Share | 
 
Niegasnące ognisko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Niegasnące ognisko   06.08.16 20:51

First topic message reminder :

Niegasnące ognisko
Stosunkowo niedaleko pola namiotowego już pierwszego dnia wakacji rozpalono solidne ognisko. Jego główną właściwością było to, że ogień nigdy nie gasł, nawet jeśli nikt nie siedział obok, by dokładać drewna. Ponadto w upalne dni magiczny ogień chłodził, zamiast grzać. Wieczorami za to spełniał rolę najzwyklejszego, ale i najcudowniejszego obozowego ogniska. W stojącej w pobliżu chłodzącej szafce znaleźć można było wszystkie te produkty, jakie nadawały się do upieczenia w ogniu - kiełbaski, ziemniaki, chleb czy pianki. Oparte o tę szafkę stały kijki idealne do przygotowania nad ogniem pysznej przekąski. Atmosfera zdecydowanie zachęcała, by usiąść na pieńku i, grzejąc się, zagrać coś sympatycznego na gitarze i zintegrować się z pozostałymi uczestnikami wakacji.
1 sierpnia, pierwszego dnia wyjazdu, o godzinie 20:00 zaczęło się oficjalne ognisko integracyjne, na które zaproszeni byli wszyscy uczniowie! Gitary czekały na tych, którzy umieli na nich grać, a szafka z jedzeniem kusiła otwartymi drzwiczkami. Chyba nie odmówisz?
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   15.08.16 21:42

Alex nie przejmował się nigdy, czy ktoś jest wkurzony czy nie. On po prostu robił to, na co nagle naszła go ochota i chociaż faktycznie zawsze starał się zachować jakiś dystans, tak uznał, że teraz temu dość wkurzonemu kolesiowi przyda się jakieś męskie towarzystwo. Bo skoro z panną mu nie za bardzo poszło, to może faktycznie powinien sobie zrobić odskocznię. Proszę tutaj nie myśleć o niczym cielesnym, bo Alex gejem nie był i za chłopców się nie brał, ale jako człowiek prawy i zwyczajnie wścibski uznał, że solidarność plemników powinna działać i tutaj.
- Nie? Bo jak na moje oko, to wyglądało właśnie jak kłótnia pary, która nie może dojść do porozumienia w jakiejś kwestii. I chyba nie tylko moje jest takie zdanie, sądząc po minach ludzi, którzy mieli okazje was oglądać – stwierdził lekko, jakby ten temat faktycznie nie był dla niego nowością. Bo przecież Alex wiedział, Alex widział. I co najważniejsze miał doświadczenie po licznych akcjach swoich kolegów. Nic więc dziwnego, że automatycznie wziął ich za parę. Dodatkowo iście wybuchową! – Zaproponowałbym, żebyście na zgodę uprawiali seks, ale widzę, że to nie bardzo pomoże – dodał. No tak, bezpośredniość też do niego pasowało. Poza tym przecież facet z facetem może pogadać o wszystkim!
- Podobno wszyscy kupują od takiego jednego kolesia. Mugolski trunek, ale podobno nieźle kopie – stwierdził, bo przecież sam zamierzał spróbować. – Rozumiem, że po tym wszystkim masz ochotę zwyczajnie w świecie się spić? – Spojrzał na niego, by chwilę później przenieść wzrok na Elizabeth i jej obecną towarzyszkę, która wyglądała na równie wkurzoną jak sam chłopak przed Alexem.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   15.08.16 21:55

Prawda była taka, że sama Liv nie wiedziała i chyba właśnie to było najgorsze z tego wszystkiego. Niby starała się o tym nie myśleć, ale nie potrafiła! Prawdopodobnie właśnie dlatego odczuwała taką cholerną złość na Lysandera, jak również na wszystko, co w tej chwili było z nim związane. Dodatkowo była osobą, która nie nawykła do super szczerych zwierzeń, a tym samym nie potrafiła poruszyć pewnych kwestii, które być może rozwiałyby te dziwne chmurki niepewności. Ale cóż, charakteru nagle nie zmieni, dlatego usilnie potrzebowała alkoholu. Darren zawsze powtarzał jej, że to wcale nie jest wyjście, ale cóż, najwidoczniej mówił to w sposób mało przekonywujący, skoro Reagan nadal uparcie trwała przy swoim. Daleko jej było do alkoholizmu, bo ostatecznie nie piła codziennie. O nie. Tylko w sytuacjach kryzysowych, jak ta teraz.
Zdołała się jednak uśmiechnąć, kiedy przyjaciółka jasno dała jej do zrozumienia, że sytuacja, która miała miejsce w bibliotece, już dawno jest nieważna. A przynajmniej nie na tyle, by jeszcze się na niej skupiać. Właśnie tak działało przebaczenie i Reagan miała wrażenie, że Lizzie właśnie jej go udzieliła.
- Raz możesz złamać zasadę. Będzie fajnie, zobaczysz. Poza tym są wakacje, po raz ostatni mogę spędzić z tobą tyle czasu przed rokiem szkolnym, więc nie daj się długo prosić – oczywiście ubolewała, że od tego roku Lizzie nie będzie w szkole. Kto ją będzie opieprzał, jeśli coś odwali? Kto ją będzie stopował, jeśli faktycznie będzie chciała zrobić coś cholernie szalonego? Przecież bez Elki to ona niechybnie zginie. – Właśnie! Super podejście! – Ha, nie musiała jej prosić tak długo jak myślała. Czyli przynajmniej tyle wyniosła z tego wszystkiego. W towarzystwie Lizzie nie musiała się o nic martwić. Plus być może zapomni chociaż na chwilę o tym, co miało miejsce w namiocie.
- A tam, alkohol zabija bakterie, nie przejmuj się – wzruszyła ramionami. No przecież syfem się w ten sposób nie zarazi, o to martwić się nie musiała. – Mam gdzieś, czy inni nas słyszeli. I tak chodzą o mnie durne plotki w szkole, więc co mi tam. I tak, poniosło nas, a jego to już szczególnie. Chociaż no… było całkiem miło, ale ostatecznie nie przespaliśmy się ze sobą, bo nie w taki sposób mam zamiar spędzić pierwszy dzień obozu. I ogólnie kolejny i jeszcze następny. Poza tym to było tylko macanie, do cholery! Ja nie wiem, o co to wszystko! A ten się oburza, że nie zamoczył – od razu było po niej widać, że złość ponownie wraca. Dlatego niewiele myśląc pociągnęła kolejny łyk alkoholu.
- Tak, mam. Chociaż nie wiem czy można nazwać to namiotem, bo rozkładanie go coś nam nie wyszło – wzruszyła ramionami podając dziewczynie butelkę. – Pij – i Lizzie się napiła. – Więcej. Nie tylko ja mam być tu pijana.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   16.08.16 12:03

Serio, wyglądali jak kłócąca się para. Bez przesady, przecież on nigdy nie mógłby być z Liv, co to za absurdalny pomysł, aby pomyśleć o nich jak o jakieś zakochanej parze. Przecież oni do siebie nawet nie pasują! Są jak dwa porywcze żywioły, każdy z nich chce dominować i każdy musi mieć zawsze rację. A potem wywiązują się takie właśnie kłótnie, które są nikomu niepotrzebne. Oczywiście wolałby się z nią nie kłócić przy gapiach, ale jednak tak sie nie dało. Reagan nie miała wyczucia ani instynktu samozachowawczego. Cóż, kiedyś ją to zgubi a na pewno szybciej niż jej się to wydaje.
- Absurd. Nigdy nic mnie nie będzie łączyć z Reagan. No proszę Cię, czy ty ją w ogóle znasz? - Bo gdyby ją znał, na pewno nie posądziłby go o to, że są razem. - Cóż. Niech ludzie myślą sobie co chcą, szczerze mam to w dupie.- wzruszył ramionami. Bo czym miał się przejmować? Tym, że znów będzie zamieszany w jakiś plotki, chociaż ta ostatnia o nich była jakby prawdą. Ale nikt nie musi o tym wiedzieć. Seks na zgodę? Cóż, to na pewno by pomogło. Jeśli właśnie o to by nie poszło. - Seks na pewno będzie, ale nie z nią.- odparła tak samo lekko, ja powiedział to jego towarzysz. Spojrzał się na Reagan, gdy wyrwała jakiemuś chłopakowi alkohol z ręki. Co za upadek, aż na samo dno!
- Trunek i kopie. Dla mnie starszy.- pokiwał głową. Bo właśnie o to chodzi, chodzi o to aby się zalać w trupa i nie przejmować sie tą całą sytuacją z Reagan. - No jasne, że mam ochotę się napić. Ale, że nie lubię pić sam, to może chciałbyś się napić ze mną, ale pierw trzeba ogarnąć jakiś trunek. Tak poza tym - zerknął na niego i podał mu dłoń. - Madness- wypadałoby się przedstawić, bo szczere on nie miał pojęcia jak ma na imię jego rozmówca, a jak już mają razem pić, to warto wiedzieć jak się nazywa.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   16.08.16 12:24

W sumie, oby dwie zachowały się wtedy w tej bibliotece jak gówniary. A raczej Lizzie, przecież przyjaźniła sie z Lycoris, dlaczego nie powiedziała jej wcześniej co się dzieje w jej życiu? Może gdyby to zrobiła, pewnie nie doszłoby do takiego nie porozumienia. Ale teraz nie warto o tym myśleć, ani mówić. Przecież już wszystko zostało wyjaśnione, teraz powinna zając się tym aby Liv się uspokoiła. Bo szczerze mówiąc, taka wkurwiona przerażała ją bardziej, niż ta L. która zaciągnęła ją do zakazanego lasu. Teraz bała się jej bardziej, ale jeszcze bardziej chciała jej pomóc. No właśnie, prawdopodobnie to ich ostatnie chwile razem, później może będą się widzieć raz na jakiś długi czas. Eliza pójdzie na studia, do pracy. Nie będzie miała za bardzo czasu, aby przychodzić tutaj w odwiedziny. Poza tym, Liv pójdzie do ostatniej klasy a tam już nie ma żartów. Eliza doskonale o tym wiedziała, wiedziała ile trzeba zrobić aby się nauczyć i ile trzeba się uczyć. Nim się obejrzy, będzie musiała zdawać egzaminy i zastanowić się nad swoją przyszłością. Oczywiście, Lizzie nie miała zamiaru psuć jej wakacji takimi sprawami. Ani sobie, teraz powinna po prostu napić się ze swoją przyjaciółką, która jej potrzebowała. Więc się na to zgodziła. Poza tym przyszła na to ognisko, po to aby się zabawić. Więc czemu nie mogła zrobić tego z przyjaciółką? Właśnie mogła i tak będzie. Z Liv nic jej nie grozi, raczej... Wyszczerzyła się do niej na jej słowa "Super podejście." Chociaż tak, mogła uszczęśliwić L.
Elizabeth ja na Krunokne przystało, analizowała wszystko dość szybko i wyciągała z tego jakieś swoje dziwne wnioski. Które nie zawsze były trafne. Choć nie często się myliła. - Hey, uspokój się. Zawsze jeśli chcesz oczywiście, możesz spać ze mną w namiocie. Chociaż jest już tam od groma ludzi, dla Ciebie zawsze znajdę jakieś miejsce.- Poczuła, że musi jej to powiedzieć. - A wracając do twojej sprawy, mam wrażenie, że musiałaś przerwać to na prawdę w bardzo kumulującym momencie. Wiesz, faceci nie lubią jak się ich zostawia z "chcicą"- Oh tak, bo ty Benoit, akurat wszystko wiesz o tych sprawach! Naturalnie... - Może po prostu dałaś mu nadzieje, nawet o tym nie wiedząc.- wzruszyła delikatnie ramionami.
- Wydaje mi sie, że jeśli nie będzie padać, to jakoś ten wasz namiot przeżyje.- zaśmiała się, bo cóż.. Ich namiot pozostawiał wiele do życzenia. Ale to i tak lepiej, niż namiot który ma Lizzie. A raczej z kim go ma.. Skrzywiła się i wzięła większego łyka, ale ten łyk i tak był jak dla niej za duży. Od razu się skrzywiła, ale zaraz po jej ciele przeszedł gorący prąd i poczuła się tak inaczej. Czy to na pewno mogło tak szybko chwytać? - W sumie, to nie jest tak złe, wiesz? Przynajmniej mi ciepło- uśmiechnęła się. Nawet nie potrzebowała teraz swojej za dużej bluzy, ale na razie jej nie zdejmie, bo pewne ją zgubi.
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   17.08.16 22:16

Alex zawsze mówił to, co myślał. A że aktualnie faktycznie porównał kłócących się nastolatków do pary? W jego oczach właśnie tak wyglądali, czemu więc nie mógłby się podzielić z zainteresowanym własną opinią na ten temat? Kto wie, może ostatecznie da to owemu chłopakowi do myślenia?
- Reagan? To czasem nie ta panna, która według szkolnej gazetki prowadzi się z wysoko urodzonymi Ślizgonami? – Był niemal pewny, że zna to nazwisko, nie tylko z prasy. Kto wie, może o tej pannie krążą dziwne historie? Spojrzał jeszcze raz w jej stronę. Tak, zdecydowanie na właśnie taką wyglądała. – Ale osobiście, to chyba nie miałem okazji poznać. Fajna jakaś? – Uśmiechnął się wypowiadając to wszystko. Co mógł poradzić, że go do kobiet ciągnęło, a skoro Elizabeth się z nią zadawała, nie mogła być jakaś straszna! Przecież akurat Benoit dokładnie dobierała sobie towarzystwo.
- To widzę, chociaż… kto się czubi, ten się lubi – wzruszył ramionami, bo ostatecznie nie miał zamiaru nikogo swatać. Jeśli oni nie dostrzegali, że coś ewidentnie nad nimi wisi i nie jest to burzowa chmura, to ich problem. – Kto wie, może to by wam pomogło. Może powinieneś ją spić, czy coś? – Nie to, aby faktycznie miał coś podobnego na myśli, chociaż w jakiś dziwny sposób go to rozbawiło. Jednakże ostatecznie był przeciwnikiem takiego wykorzystywania niewinnych dziewczyn, które po alkoholu mogły zrobić niemal wszystko. Włącznie z lodem przypadkowemu gościowi.
- Skoro padła propozycja, to ja odmawiać nie będę, tym bardziej, że aktualnie moja towarzyszka poszła pić z kimś innym – wskazał na dziewczyny, które właśnie raczyły się jakimś podejrzanym trunkiem, który niechybnie pochodził od tego kolesia, który fundował to całemu obozowi. – To jak, idziemy go szukać? – Miał na myśli oczywiście ich potencjalnego sprzedawcę.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   18.08.16 13:41

Według Madnessa, to było po prostu głupie. Porównywanie kłócących się nastolatków do pary. To tak jakby Fawley, porównywał tą kolorową i jego, że są parą. Bo przecież siedzieli razem i się śmiali. Może to nie to samo, ale jednak prawie. To takie pochopne wyciąganie wniosków.
- Oh, tak to właśnie ona.- pokiwał głową Madness. Choć gdzieś tam w głębi serca poczuł, że powinien teraz powiedzieć, że to wcale nie tak, że jest zupełnie inaczej. Ale po co miał sobie strzępić język, jeśli on wcale jej nie lubi, racja? - Nie. Jest irytująca, arogancka i zawsze musi mieć racje.- Odparł spokojnie, choć czuł się tak jakby opisywał samego siebie. Może to jest ich problem, żadne z nich nie potrafi odpuścić. Każde z nich musi mieć rację.
Gdy usłyszał ten dziecinny tekst, wywrócił oczami i wzruszył ramionami. Uważał, że jeśli ktoś nie ma nic dobrego do powiedzenia, powinien po prostu zamilknąć. -Spić, serio? Jaka jest radość w tym, aby "wykorzystać" pijącą osobę. Poza tym do tego, zawsze i tylko starczał mój urok osobisty.- Oczywiście, że był poważny. Miał wysokie mniemanie o sobie, czego nigdy nie ukrywał i nie sądził, że było to błędne.
- No i wspaniale.- odparł spokojnie i zerknął w stronę dziewczyn. - Oczywiście, że tak.- odparła spokojnie i wstał z miejsca. Poczekał na swojego towarzysza i poszli razem poszukać podejrzanego typa.
Nie musieli za długo go szukać, od razu zauważył go przy jakimś drzewie, jak sprzedawał alkohol dzieciakom. Złapał go za ramię i odwrócił do siebie. Nie musiał za wiele mówić, prawie tyle co nic. Powiedział, że chce dwie butelki, zapłacił i to tyle. Gościu sobie poszedł, a on został z Krukonem. Podał mu jedną butelkę, nawet nie patrzył co to jest i napił się ze swojej butelki. Cóż, smak był dziwny, ostry i aż mu twarz wykrzywiło. - To jest nawet mocne. Nawet bardzo.- odparł.
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   19.08.16 22:08

Nagle na ognisko zeszło się tyle osób! Jednak Ben się nie pomylił! I był pierwszy na tej imprezie. Gdzie dyplom? Albo chociaż może brawa?
Jego uwagę zwróciła kłótnia L i L, i gdy się trochę chcieli poszamotać Ben chciał się już zerwać. Cóż znał i gryfonke i ślizgona i zdrowy rozsądek krzyczał aż, żeby się do nich nie zbliżać. Ale Ben zdawał się nie dogadywać z rozsądkiem i robił czasem głupie rzeczy. Na szczęście rozkojarzyła go wzmianka o piankach i zanim się zorientował, ludzie się rozeszli.Drygnął nerwowo i posłusznie przekręcił pianki. - Mmm... co? A. Nie no, skupiałem się na jedzeniu. Wiesz... Jak to f a c e t. - wyszczerzył się głupio. A tak naprawdę to miał problemy z koncentracją, ale nie musi tego wszystkim mówić. Po chwili jeszcze dodał -Matko jaka ty wścibska jesteś. - zażartował i zaśmiał się krótko. Wcale mu to nie przeszkadzało. Podobała mu się nawet ta nieudolność w nawiązaniu kontaktów. - Noszę rozmiar buta 42, uwielbiam kawę i nie mam czucia w tym palcu. - przysunął jej pod sam nos mały palec prawej ręki. Uśmiechnął się krzywo. W sumie były to całkiem randomowe informacje, ale musiał jej trochę podokuczać. - Chcesz jeszcze coś wiedzieć? - uniósł brwi i ponownie się wyszczerzył. Podniósł kijek, podmuchał chwile na pianki i wpakował je całe do buzi.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   21.08.16 11:33

Kłótnie pomiędzy ludźmi czasami są potrzebne. Człowiek musi odreagować, a niestety bardzo często robi to kosztem osób, na których faktycznie mu zależy. Grunt, by ostatecznie dojść do jakiegoś porozumienia, do którego faktycznie Liv i Beth doszły. Może i nie dały sobie po razie wybierając bardziej cywilizowany sposób, ale koniec końców nieporozumienie zniknęło, a sama Reagan czuła się dziwnie lepiej, ze przyjaciółka wie o jednym z tych większych sekretów. Plus ona dowiedziała się kilku szczegółów z jej życia, tym samym mogąc lepiej dziewczynę zrozumieć.
Teraz miała zamiar skupić się na ognisku. Na własnych emocjach, które należało przystopować, jak również na tym, aby te wakacje były dla Krukonki niezapomniane. Kto wie, może czasem Gryfonce uda się wymknąć ze szkoły, aby spotkała się z dziewczyną gdzieś w Hogsmeade, bo o Londynie może pomarzyć, tym bardziej, że jeszcze nie opanowała teleportacji.
- Bardzo chętnie bym spała, ale nie ma mowy, abym dała temu dupkowi satysfakcję. Wiesz, jak później by się puszył, gdybym z taką łatwością się poddała? O nie, prędzej ja wykurzę go z tego namiotu, niż on mnie – powiedziała, znowu rzucając Ślizgonowi mordercze spojrzenie. Aż ją świerzbiło, aby do niego podejść i po prostu mu przywalić. – Nie ważne w jakim momencie. Nie przypominam sobie, abym obiecywała mu, że się z nim prześpię. Gra, której się poddaliśmy nie obejmowała aż tak luksusowego pakietu. Poza tym później mógł sam sobie ulżyć, co za problem? – No tak, logika Liv niekiedy była powalająca. A tym bardziej jej spojrzenie na podobne sprawy, o których ostatecznie wiedziała niewiele. Bo skąd miała wiedzieć, że parcie na spodnie chłopaka było dla niego tak uciążliwe, a on sam niemal musiał doprowadzić sprawę do końca i to niekoniecznie własną ręką. – A jebać to – machnęła ręką. Miała dość tego tematu. Dość Lysandera i każdego innego Ślizgona. – I tak pewnie poszedł przelecieć inną pannę – nie to, aby specjalnie się tym przejmowała, co nie?
- Jeśli zacznie padać, to go zabiję. Autentycznie. Bo to jego wina, że namiot wygląda, jak wygląda – rzuciła, spoglądając na butelkę. – Z każdym kolejnym łykiem będzie lepiej, zobaczysz – zaśmiała się i przysiadła na jakimś wolnym pniu, bo przecież nie będzie tak stać. Sama upiła kolejny łyk, podając dziewczynie butelkę. I tak będą musiała skołować tego więcej, jeśli faktycznie chciały się upić, aby zapomnieć o problemach.
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   21.08.16 22:40

Pochopne wnioski były zwykłą domeną ludzi. Lubili wyobrażać sobie, że jest właśnie tak, jak mówili, a sam Alex był w tym niemal mistrzem. Pod tym względem był nie dość, że uparty, tak jeszcze nie przyjmował do wiadomości, że mógłby się mylić. Tym bardziej był przekonany, że chłopak jedynie ukrywa jego prawdziwą relację z dziewczyną. Nie wnikał w to jednak bardziej, chcąc zamiast tego skupić się na planie wspólnego napicia się.
- Wielu facetów woli najpierw panny spijać, więc nic dziwnego, że założyłem przy tobie coś podobnego. Punkt dla ciebie, że jednak tak nie jest – powiedział szczerze i co najważniejsze, pewnie. Nie miał problemów z mówieniem tego, co myśli, a jeśli chłopak chciał się o to obrazić, cóż, nie problem Alexa. Może i wydawał się godnym towarzyszem do picia, ale to nie znaczyło, że Lloyd miał zamiar się przed czymkolwiek powstrzymywać.
Kiedy udało im się zdobyć upragniony trunek (całe szczęście żaden opiekun obozu ich nie przyłapał) klapnęli przy jednym z drzew by oddać się przyjemności, jaką było picie. Co z tego, że wypicie całej butelki zawierającej procenty mogło go zniszczyć? Głowę może miał i mocną, ale nie niezniszczalną. Jednak nie miał zamiaru teraz się nad tym zastanawiać. Odkręcił butelkę i upił spory łyk, krzywiąc się przy tym lekko. Nigdy nie przywykł całkiem do tego ostrego smaku.
- Owszem, ale czy nie o to chodziło? W końcu chcieliśmy się upić – stwierdził z lekkim uśmiechem. – Myślisz, że one też się wstawią? – Miał tu na myśli oczywiście Elizabeth i jej przyjaciółkę. Nie to, żeby w razie czego miało mu to ostatecznie w czymś przeszkodzić.
Po pewnym czasie, kiedy obie butelki były opróżnione niemal do połowy, Alex poczuł, że alkohol uderzył mu do głowy. Ogarnął go przyjemny stan, w którym cały świat należał niemal w całości do niego.
- Uła, nie wiem, co faktycznie kupiliśmy, ale już czuję, że nieźle na mnie działa – nawet stał się jakiś taki weselszy.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   21.08.16 22:52

Oczywiście, ze muszą być potrzebne. Jednakowoż Lizzie chciała ich uniknąć i to bardzo. Nie lubiła się kłócić, po prostu nie. To nie leży w jej naturze i tyle. Ona jest bezkonfliktowa i tyle. A raczej tak jej się wydawało.Ale cieszyła się, że już nie mam tego całego dziwnego uczucia które towarzyszyło im podczas tego kryzysowego okresu. Jeśli można to tak nazwać, ale najważniejsze jest to, że wszystko za nimi i tyle
- Chciałabym być taka jak ty Liv, na prawdę zazdroszczę Ci tego, że jesteś taka zawzięta.- skomplementowała swoją przyjaciółkę. Na prawdę podobało jej się to, że dziewczyna taka była. Ona tak nie potrafiła. No i oczywiście, znała jej prawdziwe imię ale jednak bardziej pasowało do niej Liv niż Lycoris. Było takie zadziorne, takie jak L. - Wiesz, wygląda na niezłego dupka. A tacy raczej mają od tego innych ludzi.- Oczywiście, chodziło o to, ze chłopak miał do takich spraw pewnie dużo panienek i teraz chciał dołączyć do tego Liv. Była z niej dumna, że się nie dała! - Ciesze się, że nie ciebie.- uśmiechnęła się do niej. Prawdopodobnie Lizzie, by mu się dała bo bała by sie, że zrobiłby jej coś gorszego. Ale w sumie, nie zadawała się z nim, więc nie miała o co się martwić.
- To pomogę ukryć Ci cało. W końcu się przyjaźnimy.- zaśmiała się. Taka deklaracja z jej strony, to pewnie przez alkohol. Ale przecież i tak by jej pomogła, bo godzinie płaczu stresu i paniki. Pomogłaby jej i tyle. Znów napiła sie dużego łyka z butelki i tak jakoś dziwnie się stało, że zajebisty napój sie skończył. - Cóz, jest lepiej- zaśmiała się i przeczesała swoje włosy. -Ale się skończyło.- zrobiła smutną minę i przyczaiła chłopaka, który sprzedawał alkohol. -Czekaj chwile.- odezwała sie i nieco chwiejnym krokiem podeszła do niego. Kupiła butelkę i wróciła do dziewczyny. - Trzymaj.- podała jej butle czegoś. Lizzie była już nieco pijana, co było widać. Bo przecież podeszła do jakiegoś faceta i kupiła alkohol. ONA PODESZŁA DO NIEZNAJOMEGO. TO JEST COŚ DZIWNEGO! Lub po prostu alkohol.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   21.08.16 23:04

Liv była pod tym względem przeciwieństwem Krukonki. Lubiła się sprzeczać, jednak nie znaczyło to, że z własną przyjaciółką. Miała od tego innych ludzi, takich jak na przykład Lysander, z którym mogłaby się kłócić godzinami, tym samym porządnie wyładowując na nim wszelkie niepowodzenia, komplikacje i stras. Zresztą irytował ją, więc to jedynie wszystko ułatwiało. No i cisnąc po nim nie odczuwała wyrzutów sumienia, co zapewne pojawiało się za każdym razem, kiedy kłóciła się z Elli.
- Nie ma czego zazdrościć. Czasami to wcale nie jest takie fajne. Ale tutaj się przydaje, nie zaprzeczam – uśmiechnęła się do przyjaciółki. Nie chciała, by ta się zmieniała. Wszak kochała ją właśnie za to, jaka była. Nieskazitelna, niemal niewinna. Chociaż czasami na siłę starała się Benoit zmienić, tak nie robiła tego na taką skalę, by zrobić z niej potwora. Ona jedynie ją ośmielała, żeby jej w życiu było łatwiej! Nie znaczyło to jednak, że pragnęła, by ta była taka jak sama Liv. – Pieprzy mnie to. Może się bzykać z każdą, ale to nie znaczy, że ja mu się dam, jak pierwsza lepsza puszczalska – rzuciła. Z jakiegoś powodu dziwnie ją wkurzyła wzmianka o tym, że Fawley faktycznie mógł sypiać z połową obozu. Na całe szczęście potrafiła niemal idealnie ukrywać emocje, więc Lizzie z pewnością niczego zauważyć nie mogła. – Zresztą skoro miał od tego innych ludzi, to ja nie rozumiem o co ta cała spina – pociągnęła kolejny solidny łyk alkoholu. Paliło ją w przełyku, jednak starała się to zignorować. – Mnie? Prędzej bym mu jaja ucięła, jakby spróbował – stwierdziła z pewnością. Nie było mowy, aby ktokolwiek zrobił z nią coś, na co by nie pozwoliła. Uśmiechnęła się jedynie, kiedy Elizabeth wspomniała o ukrywaniu ciała. Tak, taką przyjaciółkę każdy chciał mieć!
- Jak to się skończyło? – Na jej twarzy pojawiło się jawne niezadowolenie. Dopiero zaczynała czuć to wszystko w swoim ciele i już miała się pożegnać z tym błogim stanem? Okazało się jednak, że Elli jest po alkoholu nad wyraz śmiała i chwilę później wróciła z nową porcją.
- No, no. Ja to chyba muszę cię częściej upijać – zaśmiała się. Być może to właśnie promile były kluczem do sukcesu w ośmielaniu przyjaciółki. Byleby nie za bardzo, bo nie chciała, aby ta wróciła z brzuchem po obozie. Odkręciła butelkę i się napiła. – Smakuje lepiej niż tamto. Ale teraz przejdźmy do konkretów. Bardzo lecisz na Lloyda? – Oczywiście, że znała nazwiska wszystkich kolesi, z którymi zadawała się Benoit.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   21.08.16 23:05

A co on miał ukrywać? To, że się z nią prze lizał i prze macał. O mój Merlinie, nie tylko z nią. Nie róbmy z tego wielkiego halo, poza tym nie musiał się spowiadać jakiemuś krukonowi. No dajcie spokój, on nawet go nie znał. Więc wolał zostawić ten temat.
- A ty taki jesteś?- zapytał sie go ze delikatnym uśmiechem. Jeśli myślał tak o większości, to czy myślał tak też o sobie? Czy może to robił. Zaczynał lubić tego chłopaka, nie każdy jest tak otwarty i nie każdy gada szczerze. Podobało mu sie to u niego i to bardzo. Bo kogo innego stać na taką szczerość? Mało jest takich osób.
Ogólnie, czy na tym ognisku znajdował się jakiś opiekun? Bo Lysander nie zdążył zauważyć. Ogólnie uważał, że wiele nauczycieli ma w dupie to co się dzieje w ich szkole. Jemu jak najbardziej to odpowiadało. Lysander natomiast miał dobrą głowę, ale tylko do jarania. Nie pije za często alkohol, co pewnie zaraz Alex zauważy. Znów napił się większego łyka i skrzywił. Nie wiedział co pił, ale było to bardzo mocne i ostre i ogólnie chyba bardziej dla ostrych alkoholików. A nie dla nastolatków, ale czy jego to interesowało? Oczywiście, że nie. Był na to za młody.
-Coś czuje, że szybko się tym upijemy.- odparł spokojnie i zerknął w strone dziewczyn. Nawet był w szoku, że Liv miała żeńskie przyjaciółki. Myślał, że ona ma tylko męskich wysoko ustawionych przyjaciół. Najwyraźniej się mylił.- Liv na sto procent. A ta druga, cóż, nie wiem nie znam jej. Ale jeśli przyjaźni sie z Liv. To pewnie jest taka sama jak ona.- wzruszył ramionami.
Lysander juz czuł, że jest konkretnie nawalony.Nie czuł sie błogo, czuł sie dziwnie i inaczej. Jednak wolał palić, niż pić alkohol. Ale i tak czuł sie dobrze, jak na razie.
- Stary, ja już chyba jestem kompletnie nawalony.- zaśmiał się, ale i tak wziął kolejnego łyka.
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   22.08.16 9:53

Lloyd nie wiedział, jak dokładnie wyglądało ich życie intymne i z pewnością wiedzieć nie chciał. Jednak nie dało się ukryć, że jakoś tam iskrzyło, bo co jak co, ale Alex był w tych sprawach idealnym obserwatorem, który umiał dostrzec odpowiednie rzeczy. Więc jego zdaniem Madness mógł się bronić jak chciał, ale i tak prawda była po stronie Krukona.
- Nie wykorzystuję takich dziewczyn, jeśli same niczego nie chcą. Poza tym nie sypiam z byle kim – stwierdził, bo to było zgodne z prawdą. Prawiczkiem nie był, ale jego podboje z pewnością nie były tak pokaźne, jak samego Lysandera, który zaspokajał potrzeby w niemal każdej chwili, kiedy naszła go ochota. Pod tym względem znacznie się różnili, chociaż Alex poczuł do chłopaka nić sympatii.
Kolejna porcja alkoholu znalazła się w jego ustach, by chwilę później spłynąć przełykiem do żołądka, pozostawiając palący ślad, a tym samym sprawiając, że chłopak musiał zakaszleć. Faktycznie, cholerstwo mocne.
- W końcu po to to kupiliśmy – stwierdził, bo przecież już nie raz był pijany. Daleko mu było do alkoholika i tak poważna choroba z pewnością mu nie groziła, ale przecież był nastolatkiem, musiał się odpowiednio wyszaleć. Tym bardziej, że to ostatnie takie jego ognisko.
- Dobrze ją znasz. W sensie tą całą Liv – stwierdził, bo skoro Madness był taki pewny, znaczyło, że wiedział o pannie całkiem sporo. – Elizabeth? Nie. Jest zupełnie inna niż Reagan. Prawdę powiedziawszy pierwszy raz widzę, jak pije. Wcześniej wydawało mi się, że raczej unika podobnych rzeczy – wyznał, chociaż fakt, że Krukonka piła, wcale specjalnie mu nie przeszkadzał. Wiedział, że z pewnością nie zagustuje w takich sposobach spędzania czasu. – Nie martw się, ja niedługo też będę, więc nie zostaniesz sam – zaśmiał się.
I faktycznie, po kolejnych kilkunastu minutach Alex poczuł, jak świat wiruje, a on sam ma już niezłe halo w głowie. Wstał niepewnie lekko się chwiejąc. Jak dobrze, że chociaż umysł został choć trochę trzeźwy, bo niestety na ciało nie do końca można było liczyć. – Dobra, wiesz co. Idę po nią. W sensie po Elizabeth. Jeszcze Liv za bardzo ją zniszczy – no tak, troska o przyjaciół ponad wszystko. – A ty idź się zająć swoją kobietą, bo inaczej zajmie się nią ktoś inny – i odszedł, mając nadzieję, że chłopak nie będzie miał mu tego za złe.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   22.08.16 10:21

\Przeciwieństwa sie przyciągają, prawda? Właśnie tak działa ich przyjaźń, której nic nie zniszczy. Nikt a ni nic. Tak pięknej przyjaźni nie da się zepsuć, po prostu nie. Uśmiechnęła się na jej słowo, że niemała jej niczego zazdrościć. Ale jednak ona czuła, że miała. Poza tym Liv zawsze przyciągała jakaś uwagę, a Lizzie? Ona była tą cichą dziewczyną, która żyła w cieniu L. Oczywiście, nie przeszkadzało jej to, wcale a wcale. Uwielbiała tam sobie stać, choć czasem chciała mieć też swoje pięć minut. Ale nie było to takie wielkie uczucie, aby dziewczyna miała wyjść z cienia. Podobało jej się tu gdzie była.- Dobra kończmy ten temat. Bo najwyraźniej, nie jest on ciebie godzien.- uśmiechnęła się do niej. Nie chciała aby dziewczyna się denerwowała, a teraz była najwyraźniej zdenerwowana. Każda wzmianka o Fawley'u przyciągały do niej złe emocje. To było widac po niej i słychać po jej głosie. A ona nie chciała aby dziewczyna się denerwowała. - Tacy musza mieć każdą i najlepiej tą trudną do zdobycia.- wzruszyła ramionami. Ucinanie jaj, cóż to już nie do Beth z takimi sprawami. Ona nawet w życiu nie widziała genitaliów, a nie czekaj. Widziała. Genitalia. Alexa. Pod. Prysznicem. Tak, nigdy tego nie zapomni.
Skończyło sie, ale za chwile znów się pojawiło. Czyżby Beth pokazywała swoją drugą naturę, której jeszcze nie znała? Prawdopodobnie tak.
- W sumie, czemu nie.- uśmiechnęła się do niej. Ciekawe czy jutro będzie ci tak do śmiechu, Benoit? Może lepiej, żeby Liv jej tego nie mówiła, bo jak na razie ma dobry humor. Zrobiła dużego łyka i skrzywiła się.- Jest bardziej ostre.- odparła spokojnie, chciała wziąć następnego łyka. Ale pytanie Liv ja zbiło z tropu. -Alexander?- spytała i odwrócił twarz w jego stronę, później wrócił do L. - Tak w skali od jeden do dziesięciu? Czy jedenaście, jest już obsesyjne?- parsknęła śmiechem. Oczywiście, gdyby była trzeźwa, nie powiedziałaby tego. Zalałby się rumieńcami, teraz też je ma. Ale za to są one alkoholowe. - A tak naprawdę, to sama nie wiem. Podoba mi się, to fakt. Wiesz, zawsze mi sie podobał. Ale i tak pewnie pozostaniemy przyjaciółmi.- wzruszyła delikatnie ramionami i podała jej butelkę.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   22.08.16 11:22

Jest wiele powiedzeń na temat przeciwieństw, a przy tym wiele się wzajemnie wyklucza, dlatego sama Reagan nigdy się nimi nie kierowała. Chociaż kto wie, czy faktycznie polubiła Lizzie, gdyby była zbyt do niej podobna. Mogłoby dojść do zbyt dużego konfliktu interesów, a tym samym zamiast przyjaciółkami zostałyby wrogami.
- Racja, skupmy się na bardziej przyjemniejszych aspektach tego spotkania, jak właśnie picie, które nas czeka – była wdzięczna dziewczynie, że nie pragnęła dłużej ciągnąć tego chorego tematu głupiego Ślizgona, z którym Reagan dzieliła ten przeklęty namiot. Była niemal pewna, że kiedy tylko wróci Madness na nią naskoczy z ryjem, ale wtedy najwyżej zwyczajnie przywali mu z liścia, żeby się ogarnął i pójdzie spać. – Niech w takim razie tylko pomarzy – powiedziała jedynie, uznając to za całkowite zakończenie tego tematu. Lysander mógł sobie chcieć czegokolwiek, ale to nie znaczyło, że Liv zaraz wskoczy mu do łóżka, aby mu się oddać. Jeśli myślał, że faktycznie jest puszczalska, to nieźle się przeliczył.
Siedząc i pijąc z najlepszą przyjaciółką czuła się zwyczajnie wspaniale. Dawno nie miały okazji tak się zrelaksować i chociaż alkohol coraz bardziej uderzał Gryfonce do głowy, tak nie miała problemów z poruszeniem odpowiedniego tematu.
- No to skoro tak na niego lecisz, to weź się za niego! Wydaje się miły, nic nie stoi na przeszkodzie, abyś go zdobyła. Nie wiem, zatańcz mu, rozbierz, cokolwiek – uśmiechnęła się szeroko. Jak dla niej Alex byłby niemal idealny dla Benoit, a przecież Liv pragnęła jej szczęścia bardziej, niż czyjegokolwiek. – Jakimi przyjaciółmi? Oszalałaś. Jeśli sama nie zadbasz o to, abyście się zeszli to ja to zrobię – a wiadomo, że pomysły Liv niekoniecznie były normalne.
Minęło jeszcze kilkanaście minut, podczas których piły i rozmawiały, głównie o Alexie. Po jakimś czasie Reagan uznała, że czas się zmywać. Wstała otrzepując spodnie.
- Pamiętaj, masz dziś dać z siebie wszystko. Tym bardziej, że Lloyd właśnie tu idzie. Więc… ja wam nie przeszkadzam – i uśmiechnęła się uroczo, by chwilę później zostawić przyjaciółkę samą z obiektem jej westchnień. Sama zaś udała się do namiotu chwiejnym krokiem.

z/t
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   22.08.16 11:35

To w sumie dobrze, że chłopak nie wykorzystywał takim osób. Oczywiście, nie miał teraz zamiaru go chwalić. Za jego postępowanie,, bo to nie było potrzebne. Bądź co bądź, nie mógł wiedzieć czy mówi prawdę, ale nie wyglądał na kogoś kto wykorzystuje biedne istoty. Nawet Madness tego nie robił.
A jeśli chodzi o alkohol, cóż. Na pewno nie będzie go często pił, anie kupował. Jednak wolał sie upalić, wtedy nie kręci się aż tak bardzo w głowie i nie szumi. Ale nie przeszkadzało mu to w tej chwili, musiał odreagować i właśnie tak odreagowywał. Napił się i to ostro, pewnie zaraz będzie chciało mu się spać. Potoczy się do swojego namiotu, rzuci sie na łóżko i już go nie będzie. Ale jak na razie rozmawiał z Alexandrem.
- Miałem z nią parę razy styczność.- odparł całkiem normalnie i znów wrócił wzrokiem w stronę dziewczyn. Wyglądało jakby lepiej się bawiły od nich. - Cóż, najwyraźniej Liv jest bardzo wpływowa.- powiedział to nawet z niemałym uśmiechem. Sam nie wiedział czemu, ale spodobało mu się to. Przecież jeśli Elizabeth, nigdy nie piła, a ona ją do tego namówiła. Cóz, musiała się nieco postarać. Ale czy on już tego nie wiedział?
Lysanderowi świat wirował już parę minut temu, ale to go nie powstrzymało przed opróżnieniem butelki do końca. Pił powoli i spokojnie. A nagle jego butelka została opróżniona. Czy chciał więcej? Oczywiście, że nie. Nie był tak za alkoholem, poza tym i tak był już nieźle nawalony. - Idź, zajmij sie swoją kobietą a ja pójdę do namiotu. A Reagan, cóż. Ona potrafi o siebie zadbać.- uśmiechnął się do chłopaka i chwiejnym krokiem poszedł do namiotu.

z/t
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   22.08.16 12:09

- Nigdy bym nie przypuszczała, że mnie upijesz.- zaśmiała się dziewczyna. Oczywiście, ze nie chciała rozmawiać o Madnessie, jeśli Lycoris nie chciała. Lizzie sama się nie wchodziła nogami w życie innych, chyba, że ktoś jej na to pozwalał. A teraz dziewczyna, najwyraźniej nie chciała o tym rozmawiać. Więc i Bettie postanowiła zamilknąć. I ogólnie, dziewczyna nigdy nie podejrzewała, że da się komuś upić. Ale jeśli miała się z kimś się napić i miał być ten pierwszy raz. To własnie najlepiej aby była to Lycoris.
- Nie przesadzaj Liv, przecież wiesz, że mnie na to nie stać.- Odparła spokojnie, chociaż teraz po alkohol mogła zrobić wszystko, racja? Jedna z tym rozbieraniem się, jak na razie nie była pewna. Chociaż... Nie, nie przesadzajmy, chyba, że Alexander by chciał. Chociaż, czy ona na pewno taka była? - Jakoś to będzie, prawda?- I właśnie tutaj odzywała się już ta stara Elizabeth. Najwyraźniej jeśli chodzi o sprawy z Alexandrem, nadal była taka sama. Nadal była niewinna.
Spojrzała się jak dziewczyna, wstaje i rzuciła jej dziwne spojrzenie. Nie chciała aby Reagan sobie szła, chciała spędzić z nią więcej czasu! Wstała chwiejnie i przytuliła się do niej.- Do zobaczenia.- uśmiechnęła sie i obróciła. Naprawdę Lycoris nie żartowała, Alexander szedł w jej stronę.
Podeszła do niego chwiejnym krokiem i uśmiechnęła sie szeroko. - Chyba po raz pierwszy w życiu się upiłam, wiesz? - rzuciła do niego, gdy już byli blisko siebie i nawet się uśmiechnęła. Widać było, że nie przeszkadzał jej ten stan rzeczy.. - I chciałabym zrobić coś fajnego i szalonego. Musimy zapamiętać te wakacje, prawda? Więc może zrobimy razem coś szalono-fajnego?- zapytała się z szerokim uśmiechem. Tak, teraz naszło ją na dziwne pomysłu.
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   28.08.16 23:32

Czuł, że jest wstawiony. Zdawał sobie z tego sprawię idealnie, co również mogli dostrzec inni, kiedy przechodził obok, niekiedy się zataczając. Na całe szczęście miał wprawę w takim chodzeniu i udało mu się nie wpaść na nikogo, tym samym nie robiąc przypału większego, niż to koniecznie. Jasne, kiedy szedł w stronę Elizabeth puszczał oczko dziewczynom na około, które spoglądały na niego chichocząc. W wielu rozpoznawał jego przeszłe obiekty flirtów. Inne widział po raz pierwszy. Jednak jego pełna uwaga była skierowana na Krukonkę, od której właśnie odeszła przyjaciółka. Idealnie zgranie! Wstępne oględziny utwierdziły go w przekonaniu, że Benoit również do trzeźwych nie należy. No, przynajmniej nie tylko Alex jutro obudzi się z bolącą głową! Nie to, żeby życzył tego dziewczynie, która miała tak marne obycie z alkoholem.
- Serio? Nie wierzę, że nikt nigdy tego nie spróbował – stwierdził, będąc trochę w szoku. Z drugiej jednak strony Elizabeth była za porządna na takie picie. – I jak się z tym czujesz? Bo ja mam doprawdy wspaniały nastrój. Wszystko wydaje mi się takie zabawne. Tylko, że ja niestety miewałem już podobne stany – niby nie było się czym chwalić, ale Alex musiał mówić, kiedy był wstawiony.
- No jasne, możemy robić razem wszystko, co będziesz chciała. Na początku stąd pójdziemy. Co ty na to? Bo mimo zdaniem to ognisko umiera, a to nie za bardzo pozwoli nam zrobić coś godnego zapamiętania – i bezceremonialnie złapał dziewczynę za rękę. Jeśli chciała protestować, cóż… nie miała wyjścia jak za nim pójść w bliżej sobie nieznanym kierunku, zdając się na łaskę Alexa.

z/t dla obojga
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Niegasnące ognisko   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Erised :: Fabuła :: Reszta Świata :: Wzgórza Szkocji-
Skocz do: