Share | 
 
Niegasnące ognisko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Niegasnące ognisko   06.08.16 20:51

First topic message reminder :

Niegasnące ognisko
Stosunkowo niedaleko pola namiotowego już pierwszego dnia wakacji rozpalono solidne ognisko. Jego główną właściwością było to, że ogień nigdy nie gasł, nawet jeśli nikt nie siedział obok, by dokładać drewna. Ponadto w upalne dni magiczny ogień chłodził, zamiast grzać. Wieczorami za to spełniał rolę najzwyklejszego, ale i najcudowniejszego obozowego ogniska. W stojącej w pobliżu chłodzącej szafce znaleźć można było wszystkie te produkty, jakie nadawały się do upieczenia w ogniu - kiełbaski, ziemniaki, chleb czy pianki. Oparte o tę szafkę stały kijki idealne do przygotowania nad ogniem pysznej przekąski. Atmosfera zdecydowanie zachęcała, by usiąść na pieńku i, grzejąc się, zagrać coś sympatycznego na gitarze i zintegrować się z pozostałymi uczestnikami wakacji.
1 sierpnia, pierwszego dnia wyjazdu, o godzinie 20:00 zaczęło się oficjalne ognisko integracyjne, na które zaproszeni byli wszyscy uczniowie! Gitary czekały na tych, którzy umieli na nich grać, a szafka z jedzeniem kusiła otwartymi drzwiczkami. Chyba nie odmówisz?
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   12.08.16 14:54

Nie winił jej za stracone pianki. Zresztą heloł? To tylko pianki. W magicznej szafce były ich pewnie miliony! - Nie no spoko. Nie byłem do nich przesadnie przywiązany. - uśmiechnął się szczerze.
Jednak nie pomylił się. Wyglądało na to, że po prostu przyszedł pierwszy. Pierwszy raz w życiu przyszedł na coś pierwszy. I pomińmy, że to miało związek z jedzeniem. Doceńmy.
Faktycznie coraz więcej osób się zbierało. Rozglądając się wypatrzył gdzieś Lloyda, ale ten nie był zainteresowany ich towarzystwem.
Ucieszył się, że Rose będzie go wspierała w pieczeniu. Przyda mu się to. -Dzieki- powiedział z wielką wdzięcznością. Ufał jej. Oby go nie zawiodła! Na pytanie o namiocie uśmiechnął się i zmarszczył brwi. Omal nie wybuchnął śmichem. - To było najbardziej niezręczne pytanie jakie kiedykolwiek słyszałem. - przymknął oczy i pokiwał głową z politowaniem. Kąciki ust cały czas mu drżały od powstrzymywanego śmiechu. Przez chwilę wpatrywał się w nią z uśmiechem i niedowierzaniem. Aż tak nie wiedziała o czym z nim gadać. O matko. Po chwili westchnął i odpowiedział. - Średnio blisko. Gdzieś tam- wskazał w stronę jeziora. - Chciałem mieć jeszcze bliżej jeziora, ale poszliśmy na kompromis. - nie wiedział o co chodzi, może o wilgoć, albo hałasy znad jeziora. Jednak wynegocjował całkiem bliski dostęp do niego. Wpadło mu coś do głowy i znów się głupkowato uśmiechnął. - Jak chcesz mogę ci pokazać gdzie. Skoro ci tak zależy. Tylko, żebyś mi nie ukradła bielizny, dobra? - fuknął nosem, rozbawiony. Dziewczyna nie wyglądała na kradziejke slipków, ale kto wie. Pokazała, że różnych rzeczy można się po niej spodziewać. Od tego szczerzenia się trochę ścierpła mu twarz.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   12.08.16 19:58

Eliza była bardzo zafascynowana swoją książką mimo, że czytała ją po raz kolejny. Ta książka ją fascynowała za każdym razem. Ciągle znajdywała w niej coś innego, coś bardziej fascynującego. Aż zapomniała, po co miała tutaj przyjść. A przecież chciała się zabawić, porozmawiać z ludźmi. A znów zachowywała się jak aspołeczna, która w sumie była. Nie lubiła tłumów, sama nie wiedziała skąd to się wzięło. Może przez to, że przez pierwszy rok była tutaj wyśmiewana przez swój akcent. Potem nawet rozmawiała z ludźmi, ale nagle przyszła śmierć jej matki, wojna a ona zrobiła z siebie kolorową dziewczynkę. Choć w tej chwili na jej głowie widniał nawet normalny kolor włosów był to niby kasztan. Nawet dziwnie się czuła, bez tych czerwonych/niebieskich/różowych/zielonych/pomarańczowych włosów. Jak nie ona, ale pomyślała, że już z tego wyrosła. Ale czy na pewno? Najwyraźniej nie i za jakiś czas znów zmieni kolor włosów. Jak ona się cieszyła, że istnieje magia. Przynajmniej nie musiała farbować się farbami, które na pewno zniszczyłyby jej włosy. Nienawidzi eliksirów, ale ten do zmiany kolor włosów był po prostu boski. Usłyszała, że ktoś coś do niej mówił. Podniosła leniwie swój wzrok i zerknęła na Alexa. Nie wiedziała czemu, ale od razu zaczęła się rumienić. A raczej wiedziała, ciągle miała przed oczami jego pod prysznicem.. Ugh! Mózgu przestań!
- Raczej to drugie. Tam jest po prostu za dużo osób. Cieszą się, śmieją, bawią. Ja bym tylko psuła to swoją osobą.- wzruszyła delikatnie ramionami i spojrzała się w stronę ogniska, zamykając przy tym książkę. - Pianki?- zabrzmiało to tak, jakby własnie pytała samą siebie o zdanie. Spojrzała się na niego i pokręciła delikatnie głową na nie. - Wiesz jestem bardziej za mięsem. Więc jeśli zaproponujesz mi kiełbasę, to na pewno nie odmówię.- uśmiechnęła się do niego. Nawet nie spostrzegła, że jej zdanie mogło mieć drugie dno. Ale czy na pewno miało?
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   13.08.16 22:00

Po tej całej akcji z Liv. Która po raz kolejny go wystawiła, choć mógł się tego spodziewać. Bo prawda jest taka, że mógł. To już drugi raz, co cholernie go wkurwiało. Jeśli nie chciała, to mogła po prostu nie zaczynać. Czuł się jak marionetka w jej rękach, czego nienawidził. To on miał zawsze pełną kontrole, a teraz to wszystko było w jej rękach. To nie tak, że miał na nią niezłą ochotę. Po prostu jeśli coś zaczynała, powinna to skończyć a nie zostawiać go w takim stanie. Musiał pomóc sobie sam,był tak zdesperowany ale na szczęście nie musiał. Znalazła sie jakaś dziewczyna w jego wieku. Szczerze, nawet nie znał jej imienia. Ale cóż, wyszło tak i nie będzie na to narzekał. Dlatego z wielki opóźnieniem pojawił sie na ognisku. Nie rozglądał sie za nikim znajomym. Po prostu usiadł i zajadał sie piankami. Nadal nie mógł uwierzyć w to, że dał aż tak bardzo podejść się Reagan. To było po porostu niedorzeczne, sam nie mógł w to uwierzyć. Następnym razem, na pewno nie pójdzie jej to tak łatwo. Chyba, że znów będzie myślał kroczem zamiast mózgiem.
Westchnął głośno i spojrzał w ogień. Z chęcią by się napił, to na pewno. Ale pić tak samemu? Picie samemu zostawi sobie na inną okazje, która zbliżała sie dużymi krokami. Ale jak na razie, nie miał ochoty o tym myśleć. Włożył kolejną piankę do ust. Zaczął sie zastanawiać, czy znajdzie tutaj jakiś sklep z alkoholem. Bo to na pewno by się przydało. Jakiegoś dnia będzie musiał się przejść do miasteczka, jakieś musi tutaj być. Miejmy nadzieje, że znajdzie się tam też alkohol.
Po chwili przyuważył Liv, która przeszła obok niego. Nie wiele myśląc złapał pianki i rzucał w nią, aż dziewczyna się do niego nie odwróciła. Dopiero po chwili zauważył, że dziewczyna miała jakiś alkohol w dłoni. Wyrwał go jej i zrobił wielkiego łyka. - Dzięki.- odparł spokojnie i usiadł sie na swoim miejscu.
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   13.08.16 22:19

Alex nie do końca rozumiał osoby, które wybierając się na wakacje i zamiast korzystać z nich ile się dało, zwyczajnie siedzą i czytają. Owszem, sam nie miał nic przeciwko temu, ale to nie znaczyło, że miał zamiar marnować czas przeznaczony na zabawę, na coś podobnego. Przecież to się nie godziło! Dlatego kiedy tylko ujrzał Elizabeth pogrążoną w lekturze, od której najwidoczniej nie miała najmniejszego zamiaru się oderwać, obrał sobie za cel rozkręcenie dziewczyny i pokazanie jej, że są o wiele ciekawsze rzeczy na obozie, aniżeli zgłębianie tajników lektur. Zresztą nie mogła przecież zostać całkiem obojętna na jego towarzystwo, które z pewnością było lepsze niż książka!
- W takim razie trzeba to zmienić Kochana. Nie pozwolę, abyś zmarnowała swoje wakacje siedząc samotnie i czytając. To możesz robić w domu, albo na studiach, które nas czekają – wypowiadające te słowa sięgnął po książkę, którą trzymała i po prostu zabrał jej ją z rąk, aby przypadkiem nie kusiło jej zajrzenie do niej ponownie. – W takim razie jeśli przeszkadza ci towarzystwo tych wszystkich osób, spędź ten czas ze mną. Zapomnij o nich, po prostu się baw w małym gronie – uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Starał się być dobrym przyjacielem i w tej chwili o dziwo nie miał niczego złego na myśli. Co z tego, że przebywanie Alexa i Elizabeth sam na sam zawsze kończyło się dziwnymi akcjami, jak na przykład jego nagim przyrodzeniem. Niespecjalnie jednak go to krępowało. Na jej kolejne słowa musiał się jednak zaśmiać, to było silniejsze od niego. Tym bardziej, że komentarz w połączeniu z jego wspomnieniami tworzył iście zabawną mieszankę.
- Kiełbasę mówisz. Ją też mogę ci zaproponować – wcale nie chciał, żeby to tak zabrzmiało. I wcale się przy tym dziwnie nie uśmiechnął. Proszę nie robić z niego zboczeńca, którym czasami się okazywał. Po prostu tak wyszło.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 0:20

Prawdą było, że Liv niemal ponownie uciekając przed chłopakiem i przed tym, co mogło się stać, niemal zupełnie nie myślała o tym, w jakiej sytuacji go zostawia. Nie myślała, że napięcie w jego spodniach wymagało zniwelowania; że faceci nienawidzą, kiedy zostawiało się ich w stanie, kiedy musieli pomóc sobie własną dłonią, lub szukać innego zastępstwa. Myślała jedynie o sobie i o tym, do czego omal nie doprowadziła. Może i faktycznie dziewictwo nie było dla niej taką kwestią jak dla innych dziewcząt, ale też szczytem jej marzeń nie było stracenie go w pierwszym dniu obozu! Zresztą nie planowała go tracić tutaj. Nie marzyła o romantycznej scenerii, u niej działało to pod wpływem chwili i po prostu tego momentu, kiedy podniecenie faktycznie statecznie weźmie nad nią górę. Ale na Merlina, nie z Madnessem! Owszem, chłopak działał na nią w dziwny sposób, pociągając ją niemiłosiernie, ale przecież to Fawley!
Omal nie palnęła się w czoło, przerywając tym samym głupie myśli. Zaraz dojdzie do powalonych wniosków i tyle będzie z tego miała. Dlatego zwyczajnie postanowiła się upić. Bo przecież to zawsze działało! Dlatego zdobyła alkohol (oh, już ona miała swoje sposoby) i z pierwszą butelką piwa, czy co to tam było, paradowała po okolicy szukając jakiejś znajomej i przy tym normalnej twarzy. Chwilowo Ślizgona oglądać nie chciała, dlatego miała nadzieję, że w tym tłumie się nie spotkają. Niestety, kiedy oberwała pianką i spojrzała na winowajcę marzenia prysły. Tym bardziej, że ON pozwolił sobie zakosić jej alkohol.
- Pojebało cię? Nie przypominam sobie, abym pozwoliła ci się napić – warknęła do niego, podchodząc bliżej Lysandera. Co on sobie wyobrażał? Nienawidziła, kiedy ktoś jej coś zabierał w taki sposób.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 0:58

Oj tak, zakochała się bardzo egoistycznie. A tego nie robili się facetowi w takiej sytuacji! Raczej mogła to sobie robić z kim tak chciała, ale nie z nim. Bez przesady to był pieprzony Fawley. Jemu takich rzeczy sie nie robi. Poza tym zaczynał się bardzo głęboko zastanawiać, czy spanie z Liv w namiocie nie obróci się w jakiś koszmar ciągłego napięcia w jego spodniach. A to serio jest koszmar, jeśli nie możesz szybko sobie ulżyć i musisz szukać kogoś lub poradzić sobie z tym sam. Czego Fawley nie był zwolennikiem, przecież zazwyczaj ktoś sie znalazł. A co będzie jeśli zostanie bez żadnej "pomocnej dłoni?" Wtedy Reagan powinna mieć się na baczności. I to bardzo. Na szczęście, dziś nie było takiej tragedii. Ale co będzie potem? Za dzień, za dwa? Prawdopodobnie powinien przestać palić zioło z nią i w jej obecności. Bo przecież to wszystko przez te zielsko, sam z siebie by się na nią nie rzucał. Chyba..
Musiał przestać o tym myśleć. Bo im dłużej to robił, tym bardziej się denerwował.A są wakacje, a on powinien się bawić i korzystać z życia. Zresztą jak zawsze. Tylko do szczęścia brakowało mu alkohol, swojego nie mógł marnować. Tamten był na inny dzień. Na szczęście znalazł alkohol w ręce Reagan. Przynajmniej tak mogła go zaspokoić!
- Nie przypominam sobie, żeby ktoś zostawił mnie w takim stanie jak ty.- odszczeknął się i chamsko upił dużego łyka jej piwa. - Więc obydwoje mamy dziś chujowy dzień, nie sądzisz?- Oj ewidentnie był zdenerwowany, choć po ucisku w jego spodniach nie było śladu.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 1:16

Prawdą było, że coś podobnego zdarzyło się Reagan po raz pierwszy, tym bardziej, że po raz pierwszy była w takiej sytuacji. Nie miała w zwyczaju całować się, czy macać z jakimś pierwszym lepszym facetem. Nawet z Darrenem było inaczej, a jeszcze nie tak dawno myślała, że coś do niego czuła. A tu proszę, pojawił się taki Fawley i zrobił z niej napaloną dziewczynę, która dawała upust swoim żądzom podczas takich właśnie spotkań, jak to w namiocie. Jaka szkoda, że w tej chwili po wszystkim pozostało jedynie mgliste wspomnienie zasłonięte przez irytację, która ją ogarnęła, kiedy wyrwał jej piwo. Najwidoczniej potrafił wszystko zniszczyć, a z pewnością nastrój dziewczyny, który wcześniej chociaż dobry, tak teraz, niekoniecznie.
- Najwidoczniej zawsze musi być ten pierwszy raz – warknęła. No dobrze, nie zachowała się dobrze, ale co miała zrobić, skoro ostatecznie wcale nie miała obycia w podobnych sytuacjach! Nie miała zamiaru mu robić loda, ani nic, więc co on myślał? Że da się przeruchać, jak pierwsza lepsza, by zaraz mógł iść do innej? Przecież chodziło tylko o pieszczoty do pewnych granic, a przynajmniej ona tak to postrzegała. Najwidoczniej nie wiedziała, że kiedy facet zacznie, zwyczajnie ma zamiar skończyć, dając upust temu, co rosło mu w spodniach. – Kto wie, może zwyczajnie nie okazałeś się za dobry – dodała, chociaż akurat to było kłamstwem, bo radził sobie bardzo dobrze i musiała to przyznać sama przed sobą. Inaczej nie przeszywałby jej dreszcz na samo wspomnienie. Ale chłopak wcale nie musiał wiedzieć, że faktycznie było jej aż tak przyjemnie. – A teraz oddawaj! – Podeszła i odebrała swoją własność, przy okazji trochę go ochlapując.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 2:01

Już nie oskarżajmy Madnessa o to, ze zrobił z Liv napaloą nastolatke. Ona po prostu taka była,tylko nikt wcześniej jej tego nie uświadomił. Lysander, po prostu pokazał jej, ze tak też można się bawić. Oczywiście, wszystko wyrwało się spod kontroli ale on nie widział w tym żadnego problemu. Najwyraźniej Liv miała inne wyobrażenia ich spotkań, niż on. Bo cóż, oczywiście, że chciał aby do czegoś doszło. Do czegoś więcej, bo kto by nie chciał? Jeśli ten cały Darren nie potrafił się nią zająć, to on musiał!
- Nie we wszystkim musi być ten pierwszy raz.- Ewidentnie w tej chwili zachowywali się tak jak powinni od zawsze. Bo te ich dziwne zajścia kiedy są sam na sam. Były nie na miejscu i Fawley się właśnie do tego przekonał. Bo jeśli ktoś zostawia ciebie w takim stanie. To taka sytuacja nie powinna mieć racji bytu. I to nie takz że Fawley chce ją tylko przerzuchac. No broń ci Boże! Nadal przecież bralby od niej zielsko, to by się nie zmieniło. Ale w tej chwili nawet Reagan, nie wiedziała czego chce. Zawsze jej zdrowy rozsądek wracal w chwili kiedy wszystko powinno toczyć sie dalej. To takie frustrujące! Ewidentnie, laska przegiela, bo Fawley aż podniósł się że swoje miejsca i złapał dziewczynę na koszulkę, po czym przyciągnął do siebie.- Mowa twojego ciała, mówiła zupełnie co innego. Ja to wiem i ty tez to wesz. - No to już był cios poniżej pasa. Poza tym, miał wrażenie, że całe ognisko patrzy się właśnie na nich. Niech patrzą! W dupie to miał. Gdy wyrwała mu piwo z ręki nawet nie zareagował, nie będzie się z nią kłócić o taka głupotę.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 2:19

W życiu nie przyznała by się do tego, że w namiocie wzięły nad nią górę hormony, które w pewien chory sposób tylko Fawley potrafił doprowadzić do takiego stanu, w którym niemal rzucali się na siebie, chcąc z każdym ruchem dostać więcej i więcej. Dostać to, czego nie potrafi im dać nikt inny, Odrobinę przyjemności z nutką pikanterii i adrenaliny.
- No właśnie. Ewidentnie z tobą nie musi – odgryzła się, mając tu na myśli tracenie własnego dziewictwa, którego nie musiała pozbywać się ze Ślizgonem, tym samym wjeżdżając mu trochę na ambicję. Ubliżanie facetom w kwestii łóżka nie było mądrym posunięciem, ale nie oczekujmy w tej chwili od Lycoris ogarnięcia życiowego, którym przecież nie kierowała się nigdy, mówić wszystko to, co chciała. Zaczynała coraz bardziej żałować, że w ogóle dała się w to wciągnąć. Że pozwoliła, aby jego dłonie i usta wodziły po jej ciele, tym samym niemal doprowadzając ją do szału.
Mięśnie twarzy drgnęły jej, kiedy chłopak dość brutalnie ją do siebie przyciągnąć. Co, znowu zebrało mu się na chcicę? A podobno już nic mu nie stało. Spojrzała mu w oczy zwyczajnie wściekła, że obnosił się z nią publicznie w taki sposób. Nie miała zamiaru uciekać wzrokiem, co to, to nie. Ona rzucała mu jakieś chore, nieme wyzwanie.
- Skąd pewność, że nie udawałam, byleby tylko nie zrobiło ci się przykro z powodu tak kiepskich umiejętności? – No dobrze, faktycznie poważnie przegięła, ale w chwilach złości faktycznie nad sobą nie panowała, mówiąc pierwsze lepsze rzeczy, byleby tylko ugodzić drugą osobę. Wyszarpnęła się z jego chorego uścisku. – Wiesz co, pierdol się Fawley. Mam cię serdecznie dość. Idź poszukać sobie jakiejś cizi, bo najwidoczniej jeszcze chcica ci nie przeszła – rzuciła dość chamsko, nie przejmując się otaczającymi ją ludźmi, po czym zwyczajnie w świecie od niego odeszła. Nie chciała mieć z nim w tej chwili styczności, choćby najmniejszej.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 15:27

Zastanawiał się, dlaczego Liv była taka zaborcza. Nie potrafiła się przyznać przed sobą, że jednak jej się to podobało. Co takiego by się stało, jeśli by się do tego przyznała? Korona z głowy by jej spadła, czy co? Lysander potrafił się przyznać do takich rzeczy. To było ludzkie i dość normalne. Czuli do siebie pociąg seksualny, co w tym złego?
- To następnym razem, nie dopuść do takiej sytuacji. Bo ja jeszcze zdążyłem się pohamować.- prychnął do niej. Czy on ją zmuszał do tego, aby dziewczyna rozłożyła przed nim nogi? Oczywiście, że nie! W żadnym wypadku. To wszystko po prostu tak wychodziło samo z siebie. Oby dwoje nie mogli się oprzeć tej całe pokusie i posmakowania siebie nawzajem. Coś ich do siebie ciągnęło i na pewno nie była to miłość ani zauroczenie. A w tej chwili chodziło mu bardziej o to, że jeśli już idzie na tak zwaną całość. Niech nie kończy zabawy w połowie, bo on bardzo ale to bardzo źle to znosi. Pewnie nie tylko on. Uważał Reagan za odważną i za taką co lubi się bawić, najwyraźniej się pomylił. Albo ona do końca nie wiedziała czy jest na to gotowa. Jeśli nie była, niech idzie pomęczyć kogoś innego, bo jego już to nie rajcowało.
Znów miał ją blisko siebie. Co zabawne w tej chwili wcale jej nie pragnął. Nie było tak jak w namiocie, kiedy omal tego nie zrobili. Nie unosiła się tutaj żadna nutka erotyczna. Tutaj bardziej wszystko się zagęszczało i było agresywnie oraz brutalnie. Tak jak zawsze powinno być.
- Myślałem, że stać Cię na więcej niż na oczernianie mnie i siebie w tej chwili. - Oj przesadziła. Co było widać na jego twarzy, nie obchodził go to, że ktoś na nich patrzył. Przyciągnął ją do siebie i wyszeptał jej do ucha. - Jeszcze kiedyś po to wrócisz.- Oczywiście, że był bardzo pewny siebie w tej chwili. Dopiero potem dziewczyna wyszarpała się z jego uścisku. - Oj, o to się nie martw. Pierdolić to ja się na pewno będę, w przeciwieństwie do ciebie.- odszczeknął się i usiadł gdzieś przy ognisku. Przeciez nie będzie za nią latał i się z nią kłócił.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 16:33

Oczywiście, że Alex nie do końca rozumiał takie osoby. Sama Elizabeth siebie nie rozumiała, ona już po prostu taka była. Albo brała za dużo na swoje barki. A dzięki książką, przenosiła się do innego świata. Świata gdzie o nic nie musiała się martwić. Wszystko było lepsze, niż rozmyślanie o jej życiu. O życiu które było takie szare i puste. Nie chciała tak żyć, chciałaby być inna. Ale nie była aż tak odważna. Bała się niemal swojego cienia, bała się wszystkiego. Ale najbardziej odrzucenia, dlatego wolała siedzieć sama.
- No dobrze.- westchnęła cicho i oddała mu książkę bez bicia. Skrzywiła się delikatnie na słowo "dom"  i "studia". Przerażało ją to, nie chciała tego. A najzabawniejsze jest to, że nawet nie miała domu. Raczej miała, ale nie chciała tam wracać. Po śmierci matki, nigdy nie czuła się tam jak w domu.- Dziękuje Ci, za to, że chcesz spędzić ze mną ten czas. - odparła szczerze. Własnie tak, chciała mu pokazać, że jest na prawdę dobrym przyjacielem. Wiele osób wolało spędzić ten czas, na piciu alkoholu lub innych sprawach. Eliza taka nie była, nigdy nie tknęła alkoholu i pewnie nigdy się to nie stanie. Poza tym był tutaj też przyjaciele Alexandra- Philemon.. Zastanawiała się, czy nie lepiej z nim byłoby mu spędzić czas. Niż z nią. Przecież ona jest nudna, bardzo nudna. Spojrzała się na niego jak na wariata, gdy zaczął się śmiać. Dopiero po chwili zrozumiała dwuznaczność swoich słów i palnęła się delikatnie w czoło. Poczuła sie zażenowana, ale jednak po chwili sama zaczęła sie z siebie śmiać.
- Wspaniale.- parsknęła szczerym śmiechem i spojrzała się w stronę ogniska. Miała szczerą ochotę na tę kiełbaskę. Oczywiście tą z grilla! Ale nagle jej uwage przykuła kłótnia Lycoris z jakiś chłopakiem. Nie wyglądało to za dobrze i nawet za dobrze się tego nie słuchało. Najwyraźniej coś było na rzeczy, coś bardzo dziwnego. Od razu dało wyczuć się agresję tych dwóch. Elizabeth zaczęła się martwić o swoją przyjaciółkę, nawet była gotowa iść jej z pomocą. Ale rozeszli się bez rękoczynów. A raczej jakiś większych.
Spojrzała się na Alexa i skrzywiła delikatnie. Wszyscy wiedzieli, że Lizzie przyjaźniła się z Liv. Tego akurat nie dało się ukryć. - Przepraszam. Ale muszę iść z nią porozmawiać, mam nadzieje, że nie będziesz na mnie zły. Nie mogę zostawić jej samej, po tym co widziałam.- uśmiechnęła się do niego przepraszająco i przejechała dłonią po jego włosach. - Obiecuje, że potem wrócę i skorzystam z zaproszenia.- puściła do niego jeszcze oczko jak wstała.
Podeszła do Liv. - Wszystko w porządku?- spytała sie jak na dobrą przyjaciółkę przystało. Przecież przyjaźniły się, a Lizzie nie mogła jej tak tutaj zostawić samej po tym co widziała. To wyglądało dość przerażająco i agresywnie.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 18:16

Cała sytuacja z podglądaniem siebie nawzajem, na szczęście była już za nim. A raczej taki miał wrażenie Myrnin. Już nie dało się odczuć tej atmosfery, która towarzyszyła im w namiocie. Była napięta i nie na miejscu. Na szczęście teraz szli za rękę na ognisko. Pewnie teraz wszyscy pomyślą, że są razem. Ale tak nie było, w sumie wiele czynników na to wskazywało. Wspólny namiot, trzymanie się za rękę. Oczywiście, Myrnin chciał, żeby tak było ale jak na razie nie będzie nic robił w tym kierunku. A raczej nie chciał, tak było dobrze. Stabilnie, bał się tego co, że Maya może nie do końca podzielać jego uczucia. A to oznaczałby, że nawet ich przyjaźń mogłaby się skończyć. Uścisnął jej dłoń mocniej, gdy zbliżali się do ogniska aby dodać jej otuchy. Nie wiedział czy było to potrzebne, ale tak postąpil.
Mimo, że ten kawałek od namiotu do ogniska przeszli w ciszy. Nie była to jakaś uciążliwa cisza, była raczej na miejscu. Taka chwili na przemyślenia, każdemu się przyda. Uśmiechnął się do niej i zaprowadził do pieńka przy ogniu. - Masz ochotę na coś? Pianki, kiełbaski, chleb, ziemniaki?- spytał, a jego wzrok padł na gitary przy ognisku. Uwielbiał grać na swojej gitarze, którą miał nawet ze sobą schowaną w torbie. Oczywiście, jego torba była magiczna jak pewnie wszystkie tutaj torby. Dlatego prawie wszystko mu się tam zmieściło. Ale nie zamierzał teraz grać tutaj na gitarze przy wszystkich. Nie był w tym mistrzem i tylko potrafił grać dwie piosenki. To i tak wiele jak na niego!
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 18:18

Liv była po prostu sobą. Lysander już dawno powinien wiedzieć, że nie była stereotypową dziewczyną. Daleko było jej do normalnej logiki, daleko było do zwykłego postrzegania świata. Wiedziała, że jest problematyczna, ale niespecjalnie jej to przeszkadzało. A przynajmniej nie na tyle, by zaczęła się zastanawiać nad zmianą siebie. Skoro Madnessowi się to nie podobało, to po jakiego wała w ogóle postanowił się zabawić? Nigdy mu nie powiedziała, że chciała czegoś więcej. A te macanki? Każdemu się zdarza. Nie musiała przecież przy tym od razu godzić się na seks. Najwidoczniej jednak dla Ślizgona było to równoznaczne z tym. Co z tego, że jej własne tłumaczenia i próby przekonania samej siebie miały na celu zamaskowanie tylko jednego. Pewnej obawy przed tym ostatecznym zbliżeniem i faktu, że ostatecznie trochę przerażało ją, że w namiocie przez dobrą chwilę faktycznie tego chciała. Teraz jednak niemal dziękowała losowi, że ostatecznie wyszło jak wyszło, bo przecież Lysander był zwyczajnym dupkiem, z którym nawet nie powinna się dotykać! Wkurwiał ją, przecież to było widać na pierwszy rzut oka!
- Zdążyłeś pohamować? Nie mógłbyś zrobić nic, na co bym ci nie pozwoliła – rzuciła, chociaż nie powinna mieć takiej pewności. Mężczyzna w najwyższym stanie podniecenia w którymś momencie już jest nie do zatrzymania i wszystko inne przesłania chęć zaspokojenia potrzeb. Niestety, Liv musiała się jeszcze pewnych rzeczy w tej kwestii nauczyć. – Tobie nie warto pokazywać, na co faktycznie mnie stać. Jesteś na to za słaby – i wymownie (dodatkowo dość chamsko) spojrzała na jego krocze, jakby dając mu do zrozumienia, że był cienki w te klocki. Widziała jego złość, a to sprawiało, że sama bardziej się wkurwiała. – Chyba żartujesz. Nie ma po co wracać, Fawley. Niech inne dziewczynki udają zachwyt twoimi niby umiejętnościami – warknęła, a chwilę później już jej nie było. Na odchodnym pokazała mu jeszcze środkowy palec, bo nie chciało jej się więcej odzywać słowem.
Potrzebowała samotności, aby się wyżyć. Albo nie! Potrzebowała większej ilości alkoholu, bo ten z butelki niestety wydudliła duszkiem, kiedy odeszła od Ślizgona. Chwilę później ktoś do niej podszedł.
- Czego? – Zabrzmiało to nieprzyjemnie. Kiedy jednak zobaczyła kto się do niej odezwał jakoś tak trochę złagodniała. – O Lizzie, wybacz. Nie. Nie jest w porządku, potrzebuję się upić. Masz coś? – W jej głosie pobrzmiewała nadzieja, że może jednak przyjaciółka faktycznie zabrała imponujący zapas.
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 19:57

Rozumiał wszelkie korzyści płynące z czytania książek. Sam czasem zatracał się w wyimaginowanym świecie, ale na Merlina, nie podczas tak świetnej zabawy! Elizabeth zdecydowanie trzeba było bardziej ośmielić i przekonać do podobnych wypadów, co oczywiście miał zamiar uczynić. Nie pozwoli takiej dziewczynie się marnować! Według niego nie miała powodu, aby siedzieć w cieniu. Dostrzegał w niej zdecydowanie więcej, niż ona najwidoczniej widziała u siebie. Dlatego to była kolejna rzecz na liście rzeczy do zrobienia, które związane były z dziewczyną.
- Nie musisz mi dziękować. Od tego są przyjaciele, a ja mam zamiar być tym najlepszym, z którym dodatkowo idziesz na uczelnię. Więc ostatecznie musimy trzymać się razem, prawda? – Wyszczerzył się do niej wesoło. Cieszył się, że w obcym środowisku będzie miał kogoś znajomego, chociaż i tak doskonale wiedział, że szybko się zaaklimatyzuje, zwłaszcza w damskim towarzystwie. Bo przecież kobiety go uwielbiały, a przynajmniej nadal żył w takim przeświadczeniu. Ale jak miało być inaczej, skoro nigdy, ale to nigdy, nie miał z nimi problemu? Łaknęły jego towarzystwa, podobnie jak on łaknął ich. Z relacją Elizabeth i Alexa było podobnie, chociaż przebiegała na płaszczyźnie czysto przyjacielskiej, a przynajmniej taka miała być z założenia, co sam Lloyd niekoniecznie powstrzymywał się przed większą formą flirtu w jej obecności. Nawet teraz ta kiełbasa nasuwała pełno komentarzy.
Już chciał jej zadać kolejne pytanie w związku z przekąską, kiedy dostrzegł kłócącą się parę. Prawdę powiedziawszy robili to dość głośno, więc tylko głuchy ślepiec by ich nie zauważył. Zmarszczył lekko brwi, przysłuchując się dziwnej wymianie zdań. Czyżby poszło o jakieś sprawy łózkowe? Dla Alex właśnie tak to wyglądało, ale przecież mógł się mylić. I ponownie chciał coś powiedzieć do Krukonki, kiedy ta nagle sama się odezwała mówiąc, że musi na chwilę iść.
- Jasne, leć. Tylko faktycznie o mnie nie zapomnij, bo jak będzie trzeba, poczekam i całą noc – uśmiechnął się, bo przecież rozumiał jak ważni są w życiu przyjaciele. Kiedy odeszła sam chłopak podniósł tyłek i skierował się do gościa, z którym panna z burzą loków na głowie się kłóciła, a do której poszła Lizzie. Skoro tamta otrzymała wsparcie, Alex mógł udzielić go nieznajomemu.
- Co, problemy w związku? – Zagadał. – Ale spokojnie, Elizabeth zaraz udobrucha twoją dziewczynę i na pewno będziecie mogli spokojnie wszystko sobie wyjaśnić – stwierdził, nie przejmując się za bardzo, że brzmiało to trochę bezpośrednio.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 20:07

Czy ona znowu wszystko tak strasznie wyolbrzymiła? Miała wrażenie, że waśnie tak było, tym bardziej, że chłopak nie wydawał się być aż tak przejęty cała sytuacją jak ona. Może przywykł do tego, że dziewczyny patrzyły na jego ciało? Zrobiło jej się trochę gorąco, kiedy o tym pomyślała. Dziwna była myśl, że faktycznie Myrnin może paradować bez koszulki przed stadem rozpiszczanych nastolatek, które z uwielbieniem wpatrując się w niego. Zaraz jednak wyrzuciła z głowy podobne myśli. Nie powinna pozwolić, aby takie scenariusze w ogóle pojawiały się w jej głowie! Dlatego cieszyła się, że wyszli, chociaż, kiedy Myrnin złapał ją za dłoń i pociągnął za sobą, prowadząc ją za nią niemal przez cały czas, czuła, jak się czerwieni. Nie umiała nad tym panować i cieszyła się, że otacza ich półmrok. Szła posłusznie z szybciej bijącym serduszkiem. Stresował ją ten cały tłum ludzie, chociaż obecność przyjaciela znacznie we wszystkim jej pomagała. Spojrzała na niego z niepewnym uśmiechem, kiedy uścisnął jej dłoń, dodając tym samym otuchy. Klapnęła posłusznie na pieńku niedaleko ognia i wpatrzyła się w płomienie, które niemal ją hipnotyzowały, odbijając swoje światło w jej jasnych oczach, które teraz zdawały się niemal płonąć.
- Hmmm? – Przeniosła trochę nieobecny wzrok na chłopaka. – Tak, poproszę. Lubię pianki, wiesz? Są takie przyjemnie słodkie, kiedy się je podgrzeje – zaraz jednak dotarło do niej jakie głupoty gada. Pokręciła głową, aby doprowadzić się do normalności. Przepraszam – rzuciła lekko zażenowana. – A jak nie pianki, to kiełbaski też mogą być, ale no… najlepiej takie mocno przypieczone, dobrze? – Posłała mu kolejny uśmiech, przenosząc wzrok na płomienie. Uwielbiała ogień. Był ciepły i taki piękny.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 20:08

Tak na prawdę, to skąd niby biedny Madness miał wiedzieć, że Reagan jest niezrównoważona? Oczywiście, słyszał o niej wiele i o jej występkach. Ale tak naprawdę, spotykali się tylko po to aby zrobić transakcję. Od dostawał zioło, ona galeony i tyle. Dopóki tego nieszczęsnego dnia w Pokoju Chmur, ich relacja się zagęściła. Kolejne spotkania wyglądały już podobnie. Jarali razem, pomacali się i wracali do normalności. Wszystko było w porządku, dopóty w namiocie nie puściły im (czytaj jemu) hamulce. I zaczynał robić sobie nadzieje, że jednak dojdzie do czegoś więcej pomiędzy nimi. Nie chciał od Liv seksu, bo jej osobowość i charakter były wręcz irytujące i nie potrzebne w jego życiu. Gdy dochodziło do zbliżeń, wtedy Reagan nie była dla niego Reagan. Była po prostu kolejną zdobyczą, kobietą którą chciał posiąść. Nic więcej.
– Oczywiście, że bym mógł. – odpowiedział dość pewien siebie. Był o wiele silniejszy od niej. Poza tym facet który pożąda, jest do niezatrzymania. I gdyby chciał, na pewno zrobiłby coś nie przejmując się tym, że ona tego nie chce. Ale bądź co bądź, nie był aż tak wielkim dupkiem i chamem za jakiego go miała! I nigdy, ale to przenigdy nie wykorzystał nikogo w brew jego woli. Nie był jakimś chorym zboczeńcem! – Skąd możesz to wiedzieć, jeśli do niczego nie doszło? – Mogła go teraz oczerniać, proszę bardzo. I tak już był wkurwiony i tak już miał ochotę ją zabić, ale powstrzymywał się. Był tak pewny swego, że wiedział, iż dziewczyna na pewno jeszcze przyjdzie. Na pewno jeszcze nie raz dojdzie do takiej sytuacji. A wtedy, wtedy Lysander się zemści. Może nie będzie to wielka zemsta, ale na pewno pokaże jej dlaczego nie warto z nim zadzierać. – No i prawidłowo. Przynajmniej nie będę musiał już ciebie słuchać. – Gdy pokazała mu środkowy palec, jak na dorosłego faceta przystało odpłacił jej się tym samym. Nawet chciał dodać „Chciałabyś”. Ale dziewczyna już zdążyła odejść. Na szczęście!
Już myślał, że będzie miał spokój. Bo kto normlany podchodzi do wkurwionego Fawley, najwyraźniej ten chłopak nie bał się Boga. O ile w jakiegoś wierzył. Fawley zmierzył go wzrokiem i nagle parsknął śmiechem, głośnym i gorzkim. – Po pierwsze. Ona nie jest moją dziewczyną. – Elizabeth? Kto?! Spojrzał się w kierunku Reagan i zauważył przy niej dziewczynę. Ah ta dziwna kolorowa Krukonka. Wzruszył delikatnie ramionami. - Pod drugie. Wiesz gdzie można skołować tutaj alkohol? – zapytał już normalnie.
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 20:57

Rose zauważyła rozbawienie Benjamina, oczywiście, i spaliła buraka ze wstydu. Ja pierdziele, dlaczego ona zawsze musiała palnąć coś tak głupiego? You had one job, Rose. One job.
- Ja też – mruknęła ponuro.
Podczas gdy chłopak wpatrywał się w nią z mieszaniną uczuć, Rose nie wiedziała gdzie zawiesić spojrzenia, aż w końcu posłała mu lekki, spłoszony uśmiech. Więcej nie mogła, bo co? Przecież nie będzie się znowu tłumaczyć, bo wyjdzie jeszcze bardziej żałośnie i niezręcznie. Po co się pogrążać…
Rose słuchała co ma chłopak do powiedzenia, próbując ruszyć dalej z rozmową i zostawić jej wtopę za nimi. A jednak Ben chyba nie miał takiego zamiaru. Poczerwieniała jeszcze bardziej, odwracając wzrok.
- Nie! Znaczy… Um, przecież robimy jedzenie. – Uniosła nieznacznie swój kijek. – I… Oh. - przewróciła oczami, zirytowana własnym zachowaniem. Weź się w garść! – Po prostu zapomnij o tym, proszę.
Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, starając się wciąż zachowywać normalnie i przy okazji pozbyć z twarzy odcienia dorodnego buraka.
- Czy nie przypalają Ci się pianki? Obróć. – rzuciła, przekręcając też swoją kiełbaskę. – Właściwie, czemu się aż tak mnie przestraszyłeś? Unikasz kogoś? – Zaraz po tym zrozumiała jak głupio wścibskie pytanie to było. Jezu, konwersacja to dla niej dziś za dużo. – Znaczy… Jeśli mogę zapytać, w razie co to nie było tematu.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 20:57

Oczywiście, że Lewis do tego nie przywykł. Nikt się na niego na patrzył, a raczej on tego nie wiedział, nie widział. Po prostu poczuł się nawet miło, że dziewczyna zerknęła. Tak jakby była zainteresowana tym co zobaczy, bo przecież nie wiedział, że chodziło zupełnie o coś innego w jej zerkaniu. Ale skąd on miał to wiedzieć? Po prosu myślał, że dziewczyna zainteresowała sie tym, co mogłaby zobaczyć. A to jako tako mu schlebiało. Bo przecież, chciał się stać kimś więcej dla Hamilton, niż tylko przyjacielem. Tylko tego do szczęścia mu brakowało, choć na razie zadowoli się tylko tym. I tak Maya pozwalała mu na dużo. Trzymanie za rękę, przytulanie, nawet będą spać razem. Bardzo go to zadowalało. Nie wiedział czym dziewczyna sie stresowała w tłumie. Przecież tutaj już nie musiała się niczego bać. Nic jej nie groziło, bynajmniej na to wszystko wskazywało. Właśnie i żeby nic jej się nie stało. Myrn musi jej pilnować i innych, aby nikt znów jej nie upił. Bo nie wiadomo co za szuje tutaj chodzą. A paru by się znalazło. A ona ewidentnie nie mogła po raz kolejny się upić, nie jak jest z nim a on czuje się odpowiedzialny za nią.
Spojrzał sie na dziewczynę i już chciał potworzyć pytanie. Najwyraźniej musiała się nieźle zamyślić, na szczęście domyśliła się o co pytał. Uśmiechnął się, gdy mówiła o piankach, nie rozumiał za co go przepraszała. Przecież to nie było głupie, tylko normalne. - Też je lubię z ognia smakują najlepiej. - uśmiechnął się do niej, oczywiście ciągle mówił o piankach. Wstał i podszedł do szafeczki w której znajdowały się pianki. Wyjął z niej paczkę, wziął dwa patyki. Bo może Maya też sama chciała sobie zrobić pianki. - Zrobisz sama, czy mam ja to zrobić?- zapytał z uśmiechem a sam już nabijał pianki na patyk. Oczywiście przed tym usiadł na pieńku obok niej.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 21:14

Pomysł z ogniskiem bardzo jej się podobał i ostatecznie nie przeszkadzali jej nawet ludzie wokół niej. Prawdę powiedziawszy lubiła ich, ale czuła się zawsze dziwnie niepewnie. Czasem miała wrażenie, że nie pasuje do tego świata. Że powinna urodzić się w innych czasach albo w zupełnie innym świecie, gdzie nic nie byłoby aż tak skomplikowane. Na całe szczęście Myrnin potrafił odwrócić jej uwagę od takich myśli i to właśnie na nim skupiła swoją uwagę. No dobrze, nie do końca, bo jednak ognisko również ja pochłaniało, ale ostatecznie wychodziło na to, że liczył się tylko przyjaciel i ogień.
- Tak – uśmiech nie schodził z jej ust. To zupełnie tak, jakby oczarowały ją płomienie i ta magia nadal w niej została. Na tyle, by sprawić, że poczuła się jakoś inaczej. A może z wolna dopadało ją zmęczenie? Przecież mimo wszystko to był dzień pełen wrażeń, a sama nastolatka nie miała okazji zbyt dobrze się wyspać. Powiodła wzrokiem za Puchonem, który szukał dla nich przekąsek. Chwilę później wrócił z piankami i dwoma patykami. – Dziękuję. Myślę, że sobie poradzę. Lubię to wiesz? W sensie trzymać te pianki i patrzeć, jak powoli robią się jeszcze bardziej miękkie – stwierdziła odbierając na niego patyk z nabitymi słodkościami. Wystawiła go w stronę ognia, trzymając na pewną odległość, aby mieć pewność, że się nie spalą. Szkoda było marnować takie pyszności! Kiedy Myrnin usiadł obok niej jej głowa, jakby ciągnięta niewidzialną siłą, opadła delikatnie na jego ramię.
- Dziękuję, że zgodziłeś się tu ze mną przyjść. Myślę, że to będzie miły wieczór – stwierdziła cicho nie myśląc o tym, jak czerwona musiała być. Przynajmniej miała wymówkę, bo przecież ogień dawał dużo ciepła, a od tego policzki bardzo szybko się rumieniły!
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 21:24

Ha! Ośmielić Elizabeth, no dobre sobie. Czy czasem od czasu do czasu Liv tego nie próbowała? Pokazać jej, że można przeżyć na prawdę przygody z książek, niż tylko o nich czytać? Niestety, najwyraźniej Lizzie nic nie ośmielało. Albo jeszcze nie odkryła czegoś takiego, co mogłoby jej pomóc się przełamać.
To wszystko co mówił do niej Alexander, było takie miłe, aż jej serce szybciej biło. Albo może to tylko przez to, że tak na prawdę się w nim podkochiwała? O czym on nigdy się nie dowie, bo przecież nie będzie smalić do niego cholewek. A raczej miała nadzieje, że tego nie robi. - Przecież już jesteś .- uśmiechnęła się i jak na przyjaciółkę przystało, uderzyła go w ramie. Oczywiście, tak zaczepnie. -Wiesz już na jaki kierunek pójdziesz? - spytała zainteresowana. - I oczywiście, że musimy się trzymać razem.-. Szkoda tylko, że mieli zupełnie inną definicje słowa "razem." Ale to zawsze lepiej iść na studia z kimś kogo się zna, niż isć na nie samemu. Bo pewnie znając jej odwagę, mogłaby uciec stamtąd pierwszego dnia! Nie no, nie przesadzajmy. Oceny są dla niej ważne, wiec na pewno by nie uciekła. Ale warto mieć kogoś kto doda Ci otuchy. Gdzieś tam w głębi, miała nadzieje, że pójdą na ten sam kierunek. Ale to tylko nadzieje, że przecież Alexandra nie interesowało żadne wróżbiarstwo, tak jak ją. Jakoś to będzie!
A miało być tak pięknie! Miała spędzić czas z Alexandrem i to nie z jego przymuszonej woli, ale on sam chciał spędzić z nią czas. Z nią! Ale niestety, najwyraźniej wszechświat tego nie chciał. Lycoris potrzebowała jej bardziej, a raczej tak sie wydawało Beth. Oczywiście Alexander, był też jej najlepszym przyjacielem. Ale jednak Liv zajmowała u niej pierwsze miejsce i zawsze by za nią poszła, taka jest prawda. Więc i tera musiała jej pomóc.
Uśmiechnęła się serdecznie do chłopaka, aż miała ochotę pocałować go w policzek za te słowa. Ale nie mogła przecież tego zrobić. Więc tylko uśmiechnęła się do niego i odpowiedziała. - Czuje się zaszczycona tą deklaracją.- pokręciła głową i już stała przy Gryffonce.
Auć! Najwyraźniej Liv musiała być ostro wkurwiona. - Na prawdę musi być źle, jeśli pytasz mnie o alkohol.- posmutniała na widok tak zdenerwowanej Reagan. - Chcesz o tym pogadać, czy wolisz się napić i zostać sama?- zapytała. Nie do końca wiedziała, jak ma się obchodzić z L. w takim stanie.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 21:47

A Myrnin odnajdował sie w tym świecie, lepiej niż w mugolskim. Który bądź co bądź, był mu bliższy niź ten czarodziei. Dopiero tutaj w Zamku, poczuł, że znalazł swoje miejsce na ziemi. Oczywiście, brakuje mu jego przyjaciół z podwórka z którymi grał w piłkę, chodził do szkoły. Przynajmniej teraz, przez ten pierwszy miesiąc jak siedział w domu, mógł sie z nimi zobaczyć. Powspominać. Choć ciążyło mu to, że musiał ich oszukiwać i mówić, że chodzi do szkoły z internatem. Bo przecież było to ciężkie do zrozumienia. Lewis nie był problematycznym dzieckiem, ani nawet zajebiście zdolnym aby chodzić do szkoły z internatem. Oczywiście według niego, a jak przyjaciele pytali sie go czego się uczy. Zawsze musiał kłamać, że uczy się tego samego co oni. Tylko po prostu on w swojej szkole śpi, a oni wracają do domu na noc. Najgorsze jest to, ze swoją przyszłość wiązał z Quidditchem, a jeśli ktoś się go spyta kim chce zostać? Co im wtedy powie? Pewnie powinien zerwać swoje wszystkie mugolskie przyjaźnie, ale nie potrafił tego zrobić. Oni byli jego dzieciństwem z którego nie potrafił zrezygnować.
Od czasu do czasu (czytaj bardzo często), spoglądał na Mayę jak wpatrywała się w ogień. Wyglądała przy tym tak uroczo, że aż uśmiech nie schodził mu z ust. Nic nie mógł na to poradzić i prawdopodobnie nigdy nie uśmiechał sie, aż tak bardzo i aż tak długo. Cóż, ta dziewczyna z nim wyczyniała! - To w sumie dobrze, że to lubisz. Bo ja zazwyczaj swoje przypalam, mogłabyś mi może powiedzieć, kiedy mam je wyjąć z ognia?- zapytał z uśmiechem gdy sam już nabił dla siebie pianki i włożył je do ognia. Starał sie trzymać patyk, tak jak robiła to Maya. Ale jego ewidentnie był bardziej włożony do ognia, niż ten dziewczyny. On serio, za bardzo sobie z tym nie radził. Uśmiechnął sie jeszcze bardziej, gdy poczuł ciężar jej głowy na swoim ramieniu. To takie miłe uczucie!
- Ależ nie ma za co. Przecież własnie tak robią przyjaciele, racja?- zapytał wesołym głosem. To na pewno będzie udany dzień, a raczej wieczór. W tej chwili Maya mogła czerwienić się ile chciała, przecież Myrn i tak nie wiedział jej twarzy.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 22:29

Jako profesjonalistka nigdy nie powinna dopuścić do sytuacji, która miała miejsce pomiędzy nią, a Ślizgonem. Taka była prawda. Skupiła się o wiele za bardzo na zabawie, zamiast zająć się tylko biznesem, który do pewnego czasu jedynie ich łączył. A jak było teraz? Sama nie wiedziała i prawdę powiedziawszy wiedzieć nie chciała! Na Merlina, musiała się skupić na jakichś lepszych rzeczach, niż rozkminianie tego, co miał jej do powiedzenia chłopak. Zresztą w je świecie chłopak nie mógł zrobić niczego bez jej akceptacji i tego się trzymała. Co z tego, że ta teoria miała słabe punkty, jak chociażby siła Ślizgona, która z pewnością przewyższała jej, co musiała zauważyć ostatnio, kiedy podnosił ją z taką łatwością. Wszystko jednak przysłoniła opinia o tym, że Fawley jest zwyczajnym dupkiem i prostakiem.
Na całe szczęście podobne myśli zostały zakłócone przez Lizzie, na którą Liv mogła liczyć niezależnie od sytuacji. Nawet teraz, kiedy była zła, przyjaciółka nie miała jej tego za złe.
- No tak, zapomniałam, że ty nie masz takich rzeczy. Ale kurwa, potrzebuję się spić. Elle, spij się ze mną? Weź chociaż raz porzuć wszelkie dziwne zasady i się spijmy. Dajmy sobie po twarzy za wszystkie sekrety, dojdźmy do porozumienia i się schlajmy do nieprzytomności, bo inaczej trafi mnie cholera. Albo kogoś zabiję – tu oczywiście obróciła się, by spojrzeć na Lysandera, który gadał z jakimś Krukonem. – Poszukajmy czegoś do picia. Nie przyjmuję odmowy – rzuciła, a chwilę później zakosiła jakiemuś wstawionemu chłopaczkowi butelkę z jasnobrązowym płynem. Powąchała i chociaż trąciło taniością, to jednak nadal było alkoholem. – Powinno przejść – upiła łyk, siadając przy tym na trawie. Nie przejmowała się tym, ze może ubrudzić spodnie. – Porozmawiać? A co mam powiedzieć? Że mam ochotę zamordować kolesia gołymi rękoma? Że zrobiłam coś wyjątkowo głupiego, do czego nie powinnam dopuścić? Nie no, nie przespałam się z nim, spokojnie, Chociaż niewiele brakowało – powiedziała, widząc wzrok przyjaciółki.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 22:53

Podziwiała go w pewien sposób za tą odwagę. Za umiejętność radzenia sobie, jak również przystosowania do różnych warunków. Czemu sama tak nie potrafiła? Patrząc na Myrnina i jego postępowanie wszystko wydawało się być takie łatwe, takie proste. A kiedy sama chciała czegoś podobnego spróbować i zastosować w życiu... no tu pojawiał się wielki problem, bo zwyczajnie nie umiała i wszystko ponownie stawało się iście skomplikowane. Co z tego, że przebywała tyle z chłopakiem, skoro nie umiała zaczerpnąć od niego niczego? Nawet teraz zdawało jej się, że był bardziej rozluźniony niż ona. Czym się tak denerwowała, skoro wiedziała, że nic jej nie grozi? Przecież był obok. A może właśnie w tym był największy problem?
Płomienie z wolna zaczynały ją usypiać, niczym najlepsza kołysanka. Tańczyły w jej jasnych oczach, a ona nie potrafiła oderwać od nich zmęczonego wzroku. Zabawne, jeszcze chwilę wcześniej wcale nie chciało jej się spać, a teraz, kiedy tak siedziała nie myśląc o niczym złym, sen nadchodził szybko. Czy miała wystarczająco siły, aby mu się przeciwstawić?
- Przypalone już nie są takie dobre. Oczywiście, że powiem ci kiedy. Chcę, aby smakowały ci najbardziej na świecie – powiedziała cichutko, obracając swój kijek. – Musisz też pamiętać, aby nie trzymać ich tak samo w jednej pozycji, bo mogą spaść, jak zrobią się za miękkie – w tej chwili poczuła się dziwnie potrzebna, co stanowiło faktycznie miłą odmianę. – Jesteś najwspanialszym przyjacielem pod słońcem – przyznała, a chwilę później jej kijek zaczął powoli opadać, przybliżając się ku płomieniom.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 23:09

Czy było mu czego zazdrościć? Oczywiście, że nie. On po prostu łatwiej się przystosowywał. Nie miał większego problemu, ze zmianą otoczenia, był w tym bardzo elastyczny. Najgorzej jak się do kogoś przywiąże, wtedy już gorzej zmienić otoczenie i sie przystosować. Dlatego, nie chciał aby dziewczyna go zostawiała wtedy po tej całej akcji. Bo wtedy tak szybko by sobie tym nie poradził. A rozluźniony był dlatego, że dziewczyna była przy nim. Nie musiał się o nią martwić, bo miał ją przy sobie. I to dawało mu spokój.
Tak szczerze, to Myrnin jak na razie nie czuł jej zmęczenia. On nawet nie czuł swojego, bo przecież nie był wcale zmęczony. Zazwyczaj siedział długo, bo lubił jeść pod wieczór i przesiadywał w kuchni. Gdzie poznał uroczą Ślizgonkę Effie. Dzięki nie już nie je ciastek z wodą pod wieczór, tylko sałatkę. Która w sumie była dobra, tak na prawdę dobra.
- Na pewno będą smakować, jak mi pomożesz.- odparł z uśmiechem i widząc jak dziewczyna obraca swoją piankę, on również to zrobił. Stosował się do tego, co robiła dziewczyna. Oczywiście, że dziewczyna była potrzebna. I już na pewno w tej chwili, bo on zwyczajnie spaliłby swoje pianki. - Oh. Już nie przesadzaj.- odparł z uśmiechem. Przyjacielem.. Szkoda, że tylko nim. - Choć to bardzo miłe, że tak mówisz. - pokiwał delikatnie głową i oparł swój policzek o jej głowę. - Ty też, jesteś najwspanialsza i jedyna w swoim rodzaju. Ciesze się, że tutaj przyjechałem i mogę spędzić wakacje z tobą. - Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale przyuważył, że kijek Mai opadł i to aż tak, że jej pianka zaczynała się palić, a raczej spadła do ognia. - Tak powinno być?- zapytał. Ale dziewczyna nie odpowiedziała, jej głowa zrobiła się jakoś nienaturalnie ciężka. Odłożył swojego patyka i wygiął się tak, aby na nią spojrzeć. Miała zamknięte oczy, więc ewidentnie zasnęła. Uśmiechnął się pod nosem i delikatnie wziął ją na swoje ręce. Po czym zaczął kroczyć w stronę ich namiotu.

z/t dla Myrna i Mai
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   14.08.16 23:47

Lizzie, nie do końca wiedziała co było między nią a tym gościem. I tak szczerze, nie wiedziała czy na pewno chce to wiedzieć. To nie tak, że po tej całej kłótni z Liv nie chciała jej znać. Po prostu, czasem lepiej jest nie wiedzieć. Liv zawsze pakowała swoją dupę w największe gówno, jakie mogła znaleźć. Ona już po prostu taka była, a Lizzie zawsze stara się ją stamtąd wyciągnąć, nawet nie znając szczegółów. Od tego są przyjaciele, nawet tacy którzy przechodzą tak zwany kryzys. Choć tak na prawdę, Eliza już dawno wybaczyła to L. i czuła, ze zachowała się wtedy głupio i to bardzo. Nawet gdyby nadal była na nią zła, nie pozostawiłaby jej samej. Widząc w jakim jest stanie, a stan jej był dość niestabilny i na pewno potrzebowała jakiegoś oparcia. A ona była gotowa jej to dać, zawsze będzie.
Po tym pierwszym potoku słów Reagan, Eliza już wiedziała, że na pewno tak szybko jej nie opuści. Mimo, ze czekał na nią Alexander, nie miała zamiaru jej zostawiać dla niego. Nie dopóki się nie przekona, że wszystko jest z nią w porządku. Dziwne zasady? No tak, Lizzie miała swoje zasady i jedną była ta, że dziewczyna nie tykała alkoholu. - Nie mam pojęcia, o jakich sekretach ty do mnie mówisz.- odparła spokojnie, choć na jej twarzy widniał ten sam uśmiech, co zawsze. Chciała dać jej do zrozumienia, że już dawno zapomniała o tej sytuacji w bibliotece. - Spić się? Cóż, wiesz, że ja nie piję. Ale nie zostawię Ciebie w takim stanie samej. Jeśli ma ci to pomóc, to napije się z tobą. Przecież, to moje ostatni wakacje!- Sama nie wierzyła w to, że tak szybko dała się na to namówić. Najwyraźniej potrzebowała tego, nawet o tym nie wiedząc. ZABIĆ?! Eliza oczywiście poszła swoim wzrokiem, za wzrokiem Liv. Choć mogła się domyślić, o kim dziewczyna mówiła. O proszę, czyżby Alexander znał tego chłopaka. Nieznaczne się do niego uśmiechnęła i wróciła do L. Spojrzała się na swoją przyjaciółkę, która bezczelnie wyrwała komuś alkohol a potem się go napiła. - Ew. To nie higieniczne.- mruknęła do niej. - Woho. Zastopuj młoda panno.- Eliza podniosła rękę do góry i próbowała wszystko ogarnąć. - To, że kłóciliście się o "sprawy łóżkowe", to akurat wszyscy wiedzą. Wiesz, było was dobrze słychać. Czyli można powiedzieć, że poniosły was emocje, racja? Ale znając ciebie opanowałaś się. Dobrze rozumiem?- zmarszczyła nos. Bo szczerze, Lizzie myślała, ze Lycoris sobie kogoś znalazła i że to właśnie chłopak z którym ma namiot. - Ale czy to nie z nim masz namiot?- Tak, to też wszyscy wiedzieli. Widząc wzrok swojej przyjaciółki, pokręciła głową. - Zresztą, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, to nie musimy. Po prostu się napijmy.- Nie chętnie bo nie chętnie, wzięła z jej ręki alkohol i zrobiła małego łyka. Przełknęła go i zaraz się skrzywiła, posyłając jej wzrok typu "Zobacz jak sie dla ciebie poświęcam!" - Nie ma tutaj nic lepszego?- zapytała.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Erised :: Fabuła :: Reszta Świata :: Wzgórza Szkocji-
Skocz do: