Share | 
 
Boisko treningowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Boisko treningowe   06.09.16 3:08

Boisko treningowe
Zazwyczaj kiedy ktoś chciał poćwiczyć, nie szedł na duże boisko, a wystarczyło mu to treningowe. Różniło się wielkością, zdecydowanie i trudno było się pomylić, bo tutaj znajdował się tylko jeden komplet pętli. Wystarczająco dużo, by potrenować rzuty, a jednocześnie trudniej było zgubić chociażby złotego znicza, który poruszał się w obrębie granic mniejszej przestrzeni niż zwykle. Była tu też tylko jedna mała trybuna, raczej dla zawodników rezerwowych, jeśli nie trenowali z głównym składem, niż dla kibiców.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   06.09.16 3:18

Dopiero co rozpoczął się rok szkolny, ale składy drużyn tymczasowych, które wciąż miały funkcjonować, były już znane. Do pierwszego meczu pozostało trochę czasu, co jednak nie znaczyło, że nie należało o tym myśleć. Należało, oczywiście, nawet nie tylko myśleć, ale i solidnie przyłożyć się do treningów. Wiedział to @Charlie Howe, który w Quidditchu czuł się dobrze, ale w zeszłorocznym składzie nie był, więc czuł, że co nieco należało nadrobić. Teraz przed nim pozycja ścigającego, a więc największa energia i największe emocje. Nie mógł pozwolić sobie na chybione rzuty czy za wolny lot. To dlatego intensywnie teraz ćwiczył, sam, szczęśliwy, że nikt nie widzi tych momentów, kiedy akurat zdarzało mu się nie trafiać do pętli. Pustych pętli.
Szczęście jednak nie trwało długo, bo nie tylko on wpadł na taki pomysł. Świeżo mianowany kapitan drużyny, w której Gryfon się znajdował, @Lilith H. Blackwood, miała do przemyślenia świeże taktyki, a najlepiej jej się myślało, kiedy czuła wiatr we włosach, pędząc za zniczem. To miał być jej ostatni rok w Hogwarcie i musiała zapisać się na kartach historii szkoły złotymi zgłoskami. Wiedziała, że od niej jako szukającej zależało właściwie wszystko, ale i reszta drużyny musiała dać z siebie jak najwięcej. A wtedy zobaczyła Charliego. Przez chwilę miała nadzieję, że może jest w przeciwnej drużynie, ale nie, nie było mowy o pomyłce. Przed nią ścigający, jedna z ważniejszych osób w składzie. Jej składzie.

Zaczyna dowolne z was.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   06.09.16 20:23

Kiedy zajęcia się skończyły, Lilith pogwizdując udała się do szatni i przebrała w treningowe szaty, po czym chwytając w dłoń nowiusieńką miotłę, ruszyła na boisko treningowe. Szukającą była od dobrych paru lat, ale nie kapitanem! Musiała zatem zrobić wszystko, żeby zwyciężyć. Nie myślała o innym zakończeniu. Puchar miał być ich! Teraz na jej piersi lśniła srebrzysta odznaka z fikuśnym K, a ona nie brała porażki jako możliwości.
Właściwie oczekiwała, że będzie sama. Nie sądziła, że ktoś będzie miał na tyle samozaparcia, żeby już pierwszego dnia biec trenować. Ona tylko chciała pomyśleć nad tym, jak tu dobrze ułożyć sobie życie, rozluźnić się i zaplanować jakiś oficjalny trening. Jakież jej było zaskoczenie, gdy na polu zastała innego gracza. Gracza, bo przez szaty i miotłę w dłoni nie było mowy o pomyłce. Cholernie wysoki i z niezbyt inteligentną miną. Och. Czy ona go przypadkiem nie kojarzyła? No, zawodnicy przeciwnej drużyny mało ją obchodzili, dlatego w pierwszym odruchu chciała go zwyczajnie wyminąć, wypuścić sobie znicz i trochę za nim poganiać. Jednak coś ją tknęło i przyjrzała mu się bliżej.
Fioletowe szaty. Włosy stanęły jej dęba. Był w jej drużynie! Zupełnie nie pamiętała, jak się w niej znalazł. Był dopiero początek roku, więc naboru jeszcze nie było, ale... Może poprzedni kapitan przyjął go tuż przed wakacjami?
Blackwood przygryzła nerwowo wargę i zbliżyła się do niego sztywnym krokiem.
- Hecate Blackwood - podała mu dłoń zamaszystym ruchem, choć powinien przynajmniej ją kojarzyć z wcześniejszych meczy. - Nowy kapitan fioletowych - dodała jeszcze, na wypadek gdyby umknęła mu jej lśniąca odznaka.
- Na... Na jakiej pozycji będziesz grać? - zapytała, przełykając ze strachem ślinę. Nie miała zbyt dobrej pamięci do twarzy, ale przysięgłaby, że w poprzednich latach go widywała i to całkiem często. Czy nie był na jej roku...?
Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   06.09.16 23:29

Dzień drugi roku szkolnego. Miło było znowu usiąść w szkolnych ławkach, posłuchać narzekań na plan, poumawiać się na potajemne popijawy, no i najważniejsze... polatać na miotle. Tylko chyba coś się zmieniło przez ten rok, bo kiedy przyszedł odebrać od pani Hooch ochraniacze i resztę stroju, oprócz peleryny w Gryfońskiej czerwieni dostał jakąś fioletową szmatkę. Na jego pytający wzrok, sędzina zbyła go tylko burknięciem że w pobitewnych latach stworzono dwie drużyny zastępcze ze względu na brak chętnych do grania w drużynie. Charlie zrobił wielkie oczy, bo w głowie mu się nie mieściło że nikt nie będzie chciał walczyć na boisku o puchar. Po latach sukcesów Gryffindoru ze sławnym żeńskim trio ścigających, a potem Potterem jako kapitanem nagle nie ma ludzi do grania? Niesamowite ile może się zmienić przez te kilka lat.
Po kilku minutach stał już na równiusieńko ściętej trawie boiska, odziany od stóp do głów w ciemny fiolet. Spojrzał jeszcze raz na siebie i tylko pokręcił w zrezygnowaniu głową. Piękny jestem. Z impetem wskoczył na miotłę i ruszył przed siebie, skręcił ostro i jako fioletowa smuga śmignął wokół obręczy, aby zebrać z ziemi kafla którego wcześniej sobie przygotował. Chwycił piłkę pod pachą, a gdy był blisko obręczy przerzucił ją przez najwyższą. Następnie złapał ją po drugiej stronie i zatrzymał na sekundę zziajany. Przez ostatni rok nie latał w ogóle i jego umiejętności zdecydowanie poszły w dół. Nic dziwnego, tak jest przecież w każdym sporcie. Odsapnąwszy ruszył znowu, tym razem na przeciwne obręcze i sprytnym kopnięciem posłał kafla w najniższy okrąg. Bum, bramka. Bez obrońcy to było zbyt łatwe. Zebrał piłkę, schował ją pod swetrem i zawisł centymetry nad ziemią na środku boiska.
Ktoś się zbliżał i nosił te same, durne kolory. Charlie omiótł ją wzrokiem. Jaka spięta dziewczyna, pomyślał widząc jej sztywny chód. Jakby kij połknęła. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować musiał wykonać swoją ręką manewr przechwytujący wystrzelonej w jego stronę szufli. Uścisnął jej dłoń.
- Charlie. - przedstawił się grzecznie, bezwiednie się uśmiechając. Dziewczyna ubrana na fioletowo, srebrna odznaka świeciła odbijanym blaskiem zachodzącego słońca. Sama przedstawia się jako kapitan. No i ta dziarska sztywność. Chyba nie mógł wyobrazić sobie osoby lepiej skrojonej na bycie szefem.
- Zgadnij. - znowu się uśmiechnął odsłaniając wszystkie zęby. - Uwaga, ułatwiam zadanie. - wyjął kafla z pod fioletowego swetra.
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   07.09.16 22:33

Charlie. Ale-
- Charlie jak? - zamierzała pomyśleć, ale niestety usłyszawszy te słowa, zorientowała się, że bezwiednie wypowiedziała je na głos i to niespecjalnie przyjemnym tonem. Miała ochotę strzelić się dłonią w czoło, ale zamiast tego udawała, że jest surowym, poważnym kapitanem, który zamierza poprowadzić fioletowych do zwycięstwa i dlatego była taka szorstka. Na wszelki wypadek uśmiechnęła się jeszcze delikatnie, by trochę złagodzić zaistniałą sytuację. Co za wstyd.
Obrzuciła go jeszcze raz badawczym spojrzeniem, lustrując go od stóp do głów. Łatwizna.
- Ścigający - mruknęła tylko Lilith, zanim jeszcze chłopak zdążył wyciągnąć z pół szaty kafla. Fakt faktem z taką posturą to prędzej widziałaby go w roli obrońcy, a nie szybkiego rozgrywającego, ale te długie ręce mogłyby być równie przydatne w ofensywie co w defensywie. Liczyła, że jego rzuty są bardzo silne I miała nadzieję, że równie celne.
- Skoro już się znamy - zaczęła, poprawiając skrzynkę ze zniczami umieszczoną pod pachą. - Powiedz mi, zanim zaczniemy, czy wcześniej grałeś już w jakiejś drużynie? Znasz jakieś manewry?
Blackwood chciała wiedzieć, czy to jego pierwszy raz, czy może już pierwszego dnia go skatować. Zastanawiała się też, czy ma doświadczenie w grze z innymi. Bo o ile gdyby miał być szukającym albo obrońcą, nie interesowałoby jej to aż tak bardzo, ale na tych pozycjach grało się w zasadzie samemu. Siła drużyny leżała jednak w zsynchronizowaniu pozostałych graczy, w szczególności ścigających, którzy wspólnie zdobywali punkty.
Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   08.09.16 1:33

Charlie tylko prychnął śmiechem, kiedy poważnie spięta pani kapitan postanowiła wystrzelić swoim myślom na zewnątrz. Co innego miał zrobić? Burczenie, czy obruszanie się za byle co nie leżało w jego naturze, więc po prostu postanowił zignorować tę nagłą chwilę słabości. Zdarza się i najlepszym. Za to docenił intuicję Hecate. Zgadła pozycję zanim jeszcze wyjął z pod swetra kafel. Godne podziwu, oby jej przegląd boiska był równie dobry.
- Nieźle, ludzie zazwyczaj mówią że jestem obrońcą. - poprawił piłkę w dłoniach, po czym słuchając jej zaczął się leciutko wzbijać w górę, jednak nie na tyle aby utrudniło im to rozmowę. Liczył po prostu, że dziewczyna też wskoczy na miotłę. Marnowali tylko czas stojąc jak słupy soli, przecież mogli sobie pogawędzić w powietrzu.
- Zanim wymyślili te dwie mieszane drużyny, byłem w drużynie Gryfonów. - powoli zaczął krążyć na wysokości jej wzroku. - Za czasów Snape'a i Carrowów, przez rok. Na początku na rezerwie, potem w pierwszym składzie. Ale przez ostatnie cztery lata nie grałem absolutnie nic. - Charlie zakończył swoją odpowiedź wzruszeniem ramion. Tak już się złożyło i nie widział sensu w drążeniu tematu. Przynajmniej on tak uważał, co postanowi Hecate to już jej sprawa. Howe lekko podrzucił piłkę, po czym unosząc się na pedałach swojego starego Nimbusa 2000, wybił ją mocnym kopnięciem daleko przed siebie. Kafel upadł w trawie gdzieś w okolicy wschodnich obręczy.
- To mój pierwszy rok w Hogwarcie od czasów wojny, więc Cię nie kojarzę. Wybacz. Nie jesteś Gryfonką, prawda? Inaczej pewnie byśmy się znali. - Hooch powiedziała mu, że nowe drużyny są wymieszane. Ciekawe, kto kapitanuje fioletowym, bo jak wiadomo, domy są lustrzanymi odbiciami osobowości uczniów.
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   08.09.16 23:35

Lilith cechowała się niezwykłą zdolnością obserwacji i intuicją, ale nie tylko. Tym samym ukrycie czegoś przed nią albo zaskoczenie czymś graniczyło z niemożliwym. Dlatego niezwykle doceniała, jeśli komuś się to udało.
- Nie dziwię się - odparła z lekkim uśmieszkiem. - Z taką posturą pewnie żadna piłka by ci nie uciekła.
Wzruszyła lekko ramionami. Jego wybór - wolał być ścigającym, trudno. Nie przekona go nagle do zmiany pozycji, która lepiej pasowałaby do jego fizycznych predyspozycji. Miała tylko nadzieję, że nie jest ścigającym, bo tak sobie ubzdurał, a rzeczywiście coś potrafi.
Widząc, że Charlie odrywa się od ziemi, z gracja dosiadła swojej miotły, wypuściła z trzymanego pudełeczka znicz i rzuciwszy je na murawę, podążyła w ślady chłopaka.
- Ach - mruknęła tylko, w zamyśleniu pocierając palcami dolną wargę. - To nieco komplikuje sprawę, ale raz dwa wrócimy ci formę.
Przynajmniej taki był plan. Cóż, aby to osiągnąć Blackwood nie miałaby nic przeciwko nawet codziennemu wyciągania go na boisko, byleby nie spowalniał reszty. W końcu wszystkie trybiki muszą się dopełniać i pracować jak w zegarku. To, że miało się samych dobrych zawodników nic nie znaczyło, gdy wciąż był ten ktoś ciągnący całą drużynę w dół. Wolałaby więc mieć zawodników na jednym poziomie, przynajmniej wtedy mogliby liczyć na doskonałą synchronizację.
- Jestem ze Slytherinu - rzekła Lilith w końcu, niechętnie, ociągając się. Wiedziała, jak inni widzieli jej dom - w szczególności Gryfoni. Nie raz i nie dwa pierwej zwracali uwagę na jej zielono-srebrzyste szaty niż cokolwiek innego, jak również prawie zawsze przedkładali ich barwę ponad jej działania. Z jakiegoś powodu wszyscy wychodzili z założenia, że Ślizgoni są złymi do szpiku kości dupkami. Fakt, bywali nieprzyjemni, ale nie każdy był Śmierciożercą. Może rzeczywiście większość z nich pochodziła z tego domu, ale jasnowłosa miała szczerą ochotę strzelić człowieka w mordę za kierowanie się tego typu stereotypami. Puchoni, Krukoni, Gryfoni - wszyscy czuli się tacy lepsi. Działało jej to na nerwy.
- Dobra - rzuciła w końcu, ogarniając wzrokiem okolicę. - Co powiesz na wyścig? Zaczynamy tutaj, potem slalom wokół obręczy i z powrotem?
To nie tak, że miał jakieś szanse zwyciężyć. Nie zamierzała mu ich dawać. Chciała po prostu zobaczyć, jaką jest w stanie rozwinąć prędkość i jak jest zwrotny. Może zobaczy coś, nad czym trzeba popracować.
Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   09.09.16 2:19

- Nie przepadam za zbytnią odpowiedzialnością, więc obrońca jest nie dla mnie. - zakończył dywagacje na temat doboru pozycji przyglądając się jak dziewczyna startuje. Sławny mugol grający na pozycji bramkarza w piłce nożnej powiedział raz: "Napastnik może zmarnować dziewięćdziesiąt dziewięć sytuacji, a być wychwalanym za strzelenie bramki za setnym razem. Bramkarz może obronić dziewięćdziesiąt dziewięć strzałów, a będzie nienawidzony za puszczenie setnej." I Charlie zupełnie się z nim zgadzał i sam nie miał zamiaru brać na swoje barki takiej odpowiedzialności, niech ktoś inny sobie z tym radzi. Wzbił się trochę wyżej słuchając swojej pani kapitan, minę miał znudzoną - jak to on.
- Mhm. - chłopak nie zmieniając wyrazu twarzy zareagował na to wyznanie, które najwidoczniej sprawiło pani kapitan trochę trudności. Tak jakby to od niej zależało, w jakim domu się znajdzie. Co prawda, w Slytherinie było najwięcej kijów w dupsku per capita, oraz zadzierających nosa na metr kwadratowy stołu w Wielkiej Sali, ale Charlie nikogo nie skreślał za barwy. Skreślał za zachowanie, a jak na razie Hecate nie zasłużyła sobie na negatywne podejście. Zresztą, w takiej sytuacji pewnie już by o tym wiedziała, bo Howe nigdy nie zatrzymywał swoich opinii dla siebie. Na razie wszystko było w porządku i spokojnie oparł swój podbródek o dopasowany do wzrostu kij miotły.
- Wyścig? Jasne. - ton głosu bez zmian, zero entuzjazmu. Za Hecate jak na dobrą Ślizgonkę przystało chyba ambitnie podchodziła do sprawy, bo w swoim stylu (Charlie zauważył już pewne prawidłowości w jej zachowaniu) spięła się strasznie, zapewne z zamiarem zniszczenia go. Tego by się spodziewał po każdym kapitanie, zawsze trzeba pokazać dlaczego zasłużyło się na bycie liderem, na przykład poprzez wyścig. A to, że Charlie zobaczy swoje braki na tle zdecydowanie lepszej zawodniczki, było tylko dodatkiem. On sam doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich braków, ale postanowił że przystanie na propozycję. Będąc obojętnym z zewnątrz, wewnątrz szeroko się uśmiechał.
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   11.09.16 3:27

Lilith pokiwała lekko głową. Cóż, miał rację - na barkach obrońcy spoczywał ogromny ciężar. Choć nie tak duży, jak na tych szukającego, a że piastowała właśnie tę rolę, nie do końca mogła się utożsamić z tokiem myślenia Charliego. Lubiła być czynnikiem bezpośrednio doprowadzającym do zwycięstwa. Fakt, wiązała się z tym ogromna odpowiedzialność, ale nie przyjmowała do wiadomości, że mogłaby przegrać, toteż nie przejmowała się tym aż tak bardzo. Jej rolą było bycie najlepszą. Musiała tylko najszybciej złapać znicz, a zwycięstwo było jej. Dużym ułatwieniem był tylko jeden przeciwnik. Nie walczyła ze wszystkimi, tylko z pojedynczym graczem. Musiała tylko wierzyć, że jej drużyna nie zostanie sto pięćdziesiąt punktów w tyle.
Dziewczyna z ulgą wypuściła powietrze z ust, widząc, że jej wyznanie nie zrobiło na Gryfonie wrażenia. I dobrze. Te całe mieszane drużyny trochę dawały się jej we znaki, bo wiedziała, że są tacy, którzy nie chcieliby, aby kapitanował nimi Ślizgon. A wiadomo, kapitanowi nie tylko należał się respekt i szacunek - był mu potrzebny do wykonywania dobrze swojego zadania. Miał w końcu spajać drużynę, a nie ją dzielić. Pewnie łatwiej by było, jakby należała do jakiegoś neutralnego domu, najlepiej do Ravenclawu. Prawdopodobnie była temu bliska, ale los jednak zadecydował inaczej - lub raczej Tiara Przydziału stwierdziła, że jej ambicja jest bardziej dominująca niż jej pociąg do wiedzy. Jeśli ktoś by pytał Blackwood - przyznałaby rację, ale dodałaby, że niewiele.
- To na trzy - zarządziła Ślizgonka, ustawiając się równolegle do Charliego. - Raz. Dwa. Trzy!
Ponieważ chciała uniknąć swojego falstartu, wystrzeliła w przód, gdy szata nowego zawodnika zafurkotała. Ze świstem przecięła powietrze, wyprzedzając chłopaka bez żadnego problemu. Piersią przylgnęła do trzonka miotły i wciąż przyspieszała. Jej usta mimowolnie ułożyły się w uśmieszek. Wiatr świszczący w uszach i adrenalina pompowana do krwi wprawiały jej serce w trzepotanie ekscytacji. Zygzakiem, niczym piorun, zgrabnie i w mgnieniu oka ominęła obręcze i już była w drodze powrotnej do punktu startu. Zatrzymała się nagłym obróceniem miotły o dziewięćdziesiąt stopni - gdyby hamowała na ziemi, za pewno wzbiłaby w powietrze tumany kurzu. Zamiast tego jej szata zwyczajnie nadęła się charakterystycznie, gdy tak nagle zaprzestała ruchu. Lilith z uśmiechem w myślach liczyła stratę chłopaka do niej. Miała nadzieję, że nie będzie za wysoka.
Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   13.09.16 2:52

To na trzy, usłyszał Charlie i natychmiast przyjął na miotle mniej wygodną, ale lepszą do manewrów pozycję. Plan był prosty. Ruszy z kopyta. Trzy! I ruszył, ale nie tak bardzo z kopyta jak zakładał pierwotnie. Długa, fioletowa szata z numerem 35 zafurkotała głośno, a Charlie z miną równie znudzoną co wcześniej pozwolił się wyprzedzić. Kątem oka, w pędzie, zauważył uśmieszek pani kapitan. Jego wewnętrzny głos zarechotał głośno, zupełnie inaczej niż zwykle śmiał się Gryfon. Mimowolnie uśmiechnął się szeroko i pozwolił oddalić się nieznacznie Hecate, na całe szczęście nie oglądała się za siebie, więc nie zauważyła że będąc za jej plecami dociskał pedały na jakieś sześćdziesiąt procent możliwości swoich i miotły. Był jakieś dwa metry za nią, do mety zaczęło być bliżej niż dalej, więc chłopak przyśpieszył z całych sił tak, że doleciał w niewiele dłuższym czasie od niej. Charlie stwierdził w myślach, że różnica dwóch sekund to na tyle dużo, aby Ślizgonka poczuła się pewnie.
Zatrzymał swoją miotłę agresywnym szarpnięciem tuż obok kapitan ich drużyny. Uśmiechnął się do niej serdecznie:
- Mogło być lepiej. - z wielką satysfakcją przyglądał się bananowi na twarzy dziewczyny. Misja zakończona powodzeniem, pomyślał wciąż się uśmiechając. Miał nadzieję, że skoro już pokazała jaka jest dobra, to teraz się rozluźni. Choć nie, nagle zdał sobie sprawę że jest duże prawdopodobieństwo, iż usłyszy zaraz wykład co zrobił źle. No cóż, tak jak mówi budda w jednej z ksiąg: ustąp, aby wygrać. Jeśli przegrana w wyścigu, dobrze zadziała na panią kapitan i jego relację z nią, wtedy skorzysta cała drużyna. Właściwie to nie mógł doczekać się tego jak zareaguje i jaki wykład mu sprezentuje.
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   13.09.16 23:03

Lilith zmarszczyła się nieznacznie. Mogło być lepiej? Dotyczyło to jej czy jego? Szczęśliwie udało mu się dotrzeć na metę w sensownym czasie, choć miała niejasne wrażenie, że nie były to jego pełne umiejętności. Nieładnie tak nie pokazywać wszystkiego, co się umie, choć i ona wolała zostawić sobie parę asów w rękawie. Tylko że to raczej nie był czas na zatrzymywanie ich dla siebie.
- Nieźle - rzekła więc po krótkiej przerwie. - Wolałabym jednak, żebyś na meczach dawał z siebie wszystko.
Mimowolnie splotła ręce na piersi i zlustrowała go badawczym spojrzeniem od góry do dołu, zastanawiając się, czy mogłaby coś więcej powiedzieć. Raczej się nie oglądała - gdyby dostrzegła go kątem oka z pewnością by po prostu przyspieszyła, a na razie chciała tylko zobaczyć, ile jest w stanie wyciągnąć. Chciałaby jeszcze poćwiczyć z kaflem, ale nie była specjalnie dobra w rzucanie, więc żeby poprawnie określić umiejętności Charliego, potrzebowałaby innego ścigającego.
- A jak stoisz z manewrami? Na przykład ze zwisem? - rzuciła, mając cichą nadzieję, że pójdzie mu dość sprawnie, choć nie było to najłatwiejsze zadanie. Oczywiście nie miała nic przeciwko daniu nawet więcej niż kilku wskazówek, w końcu właśnie po to tu była. Nawet jeśli była Ślizgonką - jako starsza koleżanka i kapitan czuła się w obowiązku, by zrobić wszystko, aby pomóc Charliemu przystosować się do drużyny i oswoić z perspektywą brania udziału, lub raczej zwyciężania najbliższych meczy.
Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   14.09.16 22:13

Charlie uśmiechnął się tylko, kiedy wspomniała o dawaniu z siebie wszystkiego. O, na meczach będzie to robił, z pewnością. Ale teraz? Po co, nie musiał jej w żaden sposób imponować, a połechtanie jej ego sprawiło mu więcej przyjemności, niż gdyby udało mu się wygrać. Próby do drużyny jeszcze może się nie odbyły, ale pani Hooch chyba postanowiła poprzydzielać wszystkich według swojego "widzimisię". Należało jednak przyznać że na quidditchu się znała, więc nie było tutaj nikogo kto by wypadł Sroce z Montrose spod ogona. Charlie ułomny na miotle nie był, po prostu dawno nie grał. Nie trzeba było się o niego obawiać tak bardzo jak robiła to pani Kapitan.
Ona lustrowała go wzrokiem, plotła ręce na klatce piersiowej, on rozciągał się na miotle jak kot na rozgrzanym parapecie. Uśmiechał się przy tym zupełnie spokojnie i szczerze. Może nawet trochę denerwująco. Krótko mówiąc, nie wyglądało na to że bierze Hecate na poważnie.
- Stoję bardzo dobrze, tego się nie zapomina. A Ty? Jak stoisz z manewrami? - zapytał znudzonym głosem, po czym ruszył natychmiast w stronę wschodniej strony boiska. Nie czekał na jej odpowiedź, bo nawet nie był zbytnio nią zainteresowany. Z maksymalną szybkością dopadł do leżącego pod obręczami kafla i sprytną śrubą zebrał go z murawy. Wychodziło z tego, że coś tam jeszcze pamiętał. Wracając przeleciał jeszcze przez jedną z obręczy, a gdy zbliżył się do dziewczyny rzucił w locie:
- Mam dość stania, pogadajmy w locie. - jeśli Hecate dołączyła do Charliego, chłopak po chwili zapytał: - Dlaczego zostałaś kapitanem?
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   26.09.16 1:34

Dobra, on był denerwujący. Lilith zacisnęła usta w wąską wargę, a mięśnie jej żuchwy napięły się wyraźnie. Śmiał się jej pytać, czy dobrze stoi z manewrami? JEJ? Spojrzała na niego pobłażliwie, a jej oblicze rozluźniło się nagle wyraźnie, na usta wystąpił zaś niezwykle jadowity uśmiech.
- Myślę, że nie byłabym kapitanem, gdybyś miał jakiekolwiek powody, by mnie o to pytać - zaśmiała się dźwięcznie i ładnie, choć bardzo ironicznie. Powoli miała go dość. To raczej nie będzie łatwa współpraca. Oczekiwała, że pokaże jej ten zwis, a nie zacznie pyskować.
Natychmiast ruszyła za nim, kiedy wyrwał się w przód. Nie ustępowała go na metr, doskonale dopasowując swoją prędkość do niego, choć irytowała ją jego olewcza postawa. Oczekiwała choć odrobiny szacunku, jako kapitan. Sądziła, że wszyscy grający w quidditch są na tyle poważni, by respektować jej autorytet. W końcu musiała trzymać wszystkich w kupie i zmuszać do współpracy.
W odpowiedzi na pytanie Charliego Ślizgonka po prostu wzruszyła ramionami.
- Nie mam dobrego powodu. Zwyczajnie lubię wygrywać i wiem, że najbardziej mogę liczyć na siebie. Toteż jeśli chcę zwycięstwa, sama muszę poprowadzić do niego innych - odrzekła zgodnie z prawdą i posłała chłopakowi ostre, przeszywające spojrzenie, które wyraźnie dawało znać, że nie będzie tolerować niesubordynacji.
- Chcesz rozmawiać, czy zamierzasz mi w końcu coś pokazać? Albo może chciałbyś coś przećwiczyć? Muszę znać twoje mocna i słabe strony - rzuciła niedbale, jednak wciąż nie spuszczając z niego oczu. Zostało mało czasu do pierwszych rozgrywek, a ona chciała wiedzieć, jak wpasować go do swojej drużyny, do zawodników, których już znała. Gryfon zdawał się tym jednak w ogóle nie przejmować, jakby wychodził z założenia, że poradzi sobie w każdej sytuacji. Jednak już z jego pierwszych słów Blackwood wywnioskowała, że ma znacznie większe doświadczenie niż on i koniecznie musi znać jego umiejętności. Chciała zwyciężyć, nie potrzebowała w drużynie kogoś, kto grał tylko dla zabawy.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Boisko treningowe   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: