziąłem nowy szkicownik. Chcę wrócić do rysowania, więc rozumiem potrzebę - stwierdził. Gab tego nie wiedział, zresztą chyba tylko Rosie mogła mieć jakieś pojęcie, ale nowy szkicownik był bardzo dużym krokiem naprzód. Pozostawienie w domu tego starego oznaczało brak realnych, namacalnych wręcz wspomnień, które nieustannie ściągały go w dół. Ale to było trudne. Niesamowicie wręcz trudne.
- No, muzyka przynajmniej nie szkodzi zdrowiu, to racja. Ale jeśli nie byłeś nigdy na koncercie ani tym bardziej w teatrze... Merlinie, musisz to nadrobić. Dopiero wtedy zobaczysz, czym są emocje, jakie można przy tym przeżywać. Tego się nie da opisać słowami, uwierz.
I kiedy było tak miło i sympatycznie, wtrąciła się Puchonka i to z tekstem, na który Felix mimowolnie się skrzywił. Jego chłopak. No tak. Najwyraźniej to było oficjalne i tylko on dowiaduje się na samym końcu. I chociaż miał się tym nie przejmować, to gdzieś go to zakuło. W końcu Gabriel miał być od fizyczności, a on od emocji, tak? A czy sama fizyczność może już oznaczać oficjalny związek, o którym wie cała szkoła? Jedno pytanie sprawiło, że zwątpił. Ale nie, teraz nie mógł się tym przejmować. Ustalili coś, trzeba było się tego trzymać, a teraz przecież był moment dogadywania się z Gabem, żadne toksyczne relacje nie miały niczego zepsuć. Nie w te wakacje.
- Antoniette, jeśli opierasz się o plotki i własne przypuszczenia, to chyba jednak nie powinnaś go oceniać - mruknął. Abbey nie jest wariatem. I przecież się nie powiesi, co za absurd. - Masz ochotę na piankę? - zapytał, wstając i ściągając z kijków na talerz kolejną porcję. Te chyba piekły się trochę za długo, ale całkiem o nich zapomniał. Zresztą nie miał wprawy, ale przynajmniej chciał dobrze.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 19:45

Pokiwał głową z trzema piankami w ustach, które starał się przememłać i połknąć, by móc w końcu odpowiedzieć gryfonowi.
- Jasne, że się da, jeśli będą wystarczająco roztopione i w ogóle. - uśmiechnął się wysłuchując historii o rysowaniu żelkowych zwierzątek, a następnie napił się trochę soku dyniowego. No tak, zupełnie zapomniał, że Felix przecież potrafił rysować. Abbey rysował, on rysował, to było bardzo prawdopodobne, że wspólna pasja wcześniej czy później musiała ich połączyć. Nie ma to jak ten sam język, prawda? Ciekawe, czy w Hogwarcie jest jakiś tancerz, choć pewnie nawet jeśliby był, to byłaby to jakaś klasyczna baletnica. To nie tak, że ich nie lubił... podziwiał, ale.... nie trawił po prostu. Uśmiechnął się na strzał Felixa i z uznaniem pokiwał mu głową.
- You're right, my friend. Trudno nie było się domyślić, prawda? - zaśmiał się krótko i odstawił sok dyniowy, siadając też jakoś wygodniej, bo po dłuższym byciu w jednym miejscu zaczynała najzwyczajniej w świecie boleć dupa. - Jak długo nie rysowałeś? Artblock cię dopadł czy po prostu nie miałeś czasu? Choć pewnie to drugie, w końcu egzaminy egzaminami, prawda? - skinął głową i wsunął do ust kolejną piankę. Z fascynacją słuchał jak Felix opowiadał o muzyce na żywo, a z jego tonu można było wyczytać, że takie doświadczenie musiało być naprawdę niesamowite. Wyciągnął z kieszeni kratkowej, damskiej koszuli gumkę do włosów, a następnie zgarnął całą grzywkę w tył i upiął ją w malutkiego koczka.
- Choć za to mogę się pochwalić swoimi występami. - uniósł dumnie głowę i właśnie wtedy przyszła puchonka uderzając go tym dziwnym pytaniem. Gabriel niemalże od razu spojrzał w jej stronę z wielkim znakiem zapytania na twarzy i wyczuwając jej próby bycia przyjaznym. Oczywiście nie chciał jej od razu wyganiać, dosiąść do rozmowy przecież mógł każdy, prawda? Integracja i w ogóle co z tego, że to już któryś rok z rzędu, integrujmy się!
- Ale... on nie jest moim... chłopakiem.. - odparł lekko zamyślony i zdezorientowany, przez chwilę popatrzył się nawet na ognisko szukając jakby czegoś, o czym mógłby zapomnieć. - No przynajmniej ja o niczym nie wiem. - rzekł i wzruszył lekko ramionami, ponownie biorąc do ręki sok dyniowy. Kolejna wypowiedź puchonki jednak poważnie zburzyła jego wyśmienity, zdrowy nastrój. Odwrócił głowę w jej stronę, by spojrzeć na nią jak niewinne dziecko, choć w oczach wypisane miał "oh, really?".
- Nie mam pojęcia dlaczego mógłby być przygnębiony. Przeprosiłem go przecież i chyba o to mu najbardziej chodziło z tego co zauważyłem. - powiedział i spojrzał na swoje dłonie, powiesić? - W dodatku twoje lekkie gdybanie a propos niego, jest niczym w porównaniu z tym, że chciałem dzisiaj podciąć sobie krtań. - a powiedziawszy to, postawił sobie kołnierzyk koszuli i zmrużył oczy. Naprawdę, poważnie, nie miał żadnych problemów z tym, by mówić o sobie czy o tym, co się działo. Wyjawić to, że od miesiąca w pewnych momentach przestaje mieć nad sobą kontrolę i stara się wtedy zabić na wszystkie możliwe sposoby. W dodatku był naprawdę wdzięczny Felixowi, że przypomniał o piankach.
- Tak, pianka to bardzo dobry pomysł.
A Abbey... poszuka go.




Powrót do góry Go down
Antoniette V. Moliere

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia.
Liczba postów : 19
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 20:11

- A, więc jeszcze nie jesteście ze sobą oficjalnie? - Spytała, ale nie oczekiwała odpowiedzi, bo ta jasno wynikała z tego, co powiedział Krukon. Cóż, uznała, że to kwestia czasu, jeśli utrzymywali bliskie stosunki już od początku zeszłego roku szkolnego.
- Cóż, może nie jestem najlepszą przyjaciółką Campbella, Feliksie, ale to nie tak, że zupełnie nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Jest na jednym roku z moim bratem, zdarzało nam się nawet rozmawiać i jestem pewna, że nie wszystko jest z nim... tak do końca w porządku. Oczywiście bez urazy, Gabriel. - Tu uśmiechnęła się przepraszająco. - ...Ale nie można uznać, że ktoś, kto regularnie się samookalecza i nawet tego nie ukrywa, wchodzi na błonia, by tam ryczeć jak dziecko, wygląda jak chodzący szkielet i nigdy nic nie je podczas wspólnych posiłków... jest w pełni zdrowy psychicznie. - Mruknęła, ściszając przy tym ton głosu. Zawsze w ten sposób dzieliła się swoimi przedziwnymi spostrzeżeniami, a w obserwowaniu ludzi była prawdopodobnie najlepsza w Hogwarcie. W kwestii Abbeya była trochę hipokrytką; jej także zdarzało się samookaleczać. Zawsze stosowała też jakieś diety. Może nie tak drakońskie, ale jednak... Stłumiła w sobie westchnienie, nie chcąc nawet myśleć o tym, że mogą być do siebie podobni. Ona nie była aż tak zaburzona. Mogła powiedzieć coś właściwie o każdym, często nawet wiedziała o ludziach więcej niż ich bliscy. No, z paroma wyjątkami, a wśród nich znajdował się Lockwood. On zawsze jej jakoś umykał, najpierw, jak sądziła, przyjaźnił się z jednym Krukonem i często gdzieś razem znikali, a potem w ogóle go nie widywała, ale wtedy jeszcze – zupełnie nie będąc nim zainteresowana – jakoś niespecjalnie nad tym ubolewała.
- Pianka...? Jasne, chętnie. Uwieeeeeelbiam pianki. - Zawołała z uśmiechem, łapiąc piankę paznokciami. Wykluczała, oczywiście, poza jej dzisiejszy plan żywieniowy i stosowaną właśnie dietę płynną, ale uznała, że dorzucenie sobie za nią dodatkowej serii przysiadów przed snem będzie lepszą opcją niż odmówienie Feliksowi, kiedy chciał się z nią czymś podzielić. To było z jego strony bardzo miłe i... nawet trochę romantyczne. Co, jeśli podobała się Feliksowi? Nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu. Później spojrzała na Gabriela, już z pianką w ustach. ...Czy on właśnie powiedział, że chciał rozciąć sobie krtań? ...I nagle stało się jasne dlaczego spotykał się z Abbeyem. Była niemal pewna, że założyli sobie jakiś tajny klub taniej dramaturgii, gdzie bawili się w autoagresję i przeżywali setki samocierpień. Żałowała, że nie miała wkładu w szkolną gazetę plotkarską, bo chętnie by o tym wspomniała, gdyby w końcu udało jej się dostać do redakcji. - Dobrze, że tego nie zrobiłeś. Nie ma tu pani Pomfrey, a nacięcie krtani... mogłoby być śmiertelnie niebezpiecznie. Zresztą, tu łatwo o zakażenie, trzeba uważać nawet na małe rany. Może następnym razem spróbuj z kimś porozmawiać, gdy coś się zasmuci? Jestem w namiocie z Jessem, zawsze możesz odezwać się do mnie.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 21:17

- No właśnie bardziej artblock. To znaczy... Egzaminy to nie problem, bo do nich nie podchodziłem, ale leżałem dwa tygodnie w szpitalu, a wcześniej... Niespecjalnie byłem w nastroju. Z kolei w domu nie było trochę kiedy. Więc będą ze dwa miesiące, może trzy. Albo i nawet więcej? W sumie to nie mam pewności - potarł skroń, próbując sobie przypomnieć ostatnią solidną sesję rysowania, ale albo po prostu to nie miało znaczenia, więc nie zostało w głowie, albo to była jedna z tych luk w pamięci, których naprawdę już miał dosyć. Niby coś wracało, ale najwyraźniej niewystarczająco.
Spojrzał na niego z zainteresowaniem.
- Jestem ciekawy, jak tańczysz. Ale myślę, że to powinno być połączone. Powinieneś tańczyć przy muzyce na żywo. - Uważał to za genialny pomysł i bardzo chciałby przy tym być. Miał przeczucie, że to byłby moment takiej ilości emocji i w takim natężeniu, że nie chciałby tego przegapić. I oddałby wiele, żeby móc to uwiecznić na papierze.
On nie jest moim chłopakiem. A to było ciekawe. I bardzo mieszało mu w głowie. Choć sam nie wiedział, czy chciał wiedzieć, jaka jest prawda. Już nie mówiąc o tym, że bardzo chciał, żeby to nie miało dla niego żadnego znaczenia.
Z kolei rewelacje, o których opowiadała Antoniette, nie były już czymś, co się nie liczyło. To było coś, o czym on do tej pory nie wiedział, w zatrważającej większości i nie miał pojęcia, jak się wobec tego zachować. Mruknął tylko pod nosem coś niezrozumiałego, postanawiając zapytać o to wszystko Abbeya przy pierwszej możliwej okazji. Zaczynało go drażnić, że obiecana szczerość pojawiała się tylko wtedy, kiedy wprost o nią prosił. Wolałby, żeby Abb opowiedział mu takie rzeczy sam z siebie, ale najwyraźniej nie miał na co liczyć... Należało się z tym pogodzić. A jeśli nie byłby w stanie, to to wszystko skończyć. Ale że chyba potrzebował mieć kogoś blisko, nawet jeśli bywało toksycznie, to w grę wchodziła tylko pierwsza opcja.
Gab chciał podciąć sobie krtań?! Spojrzał na niego z mieszanką szoku i zmartwienia. Powiedziałby coś, ale nie w obecności Puchonki. Musiał poczekać, aż sobie pójdzie. Choć wtedy może być za późno, żeby poruszyć znów ten temat. Ale musiał, po prostu musiał dać mu znać, że nie jest z tym sam - za bardzo odczuł realność chęci samobójczych, żeby być w stanie uznać, że to tylko takie gadanie i przejść nad tym do porządku dziennego. Z drugiej strony, może Abb byłby bardziej odpowiedni, żeby zająć się Gabrielem w kryzysowych sytuacjach. Felix nie miał nic do tego. Ba, to pewnie byłby najdziwniejszy układ świata, gdyby Abbey i Gabriel byli ze sobą, w ten czy inny sposób, jednocześnie Abbey i Felix byliby ze sobą (chociaż już same dwa ramiona tego trójkąta były mocno dziwne) i do tego Felix nawiązałby relację z Gabrielem, nawet mocno neutralną, tylko chcąc mu pomóc. Chyba za dużo szczęścia. Felix, nie mieszaj się.
- Albo i do mnie, daleko nie masz - stwierdził cicho.
Jak zwykle, świetnie mu poszło trzymanie się z daleka.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 21:43

Przestał już rozumieć.
Przestał pojmować to, co się do niego mówiło i w pewnym momencie zaczął wyglądać jakby go coś w środku poważnie uwierało. Zaczął przymykać na chwilę oczy starając się ogarnąć to, co mówił Felix o artblocku, o tym, że Gabriel powinien tańczyć do muzyki na żywo, potem jakoś usłyszał o tym co mówiła Tosia apropos Abbeya, choć wszystkie te informacje zaczynały się tak potwornie mieszać, że Gabriel nie miał zielonego pojęcia która jest która i jedyna rzecz jaką tak naprawdę zdążył przyswoić, to pianki. Te pianki, których się już tak dużo nawpierdalał i popił sokiem dyniowym, w tym właśnie momencie powinien chyba przestać je pochłaniać. Spojrzał na tę dwójkę ponownie kiedy dotarło do jego krtani i skinął głową na ciepłe słowa Tosi.
A, chwila moment, ciepłe słowa Tosi. To brzmiało dziwacznie, ale tak właśnie było. Tosia w tamtym momencie zyskała w tych złotych oczach kilka dodatkowych punktów, może jednak Jesse nie umrze w tym namiocie? Bez żadnej urazy. W końcu jednak przetarł czoło i odsunął od siebie papierowy talerzyk z resztą pianek. Nachylił się troszkę do Felixa, ale nie po to, by Tosia niczego nie usłyszała. Raczej po to, by podkreślić, że chciał to powiedzieć do niego.
- Idę poszukać tego playboya. - odparł krótko i wstał z trawy, otrzepując się wszędzie. Posłał im jednak na koniec szczerzy uśmiech, jak na Gabriela Foksa przystało. - Dziękuję wam. - za rozmowę, słowa otuchy, obecność, wszystko.
Odwrócił się na pięcie i poszedł, zostawiając puchonkę z obiektem jej westchnień.

zt




Powrót do góry Go down
Antoniette V. Moliere

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia.
Liczba postów : 19
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 22:13

W duchu życzyła Gabrielowi powodzenia, zarówno w poszukiwaniach Abbeya, jak i w ogarnięciu własnych demonów, które jeszcze niedawno pchały go w stronę poważnego uszkodzenia własnej krtani, ale i cieszyła się, że sobie idzie, bo dzięki temu mogła (chyba pierwszy raz w życiu) choć na chwilę zostać sam na sam z Felixem Lockwoodem. No, przynajmniej zanim nie wróci jej brat. Kątem oka zerknęła w stronę jego namiotu, który mienił się lekką poświatą, więc wywnioskowała, że w środku paliło się światło. ...Może w środku znalazł jednak lepsze towarzystwo? Skrycie na to liczyła.
- Jak Ci się podoba na wakacjach? - Spytała, robiąc mu miejsce obok siebie na kocu, który wcześniej rozłożyła. Nie bardzo wiedziała o czym właściwie mogliby rozmawiać. Kiedyś grał w Quidditcha, fakt, ale zupełnie się na tym nie znała. Wiedziała też, że malował, ale ona była dobra jedynie w konturowaniu twarzy. Wakacje były bezpiecznym wątkiem, luźnym i dobrym na początek. - Liczyłam na coś zupełnie innego niż namioty, szczerze mówiąc. Nigdy dotąd nie biwakowałam. Teddy był w harcerstwie, ale ja nie mogłam dołączyć, więc trochę się zniechęciłam. Mama mówiła, że zabawy błotem i spanie w lesie to nie do końca zajęcie dla prawdziwych dam, więc zapisała mnie na kurs języka hiszpańskiego i grę na pianinie. - Wyznała. Antoniette, właściwie, nie była szczególnie skryta, mówiła dużo zarówno o sobie (poza niektórymi aspektami, które wolała ukryć), jak i innych. Czasem obawiała się, że to, jak jest wygadana obróci się przeciwko niej, ale Felix w tej kwestii nie wydawał się być dziewczynie zagrożeniem. Była zdania, że Gryfoni to dobrzy ludzie, a Lockwood wydawał jej się jednym z tych, którzy nie skrzywdziliby muchy, a co dopiero człowieka. - Cieszę się, że jesteś weselszy, wiesz? Od razu to zauważyłam. Powrót do domu dobrze Ci zrobił. No i po tym wypadku... już w porządku, tak? Trochę się o Ciebie martwiłam, ale głupio było mi wpaść do szpitala. Nigdy zbyt wiele nie rozmawialiśmy, a szkoda.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   07.08.16 22:49

Pokiwał głową Gabrielowi, żeby jednocześnie przekazać kilka rzeczy - że rozumie potrzebę szukania Abbeya, że życzy mu powodzenia i że nie ma co dziękować. Nie miał pewności, czy jest szczęśliwy, że został tu sam z Antoniette, bo chyba wolałby też iść szukać Krukona, skoro było z nim tak źle, ale... To byłoby dziwne. Naruszałoby tajemnicę. A tajemnica była nie do ruszenia, jeśli to wszystko miało działać. Nawet Rose nie wiedziała, więc byłoby głupio, gdyby wszystko się posypało przez choćby tę Puchonkę, która sprawiała wrażenie koszmarnej plotkary. Miał dosyć plotek. Dlatego uśmiechnął się do niej szeroko, intensywnie udając, że to z nią chce tu siedzieć, a nie na przykład z Abbeyem.
- Podoba mi się, wiesz? Jak na razie naprawdę miło spędzam czas, rozmawiam z ludźmi, z którymi do tej pory nie miałem okazji... Jest przyjemnie - posłał jej uśmiech. Nie brał pod uwagę, że mogłaby zrozumieć, że mówi o niej, a nie o Gabrielu. Nie miał pojęcia, co siedziało jej w głowie, ale to akurat lepiej. - Nigdy nie bawiłem się w błocie i tu raczej też nie planuję. Chociaż rozumiem, że może być w tym coś ciekawego - to jak powrót do dzieciństwa, a któż by nie chciał?
Było coś przerażającego w tym, jak bardzo Antoniette potrafiła się uzewnętrznić w pierwszej rozmowie, ale niektórzy ludzie tak mieli i Felix to akceptował. Co mu do tego w końcu. Dzięki temu już coś o dziewczynie wiedział - że zna hiszpański i gra na pianinie. Zawsze to niezły początek.
Dalsza wypowiedź już była nieco niepokojąca, bo oni naprawdę nigdy wcześniej w zasadzie nie rozmawiali i jeśli ona wiedziała o nim rzeczy, to mogło znaczyć, że go obserwowała czy coś, a to... Cóż, chyba nie należało do pierwszej dziesiątki typów relacji, jakie Felix lubił.
- Tak, cóż. Jest lato, są wakacje. Wszystko się układa, więc jestem weselszy. I tak, dobrze się już czuję, dziękuję - uśmiechnął się do niej. Zapytałby o coś, ale nie czuł się zbyt komfortowo w jej towarzystwie i nie miał pojęcia o co. - Może jeszcze jedną piankę? Sam ich nie wykończę - zaśmiał się. Tak, Felix, jak nie wiesz, o czym mówić, to mów o jedzeniu, genialne.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Antoniette V. Moliere

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Anglia.
Liczba postów : 19
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   08.08.16 9:55

Można było ją oskarżyć o wiele, ale z pewnością nie o to, że była głupia. Może nie wydawała się najinteligentniejszą osobą w szkole, ale z pewnością nie miała problemu z rozpoznaniem tego, kiedy komuś rozmawia się z nią dobrze a kiedy nie. Z przykrością musiała stwierdzić, że Felix Lockwood, od kilku miesięcy jej absolutnie największy crush, należał do tej drugiej kategorii. Miała cichą nadzieję, że to tylko przez to, jak słabo się znają, ale mimo to uleciała z niej część entuzjazmu, z którym początkowo weszła w ich rozmowę. Może przy kolejnej okazji lepiej im pójdzie? Szczerze na to liczyła.
- Nie, dziękuję. Nie jestem głodna. No i... - Tu zerknęła na pianki, kręcąc głową z lekkim uśmiechem. Chyba za długo trzymał je przy ogniu bo bardziej niż pyszne, słodkie pianki przypominały raczej małe węgielki. - ...chyba minimalnie Ci się przypaliły. - Mruknęła, podnosząc się z miejsca. Nie chciała mu się specjalnie narzucać, zwłaszcza gdy rozmowa się nie kleiła, nawet mimo jej starań. - Jestem już zmęczona, więc pójdę się położyć. - Oznajmiła, a żeby się uwiarygodnić ziewnęła i przeciągnęła się. Właściwie to nawet nie było kłamstwo. Zmagania z namiotami faktycznie trochę dały jej się we znaki. Ruszyła w stronę namiotu brata, postanawiając, że sprawdzi jeszcze co u niego, a zanim całkiem zniknęła z pola widzenia odwróciła się jeszcze, pożegnać się z Gryfonem. - Mam nadzieję, że zobaczymy się też jutro. Śpij dobrze.

z/t x2 (no bo mega aktywny Theo też nie wróci Very Happy).
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   10.08.16 13:04

Przychodząc tu Ben myślał, że będą tu wszyscy. No dobra może chociaż większość. Ale tu nikogo nie było. Może pomylił dni? Godziny? Wszystko? To było bardzo w jego stylu i nie zdziwiłby się. Miał ochotę na ognisko, takie jakie robił z dziadkiem. Magiczne niegasnące ognisko z piankami i kiełbaskami. Koniecznie w tej kolejności! Z strasznymi historiami i graniem na gitarze. Oczywiście na to ostatnie ze strony Bena nie można było liczyć. Ale jednak miał nadzieje, że ktoś muzykalny się znajdzie. A tymczasem nie było tu zupełnie nikogo.
Przychodząc tu poczuł taką nostalgie, że nie mógł darować upieczenia pianki i kiełbaski. Co to za obóz bez ogniska na początku. Wziął trzy pianki i nabił je na kijek. Usiadł na pieńku skupiając całą uwagę, żeby ich nie przypalić.
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   10.08.16 14:04

Rose się poniewierała po terenie kampusu, lawirując pomiędzy namiotami. Nie to żeby nie miała się z kim widzieć, Ale Felix gdzieś zaginął, Gabriel pewnie był zajęty, Logan nie wiedziała czy w ogóle tu jest, ale jego i tak nie chciała aktualnie widzieć, a... A więcej znajomych nie miała. Nie takich bliższych. Ale może znalazłby się ktoś z roku? Albo z widzenia? Ktokolwiek?
Nudziła się tak, chodząc to tu to tam, aż w końcu doczłapała się do ogniska. Zatrzymała się nieśmiało w niedalekiej od niego odległości, rozglądając się. Był dzień, może dlatego tylko jedna osoba siedziała tu i piekła sobie pianki. Skrzywiła się. Nie lubiła pianek, właściwie. Były dla niej za słodkie i miały dziwną konsystencję, zaraz robiło jej się po nich niedobrze. Za to lubiła kiełbaski, więc po chwili namysłu nabiła sobie na patyk jedną i przysiadła niewinnie obok samotnego chłopaka z piankami.
- Tylko moje towarzystwo z namiotu gdzieś tajemniczo znikło czy Twoje też gdzieś wywiało?- zagadnęła nieśmiało, w niezręczności.
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   10.08.16 21:47

Był tak skupiony na pieczeniu pianki nie zauważył Rose. Wiec gdy ta się odezwała podskoczył i wrzucił koniec kija prosto w ognisko. I po piankach. Nie było już czego ratować. Odwrócił się w stronę przybyłej. Znał krukonkę z widzenia, ale nie miał jeszcze okazji z nią pogadać. Szczerze nie miał pojęcia co robią jego towarzysze. Fajnie byłoby gdyby Phil mógł być z nim w namiocie. Reszta nie wydawała się chętna do spędzania z nim czasu. Albo zwyczajnie nad nim nie nadarzali. - A bo ja wiem? Mój namiot chodzi własnymi ścieżkami. Towarzystwo z namiotu znaczy się. - wzruszył ramionami. W sumie nie wiedział co odpowiedzieć. Nie wiedział i tyle. Na co drążyć temat? - To dziś miało być to uroczyste ognisko czy znów coś pokręciłem? - spytał się niewinnie. Podniósł się niechętnie i wziął kolejny kij i kolejne trzy pianki. Ciekawe czy te też uda mu się spalić. Wrócił i usiadł tam gdzie wcześniej. Na wszelki wypadek postanowił się ubezpieczyć. - Nie mam dobrego wyczucia czasu. Jak zobaczysz, że moje pianki robią się czarne to szturchnij mnie. - uśmiechnął się. Dobrze, że jednak ktoś przyszedł. Inaczej Ben nic by nie zjadł.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   10.08.16 23:59

Widząc z kim była w namiocie, nie mogła powiedzieć, że jest z tego zadowolona. Zastanawiała się dlaczego nie miała namiotu z Liv. A no może dlatego, że jakoś ostatnio się do niej zraziła. To niby nic wielkiego, ale jednak zabolało ją to i to bardzo. Czuła sie zdradzona, to chyba nic złego, prawda? Miała do tego jak największe prawo. No więc, widząc z kim jest w namiocie dość szybko zostawiła tam swoje rzeczy. A raczej starała się aby było to szybkie i wyszła. Oczywiście, zabrała ze sobą książkę i krążyła bo wzgórzach. Znalazła parę bardzo fajnych miejsc. Które chciałaby odwiedzić, ale dziś była na to za bardzo zmęczona. Poza tym było ognisko, a ona chciała się na nie wybrać. To ostatni raz jak mogła się zintegrować z ludźmi. Ale czy tego chciała? Oczywiście, że tak. Jeśli starczy jej do tego jaj. Przecież całe życie słyszała, że jest inna, gorsza. Więc pewnie nie starczy jej na to jaj. Każdy miał tutaj przyjaciół/znajomych. A ona jakoś się od wszystkich odcinała, oczywiście była to tylko i wyłącznie jej wina. Nikogo innego.
Wleciała do namiotu i narzuciła na siebie bluzę. Oczywiście, za dużą jak zawsze. Lizzie zawsze nosiła za duże ubrania, czemu? Cóż. Bo było jej tak wygodniej? Tak, to dobre wytłumaczenie. Gdy doczłapała sie na ognisko, wiele osób już tam było. Oczywiście, że ich kojarzyła. Nawet stąpała w ich stronę, choć po chwili zwątpiła i klapnęła na swoje cztery litery jakoś dalej od wszystkich. Może siedziała jakieś dwa metry od całego ogniska. Wyciągnęła ze swojej bluzy książkę, miała wiele kieszenie, dlatego owa książka się tam zmieściła. Podciągnęła kolana do brody i zaczęła czytać książkę. Właśnie tak będzie wyglądała jej integracja. Czyli jak zawsze, ale najwyraźniej nie było jej z tym źle. Przecież, całe życie tak spędziła. Po co miałaby się bratać z ludźmi jeśli zaraz odejdzie z tej szkoły? Czekają ją studia, praca - Której nawet nie miała. Zamiast siedzieć tutaj, powinna szukać mieszkania i pracy...
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   11.08.16 20:30

Rose popatrzyła zdziwiona jak chłopak ciska kijek w płomienie, po czym uniosła brwi, wracając do niego spojrzeniem.
- Um... Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć - wymamrotała, po czym popatrzyła za nim zmieszana jak idzie po nowe jedzenie. Hm... Może przeszkadza? Był bardziej zamyślony niż myślała...
Kiedy wrócił, siedziała w tym samym miejscu, pilnując swojej kiełbaski, by się nie spaliła i siebie, by nie palnąć niczego głupiego. Spojrzała na niego łagodnie, a na jego wspomnienie uciekania namiotu uśmiechnęła się lekko z rozbawieniem.
- Jasne, rozumiem.
Uroczyste ognisko? W sensie na rozpoczęcie? Hm, faktycznie mogło być coś takiego. Sądziła, że jeśli już to dziś, ale znając życie, takie ogniska są codziennie, bo rozochoconej młodzieży jedno nie zaspokoi.
- Tak, to dzisiaj chyba. Ale jeśli nie, nie martw się, będzie więcej. - Spojrzała z obawą, jak i rozbawieniem, na pianki chłopaka. - Okej, będę pilnować jak swego. Chociaż nie lubię pianek. Daleko masz namiot?
Jezu, to zabrzmiało jak jakaś dziwna propozycja seksu z taniego filmu porno, pomyślała Rose ze zmieszaniem.
- Znaczy... No, bo dla mnie przyjście do ogniska to cała wyprawa. Mam dosyć daleko. - Okej, czy to brzmi lepiej?
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   12.08.16 10:44

Nie było możliwości, aby Alex przepuścił coś takiego jak ognisko powitalne. Przecież nie godziło się przyjechać na obóz i nie brać w nim udziału! Dlatego rozpakował swoje rzeczy, a raczej rzucił plecak na swoje posłanie, przebrał się po podróży, która przecież wcale nie była specjalnie męcząca, bo trwała zaledwie kilka sekund, doprowadził do stanu użyteczności i był gotowy na balowanie całą noc, co oczywiście miał zamiar jak najbardziej wykorzystać. W tym czasie jego koleżanki już wyszły (czyżby wstydziły się być w namiocie z tak wspaniałym kolesiem jakim był Lloyd?), więc ostatecznie musiał udać się na ognisko sam. To również mu nie przeszkadzało, bo nie sądził, by miał większe problemy ze znalezieniem dla siebie towarzystwa. I nie mylił się. Kiedy przyszedł okazało się, że całkiem sporo osób już się zebrało. Powiódł wzrokiem po uczniach, trochę się pokręcił, bo ostatecznie wypatrzeć w tłumie samotną postać Elizabeth. Podobnie jak on skończyła w tym roku szkołę, a co za tym szło z pewnością rozumiała ten ból, który towarzyszył pożegnaniu się z Hogwartem. Plus lubił ją, więc czemu nie miał jej potowarzyszyć?
- Serio? Książka podczas ogniska? Musisz być w takim razie albo poważnie znudzona całym towarzystwem, albo nie do końca potrafisz się tu odnaleźć – stwierdził z lekkim uśmiechem sadowiąc się koło dziewczyny. Zdawał sobie oczywiście sprawę, że jej przeszkadzał, ale nie było mowy, by pozwolił jej marnować ostatnie wakacje z tymi ludźmi na czytanie książki! Miała się dobrze bawić, a nie siedzieć niczym najbardziej aspołeczna. – Chcesz paniki? Widziałem, że ktoś sobie tam grzał nad ogniskiem, więc pewnie gdzieś leżą – zaproponował, jako najbardziej uczynny kolega świata.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Erised :: Fabuła :: Reszta Świata :: Wzgórza Szkocji-
Skocz do: